Google Website Translator Gadget

wtorek, 9 sierpnia 2022

Ogórki 2022

I to co za oknem - bo przecież lato, i to co się dzieje w kraju i na świecie - bo ostatnio wyprawiają się rzeczy straszne, wszystko to powoduje, że monety schodzą na plan drugi albo nawet trzeci. Nie miejcie więc proszę pretensji, że rzadko ostatnio piszę. Zwykle też tak latem bywało i w latach poprzednich, choć wtedy przeszkadzały tylko wakacyjne "obowiązki". 

Nie zmieniło się również to, że latem, w przerwach od lasu, ogrodu, rowerów, jezior, wieczornego przesiadywania ze znajomymi przy dobrym jedzeniu i piciu, troszkę łatwiej można upolować jakąś interesującą monetę. A że przerw niewiele, to i monet niewiele. W lipcu dwie tylko i na dodatek prawie identyczne. 

Różni je oczywiście rocznik. Co się jeszcze w oczy rzuca, to litery N na rewersie - na pierwszej monecie są w odbiciu lustrzanym. Jakie jeszcze widzicie istotne różnice? Co jest istotne?
Pan Dariusz Marzęta w swoim Wirtualnym Muzeum Polskiego Szeląga przyjął, że dla tych monet istotne są (dla rocznika 1622):

Kryteria zastosowane do wyróżnienia odmian w danym roczniku:
– ozdobniki po bokach korony na awersie
– korona nad Snopkiem lub jej brak
– litery „N” w napisie na rewersie (normalne lub odwrócone)
– dwie ostatnie cyfry daty (22 lub ZZ)

Kryterium zastosowane do wyodrębnienia wariantów:
– stylistyka liter „Z” w dacie (dolne belki przechylone do dołu, dolne belki przechylone do góry, górne belki równe, górne belki przechylone do góry) 

Zaskoczyło mnie, że w WMPS nie znalazłem szelągów z identycznym zestawem cech charakterystycznych. Zaskoczyło, bo to przecież monety specyficzne, bite przez dwa lata tylko.  Przypisuje się je mennicy warszawskiej, o której wiemy niewiele - że istniała i że związani z nią byli mincerze - Jan Szmidt i Stanisław Bierman oraz dzierżawca - Jakub Jacobson - holenderski mincerz, przedsiębiorca, zarządca naszych mennic koronnych i miejskich (Bydgoszcz, Gdańsk, Toruń, Elbląg, Kraków, Warszawa, Wilno). 

Dziwne, że tak mało o tej mennicy wiemy. Jedną z nielicznych, godnych uwagi publikacją na jej temat jest artykuł Zbigniewa Kurzyny w Wiadomościach Numizmatycznych - rok 1970, zeszyt 1. Wiemy z diariuszy sejmowych, że król Zygmunt III Waza tłumaczył się z otwarcia mennicy w Warszawie na sejmie w roku 1623, ale nie mamy pewności co do okresu, w którym ta mennica była czynna. Jej produkcja była na tyle obfita, że napisowe szelągi warszawskie fałszowano w Suczawie, na dodatek nie zawsze kładąc właściwe daty na monetach. Oprócz falsyfikatów z datami 1622 i 1623 znamy też takie fałszywe szelągi z 1616 r. Jest taki u Czapskich (w katalogu kolekcji nr 2577), do pewnego czasu uznawany za oryginalny. Czapski uznał tę monetę za tak ważną, że umieścił w katalogu jej rysunek! Katalog zbioru hrabiego Emeryka  był i do dziś często jest uznawany przez innych autorów za bardzo wiarygodne źródło. Dlatego, pomimo, że to moneta, w której srebra na lekarstwo, a na rysunku wyraźnie widać cechy tłoczenia na prasie walcowej, pojawia się w nowszych katalogach. W katalogu monet Zygmunta II z 1990 roku ilustruje ją rysunek przekopiowany z Czapskiego. O suczawskich falsyfikatach więcej znajdziecie w artykule Krzysztofa Wnęka "Fałszerstwa szelągów Rzeczypospolitej z XVII wieku wykonane techniką walcową" w Wiadomościach Numizmatycznych Rocznik LVII (2013) zeszyt 1–2.

Dziwne też (a może nie), że w roczniku 1622 jest stosunkowo dużo odmian i wariantów stempli, a rocznik 1623 to tylko jedna odmiana i bardzo nieliczne warianty. Najprostszym wyjaśnieniem mogłoby być założenie, że mennica rozpoczęła intensywną produkcję w początku 1622 roku i przerwała ją krótko po rozpoczęciu roku następnego.

Sezon ogórkowy zakończy się wkrótce i przeskok do normalnej aktywności, dla numizmatyków będzie przeskokiem w aktywność nadzwyczajną. 11 września rozpocznie się w Warszawie XVI Międzynarodowy Kongres Numizmatyczny. Potrwa do 16 września. Szczegółowy program i wszystkie niezbędne informacje na temat kongresu można znaleźć na jego stronie internetowej. Pełny harmonogram wystąpień i prezentacji uczestników jest tutaj. Można go pobrać w formie dokumentu pdf. Kongres pierwotnie planowano na jesień 2021. Plany pokrzyżowała pandemia COVID-19 i kongres przesunięto na wrzesień 2022. Kiedy kilka lat temu ogłoszono, że polska będzie gospodarzem kolejnego kongresu, miałem szczery zamiar udziału w nim - jako widz/słuchacz. Późniejsze wydarzenia sprawiły, że będę musiał ograniczyć się do lektury artykułów, które jak zwykle, po każdym kongresie są publikowane w różnych wydawnictwach. Dla zachęty do zainteresowania się tymi publikacjami proponuję zapoznanie się z częścią plonu poprzednich kongresów.

Na koniec akcent dla niektórych humorystyczny, dla mnie symptom wtórnego analfabetyzmu i postępującego zgłupienia ogarniającego coraz większą część rodaków. 
Dłoń trzymająca monetę nie wygląda na dziecięcą! 

poniedziałek, 18 lipca 2022

Wakacyjna mieszanka

Moje wakacje zaczęły się w październiku 2021 i trwają nieprzerwanie do dziś, ale przypuszczam, że dla większości z Was wakacje, to maksymalnie tylko kilka tygodni podczas których praca i hobby spadają na dalszy plan. Dlatego dziś, choć w większości o monetach, ale nie tylko o nich.   

Po pierwsze, z przykrością donoszę, że pierwsza próba kupienia kilku polskich monet na poważnej, szwajcarskiej aukcji nie wypaliła - przelicytowano mnie jeszcze na etapie "pre-bid". Nie zniechęcam się, będą następne podejścia.

GNDM systematycznie dodaje kolejne pozycje do katalogu jesiennej aukcji. Jest między nimi bardzo ładny egzemplarz feniga Królestwa Polskiego z 1917 roku. 

W opisie podano, że razem z monetą, nabywca otrzyma dawne dokumenty z zakupu aukcyjnego. Dokumenty zawierają opinię eksperta potwierdzającą autentyczność monety i jej polaroidowe zdjęcia. I tu zaskoczenie - porównajmy zdjęcie aukcyjne ze zdjęciem z certyfikatu. 
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to dwie różne monety. Po uważnym porównaniu widać jednak, że to ten sam egzemplarz. Kolorowe zdjęcie GNDM uwydatniło plamy korozji, ale widoczne wżery nad literą O w POLSKIE i nad TW w KRÓLESTWO oraz skaleczenia nad literą K w KRÓLESTWO rozwiewają wątpliwości. Mam jednak wrażenie, że monetę źle przechowywano i aktywna korozja spowodowała pogorszenie stanu monety - plamka na krawędzi jedynki w nominale i plama pod OL w POLSKIE chyba urosły, bo na zdjęciach E. Paprotha są prawie niewidoczne. Trochę utrudniło to sprawdzenie, czy mam już w archiwum zdjęcia tej sztuki, ale dość szybko okazało się, że nie i że to kolejny do odnotowania, trzydziesty piąty już egzemplarz na rynku. Cena wywoławcza 8000 zł.

Ponieważ pojawiła się tu sprawa certyfikatu, chciałbym zwrócić Waszą uwagę na serwis reklamujący się krótko, ale dobitnie. 

Nazwisk ekspertów nie podano. Jest natomiast cennik. 
Jest i przykład ekspertyzy. 

Super! Dziękuję, nie skorzystam. 

Zostawiamy monety w spokoju, niech patynują, nabierają urody i wartości. A my w tym czasie do lasu, nad wodę... 

Albo na koncert. 

I będzie świetnie, bo - pamiętajcie, nie ma złej pogody, byle się odpowiednio ubrać. 


niedziela, 10 lipca 2022

Kolekcjonerska strategia zakupowa 2022-20??

Na forum Poszukiwanieskarbow.com, w październiku 2020 zainicjowano wątek o znaczącym tytule - "Świat oszalał ...". Zaczęło się od pomorskich szerfów, ale wątek rozwija się w różnych kierunkach, które jedno łączy - ceny nienajrzadszych monet przebijające sufit. Data publikacji i tytuł wątku skorelowane - w pandemicznym roku 2020 rozpoczął się trwający do dziś wzrost cen monet. Niech nad jego przyczynami dywagują ekonomiści i psychologowie. Ja, będąc kolekcjonerem muszę myśleć o tym, jak powiększać kolekcję bez narażania domowego budżetu. 

W czasach przedinternetowych, które dobrze pamiętam, monety kupowałem na giełdach staroci, spotkaniach kolekcjonerskich, w nielicznych sklepach numizmatycznych oraz oczywiście bezpośrednio od innych zbieraczy. Internet otworzył dostęp do szuflad i klaserów kolekcjonerów, których w realu nie miałbym szans spotkać. To był czas, kiedy mój zbiór rozrastał się najszybciej, głównie dzięki Allegro, na którym założyłem konto chyba w maju 2000.

Był jeszcze Swistak, Kiermasz, czeskie Aukro ściśle powiązane z Allegro, eBay (zarejestrowałem się na niemieckim, później pojawiła się wersja polska) - łatwo można było namierzać okazy zapełniające luki w zbiorze i wyszukiwać okazyjne oferty. Trwało to do przełomu spowodowanego odejściem największych graczy "na swoje". Pojawił się serwis OneBid i inne podobne gwarantujące profesjonalną obsługę, ale jednocześnie ceny zaczęły rosnąć, a malały szanse na upolowanie okazji. Malały, bo równolegle nastąpiła fundamentalna zmiana - jeden po drugim zaczęły pojawiać się specjalistyczne katalogi powodujące wzrost zainteresowania odmianami i wariantami monet. "W numizmatyce widzisz tyle, ile wiesz" - motto sesji numizmatycznych GNDM świetnie wyjaśnia dlaczego coraz częściej pospolite z pozoru monety sprzedają się za kwoty niezrozumiale wysokie dla przeciętnego zbieracza. Przykład sprzed kilku dni, z cyklu czwartkowych aukcji WCN. 
Tak było jeszcze na kilka minut przed zakończeniem aukcji. Niekontrowersyjnie oceniony stan zachowania, cena szacunkowa podwojona, co niczym nadzwyczajnym nie jest. Tyle, że opis nie do końca poprawny (o czym za chwilę). Czwartkowy wieczór przyniósł zmianę - po zakończeniu aukcji sytuacja wyglądała tak. 
Cenę szacunkową przebito ponad dwudziestokrotnie. Dwie osoby widziały więcej, niż pozostali licytujący, a co ważniejsze więcej od autora aukcyjnego opisu monety. Widziały więcej, bo wiedziały więcej. Popatrzcie, obie monety (ta po prawej z innej aukcji WCN) opisno jako "Plage 106" 
Tymczasem u pana Karola Plage mamy: 

Widzicie różnice? Bardzo jestem ciekaw, jak potoczyła by się licytacja, gdyby opis był poprawny i gdyby pojawiła się w nim jeszcze jedna informacja, której Plage nie umieścił w swoim katalogu. Chodzi o cyfrę 4 w roczniku, a dokładniej o to, co jest pod tą cyfrą. Popatrzcie jeszcze raz na zdjęcie, widzicie? Spod czwórki nieśmiało wychyla się trójka. Dziesięciogroszówki z niezmienioną datą 1840 bito aż do roku 1865 - tę z aukcji WCN wybito prawdopodobnie w roku 1840, przerabiając stempel rewersu z poprzedniego roku. 

Na tej samej czwartkowej aukcji sprzedano też taką monetę 

Macedoński brąz wybity trzy wieki przed naszą erą. Ceny szacunkowej nie osiągnięto! 

Wracamy do tytułu dzisiejszego wpisu - jaką strategię zakupową ma przyjąć kolekcjoner, by rozsądnie powiększać zbiór. Jedno się nie zmienia - "W numizmatyce widzisz tyle, ile wiesz" - wiedzy nic nie zastąpi, kolekcjoner powinien wiedzieć jak najwięcej o tym, co kolekcjonuje. 

Co dalej? Gdybym miał teraz zastanawiać się nad profilem kolekcji, którą chciałbym budować, to wybrałbym, może niepatriotycznie, monety obce. W Polsce są znacząco tańsze od rodzimych. To oczywiste - im większy popyt, tym wyższe ceny, a popyt na rodzime z reguły jest większy od popytu na obce. A jeśli już masz jakiś zaawansowany zbiór numizmatów związanych z Polską, to czy przypadkiem nie jest to dobry moment na zmianę profilu? Spieniężenie zbioru za niezłe pieniądze (korzystna koniunktura) i przeznaczenie ich na nowe zakupy. 

Ja się chyba nie zdecyduję na tak drastyczny krok, a z rozbudowy zbioru rezygnować nie zamierzam. Będąc na garnuszku ZUS moje szanse na skuteczną walkę na krajowych aukcjach oceniam na bardzo nikłe. Moja strategia będzie wyglądać tak:

  • Nadal będę śledził duże aukcje (OneBid i podobne oraz aukcje organizowane własnymi siłami przez niektóre firmy i stowarzyszenia numizmatyczne) i licytował, kiedy zobaczę coś ciekawego. Może czasem się uda coś wygrać.
  • Nadal będę śledził oferty na Allegro, eBay, OLX itp. Może czasem się uda coś wygrać.
  • Zainteresuję się aukcjami organizowanymi przez zagraniczne firmy numizmatyczne - myślę, że od czasu do czasu wypatrzę coś ciekawego pasującego do mojego zbioru. 
  • Częściej, niż przez ostatnie lata będę "polował" na giełdach, targach staroci i targowiskach. Muszę jednak bardziej polegać na tym, co sam wypatrzę, niż na pamięci sprzedawców - vide poprzedni wpis
  • Wymyśliłem sobie, że może warto by spróbować objazdu kilku flohmarktów - niemieckich pchlich targów. Już po wakacyjnym sezonie, przy okazji zwiedzając trochę oraz degustując tamtejsze wina i piwa. Jeśli plan wypali - podzielę się wynikami i wrażeniami.
A Wy? Macie może jakieś inne pomysły?


poniedziałek, 27 czerwca 2022

Udany połów na chojnickim Jarmarku Świętojańskim.

 Dawno nie byłem na żadnej giełdzie staroci, więc kiedy nadarzyła się okazja, postanowiłem sprawdzić, czy coś się przez te miesiące (lata?) zmieniło. Okazją był trzydniowy Jarmark Świętojański w Chojnicach.

 
 

Upał nie zachęcał do spacerów po mieście. Na szczęście strefa kolekcjonerska w czasie kiedy do niej wchodziłem była zacieniona - na płycie rynku, gdzie handlowano jedzeniem, piciem i innym jarmarcznym towarem trudno było wytrzymać. Żar lał się z nieba.

Tłumów, jak widzicie nie było. Stoisk, na których były jakiekolwiek monety - zaledwie kilka. Cierpliwie wędrowałem od jednego do drugiego, pytając o stare polskie monety i cierpliwie tłumaczyłem, że dla mnie stare, to nie przełom XX/XXI wieku, ani nawet XIX/XX. Standardowa odpowiedź: - mam tu gdzieś jakiegoś półtoraczka, kilkuminutowe poszukiwanie strony w klaserze z tymże półtoraczkiem i... nawet nie pytałem o cenę, bo nie było po co. Było kilka agonalnych szóstaków Jana Kazimierza; na jednym ze stoisk trafiłem na kilkadziesiąt miedziaków - boratynki i miedź Augusta III - ewidentne wykopki, w większości czytelne, ale w takich stanach, że mógłbym się zdecydować wyłącznie na coś bardzo rzadkiego. Niczego takiego niestety tam nie wypatrzyłem. Już miałem odejść, kiedy sprzedawca przypomniał sobie, że gdzieś tu jeszcze powinny być jakieś grosze Poniatowskiego. Były, a jakże, ale równie atrakcyjne, jak wspomniane wyżej boratynki. A między nimi trojak z 1789 roku, ładniejszy od tego, którego mam w zbiorze, z nieuszkodzonym ozdobnym rantem. To był pierwszy zakup. Dwa stoiska dalej, pomimo standardowej odpowiedzi, że niczego starszego niż II RP w klaserze nie znajdę, postanowiłem jednak ten klaser przejrzeć. Powodem była strona, na której klaser był otwarty, cała wypełniona monetami Królestwa Polskiego 1917-1918. Nie, na niej też niczego, czego bym już nie miał nie znalazłem. Na kolejnych kartach rzeczywiście były tylko monety późniejsze, II RP, PRL, jakieś Niemcy sprzed I Wojny. Giełdowy standard. Mimo wszystko, zamiast podziękować i przejść do następnego, ostatniego już stoiska, przewracałem kolejne strony klasera, aż do ostatniej. A na niej, w ostatnich dwu kieszonkach były dwie monety w holderach pasujące do reszty, jak kwiatek do kożucha. Najpierw zapytałem o tę, która na holderze miała krótki napis "Rzym ?". 

- To gratis dla kogoś, kto kupi coś za co najmniej 50 złotych.  

- OK. A ile Pan chce za ten Cieszyn? 

- A ile Pan proponuje?  

Nie cierpię takich zagrywek. W końcu moneta była opisana niekoniecznie bardzo dokładnie, ale całkiem dobrze - Teschen, heller. To giełda, a nie aukcja! Zwykle w takich sytuacjach grzecznie dziękuję i idę dalej, ale usłyszałem zachętę 

- Niech Pan coś zaproponuje, na pewno się dogadamy.

No to zaproponowałem, zapłaciłem, wpakowałem dwa holdery do portfela, podziękowałem i poszedłem dalej. Nic więcej w tym dniu, ani w dwa kolejne nie kupiłem, a i tak tę giełdę uważam za bardzo udaną. 

W archiwach polskich domów aukcyjnych nie znajdziecie wielu notowań cieszyńskich halerzy Adama Wacława. Niedawno (luty 2018) podobny egzemplarz sprzedał się u Damiana Marciniaka 

Podobny, ale nie identyczny, bo wybity w mennicy w Skoczowie zarządzanej przez Krzysztofa Kantora (litery C C). Mój jest z mennicy cieszyńskiej, w której w tym czasie mincmistrzem był Dietrich Rund (litery D R). Jedyne notowanie tej monety, jakie udało mi się znaleźć w polskich archiwach to 15 aukcja WCN, na której sprzedawano między innymi dużą kolekcję monet Księstawa Cieszyńskiego. 
To był rok 1998 i od tego czasu nic. Co ciekawe, w katalogu monet książąt cieszyńskich Piotra Kalinowskiego wydanym w roku 2009 halerz 1612 D-R jest ilustrowany zdjęciami monet z WCN właśnie. 

W fundamentalnym dziele Friedensburga i Segera jest informacja, że we wrocławskim muzeum autorzy odnotowali po 2 sztuki tych halerzy. 

Kopicki różnie ocenił ich rzadkość, zasadnie uznając, że moneta skoczowska jest znacznie rzadsza. 

Punktowa "wycena" Kopickiego nijak się nie ma do rzeczywistej rzadkości i wartości monet. Identyczną "cenę" 10.  5. " ma na przykład pięciogroszówka z 1930 roku dostępna dziś  w obiegowym stanie za 20 do 30 złotych. A w ofertach można przebierać.    

Nie będę się tu rozpisywał o cieszyńskiej mennicy i jej mincmistrzach. Gdyby ktoś chciał uzupełnić swoje wiadomości w tym zakresie, polecam zakup książeczki Janusza Spyry "Moneta w dawnym Cieszynie" wydanej z okazji ukazania się dwuzłotowej monety z wizerunkiem najstarszego zabytku Cieszyna - romańskiej rotundy p.w. św. Mikołaja i Wacława z XI w. Z jej treścią można się również zapoznać wchodząc na stronę https://visitcieszyn.com i dalej w zakładce "Historia i tradycja" - "Moneta w dawnym Cieszynie". Warto tam zajrzeć.  

Cieszyn zostaje w zbiorze, Julian Apostata... Pewnie go sprzedam prędzej, czy później. Nie jest na tyle ładny i charakterystyczny, żebym go sobie zatrzymał. 


czwartek, 9 czerwca 2022

Rachunek prawdopodobieństwa.

Pamiętacie ze szkoły o co z tym prawdopodobieństwem chodzi? Nie? A to takie proste - miarą prawdopodobieństwa zdarzenia niemożliwego (np. rzut piłeczką palantową na Ziemi na odległość 37,89 kilometra) jest ZERO - nikt tak daleko nie rzuci, a zdarzenia pewnego (np. staczanie się szklanej kulki po równi pochyłej umieszczonej na stole stojącym w pracowni fizyki w liceum im. Adama Asnyka w Kaliszu) jest JEDEN (albo 0% i 100% odpowiednio) - kulka stoczy się po równi. Miarą prawdopodobieństwa zdarzeń, które mogą, ale nie muszą zajść jest ułamek właściwy - coś między zerem, a jedynką.

No to teraz czas na przyjrzenie się monetom. Dodajmy, monetom szczególnym. Od roku 2016 referencyjną pozycją literatury numizmatycznej dla miedzianych szelągów Jana Kazimierza jest książka Cezarego Wolskiego "Miedziane szelągi Jana Kazimierza Wazy 1659 - 1667". 528 stron trudnych do ogarnięcia dla nowicjusza, ale bardzo pomocnych dla zaawansowanego kolekcjonera. Jest w nim ujęta pod numerem D.11b.12 boratynka litewska z roku 1661, której rzadkość określono na R8. O takim stopniu rzadkości zadecydowało kilka szczegółów - na awersie portret króla charakterystyczny dla mennicy krakowskiej, na rewersie data zapisana 166I (druga jedynka jest rzymska - bez "daszka" i ozdobnej stopki) - Pogoń charakterystyczna dla bić z mennicy w Ujazdowie. Na dodatek, na katalogowych zdjęciach widzimy monetę zachowaną idealnie, w pięknej, błyszczącej brązowej patynie. W czasie pisania książki, autor znał tylko jeden egzemplarz tej monety. Drugi egzemplarz pojawił się na rynku w lutym roku 2021. 

Ładna cena, jak za pospolitego z pozoru miedziaczka, prawda? No to zobaczcie, co stało się w maju 2022. 
Mennicza sztuka, oceniona przez graderów z NGC na MS 64 BN. Pierwszą ciekawostką, oprócz ceny, jest fakt, że to nie jest egzemplarz pokazany w katalogu Wolskiego. O drugiej i następnych ciekawostkach za chwilę.

Kolekcjonerzy boratynek nie zdążyli ochłonąć po szoku wywołanym ceną kończącą licytację na Heritage Auctions, kiedy polska firma numizmatyczna pochwaliła się ozdobą swojej kolejnej aukcji. 

To egzemplarz ilustrowany u Wolskiego. Graderzy NGC ocenili tę sztukę wyżej - mamy MS 65 BN. 

I tu po raz pierwszy przypomniały mi się lekcje matematyki, na których pan profesor Kazimierz Polak spokojnie tłumaczył nam co to zdarzenia sprzyjające, jak liczymy prawdopodobieństwo wypadnięcia trójki przy rzucie kostką i co najważniejsze, jak liczymy prawdopodobieństwo wypadnięcia trójki w szesnastu kolejnych rzutach tą samą kostką (przy założeniu, że kostka nie jest sfałszowana tak, żeby zawsze wypadała trójka). Jakie więc jest prawdopodobieństwo, że wszystkie trzy znane egzemplarze tej bardzo, bardzo rzadkiej odmiany zachowały się tak dobrze - są niemal idealne. Nawet moneta z Allegro jest, jak na boratynkę, zachowana świetnie.

Nie tylko dobrze zachowane są te monety. Są one na dodatek prawie idealnie centrycznie wybite. Nie tylko mnie to zastanowiło. Napisał do mnie pan Zdzisław Szuplewski, wielki znawca boratynek, zwłaszcza krakowskich, prosząc o podzielenie się moimi przemyśleniami na temat tych monet. 

Pierwsze, o co zapytałem, to czy wiadomo, jakie jest wzajemne ułożenie awersu i rewersu. Dlaczego o to zapytałem? Czy pamiętacie, w jaki sposób produkowano boratynki? Najprostszą metodą. Dolny stempel mocowano w ciężkim stole albo pniu. Na ten stempel kładziono krążek, przykładano trzymany w ręce górny stempel i uderzano w niego ciężkim młotem. Metoda prosta i szybka ale nieprecyzyjna. Nie było czasu na idealne układanie krążka i idealne przystawianie górnego stempla - boratynki często są niecentryczne. Nie było czasu na idealnie równoległe ułożenie powierzchni stempli - boratynki często mają niedobicia części legendy i rysunku. Nie było czasu na pilnowanie, by stemple były ułożone identycznie, by góra awersu była tam, gdzie góra rewersu - typowa boratynka to "skrętka", na której awers i rewers ułożone są całkiem przypadkowo, nie jak na monetach bitych maszynowo.

Z monetami ogradowanymi przez NGC nie ma problemu, na zdjęciach widać jakie jest ułożenie stron. 

Na tej drugiej, z SNMW jest tak samo! Okazało się, że i ta trzecia, ta z Allegro również ma rewers obrócony o prawie idealnie 180 stopni względem awersu. Widać to na filmie, który na YouTube opublikował właściciel monety. 
https://www.youtube.com/watch?v=rFNDL9yhU6Y
Przewińcie do 1:30 - układ awers/rewers widać bardzo dobrze.

Czyli na jedynych znanych trzech egzemplarzach mamy:

  • bicie tą samą parą stempli
  • obustronnie centralne, głębokie bicie
  • identyczna orientacja awers-rewers
  • idealny, a w najgorszym razie bardzo dobry stan zachowania.

Statystyka wręcz nieprawdopodobna. Niemożliwe, by były to monety z normalnej produkcji do obiegu. Zapytałem jeszcze pana Zdzisława, czy znane są obiegowe egzemplarze tej odmiany oraz czy znane są boratynki wybite tym samym stemplem rewersu (ujazdowskim) ale z ujazdowskim, a nie krakowskim awersem. Na obydwa pytania dostałem odpowiedzi negatywne ale pojawił się jeszcze jeden szczegół, na który nie zwróciłem uwagi. Pan Szuplewski przysłał mi takie zdjęcie. 

Takiego "wklęśnięcia" fryzury króla nie ma na innych boratynkach z krakowskim awersem. Jest za to na wszystkich trzech monetach, o których piszę. Nic dziwnego, skoro bito je tymi samymi stemplami. 

Czy na pewno bito? Nie wiem. Jedyne pewne rzeczy, które wiem o tych monetach, to to, co wcześniej wymieniłem. Raz jeszcze:

  • bicie tą samą parą stempli (a może lepiej - identyczny rysunek obu stron monety)
  • obustronnie centralne, głębokie bicie
  • identyczna orientacja awers-rewers
  • idealny, a w najgorszym razie bardzo dobry stan zachowania. 

Wszystko to kłóci się z moim doświadczeniem w ocenie prawdopodobieństwa zdarzeń. Jasne, że nie można wykluczyć, że ktoś, gdzieś (np w muzealnym magazynie) znalazł idealnie zachowane boratynki i puścił je na rynek. Wykluczyć nie można, ale prawdopodobieństwo, że tak było oceniam na niewielkie. Prawdopodobieństwo, że do naszych czasów zachowały się idealnie jakieś boratynki też jest niezerowe, ale również bardzo małe, ale prawdopodobieństwo, że te idealnie zachowane boratynki, ręcznie przecież bite, mają identyczne ułożenie stron i bezbłędną centryczność jest jeszcze mniejsze. A kiedy uświadomimy sobie, że dla oszacowania prawdopodobieństwa serii zdarzeń trzeba ich prawdopodobieństwa pomnożyć...

Pamiętacie, to wszystko ułamki właściwe, z małym licznikiem i dużym mianownikiem. Wynik mnożenia jest tak bliski zeru, że, nawet zakładając, że kwestie finansowe są dla mnie nieważne, że cena nie gra roli, nie kupiłbym żadnej z tych monet. Prawdopodobieństwo, że to mistyfikacja, pułapka na zaawansowanych i zasobnych kolekcjonerów szacuję znacznie, znacznie wyżej, niż prawdopodobieństwo, że to monety wybite 361 lat temu.


Printfriendly