Google Website Translator Gadget

środa, 16 października 2019

Osiołkowi w żłoby dano...

Pierwszego października skarżyłem się na niemożliwe do ogarnięcia bogactwo oferty nadchodzących i ledwo co zakończonych imprez numizmatycznych. Na szczęście nie stało się tak, że "...oślina pośród jadła - Z głodu padła.".
Wyboru dokonałem i pomimo miłego zaproszenia z Warszawy, 5 października zameldowałem się w Krakowie na TWNA i nie żałuję.
Było (jak zwykle) bardzo ciekawie. I na wykładach

 
i podczas zwiedzania niedawno otwartej wystawy czasowej "UWAGA! FAŁSZERSTWO", na której pokazano falsyfikaty na szkodę emitentów i na szkodę zbieraczy od antyku aż po PRL.
 Nie mogło oczywiście zabraknąć fałszerskich narzędzi - stempli wykonanych przez Majnerta.
 Pokazano fragmenty skarbów złożonych wyłącznie z monet fałszywych (oczywiście z epoki).
 Oglądaliśmy XIX-wieczne fałszerstwa (i monety fantazyjne, nie mające odpowiedników wśród monet oryginalnych) często produkowane, co tu dużo mówić, właściwie na zamówienie kolekcjonerów pragnących pochwalić się unikatami niedostępnych innym zbieraczom.
 Wśród monet nowszych zwracały uwagę przedwojenne falsyfikaty na szkodę emitenta unieważnione przez perforację (o wymyślnych kształtach). Najbardziej zaskoczyło mnie, że między nimi były też monety o najniższych nominałach - 1 i 2 grosze. Mam w zbiorze fałszywe pięciogroszówki, ale nie przypuszczałem, że komuś mogło się opłacać podrabianie drobniejszych nominałów.
Obok pokazano falsyfikaty, na które codziennie natykamy się na aukcjach internetowych i giełdach staroci. Szkoda, że nadal wielu zbieraczy i to nie zawsze tych początkujących nabiera się na te wyroby.
 Na wystawie nie pokazano falsyfikatów monet III RP. Powodem są ograniczenia nakładane przez Narodowy Bank Polski. Najnowszymi falsyfikatami na szkodę obiegu były monety z okresu PRL.
Tematyka naśladownictw i fałszerstw pojawiła się, jak widzicie, i podczas wykładów. Żywa dyskusja rozgorzała po wykładzie profesora Mariusza Mielczarka. Obecni z niedowierzaniem słuchali o praktycznie przemysłowej produkcji monet antycznych na południu Europy, o problemach z ustalaniem autentyczności monet, które pojawiają się jako unikaty, nieznane z kolekcji muzealnych, nienotowane w literaturze naukowej ani na aukcjach i  perfidii osób rozprowadzających falsyfikaty. Perfidii polegającej na próbach uwiarygadniania falsyfikatów poprzez podrzucanie ich na stanowiskach archeologicznych i dodawanie do nieopracowanych skarbów przechowywanych w muzeach. A po tym wszystkim wystawa, z której wiele eksponatów, wielu zbieraczy kupiłoby, wierząc święcie, że to oryginały!
Coraz bardziej musimy uważać przy nabywaniu nowych okazów do zbiorów i to bez względu na to, czy chodzi o monety rzadkie i kosztowne, czy pospolite, wręcz tanie.

Podczas dyskusji między wykładami i w rozmowach w czasie zwiedzania wystawy, pojawił się też temat masowej, chińskiej produkcji współczesnych monet polskich (i nie tylko). Było nie było, jest to podrabianie oficjalnego pieniądza państwowego, wszystko jedno, czy chodzi o monety obiegowe, czy kolekcjonerskie. Do tej pory proceder ten, pomimo sygnałów ze środowiska kolekcjonerskiego, nie wywoływał żadnej oficjalnej reakcji ze strony NBP. Nie znaczy to, że import i sprzedaż tych wyrobów zawsze pozostaną bezkarne. Niecały tydzień po zakończeniu TWNA przeczytałem taką wiadomość:

29-latek z Opoczna na różnych portalach aukcyjnych oferował do sprzedaży fałszywe pieniądze kolekcjonerskie. Przeszukując jego mieszkanie policjanci znaleźli 5 tysięcy numizmatów różnych walut, a także aktualnie używanych w obiegu. Mężczyźnie grozi kara do 10 lat więzienia.
Opoczyńscy kryminalni ustalili, że mężczyzna monety - które nie były oryginałami - kupował przez Internet z różnych źródeł, w tym z portali międzynarodowych. Wszystkie sprzedawał później jako autentyczne. Tymczasem wiadomo już, że przynajmniej część z oferowanych przez mężczyznę monet była podrobiona.
Mężczyzna usłyszał dwa zarzuty: przygotowania do sprzedaży oraz sprzedaży podrobionych monet. Za handel podrobionymi pieniędzmi grozi kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
Decyzją prokuratora wobec mężczyzny zastosowano dozór policyjny oraz poręczenie majątkowe.
Mowa, zauważcie, o podrabianych pieniądzach - o pieniądzu obiegowym. Niestety, jak dotąd nie natknąłem się na żadną wzmiankę, że komukolwiek postawiono zarzuty w związku ze sprzedawaniem fałszywych monet historycznych, niebędących pieniądzem obiegowym. A szkoda, bo kilku zajmujących się tym gagatków grasujących na Allegro znają wszyscy uważni bywalcy forum TPZN.

wtorek, 1 października 2019

Róg obfitości

Prawdziwy róg obfitości. Taki jak w ręku Fortuny na małym brąziku Galiena.
Oczywiście mam na myśli obfitość wydarzeń numizmatycznych, które przyniosła nam tegoroczna jesień. I nie tylko o znakomite aukcje mi chodzi. Co tam aukcje, kiedy przychodzi wybierać między:
  • otwarciem nowej wystawy czasowej u Czapskich (19.09.2019),
  • Seminarium Numizmatycznym w Praszce pod hasłem „Kolekcjonerstwo, kolekcje i kolekcjonerzy numizmatyczni” (21.09.2019),
  • Międzynarodową Konferencją Numizmatyczną NUMISMATICA CENTROEROPAEA IV w Kremnicy (23-26.09.2019),
  • Toruńskimi Warsztatami Numizmatyki Antycznej (też u Czapskich) (4-5.10.2019),
  • kolejną sesją wykładową organizowaną przez Gabinet Numizmatyczny Damiana Marciniaka (5.10.2019),
  • Pomorską Sesją numizmatyczną w Gdańsku (4-5.10.2019),
  • Targami Kolekcjonerskimi w Poznaniu (19.10.2019).
I to  wszystko w ciągu jednego miesiąca, a wypisałem tylko te wydarzenia, w których miałem i mam ochotę wziąć udział. Najbardziej żałuję, że brakło mi urlopu, żeby pojechać do Kremnicy. Raz, że miejsce piękne, dwa, bo grono prelegentów i tematyka gwarantowały moc wrażeń. Trudno, pozostaje czekać na zapowiedziane na rok 2020 wydanie materiałów pokonferencyjnych.

A skoro już przy wydawnictwach jesteśmy, to też nie ma na co narzekać. W ostatnim czasie wydano:
i piękne katalogi aukcyjne. Zapowiedziano też kolejne ciekawe publikacje - "Katalog polskich medali XIX-wiecznych" Jacka  Strzałkowskiego i ostatnią, pośmiertną (niestety) książkę Jarosława Dutkowskiego.
Śmierć dr. Dutkowskiego, jak przypuszczam, całkowicie pokrzyżowała plany internetowych wydań Przeglądu Numizmatycznego. Nie wiadomo, czy SNP będzie kontynuowało plany w tym zakresie. Szkoda, bo w tej chwili brak regularnie (i często) ukazującego się czasopisma dla kolekcjonerów monet. Zwykłych kolekcjonerów, niekoniecznie zainteresowanych numizmatyką, jako nauką. Facebook z mnogością rozproszonych profili firmowych, muzealnych, stowarzyszeniowych i prywatnych nie zastąpi pigułki informacyjnej w postaci drukowanego miesięcznika (marzyłby mi się tygodnik!) albo aktywnie redagowanego portalu internetowego.

Do tego wszystkiego dochodzi żmudna (naprawdę żmudna) praca nad wykończeniem książki o saskich miedziakach. Nie dziwcie się więc, że ostatnio nie mam czasu na nowe wpisy na blogu.
Poza tym, na monetach świat się nie kończy. Czasem trzeba oderwać się od monitora, książek, giełd i pooddychać świeżym powietrzem.

czwartek, 5 września 2019

Tak długiej przerwy jeszcze nie miałem.

Żyję i mam się dobrze, ale...
Często tu powtarzałem, że na monetach świat się nie kończy. Tak się składa, że w tym półroczu monety musiały oddać pole innym aktywnościom. I dobrze.
Oczywiście stale pracuję nad miedziakami Augusta, ale w tej dziedzinie nie zdarzyło się nic na tyle spektakularnego, by zasłużyć na wpis na blogu.

Eleniasz (pozdrowienia) napisał ostatnio o swoich sukcesach i porażkach w aukcyjnych bojach o srebro SAP. Ja niestety musiałbym ograniczyć się do ubolewania nad porażkami. Na aukcjach "żywych" w tym roku nie upolowałem nic. Z jednej strony żal, z drugiej - kupka na przyszłe zakupy rośnie, choć nie sądzę by na tyle, bym miał szanse na zbliżających się aukcjach GNDM, Niemczyka czy PDA. To, co chętnie bym do zbioru włączył, albo już na etapie ceny wywoławczej przebija poziom, który uważam za rozsądny, albo lokuje prawdopodobieństwo wygranej na poziomie prawdopodobieństwa trafienia szóstki w Lotto, bo pamiętam przebieg poprzednich aukcji. Nic to.

Nie tylko nieszczęścia chodzą parami.
Wczoraj, najpierw trafiło do mojej skrzynki zaproszenie na otwarcie nowej wystawy czasowej u Czapskich.
Chętnie bym do Krakowa pojechał, ale ten termin mam od dawna zaklepany na "inne aktywności". Ledwo podziękowałem za zaproszenie, przepraszając, że nie przyjadę, dostałem informację o innym krakowskim wydarzeniu.
Ten termin (przynajmniej częściowo) mam wolny. Będą dwie pieczenie na jednym ogniu, bo ostatnim punktem programu jest zwiedzanie wspomnianej wyżej wystawy czasowej.

Żeby nie było, że do zbioru nic nie przybywa.
Tylko tyle i aż tyle. Aż, bo gros zakupów kartą przecież, ale mam czas.


niedziela, 28 lipca 2019

Ogórki zza oceanu.

Lato w pełni. Sezon ogórkowy.
Kiedyś hitem tego sezonu był wieloryb rzekomo płynący w górę Wisły (na tarło???). W tym roku rzeczywistość przebija fantazję. Nagłówek "Kangur biega po Warmii" to w letniej prasie nic dziwnego, ale jeśli się potrąci zwierzaka, a po wyjściu z samochodu okazuje się, że to kangur, to sytuacja wygląda inaczej troszkę.
Około godziny 1.30 dyżurny otrzymał informację, że przy drodze krajowej 42 w rejonie Koziej Woli leży potrącony kangur. Policjanci udali się na miejsce. Nie zastali tam osoby, która potrąciła zwierzę. O fakcie powiadomili właściciela zwierzęcia i zarządcę drogi
To było w świętokrzyskiem, więc po naszych drogach biegały latem co najmniej dwa torbacze.

Wśród typowo wakacyjnych tematów, pojawiły się dwie numizmatyczne wiadomości z USA. Całkiem poważne.
Bo czy nie jest poważną wiadomość, że sześćdziesięcioośmioletni "coin dealer" z Minnesoty został skazany na trzydziestomiesięczny pobyt w więzieniu federalnym? Pan Barry Ron Skog musi jeszcze zapłacić odszkodowanie swoim ofiarom (kwot nie podano). I tak mu się udało, bo teoretycznie mógł się załapać na 15 lat za handel fałszywymi numizmatami i 20 lat za przestępstwa pocztowe. Procesu nie było, wyrok zapadł na podstawie porozumienia.

Skog miał kłopoty z prawem już wcześniej. W roku 2011 firma Collectors Universe powiązana z PCGS doprowadziła do tego, że zakazano mu wyrobiania i importowania fałszywych slabów PCGS i sprzedawania monet pakowanych w takie lewe slaby. Niezależnie od tego, czy były by to monety fałszywe, czy oryginalne.
Skog prowadził numizmatyczną firmę wysyłkową Burnsville Coin Company. Ogłaszał się w Numismatic News i oczywiście nie wspominał, że przedmiotem oferty są falsyfikaty. Kiedy ktoś wyrażał zainteresowanie zakupem, dostawał od Skoga dodatkową ofertę z atrakcyjnymi monetami w jeszcze atrakcyjniejszych cenach.
Udowodniono mu sprzedaż podrobionych monet co najmniej 12 ofiarom, które tym samym oszukał na 57 524,29 $. Nie bez znaczenia dla sądu były również udowodnione działania w zamiarze sprzedaży jeszcze 275 fałszywych monet oferowanych za około 235 000 $.
Pan Skog wygląda tak
Jeśli ktoś z Was jest również jego ofiarą, może zgłosić roszczenia telefonicznie na numer 651-539-1617 (oczywiście w USA, w Minnesota Commerce Fraud Bureau). Dzwoniący mogą zastrzec anonimowość.
I jeszcze jedno. Stroną oskarżającą była Anti-Counterfeiting Task Force, oddział Anti-Counterfeiting Educational Foundation Inc.

Druga wiadomość z USA zaczyna się sensacyjnie:
"Recently a 1938-S Mercury Dime was sold at auction by Legend Rare Coins for an astronomical sum of $364,000! "    
Dlaczego to suma astronomiczna? Ano dlatego, że w rubryce ‘Coin Market’ w Numismatic News, rubryce publikującej aktualne notowania gradowanych monet USA, dziesięciocentówkę 1938-S w stanie MS65 FB wyceniono na...
160$ (słownie sto sześćdziesiąt dolarów USA). Imponujące przebicie. Ale to jeszcze nic. Zauważcie proszę, że 364 tysiące dolarów zapłacił zwycięzca aukcji, co oznacza, że oprócz niego był jeszcze ktoś, kto zaoferował kwotę niższą o zaledwie jedno postąpienie. Nie chce mi się sprawdzać, ile zgodnie z regulaminem wynosiło to postąpienie na tej konkretnie aukcji. To bez znaczenia. Można się tylko zastanawiać, jakie motywacje mogły kierować osobami licytującymi tę monetkę na tak wyśrubowanym poziomie. A jest to poziom kosmiczny, bo popatrzcie sami. To fragment wykazu cen uzyskanych za dziesiątki 1938-S ogradowane przez PCGS.
Widzicie?! Widzicie, jaka jest różnica ceny między MS67+FB, a MS68+FB? Jeden punkcik w ocenie spowodował, że za pieniądze wydane na tę o punkt lepszą można by kupić prawie dwieście tych o punkt gorszych. Najlepsze w tym wszystkim jest, że gdyby położyć te dwie monety kolejno przed najlepszymi amerykańskimi graderami, oczekiwanie jednomyślności oceny było by wielką naiwnością. A gdyby nie mieli możliwości bezpośredniego ich porównania między sobą, to jestem pewien, że żadnego konsensusu, żadnej zgodności oceny by nie było. A tak między nami mówiąc, nie zdziwił bym się, gdyby monety (jeszcze niezapuszkowane) zamieniły się miejscami (i wartością); chwila nieuwagi, roztargnienia, jakaś myśl na mgnienie oka odciągająca uwagę od monet i pozamiatane. Która jest która?
No więc, jaka może być motywacja takiego licytowania? Chęć posiadania najwyżej ocenionej (mam na myśli notę gradingową) i na dodatek jedynej  na świecie z tą oceną  dziesięciocentówki 1938-S. MAX-NOTA, skąd my to znamy? A co będzie, gdy pojawi się skądś egzemplarz, który uzyska notę MS69+FB? Bez miliona w kieszeni nie ma co licytować. Chyba. Kto bogatemu zabroni. Mimo wszystko od teorii psychologiczno psychiatrycznych bardziej prawdopodobna wydaje mi się prosta i czysta pralnia. Pralnia brudnych pieniędzy, gdyby ktoś od razu nie skojarzył.

Ameryka  Ameryką, ale gdyby tak się spokojnie zastanowić, to u nas jest to samo. Prawie to samo, bo po pierwsze nie mamy żadnej fundacji ani instytucji (poza "literkowymi służbami"), która zajmowała by się walką z fałszerzami monet, a po drugie, ceny u nas też jakby niższe. To drugie może się zmienić, tak przynajmniej wynika z entuzjastycznego w tonie artykułu w Rzeczpospolitej, który dziś rano przeczytałem.

A tymczasem...
Praca nad katalogiem A3S trwa. Mam kilka nowych monet niewątpliwie wątpliwej oryginalności.
 
 
Oryginałów zresztą też.
A żeby oczy od monitora odpoczywały, odwiedzam różne górskie miejsca, znane i mniej znane.
 
Kto zgadnie, gdzie wczoraj byłem?

niedziela, 30 czerwca 2019

5 złotych "Nike" - napis na rancie

13 maja 2019 na forum TPZN umieściłem prośbę o informacje na temat wariantów napisu SALUS REIPUBLICAE SUPREMA LEX na pięciozłotówkach z lat 1928-1932.
Tę samą prośbę powtórzyłem 19 maja tu na blogu.
Klęska!
W sumie od czterech osób dostałem informację o trzynastu monetach.

Mówi się trudno.

Oto podsumowanie obejmujące monety moje i zgłoszone na forum, blogu i jednym emailu.

Edycja - 2019-07-02 - dostałem jeszcze jedną wiadomość dot. 2 monet z 1928 (Warszawa) i po jednej z roczników 1931 i 1932.

Zaktualizowane dane:

1928 - Bruksela
7 mm - sztuk 3
9 mm - sztuk 1

1928 - Warszawa
9 mm - znak mennicy 1,2 mm od stopy - sztuk 2
9 mm - znak mennicy ??? mm od stopy - sztuk 1
12 mm - znak mennicy 1,2 mm od stopy - sztuk 1
12 mm - znak mennicy 1,7 mm od stopy - sztuk 2
10 mm - znak mennicy 2,1 mm od stopy - sztuk 1
14 mm - znak mennicy 1,2 mm od stopy - sztuk 1
14 mm - znak mennicy 2,1 mm od stopy - sztuk 2

1930
13 mm - sztuk 1

1931
14 mm - sztuk 3

1932
16 mm - sztuk 1

Jakakolwiek analiza na podstawie tak skąpej ilości danych była by  równie wiarygodna, jak wróżenie z wnętrzności zwierząt ofiarnych. Haruspikiem nie jestem, na razie się poddaję.
Jeśli ktoś z Was zechce udostępnić informacje o wariantach napisu SALUS REIPUBLICAE SUPREMA LEX na monetach ze swojego zbioru, będę wdzięczny i powyższą statystykę uzupełnię. Może kiedyś dojdziemy do ilości danych pozwalającej na snucie teorii.

Na dziś wystarczy. Idę poszukać jakiegoś chłodnego miejsca.

PS.
Na Allegro pokazała się oferta sprzedaży jednofenigówki Królestwa Polskiego 1917.
Wygląda na oryginał. 

Na dodatek to egzemplarz, który widzę po raz pierwszy. Mamy więc na dziś potwierdzone istnienie co najmniej 28 egzemplarzy na rynku numizmatycznym. Ciekawe, jaka będzie cena końcowa.

Edycja, 26.07.2019
Końcową cenę już znamy. 4650,00 zł. Nie spodziewałem się, że cena przekroczy 2500.

Printfriendly