Google Website Translator Gadget

czwartek, 15 września 2016

Moje monety - trojak litewski 1584 - ciąg dalszy

Zgodnie z planem sprzed kilku dni, odwiedziłem bibliotekę uniwersytecką w Katowicach, a właściwie Centrum Informacji Naukowej i Biblioteki Akademickie.
Muszę tam częściej zaglądać, bo budynek świetny, a organizacja pracy jeszcze lepsza - ciekawe, jak będzie w czasie roku akademickiego.

Przyczyną wycieczki do Katowic był trojak litewski z 1584 roku, o którym pisałem niedawno, a ściślej rzecz biorąc, ta książka
z którą wiązalem pewne nadzieje na choćby przybliżone rozwiązanie zagadki gwiazdek w legendzie awersu. 

Niestety. Gumowski też ubolewał nad brakiem źródeł odnośnie pracy mennicy wileńskiej za króla Stefana. Zaznaczył, że nie dotarł do danych o ilości kruszcu przebitego na monety ani o ruchach personelu mennicy.
W interesującym mnie okresie sprawy miały się mniej więcej tak:
w latach 1580 do 1586 (do 1 czerwca) podskarbim wielkim litewskim był Jan Janowicz Hlebowicz. Zarządzali mennicą Michał Radziwiłł (1580-1589), Jan Abramowicz (1581) i doktor Stanisław Sabinus (1581-1583).
Dzierżawcą mennicy i jednocześnie mincmistrzem i rytownikiem (medalierem) był w latach 1579 - 1591 człowiek nieznany z nazwiska, określony jako monogramista PP. Gumowski uważał, że "pan PP" był i rytownikiem i mincmistrzem, bo tylko ktoś pełniący te funkcje mógł swój monogram - PP właśnie - umieścić na medalach w wileńskiej mennicy wybitych. Monogram ten nie pojawia się na monetach. Na nich znakiem mincmistrza w tym okresie jest gałązka z trzema listkami. Ją uważa Gumowski za znak "pana PP".
Na tablicy VIII Gumowski pokazał obydwa wileńskie trojaki z gwiazdkami w legendach - mają numery 91 i 95.
Na trojaku z 1582 r. (nr 91) brak trójlistka, na awersie jest Leliwa, na rewersie kły Batorych, ale nie między Orłem i Pogonią, tylko w dole, rozdzielają ostatni wiersz legendy .
W opisie trojaka z 1584 r. (nr 95) Gumowski podkreślił odrębność portretu króla - zamiast zwykłej zbroi, Batory ma ozdobną zbroję łuskową.
Jak widać, obydwa te trojaki wyróżniają się w szeregu litewskich trojaków Batorego, ale zagadka ich odrębności musi jeszcze poczekać na rozwiązanie, albo pozostać zagadką na zawsze.



poniedziałek, 12 września 2016

Co nowego u Czapskich?

Zachęcony informacją o nowej wystawie czasowej
wybrałem się w niedzielę do Krakowa i nie żałuję.
Wystawa piękna. Prezentowane starodruki tyczą co prawda tej części numizmatyki, która rozmija się z moimi zainteresowaniami, ale same w sobie są wspaniałymi obiektami. Dowodzą też, że już na przełomie XVII/XVIII wieku kolekcjonerstwo monet i medali miało się świetnie.
Przecież jeżeli byli wydawcy stricte numizmatycznych miesięczników (a nawet tygodników), to musieli być i kolekcjonerzy zainteresowani nabywaniem tych publikacji. Na wystawie są też przykłady podręczników, dla zbieraczy i potencjalnych autorów publikacji.

Przy okazji obejrzałem drugą wystawę czasową, otwartą jeszcze przed wakacjami. Wcześniej nie znalazłem dla niej czasu.
Muzeum Czapskich powstało dzięki darowi rodziny Czapskich dla Muzeum Narodowego. Od 1903 roku kolekcja rozrasta się stale, między innymi dzięki hojnym darom kolekcjonerów. Bez ofiarności Karola Halamy nie było by w niej reprezentatywnego zbioru monet antycznych, bez daru Państwa Kleczkowskich, znacznie skromniej wyglądał by dział monet średniowiecznych. To tylko dwa przykłady całych wielkich kolekcji włączanych w zbiory Muzeum Czapskich.
Wspaniałe monety, medale, archiwalia, banknoty trafiają do nich co roku.
Interesującym przykładem jest dar Lecha Kokocińskiego - wielotysięczna kolekcja monet fałszywych. Fałszerstw na szkodę emitenta, ale też i falsyfikatów wytwarzanych z myślą o kolekcjonerach.
 
Zdjęcia robiłem niestety telefonem, i to takim z dość podłym aparatem, więc nie wiem, czy peerelowska dziesięciogrószówka widoczna na dolnym zdjęciu jako jasny krążek, to falsyfikat słynnej dziesiątki 1973 bez znaku mennicy (zwiedzający widzą tylko rewers), czy przykład nadmiernego (???) optymizmu fałszerza próbującego konkurować z mennicą, wówczas państwową.

Oczywiście nie ominąłem wielokrotnie już oglądanych gablot na parterze. Zawsze znajduję tam coś, co wcześniej umknęło mojej uwadze. Wczoraj zainteresował mnie denarek ryski Stefana Batorego z 1582 r. Trzynastomilimetrowe maleństwo, na którego awersie udało się zmieścić i piękny portret króla i legendę otokową, a na rewersie herb miasta, również otoczony legendą. Monetka w świetnym stanie - kolejny raz potwierdziło się, że takie małe srebra bardzo źle się fotografują. Zdjęcia tej monety na komputerowej planszy przy gablocie, nawet w największym powiększeniu wydają się mniej wyraźne, niż leżąca obok moneta. A Muzeum dysponuje przecież bardzo dobrym studio fotograficznym.

Odwiedzajcie Czapskich. Monety oglądane  nawet przez szybkę gabloty to coś nieporównywanie więcej, niż te same monety w albumach, katalogach, na ekranie komputera.





czwartek, 8 września 2016

Moje monety - trojak litewski 1584

Dawno, dawno temu, wśród felietonów pisywanych dla e-numizmatyki pojawiały się cyklicznie teksty połączone tytułem "Moje monety".

Dzisiejszy wpis jest kontynuacją tego cyklu.

W roku 2008 opisałem perypetie związane z kupnem pewnego trojaka na eBay. W skrócie - sprzedawca omyłkowo wysłał mi inną monetę, znacznie bardziej wartościową. Pojawił się problem, jak ją legalnie odesłać. Zresztą, przeczytajcie sami - link jest kilka linijek wyżej.
Niedawno jeden z czytelników moich felietonów zapytał mnie o jakiegoż to ciekawego trojaka chodziło. Odpowiedziałem i jednocześnie pomyślałem, że to może być pomysł na kolejny wpis na blogu.

Rzecz dotyczyła tego wytartego i dziurawego trojaka litewskiego z 1584 roku.
W katalogu Igera V.84.1.d - jedyny, na którym na awersie rolę interpunkcyjnego przerywnika pełnią gwiazdki.
Wtedy jeszcze katalogu P. Tadeusza nie miałem (kupiłem go dopiero w październiku), w katalogu Kurpiewskiego w opisie awersu pierwszego wileńskiego trojaka z 1584 r. jest tylko uwaga "istnieje szereg odmian interpunkcji", bez informacji o jakie znaki może chodzić.
W archiwum WCN takiego wariantu wtedy nie było więc uznałem że to na tyle ciekawa odmiana, że mimo stanu zachowania warto się tą monetą zainteresować.
Kiedy już miałem na półce katalog Igera, sprawdziłem, co w nim o tej monecie napisano. Iger nie wyróżnił tego wariantu, jako rzadszego (wszystkie warianty V.84.1 mają R), ale nie widuje się go często. W archiwum WCN jest coś takiego:

Nie wiem, dlaczego panowie z WCN napisali, że to V.84.1.d skoro dodali od razu, że interpunkcja kropkowa.

Po jakimś czasie WCN udostępnił pełny katalog kolekcji Tadeusza Igera. Sprawdziłem, czy moja odmiana jest w nim uwzględniona.
Oczywiście, że jest i to z dwoma różnymi portretami króla. W końcu jest to kolekcja trojaków pretendująca do miana najpełniejszej.
Od tego czasu w archiwum WCN przybyło wiele trojaków litewskich z 1584 r. ale na żadnym z nich, na awersie nie ma gwiazdek. Wygląda na to, że udało mi się zdobyć monetę o niedoszacowanej rzadkości.

Zastanawiam się jeszcze, skąd się te gwiazdki wzięły. Na wileńskich trojakach Batorego gwiazdki są na rewersach odmiany V.82.2, na żadnej innej monecie Batorego, nieważne z której mennicy, takiego znaku interpunkcyjnego się nie dopatrzyłem. Zwykle w takich przypadkach mówi się, że użycie nietypowej puncy było spowodowane uszkodzeniem lub zaginięciem właściwej (albo pomyłką), ale ten przypadek wydaje się inny. Najprostszym wyjaśnieniem było by przyjęcie, że człowiek, który wykonał stemple rewersu w roku 1582 zniknął na przeszło rok ze swoim kompletem punc i pojawił się ponownie w roku 1584, przygotował dwa (lub więcej) stemple awersu z gwiazdkami i znów ślad po nim przepadł.
Nie mam monografii mennicy wileńskiej. Nie wiem, czy są w niej na tyle szczegółowe wzmianki, ale mam zamiar sprawdzić to wkrótce - praca Gumowskiego jest dostępna w nieodległej bibliotece. O wynikach poszukiwań, poinformuję.

PS
Ciąg dalszy nastąpił: http://zbierajmymonety.blogspot.com/2016/09/moje-monety-trojak-litewski-1584-ciag.html 



środa, 7 września 2016

Zmiana koncepcji!

Nie, nie, nie - bez obaw.
Hasło "ZBIERAJMY MONETY!" nadal obowiązuje.

W tym roku zmieniłem koncepcję urlopową. Zamiast tradycyjnego, pięciotygodniowego buszowania po okolicach Chojnic, Człuchowa, Charzyków itd. pojechaliśmy tam na zaledwie trzy tygodnie.
Wróciłem, zdałem krótkie sprawozdanie i...

Nie mogę usiedzieć na miejscu. Od tego czasu zdążyłem już:
  • odwiedzić dawno nie odwiedzane góry,
  • sprawdzić jak wygląda zamknięcie sezonu letniego w Charzykowach,
  • urządzić sobie krótką, ale "gęstą" wycieczkę na Słowację.
Po kolei więc.
Najpierw, 20 sierpnia wdrapałem się na Lipowską i kilka innych górek.
 
 
Było pięknie i smacznie.

Później zachciało mi się sprawdzić, jak też wygląda końcówka letniego sezonu w Charzy.
W niedzielę 28 sierpnia, charzykowska promenada mogła konkurować z Krupówkami. Tłok był wszędzie - na plaży, w smażalniach, barach, restauracjach, a nawet w lesie. Grzybiarzy było chyba więcej, niż grzybów. Zostawały tylko takie
Za to już dzień później, w poniedziałek - cud, miód ultramaryna. Pogoda piękna, a ludzi, jakby wywiało. Można było spokojnie, bez narażania życia swojego i innych, przejechać na rowerze całą promenadę nie hamując ani razu. Zastanawiam się, czy nie przesunąć przyszłorocznego urlopu na późniejszą porę.

Trzeciego września wybrałem się za południową granicę. Odstawszy ile trzeba w korkach na zakopiance dotarłem do niewielkiej wioski Vrbow.
Wioska ładna, na horyzoncie niedalekie Tatry (tego dnia, mimo niezłej pogody, kryły się nieśmiało w chmurach), zadbane domy - na oko w co trzecim PRIVAT albo PENZION. Dlaczego?
Przyczyna kryje się w pobliskiej dolinie - Thermal Park Vrbov.
Wymoczywszy i wypływawszy się do oporu, napchałem się miejscowymi specjałami (zemiakové pirohy s bryndzou) - też do oporu mogłem już tylko spać.
Następny dzień przeznaczyłem na objazd nieodległych miasteczek.
Najpierw była Levoča. Miasteczko otoczone murami, słynne ołtarzem mistrza Pawła. Byłem tam już kiedyś, więc tym razem ograniczyłem się do spaceru wzdłuż murów i wałęsaniu się bocznymi uliczkami. Na nich też można ciekawe rzeczy zobaczyć. I stare
 
 i nowe

Kolejnym przystankiem było Spišské Podhradie i górujący nad nim zamek. Zwiedzanie go, to niezła zaprawa. Najpierw trzeba wdrapać się na całkiem spore wzgórze, a potem wędrować po niezliczonych schodach ogromnego zamczyska.
W pierwszą niedzielę miesiąca wstęp na zamek jest bezpłatny. Nie tylko wstęp, ale również pokazy pojedynków i scen rodzajowych z epoki świetności zamku.
Ja większość uwagi poświęciłem zamkowemu muzeum i obecnym w nim akcentom numizmatycznym.
W jaskini pod zamkiem dokonano w 2003 roku makabrycznego znaleziska. Znaleziono szkielet, a przy nim sakiewkę z rzymskimi denarami z I i II w. n.e. - od Wespazjana do Komodusa. Niestety monety nie są eksponowane. Jest tylko taka tablica informacyjna.
Może to i lepiej, bo ekspozycja kolejnych (i jedynych w ekspozycji) monet woła o pomstę do nieba. Tablica informacyjna jest czytela, owszem. Opisano na niej i pokazano celtycką monetę określoną jako monetę kultury puchowskiej (typ spiski). Lud, który bił te monety znany jest też jako Kotynowie, albo Kotyni.
Monety Kotynów umieszczono głęboko w gablocie i oświetlono tak, że równie dobrze można tam było położyć dowolne blaszki z dowolnie wybranej epoki.
Droga z zamku w dół, na parking i dalej w drogę. Kolejny etap był trochę dłuższy, bo prawie sześćdziesięciokilometrowy, drogą przez góry do zamu nad miastem Stará Ľubovňa. Droga, poza kilkukilometrowym fragmentem dobra, choć wąska i pokręcona. Za to widoki! Tyle przestrzeni! W Polsce nawet w Bieszczadach jest więcej śladów ludzkiej obecności, niż tam. Wymarzona trasa dla wprawnych rowerzystów.
O Lubowni już tu wspominałem. W tym roku zamek odwiedziłem.
Miasto wchodziło w skład tzw. zastawu spiskiego. Król Zygmunt z rodu Luksemburgów pożyczył od naszego Władysłąwa Jagiełły 37 tysięcy kop groszy praskich (2.220.000 groszy, około ośmiu ton!). Pieniądze przekazano na zamku w Niedzicy, a zabezpieczeniem pożyczki zostało szesnaście miast spiskich (w tym i Vrbow i Spišské Podhradie - ale bez zamku). W muzeum prezentowane jest faksymile umowy zastawnej.
 Przez wiele lat starostami spiskimi byli Lubomirscy.
Podczas szwedzkiego potopu na zamku w Lubowni ukryto klejnoty koronne polskich królów. W roku 2010 nowosądecki metaloplastyk wykonał ich kopie na podstawie opisów sporządzonych po koronacji S. A. Poniatowskiego. Kopie są prezentowane w jednym z pomieszczeń zamku. Jest to płaszcz koronacyjny Poniatowskiego
 oraz jabłko królewskie, berło i tzw. korona Chrobrego
 Na koniec wpis do księgi gości
i w drogę do domu.

Za kilka dni będzie więcej o monetach. 
Obiecuję.

 




czwartek, 18 sierpnia 2016

Sprawozdanie z urlopu 2016'

Lato w tym roku nie rozpieszcza.
Jeszcze się nie skończyło, ale wiele osób mówiło mi, że mają wrażenie, że nawet się nie zaczęło. Jeżeli już trafi się ładna pogoda, to góra na kilka dni, a potem na zmianę, zimno, mokro...

Ja nie narzekam.
I popływałem, i pojeździłem na rowerze, i pobiegałem.
Nawet sporo grzybów nazbierałem - ususzyliśmy więcej, niż przez ostatnie trzy lata łącznie, a i świeżych się podjadło.
Nawet takie dziwne, fioletowe sie pokazały.
Takich nie zbieram.

Kolejny urlop bez akcentów numizmatycznych. Nie mogłem nie sprawdzić, czy przypadkiem coś się nie zmieniło i czy niedzielne targi staroci pod bramą człuchowską nie przekształciły się w gwarną imrezę z bogatą ofertą.
Jak widać, nie.

Chojnice nadal piękne, czyste, przyjazne.
Charzykowy również, o czym miał okazję przekonać się Pan Robert, autor bloga (a właściwie floga) poświęconego kolejnictwu.
W tym roku wziąłem na wakcje laptopa, dzięki czemu po powrocie nie musiałem spędzać kilku godzin na przeglądanie zaległej poczty i komentarzy na blogu. Jeden z komentarzy umieścił właśnie Pan Robert, który w związku z pobytem w Chojnicach i okolicach postanowił zweryfikować moje doniesienia z ubiegłych lat .
Nie jestem miłosnikiem kolei, może za sprawą kilku podróży pociągiem do Zakopanego odbytych w "luksusowych" warunkach czyli na jednej nodze, na korytarzu w sąsiedztwie niedomykających się drzwi do "toalety". Mimo to z zainteresowaniem przeczytałem kilka ostatnich wpisów na blogu Pana Roberta. Pasja, wiedza, ciekawe zdjęcia - nie miałem pojęcia, że po torach jeździ tak różnorodna menażeria lokomotyw i innych dziwnych pojazdów szynowych.

W chojnickim muzeum też żadnych numizmatycznych nowinek nie zauważyłem. Jest za to ciekawa wystawa czasowa poświęcona Ottonowi Weilandowi, współtwórcy Polskiego Związku Żeglarskiego, "ojcu polskiego żeglarstwa". 
Mam w zbiorach ładne przedwojenne zdjęcie uroczystości Chojnickiego Klubu Żeglarskiego, Weiland powinien gdzieś na nim być.


Przed urlopem (w trakcie też nie) nie  robiłem żadnych numizmatycznych zakupów, więc na poczcie nie czekało na mnie nic ciekawego (poza rachunkami za wodę i prąd).

Polowanie czas więc zacząć.