Google Website Translator Gadget

czwartek, 5 września 2019

Tak długiej przerwy jeszcze nie miałem.

Żyję i mam się dobrze, ale...
Często tu powtarzałem, że na monetach świat się nie kończy. Tak się składa, że w tym półroczu monety musiały oddać pole innym aktywnościom. I dobrze.
Oczywiście stale pracuję nad miedziakami Augusta, ale w tej dziedzinie nie zdarzyło się nic na tyle spektakularnego, by zasłużyć na wpis na blogu.

Eleniasz (pozdrowienia) napisał ostatnio o swoich sukcesach i porażkach w aukcyjnych bojach o srebro SAP. Ja niestety musiałbym ograniczyć się do ubolewania nad porażkami. Na aukcjach "żywych" w tym roku nie upolowałem nic. Z jednej strony żal, z drugiej - kupka na przyszłe zakupy rośnie, choć nie sądzę by na tyle, bym miał szanse na zbliżających się aukcjach GNDM, Niemczyka czy PDA. To, co chętnie bym do zbioru włączył, albo już na etapie ceny wywoławczej przebija poziom, który uważam za rozsądny, albo lokuje prawdopodobieństwo wygranej na poziomie prawdopodobieństwa trafienia szóstki w Lotto, bo pamiętam przebieg poprzednich aukcji. Nic to.

Nie tylko nieszczęścia chodzą parami.
Wczoraj, najpierw trafiło do mojej skrzynki zaproszenie na otwarcie nowej wystawy czasowej u Czapskich.
Chętnie bym do Krakowa pojechał, ale ten termin mam od dawna zaklepany na "inne aktywności". Ledwo podziękowałem za zaproszenie, przepraszając, że nie przyjadę, dostałem informację o innym krakowskim wydarzeniu.
Ten termin (przynajmniej częściowo) mam wolny. Będą dwie pieczenie na jednym ogniu, bo ostatnim punktem programu jest zwiedzanie wspomnianej wyżej wystawy czasowej.

Żeby nie było, że do zbioru nic nie przybywa.
Tylko tyle i aż tyle. Aż, bo gros zakupów kartą przecież, ale mam czas.


niedziela, 28 lipca 2019

Ogórki zza oceanu.

Lato w pełni. Sezon ogórkowy.
Kiedyś hitem tego sezonu był wieloryb rzekomo płynący w górę Wisły (na tarło???). W tym roku rzeczywistość przebija fantazję. Nagłówek "Kangur biega po Warmii" to w letniej prasie nic dziwnego, ale jeśli się potrąci zwierzaka, a po wyjściu z samochodu okazuje się, że to kangur, to sytuacja wygląda inaczej troszkę.
Około godziny 1.30 dyżurny otrzymał informację, że przy drodze krajowej 42 w rejonie Koziej Woli leży potrącony kangur. Policjanci udali się na miejsce. Nie zastali tam osoby, która potrąciła zwierzę. O fakcie powiadomili właściciela zwierzęcia i zarządcę drogi
To było w świętokrzyskiem, więc po naszych drogach biegały latem co najmniej dwa torbacze.

Wśród typowo wakacyjnych tematów, pojawiły się dwie numizmatyczne wiadomości z USA. Całkiem poważne.
Bo czy nie jest poważną wiadomość, że sześćdziesięcioośmioletni "coin dealer" z Minnesoty został skazany na trzydziestomiesięczny pobyt w więzieniu federalnym? Pan Barry Ron Skog musi jeszcze zapłacić odszkodowanie swoim ofiarom (kwot nie podano). I tak mu się udało, bo teoretycznie mógł się załapać na 15 lat za handel fałszywymi numizmatami i 20 lat za przestępstwa pocztowe. Procesu nie było, wyrok zapadł na podstawie porozumienia.

Skog miał kłopoty z prawem już wcześniej. W roku 2011 firma Collectors Universe powiązana z PCGS doprowadziła do tego, że zakazano mu wyrobiania i importowania fałszywych slabów PCGS i sprzedawania monet pakowanych w takie lewe slaby. Niezależnie od tego, czy były by to monety fałszywe, czy oryginalne.
Skog prowadził numizmatyczną firmę wysyłkową Burnsville Coin Company. Ogłaszał się w Numismatic News i oczywiście nie wspominał, że przedmiotem oferty są falsyfikaty. Kiedy ktoś wyrażał zainteresowanie zakupem, dostawał od Skoga dodatkową ofertę z atrakcyjnymi monetami w jeszcze atrakcyjniejszych cenach.
Udowodniono mu sprzedaż podrobionych monet co najmniej 12 ofiarom, które tym samym oszukał na 57 524,29 $. Nie bez znaczenia dla sądu były również udowodnione działania w zamiarze sprzedaży jeszcze 275 fałszywych monet oferowanych za około 235 000 $.
Pan Skog wygląda tak
Jeśli ktoś z Was jest również jego ofiarą, może zgłosić roszczenia telefonicznie na numer 651-539-1617 (oczywiście w USA, w Minnesota Commerce Fraud Bureau). Dzwoniący mogą zastrzec anonimowość.
I jeszcze jedno. Stroną oskarżającą była Anti-Counterfeiting Task Force, oddział Anti-Counterfeiting Educational Foundation Inc.

Druga wiadomość z USA zaczyna się sensacyjnie:
"Recently a 1938-S Mercury Dime was sold at auction by Legend Rare Coins for an astronomical sum of $364,000! "    
Dlaczego to suma astronomiczna? Ano dlatego, że w rubryce ‘Coin Market’ w Numismatic News, rubryce publikującej aktualne notowania gradowanych monet USA, dziesięciocentówkę 1938-S w stanie MS65 FB wyceniono na...
160$ (słownie sto sześćdziesiąt dolarów USA). Imponujące przebicie. Ale to jeszcze nic. Zauważcie proszę, że 364 tysiące dolarów zapłacił zwycięzca aukcji, co oznacza, że oprócz niego był jeszcze ktoś, kto zaoferował kwotę niższą o zaledwie jedno postąpienie. Nie chce mi się sprawdzać, ile zgodnie z regulaminem wynosiło to postąpienie na tej konkretnie aukcji. To bez znaczenia. Można się tylko zastanawiać, jakie motywacje mogły kierować osobami licytującymi tę monetkę na tak wyśrubowanym poziomie. A jest to poziom kosmiczny, bo popatrzcie sami. To fragment wykazu cen uzyskanych za dziesiątki 1938-S ogradowane przez PCGS.
Widzicie?! Widzicie, jaka jest różnica ceny między MS67+FB, a MS68+FB? Jeden punkcik w ocenie spowodował, że za pieniądze wydane na tę o punkt lepszą można by kupić prawie dwieście tych o punkt gorszych. Najlepsze w tym wszystkim jest, że gdyby położyć te dwie monety kolejno przed najlepszymi amerykańskimi graderami, oczekiwanie jednomyślności oceny było by wielką naiwnością. A gdyby nie mieli możliwości bezpośredniego ich porównania między sobą, to jestem pewien, że żadnego konsensusu, żadnej zgodności oceny by nie było. A tak między nami mówiąc, nie zdziwił bym się, gdyby monety (jeszcze niezapuszkowane) zamieniły się miejscami (i wartością); chwila nieuwagi, roztargnienia, jakaś myśl na mgnienie oka odciągająca uwagę od monet i pozamiatane. Która jest która?
No więc, jaka może być motywacja takiego licytowania? Chęć posiadania najwyżej ocenionej (mam na myśli notę gradingową) i na dodatek jedynej  na świecie z tą oceną  dziesięciocentówki 1938-S. MAX-NOTA, skąd my to znamy? A co będzie, gdy pojawi się skądś egzemplarz, który uzyska notę MS69+FB? Bez miliona w kieszeni nie ma co licytować. Chyba. Kto bogatemu zabroni. Mimo wszystko od teorii psychologiczno psychiatrycznych bardziej prawdopodobna wydaje mi się prosta i czysta pralnia. Pralnia brudnych pieniędzy, gdyby ktoś od razu nie skojarzył.

Ameryka  Ameryką, ale gdyby tak się spokojnie zastanowić, to u nas jest to samo. Prawie to samo, bo po pierwsze nie mamy żadnej fundacji ani instytucji (poza "literkowymi służbami"), która zajmowała by się walką z fałszerzami monet, a po drugie, ceny u nas też jakby niższe. To drugie może się zmienić, tak przynajmniej wynika z entuzjastycznego w tonie artykułu w Rzeczpospolitej, który dziś rano przeczytałem.

A tymczasem...
Praca nad katalogiem A3S trwa. Mam kilka nowych monet niewątpliwie wątpliwej oryginalności.
 
 
Oryginałów zresztą też.
A żeby oczy od monitora odpoczywały, odwiedzam różne górskie miejsca, znane i mniej znane.
 
Kto zgadnie, gdzie wczoraj byłem?

niedziela, 30 czerwca 2019

5 złotych "Nike" - napis na rancie

13 maja 2019 na forum TPZN umieściłem prośbę o informacje na temat wariantów napisu SALUS REIPUBLICAE SUPREMA LEX na pięciozłotówkach z lat 1928-1932.
Tę samą prośbę powtórzyłem 19 maja tu na blogu.
Klęska!
W sumie od czterech osób dostałem informację o trzynastu monetach.

Mówi się trudno.

Oto podsumowanie obejmujące monety moje i zgłoszone na forum, blogu i jednym emailu.

Edycja - 2019-07-02 - dostałem jeszcze jedną wiadomość dot. 2 monet z 1928 (Warszawa) i po jednej z roczników 1931 i 1932.

Zaktualizowane dane:

1928 - Bruksela
7 mm - sztuk 3
9 mm - sztuk 1

1928 - Warszawa
9 mm - znak mennicy 1,2 mm od stopy - sztuk 2
9 mm - znak mennicy ??? mm od stopy - sztuk 1
12 mm - znak mennicy 1,2 mm od stopy - sztuk 1
12 mm - znak mennicy 1,7 mm od stopy - sztuk 2
10 mm - znak mennicy 2,1 mm od stopy - sztuk 1
14 mm - znak mennicy 1,2 mm od stopy - sztuk 1
14 mm - znak mennicy 2,1 mm od stopy - sztuk 2

1930
13 mm - sztuk 1

1931
14 mm - sztuk 3

1932
16 mm - sztuk 1

Jakakolwiek analiza na podstawie tak skąpej ilości danych była by  równie wiarygodna, jak wróżenie z wnętrzności zwierząt ofiarnych. Haruspikiem nie jestem, na razie się poddaję.
Jeśli ktoś z Was zechce udostępnić informacje o wariantach napisu SALUS REIPUBLICAE SUPREMA LEX na monetach ze swojego zbioru, będę wdzięczny i powyższą statystykę uzupełnię. Może kiedyś dojdziemy do ilości danych pozwalającej na snucie teorii.

Na dziś wystarczy. Idę poszukać jakiegoś chłodnego miejsca.

PS.
Na Allegro pokazała się oferta sprzedaży jednofenigówki Królestwa Polskiego 1917.
Wygląda na oryginał. 

Na dodatek to egzemplarz, który widzę po raz pierwszy. Mamy więc na dziś potwierdzone istnienie co najmniej 28 egzemplarzy na rynku numizmatycznym. Ciekawe, jaka będzie cena końcowa.

Edycja, 26.07.2019
Końcową cenę już znamy. 4650,00 zł. Nie spodziewałem się, że cena przekroczy 2500.

czwartek, 27 czerwca 2019

Blogi versus Facebook

Wytrwali czytelnicy mojego bloga pamiętają być może, jak zmieniał się mój pogląd na posiadanie profilu na FB.
W październiku roku 2012 wyjaśniałem dlaczego uważam posiadanie konta na Facebooku za zbędne.
Pękłem w lutym 2013.
Wymyśliłem sobie, że na Facebooku będę umieszczał krótkie notatki o nowych publikacjach, interesujących stronach internetowych i zapowiedzi zaplanowanych wpisów na bloga. Co z tego wyniknie? Поживём – увидим
Mijały lata, podczas których FB zajmował miejsce na liście obowiązkowo codziennie odwiedzanych stron www. Cierpliwie odpowiadałem na pytania zadawane przez odwiedzających fanpage mojego bloga. Cierpliwie usuwałem polubienia osób, z którymi było mi bardzo nie po drodze - nie chciałem być kojarzony z żadną opcją polityczną, ideologiczną, religijną. Cierpliwie odrzucałem prośby o zostanie czyimś "znajomym", tłumacząc, że taką po prostu przyjąłem zasadę, czego dowodem był licznik "znajomych"  trwale wyświetlający cyfrę ZERO. Mniej cierpliwie obserwowałem statystyki bloga, a konkretniej, statystyki ilości odwiedzin generowanych przez wyszukiwarki i inne strony www. Mniej cierpliwie, bo ruch z FB był niewielki, niezależnie od tego czy wpisy na fanpage pojawiały się często, czy rzadko.
W końcu miarka się przebrała, zlikwidowałem facebookowe konta - i prywatne i fanpage bloga.
Na FB zaglądam. Mam listę kilku profili, które obserwuję. Przy umiejętnym wykorzystaniu mechanizmów oferowanych przez uBlock Origin i sprytnym manipulowaniu zawartością plików hosts.allow i hosts.deny nie nastręcza to żadnych kłopotów.
Jednym z tych profili jest https://www.facebook.com/gndmpl/. 14 czerwca pojawił się na nim wpis "Czy blogi zostaną zjedzone przez Facebooka?". Króciutki, o treści:
Tym oto pytaniem chciałbym poruszyć kwestię, do której się przymierzam już jakiś czas :) Czyli aktualizacja wpisu "Blogi o monetach".
Nie wiem jak wy, ale ja mam wrażenie, że ten rok dla numizmatycznej blogosfery był najsłabszy. Nowych twarzy nie dochodzi, obecni na liście, z chlubnymi wyjątkami, się wykruszają. Z kolei rośnie trend, że coraz chętniej ludzie dzielą się swoją pasją w formie fanpage'y. Mamy m.in. Numizmatyka prostym słowem, czy specjalistyczne Katalog Półtoraków Wazów lub Mennictwo Flawiuszy. Czy to już trend, czy tylko chwilowa moda, wszak obie formy mają swoje plusy i minusy ;)
Jako że konta na FB już nie mam, nie mogłem tam umieścić mojej odpowiedzi na pytanie p. Damiana. Odpowiem więc tu.

Mam swoje lata. Internet zachwycił mnie od samego początku. Możliwość wymiany informacji, dzielenia się wiedzą, to coś wspaniałego, pod dwoma jednak warunkami. Po pierwsze, osoba służąca informacją powinna być uczciwa i rzetelna, po drugie, osoba poszukująca informacji powinna umieć ocenić, czy osoba służąca informacją jest uczciwa i rzetelna. Osoby udzielające się na FB, które uważam za autorytety albo poważne "firmy" swoją renomę zbudowały poza FB. Jeśli postanowiły, że FB, a nie blog, będzie ich oknem na świat, oknem do dzielenia się swoją wiedzą i do wymiany myśli z innymi użytkownikami sieci, to ich decyzja. Podobno konta na FB mają "wszyscy". O kwantyfikatorach wielkich (wszyscy, nikt, zawsze, nigdy itp. już tu kiedyś pisałem). Zwykle okazuje się, że nie wszyscy, tylko pewna liczba ludzi, że nie zawsze, tylko prawie zawsze itd. Przekaz wiedzy przez FB - OK (pod warunkiem, że ktoś tak jak ja, radzi sobie z mechanizmami wymuszającymi posiadanie tam konta), ale wymiana myśli - to już nie zawsze, bo nie mając konta na FB, nie można pytać ani odpowiadać. Blog takiego ograniczenia nie ma.
Jeśli autor bloga jest konsekwentny, pracowity, rzetelny, to nawet jeśli trafiają się okresy, kiedy blog musi ustąpić pola innym aktywnościom, to są to tylko "przejściowe trudności". Problemem jest tylko ewentualny chwilowy brak weny, pomysłu na temat kolejnego wpisu, ale i to łatwo się pokonuje.
Niewątpliwą przewagą bloga jest fakt, że to przekaz wolny od rozpraszaczy. Nie wyskakują powiadomienia o kotkach znajomych, o menu ich wczorajszej kolacji ani "zabawne" filmiki linkowane bezkrytycznie w przerażających ilościach. Nie wiem natomiast, dlaczego goście bloga rzadziej komentują wpisy, niż goście profili na FB. Żeby przeczytać to, co w tej chwili piszę, nikt nie musi nigdzie zakładać konta i później się na nie logować. To samo dotyczy możliwości komentowania. Trzeba się tylko pogodzić z tym, że komentarze (przynajmniej u mnie) są moderowane - nie pokazują się natychmiast, a dopiero po tym, gdy się na nie zgodzę. Praca nad tym, to cena jaką płacę za wolność bloga od reklamy lustrzanek, podejrzanych medykamentów i stron "tylko dla dorosłych".

Za bardzo się rozpisałem, żeby więc było jasne. Uważam, że blogi nie zostaną zjedzone przez Facebooka. Te dobre. One przetrwają tak długo, jak ich autorów będzie cieszyło ich prowadzenie. Fanpage (fanpejdże?) obowiązuje ten sam mechanizm - dobre i wartościowe utrzymają się i będą żywe tak długo, jak będą chcieli ich autorzy.
W każdym razie, wolę zaglądać tu

niż tu
choć w tym ostatnim miejscu nowe treści pojawiają się częściej, nie wspominając o ilości i jakości reakcji czytelników.

Jeszcze jedna uwaga. Videoblogi. Trafiają w gust tzw. współczesnego odbiorcy, ale... Nie można ich wydrukować, jak np. wpisów z mojego bloga. Na dobrą sprawę, są nie źródłem wiedzy, tylko tego źródła reklamą. Złapałem się na tym, że po przesłuchaniu kilku odcinków takich videoblogów (a także niektórych wykładów z sesji GNDM), wracałem do nich później by zrobić notatki. Teraz mam do nich łatwy dostęp i nie muszę się zastanawiać, czy to co mnie interesuje było w siedemnastej, czy jedenastej minucie nagrania. Zrzuty co ciekawszych obrazków dopełniają całości.

Na tym dziś koniec.
Za kilka dni podsumuję wyniki ankiety dotyczącej wariantów napisu na rancie pięciozłotówek z Nike.


sobota, 8 czerwca 2019

Wietrzenie kolekcji

Dziś króciutko.
Postanowiłem pozbyć się części monet z kolekcji. Na pierwszy ogień idą niektóre monety Austrowęgier.
Żeby zapoznać się z ofertą wystarczy kliknąć w "SPRZEDAM" na górze strony i później w wyświetlony zrzut ekranu (albo od razu w to zdjęcie).

oferta - sklepik

Zapraszam na zakupy.



Printfriendly