Google Website Translator Gadget

poniedziałek, 28 marca 2011

Jak przechowywać monety.




Przenosin treści ze strony "Zbierajmy monety" ciąg dalszy.

Monety powinny być przechowywane w taki sposób, by nie były narażone na pogorszenie stanu zachowania. Teoretycznie najlepszym tego gwarantem jest "slab" - teoretycznie nieotwieralne pudełko używane przez firmy gradingowe. Wady tego rozwiązania to konieczność posiadania dużej ilości miejsca na kolekcję i brak możliwości wykonania dodatkowych badań i pomiarów monety. Nie można też obejrzeć jej rantu, choć w tym zakresie nastąpiła niedawno poprawa i pojawiają się slaby pozwalające na zobaczenie prawie całego rantu.
Tańszym rozwiązaniem są holdery - kartonowe kwadraty z okrągłym otworem zakrytym przeźroczystą folią z neutralnego chemicznie tworzywa. Holdery można przechowywać w specjalnych klaserach lub w pudełkach o dopasowanych wymiarach wewnętrznych.


Slaby i holdery nie pozwalają na wykonanie pomiarów wagi i średnicy monety i utrudniają wykonanie dobrych zdjęć. Nadają się więc do przechowywania monet "bezproblemowych".
Monety, które być może będą wymagały jeszcze dokładnych oględzin albo pomiarów lepiej przechowywać w papierowych lub plastikowych kopertkach o standardowych wymiarach 50 x 50 mm.

Bardzo efektownie wygląda kolekcja przechowywana na specjalnych tackach, których obudowy mają prowadnice umożliwiające łączenie ich w "wieże" albo są po prostu szufladkami wsuwanymi w obudowę - szafkę. Są też zestawy złożone z tacek dopasowanych do niewielkich walizek. To dobre rozwiązanie, zwłaszcza dla osób handlujących na giełdach.

Większość kolekcjonerów przechowuje swoje zbiory w klaserach.
Są klasery z kieszonkami na monety różnych wielkości, są klasery z kieszonkami na holdery, są nawet klasery na monety w slabach.
Nie mam już w domu ani jednego klasera numizmatycznego. Dawno, dawno temu kupiłem sobie klaser, ale gorzko tego później żałowałem. Było to w czasach gdy na rynku było tylko to co było, a nie to co być powinno. Moje klasery były niestety z gatunku, który produkował na monetach wstrętny mazisty nalot. Pozbyłem się ich (klaserów, nie monet) po dwóch latach użytkowania i powiedziałem sobie nigdy więcej.
Kolekcję przechowuję w holderach i kopertkach, które z kolei układam w drewnianych kasetach na slajdy (przeźrocza).

Każdy zbiór powinien być skatalogowany. Kolekcjoner powinien wiedzieć co ma w zbiorze i czego jeszcze musi poszukać, aby zbiór stał się bardziej kompletny. Jeśli zbieramy pewną wąską dziedzinę, np. monety XX-lecia międzywojennego wystarczy kupno któregoś z katalogów dostępnych na rynku i odhaczanie pozycji, które mamy. Jest to jednak forma uproszczona i niepełna. Nie mamy informacji o stanie zachowania posiadanych monet, nie wiemy kiedy, skąd i za ile trafiły do naszego zbioru, a są to często informacje o dużym znaczeniu.

Zdecydowanie najlepszą formą prowadzenia katalogu zbioru jest katalog kartkowy. Każda moneta ma swoją kartę inwentarzową (jak książki w bibliotece), na której można umieścić dowolne, potrzebne nam informacje. Kolejność kart w takim katalogu można dowolnie zmieniać - można stosować układ chronologiczny lub nominałowy. Zawsze można dołożyć kartę nowo nabytej monety między dwie inne. Równie proste jest wycofanie monety ze zbioru. Koniecznym uzupełnieniem takiego katalogu jest spis, dzięki któremu wiemy ile monet jest w zbiorze i jakie numery nadać nowo pozyskanym egzemplarzom. Taki spis można prowadzić w zeszycie, ale najwygodniejszą formą jest zapis komputerowy.

Istnieje wiele programów komputerowych przeznaczonych do katalogowania monet. Część z nich to freeware i shareware, programy tworzone przez zbieraczy na własne potrzeby i oferowany innym. Są też programy profesjonalne, wyposażone w bazy danych zawierające pełne katalogi monet różnych państw (łącznie z ilustracjami).
Wypróbowałem kiedyś  kilka z nich. Najbardziej przypadł mi do gustu Tellico - program pozwalający na katalogowanie najróżniejszych zbiorów - od bibliotek i multimediów po znaczki i monety. Ale to tylko dla linuksiarzy. Wieloplatformową propozycją jest GCstar.

Tellico mi się podoba ale, jak już kiedyś pisałem, od lat używam programu COMMENCE - był kiedyś na płytce dołączanaej do angielskiego miesięcznika PC-Plus. To nie jest wyspecjalizowany program do katalogowania czegokolwiek, tylko tzw. PIM - coś w rodzaju Outlooka ale z możliwością tworzenia własnych relacyjnych  baz danych. I działa pod linuksem dzięki WINE.

Jeśli szukacie programu do katalogowania to można też przetestować:
1. http://www.primasoft.com/32org/32coo.htm
2. http://www.libertystreet.com/shots21.htm
3. http://www.cniche.com/coin/index.htm

Na początek wystarczy dowolny pakiet biurowy (polecam darmowy Open Office) zawierający bazę danych i arkusz kalkulacyjny. Można sobie zaplanować taki układ pól informacyjnych, jaki jest nam potrzebny i w dowolnej chwili zmodyfikować go gdy będzie to konieczne. Katalog komputerowy jest wtedy katalogiem podstawowym, a wydruki poszczególnych rekordów (dane jednej monety to rekord bazy danych) utworzą katalog kartkowy. Nie powinno się z niego rezygnować. Katalog "papierowy" będzie pełnił rolę ostatecznej i pewnej kopii bezpieczeństwa danych komputerowych.

środa, 23 marca 2011

Numizmatyka, czyli co?

Nie udało się w zeszłym roku; w tym roku zawziąłem się. Mimo usilnych starań połączonych sił służb drogowych i policji (blokada szosy między Dąbrową Górniczą, a Sławkowem) dotarłem na czas do Muzeum Narodowego w Krakowie i mogłem wysłuchać wykładu prof. dr hab. Borysa Paszkiewicza "Moneta w rękach historyka".
Wykład otworzył tegoroczny cykl wykładów numizmatycznych



Profesor Paszkiewicz na przykładzie trzech monet pokazał, jaka mnogość informacji cennych dla historyków kryje się w numizmatach.
Łużyce, Gdańsk, Podole - trzy odległe lokalizacje i trzy (tak się początkowo wydawało) tajemnice, w których rozwiązaniu pomaga numizmatyka.
Jak w "Rękopisie znalezionym w Saragossie", próba rozwikłania jednej tajemnicy odkrywa tajemnicę następną, a ta kilka kolejnych. Od cytatu z Jana Potockiego zresztą, zaczął się wykład, którego streszczać nie zamierzam.
Kto nie był, niech żałuje. Ja bardzo żałuję, że brakło mi determinacji w poprzednich latach, bo wykłady odbywają się od roku 2008.

Po wykładzie była chwila czasu na rozmowę z wykładowcą. Najaktywniejsi okazali się o dziwo nie studenci i naukowcy z UJ, a... stali bywalcy internetowych forów numizmatycznych: granit01, DzikiZdeb, Ozyriew.

Tegoroczny plan wygląda niezwykle ciekawie. Na pewno wybiorę się do Krakowa jeszcze kilka razy. Szkoda tylko, że wykład Pana Rafała zaplanowano w okresie urlopowym.

Warto zauważyć, że wykłady w lipcu i sierpniu poprowadzą właśnie koledzy bardzo dobrze znani z numizmatycznej kafejki Allegro i z forum TPZN. To znakomicie, że środowisko naukowe docenia wkład wnoszony przez kolekcjonerów, pasjonatów numizmatycznych.

Cieszy również, że milowymi krokami zbliżamy się do udostępnienia gabinetu numizmatycznego MNK szerokiej publiczności. Jeszcze dwa lata i Pałac Czapskich stanie dla nas otworem. Czekam z niecierpliwością.

PS
Przed chwilą zakończyła się na Allegro aukcja pięknego feniga Królestwa Polskiego z 1917 r. Moneta poszła za 2851,11 zł - cena doprawdy okazyjna, jak na tak czytelny egzemplarz (siedemnasty poza kolekcjami muzealnymi, który udało mi się odnotować). Gratulacje dla nabywcy!

sobota, 19 marca 2011

Czyścić czy nie czyścić?

Jeżdżąc do pracy mijam codziennie "pomnik" trzech strusi-nie-strusi
piękny przykład szlachetnej niebieskiej patyny, która w sprzyjających warunkach pojawia się na wyrobach ze stopów zawierających miedź, w tym i na monetach.
Miedź, monety, patyna - wszystkie internetowe fora, blogi, strony regularnie potykają się z tematem czyszczenia monet. Dlaczego u mnie miało by być inaczej?

CZYSZCZENIE MONET

Zacznijmy od podstawowych zasad:
  1. Czyszczenie nigdy nie poprawia stanu zachowania monety, przeciwnie, często ten stan pogarsza!
  2. Jak w medycynie - PRIMUM NON NOCERE!.
  3. Nie ma uniwersalnej metody czyszczenia monet wykonanych z różnych metali, różnymi technikami w różnych okresach historycznych.
  4. Jeśli nie potrafisz zidentyfikować monety, nie wiesz kiedy i z czego ją wybito, pozostaw ją w takim stanie w jakim jest.
  5. Jeżeli podjąłeś decyzję, że musisz wyczyścić monetę, najpierw potrenuj na taniej monecie z tego samego materiału i (o ile to możliwe) z tej samej epoki.
  6. Zamiast monetę czyścić, zastanów się, co zrobić, żeby jej stan przestał sie pogarszać.
  7. Nigdy nie wkładamy razem do kąpieli monet z różnych metali. Najlepiej każdą monetę czyścić osobno.
  8. Jeśli już czyścisz monetę, pamiętaj: najważniejsze, to wiedzieć kiedy przestać.
Niewłaściwe czyszczenie monety, to proces nieodwracalny. Dlatego, zanim zaryzykujecie czyszczenie monety, która ma trafić do kolekcji (albo na rynek), poćwiczcie na jakiejś kupce złomu - pełno tego na giełdach i aukcjach internetowych.

Złoto

Złote monety tuż po wybiciu są jasnożółte i błyszczące. Musi upłynąć wiele lat, albo moneta musi przebywać w wyjątkowo agresywnym środowisku aby na powierzchni złota pojawiła się warstewka lub plamki patyny. Cieniuteńka jednolita ciemniejsza warstewka na powierzchni złotej monety nie zniża jej wartości. Przeciwnie, może być dowodem autentyczności monety. Wyjątkowo szpecące plamki można usunąć ciepłą wodą z płynem do naczyń. Można użyć delikatnego kwasu (octowy, cytrynowy) - złoto jest odporne na większość środków chemicznych. Cały czas obowiązuje zasada: nie czyścić mechanicznie - złoto jest miękkie i łatwo je zarysować.

Srebro

Monety srebrne bite zwykłymi stemplami (lustrzanki mnie nie interesują) nie sprawiają problemów, o ile srebro jest wysokiej próby.
Źle! Problem jest, i to podstawowy. Czyścić, czy nie? W 95 % przypadków odpowiedź brzmi NIE. Im lepszy stan zachowania monety, tym silniejsze jest to NIE.
Zajmijmy się tymi pięcioma pozostałymi procentami. Kiedy srebrną monetę należy wyczyścić?
Zawsze usuwamy zanieczyszczenia spowodowane przechowywaniem srebrnych monet w klaserach z PCV. Te zanieczyszczenia to tłustawy, lepki zółty lub zielonkawy nalot. Pozbywamy się go kąpiąc monetę w czystym acetonie. Nie używamy zmywacza do paznokci, bo są w nim dodatki mające za zadanie ochronę paznokci i skóry przed nadmiernym odtłuszczeniem i likwidację nieprzyjemnego zapachu acetonu.
Najlepiej przygotować dwie kąpiele - pierwszą "brudną" do usunięcia większości osadu. Po wyjęciu monety z pierwszej kąpieli i wytarciu jej bardzo miękką suchą ściereczką moneta powinna trafić do drugiej kąpieli, w której zmyją się resztki zanieczyszczeń. Po tej kąpieli, po odparowaniu acetonu na monecie nie powinno już być żadnych śladów poza normalną patyną. Jej oczywiście nie ruszamy.

Drugim przypadkiem, w którym można wyczyścić monetę ze srebra wysokiej próby jest po prostu brud. Najczęściej zalega on pomiędzy literami i w zakamarkach między wypukłościami tworzącymi rysunek monety. Jak się go pozbyć?
Jak najprościej - ciepła woda, neutralny (pH) płyn do naczyń i miękka, drewniana wykałaczka - to wszystko najlepiej pod lupą. Po zmiękczeniu brudu w wodzie z płynem do naczyń usuwamy brud ostrożnie ostrzem wykałaczki, bez silnego naciskania. Później suszymy i wycieramy monetę miękką ściereczką. Wyjątkowo brudne monety, na których po tej operacji są jeszcze duże ilości zanieczyszczeń nie ustępujących pod wpływem wody z płynem do naczyń, można potraktować wodą amoniakalną lub specjalistycznym płynem do mycia srebrnych monet. Krótko i ostrożnie, stale kontrolując, co się z monetą dzieje. Po wyjęciu z kąpieli płuczemy monetę w czystej wodzie, osuszamy i kąpiemy w czystym acetonie. Po odparowaniu acetonu moneta może trafić do kapsla albo holdera.

Miedź i jej stopy

Im więcej miedzi w monecie, tym większy problem.
W zasadzie problemu być nie powinno, bo poprostu takich monet czyścić nie należy. Właściwie można tu powtórzyć słowo w słowo poprzedni akapit z jedną istotna zmianą - nie używamy amoniaku. Amoniak rozpuszcza miedź! Moneta stanie się porowata. Są specjalne płyny do mycia monet ze stopów miedzi - można je stosować zachowując ostrożność i rozsądek.

Na tym zwykle kończyłem pisanie o czyszczeniu monet, ale zwykle skutkowało to dziesiątkami dodatkowych pytań, więc na wszelki wypadek dodam jeszcze co nieco.

Chemia zazwyczaj monetę "zabija". Zwłaszcza chemia przeznaczona do czego innego. Pasta do zębów jest do jedynek, dwójek, trójek i pozostałych zębów, a nie do szorowania trojaków, środki do sanitariatów, są do odkamieniania i dezynfekowania sanitariatów, a nie talarów, pasty do szorowania garów, są do garów, a nie do boratynek. Papier ścierny i pasta polerska też monecie nie pomogą.
Warto mieć pod ręką profesjonalne płyny do mycia monet (nie do polerowania świeczników!), ale też trzeba bezwzględnie przestrzegać zasady - płynem do srebra nie myjemy miedziaków i vice versa.

A co zrobić w takim przypadku?
Klasyczny przypadek monety z ziemi - do oliwki z nią!. Słoiczek oliwy z oliwek, tydzień moczenia, delikatna operacja drewnianą wykałaczką, kolejny tydzień moczenia, znów pracujemy wykałaczką, jeszcze jeden tydzień moczenia, wykałaczka, kilkadziesiąt ruchów starą szczoteczką do zębów, odtłuszczanie w acetonie i...
Warto było? Niemiecki fenig z 1900 roku, nawet ten najrzadszy z mennicy w Karlsruhe (literka G) i w stanie 3, to wydatek rzędu maksymalnie 15 złotych, a my po kilku tygodniach czekania i paru godzinach żmudnej dłubaniny mamy kostropatą monetkę, wartą co najwyżej kilkadziesiąt groszy. Nie wspominając o słoiczku oliwy, która mogła zostać znacznie lepiej wykorzystana w kuchni. Pasta al'olio (kto nie próbował, niech żałuje!).

Żeby nie było żadnych wątpliwości - elektrolizie (i autolizie) również mówimy zdecydowane NIE!. Czasem zgrzytam zębami i szlag mnie jaśnisty trafia, kiedy przeglądam na Allegro (rzadziej na eBayu) ofertę antycznych brązów - trafiają się tam monety storturowane jakimiś cilitami i wymęczone elektrowstrząsami, a widać po nich, że mogły by wyglądać znacznie lepiej, gdyby dać im święty spokój.

Jeszcze raz - czyszczenie monety jest procesem nieodwracalnym. Co się stało, to się nie odstanie. Nie zapominajcie o tym nigdy.


czwartek, 17 marca 2011

Przegląd Numizmatyczny 1/2011

Zajrzałem wczoraj do Empiku i przechodząc obok półki z czasopismami hobbystycznymi złapałem świeżutki numer PN.

Dopiero dzisiaj udało mi się znaleźć parę chwil, żeby wstępnie przekartkować nowy nabytek i... załamałem się.

Nie chodzi o cenę - ta się nie zmieniła pomimo zmiany VAT - nadal wynosi 14 zł.
Nie chodzi o tematykę artykułów - to normalne, że raz jest ciekawiej, innym razem nudnawo.
Nie chodzi o ilość reklam - od kilku numerów reklamy niezmiennie zajmują około 30% zawartości i można się z tym pogodzić.

Tego numeru po prostu nie da się spokojnie czytać! Przynajmniej ja nie potrafię. Zaczynając od redakcyjnego wstępniaka, przez tekst o medalu Jana Hohna młodszego poświęconym królowej Marii Kazimierze, aż po notatki A. Góreckiego dotyczące trojaków Zygmunta Trzeciego.
Każdy z tych tekstów roi się od błędów. Stylistycznych zwłaszcza, np. "To niezwykle rzadka okazja, zobaczenia tych znakomitości skrytych w sejfach muzealnych" (to w końcu skryte są, czy nie? i po co ten przecinek?), "...piękny portret królowej w pięknie haftowanej o ozdobionej klejnotami sukni, wraz z tytułami królowej Polski", ale też błędów redakcyjnych i korektorskich - "Nie zabrakło też różnych polskich i portugałów i gdańskich donatywy", jakby przed oddaniem numeru do drukarni nie było żadnej korekty.
W artykuliku Góreckiego opisującym odmianę bydgoskiego trojaka z 1599 r. nie wiadomo dlaczego zdublowano zdjęcia monety i zniekształcono transkrypcję legendy - element kluczowy dla wyróżnienia nowej odmiany napisowej.

Czy w takiej sytuacji czytelnicy mogą ufać, że nie będą narażeni i na błędy merytoryczne?

Szkoda, bo Przegląd ukazujący się regularnie od kilkunastu lat jest dobrym źródłem informacji dla kolekcjonerów o bardzo różnorodnych zainteresowaniach. Następny numer Przeglądu sprawdzę dokładniej przed zakupem i w razie recydywy po prostu odłożę bubel na półkę.

Zasmucony spadkiem jakości PN pocieszenie znalazłem w przesyłkach dostarczonych przez pocztę.
Po pierwsze, dwukropkowa pięciogroszówka 1840 - obłamana, ale czytelna.

Po drugie, miedziany trojak z 1837 r.

Wariant rewersu pominięty przez Plagego, ale opisany przez Wittyga i Berezowskiego. W GROSZE literka G bez pionowego szeryfa, czyli podobna do C, jak to opisywano w starych katalogach.
Kolejne luki w kolekcji zostały wypełnione,
czego i Wam życzę.

niedziela, 13 marca 2011

Stany zachowania monet

Przeprowadzki (Zaplanowałem. Obiecałem) ciąg dalszy.
Stan zachowania monety.
Większość kolekcjonerów europejskich posługuje się międzynarodową, 7-stopniową skalą stanów zachowania monet.
stan
opis
skan
I = menniczy
monety bez śladów zużycia, dotyczy monet, które nigdy nie były używane jako środek płatniczy (tzn. nie były w obiegu), w polu monety (na powierzchni pomiędzy literami i innymi wyobrażeniami) wyraźnie widoczny tzw. błysk menniczy.
II = znakomity
dopuszczalne nieznaczne uszkodzenia powstałe w mennicy lub transporcie, może dotyczyć monet przeznaczonych do obiegu, lecz wycofanych z niego przed pojawieniem się charakterystycznych wytarć lub zarysowań
III = bardzo piękny
nieznaczne ślady zużycia pochodzące z obiegu monety, lekkie wytarcie wyższych partii rysunku, drobne ryski, małe skaleczenia brzegu monety
IV = piękny
widoczne ślady zużycia, ale bez wpływu na czytelność rysunku i napisów monety
V = bardzo dobry
znaczne zużycie, pojedyncze fragmenty rysunku i legendy nie w pełni czytelne, ale moneta może być dokładnie i jednoznacznie określona (łącznie z datą, mennicą oraz wariantami napisowymi i rysunkowymi)
VI = dobry
część rysunku i legendy całkowicie nieczytelna, monetę można określić rok, mennicę ale nie wariant napisowy lub rysunkowy)
VII = zły
brak możliwości jednoznacznego określenia monety
Jest to skala uniwersalna, dotycząca zarówno monet starożytnych jak i najnowszych. Monety 20-wieczne i nowsze, klasyfikuje się inaczej. Poza nielicznymi wyjątkami, monety gorsze niż stan III uważa się za źle zachowane i nie zaleca się włączania ich do zbiorów. Zwyczajowo określenie stan III obejmuje w tym przypadku również monety opisane jak dla stanu IV wg. przedstawionej wyżej tabeli.
TERMINOLOGIA MIĘDZYNARODOWA
Polska
I
I- / II+
II
III
IV
V
VI
VII
USA skala Sheldona (im większa liczba, tym lepszy stan)
mint state (MS-70 do MS-60)
about uncirculated (AU-58 do AU-50)
extremaly fine (EF-45 do ef-40)
very fine (VF-30 do VF-20)
fine (F-12)
very good (VG-8)
good (G-4)
poor (POOR-1)
NIEMCY
UNZ = unzirkuliert
------
VZ = vorzuglich
SS = sehr schon
S = schon
SG = sehr gut
G = gut
------
WŁOCHY
FDC
------
SPL
BB
MB
B
M
------
FRANCJA
FDC
------
SUP
TTB/TB
TB/B
B
TBC
BC
Oceniając monety starsze, należy pamiętać, że na ogólną opinię o jakości (a co za tym idzie i wartości) monety ma nie tylko stan zachowania, ale również jakość bicia.
Stan zachowania i jakość bicia to dwie zupełnie różne sprawy. Dawne monety, bite ręcznie albo na prymitywnych maszynach przy pomocy ręcznie grawerowanych stempli, na krążkach wytwarzanych dość prymitywnymi metodami z definicji nie mogą wyglądać idealnie. Już opuszczając mennicę były niedoskonałe. Stąd często w katalogach aukcyjnych mamy opis "piękne bicie", "bardzo ładny egzemplarz" itp. Jednocześnie, tak określona moneta może być np. w IV stanie zachowania.
Pamiętajmy, że stan zachowania opisuje nam w jakim stopniu moneta zmieniła swój wygląd od momentu opuszczenia mennicy, albo nawet od momentu zdjęcia jej z prasy menniczej!

GRADING
Od pewnego czasu staje się w Polsce popularne korzystanie z usług firm gradingowych polegających na ocenie autentyczności i stanu zachowania monety, która jest następnie zamykana w plastikowym, szczelnym (ale nie hermetycznym) opakowaniu z odpowiednią etykietą informacyjną. Grading przywędrował do nas z USA. Na tamtym rynku kolekcjonerskim większość wartościowych monet sprzedawana jest w slabach czyli pudełkach firm gradingowych. Amerykańscy specjaliści z najważniejszych firm gradingowych (NGC, PCGS, ANACS, ICG, NCS) znakomicie oceniają i kwalifikują stany zachowania monet USA i dają niemal 100% pewności co do ich autentyczności. Z oceną autentyczności polskich monet w ich wykonaniu bywa różnie. Znane są wypadki uznania za oryginały pospolitych fałszerstw monet II Rzeczpospolitej (5 groszy 1934), monet łódzkiego Getta oraz Wolnego Miasta Gdańska. Odnotowano i przypadki odwrotne, to jest odrzucenie oryginalnych monet jako fałszerstw.
Polskie firmy gradingowe rozpoczęły swoją działalność źle. Grading spełnia swoją rolę jeśli jest profesjonalny i obiektywny. Nasze firmy, jak dotąd, nie do końca te warunki spełniają. Grading prowadzony jest przez firmy zajmujące się handlem numizmatami. Jedna z nich jest związana z wydawnictwem, w którym ukazuje się katalog będący popularnym podręcznym cennikiem giełdowym. to rodzi podejrzenia co do obiektywności i przy ustalaniu cen katalogowych i przy ocenianiu stanu monet. Polscy graderzy są anonimowi (z jednym, o ile mi wiadomo, wyjątkiem). Powszechnie znane są błędy graderów: potwierdzenie autentyczności falsyfikatów, zakwalifikowanie autentycznej monety jako falsyfikatu, omyłki w opisach monet i dziwaczna angielszczyzna tych opisów. Kuriozalne jest gradowanie "kopii" monet.
Reasumując: nie polecam polskiego gradingu, jako źródła gwarancji autentyczności i stanu zachowania monet przeznaczonych do własnej kolekcji, choć przyznaję, że monety ogradowane przez te firmy uzyskują na aukcjach ceny wyższe od monet nieogradowanych.
We wszystkich poradnikowych publikacjach dla kolekcjonerów monet można znaleźć stwierdzenie, że do zbioru należy włączać monety w jak najlepszym stanie zachowania. To oczywiście dobra zasada, ale jak zawsze, należy zachować umiar. Dążenie do gromadzenia monet idealnie zachowanych ma sens w przypadku zakupów inwestycyjnych. To zwiększa szanse późniejszej sprzedaży po dobrej cenie. Kupując monety do zbioru "nieinwestycyjnego" również należy starać się o dobrze zachowane monety, ale nie powinno to być podstawowym kryterium wyboru. Ważniejsze jest moim zdaniem dążenie do kompletności kolekcji.
Za kilka dni napiszę o problemie nierozerwalnie związanym ze stanem zachowania, a mianowicie o czyszczeniu monet, o tym czy monety czyścić, kiedy i jak to robić i o tym co czyszcząc monety możemy zepsuć, a czego z pewnością nie poprawimy.

środa, 9 marca 2011

Zbierajmy monety - jakie, jak, po co.

Zaplanowałem. Obiecałem. Pora plany i obietnice zrealizować.

CO ZBIERAĆ
Zbierajmy monety!!!


Każdy zbiera to co chce, ale nie wszystko, co okrągłe jest monetą. Ważniejsze od wyglądu jest przeznaczenie tego kawałka metalu. Moneta jest (albo była) pieniądzem. Służy (służyła) do płacenia za towary i usługi, do płacenia podatków i kar.

Nie polecam kolekcjonowania tego, co zostało wyprodukowane specjalnie dla kolekcjonerów - lustrzanki, pseudozastępcze pseudomonety (merki, przetaki, dukaty lokalne itp.) nie są monetami sensu stricto nawet jeśli emitent zapewnia im status prawny właściwy monetom i nie są moim zdaniem warte pieniędzy, jakich się za nie żąda. Na domiar złego podlegają chwilowym modom i są obiektem manipulacji. Pozostawmy je "inwestorom".
Popularne dwuzłotówki z "nordyckiego złota", mimo deklaracji NBP o ich przeznaczeniu do powszechnego obiegu pieniężnego, de facto również pełnią rolę obiektów przeznaczonych przede wszystkim dla kolekcjonerów. Dlatego nie poświęcam im miejsca i uwagi na moim blogu.

Są kolekcjonerzy, którzy zbierają wszystko co wpadnie im w ręce, są też tacy, którzy ograniczają się do bardzo wąskich dziedzin i do takiego właśnie kolekcjonowania Was namawiam. Kilka propozycji:
  • można ograniczyć się do konkretnego okresu historycznego (np. monety Jana Kazimierza),
  • do miejsca wybicia (monety bite w mennicy w Olkuszu, albo monety Śląskie),
  • można połączyć te kryteria (monety polskie z lat 1918-39 albo na przykład półtoraki Zygmunta III z mennicy krakowskiej).
  • można stworzyć piękny zbiór złożony z monet jednego tylko rodzaju (boratynki, trojaki Zygmunta III itp),
  • a nawet z jednej monety jednego rocznika (np. trojak koronny z roku 1594).
Lubię monety. Dokładnie oglądam wszystkie, które trafiają w moje ręce. Od wielu lat nie zdarzyło mi się zapłacić monetą, której wcześniej się w miarę dokładnie nie przyjrzałem. To może być dobry pomysł na tani początek bardzo poważnej kolekcji. Myślę, że ponad 90 procent mojego zbioru PRL to monety, które wyłowiłem z obiegu.

Jeśli decydujemy się na kolekcjonowanie monet starszych, tych które już nie pełnią swojej podstawowej funkcji, to rzecz jasna nie możemy liczyć na przeglądy portmonetki (choć zdarzyło mi się ze dwa razy dostać jakąś starszą drobnicę wśród monet wydawanych jako reszta). Stare monety można kupić, można znaleźć, można je otrzymać w wymianie za inne obiekty kolekcjonerskie. W czasach, kiedy nie było jeszcze PayPala i w ogóle trudno było płacić z kraju za zagraniczne zakupy szukałem chętnych do wymiany - wysyłałem płyty, książki, znaczki pocztowe, widokówki...
Teraz nie ma problemu z kupowaniem monet na zagranicznych giełdach i aukcjach. Można robić to nawet nie ruszając się z fotela we własnym mieszkaniu.

Rozpisuję się o tym jakie monety zbierać, jak je zdobywać, a powinienem zacząć od czegoś innego.

Często dostaję e-maile z pytaniami "jakie monety zbierać?", "czy opłaca się zbierać monety...?" , "czy warto kupować monety Mennicy Narodowej?" i każdą chyba odpowiedź zaczynam od stawiania pytań. "Dlaczego chcesz zbierać monety?", "Co chcesz osiągnąć zbierając monety?".

Jak łatwo przewidzieć, większość odpowiedzi na moje pytania brzmi "Chcę zainwestować pieniądze w monety" albo "Chcę zarobić na numizmatyce". Mam na takie okazje przygotowaną standardową odpowiedź, którą łatwo dostosowywać do zainteresowań moich korespondentów. Odpowiedź ta brzmi:
"Jeżeli chcesz kolekcjonować monety dla zarobku - tanio kupić, drogo sprzedać, albo dla ochrony kapitału - kolekcja zamiast lokaty bankowej, to przed Tobą długa i niełatwa droga. Nie da się systematycznie zarabiać na czymś, na czym się nie zna. Można raz czy dwa razy mieć szczęście i trochę zarobić, ale w dłuższej perspektywie straty są nieuniknione. Jeśli znasz się na czymś innym - zajmij się tym właśnie. Jeśli nie znasz się na niczym - nie zarobisz tylko stracisz, jeśli nie chcesz poszerzać swojej wiedzy - nie zarobisz tylko stracisz".
Najbardziej lubię odpowiadać osobom, które czują, że odzywa się u nich żyłka kolekcjonerska. Często są to ludzie, którzy chcą wrócić do dawnych dziecięcych pasji, ale potrzebują podpowiedzi, ukierunkowania. Dostaję na przykład kilkustronicowe wykazy (katalogi kolekcji, można powiedzieć) i pytanie "czy da się z tego zrobić porządny zbiór? co zostawić, czego się pozbyć?". Czasem korespondencja trwa kilka tygodni a nawet miesięcy. Czasem coś z tego wynika, czasem nie. Każdemu co innego pisane.

Czy opłaca się zbierać monety?
Czasem się opłaca, czasem nie, ale zawsze będę powtarzał:  
Warto zbierać monety!
"Czy opłaca się..." - to brzmi bardzo jednoznacznie - pytający oczekuje, że odpowiem mu, że "wyjmie więcej, niż włoży", a to nie jest takie proste (patrz wyżej). Natomiast nie mam wątpliwości, że monety zbierać warto.

Monety hojnie odwdzięczają mi się za czas, który im poświęcam. Dzięki nim mam wielu przyjaciół. Dzięki nim lepiej znam historię, historię sztuki, historię techniki. Dzięki nim nie nudzę się. Ze spokojem czekam na emeryturę nie obawiając się pustki, która u wielu osób pojawia się po rozwiązaniu ostatniej umowy o pracę. Last but not least, monety „odwdzięczają się” też na inne, bardziej przyziemne sposoby. Odwdzięczają się materialnie, bo sprzedaż katalogów, które napisałem przynosi skromny dochód; bo z czasem rośnie wartość mojego zbioru, bo mogę na co dzień obcować z miniaturowymi dziełami sztuki.


P.S.
Rozbudowałem pierwotny tekst z mojej strony na webpark.pl
To jedna z korzyści niespodziewanej wymuszonej przeprowadzki.
W przyszłym tygodniu podobnie potraktuję tekst na temat stanów zachowania monet.

P.P.S.
A Wy? Dlaczego/Po co* zbieracie monety?

* niepotrzebne skreślić

niedziela, 6 marca 2011

Jak nie urok, to..., czyli nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Nie narzekam ostatnio na nudę i brak zajęcia, a tu znienacka pojawia się e-mail, a w nim takie radosne wiadomości (w skrócie):
Szanowny Użytkowniku,
uprzejmie informujemy, iż z dniem 31 maja kończymy świadczenie usługi Webpark.pl*.
W zamian proponujemy Ci możliwość migracji zawartości twojego konta do serwisu Orangespace.pl.
W kilku krokach będziesz mógł przenieść swój serwis w nowe miejsce.
Przenosząc swoje konto do Orangespace.pl w dalszym ciągu pozostaniesz w Internecie.
Nie zwlekaj z decyzją. Na przeniesienie swojej strony masz czas tylko do 31 maja.
Zakończenie utrzymywania serwisu Webpark pozwoli nam na większe zaangażowanie w rozwój innych naszych aktywności i zaoferowanie Państwu produktów na optymalnym poziomie, zgodnym z przyjętymi przez WP standardami. Z uwagi na powyższe 1 marca 2011 rozpoczyna się proces zamykania usługi webpark.pl.
Technicznie to żaden problem. Wszystko mam zarchiwizowane. Wiem jak się korzysta z serwerów ftp. Góra kilkanaście minut i strona powinna zacząć działać pod nowym adresem. Skąd więc wahania?

Sprawdziłem sobie statystyki strony. Od 18 września 2001 strona "Zbierajmy monety" na serwerach WP zanotowała 205.112 odwiedzin czyli średnio około 60 dziennie, ale taka średnia to zasługa lat dawno minionych. Ostatnio zagląda tam 20 do 30 osób dziennie. Cieniutko. Sam jestem sobie częściowo winien, bo rzadko tę stronę aktualizuję. Tylko po co aktualizować stronę z założenia statyczną, bo zawierającą głównie treści informacyjne - stałe i niezmienne, lub wymagające tylko bardzo sporadycznych ingerencji.

Sprawdziłem też statystyki bloga. Jest znacznie lepiej (choć bez szaleństwa). Pierwszy wpis umieściłem na blogu 10 września 2010 r. Od tego czasu odnotowałem przeszło 15 tysięcy odwiedzin, co daje średnią ponad 85 wizyt na dzień. Najważniejsze jest coś innego. Wśród najczęściej czytanych wpisów na blogu wcale nie dominują te najnowsze. Prym wiedzie wpis omawiający warianty 10-groszówek z 1923 roku. Można więc liczyć, że nawet stosunkowo dawne wpisy nadal budzą zainteresowanie i są czytane. Uważam, że warto to wykorzystać.

Niech więc sobie moja stara strona powisi na WP do rychłego zapowiedzianego końca, a ja w tym czasie przeniosę większość jej zawartości na blog. Przy okazji odświeżę to, co odświeżenia wymaga. Za kilka dni pierwsza przeprowadzka.

Na koniec pochwalę się najnowszym nabytkiem.

Trojak Królestwa Polskiego z 1840 r. z kropką po GROSZE. Plage 194, Berezowski 747. Niepiękny, ale trudny do zdobycia.

środa, 2 marca 2011

Zaniedbałem ostatnio mojego bloga :-(

Nie napisałem nic od przeszło tygodnia. Nie napisałem tu, ale nie znaczy to, że siedzę i nic nie robię. Na dowód malutki fragment większej całości, która zajmuje mi ostatnio gros czasu:

Nieprecyzyjne opisy awersów pięciogroszówek 1840 u Wittyga, Plagego i Berezowskiego utrudniają przypisywanie poszczególnych odmian numerom katalogowym. Katalog Bitkina nie pozostawia wątpliwości, że najrzadsza odmiana (Plage 141 - odmiana) to moneta z herbem Moskwy ze św. Jerzym w płaszczu.
Nawiasem mówiąc, nie udało mi się jeszcze ani jej zobaczyć ani nawet zdobyć jej zdjęcia!

Wittyg wyróżnia awersy z ogonem szerokim i wąskim. U Plagego nr 140 to "jak nr 139" (czyli jak w pospolitszej odmianie rocznika 1839), a nr 141 to "jak nr 140, lecz ogon orła inny". Berezowski nr 770 opisuje "ogon szeroki" i podaje, że to Plage 140. Analogicznie Berezowski 771 to "ogon wąski" = Plage 141.
Mając przed sobą monetę, której nie można porównać z innym egzemplarzem trudno orzec, czy ogon jest wąski, czy szeroki. Jest kilka dodatkowych szczegółów ułatwiających rozróżnienie odmian awersu pięciogroszówek.
Plage 140 =  ogon szeroki

 Plage 141 = ogon wąski

1.
herb Moskwy - niski, szeroki, skrzydła smoka długie
1.
herb Moskwy - wysoki, wąski, skrzydła smoka krótkie
2.
brak dodatkowych piór między ogonem, a łapami
2.
dodatkowe pióra między ogonem, a łapami
3.
przed koniem ogniwo łańcucha orderu św. apostoła Andrzeja - tarcza z krzyżem X
3.
przed koniem ogniwo łańcucha orderu św. apostoła Andrzeja - dwugłowy orzeł cesarski

Awers z "szerokim ogonem" występuje na odmianach bitych w latach czterdziestych. "Wąski ogon" pojawia się na monetach bitych później. Tak przynajmniej wydaje mi się na obecnym etapie pisania, ale nie oznacza to, że coś się nie zmieni.
Stale zaskakuje mnie ilość znaków zapytania i wątpliwości wyskakujących, jak królik z kapelusza. Co moneta, to problem, co rocznik, to niejasności. Przynajmniej jest ciekawie.

Niepostrzeżenie minął rok, jak pożegnałem się z oprogramowaniem Microsoftu. Po kilku początkowych eksperymentach (Ubuntu, Mint z KDE, Mint z Gnome) stanęło na Kubuntu i wszystko wskazuje, że jest to stan trwały. Wszystko działa bez zarzutu, co cieszy mnie niezmiernie.
A że codziennie, chcąc nie chcąc muszę wracać do zestawu MS Windows / MS Office w najróżniejszych wariantach, mam okazję do ciekawych porównań. Na przykład takie maleństwo - na pasku stanu siedzi sobie malutka ikonka - głośnik. Wiadomo, o co chodzi. Na moim Kubuntu wystarczy, że najadę kursorem na ikonkę i pokręcę kółkiem myszy - natychmiast jest głośniej, lub ciszej. W Windowsach trzeba ikonkę kliknąć i dopiero później można regulować poziom dźwięku. Niby drobiazg, ale komfort pracy nieporównywalny. Bardzo podobają mi się możliwości sterowania oprogramowaniem z konsoli. Mam dwa pliki jpg (np. awers i rewers monety). Wystarczy taka prościutka komenda:
montage -geometry +2+2 03a.jpg 03z.jpg 03.jpg
i już po ułamku sekundy mam trzeci plik, a w nim awers i rewers obok siebie, oddzielone dwupikselową przerwą.
A gdybym chciał, żeby plik wynikowy był w innym formacie, dajmy na to tiff (choć prawdę mówiąc ten kierunek konwersji jest mocno nielogiczny), to zamiast 03.jpg wpisał bym 03.tiff - tylko tyle. Nie muszę otwierać programu graficznego! Dla mnie bomba.

Printfriendly