Google Website Translator Gadget

sobota, 31 grudnia 2016

Gdzie bito szelągi koronne Augusta III.

Na jednym z internetowych forów w dziale "Identyfikacja monet" pojawiło się pytanie o szeląga z 1753 r.
Zainteresowany szybko dowiedział się, że ma miedzianego szeląga Augusta III. Zdjęcia były wystarczająco dobre, żeby uzupełnić informację, że to odmiana z odwróconym T pod herbami. Pojawiła się też dodatkowa informacja, że szeląga wybito w Gubinie.
W tym momencie odezwał się użytkownik forum, który postanowił podzielić się wiadomościami zaczerpniętymi z literatury.
Mennica Gubin lub Grunthal. Emisje z obu mennic są nie do odróżnienia. Stemple do bicia tych monet pochodziły z tej samej mennicy w Dreźnie.
Równie dobrze mogła by się w tym miejscu pojawić informacja, o której już tu kiedyś pisałem, że miedziane szelągi koronne Augusta III bito w latach 1749-1755 w Lipsku. Straszne, że jest to informacja z "Wiadomości Numizmatycznych" - periodyku, było nie było naukowego.
Nie mogę zrozumieć, skąd to zamieszanie w sprawie ustalenia miejsca oficjalnej produkcji szelągów i groszy koronnych Augusta III. Zachowały się dokumenty z epoki, które żadnych wątpliwości nie pozostawiają.

W skrócie, wygląda to tak.

1749
Król zarządza wyprodukowanie sondażowej partii szelągów i sprawdzenie, jak zostaną one przyjęte w Rzeczpospolitej. Zadanie to przypadło mennicy w Dreźnie. Projekt stempli opracowali Johann Wilhelm Höckner i Christian Sigismund Wermuth . Wermuth wykonał stempel próbny (Czapski 9918). Monety (w nieznanym nakładzie) puszczone w obieg w Warszawie, zostały przyjęte bardzo dobrze.
szeląg 1749 - Drezno

1750
Dobre przyjęcie partii sondażowej skłoniło króla do decyzji o podjęciu regularnej emisji miedzianych szelągów dla Polski (wbrew Pacta Conventa i bez zgody Senatu). Mennica w Dreźnie wybiła szelągi na kwotę 1000 talarów (circa 750000 sztuk) stemplami wykonanymi przez Wermutha. 10 lipca, aby odciążyć Drezno bijące monety dla Saksonii, król nakazuje uruchomienie specjalnej mennicy w Gruntalu. Mennicę ustanowiono dekretem z 30 lipca. W listopadzie zamówiono dla niej trzy mennicze prasy śrubowe.
szeląg 1750 - Drezno

1751
W styczniu dostarczono do Gruntalu zamówione prasy śrubowe. W połowie lutego ruszyła produkcja szelągów. Stemple dla Gruntalu z rocznikami od 1751 do 1755 (zgodne z wcześniejszym projektem) wykonywał w Dreźnie asystent Wermutha, Carl Christoph Pribus, który we wrześniu 1750 r. zastąpił Höcknera zmarłego w 1749 r.
szeląg 1751 - Gruntal - pierwszy rok działania mennicy
szeląg 1755 - Gruntal - ostatni rok działania mennicy

Na początku roku 1751 minister Heinrich Graf von Brühl zarządził na polecenie króla, że w Margrabstwie Łużyce w Guben (w Gubinie) ma powstać nowa mennica do produkcji szelągów. Dawało to istotne skrócenie transportu do Warszawy. Planowano, że rozpoczęcie produkcji szelągów nastąpi już w kwietniu tego samego roku ale dopiero 18 listopada przysłano z Drezna 94 szelągowe stemple mennicze i polecono, by produkcja ruszyła jak najszybciej. Stemple wykonał prawdopodobnie Johann Friedrich Stieler, który formalnie miał pracować w Gubinie już od kwietnia. Produkcja ruszyła jeszcze przed końcem roku.
szeląg 1751-S - Gubin

1752
Oficjalne otwarcie mennicy w Gubinie nastąpiło z początkiem roku. Stemple wykonuje nadal Stieler. Formalny zarządca mennicy, von Stein przekazuje w kwietniu rzeczywisty zarząd w ręce Friedricha Ernsta Hertela.
szeląg 1752-C - Gubin

1753
31 października von Stein rozwiązuje kontrakt. Nowym zarządcą mennicy zostaje Hertel. Stemple nadal wychodzą spod ręki Stielera.
szeląg 1753-A - Gubin


1754
Mennica gubińska pracuje na pełnych obrotach. Litery pod herbami, tak liczne w latach 1752-1753 zostają zastąpione literą H (od nazwiska Hertela).
szeląg 1754-H - Gubin

1755
13 czerwca przychodzi do Gubina rozkaz królewski o zamknięciu mennicy z końcem roku.
 szeląg 1755-H - Gubin

1756
Marzec - oficjalne zamknięcie mennicy w Gubinie. 29 sierpnia wojska pruskie wkraczają do Saksonii - rozpoczyna się wojna siedmioletnia.

1757
2 lutego oddział pruski zajmuje i niszczy nieczynną mennicę w Gruntalu.

1760
14 października pruski król Fryderyk II nocuje w zabudowaniach nieczynnej mennicy w Gubinie podczas powrotu ze Śląska do Berlina.

Produkcję Gruntalu od Gubina odróżnia się na pierwszy rzut oka, niezależnie czy patrzymy na awersy
czy na rewersy
Po lewej Gruntal (stemplami wykonanymi w Dreźnie), po prawej Gubin.

Wiadomo, że w saskich mennicach przejętych przez Prusy podczas wojny siedmioletniej odbywała się produkcja monet pod stemplem polskim, w tym i miedzianych. Von Schroetter opisując fryderycjańskie falsyfikaty polskich monet wspomina wyłącznie o groszach. Widocznie szelągi przynosiły by zbyt mały dochód.
W polskich źródłach z okresu konfederacji barskiej pojawiają się wzmianki o biciu polskich szelągów pod stemplem Augusta III w fałszerskiej mennicy wiązanej z Bruhlem, Wesselem i Gartenbergiem. Produkcja miała odbywać się na Spiszu, prawdopodobnie na zamku w Lubowli. I w tym przypadku rzeczywiście nie potrafimy wskazać jej produktów. Nie wiemy, czy wyglądały podobnie do gruntalskich, czy gubińskich.

W przypadku groszy sprawa jest trochę bardziej skomplikowana, ale to już temat na osobny wpis.

wtorek, 20 grudnia 2016

Będą nowe awersy monet obiegowych

27 listopada 2016 pisałem o tym, że kończy się kontrakt z Royal Mint.
Z niedowierzaniem przyjąłem wtedy dalszy ciąg tej wiadomości, czyli  informację o kontynuowaniu bicia najniższych nominałów w Warszawie. Szczerze mówiąc, oczekiwałem że po wygaśnięciu angielskiego kontraktu nominały te przestaną być bite i stopniowo zostaną wycofane z obiegu. Przecież niemało do nich dopłacamy.
Nie dość, że grosz, dwa grosze i pięć groszy pozostają w obiegu, to mają być bite nadal. W warszawie. Nie wracamy do bicia w stopie manganowo-miedziowym - od roku 2017 Mennica Polska będzie biła te monety na stalowych krążkach powlekanych mosiądzem. Tak napisano w załączniku do rozporządzenia
Tą informacją wczoraj wieczorem zaskoczył mnie Pan Mateusz Żabski (jeszcze raz serdeczne podziękowania).
Na tym nie koniec. Od przyszłego roku zmieniają się awersy wyższych nominałów.

Dlaczego nie załatwiono tego jednym zarządzeniem? Dlaczego takie, a nie inne są daty wprowadzenia tych monet do obiegu? Nie sądzę, by mennica zdążyła je do tego czasu wybić. A może...?
Co się zmienia w monetach 10-, 20-, 50 groszy i 1 złoty? Zmieniają się awersy. Wszystkie będą wyglądać, jak na "miedziakach".
Strona przednia (awers):
wizerunek orła ustalony dla godła Rzeczypospolitej Polskiej. Poniżej orła, półkolem, od lewej strony ku prawej, napis: RZECZPOSPOLITA POLSKA. W otoku stylizowane pierścienie, w górnej części przecinające się, u dołu rozdzielone oznaczeniem roku emisji. Pod orłem, po lewej stronie, znak mennicy
Poza tym nic się nie zmienia. Monety nadal będą bite w miedzioniklu (MN25) i zachowają dotychczasową średnicę i masę.
Z niecierpliwością czekam na pierwsze monety, żeby sprawdzić czy i na rewersach nie pojawią się jakieś drobne zmiany.

Podobnie niecierpliwie czekałem na dawno zapowiedzianą książkę
Już nie muszę czekać
Wygląda świetnie. Zapowiada się pasjonująca lektura, z której nie omieszkam zdać sprawozdania.

A jeśli już jesteśmy przy wyczekiwaniu i cierpliwości, to...
W lipcu 2012 r. pochwaliłem się włączeniem do zbioru grosza z roku 1841. Egzemplarz niepiękny

Jeden z komentatorów sugerował wtedy, że "Może po zamoczeniu monety w orzechowym likierze, lepiej będzie widać tą jedynkę. ;-)".
A dzisiaj...
Odebrałem z poczty dwa listy, a w nich
Czy teraz lepiej widać jedynki?
W odstępie 2 dni, dwa egzemplarze tak rzadkiej monety - już to jest mało prawdopodobnym zbiegiem okoliczności. To, że uda się wygrać obie nie rujnując portfela wydało mi się jeszcze większym nieprawdopodobieństwem. A jednak!

Na tym mógłbym w zasadzie skończyć najprawdopodobniej ostatni przed świętami wpis, ale nie mogę się powstrzymać przed dodaniem kilku jeszcze linijek tekstu.

Szczegółowe informacje o monetach, które pojawią się w przyszłym roku pobierałem wczoraj, późnym wieczorem z Internetowego Systemu Aktów Prawnych - bazy publikowanej przez Kancelarię Sejmu Rzeczpospolitej.
W Monitorze Polskim - ponad 1200 opublikowanych aktów prawnych, w Dzienniku Ustaw - 2070, w tym jedna, pod drugą, trzy ogłoszone tego samego dnia regulacje dotyczące Trybunału Konstytucyjnego. Paranoja.
Jak w tym wszystkim ma się odnaleźć OBYWATEL - człowiek niekoniecznie biegły w czytaniu, a co dopiero w czytaniu przepisów prawa?

P.S.
5.1.2017 - pisząc o wysokości nakładów rocznika 2016 uświadomiłem sobie, że nadal, z niezrozumiałych dla mnie powodów, w zarządzeniach Prezesa NBP nadal podtrzymuje się tradycję nie publikowania wizerunków monet, których zarządzenia dotyczą. Przed wojną można było, a teraz się nie da?


 






niedziela, 11 grudnia 2016

Jak nie należy pisać katalogów monet.


Pierwsze polskie katalogi numizmatyczne z początku XIX wieku, miedziakom koronnym Augusta III poświęcają niewiele miejsca.
W "Numismatyce krajowej" Kazimierza Władysława Stężyńskiego Bandtkie znajdujemy tylko szeląga z 1752 r. bez znaku menniczego i szeląga 1754 z literą H oraz dwa grosze - 1752 i 1755 z literą H. W porównaniu z ilością informacji, które Bandtkie podał o miedziakach Stanisława Augusta wypada to bardzo blado. Przyczyn takiego stanu rzeczy może być wiele.
Nie wydaje się, by w grę wchodziło lekceważenie niskich nominałów przez kolekcjonerów i badaczy. Miedź Poniatowskiego opisano przecież dość dokładnie. Większe znaczenie mogą mieć dwa inne czynniki.
Pierwszy wynika z charakteru emisji - August III bił monety prawem kaduka. Zaprzysiągł Pacta Conventa, które zabraniały bicia monety bez zgody sejumu i senatu, więc cały proces starano się trzymać w tajemnicy. Jakby nowy pieniądz pojawiał się z nikąd. A przecież tych miedziaków miało być mnóstwo. Ksiądz Kitowicz pisał o wozach wyładowanych miedzianymi szelągami i groszami - zapłatą za bydło i zboże sprzedawane na jarmarkach. 
Drugim czynnikiem zniechęcającym do zajmowania się mennictwem Augusta III mogła być chęć zepchnięcia w niepamięć okresu, który wspominano źle mimo, że pozostał w przysłowiu, jako czas ucztowania i popuszczania pasa.

Szeląg 1753-F AVGVSTVS, mennica w Gubinie,
nienotowany w literaturze.
Kolejne dziewiętnastowieczne publikacje numizmatyczne zawierają coraz więcej wiadomości o szelągach i groszach Augusta. Ignacy Zagórski w "Monetach dawnej Polski..." opisał 9 szelągów stwierdzając, że bito je w Dreźnie w latach od 1749 do 1755. We własnym zbiorze miał roczniki 1749, 1751 S, 1753 H. Sześć pozostałych: 1752 V, 1753 A, 1753 B, 1753 C, 1753 D, 1753 z odwróconym F, znał z innych kolekcji. Grosze opisał tylko dwa: 1753 (3) i 1754 H (ze swojego zbioru), dodając, że istnieją grosze z roczników 1752 do 1755 oraz 1758.

W "Skorowidzu monet polskich..." Karola Beyera napisanym w 1862 r, ale wydanym dopiero w roku 1880 opisano 38 szelągów i 7 groszy informując, że to "Pieniądze pod stęplem Polskim w Saxonii bite".

Niewiele wnosi "Podręcznik numizmatyczny..." Józefa Tyszkiewicza. Poza informacją, że szelągi z lat 1752-1754 maja "liczne odmiany" ciekawa jest tylko ocena rzadkości. Tyszkiewicz najwyżej wycenił grosze 1752 i szelągi 1750 (po 2 marki), szelągi 1749 i grosze 1758 po 1 marce, szelągi 1751 po 0,50 marki. Pozostałe monety po 0,10 marki.

Pierwsze szczegółowe opisy, łącznie z wariantami interpunkcyjnymi opublikował Emeryk Hutten-Czapski w "Catalogue de la Collection des Médailles et Monnaies Polonaises". Skatalogował 41 szelągów (mam na myśli tylko monety obiegowe) i 13 groszy. Po raz pierwszy zwrócono uwagę na dwie formy zapisu imienia króla  (AUGUSTUS / AVGVSTVS) oraz warianty interpunkcyjne i rysunkowe. W opisach groszy (włącznie z rocznikiem 1758) i kolejnych roczników szelągów brak informacji o miejscu bicia. Jedynie opisowi szeląga z roku 1749 towarzyszy komentarz, w którym czytamy, że monety te wybito w Dreźnie, a w obiegu w Warszawie pojawiły się w roku 1750, spotykając się z życzliwym przyjęciem. Dodatkowe wyjaśnienie pojawia się też przy szelągu 1751 S - Czapski zaznaczył, że na rewersach szelągów z lat następnych występują różne litery, które prawdopodobnie nie były znakami mincerzy, lecz identyfikowały kolejne partie produkowanych monet.
Szeląg 1753-B AUGUSTUS, mennica w Gubinie,
nienotowany w literaturze.
Podręcznik Numizmatyczny M. Gumowskiego z ducha i formy też jest publikacją dziewiętnastowieczną. Wśród wymienionych w nim 51 szelągów po raz pierwszy pojawiają się 1751 B, 1751 D i 1752 H (bez wzmianki o tym, w czyim były zbiorze). Przy szelągach 1752 L i 1753 L występujących w katalogu Beyera, Gumowski postawił znaki zapytania. Powtórzył też informację o biciu szelągów rocznika 1749 w Dreźnie uzupełnioną wiadomością o utworzeniu specjalnych mennic w Gruntalu i Gubinie, nie dodając żadnych szczegółów na temat czasu ich działania i zakresu produkcji. Podręcznik wymienia tylko 10 rodzajów groszy, bo w opisach monet w Podręczniku brak informacji o wariantach legend (AVGVSTVS / AUGUSTUS).

Do tematu saskiej emisji miedzianych monet dla Polski powrócił Gumowski w pracy "Gubin i jego mennice". Umieścił w niej szczegółowy wykaz monet, które jego zdaniem należy tej mennicy przypisać, niekonsekwentnie niestety. Pomimo stwierdzenia, że litery pod herbami na rewersie są charakterystyczną cechą szelągów z mennicy gubińskiej, w wykazie znalazły się też szelągi bez znaku. Druga wiążąca się z tym samym założeniem niekonsekwencja, to pominięcie w wykazie szelągów z rocznika 1751 z literą S. Wykaz obejmuje 51 szelągów i 27 groszy (pomijam odbitkę w srebrze szeląga z 1753 r. i szeląga jednostronnego - awers - ze zbioru Potockiego). Wzrost ilości opisanych monet spowodowany jest uwzględnieniem odmian napisowych i interpunkcyjnych. Niestety, pomimo częstego powoływania się na katalog Czapskiego, w wielu przypadkach Gumowski prezentuje legendy inaczej, niż Czapski (głównie dotyczy to znaków interpunkcyjnych).
Grosz 1755 bez litery  AVGVSTVS, mennica w Gubinie,
nienotowany w katalogach,
znany z inwentarzy prywatnych kolekcji

Od tego momentu (rok 1952) polskie badania nad mennictwem miedzianym Augusta III jakby stanęły w miejscu. Opublikowano wprawdzie kilka katalogów i opracowań ogólnych, ale nie znajdziemy w nich żadnych nowych wiarygodnych informacji. Wręcz przeciwnie, pojawia się niemało wiadomości nieprawdziwych i dezinformujących.

W roku 1969 w ramach Biblioteczki Zbieracza Dzieł Sztuki wydano „Katalog monet polskich 1669-1763” Tadeusza Jabłońskiego i Władysława Terleckiego. Autorzy opisali w sumie 45 szelągów oraz 10 groszy. Wśród nich szelągi i grosze z literami E C, szelągi 1752 bez liter z imieniem AUGUSTUS oraz szeląga 1752 z literą U pod herbami. Nie wymienia ich nikt poza Jabłońskim i Terleckim, mimo że autorzy uznali je za pospolite. Nigdy tych monet nie widziałem, ani na żywo, ani na zdjęciach - uważam, że po prostu nigdy nie istniały.

Niewiele wnosi świetna lektura „Tysiąc lat monety polskiej” Tadeusza Kałkowskiego. Autor powtarza dane dotyczące wielkości zatrudnienia miedzianych mennic saskich i ilości miedzi przebijanej w nich na monety, które wcześniej opublikowali Kirmis i Gumowski. Kałkowski, jako pierwszy pokusił się o oszacowanie ilości monet wybitych w Dreźnie, Gruntalu i Gubinie. Wyliczył, że łącznie wybito: 50 milionów groszy (niemal poprawnie) i dwukrotnie więcej szelągów (wartość mocno niedoszacowana).
Szeląg 1753-D AUGUSTUS, mennica w Gubinie,
nienotowany w literaturze.
W roku 1980 ukazał się "Katalog monet polskich 1697-1763" Czesława Kamińskiego i Jerzego Żukowskiego. Opisano w nim 63 odmiany obiegowych szelągów i 14 odmian groszy. Jako miejsca bicia monet autorzy podali: Drezno (1749), Gruntal (1750-1751), Gubin (1751-1755) i Lipsk (1752-1762), nie precyzując nominałów ani odmian bitych w wymienionych mennicach. Katalog ten nie jest dobrym źródłem informacji o miedziakach koronnych Augusta III. Po pierwsze w oczy rzuca się niespójność opisów monet z rysunkami. O ile zgadza się użycie liter V / U w imieniu króla oraz litery pod herbami, to już interpunkcja legend na rysunkach często nie odpowiada interpunkcji pokazanej w opisach. Na domiar złego rysunki monet nie oddają rzeczywistego ich wyglądu (popiersie, kształt tarcz herbowych). Po drugie, w katalogu umieszczono kilka monet, których istnienie jest co najmniej dyskusyjne (szelągi 1750-B, 1750-H, grosz 1755-F).

Szczególnie wiele zastrzeżeń mam do książki "Pieniądz na ziemiach polskich X - XX w." Józefa A. Szwagrzyka. W chaotycznej części opisowej znajdujemy nieścisłości typu "Grunthal na Łużycach" albo "Z funta miedzi bito 360 szelągów, 240 półgroszy..." - (czy ktoś widział półgrosze Augusta III?), które są chyba skutkiem zaniedbań redakcyjnych.
W części katalogowej wymienia Szwagrzyk szelągi z lat 1749 i 1750 (z literą H i bez znaków) opisując je, jako próbne. Pod numerem 3214 umieszcza szeląga 1751 "B i inne litery, waga 1,0008-0,93 g", a pod numerem następnym ponownie szeląga 1751 "B, D, S, V i inne litery albo bez nich". Numer 3216 to szelągi 1752 "litery serii (emisji) A, B, C, D, E, F, G, H, I, K, L, M, N, O, P, R, S, T, V; waga 1,2713 g". Inni autorzy nie notują szelągów z literą M. I dalej: nr 3217 to szelągi 1752-1755 bez znaków, a nr 3218 to szelągi 1753 "litery serii (emisji) - wszystkie (podkreślenie moje) litery alfabetu prawidłowe lub zniekształcone". Podawanie ciężaru monet z rozdzielczością 0,0001 grama to doprawdy przesada. Na tym chyba można to omówienie zakończyć - zbyt wiele w tej pracy informacji po prostu błędnych.

I ostatnia pozycja - Janusz Parchimowicz "Monety polskie" - wydanie III z roku 2006. Skatalogowano 7 szelągów bez liter, 48 szelągów z literami, 5 groszy z cyfrą 3 i 2 grosze z literą H (brak wątpliwego grosza 1755 F). Podobnie, jak w katalogu Kamińskiego/Żukowskiego szelągi 1750 B i H zostały uznane za pospolite.

Co z tego wynika?
  • Autorzy publikacji często korzystają z pracy poprzedników nie zadając sobie trudu konfrontacji teorii z rzeczywistością.
  • Autorzy katalogów, jeśli zależy im na wiarygodności, powinni przeprowadzać jak najdokładniejszą kwerendę zbiorów publicznych i prywatnych, najlepiej osobistą, bo w rejestrach muzealnych najlepszych kolekcji też są błędy, które pojawiają się tym częściej im gorzej zachowanych monet dotyczą zapisy.
  • Niezbadana jest ludzka psychika. Co na przykład każe człowiekowi głosić wszem i wobec istnienie bytów nieistniejących (tyczy nie tylko numizmatyki!)?  Można przeoczyć istnienie czegoś, zapomnieć o czymś, ale wymyślanie monet powinno pozostać domeną fałszerzy i mitomanów.

niedziela, 4 grudnia 2016

Bolesław Chrobry - 10 zł i 20 zł 1925


Złote monety z 1925 roku o nominałach 10 i 20 złotych są tematem nieustających dyskusji. Pada wiele pytań, na przykład:
  • Czy to monety obiegowe, czy nie? 
  • Dlaczego w opisach w katalogach aukcyjnych można znaleźć "wybita ze złota o kolorze żółtym", "wybita ze złota o kolorze czerwonym"? 
  • Ile tych monet wybito?
Spróbuję zebrać w jednym miejscu fakty, które na ten temat udało mi się ustalić.
Tak zapisano w rozporządzeniu Ministra Skarbu z 23 kwietnia 1924. Bardzo ważny jest jeszcze artykuł 11 tego rozporządzenia
W roku 1924 rozpisano konkurs na projekt monet złotych. Konkurs otwarty, zorganizowany krótko po pierwszym konkursie na monety zdawkowe nie spełnił oczekiwań. W początku roku 1925 ogłoszono nowy konkurs na monety złote. Ten konkurs jest dobrze udokumentowany, bo decyzje sądu konkursowego zostały opublikowane w fachowej prasie. Zgłoszono 23 projekty, które oceniano w sierpniu. Pierwszą nagrodę otrzymał projekt Zofii Trzcińskiej-Kamińskiej przedstawiający głowę Bolesława Chrobrego. Druga nagrodę uzyskał Antoni Madeyski, a trzecią Stanisław Szukalski (popiersie Kopernika). O zwycięstwie projektu z portretem Chrobrego mogła zadecydować przypadająca w tym roku dziewięćsetna rocznica jego koronacji.

Tego medalu już w kolekcji nie mam, zachowałem tylko zdjęcie aukcyjne.
W czerwcu 1926 r (dopiero!) wydano rozporządzenie

Sprawozdania Mennicy Państwowej informują, że bicie monet złotych rozpoczęto w roku 1926. Pierwsze sprawozdanie (1924-1926) podaje, że wybito 50350 dziesięciozłotówek oraz 27240 dwudziestozłotówek. Informacja ta znajduje się też w sprawozdaniu trzecim z roku 1934, podsumowującym pierwsze dziesięciolecie działalności mennicy.
Liczby te podawane są w katalogach, jako całkowity nakład złotych monet z Chrobrym. Trochę to dziwne, bo w przepisach wydawanych po roku 1926 podkreślano, że mennica zachowuje prawo do bicia monet ze złota dostarczanego przez osoby prywatne. Dwudziestozłotówek wybito prawdopodobnie około miliona. Mikroskopowa analiza monet potwierdza istnienie co najmniej pięciu par stempli (informacja z katalogu pierwszej aukcji Gdyńskiego Domu Aukcyjnego).
Wielkość emisji, a za tym i zużycie stempli spowodowało, że jakość bicia dwudziestozłotówek nie dorównuje dziesięciozłotówkom, których wybito znacznie mniej (ale z pewnością więcej, niż podają katalogi - brak źródeł i szczegółowych badań uniemożliwia oszacowanie rzeczywistego nakładu).
Autorzy katalogów nie są też zgodni co do statusu przedwojennego polskiego złota. Część z nich kwalifikuje je, jako monety próbne, część umieszcza je między monetami obiegowymi. Wielkość emisji oraz zapisy przepisów prawa wykluczają próbny charakter złotych monet z Bolesławem Chrobrym. Trudno też uznać je za obiegowe, skoro na przykład w roku 1936: 

Dwudziestozłotówka ważąca 6,451 grama, bita ze złota próby 900 zawiera 5,8059 grama czystego złota, które zgodnie z cytowanym obwieszczeniem miało wartość 34,40 zł. To znacznie więcej, niż wynosiła nominalna wartość monety. Oznacza to, że złote monety II RP były klasycznymi monetami bulionowymi, pomimo, że w cytowanym wcześniej rozporządzeniu z roku 1924 ustalono, że:
Nie znam żadnych relacji z okresu międzywojnia mówiących o używaniu złotych  10- i 20-złotówek w transakcjach handlowych. Wszystko zdaje się wskazywać na to, że monety te pełniły wyłącznie funkcję środka tezauryzacji.

Na koniec wróćmy do sprawy różnych kolorów złota, z którego bito te monety. Z zacytowanych wyżej fragmentów sprawozdań mennicy w połączeniu z oszacowaniami wysokości nakładów można wysnuć wniosek, że większość złotych monet z Chrobrym wytłoczono po roku 1934. W sprawozdaniu mennicy z tegoż roku znajdujemy jeszcze następujące informacje. 
  • Wykazano dochód mennicy z produkcji złotych monet - rok 1926 i pierwszy kwartał 1927 (od tego roku mennica przeszła na cykl sprawozdawczyrozpoczynany z początkiem drugiego kwartału danego roku).
  • Przedstawiono informacje tyczące rafinacji złota i srebra.
Mowa jest o uzyskaniu około 20 kilogramów czystego złota. W latach 1934-1939 mennica na pewno kontynuowała rafinację srebra i złota. Uzyskiwano czyste złoto, a monety miały mieć próbę 0,900. Teoretycznie w skład stopu miało wchodzic wyłącznie złoto (90%) i miedź (10%) ale nie sądzę, żeby można było uniknąć obecności domieszek innych pierwiastków w miedzi, która też pochodziła z różnych źródeł. Prawdopodobnie to stało się przyczyną istnienia "odmian" 10- i 20-złotówek o różnych kolorach.

Printfriendly