Google Website Translator Gadget

niedziela, 15 marca 2026

Z przedwojennej prasy

Ponieważ "Wszystko już było", zamiast czytać wiadomości najnowsze, coraz częściej sięgam po wiadomości sprzed stulecia. W Kujawsko-pomorskiej Bibliotece Cyfrowej wyszukałem sobie codzienną gazetę ukazującą się na Pomorzu (w końcu tu teraz mieszkam) i czytam, szczególną uwagę zwracając na informacje o pieniądzu i monetach. Przy okazji utwierdzam się w przekonaniu, że pod wieloma względami nic od tego czasu się w Polsce nie zmieniło. Zwłaszcza w polityce, ale o tym sza bo to nie jest blog polityczny.

Na podatki i "fatalnego ministra" narzekamy dziś, narzekano i w 1925 roku. Ot, taki zgrabny wierszyk z  Dziennika Pomorskiego z 8 marca 1925:

Chyba aż tak źle nie było, i zdarzali się ludzie "którzyby mieli złotego", bo w tym samym czasie chojnicka Miejska Kasa Oszczędności tak się ogłaszała. 
Odsetki kuszące. I można było wypożyczać "domowe puszki oszczędności", czyli skarbonki, jak przypuszczam. Nie mam niestety zdjęcia takiej chojnickiej skarbonki. Muszę popytać kolegów kolekcjonujących chojnickie regionalia, może ktoś ma taką "puszkę".
Miejska Kasa Oszczędności działała w ratuszu. 
W budynku starostwa 
działała Powiatowa Kasa Oszczędności przyjmująca wkłady już od złotówki. 
O wysokości odsetek ogłoszenie nie wspomina.

Wprawdzie to "oszczędność i praca ludzi wzbogaca", ale wydaje mi się, że próbowano dojść do bogactwa i w inny sposób. Przypuszczam, że w odpowiedzi na list wysłany do Warszawy do firmy Ha-Ce-Wu 

dostawało się radę, by dawać podobne ogłoszenia, a pieniądze popłyną strumieniem, bo przecież naiwnych nie sieją.

A w przerwach lektury, czasem udaje mi się coś upolować. 

  
Ostatnio medal (znów medal, a nie monetę) upamiętniający szarżę ułanów 13 czerwca 1915 r. w bitwie pod Rokitną. 
Medal autorstwa Jana Raszki wybity w zakładzie medalierskim Braci Schneider w Wiedniu. Strzałkowski 310.  
Awers: Popiersia trzech oficerów. Legenda: ROKITNA 13. VI. 1915 Z. WĄSOWICZ. J. KISIELNICKI. R. WŁODEK.
Rewers: Ułan w ataku na okopy nieprzyjacielskie, sygnatura J. RASZKA
Cynk, 59,7 mm, 65,4 g. 

Szarża ułanów 2 szwadronu II Brygady Legionów Polskich zakończyła się tragicznie. Do ataku ruszyło 62 ułanów. Atak prowadzili rotmistrz Zbigniew Dunin-Wąsowicz, por.ucznik Jerzy Topór-Kisielnicki oraz podporucznik Roman Prawdzic-Włodek. Cała trójka poległa. Oprócz nich, w boju poległo jeszcze dwunastu ułanów, trzech zmarło z ran, dwudziestu siedmiu zostało rannych, sześciu trafiło do niewoli, dwóch zaginęło. Tylko sześciu ułanów wróciło do brygady bez szwanku. Mniej, niż 10%! Na dodatek ta "druga Somossiera" nie została wykorzystana - piechota nie ruszyła za ułanami na Rosjan. 

O monetach, jeśli tylko mój limit okaże się wystarczająco wysoki, napiszę za kilka dni. 

niedziela, 8 marca 2026

Perełki, "kulfony", metaloplastyka i dewocjonalia.

Pod młotek idzie wspaniała kolekcja medali zgromadzona przez Lecha Kokocińskiego. Wójcicki PDA, doceniając znaczenie zbioru, obudował sprzedaż wyjątkowymi akcjami. 

Najpierw, pod koniec listopada, na youtubowym kanale Wójcickiego, w cyklu "Pod lupą" opublikowano długą gawędę właściciela kolekcji. Wspomiałem o tym we wpisie z 29 listopada.  Później pojawiły się zapowiedzi wydarzeń.
Piękny katalog, trzy aukcje z materiałem posegregowanym zgodnie z receptą Alfreda Hitchcocka "Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć". 

Przed pierwszą z aukcji pan Lech Kokociński wyjaśnił dlaczego zdecydował, że jego kolekcja medali lwowskich i galicyjskich trafiła do Wrocławia. 
Nieco wcześniej mieliśmy okazję wysłuchania okolicznościowego wykładu Witolda Garbaczewskiego. 
Bardzo się ucieszyłem słysząc, że medale autorstwa Konstantego Laszczki zostały zakwalifikowane do perełek, a nie kulfonów. Tego medalu nie mam niestety.
Mam łatwiej dostępny medal z 1917 roku poświęcony Józefowi Piłsudskiemu. 


Oglądając wystąpienie pana Garbaczewskiego, zastanawiałem się, do jakiej kategorii zakwalifikował by te "medale". 

 
Kulfony, to w tych przypadkach komplement. Zbierać te dewocjonalia oczywiście można, ale od patrzenia aż oczy bolą.

Sądząc po ilości ofert na eBay, metaloplastyka cieszy się powodzeniem. Teoretycznie są to srebrne monety - Niue, Kamerun, Ghana, Samoa. Zwykle jednouncjowe, ale cena 175 euro za uncję zdecydowanie przekracza standardowe notowania bulionówek. Cóż, kto bogatemu zabroni...


sobota, 28 lutego 2026

Dręczące pytania.

Wszechobecna ostatnio AI wyjaśnia, że "dręczące pytania to głębokie, często niewygodne pytania egzystencjalne i psychologiczne, które zmuszają do refleksji nad sensem życia, wyborami i strachem". 

O nie! Nie takie pytania mnie dręczą. Męczą mnie innego rodzaju problemy. Codziennie przeglądam nowe oferty sprzedaży monet pojawiające się w internecie i nie ma dnia, żebym patrząc na oferowane monety nie przypomniał sobie o którymś z kilku pytań, które zadaję sobie od lat, a na które odpowiedzi znaleźć nie mogę. 

Na przykład półtoraki z rocznika 1625. 

Dlaczego w herbie podskarbiego są różne gwiazdki? Przypadek, czy działanie celowe? A jeśli nie przypadek, to co było przyczyną takiej kompozycji herbu? 

OK. Czterysta lat temu ktoś tak zdecydował, pewnie nigdy się nie dowiemy dlaczego (ale pytanie męczy, jak kamyk w bucie). W końcu chodzi o drobiazg, malutką gwiazdkę. Inaczej jest z tymi monetami.

Ledwo sto lat minęło od ich wybicia. Wydrukowano rozporządzenia władz, które tę emisję zarządziły i wszystko było by jasne, tylko... W rozporządzeniu nie ma ani słowa o najniższym nominale. 
Próżno też szukać późniejszych rozporządzeń, w których dodano by jednofenigówki. A przecież są i są dowody na to, że bito je w 1917 i 1918 roku w Stuttgarcie. Przysłowiowy niemiecki ordnung i nagle taka zagwozdka! W tym przypadku mam ciągle nadzieję, że gdzieś w przepastnych archiwach wyjaśnienie się znajdzie. Na razie problem co jakiś czas przypomina o sobie i męczę się bezskutecznie szukając jego rozwiązania. 

I jeszcze ci nieszczęśni bracia Ludewig, których wspomniał M. Gumowski w "Mennicy krakowskiej".
Skąd się wzięli? Gdzie ich Gartenberg znalazł? Spod ich ręki wyszła część trojaków Poniatowskiego, tzw. zbrojarzy. 
Niełatwo odróżnić je od trojaków wybitych stemplami wykonanymi przez Stielera, którego życiorys znamy. Wiemy skąd pochodził, gdzie się wykształcił i gdzie pracował, a o braciach L. nie wiadomo nic. 

Trzy tylko przykłady dręczących mnie pytań. A jeszcze klika by się znalazło. Kolega, też kolekcjoner, gdy podzieliłem się z nim moją frustracją, zapytał - Nie masz większych zmartwień? Ja to się martwię, czy falsa nie kupiłem albo skąd wziąć kasę na nowe zakupy. Co mnie jakieś tam stuletnie historie obchodzą. 
Tak mam i trudno. Za stary jestem, żeby się zmienić. 
A poza tym, lubię zagadki.


niedziela, 22 lutego 2026

Skarby z szuflady

Nie ma miesiąca, żeby na jakimś internetowym portalu nie zagościł materiał o elektryzującym tytule w stylu "sprawdź, może masz w domu cenne skarby!!!!". Wykrzykników może być mniej lub więcej, ale być muszą.  

Nie było by w tym nic złego, gdyby nie treść następująca po budzącym nadzieję tytule. Świeży przykład: 
Sięgasz po pudełko albo słoik trzymany w zakamarkach szafy, wysypujesz na stół, a tam skarby, monety bez znaku mennicy, najrzadsza złotówka PRL z 1957 roku... 
Na nowy samochód powinno starczyć. A jeszcze może będzie coś z "unikatowymi dodatkami". O co to może chodzić? Może chodzi coś takiego, takie kółko na środku monety? 
Nie wiem, co skłania "redaktorów" tych wszystkich portali i portalików do publikowania takich głupot. Skutki odczuwają pracownicy firm numizmatycznych, zawalani prośbami o wyceny, oskarżani o usiłowanie wyłudzenia cennych okazów za bezcen, bo przecież "w internetach było", że to cenne rarytasy. Rykoszetem dostają kolekcjonerzy napastowani przez krewnych i znajomych, cierpią blogerzy piszący o monetach. 

Nie, żebym wykluczał możliwość znalezienia czegoś cennego w domowych schowkach. Dawno, dawno temu, w roku 2015, na allegro poważna firma wystawiła taki zestaw dziesięciogroszówek, zapewne wyjętych z klaserka jakiegoś kolekcjonera. 

Widzicie ją? Więcej szczegółów we wpisie sprzed lat 5162756447 albo o kibicach słów kilka

Nadzieję na "cenne peerelowskie monety z szuflady" mieć oczywiście można, pod warunkiem że pochodzą z kolekcji i to nie z dziecięcej "kolekcji" ze słoika, tylko z zasobów poważnego zbieracza. 

Jeśli jednak, niezrażeni znikomym prawdopodobieństwem znalezienia "skarbu z PRL" postanowicie przeszukać domowe zakamrki, to radzę Wam zwracać uwagę na niepozorne "brzydkie kaczątka". Tego typu rzeczy, potrafią, mimo niepozornego wyglądu, kosztować całkiem przyzwoite pieniądze. 
aluminiowy żeton tramwajowy z Torunia
tymczasowe banknoty z Mroczy
widokówka z Charzyków z okresu niemieckiej okupacji

Pomyślnych łowów!

P.S. 27-02-2026
Akcja trwa, jak żyć? 


środa, 18 lutego 2026

Odlew odlewu odlewu...

 Może to pojawiło się już wcześniej, ja zauważyłem całkiem niedawno. Takie wynalazki: 


Wykonane jest toto z jakiegoś szajsmetalu pokrytego cieniutką warstewką miedzi (chyba). Oczywiście często reklamowane hasłem "magnez nie przyciąga". Przypuszczam, że to odlewy odlewów zdjętych z żeliwnych odlewów z Białogonu. Omijać szerokim łukiem!

Tak samo, jak te cuda, których pełno na eBay.
Może to i srebrne, może kolorowe i do wyobraźni przemawia, ale z numizmatyką nic wspólnego to nie ma. Nie to, co ten zachwycający szeląg wypatrzony niedawno gdzieś w sieci. 

P.S. 20-02-2026

Na 21 aukcji NUMIS Klitończyk sprzedały się trzy sztuki, opisane jako "stara kopia". 


Printfriendly