Pod młotek idzie wspaniała kolekcja medali zgromadzona przez Lecha Kokocińskiego. Wójcicki PDA, doceniając znaczenie zbioru, obudował sprzedaż wyjątkowymi akcjami.
Najpierw, pod koniec listopada, na youtubowym kanale Wójcickiego, w cyklu "Pod lupą" opublikowano długą gawędę właściciela kolekcji. Wspomiałem o tym we wpisie z 29 listopada. Później pojawiły się zapowiedzi wydarzeń.
Piękny katalog, trzy aukcje z materiałem posegregowanym zgodnie z receptą Alfreda Hitchcocka "Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć".
Przed pierwszą z aukcji pan Lech Kokociński wyjaśnił dlaczego zdecydował, że jego kolekcja medali lwowskich i galicyjskich trafiła do Wrocławia.
Nieco wcześniej mieliśmy okazję wysłuchania okolicznościowego wykładu Witolda Garbaczewskiego. Bardzo się ucieszyłem słysząc, że medale autorstwa Konstantego Laszczki zostały zakwalifikowane do perełek, a nie kulfonów. Tego medalu nie mam niestety.Mam łatwiej dostępny medal z 1917 roku poświęcony Józefowi Piłsudskiemu. Kulfony, to w tych przypadkach komplement. Zbierać te dewocjonalia oczywiście można, ale od patrzenia aż oczy bolą.
Sądząc po ilości ofert na eBay, metaloplastyka cieszy się powodzeniem. Teoretycznie są to srebrne monety - Niue, Kamerun, Ghana, Samoa. Zwykle jednouncjowe, ale cena 175 euro za uncję zdecydowanie przekracza standardowe notowania bulionówek. Cóż, kto bogatemu zabroni...