Google Website Translator Gadget

niedziela, 8 marca 2026

Perełki, "kulfony", metaloplastyka i dewocjonalia.

Pod młotek idzie wspaniała kolekcja medali zgromadzona przez Lecha Kokocińskiego. Wójcicki PDA, doceniając znaczenie zbioru, obudował sprzedaż wyjątkowymi akcjami. 

Najpierw, pod koniec listopada, na youtubowym kanale Wójcickiego, w cyklu "Pod lupą" opublikowano długą gawędę właściciela kolekcji. Wspomiałem o tym we wpisie z 29 listopada.  Później pojawiły się zapowiedzi wydarzeń.
Piękny katalog, trzy aukcje z materiałem posegregowanym zgodnie z receptą Alfreda Hitchcocka "Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć". 

Przed pierwszą z aukcji pan Lech Kokociński wyjaśnił dlaczego zdecydował, że jego kolekcja medali lwowskich i galicyjskich trafiła do Wrocławia. 
Nieco wcześniej mieliśmy okazję wysłuchania okolicznościowego wykładu Witolda Garbaczewskiego. 
Bardzo się ucieszyłem słysząc, że medale autorstwa Konstantego Laszczki zostały zakwalifikowane do perełek, a nie kulfonów. Tego medalu nie mam niestety.
Mam łatwiej dostępny medal z 1917 roku poświęcony Józefowi Piłsudskiemu. 


Oglądając wystąpienie pana Garbaczewskiego, zastanawiałem się, do jakiej kategorii zakwalifikował by te "medale". 

 
Kulfony, to w tych przypadkach komplement. Zbierać te dewocjonalia oczywiście można, ale od patrzenia aż oczy bolą.

Sądząc po ilości ofert na eBay, metaloplastyka cieszy się powodzeniem. Teoretycznie są to srebrne monety - Niue, Kamerun, Ghana, Samoa. Zwykle jednouncjowe, ale cena 175 euro za uncję zdecydowanie przekracza standardowe notowania bulionówek. Cóż, kto bogatemu zabroni...


Printfriendly