Google Website Translator Gadget

środa, 8 kwietnia 2026

OpenNumismat adieu!

Zbiór to nie tylko monety (znaczki, kufle, książki etc.). Zbiór to również jego katalog, a ten może mieć różne formy. U mnie, gdy komputer zastąpił wystrzępiony i poplamiony zeszyt, po pierwszych próbach z arkuszem kalkulacyjnym, postawiłem na "najlepszy program na świecie". Używałem go przez prawie ćwierć wieku!

Trzy lata temu dałem szansę programowi OpenNumismat w wersji 1.8.22, bo problemy z uruchamianiem Commence w linuksowym środowisku zaczynały się nawarstwiać. Przesiadka zająła kilka miesięcy, między innymi dlatego, że każde zdjęcie musiałem ręcznie wpisywać w nowy program. Na szczęście nie musiałem fotografować monet na nowo. Dobre zdjęcia mam w osobnym folderze. Rok temu zaczęły się problemy z ON. Żadna z kolejnych aktualizacji, łącznie z najnowszą 1.10.5 z lutego 2026, nie zakończyła się sukcesem. Program wymaga obecności w systemie wielu różnych bibliotek, a nie wszystkie z nich mogą być zainstalowane w standardowym dla mnie Debianie w wersji Stable. Autor programu zdaje sobie sprawę z tych problemów i proponuje obejście problemu z wykorzystaniem Flatpaka albo Snapa. Spróbowałem obu metod, ale nie jestem zadowolony z wyników. Program działa wolniej, co jakiś czas zawiesza się albo wyłącza niespodziewanie.

Jeszcze przed porzuceniem Commence i przesiadką na OpenNumismat, rozważałem korzystanie z mechanizmów dostępnych w typowych pakietach biurowych. W roku 2021 napisałem na blogu

... pracuję (na razie koncepcyjnie - "w rozumie") nad przejściem na arkusz kalkulacyjny. Uważam, że to rozwiązanie optymalne. Arkusz można dowolnie sortować i filtrować; w każdej chwili można go rozszerzać dodając nowe kolumny w następstwie pojawiających się potrzeb. Nie wymaga wielkiej pracy stworzenie mechanizmu drukowania kart katalogowych zawierających zdjęcia monet i wybrane, albo i wszystkie zapisane w arkuszu dane monety. Nie ma też problemu z powiązaniem takiego katalogu z prowadzonym w innym arkuszu dziennikiem transakcji (a tego z listą firm, sklepów, kolekcjonerów). Jeśli komuś nie odpowiada praca z arkuszami kalkulacyjnymi, można ten cały ich zestaw przekształcić w relacyjną bazę danych - ma tę możliwość i MS Office i LibreOffice. Oczywiście można też korzystać z rozwiązań sieciowych, np. z dokumentów Google lub ich odpowiedników. Przejście z Commence na arkusze kalkulacyjne nie będzie skomplikowane, bo w Commence jest funkcja eksportowania baz danych do plików w różnych formatach odczytywalnych przez arkusze kalkulacyjne (np. csv albo dbf)
Godzina wybiła. Przesiadka na bazę danych z pakietu LibreOffice zajęła dwa dni. Nie było potrzeby ręcznego przenoszenia zdjęć, bo w bazie przechowywane są tylko odnośniki do plików na dysku. Całość wymaga jeszcze dopieszczenia detali, ale jest już w pełni funkcjonalna. Mogę bez problemów edytować istniejące zapisy, dodawać nowe. Dowolnie sortować i filtrować dane. 

Commence
OpenNumismat
LibreOffice Base

I jeszcze karta katalogowa do wydruku. 

To rozwiązanie wydaje mi się optymalne. Jest elastyczne, nie mam zupełnie mi niepotrzebnych, nadmiarowych pól i funkcji wbudowanych w OpenNumismat, strukturę bazy mogę modyfikować, mam pełną kontrolę nad wyglądem pokazywanych informacji.

Pozostała mi tylko zabawa z raportami do pobierania statystyk i podsumowań. 


niedziela, 29 marca 2026

Półtoraki 1616

 Kupiłem niedawno. 

Krakowskiego (?) półtoraka z 1616 roku z herbem Sas już wprawdzie miałem, ale w innym wariancie. 
Inna korona na awersie, inna tarcza z herbem podskarbiego. 

Zważyłem, zmierzyłem, zeskanowałem, dodałem do katalogu zbioru. Sprawdzam, co jeszcze mam z tego rocznika i... 

Sas na takiej samej tarczy, jak na nowo zakupionej monecie. Litery tymi samymi puncami nabite, bardzo charakterystyczne P w POL. Ale gdzie te haki? Na siłę zmieściły by się między L, a krzyżem, ale śladu po nich nie ma. 

Ta sama mennica, czy ten sam rytownik po przeprowadzce z jednej mennicy do drugiej?


niedziela, 22 marca 2026

Wyobraźnia

Wyobraźcie sobie, że trafia Wam w ręce mosiężny drobiazg, figurka goryla. 

Dość już macie w domu  ozdobnych "durnostojek" służących jedynie do łapania kurzu. Trzeba się tego pozbyć, najlepiej sprzedać. Sprzedać, ale nie za grosze, bo z czegoś żyć trzeba. 

W takim momencie daje się pole do popisu wyobraźni. Przeglądając internetowe oferty na FB i OLX nietrudno zauważyć, że duże wzięcie mają wszelkiego rodzaju obiekty związane z III Rzeszą. Niekoniecznie oryginalne. Szare komórki pracują - przecież gdzieś tam w szufladzie plącze się niemiecka pięciofenigówka. 

W tej samej szufladzie znajdujemy tubkę kleju "do wszystkiego" i po minucie mamy... 
Wyobraźnia wskakuje na wyższe obroty i powstaje opis. 

Ciekawa cięzka pieczęć przedstawia goryla afrykańskiego siedzącego na złotej niemieckiej monecie zapewne jest to moneta zrobiona z mosiądzu nie z litego złota ale oryginalna z 1938 roku kupione 6 lat temu w Casablance w Afryce ponoć jest to pozostałośc po Africa Corps marszałka Edvina Romla który prowadził w Afryce walki w czasie 2 wojny światowej z Brytyjczykami o Casablankę i Egipt.

Rezultat? 

Dlaczego tak tanio? W końcu rzadka rzecz, rarytas, unikat!

Pomimo bujnej wyobraźni, trudno mi wyobrazić sobie, że ktoś może się na to nabrać i wydać prawdziwe pieniądze na tę "pieczęć". 

Za kilka dni będzie poważniej.


niedziela, 15 marca 2026

Z przedwojennej prasy

Ponieważ "Wszystko już było", zamiast czytać wiadomości najnowsze, coraz częściej sięgam po wiadomości sprzed stulecia. W Kujawsko-pomorskiej Bibliotece Cyfrowej wyszukałem sobie codzienną gazetę ukazującą się na Pomorzu (w końcu tu teraz mieszkam) i czytam, szczególną uwagę zwracając na informacje o pieniądzu i monetach. Przy okazji utwierdzam się w przekonaniu, że pod wieloma względami nic od tego czasu się w Polsce nie zmieniło. Zwłaszcza w polityce, ale o tym sza bo to nie jest blog polityczny.

Na podatki i "fatalnego ministra" narzekamy dziś, narzekano i w 1925 roku. Ot, taki zgrabny wierszyk z  Dziennika Pomorskiego z 8 marca 1925:

Chyba aż tak źle nie było, i zdarzali się ludzie "którzyby mieli złotego", bo w tym samym czasie chojnicka Miejska Kasa Oszczędności tak się ogłaszała. 
Odsetki kuszące. I można było wypożyczać "domowe puszki oszczędności", czyli skarbonki, jak przypuszczam. Nie mam niestety zdjęcia takiej chojnickiej skarbonki. Muszę popytać kolegów kolekcjonujących chojnickie regionalia, może ktoś ma taką "puszkę".
Miejska Kasa Oszczędności działała w ratuszu. 
W budynku starostwa 
działała Powiatowa Kasa Oszczędności przyjmująca wkłady już od złotówki. 
O wysokości odsetek ogłoszenie nie wspomina.

Wprawdzie to "oszczędność i praca ludzi wzbogaca", ale wydaje mi się, że próbowano dojść do bogactwa i w inny sposób. Przypuszczam, że w odpowiedzi na list wysłany do Warszawy do firmy Ha-Ce-Wu 

dostawało się radę, by dawać podobne ogłoszenia, a pieniądze popłyną strumieniem, bo przecież naiwnych nie sieją.

A w przerwach lektury, czasem udaje mi się coś upolować. 

  
Ostatnio medal (znów medal, a nie monetę) upamiętniający szarżę ułanów 13 czerwca 1915 r. w bitwie pod Rokitną. 
Medal autorstwa Jana Raszki wybity w zakładzie medalierskim Braci Schneider w Wiedniu. Strzałkowski 310.  
Awers: Popiersia trzech oficerów. Legenda: ROKITNA 13. VI. 1915 Z. WĄSOWICZ. J. KISIELNICKI. R. WŁODEK.
Rewers: Ułan w ataku na okopy nieprzyjacielskie, sygnatura J. RASZKA
Cynk, 59,7 mm, 65,4 g. 

Szarża ułanów 2 szwadronu II Brygady Legionów Polskich zakończyła się tragicznie. Do ataku ruszyło 62 ułanów. Atak prowadzili rotmistrz Zbigniew Dunin-Wąsowicz, por.ucznik Jerzy Topór-Kisielnicki oraz podporucznik Roman Prawdzic-Włodek. Cała trójka poległa. Oprócz nich, w boju poległo jeszcze dwunastu ułanów, trzech zmarło z ran, dwudziestu siedmiu zostało rannych, sześciu trafiło do niewoli, dwóch zaginęło. Tylko sześciu ułanów wróciło do brygady bez szwanku. Mniej, niż 10%! Na dodatek ta "druga Somossiera" nie została wykorzystana - piechota nie ruszyła za ułanami na Rosjan. 

O monetach, jeśli tylko mój limit okaże się wystarczająco wysoki, napiszę za kilka dni. 

niedziela, 8 marca 2026

Perełki, "kulfony", metaloplastyka i dewocjonalia.

Pod młotek idzie wspaniała kolekcja medali zgromadzona przez Lecha Kokocińskiego. Wójcicki PDA, doceniając znaczenie zbioru, obudował sprzedaż wyjątkowymi akcjami. 

Najpierw, pod koniec listopada, na youtubowym kanale Wójcickiego, w cyklu "Pod lupą" opublikowano długą gawędę właściciela kolekcji. Wspomiałem o tym we wpisie z 29 listopada.  Później pojawiły się zapowiedzi wydarzeń.
Piękny katalog, trzy aukcje z materiałem posegregowanym zgodnie z receptą Alfreda Hitchcocka "Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć". 

Przed pierwszą z aukcji pan Lech Kokociński wyjaśnił dlaczego zdecydował, że jego kolekcja medali lwowskich i galicyjskich trafiła do Wrocławia. 
Nieco wcześniej mieliśmy okazję wysłuchania okolicznościowego wykładu Witolda Garbaczewskiego. 
Bardzo się ucieszyłem słysząc, że medale autorstwa Konstantego Laszczki zostały zakwalifikowane do perełek, a nie kulfonów. Tego medalu nie mam niestety.
Mam łatwiej dostępny medal z 1917 roku poświęcony Józefowi Piłsudskiemu. 


Oglądając wystąpienie pana Garbaczewskiego, zastanawiałem się, do jakiej kategorii zakwalifikował by te "medale". 

 
Kulfony, to w tych przypadkach komplement. Zbierać te dewocjonalia oczywiście można, ale od patrzenia aż oczy bolą.

Sądząc po ilości ofert na eBay, metaloplastyka cieszy się powodzeniem. Teoretycznie są to srebrne monety - Niue, Kamerun, Ghana, Samoa. Zwykle jednouncjowe, ale cena 175 euro za uncję zdecydowanie przekracza standardowe notowania bulionówek. Cóż, kto bogatemu zabroni...


Printfriendly