Google Website Translator Gadget

niedziela, 24 maja 2015

Do Tych, czy do Tychów?

Przygotowując się do dzisiejszego wpisu musiałem sprawdzić czy mam Was zachęcać na wycieczkę do Tych, czy do Tychów. Zachęcić chcę, bo przedwczoraj, w piątek, łącząc pożyteczne z przyjemnym pierwszy raz zajrzałem nad Jezioro Paprocańskie. Wcześniej jakoś nigdy nie znalazłem na to czasu, czego od dwóch dni żałuję.
W piątkowe popołudnie pogoda nie zachwycała
ale samo miejsce, jak najbardziej.
Po powrocie do domu sprawdziłem jak to wygląda na mapie 
i wobec tego, że musiałem być w Tychach i w sobotę, i dzisiaj, w niedzielę, decyzja nie mogła być inna. Na dzisiejszy wyjazd wrzuciłem do bagażnika buty do biegania i zapasowy t-shirt (kolejny kłopot z polszczyzną t-shirt, czy tiszert?).
Dwanaście stopni - na szczęście powyżej zera - i leciutka mżawka to może nie pogoda wymarzona do biegania, ale też i nie odstręczająca. Obawiałem się, że po oddaleniu się od zagospodarowanej części w pobliżu tyskiej piramidy, już tak ładnie nie będzie. Myliłem się. Dookoła jeziora jest utwardzona, szeroka ścieżka dla rowerzystów, biegaczy i spacerowiczów. Jest czysto. Nawet na miejscach okupowanych przez wędkarzy, co wcale nie jest oczywiste. Dookoła prawdziwy las, na horyzoncie żadnych kominów i chłodni, jak nad Pogorią. Po prostu super.

Podobnie, jak do dzisiaj nie wiedziałem, że w niedalekim sąsiedztwie jest takie sympatyczne miejsce, tak i do wczoraj żyłem w błędnym przeświadczeniu, że fakt istnienia jednofenigówek Królestwa Polskiego z datą 1917 nie był znany przed rokiem 1967. Nie ma ich ani w pierwszym powojennym katalogu publikowanym przez Władysława Terleckiego od 1957 r. w Wiadomościach Numizmatycznych, ani w pierwszym wydaniu Katalogu Monet Polskich 1916-1965 tegoż autora. Rok 1967 jest ważny, bo wtedy właśnie dwóch anonimowych dziś kolekcjonerów uzyskało dostęp do tego, co pozostało po pożarze mennicy w Stuttgarcie, który wybuchł po bombardowaniu miasta 20 i 25 lutego 1944 roku. Odbudowując miasto zgromadzono na składowisku metal wydobyty z gruzów mennicy, w tym monety, niewykorzystane krążki oraz próby przechowywane w archiwum mennicy. To stamtąd w roku 1967 na rynek numizmatyczny trafiły prawdziwe rarytasy, niestety w przeważającej większości uszkodzone w pożarze i podczas późniejszego przechowywania w złych warunkach (informacja pochodzi ze strony internetowej firmy Münzenversandhaus Reppa GmbH).
Tak myślałem do wczoraj. A zmieniło się to za przyczyną monet Augusta III.
Zbierając materiały do opracowania na temat jego szelągów i groszy koronnych przeszukuję "półki" bibliotek cyfrowych. Co można tam znaleźć? Na przykład katalogi ofertowe. W jednym z nich wyceniono niektóre szelągi
i grosze
Katalog wydano w roku 1876. W ofercie krakowskiego antykwariatu nie ma grosza z roku 1752, ale są wszystkie pozostałe, łącznie z rocznikiem 1758 i wszystkie w tej samej cenie! Gdyby ktoś z Was zastanawiał się, skąd w tym zestawieniu grosz z roku 1753 z literą H, to proszę zwrócić uwagę na umieszczony przy nim numer z Zagórskiego. 640, to grosz z literą H, ale z roku 1754, a nie 1753. Ktoś, kto przygotowywał katalog do druku pomylił się po prostu.
Friedlein, moim zdaniem całkiem słusznie, potraktował szeląga 1751 z literką S, jako monetę pospolitą. Nie mam pojęcia, dlaczego Kamiński z Żukowskim oszacowali jej wartość na R7. Z kolei dziwi mnie troszkę fakt jednakowej wyceny szeląga 1749 bez literki i szeląga 1753 z literką A (ten ostatni wydaje mi się częściej występować), za to nie dziwi mnie, że oba te szelągi wyceniono kilkakrotnie wyżej od pospolitych groszy.

Ale ja przecież miałem pisać o fenigu z 1917 roku, a nie saskich miedziakach. Już wracam do tematu. Trafiłem mianowicie na  taki katalog,
a w nim
Wynika z tego, że świadomość istnienia feniga z datą 1917 miał już w roku 1929 jeden z naszych najbardziej znanych kolekcjonerów monet. Katalog aukcji frankfurckiej firmy Leo Hamburgera z 9 maja 1932 roku, na której pod młotek poszły rarytasy z kolekcji Chomińskiego jest do dziś cennym źródłem wiedzy numizmatycznej.
Dlaczego autorzy powojennych katalogów tak długo nic o fenigu 1917 nie wspominali?

Przy okazji. Mam w archiwum zdjęcia 27 różnych, ale bezspornie oryginalnych egzemplarzy feniga KP z 1917 r., które pojawiły się w ostatnich kilkunastu latach na rynku numizmatycznym. A są też przecież egzemplarze przechowywane w zbiorach muzealnych. Według klasyfikacji przyjętej dla monet znanych (zachowanych) przyjętej w katalogach E. Kopickiego oznacza to stopień rzadkości R5 (znanych 26 do 120 sztuk). Zdecydowanie odbiega to od szacunku R8 (2 do 3 sztuk), jaki dał tej monecie Kopicki w Ilustrowanym Skorowidzu w roku 1995.

P.S.
Można do Tych (forma poprawna leksykalnie), można do Tychów (regionalizm, ale rozpowszechniony na tyle, że nie uznawany za błąd).


sobota, 23 maja 2015

W oczekiwaniu na porządne truskawki.

Nie przypuszczałem, że tyle czasu to mi zabierze, żeco chwilę będę napotykał na nowe fakty, na nowe warianty...
Oczywiście chodzi o te niepozorne miedziaki Augusta III.

Szelągi nie nastręczają większych trudności (poza stuprocentowo pewnym wyjaśnieniem znaczenia literek pod herbami!). Wiadomo tylko, że te bez literek wybito w Gruntalu, te z literkami w Gubinie. Nie trzeba zresztą zaglądać na rewers, by dowiedzieć się z której mennicy pochodzą. Na szelągach z Gruntalu jest taki portret króla
Na gubińskich nieco inny
Podstawowa różnica, to to, co jest na szyi, pod podbródkiem.
Są oczywiście warianty tych podstawowych typów. Król tył - twarz wypełnia się, rytownicy upraszczali rysunek - znikały szczegóły peruki, stroju. Czasem trudno to dokładnie opisać, bo gros szelągów Augusta dotrwała do naszych czasów w fatalnym stanie.

W przypadku groszy, sprawa się komplikuje. "Sprawa się komplikuje" jest eufemizmem. Bałagan, to kolejny, którego można by użyć.
Lata 1752 i 1753 to wstęp usypiający czujność. Grosze bito wtedy tylko w Gubinie, a portret na ich awersach nie odbiega od portretu na szelągach.
Od roku 1754 zaczyna się horror. Z dokumentów wynika, że grosze w tych latach bito w obu mennicach, a na domiar złego mamy wiarygodne informacje, że bito je też w mennicach fałszerskich. Z różnymi datami! I nie chodzi tu o prymitywne warsztaciki pokątnych fałszerzy, tylko o dobrze zorganizowane i wyposażone mennice z prawdziwego zdarzenia. Po pierwsze, jako mennice fałszerskie trzeba by potraktować saskie mennice (oprócz wyżej wymienionych Drezno i Lipsk), które z całym inwentarzem przejęli Prusacy na początku wojny siedmioletniej. Po drugie, istotne przesłanki wskazują na możliwość bicia saskich miedziaków na Spiszu. Czy Prusacy bili miedź tylko przejętymi, oryginalnymi stemplami nie wiadomo. Z jakimi datami je bili, nie wiadomo, za pewne można tylko uznać, że ich dziełem są grosze z datą 1758.

Oprócz popiersia w przykrytej płaszczem zbroi z owalnymi naramiennikami na groszach pojawia się popiersie w zbroi antycznej
Tak wygląda na groszu z 1755 r. ale w tym samym roczniku zdarza się i taki portret
inne szczegóły rysunku tej monety - szczególne rewers - wyglądają bardzo dobrze, nie odbiegają od monet ewidentnie legalnych.

Popiersie w zbroi antycznej znam z groszy z roczników 1754, 1755 i 1758, wyłącznie na wariantach z trójką pod herbami i imieniem pisanym przez V.

Oprócz tego na groszach z lat 1754, 1755 i 1758 mamy popiersie takie, jak na groszach z lat wcześniejszych. Na przykład popiersie z jednego z wariantów grosza 1758.

Ale są też grosze z tych lat z popiersiem wyraźnie innym, na przykład z uproszczonym dołem
albo z całkiem odmiennym stylowo portretem
Żeby było ciekawiej (i trudniej) takie awersy mieszają się z nie mniejszą ilością rewersów.

Żeby to rozwikłać zastosuję chyba metodę, o której opowiedzieli autorzy monografii "skarbu hutnika". W celu ustalenia łańcucha powiązań awersów i rewersów dającego podstawę do określenia chronologii odmian układali wielkie puzzle z ich zdjęć. Robili to nie na komputerowym monitorze tylko układali wydrukowane zdjęcia na podłodze. Całość, jeśli miała by się zmieścić na ekranie, musiała by być złożona z tak małych obrazków, że były by zupełnie nieczytelne.
Będę próbował - albo ze zdjęciami, albo jednak na komputerze, ale układając łamigłówkę z symboli odmian i wariantów. Kombinacji jest masa (a nie wiem, czy znam wszystkie, bo jak na wstępie zaznaczyłem, co chwile pojawiają się nowe). Bardzo jestem ciekaw, czy coś się w ten sposób wyklaruje.

Pracę umila mi zapis jednego z tegorocznych koncertów moich ulubieńców -  https://www.youtube.com/watch?v=QVA-JAT7src
Przydały by się jeszcze truskawki, ale takie prawdziwe. Niekoniecznie wielkie i piękne, ale za to aromatyczne. Cóż, żeby takie były, potrzebne jest słońce i ciepło, a tego brak. Może za tydzień będzie lepiej.





środa, 6 maja 2015

Plusy i minusy.

Nie, tym razem nie będzie nic o znakach + i - w legendach monet. Może się za to okazać, że będzie to pierwszy  odcinek cyklu +/-.

Zacznę od pierwszego plusa.
O dziwo przyznać go muszę serwisowi Allegro. Po długotrwałym, a konsekwentnym psuciu serwisu pojawiła się w nim pożyteczna nowość - oficjalne Archiwum Allegro
Nie do końca takie, jakie bym chciał widzieć, ale na bezrybiu i rak ryba. Dla ułatwienia link do tego, co sercu najbliższe: http://archiwum.allegro.pl/numizmatyka-85
Ciekawe, na jak długo to włączono i czy będzie się mądrze rozwijać. Jak by nie było, ostrożnego plusa przyznać należy.

Dla odmiany i urozmaicenia - pierwszy minus.
Impreza już się odbyła. Wystawa, na której prezentowano medale i...
i COINY. Czyżby poeta miał na myśli monety? Monsieur Jourdain nie wiedział, że mówi prozą, ja nie wiedziałem, że kolekcjonuję coiny. Teraz już wiem.

No to plusik. Co tam plusik. PLUS, jak się patrzy.
Dzięki uprzejmości jednego z moich korespondentów, drogą wymiany trafił do mojej kolekcji bardzo zniszczony grosz Augusta III. Zniszczony, a jednak pożądany, bo
z kontrmarką, której jeszcze w zbiorze nie miałem. Kontrmarki MS nie ma w wykazie Soubisie-Bisiera. Być może można ją powiązać z Mikołajem Sapiehą.

I jeszcze jeden plus, i to wielki.
WCN, jak wiadomo nie ogranicza się do handlu monetami. Firma od dawna udostępnia świetne archiwum sprzedanych monet i to nie tylko sprzedanych na aukcjach, ale również tych, które przeszły przez jej sklep internetowy. Od pewnego czasu udostępnia też utworzoną i utrzymywaną przez siebie stronę Monety Średniowiecza poświęconą badaniu numizmatyki polskiej okresu średniowiecza w dużej mierze opartą na publikacjach i wynikach badań profesora Borysa Paszkiewicza.
WCN zasłużyło się udziałem w wydaniu Katalogu trojaków polskich Tadeusza Igera, a teraz udostępniło stronę z katalogiem Jego kolekcji. Piękne zdjęcia monet ogląda się na ekranie znacznie lepiej, niż w drukowanym katalogu.
Trojak Z3W z 1591 - z mojej kolekcji

W katalogu kolekcji Tadeusza Igera na stronie WCN odmianę tę zaprezentowano tak:

niedziela, 3 maja 2015

Zabawy z liczydłem ciąg dalszy.

Wciągnęło mnie. Zacząłem 22 kwietnia i wciągnęło mnie.

Najpierw policzyłem to samo, tylko dla monet II Rzeczpospolitej. Ograniczyłem się do nominałów bitych w metalach nieszlachetnych. Srebro i złoto, to całkiem inna historia - rzecz wyjaśni się troszkę później.

Mamy więc takie nominały: 1, 2, 5, 10, 20 i 50 groszy oraz 1 złoty z datą 1929.
W sumie wybito 998.896.810 monet (nie wszystkie w mennicy warszawskiej!). Jeśli podsumujecie nakłady podawane w katalogach popularnych - wynik będzie inny. Dlaczego? Po szczegóły odsyłam do mojego katalogu https://pl.scribd.com/doc/126435370/IIRP-W2
Niecały miliard. Polskę w roku 1939 zamieszkiwało około 35 milionów ludzi, czyli na jedną osobę przypadało około 29 monet o łącznym nominale 3,86 złotego.
Najwięcej monet wybito...
To nie takie proste. Nie zawsze rok widniejący na monecie oznaczał, że wybito ją w tym samym roku. Na przykład złotówki z datą 1929 bito w latach 1928, 1929, 1930, 1932, 1936 i 1938.
Więc inaczej najwięcej monet ma datę 1923 - prawie 455 milionów, głównie za sprawą niklowych 10, 20 i 50 groszówek.
Najmniej z datą 1933 - tylko dwa najniższe nominały, łącznie 14 milionów sztuk.
Łączny nominał tego miliarda monet, to 135.224.985,79 złotych. Niecałe 4 złote na osobę, jak już wspomniałem. Strasznie mało! Przecież obrót bezgotówkowy prawie nie istniał, a już na pewno nie dotyczył drobnych kwot codziennych zakupów.
Nic dziwnego, że... Jeszcze nie teraz.

Najpierw ciąg dalszy statystyk.
Na monety przebito dwa tysiące sześćset czterdzieści cztery i pół tony metali nieszlachetnych. Przypomnę, że pomiędzy rokiem 1990, a bieżącym, 2014 na obiegowy bilon przebito trzydzieści cztery i pół tysiąca ton metalu i różnica ta ma niewielki związek z ilością lat, w których monety emitowano.

Wybór metali, z których bije się monety obiegowe nie jest sprawą prostą. Trzeba uwzględnić uwarunkowania technologiczne - metal musi być odpowiednio plastyczny, by ułatwić bicie (a właściwie tłoczenie) monet i jednocześnie wytrzymały, by monety mogły być w obiegu jak najdłużej. Trzeba brać pod uwagę kwestie estetyki, a nawet zdrowia publicznego. Nie od razu wiadomo było, że nikiel ma własności uczulające. Dylematy te opisano krótko w pierwszym sprawozdaniu Mennicy Państwowej, złożonym na ręce Ministra Skarbu w roku 1927.
Na samym końcu pojawia się jeszcze jedna funkcja pieniądza (w formie monet). Funkcja, z której mało kto zdaje sobie sprawę, a którą brano pod uwagę na całym świecie już dawno. Na dużą skalę uwidoczniło się to podczas pierwszej wojny światowej, która spowodowała tak wielki popyt na metale kolorowe potrzebne do produkcji wojskowej, że przeznaczono na nią klamki, naczynia kuchenne, miedziane, mosiężne i brązowe przybory domowe i nawet monety obiegowe. Te ostatnie zastąpiono monetami z tanich, mniej potrzebnych wojsku metali, z żelaza, cynku i aluminium. Srebro i złoto nie były bezpośrednio potrzebne do produkcji wojskowej, ale mogły ułatwić nabycie broni i surowców. Też znikały więc z rynku.
W ciężkich czasach monety z metali szlachetnych na powrót stawały się pełnowartościowym pieniądzem kruszcowym. Gromadzono je na czarną godzinę. 
Nie wszyscy byli posłuszni rozporządzeniom władzy i ukrywali zarówno patelnie i moździerze, jak i bilon. W wielkopolskiej prasie, w roku 1917 można było przeczytać:
Monety z metali kolorowych znikały z rynku przetapiane na łuski do nabojów albo chomikowane w piwnicach. Mennice nie nadążały z produkcją pieniądza z "ersatzmaterial" więc brakom próbowano zaradzić lokalnie.
Warto zwrócić uwagę, że i przed stuleciem sięgano po argumenty karno-skarbowe, żeby ukarać "spekulantów".

Wielkość emisji monet zdawkowych II Rzeczpospolitej, jak wcześniej napisałem, była niewystarczająca. Nasiliło się to w okresie bezpośrednio przed wrześniem 1939. Na przykład w sierpniu 1939 r. "Echo Polskie" donosiło
Zastanawiające, że i w tym przypadku nie napisano o jakichś konkretnych przepisach albo rozporządzeniach, które spekulanci naruszyli. W repozytorium obejmującym treść Dziennika Ustaw i Monitora Polskiego dostępnym na stronach sejmowych nie znalazłem żadnego takiego przepisu. Być może coś znajdzie się wśród przepisów resortowych.

Wpisu o monetach PRL w tej konwencji nie będzie. Udostępnię tylko plik z arkuszem kalkulacyjnym obejmującym statystyki II RP, PRL i aktualnych monet obiegowych (może tylko z małym komentarzem), ale to dopiero za klika dni.







piątek, 1 maja 2015

Gadżeciarstwo

Zacznę od spraw okołokomputerowych, bo to dla gadżeciarzy wymarzone pole do popisu.

Komputer, to dla mnie przede wszystkim narzędzie pracy, a od narzędzi wymagam niezawodności i wygody w użytkowaniu. Potrzeba niezawodności skłoniła mnie do rozstania z systemami Microsoftu, potrzeba wygody trzyma mnie przy zwykłym "blaszaku". Mimo, że w pracy zawodowej używam też laptopów, do ich klawiatur przyzwyczaić się nijak nie mogę. Gadżeciarska żyłka odzywa się we mnie kiedy patrzę na coś takiego
Dla moich potrzeb wystarczające aż nadto. Miejsca na biurku nie zajmuje toto wcale (można przyczepić za monitorem) i jest bezgłośne -  żadnych wiatraków! Zainteresowani? Brać, wybierać: https://system76.com/desktops/meerkat
Linuks na tym czuje się świetnie
- à propos Linuksa; Wzburzyłem się niedawno zmianą sposobu aktualizacji mojej dystrybucji (Netrunner). Wziąłem się nawet poważnie za poszukiwania rozsądnej alternatywy. Wstępnie padło na powrót do źródeł, czyli do Debiana ale jak to w życiu bywa, okazało się, że kiedy się człowiek z takim pomysłem prześpi, przechodzi ochota na radykalne zmiany. Pośpiech sprawdza się przy łapaniu pcheł, a nie przy podejmowaniu decyzji o daleko idących konsekwencjach. Osądźcie sami. Używam teraz Netrunnera w wersji 14 – Main Edition LTS Long Term Support, czyli wersji o długim, bo pięcioletnim okresie wsparcia. Do roku 2019 mam zagwarantowane konieczne poprawki bezpieczeństwa i aktualizacje podstawowego oprogramowania. Może nie błyszczy nowościami i wodotryskami, znaczną część pakietów gadżeciarze uznali by za przestarzałe ale system jest stabilny, wystarczająco szybki, bezpieczny i to mi w zupełności wystarcza.
Kiedy okres wsparcia się skończy, pomyślę o zmianie. Do roku 2019 wiele się zdarzyć może i nie ma sensu zastanawiać się na zapas nad nowym systemem. Może będzie to Debian (stable), może nowe wydanie Netrunnera (LTS oczywiście). Pewne nadzieje wiążę z wpisem na forum Netrunnera - może coś z tego wyniknie. Wiem jedno - pozostanę przy Linuksie.

Gadżeciarstwo, to dziś głównie smartfony i współpracujące z nimi zabawki. Moim telefonem też już się tu chwaliłem. Używam go nadal i nie przewiduję zmian w najbliższym czasie. Ładowarki używam raz na dziesięć dni, nie straszny mu upadek ani wywrotka na kajaku, a i przelew bankowy można na nim zrobić i pocztę sprawdzić. Ma moduł GPS dzięki któremu i dzięki doinstalowanemu programikowi TrekBuddy modę rejestrować wycieczki piesze, rowerowe, kajakowe itp. Póki działa nad zmianą zastanawiać się nie będę.

Skoro już o GPS mowa, to mam i nawigację samochodową. Też posuniętą w latach. Dawno, dawno temu atak gadżetomanii skłonił mnie do zakupu takiej zabawki
Taniego zakupu, bo urządzenie proste i na dodatek kupione w akcji kuponowej Gazety Wyborczej. Urządzenie ma preinstalowaną nawigację MapaMap, do której od początku miałem masę zastrzeżeń. Bez większego kłopotu znalazłem w sieci sposób na zmianę oprogramowania. Przez jakiś czas używałem Automapy ale o ile do jej funkcjonalności nie miałem uwag, to tryb aktualizacji (i jej koszty) podobały mi się mniej.
Kilka minut pracy z wyszukiwarką naprowadziło mnie na stronę MapFactor. Stosunek jakości do ceny znakomity - wersja Free :-)
Zamiast Hołowczyca jest syntetyczny "lektor", czasem trudno go zrozumieć, ale zawsze rzut oka na ekranik wyjaśnia wszystko. Mapy aktualizowane są co miesiąc i są to mapy całego świata - do wyboru do koloru. Ilość opcji wyznaczania tras nie poraża, ale to, co konieczne, jest - definiowanie "ulubionych" lokalizacji, wybór rodzajów dróg, wyznaczanie tras przez zadane punkty pośrednie (z możliwością automatycznego sortowania kolejności tych punktów). Jeżdżę i nie narzekam. Dzięki Navigator 14 stara nawigacja działa bez zarzutu.

A co z gadżeciarstwem numizmatycznym?
Praktycznie mnie nie dotyka. Interesuję się wyłącznie monetami obiegowymi. Lustrzanki, "dukaty" lokalne i podobna metaloplastyka to zupełnie nie moja bajka.
Monety przechowuję w papierowych kopertkach 5 x 5 cm ułożonych w drewnianych kasetach na slajdy (czy pamiętacie jeszcze, co to takiego?).
Wiele publikacji o monetach mam w postaci plików komputerowych, ale w dalszym ciągu większość biblioteki, to normalne, drukowane książki, katalogi i czasopisma (a może to forma gadżeciarstwa właśnie?). Może to i niewygodne,kiedy trzeba przekopywać się przez stertę książek kombinując przy tym "gdzie ja to widziałem?", ale za to jak wspaniale ćwiczy pamięć!

A skoro już przy monetach jesteśmy, to odkryłem dziś we własnym zbiorze coś, czego wcześniej nie zauważyłem. Półgrosz litewski Aleksandra Jagiellończyka
Nie zauważyłem wcześniej, że w DVC LITVANIE zamiast C użyto odwróconej litery D. Mincerz nawet nie spróbował usunąć pionowej kreski by to D upodobnić do C.To jedno.
Druga interesująca rzecz to znaki przestankowe w legendach awersu i rewersu. Zobaczcie:
Po obu stronach monety mamy kombinację dwóch znaków, kółka i wygiętego klina (róg?). O ile mi wiadomo, żaden z autorów publikacji numizmatycznych nie zwrócił na to uwagi, a przecież nie są to kropki, kółka czy dwukropki - zwykłe znaki przestankowe, jakie spotykamy w legendach. Nawet bardzo drobiazgowy wykaz znaków menniczych, jaki E. Kopicki umieścił w części czwartej dziewiątego tomu swojego Katalogu Monet i Banknotów Polskich, wykaz w którym wśród znaków menniczych są pojedyncze kropki i kółka, tych znaków z półgroszków Aleksandra nie uwzględnia.
Warto by było poświęcić trochę czasu na zbadanie sprawy. Może uda się dopasować te znaki do konkretnej osoby?