Google Website Translator Gadget

wtorek, 13 października 2026

Jesienny remanent

 Kilka drobiazgów za małych na osobne wpisy.

  • Belgijskie dwufrankówki z 1944 roku.

    Pisałem o nich w lipcu 2023 r. 
    Kolekcjonerzy zainteresowani tym tematem mogą teraz sięgnąć po obszerne opracowanie. Patrick E. Wall wydał książkę o rozbudowanym tytule "From Steel Cents to Belgian Francs: A Collector’s Investigation into the 1944 Belgian 2 Franc" będącą podsumowaniem poszukiwań źródeł na temat tej bardzo ciekawej emisji. 
     
  • Poprzedni wpis poświęciłem dwu grawerom/medalierom Mennicy Warszawskiej. Narzekałem już kiedyś na brak kompleksowych opracowań na temat personelu naszych mennic. W monografiach mennic są takie informacje, ale zwykle rozproszone w tekście i czasem, jak się kilka dni temu okazało, nieprecyzyjne. Polskiego opracowania ciągle brak więc poszukując informacji sięga się do prac zagranicznych. Najczęściej do klasyki, do Bolzenthala 

    Naglera

    lub najobszerniejszego, ośmiotomowego Forrera 
    Popularny serwis Numista udostępnił niedawno na swoich stronach cyfrową wersję pracy Forrera. Nie w formie skanów poszczególnych tomów tylko w postaci przeszukiwalnej bazy. 
    Jak wyglądają biogramy medalierów w pracy Forrera? Są zwięzłe, zwykle z podaniem źródeł. Na przykład wpis dotyczący Herknera, o którym niedawno pisałem.

HERKNER
Medallist at Warsaw, circa 1852. He prepared dies from an original specimen of the rare Dantzig Thaler of 1567, for the Restrikes issued by the Russian Consul Edward Tys. His signature occurs also on a Polish Musical Medal of 1852.

Bibliography
Kirmis, Handbuch der polnischen Münzkunde, Posen, 1892.
Ciekawe, prawda?

  • W styczniu zastanawiałem się nad przyczynami zjawiska polegającego na usuwaniu cyfr nominału na dziewiętnastowiecznych polskich monetach. We wrześniu trafiłem na kolejny przykład i nadal nie mogę znaleźć racjonalnego uzasadnienia takich działań. 
     


     
  • W dniach 23-24.10.2026 roku w Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego (Kraków, ul. Piłsudskiego 12) odbędzie się XXIX edycja Toruńskich Warsztatów Numizmatyki Antycznej. W tym roku do Krakowa niestety nie pojadę.

 

niedziela, 11 października 2026

O dwóch medalierach Mennicy Warszawskiej

Zaczęło się od komentarza pod grudniowym wpisem z roku 2021. 

Iwona27 września 2026 22:59

Dziękuję za bardzo ciekawy artykuł. Trafiłam na niego przez Google, poszukując informacji o mennicy królewskiej w Warszawie. Mój 6 x pradziadek Józef Herkner pracował jako grawer-medalier w tej mennicy, prawdopodobnie w latach 1827-1856. Pozdrawiam. 

Dziękując za komentarz dodałem, że w "Mennicy Warszawskiej" W. Terleckiego jest informacja, że Józef Hoerkner był medalierem mennicy w latach 1832 do 1842 równolegle ze swoim ojcem, Ferdynandem. Kolejny, obszerny komentarz pani Iwony prostował te informacje. 

Dziekuję za odpowiedź. Jednak Ferdynand nie byl ojcem Józefa, nastąpiła pomyłka w nazwisku. Mój przodek nazywał sie Herkner, a Ferdynanda nazwisko to Hoeckner...
Pomyłka musiała nastąpić już dość wcześnie, bo w Wiadomościach Numizmatycznych z 1930 r. obaj panowie są określani nazwiskiem Herkner...
Również Ferdynand urodził się około 3 lat przed Józefem Herknerem, wiec nie mógłby być jego ojcem.

Sprostowanie zostało poparte odnośnikami do źródeł. Nie ma wyjścia, trzeba to sprawdzić. 

Zacząłem od tego, co mam na półce. W. Terlecki, "Mennica Warszawska". Najpierw tabele ze spisem personelu mennicy.


Tu pojawia się informacja, że Józef Hoerkner był synem Ferdynanda.

W treści książki znalazłem jeszcze kilka wystąpień tego nazwiska. Na stronie 115, w części dotyczącej okresu Powstania Listopadowego jest wzmianka o redukcji personelu mennicy. 
Pierwszą czynnością Banku Polskiego w mennicy była likwidacja wszelkich przerostów etatowych i niektórych komórek organizacyjnych, poprzednio samodzielnie gospodarującej instytucji. Listę pracowników mennicy poddano ostrej kontroli. Zwolnieni zostali jako zbędni: drugi medalier Karol Baerend, drugi grawer Ferdynand Hoerkner, trzeci buchalter Edward Benik, kontroler Ludwik Ginett. Równocześnie część pracowników młodszych wiekiem została powołana do wojska. Odeszli aplikant medalierstwa Oleszczyński, asystent probierza Władysław Stockmann, przybrany syn dyrektora mennicy — Bieńkowskiego, wyżej wymieniony asystent buchalterii Edward Benik, kancelista Onufry Gliński Wraz z nimi odeszła część robotników oraz obaj furmani.
Kolejna wzmianka dotyczy Józefa. 
Niezwykłego rozgłosu nabrała w mennicy w lutym 1832 r. sprawa wybicie potajemnie przez medaliera Józefa Hoerknera medali srebrnych z napisem: „Za zdobycie szturmem Warszawy”. Bank Polski zażądał przeprowadzenia dochodzenia w kierunku wyjaśnienia, jakim prawem Hoerkner wybijał medale bez upoważnienia dyrektora mennicy. Hoerkner wyjaśnił, iż został do tego nakłoniony przez pułkownika rosyjskiego Paskiewicza, brata feldmarszałka, który doręczył mu odciski podobnych medali bitych w Moskwie i Petersburgu. Bank Polski przysłał swego radcę prawnego, aby wziął udział w dochodzeniu. Sprawa skończyła się udzieleniem „najmocniejszej” nagany Hoerknerowi i zagrożeniem wydalenia go z mennicy.
Rosyjskie źródła informują, że odznaczenie "Za zdobycie szturmem Warszawy" (За взятие приступом Варшавы) zostało ustanowione dekretem imiennym cesarza Mikołaja I, wydanym na rzecz szefa Sztabu Generalnego 31 grudnia 1831 roku. Medalem tym odznaczono wszystkich oficerów sztabowych i wyższych, niższe stopnie wojskowe, urzędników służby medycznej oraz duchownych, którzy brali udział w szturmie na Warszawę w dniach 25–26 sierpnia 1831 roku. Medale pamiątkowe upamiętniające to wydarzenie wybito w mennicy w Sankt Petersburgu i wręczono odznaczonym do noszenia na piersi na wstążce polskiego „Orderu Zasługi Wojskowej” (w kolorze ciemnoniebieskim z czarnymi paskami na brzegach). Srebrne medale o średnicy 26 mm występują w wielu wariantach różniących się między innymi wielkością korony nad orłem i rysunkiem krzyża nad napisem na na rewersie. 
Zdjęcia ze strony https://medalirus.ru/sobitiya1800-1864/medal-za-vzyatie-varshavy.php/

Na tej samej stronie znalazłem jeszcze jedno zdjęcie. 
Egzemplarz opisany, jako wybity w miedzi "nowodieł", zdjęcia z каталога 11 аукциона АД "Знакъ". Odszukałem ten katalog. Medal (lot 91) opisano tak: 
91
«За взятие приступом Варшавы»
СПб монетный двор. Новодел. Темная бронза. Диаметр 26 мм. Вес 7,52 г. Дьяков № 498.2-R1. Биткин № Н825-R2. Очень редкая.
Учреждена 31 декабря 1831 г. Медалью награждали военнослужащих, медицинских чиновников и священников, участвовавших в штурме Варшавы. 
Znów pojawia się informacja, że i ten medal wybito w Petersburgu. Czy zachowały się egzemplarze wybite w Warszawie? Jak wyglądały?

Wracamy do Józefa i Ferdynanda. Pani Iwona podsunęła odnośniki do WNA 1930, Wikipedii i Genealogii M. J. Minakowskiej. 
W Wiadomościach Numizmatyczno-Archeologicznych jest artykuł W. Terleckiego "Mennica warszawska w dobie powstania Listopadowego". Jest w nim informacja, że w listopadzie 1830 roku medalierami byli I grawer Józef Herkner i II grawer Ferdynand Herkner. To samo nazwisko, choć pisownia różna od tej w powojennej monografii mennicy (Herkner/Hoerkner). Jest informacja, że na skutek reform z polecenia Banku Polskiego, pracę stracił Ferdynand Herkner. Terlecki tym razem przedstawił sprawę wspomnianego wyżej medalu nieco inaczej:
Wszystko zwolna powraca do stanu dawnego. Zjawiają się zredukowani urzędnicy i żądają przyjęcia na dawne stanowiska. W medaljerni grawer Herkner za namową płk. Paskiewicza brata feldmarszałka, wybija medal na zdobycie szturmem Warszawy, na co Mennica nie jest w stanie reagować. Natomiast Bank Polski udziela mu surowej nagany za bezprawne korzystanie z machin Mennicy. Skutkiem tej nagany było odznaczenie Herknera przez władze znakiem nieskazitelnej służby, oraz nadanie mu „Najwyższym Ukazem" rangi radcy honorowego.
Likwidacja przez władze rosyjskie wszystkiego, co przypominało powstanie, trwała przez szereg lat. Ducha jednak zdławić było trudniej. W piśmie B. P. z roku 1833 czytamy: „B. P. przesyła Mennicy fałszywe 10-cio groszówki i medal za zdobycie szturmem Warszawy dla właściwego z niemi postępowania". 

W monografii mennicy jest tylko mowa o naganie ze strony Banku Polskiego, brak natomiast wzmianki o uhonorowaniu Herknera przez rosyjskie władze. 

W Wikipedii znajdujemy życiorys Józefa Herknera, w większości oparty o informacje z 11 tomu Encyklopedii Powszechnej Orgelbranda.

Cynowa, jednostronna odbitka medalu upamiętniającego złote wesele Józefa Elsnera była na 17 aukcji RDA (lot 2952).

A co z Ferdynandem? Ani nie nazywał się Herkner, ani Hoerkner, tylko Hoeckner. Łatwo o pomyłkę! Ferdynand Wilhelm Hoeckner nie mógł być ojcem Józefa bo był od niego zaledwie o kilka lat starszy. Pochodził ze znanej rodziny drezdeńskich medalierów. Informacje o niej zebrał dr. H. Stegmann w artykule "Die Dresdner Medailleurfamilie Höckner" zamieszczonym w "Dresdner Anzeiger" z 5 września 1922, a rozszerzył Rainer Grund w artykule "Die Künstlerfamilie Hoeckner, Mit einem Werkverzeichnis der Medaillen" opublikowanym w 1992 r. w "Jahrbuch der Staatlichen Kunstsammlungen Dresden", tom 23.

Ferdynand był jedynym synem drezdeńskiego medaliera i muzyka, Karla Wilhelma Hoecknera II. Według Stegmanna, jako pierwszego imienia używał nie Ferdynanda, tylko Wilhelma. Urodził się w 1797 roku. W chwili śmierci ojca był jeszcze uczniem Akademii Sztuk Pięknych i korzystał z stypendium królewskiego. Plany studiów w Mediolanie i Paryżu spełzły na niczym. Prawdopodobnie około 1823 praktykował w mennicy drezdeńskiej. W 1824 roku otrzymał zezwolenie na wyjazd do Berlina, ale brak informacji o jego tam pobycie. Odnalazł się w Warszawie. Od 1827 roku pracował jako grawer stempli monetarnych i medalierskich w Mennicy Warszawskiej. Posadę  tę otrzymał prawdopodobnie dzięki znajomości z Karlem Emanuelem Baerendem, który był uczniem jego ojca. Baerend urodził się w 1770 roku w Dukli w Polsce. Był uczniem Höcknera, stworzył kilka medali upamiętniających wydarzenia z okresu regencji saksońskiej, a także portrety medalowe Mozarta i rodziny Casanovów. 
Udokumentowany dorobek medalierski Ferdynanda Hoecknera jest dość skromny. Znalazłem takie jego prace. 
medale na otwarcie drogi bitej z Warszawy do Brześcia
 
medal na 50-lecie działalności lekarskiej Augusta Fryderyka Wolffa, 1790-1840

Medal z 1840 roku dedykowany profesorowi Augustowi Ferdinandowi Wolffowi jest najpóźniejszym znanym świadectwem twórczości medalierskiej rodziny Hoecknerów.

Pani Iwona umieściła w swoim komentarzu odnośnik do fascynującego dokumentu. 
Transkrypcja:
Działo się w Warszawie dnia dwudziestego czwartego Grudnia / piątego Stycznia roku tysiąc ośm czterdziestego dziewiątego i pięćdziesiątego o godzinie po dziesiątej przed południem. Stawił się Józef Meinert lat trzydzieści i sześć, oraz Tomasz Piętka lat sześćdziesiąt pięć mający obydwaj urzędnicy tutejszéj Mennicy w Warszawie pod liczbą sześćset siedm zamieszkały każdy z nich będąc i oznajmili że dnia wczorajszego o godzinie trzeciéj po północy umarł w Warszawie przy ulicy Bielańskiéj pod Numerem sześćset siedm w zabudowaniach Mennicy Wilhelm Ferdynand Höckner urzędnik mennicy i pierwszy medalier żonaty syn jedyny niegdyś Karola Wilhelma i Szarlotty z Probstów zmarłych małżonków Hoeckner byłego muzykusa kapelli Królewskiéj w Dreznie, pozostawiwszy po sobie owdowiałą małżonkę Maryannę Wiktoryję z Pohlów Hoecknerową i siedm dzieci to jest z pierwszego małżeństwa po Emilii z Hoffmannów Hoeckner trzy córki, z drugiego małżeństwa dwie córki i dwóch synów — urodził się w Dreznie i miał lat pięćdziesiąt dwa wieku swego, po przekonaniu się naocznie o zejściu Wilhelma Ferdynanda Hoeckner akt ten stawającym przeczytany, przez nich podpisany został.
J Meinert
T. Piętka
X. Teodor Ludwig
Podwójna data dokumentu, to oczywisty skutek współistnienia dwóch kalendarzy, juliańskiego i gregoriańskiego. Ten akt zgonu wyjaśnia zamieszanie z nazwiskami warszawskich medalierów. Już w nim nazwisko zmarłego zapisano raz jako Höckner, raz jako Hoeckner. W niestarannym rękopisie łatwe do pomylenia z Herkner!
 
Bardzo żałuję, że na stronie Gabinetu Numizmatycznego naszej mennicy od lat straszy taka informacja. 
Gdy Gabinet jeszcze działał, zrobiłem w nim kilka zdjęć. Między innymi sfotografowałem tableau pamiątkowe wykonane w 1867 roku z okazji zamknięcia Mennicy Warszawskiej. Pod kątem i przez szkło gabloty, ale i tak czytelniejsze od reprodukcji w książce Terleckiego. 
W górnym rzędzie centralne miejsce zajmuje dyrektor mennicy Stanisław Pusch. Obok niego, po prawej, łysiejący, z szerokimi bokobrodami to buchalter Tomasz Piętka (podpisany pod aktem zgonu). Podpisy pod portretami są na moim zdjęciu w większości nieczytelne. Nie mam więc pewności, czy na tableau są panowie Herkner i Hoeckner. Najpewniej nie, bo obaj w 1867 roku już nie żyli, ale najlepiej było by się przekonać o tym, oglądając z bliska oryginał. Niestety, "Gabinet numizmatyczny  - zamknięty". Skandal!


sobota, 3 października 2026

Henryków dwóch.

Ślęczałem nad wpisem, który opublikowałem 30 wrześnie, gdy zadzwonił kolega. 

- Widziałeś, co się dziś na Numimarkecie porobiło?

Nie widziałem, bo nie mam zwyczaju śledzenia aukcji na żywo. Jeśli coś mnie w ofercie zainteresuje, wysyłam limity i zapominam. Niezależnie od wyniku licytacji, dostanę powiadomienie, z tarczą albo na tarczy. Dopiero wczoraj znalazłem chwilę, żeby sprawdzić, o co koledze chodziło. I też się zdziwiłem, bo... 

Pierwsza moneta OK, zdjęcie awersu obrócone tak, by wyeksponować POL. W opisie "data nieczytelna" ale jak się tak dobrze przyjrzeć, to da się odczytać 1581, czyli Kopicki 10384. 
Następne pozycje. 
Legendy czytelne. Nie ma POL, a po HENRICVS III wyraźnie widać dodatkową "kreskę", bez wątpienia te trzy monety wybił HENRICVS IIII. Nie Walezy, tylko Burbon! A gdyby ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, to są czytelne daty, 1602, 1603, 1605. "Nasz" Walezy, który żadnej polskiej monety nie wybił, był wprawdzie czwartym synem Henryka II, ale na francuskim tronie zasiadał jako Henryk III. Aż do śmierci 2 sierpnia roku 1589. W roku 1602 we Francji panował Henryk IV (albo IIII jak kto woli), pierwszy Burbon na paryskim tronie. 

Wszystkie cztery monety zostały sprzedane. Nie wiem, czy ich nabywcy licytując wiedzieli co zamierzają kupić, czy licytowali wierząc w aukcyjne opisy. Niecały tydzień temu, podążając za Markiem Aureliuszem, przestrzegałem by nie brać subiektywnych opinii i emocjonalnych wyobrażeń za rzeczywistość. Zwłaszcza cudzych opinii, bo zasugerowani nimi możemy zobaczyć na zdjęciach to co chcemy zobaczyć, a nie to co na nich jest.  

Więc powtarzam, kupujmy monety, nie wyobrażenia.

środa, 30 września 2026

Punkt widzenia zależy od...

Porównajcie. 

To ta sama moneta, najpierw w oświetleniu od dołu, następnie od góry. Za każdym razem uwypuklają się inne szczegóły. Można na przykład ulec złudzeniu, że mamy dwa różne położenia znaku mennicy. Porównanie zbliżeń wyprowadza z błędu, ale nie zawsze mamy możliwość takie porównanie przeprowadzić. 
Dlatego trzeba zachować ostrożność i umiar, decydując się na zakup monety wyłącznie na podstawie zdjęć. Pomijam kwestię odmian czy wariantów, stan zachowania też można różnie ocenić.

A taki przykład? 

Królestwo Polskie, 5 fenigów 1918. Czy to różne stemple, czy ten sam na różnych etapach użytkowania? A może to dwa stemple spod tej samej matrycy na różnych etapach jej użytkowania? Czy widoczne różnice są wystarczającą podstawą do ogłoszenia istnienia nowego wariantu? Bardzo jestem ciekaw Waszych opinii na ten temat.

I jeszcze jeden przykład, jeśli już jesteśmy przy monetach Królestwa Polskiego. 

Widzicie to coś obok szczytu korony na głowie orła?
Widzicie leciutkie pogrubienie prawej literki F?
Ja to zauważyłem na dużym ekranie mojego monitora, więc kupiłem. Gdy moneta dotarła, jak zwykle trafiła na szybę skanera i...
U góry zdjęcie z aukcji, niżej skan. Gdyby ilustracją aukcji był mój skan, nigdy bym tej monety nie kupił. Na szczęście sprzedający dysponuje dobrym stanowiskiem do fotografowania monet. Nie dość, że dobry aparat, to jeszcze, jak przypuszczam, system bezcieniowego oświetlenia. W rezultacie na zdjęciu widać więcej, niż na skanie, a nawet więcej niż przy oględzinach przez całkiem porządną lupę. Kilku znajomych oglądało monetę "na żywo" i bez mojej sugestii, nie zobaczyło na niej nic odbiegającego od standardu. Poprosiłem jednego z nich, bo ma lepszy sprzęt od mojego, by zrobił zdjęcia. Wyszło tak 
Jeśli się wie, czego szukać, można na tym zdjęciu zobaczyć ten dodatkowy szczyt korony, ale na podstawie tej fotografii też bym tego feniga nie kupił. 
Kupiłem i teraz już wiem, że u tego sprzedawcy kupowanie monet na podstawie zdjęcia jest całkowicie bezpieczne. Chciałbym kiedyś zobaczyć jego stanowisko fotograficzne.

Mojemu ulubionemu stoikowi przypisuje się zdanie „Wszystko, co słyszymy, jest opinią, a nie faktem. Wszystko, co widzimy, jest punktem widzenia, a nie prawdą”. W tłumaczeniach „Rozmyślań” tego cytatu  nie znajdziemy. Ulepiono go z uproszczonego połączenia kilku myśli cesarza. Marek Aureliusz napisał, tak: „Pomnij, że wszystko jest wyobrażeniem, a ono od ciebie zależy...” (w tłumaczeniu Mariana Reitera). Jak inni stoicy, nie był sceptykiem ani relatywistą, wierzył w istnienie obiektywnej prawdy i faktów. W "Rozmyślaniach" nie przeczytamy, że prawda nie istnieje. Znajdziemy natomiast pouczenia, by nie brać subiektywnych opinii i emocjonalnych wyobrażeń za rzeczywistość. To co widzimy na zdjęciach, albo jak się okazuje, na własne oczy, to tylko nasze wyobrażenie. 

Więc... Kupujmy monety, nie wyobrażenia.

poniedziałek, 21 września 2026

Orzeł czy reszka?

Orzeł czy reszka?  


Navia aut caput?.


Logika jest prosta – wybierz stronę i rzuć. Wygrasz albo przegrasz. Remis zagrozić może, jeśli rzucasz piedfortem. Tylko kogo dziś na to stać? 

Fizyka już taka prosta nie jest. Mogłaby być prosta, gdyby warunki początkowe były znane i stałe. Gdyby monetą rzucał robot sterowany zawsze tym samym programem. Niezmienne kierunek, siła, rotacja i co tam jeszcze trzeba wziąć pod uwagę w stałych warunkach zewnętrznych zapewniłyby powtarzalny wynik z niewielkim marginesem błędu. Człowiek nigdy nie rzuci w identyczny sposób. Przewagę jednemu z graczy mogłaby zapewnić spreparowana moneta, z przesuniętym środkiem ciężkości, ale i na to jest sposób. Da się taki brak przypadkowości wyeliminować. Metoda jest zaskakująco prymitywna. Rzucamy monetą dwa razy. Jeśli wyniki są takie same, ignorujemy je i powtarzamy dwa rzuty. Jeśli wypadły dwa różne wyniki, bierzemy pod uwagę pierwszy z nich. Drugi odrzucamy. Twierdzenie o prawdopodobieństwie całkowitym pozwala to matematycznie uzasadnić. Warunek jest tylko jeden - rzucamy cały czas tą samą monetą. Musimy mieć też pewność, że nie zmieniła swoich właściwości między rzutami, czyli dbamy o jej miękkie lądowanie na stałym podłożu. Typowy rzut przed rozpoczęciem meczu piłkarskiego, z wyłapywaniem monety w powietrzu i kładzeniem jej na drugiej ręce już całkiem przypadkowy nie jest! Potwierdzają to wyniki kanadyjskiego badania z 2009 roku, które wykazało, że rzut monetą można łatwo sfałszować już po kilku minutach ćwiczeń. 

Jak powszechnie wiadomo, nie ma takiego zjawiska, którym prędzej, czy później nie zajmą się naukowcy. Nie wierzycie? Poczytajcie o nagrodzie Ig Noble. Kilka przykładowych tematów badań z ostatnich lat.

  • Analiza rodzajów odmian mruczenia, ćwierkania, gaworzenia, treli, szemrania, miauczenia, jęczenia, piszczenia, syczenia, wycia, warczenia i innych sposobów komunikacji między człowiekiem a kotem.
  • Wykorzystanie analizy genetycznej do identyfikacji różnych gatunków bakterii, które żyją w zwojach wyrzuconej gumy do żucia przyklejonych do chodników w różnych krajach.
  • Badanie naukowe „Nowa metoda kontroli karaluchów na okrętach podwodnych” (czyżby wcześniej były jakieś stare metody? J.Ch.).
  • Próba oszacowania relacji między nierównością dochodu narodowego w różnych krajach a średnią ilością pocałunków w usta.
Nic więc dziwnego, że i problemem losowości rzutu monetą zajęli się naukowcy. W roku 2007 trójka badaczy, Perci Diaconis, Susan Holmes i Richard Montgomery, stwierdzili, że częściej sukces odniesie gracz wybierający tę stronę monety, która była na górze w momencie rzutu. Ma 51% szans na zwycięstwo, przeciwnik tylko 49%. Teorię potwierdzono eksperymentalnie w roku 2023. W badaniach wzięło udział 48 osób. Każda wykonała 350 757 rzutów monetami. Do badań użyto monet wybitych w 46 krajach. Okazało się, że wnioski zespołu Diaconisa były prawdziwe. Eksperymentatorzy ustalili, że w 50,8% przypadkach (poziom ufności 95%) moneta wylądowała tą samą stroną do góry, którą była na górze momencie wyrzutu.

Jak tę wiedzę wykorzystacie, nie wiem. Ja mam opory przed rzucaniem monetami. Wiecie, stan zachowania, patyna itd. W razie czego, gdybym zmienił zadnie, postaram się o coś takiego. 

Albo, jeszcze lepiej "destrukt" wykonany ze sklejonych dwu zeszlifowanych monet. Od czasu do czasu pojawiają się oferty takich "wynalazków". 

Bo tym, to bym nie rzucał. 

Na razie, w szpony hazardu oddaję się tylko obstawiając, za ile uda mi się kupić coś nowego do zbioru, czyli ustalając wysokość limitu wpisywanego w formularzu aukcyjnym. Z różnym skutkiem.

Printfriendly