Google Website Translator Gadget

wtorek, 15 września 2026

Wakacyjne podróże - śladami Giacomo Casanovy

Istria. Chorwacja...

Wprawdzie kelnerzy po przyjęciu pieniędzy za jedzenie i picie mówią hvala, ale gdy wychodzimy z lokalu słyszymy ciao. Więc może jednak Włochy? Ani jedno, ani drugie, po prostu mieszanka, koktajl.

Miasteczko Vrsar, w pobliżu którego rozbiliśmy namiot na kempingu powitało nas dwujęzyczną tablicą Vrsar/Orsera. Jak wszystkie inne odwiedzone miasta i wsie - pod nazwą chorwacką, dawna, włoska.

Vrsar z poziomu morza wygląda pięknie. 

Widoki z czterdziestometrowej wieży kościoła świętego Marcina biskupa też są piękne. 
Przy jednej z uliczek, tuż przy punkcie widokowym, zwykle okupowanym przez turystów jest ławeczka, na której siedzi słynny uwodziciel. 
W sezonie trudno zrobić samej rzeźby, zwykle trzeba czekać, aż ktoś opuści ramiona Giacomo. Nie zawsze są to panie.

Casanova, jak napisano na umieszczonej obok tablicy, dwukrotnie odwiedził Vrsar. Pierwsza wizyta w 1743 roku przysporzyła znaczne korzyści miejscowemu lekarzowi. Casanova, choć przybył jako ubogi ksiądz, pozostawił pamiątkę - chorobę weneryczną, która szybko rozprzestrzeniła się w mieście. Ów lekarz podziękował swemu dobroczyńcy rok później. Tak opisuje to Casanowa w swoich pamiętnikach: 

W podróży mojej do Korfu, zatrzymaliśmy się w Orsera. Przechadzałem się na wybrzeżu, gdy zbliżył się do mnie jakiś człowiek przyzwoitej powierzchowności, wdałem się z nim w rozmowę. Ponieważ wspomniał, iż zdaje mu się, że mnie widział już raz w Orsera (gdzie rzeczywiście byłem jadąc do Ankony), w sukni duchownego, począłem się zżymać, naco prosił mnie o przebaczenie, mówiąc, iż zresztą winien mi wdzięczność. Zadziwiłem się niemało. Dowiedziałem się więc, że aspan ów będąc chirurgiem, klepał pierwej biedę, teraz jednak odkłada pieniądze. Dobrobyt jego począł się od czułej pamiątki, jaką zostawiłem zarządczyni domu Hieronimsa, po moim tamże pobycie. Owa jejmość udzieliła jej swemu przyjacielowi, który znowu obdarzył nią czemprędzej swą żonę. Ta znowu darowała ją pewnemu sowizdrzałowi, który gospodarzył tak szczodrze, iż w ciągu miesiąca przysporzył mu kilkadziesiąt osób klienteli. — Mam jeszcze parę pacjentów — mówił — lecz do miesiąca pozdrowieją wszyscy. Może pan sobie wyobrazić, jak bardzo się ucieszyłem widząc pana. Uważam to sobie za dobrą wróżbę.

Do dziś w miasteczku w sezonie letnim organizowane są dla turystów bezpłatne, fabularyzowane spacery z przewodnikiem, podczas których aktorzy wcielają się w postać Casanovy i mieszkańców Orsery, oprowadzając turystów po kamiennych uliczkach i opowiadając o dawnych realiach miasteczka. 

Osiemnastowieczny uwodziciel wykorzystywany jest dziś do promocji regionu. Jego imieniem nazwano szlak rowerowy numer 171 biegnący wzdłuż północnego brzegu Kanału Limskiego.
Kilkanaście kilometrów na południe od kanału wyglądającego, jak fiord o wysokich brzegach porośniętych gęstą roślinnością, jest niewielkie miasteczko Bale (Valle). Podobno Casanova i tutaj uwodził miejscowe piękności. W jego pamiętnikach, a przynajmniej w ich polskim tłumaczeniu z 1921 roku, nic o tym nie znalazłem, ale w miasteczku pielęgnuje się legendę o jego podbojach. 
Dość już o podrywaczu z Wenecji. 

Na mapie okolic Kanału Limskiego zaintrygowały mnie symbole ruin na północny wschód od Vrsaru. 

Kilka kilometrów rowerem po kamienistych drogach doprowadziło mnie do "Monte Ricco (Roman Villa)". Szczyt wzgórza zajmowała kiedyś "rzymska willa", wiejska posiadłość (villa rustica) zbudowana na przełomie tysiącleci na miejscu wcześniejszego gródka z epoki brązu. Posiadłość została opuszczona pod koniec I wieku n.e. Teraz to miejsce prac archeologicznych, trwających z przerwami od roku 2014. 
Odsłonięto i zbadano centralną część, zajmowaną kiedyś przez potężne zbiorniki służące do gromadzenia wody deszczowej. 
Stopniowo odsłaniane są kolejne fragmenty murów i zabezpieczane przed degradacją jako trwała ruina. 
Zaskoczyło mnie, że po jesiennych pracach, przerwanych na czas letnich upałów, na miejscu pozostały wydobyte artefakty. Pal sześć "skorupy", 
ale to, wyglądające na kompletne, ceramiczne naczynie odwrócone do góry dnem, to spora niespodzianka. 
 
Na ścianach wykopów pozostały znaczniki. 
To sposób oznaczania ważnych punktów na profilu (ścianie) wykopu. Znaczniki służą jako czytelne wskaźniki pomocne w dokumentacji fotograficznej i rysunkowej. Mogą oznaczać granice warstw stratygraficznych, wskazywać przebieg lub zasięg odkrytych w profilu konstrukcji, miejsca zalegania zabytków lub próbek, na przykład punkty, z których pobrano próbki ziemi do analizy palinologicznej lub datowania węglem C-14.

Tuż poniżej ruin, znajduje się nieczynny kamieniołom. Niewykluczone, że z niego pochodził materiał do budowy willi.
Przy wejściu na teren willi umieszczono tablicę informacyjną. 
W jej dolnej części pokazano zdjęcie republikańskiego denara, przypuszczam, że znalezionego w ruinach. 
Jak mi się wydaje, to Caius Allius Bala, 92 r. p.n.e., Crawford 336/1. To jedyny (poza euro z portmonetki) numizmatyczny akcent z tegorocznych, zagranicznych wakacyjnych podróży. Planowaliśmy wprawdzie wycieczkę do Puli, z nadzieją na podziwianie rzymskich monet, ale na stronie muzeum archeologicznego zaalarmował nas komunikat "The museum is currently closed for the preparation of a new permanent exhibition.". Odpuściliśmy, może za rok lub dwa...

Zjeżdżając z powrotem do Vrsaru chciałem się bliżej przyjrzeć zabudowaniom oznaczonym na mapie, jako Stancija Grande. 
Zamiar udaremniły psy pilnujące owiec pasących się w pobliżu. Szkoda, bo wcale bym się nie zdziwił, gdyby okazało się, że to co widać na zdjęciu, stoi na rzymskich fundamentach. 

Poniżej jeszcze trochę surrealistyczny widok, jachty "cumujące" na łące na wzgórzu. 
Jeszcze kilka kilometrów w dół, kąpiel w ciepłym morzu, prysznic by zmyć z siebie morską sól i kolacja, langustynki, miejscowe wino, żyć nie umierać...

sobota, 12 września 2026

Grubymi nićmi szyta próba oszustwa na OLX.

Niemal natychmiast po tym, jak OLX przysłało mi potwierdzenie, że moje ogłoszenie jest już widoczne dla użytkowników, dostałem wiadomość SMS. 

To że "Nadawca nie może odbierać wiadomości", to pierwszy sygnał, że ktoś będzie próbował mnie oszukać. Zaciekawiło mnie, w jaki sposób, więc wysłałem e-mail. Na wiadomość: 
odpowiedziano tak: 

Dzień dobry! Przepraszam za zamieszanie — przypadkowo usunęłam historię przeglądania i zgubiłam link do oferty. Czy mogłabym prosić o jego ponowne przesłanie? Chciałabym od razu dokończyć transakcję i opłacić zakup przez InPost. Odbiór osobisty wraz z pakowaniem zorganizuję we własnym zakresie, a dogodną datę i miejsce przekazania pozostawiam do wyboru Sprzedającemu. Wszystkie opłaty, rzecz jasna, biorę na siebie. Pozdrawiam serdecznie!
Jak odbiorca ma zorganizować pakowanie "we własnym zakresie"??? W tym momencie nie miałem już żadnych wątpliwości, że to próba oszustwa, ale byłem ciekawy, jak sprawa się dalej potoczy. Wysłałem link do ogłoszenia. Odpowiedź była błyskawiczna.
Najpierw "potwierdzenie" z adresu InPost Vol <edgar.jenny@vol.at>.

Przycisk "Sprawdź szczegóły" kieruje na adres https://fjzyjt.com/order/83vtbJyq. Strona jest nieosiągalna, co sprawdziłem na laptopie odizolowanym od domowej sieci, którego używam do eksperymentów z różnymi wersjami Linuksa.

Po chwili przyszedł e-mail od "Zofii Czarneckiej". 

Chciałam poinformować, że dokonałam już pełnej wpłaty za zamówienie oraz dostawę przez InPost – środki zostały pomyślnie zarezerwowane dla Państwa w serwisie (dane zamówienia: Zofia Czarnecka). Ponieważ niezwykle zależy mi na czasie, bardzo proszę o jak najszybsze zatwierdzenie transakcji. Zamówienie ma określony czas ważności i po jego upływie zostanie automatycznie anulowane przez system. Wszystkie szczegóły trafiły już na Państwa adres e-mail – bardzo proszę o sprawdzenie skrzynki odbiorczej (oraz dla pewności folderu SPAM). Wybór dogodnego punktu odbioru będzie możliwy od razu po Państwa akceptacji.

Zwykle grzecznie odpowiadam na wiadomości, więc odpisałem 

Proszę nie ściemniać. 
Na koncie OLX nie mam żadnych informacji o wpłacie.
Żegnam

Zastanawiam się jeszcze, czy nie przygotować paczuszki ze zgniłym kartoflem i nie spróbować jej wysłać, korzystając z przysłanego kodu. 

Jeśli sprzedajecie coś, niezależnie czy to OLX, Allegro, eBay, FB czy jakiś inny serwis, czytajcie uważnie wiadomości, sprawdzajcie adresy, z których przychodzą i nie dawajcie się nabierać. 


poniedziałek, 7 września 2026

Wakacyjne podróże - euro.

Wróciliśmy do domu. Zawartość bagażnika, z małymi wyjątkami typu trójkąt ostrzegawczy, wypakowana. Pozostała jeszcze wymiana zawartości portmonetki. Do następnego wyjazdu za granicę będą w niej grosze i złotówki. Przez ostatni dwa tygodnie ich miejsce zajmowała inna waluta. 

Trasa naszej wyprawy, nie licząc Polski, przebiegała przez cztery państwa. W każdym z nich, mimo że jedno do strefy euro nie należy, mogliśmy płacić jedną walutą. Tym wyjątkiem były oczywiście Czechy. Miałem trochę koron, które zostały z poprzednich wyjazdów. Wystarczyło na obiad, drobne wydatki i jeszcze trochę zostało na przyszłość. Zapłaciłem koronami, ale nie musiałem. Gdy przyszło do płacenia za obiad, padło pytanie: "euro, złotówki czy korony?". W takiej właśnie kolejności!

Jestem prawie pewien, że najważniejszą przyczyną, dla której cztery państwa Europy Wschodniej pozostają poza strefą euro, nie jest patriotyczne umiłowanie własnego pieniądza. Chodzi o możliwość zarabiania na przewalutowaniu. Zarabiają banki, właściciele kantorów, właściciele sklepów, restauracji i barów, zarabiają kelnerzy i sprzedawcy. Tracą wszyscy inni. MY tracimy. Pani traci, Pan traci. 


poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Wakacyjne podróże - Raciąż.

Zawsze staramy się pokazywać naszym gościom ciekawe miejsca w bliskiej okolicy. Jednym z nich jest grodzisko znajdujące się na półwyspie nad jeziorem Spierewnik (Śpierewnik), w pobliżu wsi Raciąż. 
Dojazd samochodem niezbyt wygodny. Wąziutkie drogi gruntowe. Jadąc tam zawsze zastanawiam się, co będzie, gdy pojawi się jakiś samochód jadący z przeciwka. Lepiej wziąć rowery na bagażnik, zatrzymać się w Raciążu lub Wysokiej i do grodziska dojechać na dwóch kołach. Trafić łatwo, bo wszędzie są tabliczki kierujące do "Kasztelanii Raciąż"
Półwysep jest odcięty od lądu zarośniętym mokradłem, Dawniej poziom wody w jeziorze był wyższy, więc gród znajdował się na wyspie. Teraz też droga do grodu prowadzi przez długi, drewniany most. Gdyby nie on, trzeba by brodzić. 
Wejście na teren grodu jest na północnym końcu półwyspu. Tam znajdowało się cmentarzysko. Znaleziono na nim kilkadziesiąt pochówków. Być może w centrum cmentarzyska była jakaś kaplica, bo w tej części brak grobów. Idąc z cmentarzyska do grodu trzeba pokonać most nad fosą (teraz suchą), 
wspiąć się na kamienne schody
 i przejść pod rekonstrukcją bramy. 
Kompleksowe prace archeologiczne przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Łódzkiego pozwoliły odtworzyć układ zabudowań grodu. 
Przy kolejnych obiektach są czytelne tablice informujące o ich przeznaczeniu i o znalezionych tam przedmiotach. Krótkowidzom mogą trochę przeszkadzać pokrzywy, ale do odważnych świat należy. 
Mnie najbardziej zainteresowała tablica przy "domu I"
Powód oczywisty, to w nim odkryto monety. 
Siedemnaście srebrnych brakteatów i coś, co opisano, jako "medalion srebrny". Na tablicy informacyjnej, część z nich zilustrowano rysunkami.
Monety były też w "domu II", cztery sztuki, ale brak o nich bliższych informacji. 

Patrząc na rekonstrukcję grodu, spacerując po tym bardzo przecież ograniczonym terenie, zastanawiałem się czy nazywanie go kasztelanią jest uzasadnione. Inaczej wyobrażałem sobie siedzibę ważnego przecież przedstawiciela władzy. Wprawdzie teren o wspaniałych walorach obronnych, dodatkowo obwarowany, ale tylko pięć budynków drewnianych lub z plecionki oblepionej gliną to chyba trochę za mało, jak na kasztelanię. Badania grodu były przedmiotem pracy doktorskiej Małgorzaty Kowalczyk opublikowanej w pod tytułem "Raciąż – średniowieczny gród i kasztelania na Pomorzu w świetle źródeł archeologicznych i pisanych" Archaeologia Baltica z roku 2006. Dotarłem do wcześniejszej publikację tej autorki, "Pomorska kasztelania i gród Raciąż w świetle źródeł pisanych". Praca jest dostępna w sieci. Przeczytałem w niej, że
W roku 1256 książę Przemysł z wojskami swoimi i brata swego Bolesława oraz książę Kujaw Kazimierz zeszli się koło Nakła i po naradzie ruszyli na zdobycie grodu Raciąża. Do niego napłynęło z tej kasztelanii dużo ludzi dla ratowania życia i mienia. Gdy wspomniani książęta przyszli pod ten gród, podłożyli ze wszystkich stron ogień i zaczęli oblegać go. Grodzianie nie mogli stawić im oporu wobec wysoko buchających płomieni, a chcieli uniknąć śmierci od ognia, [więc] ci którzy zdołali wyjść, wkroczyli na placówki nieprzyjaciół i dobrowolnie oddali się w niewolę. Wielu jednak nie mogło wyjść i ci, zagarnięci ogniem, okrutnie spłonęli wraz z grodem i znajdującym się tam dobytkiem 
Wnioskuję z tego cytatu, że gród nie był siedzibą kasztelanii. Pełnił z pewnością funkcje obronne, bo lokalizację w trudno dostępnym miejscu doceniono już znacznie wcześniej. Osadnictwo na półwyspie zaczęło się już w epoce neolitu. Podczas wykopalisk znaleziono też późniejsze relikty z epoki brązu (kultura łużycka) i wczesnego średniowiecza. 
Prace prowadzili archeolodzy z Łodzi. Materiał z wykopalisk przechowywany jest w Stacji Archeologicznej w Białych Błotach, terenowej bazie Instytutu Archeologii Uniwersytetu Łódzkiego. Część zbiorów prezentowana jest na wystawie w Wiejskim Domu Kultury w Raciążu. Muszę znaleźć czas by odwiedzić te placówki. Niestety próby wejścia na stronę stacji w Białych Błotach kończą się komunikatem "Ta strona jest nieosiągalna, Sprawdź, czy w adresie bialeblota.uni.lodz.pl nie ma błędu. DNS_PROBE_FINISHED_NXDOMAIN". Chyba po prostu muszę tam kiedyć podjechać. 

PS 18.08.2026
Próba dotarcia do pracy doktorskiej pani Małgorzaty Kowalczyk spełzła na niczym. Odpowiedź z Repozytorium Uniwersytetu Łódzkiego:
praca doktorska "Raciąż — średniowieczny gród i kasztelania na Pomorzu w świetle źródeł archeologicznych i pisanych" oznaczona sygnaturą RPS3005 została zdigitalizowana i zarchiwizowana w Repozytorium Uniwersytetu Łódzkiego w celu ochrony zbiorów. Ze względów prawnych (prawa autorskie) uzyskanie dostępu do pracy doktorskiej obronionej w Uniwersytecie Łódzkim wymaga pisemnego zezwolenia autora lub kierownika jednostki, w której praca powstała. Zezwolenia na korzystanie z prac doktorskich udzielane są na specjalnych formularzach – do pobrania na stronie
https://www.lib.uni.lodz.pl/fileadmin/Jednostki/BU%C5%81/pliki_do_pobrania/wniosekdoktoraty.pdf
Regulamin BUŁ, Zarządzenie Rektora UŁ nr 48 z 20 VII 1998 r.). Po uzyskaniu zezwolenia praca doktorska w wersji elektronicznej udostępniana jest czytelnikom wyłącznie do odczytu na miejscu w Bibliotece Uniwersytetu Łódzkiego na wyznaczonym stanowisku komputerowym (bez możliwości kopiowania) lub w wersji drukowanej do wglądu również tylko na miejscu w czytelni w Bibliotece UŁ.

Czy to standardowa praktyka wszystkich uniwersytetów?

PS 07.09.2026

W Tygodniku Tucholskim opublikowano ciekawy wywiad z panią Krystyną Trzcińską, która przez wiele lat pracowała przy wykopaliskach w raciąskim grodzie. 


czwartek, 6 sierpnia 2026

eBay -

 Taka moneta. 

Grosz koronny Augusta III, rocznik 1755 z nietypowym popiersiem w zbroi antycznej i charakterystyczną, malutką trójką pod herbami. Nie wiem, jak to się stało, ale gdzieś mi ta moneta umknęła podczas pracy nad katalogiem miedziakówAugusta. Pierwszy raz zobaczyłem ją w roku 2012 na aukcji Niemczyka na Allegro (aukcja numer 2350821687). 

Zobaczyłem, ale kupić mi się jej nie udało. Podobnie było w roku 2013 (Allegro 3086210079)

W roku 2023 ofertę przegapiłem. Mam tylko zdjęcia.
Ucieszyłem się, gdy w lipcu zobaczyłem na eBay tę ofertę.
Pierwsza niespodzianka, sprzedający nie wysyła do Polski. Na prośbę o zmianę decyzji, nie odpowiedział. Na szczęście przeszkodę udało się ominąć innym sposobem i po krótkich nerwach - wygram, czy nie wygram - SUKCES. I tu kolejna okazja do skoku ciśnienia.  Zanim moneta trafiła na niemiecki adres kolegi, identyczna oferta z takim samym zdjęciem znów pojawiła się na eBay. 
Na żadne pytania sprzedający nie odpowiedział. Na szczęście, gdy moneta trafiła na niemiecki adres, okazało się, że udało się nam kupić to, co chciałem. Kilka dni temu trafiła do mnie. I bardzo się z tego cieszę. 
Okazuje się jednak, że sprzedawca, pomimo że moneta jest już w moim zbiorze, regularnie oferuje jej sprzedaż. Nie wiem, który to już raz, ale nadal można (?) ją licytować. 
Nie wiem, co dostanie ktoś, kto zdecyduje się na licytację i wygra.

Z inną próbą zakupu poszło gorzej. Wypatrzyłem interesujący obiekt (tym razem to nie była moneta) w ofercie "kup teraz". Cena była atrakcyjna, więc pomimo wysokich kosztów przesyłki, kliknąłem gdzie trzeba i zapłaciłem. 
Przeczytajcie uważnie, co jest na zielonym pasku nad opisem oferty!
Kupiłeś(łaś) ten przedmiot. Sprzedawca ponownie wystawił ten sam lub podobny przedmiot. Wyświetl szczegóły zamówienia
 
Sprzedawca wystawił nie podobny przedmiot, tylko ten sam, ale tym razem rzecz ma się inaczej. Poinformował mnie, że pomylił się ustalając cenę. Określił to jako "błąd pisarski". Anulował transakcję, po czym plakietka z nową ceną pojawiła się niemal natychmiast w jego ofercie. 
Nie wiem, jak chcąc wklepać na klawiaturze 100 można przez błąd pisarski napisać 9,56.
Pieniądze wróciły na moje konto, ale na tym nie koniec. Z eBay dostaję prośby o zaopiniowanie udanego zakupu. Przecież "Kupiłeś(łaś) ten przedmiot." 

Dziwne to wszystko. Mam coś, co ktoś inny nadal oferuje do sprzedaży, nie mam czegoś, za co uczciwie zapłaciłem. Z drugiej strony, może tak jest ciekawiej, mniej nudno?

Printfriendly