Google Website Translator Gadget

piątek, 17 marca 2017

Następnym razem...

Najpierw skończyła się ta aukcja
Trzysta pięćdziesiąt groszy Augusta III. Bez bicia przyznaję, że miałem w niej ustawiony limit. Snajper nawet nie miał okazji odbezpieczyć karabinu - odpadłem w okolicach Dnia Kobiet.
Limit nie był wysoki, bo ze zdjęcia wynikało, że są to monety z ziemi (a więc w większości słabo zachowane), a na dodatek nie ze znaleziska gromadnego (skarbu) tylko wykopywane pojedynczo. Gdyby ktoś się zastanawiał, skąd to wiem - wystarczy popatrzeć, każda moneta inaczej spatynowana; na pewno nie z jednego garnka.
Niespecjalnie mi zależało, niespecjalnie żałuję przegranej.

Następnego dnia kończyła się inna aukcja
Fałszywy grosz Augusta III. Z epoki oczywiście. Na tej monecie bardziej mi zależało - limit był wyższy, niż za 350 groszy oryginalnych, ale i tak okazał się za niski.

Książkę o miedziakach Augusta III kończę. Skończę, wydam, odpocznę i zajmę się czymś nowym, ale tym razem będzie inaczej.
O tym, czym się zajmuję, będę wiedział tylko ja.




poniedziałek, 13 marca 2017

LAST MINUTE OFFER


"VÄLKOMMEN TILL MYNTKABINETTET"
Żeby usłyszeć to powitanie, musicie się pospieszyć. Jedno z większych europejskich muzeów numizmatycznych zapowiedziało przerwę w działalności wystawienniczej. Chodzi o niemal pięćsetletni królewski gabinet numizmatyczny w Sztokholmie, który od 1 kwietnia 2017 zacznie stopniowo zamykać swoje wystawy. 20 sierpnia muzeum zostanie całkowicie zamknięte. Powód jest prozaiczny - pieniądze. Dotychczasowa siedziba jest własnością prywatną i koszty jej wynajmu na cele muzealne stały się zbyt wielkie. Gabinet ma zostać przeniesiony do budynku zajmowanego obecnie przez Muzeum Historii Szwecji (ul. Narvavägen). Przewidywany termin uruchomienia w nowej siedzibie, to rok 2019.
Sztokholmski gabinet numizmatyczny zgromadził ponad sześćset tysięcy obiektów - monet, banknotów, żetonów, papierów wartościowych itp. Jego początki sięgają szesnastego wieku. Kolekcja powstała za panowania Jana III Wazy (ojca naszego Zygmunta III). Początkowo gromadzono w niej monety, które miały dowodzić prawa Szwecji do posługiwania się herbem z trzema koronami. Najstarszy zachowany inwentarz kolekcji pochodzi z roku 1630 i obejmuje zaledwie 57 monet i medali.

Nigdy nie miałem okazji do odwiedzenia sztokholmskiego muzeum numizmatycznego i w tym roku na pewno tego nie zrobię, ale nie wykluczam, że po otwarciu nowej siedziby, wybiorę się na północ. Zdjęcia, które można zobaczyć na stronach muzeum robią duże wrażenie.

W tym roku planuję inną wycieczkę numizmatyczną, na południe. Plan minimum, to pałac arcybiskupi w Kromieryżu z krótkim przystankiem w Kremnicy (dla odświeżenia wspomnień). Dlaczego Kromieryż? Notatka w Wikipedii wspomina o "bogatym zbiorze numizmatycznym" i już to powinno wystarczyć. Wisienką na torcie są nie monety, tylko urządzenia do ich produkcji. Z różnych internetowych źródeł dowiedziałem się, że na tamtejszej wystawie można zobaczyć między innymi "taschenwerki", które wyewoluowały z pras walcowych - stemple ryte na powierzchniach walców zastąpiono wymiennymi wkładkami mocowanymi w walcach. Te maszynki były mniej wydajne od pras walcowych, bo jeden ruch dźwigni tłoczył jedną monetę, ale były ekonomiczniejsze w użyciu. Uszkodzenie jednego stempla nie powodowało konieczności wymiany całego wałka z kilkoma stemplami.
Plan maksimum obejmuje dodatkowo Das Wiener Münzkabinett, który kiedyś polecał na swoim blogu Damian Marciniak.
Pożyjemy, zobaczymy.


poniedziałek, 6 marca 2017

Wiem, że nic nie wiem...

Świadom jestem, że macie już dość mojej obsesji (?), stałego wałkowania tematu miedziaków koronnych Augusta III. Też powoli zaczynam mieć już tego dość.
Pomijając sprawy poza numizmatyczne, bo i takie są na świecie, król August et consortes są głównymi winowajcami ostatnich zaniedbań na blogu. Z tym koniec. Blog to blog - musi żyć swoim życiem, a miedziaki Wettyna, swoim.
Zanim do tego dojdzie, podzielę się z Wami pewnymi przemyśleniami natury historycznej i ogólnej.

Wydawało mi się, że częściowo, bo częściowo, ale udało mi się uporządkować stan wiedzy o szelągach i groszach koronnych Augusta. Przypadek (Nie ma przypadków, Panie Doktorze!!!) sprawił, że poprzednie zdanie musiałem zacząć od "Wydawało mi się....".
A było to tak. Ktoś na forum internetowym zapytał o monetę, którą zdobył do swojej kolekcji; ktoś niezbyt dokładnie odpowiedział; zabrałem głos w dyskusji, przedstawiając swój punkt widzenia na pochodzenie tej monety na co odezwał się ktoś, kto ma na ten temat pogląd odmienny. Wywiązała się długa polemika, nie zawsze klarowna, bo pełna nieoczekiwanych zwrotów (by czytać dyskusje na tym forum, trzeba się zarejestrować - gwarantuję, że warto, nie tylko ze względu na wspomnianą polemikę). O ile mój adwersarz (Pozdrowienia!) zdaje się być całkiem pewny swoich tez, to mój aktualny pogląd na temat miejsca bicia miedziaków koronnych Augusta III sprowadza się do sokratejskiego "wiem, że nic nie wiem". No może nie całkiem nic, ale wiem, że nie wszystko, co wydawało mi się oczywiste, jest takim w rzeczywistości. Wszystko przez Wettynów z linii albertyńskiej.

Najpierw jeden z nich uznał, że władanie Saksonią i bycie jednym ze świeckich elektorów Świętego Cesarstwa Rzymskiego, to za mało. Skorzystał z okazji stworzonej przez wolną elekcję na polski tron i do bogatej i świetnie zorganizowanej Saksonii dodał wielką, żyzną Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Łatwo nie było, ale się udało i to do tego stopnia, że i jego syn zasiadł na polskim tronie. I po co im (i nam) to było?
Dziwne to było stulecie, ten wiek osiemnasty. Wiek oświecenia, wiek rozkwitu filozofii i nauk ścisłych, ale i wiek wielkich zmian na mapie świata, mapy Polski nie wyłączając. Mieli obaj Augustowie dość cyniczny stosunek do sprawowania rządów w Polsce. Ich działania sprowadzały się głównie do jak najsprawniejszego przysparzania sobie korzyści. Nie Saksonii, nie Polsce, tylko sobie. Nie można zaprzeczyć, że przy okazji oba kraje też wiele skorzystały. Największe profity osiągali jednak władcy i ich współpracownicy - jednostki, które w mniejszym lub większym stopniu wpłynęły na Historię.

Przedmiot mojego "sporu" z R. Janke to "zasługa" królewskiego oberministra Henryka Brühla, jego w pewnym okresie sekretarza Piotra Gartenberga, podskarbiego wielkiego koronnego Teodora Wessela i w końcu (co nie znaczy, że najmniej "zasłużonego") pruskiego króla Fryderyka II Wielkiego. Najpierw August III ze swoim ministrem uruchomili produkcję miedzianego pieniądza dla Polski. Król złamał przyrzeczenie zapisane w Pacta Conventa, ale przecież nie takie przyrzeczenia łamano dla pieniędzy znacznie mniejszych i powodów błahszych. Gartenberg pierwotnie był tylko jednym z trybików tej operacji. Później, kiedy odpowiednio się już wzmocnił został może nie dyrygentem, ale na pewno wybitnym solistą. Cała trójka, panowie B. G. i W. robili co mogli aby i król miał korzyść z produkcji monety dla Polski i oni sami osiągali co najmniej takie same korzyści. Nie dość, że wpływali na ordynacje mennicze, że kontrolowali produkcję pieniądza w mennicach Saksonii, że dbali prośbą, groźbą i przekupstwem, by te pieniądze trafiały na polski rynek, to jeszcze według wszelkich znaków na Niebie i Ziemi, zorganizowali swoją prywatną mennicę w starostwie spiskim. 

Już to wystarczyłoby, żeby nie było łatwo ustalić gdzie, które monety bito. Żeby było jeszcze trudniej, swoje dołożył Fryderyk Wielki. W 1756 zaatakował Saksonię, wszczynając wojnę siedmioletnią. Wojna ogarnęła pawie całą Europę i za szyderstwo losu poczytać można, że Polsce największe straty poniosła nie z powodu działań militarnych, tylko przez bezprecedensowy, co do wielkości, zamach na jej system pieniężny. Wojenny bałagan sprawił, że tylko osoby bezpośrednio związane z produkcją spodlonego polskiego pieniądza wiedziały kto, gdzie, ile i jakie monety bił, dbając przy tym, by ta wiedza nigdy nie stała się zbyt powszechna. Wędrował personel mennic (ze swoimi narzędziami), wędrowały maszyny, gotowe stemple... W rezultacie jest bardzo prawdopodobne, a czasem całkiem pewne, że monety z wszelkimi cechami charakterystycznymi dla pewnej mennicy okazują się produktami mennicy zupełnie innej. Stąd w polskiej literaturze numizmatycznej, od samego początku, od przełomu XVIII/XIX wieku tyle przekłamań i sprzecznych informacji o szelągach i groszach koronnych Augusta III. Stąd nasze dzisiejsze trudności w uporządkowaniu tematu.

Jak więc mamy się dziś w tym wszystkim połapać? Jak rozstrzygnąć, gdzie, co bito? Możemy tylko próbować, posiłkując się podobieństwami różnych wyrobów mennic i manierą rytowników stempli. Zawsze jednak bliżej temu będzie do intuicyjnych prób odgadnięcia rozwiązania zagadki niż do naukowej analizy. 

Może to, co napisałem wyglądać pesymistycznie, ale tak nie jest. Wykształcono mnie, wpajając zasadę, że z faktami się nie dyskutuje. Druga zasada jest nie mniej ważna (a może nawet ważniejsza) - trzeba umieć odróżnić fakty od ich interpretacji. Faktem jest na przykład, że pewne fragmenty dwóch różnych monet wyglądają identycznie. Interpretacją (wnioskiem) jest twierdzenie, że wobec tego monety te wybito w tej samej mennicy, albo, że stemple do nich wykonał ten sam człowiek, ale trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że jedno nie musi pociągać za sobą drugiego i że możliwe są jeszcze inne interpretacje. Bytów oczywiście mnożyć nie należy i zwykle najbliższe prawdy jest rozstrzygnięcie najprostsze. Niestety i to może okazać się złudne, bo sytuacja w latach 1756-1763 zmieniała się, jak w kalejdoskopie, miasta i mennice przechodziły z rąk do rąk, a wszystkim rządziła żądza bogactwa. 

Jak bardzo by to pesymistycznie nie brzmiało, zapewniam, że książka, którą zacząłem pisać powstanie. Nie przedstawię w niej jednak jednej, jedynie słusznej prawdy objawionej, bo ani takiej nie poznałem, ani takiej ambicji nie mam. Pokażę różne punkty widzenia. Przedstawię ich uzasadnienia. Pokażę jak najwięcej odmian i wariantów szelągów i groszy trzymając się zasady, że informacje o nich muszą być potwierdzone w co najmniej dwóch źródłach. Nie uważam, że pokazanie gdzieś w internecie jednego zdjęcia dowodzi istnienia odmiany/wariantu.
Nawet tak niedoskonałe opracowanie będzie czymś lepszym, niż lekceważące pomijanie trudnego tematu, z jakim mamy do czynienia od dwustu pięćdziesięciu lat. 

Na dowód, że miedziaki Augusta III nie przesłoniły mi innych monet, pochwalę się świeżo kupionym szelągiem Zygmunta III
Szeląg ryski z 1612 roku z pełną datą na rewersie. Na awersie legenda kończy się bardzo nietypowo: RE POL. Takiego wariantu napisowego nie znalazłem w "nowym" Kopickim. Przy odmianie z pełną datą (nr 1386 R1) jest informacja, że istnieją odmiany, ale brak informacji o różnicach między nimi. Mała ciekawostka, a cieszy.

piątek, 17 lutego 2017

Katalog monet Królestwa Polskiego 1917-1918 na ebookpoint.pl

Od kilku lat jedynym miejscem, gdzie można było kupić moje katalogi był serwis Scribd. Niedawno serwis ten przekazał mi niemiłą informację:
We’re writing to let you know that Scribd is officially closing its Document Store on March 1, 2017.
The Document Store is closing because Scribd has been moving in a new direction for the past several years, and closing the store is a continuation of that long process. We are dedicating ourselves to bringing our members top-quality content through a subscription and, as such, the Document Store no longer fits with our business model.
Nie, to nie. Mówi się trudno.
Po mozolnym przeszukiwaniu innego serwisu oferującego podobne możliwości zdecydowałem się na współpracę z EBOOKPOINT.PL

Na pierwszy ogień poszła część pierwsza, czyli katalog Królestwa Polskiego 1917-1918.
Od dzisiaj jest dostępny tu
http://ebookpoint.pl/ksiazki/specjalizowany-katalog-monet-polskich-xx-i-xxi-w-krolestwo-polskie-1917-1918-jerzy-chalupski,s_002c.htm
Zainteresowanych zapraszam na zakupy.

Uzupełnienie: 18.02.2017
Jak szaleć, to szaleć, część druga też jest już na ebookpoint.pl
http://ebookpoint.pl/ksiazki/specjalizowany-katalog-monet-polskich-xx-i-xxi-w-ii-rzeczpospolita-generalne-gubernatorstwo-1918-jerzy-chalupski,s_002d.htm#format/e

Uzupełnienie 21.02.2017
Na Ebookpoint.pl jest już komplet katalogów.

czwartek, 16 lutego 2017

Wypatrzyłem, zalicytowałem, kupiłem

Sześć lat temu umieściłem na blogu wpis o awersach monet Królestwa Polskiego od roku 1835.
Wśród wielu zdjęć pokazałem, jak przedstawiano na monetach order świętego Apostoła Andrzeja Pierwszego Powołańca.
To fragment awersu dziesięciogroszówki, ale na pięciogroszówkach ten fragment, choć z konieczności mniejszy, wygląda podobnie. Na roczniku 1840 na przykład tak.
Na pięciogroszówce z roku 1839, którą mam w zbiorze od kilku lat ten fragment też jest podobny.
Przypomnę może, jak ma wyglądać ten order. Otóż jego odznaką jest złoty dwugłowy orzeł rosyjski pokryty czarną emalią. Na piersi orła niebieski krzyż świętego Andrzeja z postacią ukrzyżowanego apostoła w naturalnych kolorach, ze złotą opaską na biodrach. Na ramionach krzyża łacińskie litery S.A.R.P. (Sanctus Andreas Russiae Patronus). Na monetach ani św. Andrzeja, ani przepaski na jego biodrach, ani tym bardziej liter na ramionach krzyża nie zobaczymy, nawet gdyby były w stanie menniczym. Wyraźnie jednak widać, że skrzydła orła  składają się z kilku piór.

Kilka dni temu, przeglądając kończące się aukcje na Allegro zauważyłem takie zdjęcie awersu pięciogroszówki z 1839 r.
W tej sytuacji nie mogłem nie zalicytować.
Udało się. Dziś moneta trafiła do mnie. Z bliska wygląda tak
a kluczowy dla niniejszego wpisu fragment, tak
Piór brak. Rytownik uznał, że orle skrzydła można zastąpić trójkątem. Myślał pewnie, że na takim maleństwie i tak tego nikt nie zauważy.

Może to i dzielenie włosa na czworo, może to właśnie przykład na "Błędne drogi w zbieraniu numizmatów polskich", ale dla mnie wypatrywanie takich smaczków, to esencja kolekcjonowania monet.

Teraz nastąpi nagła zmiana tematu. Czy znacie tę panią?
Nie sądzę. Ja zobaczyłem to zdjęcie całkiem niedawno. Jest na nim Beth Deisher, która przez 27 lat była wydawcą Coin World. Teraz, już jako emerytka (ale stale aktywnie zajmująca się numizmatyką) została szefową Anti-Counterfeiting Task Force, komitetu mającego zająć się mobilizacją sił i środków w celu zapewnienia integralności amerykańskiego systemu pieniężnego. Komitet ma też prowadzić szkolenia dla urzędników na temat powodowanych obrotem fałszywymi monetami kolekcjonerskimi i bulionowymi zagrożeń  dla kolekcjonerów i ogółu społeczeństwa. 

Przypuszczam, a nawet jestem pewien, że i w Polsce przydała by się podobna akcja, bo nie spotkałem się z żadnym oficjalnym odzewem naszej administracji państwowej, kierownictwa Narodowego Banku Polskiego ani Mennicy Polskiej SA na wprowadzanie do obrotu kolekcjonerskiego (czy tylko kolekcjonerskiego???) dwuzłotówek GN. Monet, formalnie rzecz biorąc,  obiegowych. 
Na profilu Antykwariatu Numizmatycznego na FB pojawiło się ostrzeżenie:
UWAGA NA FAŁSZYWE 2 złotówki Golden Nordic!
Ostatnio mieliśmy przyjemność prezentować w materiale TVN24 jak na monetach 2 złote można zarobić, teraz pokazujemy jak można stracić.
Klient przyniósł do wyceny dwie monety - 2 złote Zygmunt August, na pierwszy rzut oka prawidłowe. Jak się okazało nawet te numizmaty są fałszowane a nieoryginalne egzemplarze łatwo kupić na pewnym znanym portalu z wyrobami z Chin.
RADZIMY UWAŻAĆ!
Nie jest tajemnicą, który portal jest dostawcą tych falsyfikatów
nie jest też tajemnicą, że wśród nabywców dominują nasi rodacy
Tajemnicą, przynajmniej dla mnie, pozostaje brak właściwej reakcji aparatu ścigania. O ile w przypadku afery sprzed kilku lat - przypomnę, chodziło o produkowanie w warszawskiej mennicy "prób" monet obiegowych - interpretowanie zjawiska jako wprowadzania fałszywych monet do obiegu ocierało się o absurd, tym razem można wytoczyć armaty. Choć nigdy nie uważałem tych monet (GN) za sensu stricto obiegowe, to z formalnego punktu widzenia mamy do czynienia z produkowaniem fałszywych polskich monet przez zagranicznych przedsiębiorców i wprowadzaniem tych falsyfikatów do obiegu w naszym kraju.

A na to są paragrafy.






Printfriendly