Google Website Translator Gadget

piątek, 21 sierpnia 2015

Jesienny terminarz.

Jesień zapowiada się bardzo interesująco.

Najpierw ósma aukcja u Michała Niemczyka - 3 października w warszawskim hotelu Westin. W sieci jest już wstępny przegląd wystawionego materiału. Sporo ciekawego materiału (piękny zestaw literatury z oryginałami katalogów aukcji najważniejszych polskich kolekcji numizmatycznych). Na pełny katalog trzeba jeszcze chwilę poczekać.

Następny weekend  - Toruńskie Warsztaty Numizmatyki Antycznej, wbrew nazwie nie w Toruniu tylko w Krakowie (u Czapskich). To już XI edycja warsztatów, druga w Krakowie. W zeszłym roku znalazłem czas tylko na drugi dzień, w tym roku będę na całości.
Zachęcam do udziału. Program przedstawia się następująco (cytuję treść ogłoszenia z forum TPZN):
Organizatorzy:    Muzeum Narodowe w Krakowie, Fundacja „Traditio Europae”
Patronat:      Institut für Numismatik und Geldgeschichte, Universität Wien
Termin:       9-10 października 2015 roku
Miejsce:      Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego, ul. Piłsudskiego 12, Kraków
Dla kogo?
Toruńskie Warsztaty Numizmatyki Antycznej są cyklem wykładów i zajęć praktycznych z zakresu mennictwa starożytnej Grecji i Rzymu oraz obszarów kulturowo pokrewnych lub zależnych (perskich, partyjskich, celtyckich i naśladownictw z obszaru północnego Barbaricum). Skierowane są do studentów oraz doktorantów archeologii i historii, kolekcjonerów monet antycznych starożytnej Grecji i Rzymu, jak też do wszelkich miłośników kultury antycznej.

Program:
9 października: wykłady i zwiedzanie od godz. o 10.00 do 18.00, między modułami przerwa na obiad - od 14.30 do 15.30:
- „Mennictwo Imperium Romanum w Rzymie i w prowincjach: wprowadzenie” - 2 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (B. Awianowicz)
- „Moneta jako źródło archeologiczne” - 1,5 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (J. Rakoczy)
- „Badania składu pierwiastkowego monet ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie” – 1,5 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (J. M. del Hoyo, M. Matosz)
- zwiedzanie ekspozycji monet antycznych MNK w Pałacu Czapskich (oprowadza J. Bodzek).

10 października: od godz. 9.00 do 18.00, między modułami obiad - od 14.30 do 15.30:
- od godz. 9.00 do 10.00 możliwość indywidualnego zwiedzenia ekspozycji monet w MNK w Pałacu Czapskich
- „Mennictwo Seleukidów - cz. 3.” - 1,5 godz. wykładu + ok. 30 min. dyskusji (J. Bodzek)
- Panel dyskusyjny poświęcony aspektom prawnym związanym z numizmatyką - 1,5 godz. (P. Groński)
-  „Nieniszczące badania monet” – 1,5 godz. wykładu pracownika LANBOZu
- zwiedzanie Laboratorium Analiz i Nieniszczących Badań Obiektów Zabytkowych – 2 godz.

Warsztaty poprowadzą m.in.:
dr hab. Bartosz Awianowicz – filolog klasyczny, adiunkt w Katedrze Filologii Klasycznej UMK, prezes Toruńskiego Oddziału PTN, autor podręcznika Język łaciński z elementami epigrafiki i numizmatyki rzymskiej dla historyków i archeologów (wyd. 1. Toruń 2006, wyd. 3. Toruń 2010), kompendium legend i skrótów na monetach republikańskiego Rzymu pt. Monety Republiki Rzymskiej. Kompendium (2010) oraz wielu artykułów z zakresu m.in. epigrafiki i numizmatyki antycznej.
dr hab. Jarosław Bodzek – archeolog, kierownik Gabinetu Numizmatycznego w Muzeum Narodowym w Krakowie, adiunkt w Instytucie Archeologii UJ, redaktor „Notae Numismaticae”, autor monografii ΤΑ ΣΑΤΡΑΠΙΚΑ ΝΟΜΙΣΜATA. Mennictwo satrapów w okresie panowania Achemenidów (ok. 550-331 a. C.) (Kraków 2011), tomu Sylloge Nummorum Graecorum. Poland. Volume III. The National Museum in Cracow. Part 4. Sarmatia-Bosporus (Kraków 2006) oraz wielu artykułów poświęconych archeologii i numizmatyce antycznej.
mgr Paweł Groński – sędzia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie; do 2004 r. specjalista w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji; współpracownik Kancelarii Premiera i Sejmu RP oraz Prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego; autor publikacji m. in. z zakresu prawa administracyjnego oraz prawa pracy; pasjonat numizmatyki (głównie antycznej) od ponad 20 lat.
dr Julio M. del Hoyo-Meléndez – absolwent Universidad Politecnica de Valencia w zakresie konserwatorstwa, pracownik LANBOZ Muzeum Narodowego w Krakowie, specjalista analiz materiałowych przedmiotów muzealnych, w tym monet – współautor m.in. wraz z Martą Matosz publikacji m.in. na temat badań promieniami X  monet piastowskich.
dr Jacek Rakoczy – archeolog, asystent w Zakładzie Archeologii Antycznej UMK, współautor Mennictwa bosporańskiego od VI do końca II wieku p.n.e. (Toruń 2012) i autor artykułów archeologicznych i numizmatycznych.

Warunki uczestnictwa:
Prosimy o potwierdzenie chęci uczestnictwa w warsztatach do końca września 2015 r. Prosimy też o informację, czy będą Państwo uczestniczyć w całości, czy też w części przewidzianych zajęć. Jeśli przyjeżdżają Państwo jedynie na część warsztatów, prosimy o informację o konkretnych terminach.
Koszt uczestnictwa w warsztatach: 80 zł za całość, lub 40 zł za udział w modułach jednego dnia (w cenę wliczony obiad i materiały). Dla studentów i doktorantów udział darmowy.
Prosimy o wpłaty najpóźniej do 30 września 2015 r. na konto Fundacji „Traditio Europae” w Volkswagen Bank Direct: 16 2130 0004 2001 0426 1574 0001 z dopiskiem: „darowizna na cele statutowe – numizmatyka antyczna”.

Wszystkich zainteresowanych prosimy o kontakt z Bartoszem Awianowiczem: bartosz.awianowicz@uni.torun.pl
Październik zakończę w Gdańsku na koncercie DMB - z numizmatyką niewiele ma to wspólnego, ale na monetach świat się nie kończy.

Na tym nie koniec.
Na Facebooku, profilu Gabinetu Numizmatycznego Damiana Marciniaka pojawiła się informacja o przygotowaniach do wydania dwóch publikacji Rafała Janke. Będą to "Katalog monet Stanisława Augusta Poniatowskiego" zapowiadany na koniec roku oraz "Historia Mennicy Warszawskiej 1765-1868", która ma się ukazać już w październiku. Obie pozycje zapowiadają się niezwykle interesująco i na pewno pojawią się na półkach mojej biblioteczki.


Żeby tradycji stało się zadość muszę jeszcze znaleźć jakieś zdjęcie. Co by tu...
O!
Taki widoczek mieliśmy z werandy przed naszym wakacyjnym locum.


A potem przyleciały szpaki.





środa, 19 sierpnia 2015

Jak zwykle o tej porze roku.

Blog mi się nie znudził ani tym bardziej nie umarł. Jak co roku zafundowałem sobie pięciotygodniowy urlop - bez pracy, bez komputera, internetu, telewizji i gazet, za to z książkami i radiem.
Jak zwykle Bory Tucholskie. Jak zwykle wspaniale, tyle że niestety bez prawie grzybów - zaczynam się do tego powoli przyzwyczajać.
Od monet też odpoczywałem. Jedyny wyjątek, to tradycyjne odwiedziny w chojnickim muzeum, które jak zwykle przygotowało bardzo interesujące wystawy czasowe. Jak łatwo przewidzieć, zainteresowała mnie zwłaszcza wystawa "Archeologiczne świadectwa kultu maryjnego w średniowiecznym Gdańsku". Oczywiście ze względu na monety i liczmany.

Znakomicie prezentowały się gabloty z plakietami pielgrzymimi
i manekin pokazujący ich miejsce na stroju pielgrzymów.

W muzeum, co było do przewidzenia, tłoku nie było. Byłem jedynym zwiedzającym. Tłum był na plażach. Tam, gdzie od lat spędzamy wakacje jest na szczęście mnóstwo miejsc, w które łatwo przed tłumami uciec. Nie trzeba, jak nad naszym morzem, wstawać o świcie by zapewnić sobie wystarczającą ilość miejsca nad wodą. Bywały dni - nawet te upalne - w które na naszym ulubionym miejscu nad naszym ulubionym jeziorem byliśmy sami. Mam nadzieję, że ten stan rzeczy długo się jeszcze utrzyma. Nie chcę, by wakacje zaczęły mi się kojarzyć tylko z "kutrem rybackim przerobionym na statek wycieczkowy w kształcie okrętu pirackiego" (cytat z radiowej wiadomości o wypadku "wycieczkowca" bodajże w Ustce) ruszającym w rejs z przystani przy zatłoczonej do granic możliwości plaży. Bo i takie atrakcje można w okolicy znaleźć.

Przed urlopem rozesłałem kwerendę do dziewięciu muzeów szczycących się dużymi kolekcjami numizmatycznymi. Pytania dotyczyły oczywiście miedziaków A3S, a konkretnie kilku szelągów, które znam wyłącznie z publikacji. Nie udało mi się pomimo usilnych starań zobaczyć ich ani w naturze ani nawet na zdjęciach. Odpowiedziało - na razie - 5 placówek. Może po wakacjach odpowiedzą i pozostałe. Jeśli nie, to trudno.
W czterech muzeach interesujących mnie monet nie ma "prawie na pewno". Prawie, bo jedno z nich zaproponowało żebym upewnił się osobiście, a to z tego powodu, że część monet jest słabo zachowana i mogą pojawić się problemy z ich jednoznaczną identyfikacją. Łatwo na przykład pomylić stojącą na głowie literę T z literą L. Z tej propozycji na pewno skorzystam
Piąte muzeum też zaprosiło mnie do przeprowadzenia osobistej kwerendy ale z innego powodu. Wiadomość brzmiała tak:
"Uprzejmie informuję że w ..... znajduje się przynajmniej 380 szt. tych monet z różnych lat wybicia. Są one w zdecydowanej większości bliżej nieokreślone, w związku z czym bardziej szczegółowa kwerenda powinna zostać przeprowadzona przez Pana osobiście."
Postaram się i tam dojechać i przejrzeć te cztery setki monet. Ciekawe, co się między nimi kryje.



W ogóle, magazyny muzealne to ciekawy temat.



Po leniwym lecie zapowiadają się pracowite i numizmatycznie ciekawe  jesień i zima, ale o tym napiszę pojutrze.

niedziela, 28 czerwca 2015

Od łagodnej zimy do samoobsługowej myjni samochodowej.

Zima na przełomie 1881 i 1882 roku była łagodna i krótka. Z jednej strony, to dobrze, bo mniej wydano na opał, nie było powodzi, wcześniej ruszyła wegetacja roślin uprawnych. Z drugiej strony, krótka i łagodna zima naraziła przemysł spożywczy na wielkie straty i spowodowała spadek podaży piwa w drugiej połowie roku 1882.
Wymieniona w tekście wielka lodownia warszawska była przedsiębiorstwem dostarczającym towaru pierwszej potrzeby, na równi z wodociągami. Z nadejściem wiosny, co roku pojawiały się w gazetach ogłoszenia.
Lodownia przy Jeziorku Czerniakowskim nie była jedyna. Konkurencja oferowała nawet niższe ceny

Zauważyliście, że najmniejszą ilością lodu oferowaną w ogłoszeniach jest pół puda? To nie przypadek. Pud to rosyjska jednostka wagowa, około 16 kilogramów. Pół puda lodu (nieco ponad 8 kilogramów) zapewniał utrzymanie odpowiednio niskiej temperatury w domowych "lodówkach" (zwanych lodowniami pokojowymi) - drewnianych szafkach, w których przechowywano mięso i inne łatwo psujące się produkty żywnościowe.
Lodówka- szafka z szufladą na lód (u góry)
źródło - Wikipedia

Co to wszystko ma wspólnego z monetami, z numizmatyką? Jeśli gdzieś w kontekście pojawiają się pieniądze, to zwykle coś wspólnego znaleźć można.

Kogo było stać, zamawiał abonament na codzienne dostawy lodu. Kosztowało to niemało, bo jak w ogłoszeniach czytamy, pół puda dziennie wymagało wydania co najmniej dwa i pół rubla miesięcznie przez co najmniej osiem miesięcy w roku. Dwadzieścia rubli - kawał grosza. Nie każdy potrzebował lodu codziennie. W końcu nie co dzień było w domu mięso. Można było kupować lód tylko wtedy, kiedy był niezbędny. Można było oczywiście płacić gotówką, ale nie było to wygodne. Z innych doniesień prasowych znamy pojawiające się okresowo braki pieniądza zdawkowego na rynku. Nie było czym płacić, nie było czym wydawać reszty. I jeszcze jedno - lód roznosili ludzie niekoniecznie biegli w rachunkach i co tu dużo mówić, nie zawsze uczciwi. Lekarstwem było wprowadzenie bonów, które w przypadku wielkiej lodowni warszawskiej przyjęły formę metalowych żetonów
awers: WIELKA LODOWNIA WARSZAWSKA
rewers: SŁUŻBA LODOWNI POKOJOWYCH / PÓŁ PUDA
mosiądz? - średnica 23 mm, waga 5 gramów

Pojęcie pieniądza zastępczego jest dobrze znane kolekcjonerom.Zwykle nie mamy problemów z rozpoznaniem w metalowym krążku pieniądza dominialnego czy deputatowego. Rzadziej zastanawiamy się jak taki pieniądz funkcjonował w praktyce. Nie mamy wątpliwości, jak wyglądała transakcja, w której wymieniano żeton na określone dobra (piwo, gotówkę, lód, wodę, chleb). Mniej wiemy o tym, jak pieniądz zastępczy trafiał do ludzi. Łatwo opisać to dla pieniądza dominialnego (folwarcznego) - tu żetony były potwierdzeniem wykonania ustalonej pracy. Nie wymagały od nikogo umiejętności pisania i czytania - odpracowałeś dniówkę przy żniwach, masz "pieniądz" - zrobisz z nim, co zechcesz - wymienisz na normalną gotówkę (tak też można było), dostaniesz w mojej karczmie dzbanek okowity albo odbierzesz równowartość w mące, ziemniakach itp.
Przeczytałem gdzieś, że żetony wydawane przez gazownie stosowano w przypadku klientów, którzy "niechętnie regulowali należności". Takim delikwentom zamiast normalnego licznika miano montować licznik wrzutowy - chciałeś gotować albo mieć jasno, musiałeś wrzucić żeton do licznika. Wydaje mi się, że prawda jest nieco inna. Liczniki wrzutowe zakładano po prostu w mieszkaniach na wynajem. Im częściej zmieniali się lokatorzy tym chętniej stosowano takie rozwiązanie. Stosuje się jej zresztą do dzisiaj.

Żetony na określoną ilość lodu, chleba, wody itp pełniły rolę pośrednią między abonamentem, a sprzedażą detaliczną. Abonament z WLW kosztował 3 ruble za pół puda dziennie, co oznaczało dzienny koszt w wysokości 10 kopiejek. Jednorazowy zakup pół puda lodu wymagał wydania powiedzmy 15 kopiejek. Możne było też kupić potrzebną ilość żetonów (każdy gwarantował dostawę pół puda lodu) po 12 kopiejek. Zysk dla wszystkich - klient miał tańszy lód i jak już miał żetony, to nie poszedł do konkurencji!

Czy nie przypomina Wam to żetonów do samoobsługowych myjni samochodowych?








niedziela, 21 czerwca 2015

Edukacja, głupcze!

Poniżej kilka interesujących (moim zdaniem) miejsc, które warto w internecie odwiedzić.

Monetarium bydgoskie
Polecam "czytelnię". Artykuł o kłopotach finansowych bydgoszczan, to źródło bardzo ciekawych wiadomości o finansach II Rzeczpospolitej widzianych oczyma zwykłych obywateli. Najnowszy artykuł poświęcony pięciozłotówce z 1925 r. (Konstytucja) to lektura obowiązkowa dla każdego miłośnika monet II RP.

Federację Bibliotek Cyfrowych już tu kilkakrotnie wspominałem. Federacja stale powiększa wielkość udostępnianych zasobów, a od niedawna testuje nową wersję strony - polecam gorąco.

Skoro już przy bibliotekach cyfrowych jestem, to chciałbym zachęcić do uważnego przeglądania niezliczonych stron tworzonych przez pasjonatów historii i przez lokalne instytucje. Całkiem przypadkowo trafiłem niedawno na portal Książnicy Cieszyńskiej, a na nim na artykuł profesora Borysa Paszkiewicza o średniowiecznych monetach księstwa cieszyńskiego. Niestety nie na wiele zdają się próby użycia wyszukiwarki umieszczonej na portalu. Lepiej użyć wyszukiwarki Google z opcją przeszukiwania zasobów konkretnej domeny. Wtedy łatwiej o takie odkrycia
http://archiwum.kc-cieszyn.pl/biblioteka/strony/pam9.php?autor=pam9&licz=1

Na kolejnej stronie, http://konik.pl/  jest niestety wiele odsyłaczy nieaktualnych (o tym kilka zdań za chwilę), ale wśród tych niezdezaktualizowanych trafiają się bardzo ciekawe. Na przykład znalazłem tu archiwum gazety "Poszukiwania".  Bardzo sympatyczna lektura na deszczowe dni nadchodzącego lata.

Tak już jest z internetowymi publikacjami, że zdarza im się zniknąć bez zapowiedzi i bez śladu, co gorsza. Dlatego, kiedy trafiam na coś, co uznaję za ciekawe/cenne/przydatne (niepotrzebne skreślić), zapisuję to sobie w archiwum - nie odnośnik, tylko zawartość. Treść strony, albo całego serwisu. Dzięki temu na przykład nie straciłem możliwości wygodnego przeszukiwania publikacji "Die Saurmasche Münzsammlung deutscher schweizerischer und polnischer Gepräge von etwa dem Beginn der Groschenzeit bis zur Kipperperiode" Hugona von Saurma-Jeltsch. Strona, na której udostępniano wygodną do przeglądania wersję (w html-u) od czasu do czasu znika. Ja mam jej pełne archiwum na dysku.
Czasem autor strony sam zaleca i ułatwia archiwizację, vide "Not in RIC" - znakomita strona z poprawkami i uzupełnieniami do "Roman Imperial Coinage". Autor zachęca do tworzenia lokalnych jej kopii http://forum.tpzn.pl/index.php/topic,7168.0.html


Na tym kończę krótki przegląd prasy, ale na chwilę pozostanę jeszcze przy tematyce internetowej, zręcznie łącząc ją z nieuchronnie nadciągającym końcem roku szkolnego.
Regularnie sprawdzam, czego szukały w sieci osoby, które wyszukiwarki skierowały na mojego bloga. Nie ukrywam, że robię to licząc na podpowiedzi tematów do kolejnych wpisów. Ale nie na takie!
Konkurs!
Bez nagród.
Czy "autor" poniższego zapytania uczęszcza jeszcze do szkoły, a jeśli tak, to czy uzyska promocję do następnej klasy?
Wyszukiwarka Google została zaskoczona takim pytaniem:
"ślady orłuw na monetah"
Zaskoczona, nie zaskoczona, po krótkim namyśle zaproponowała między innymi mojego bloga (przetestowałem). 
Zaproponowała też poprawną pisownię treści zapytania. Czy pytający to zauważył? Czy zapamiętał? To już temat na inną opowieść.
Wszystkim, którzy zastanawiają się nad przyczynami niemalejącej stopy bezrobocia, nad upadkiem kultury, kindersztuby, fatalnymi wynikami ankiet na temat czytelnictwa (podobno 10 milionów moich rodaków nie dość, że nie przeczytało w ciągu roku ani jednej książki, to nawet nie ma w domu nic, co można by książką nazwać), wszystkim tym radzę, by zamiast naśladować Billa Clintona i koncentrować się na gospodarce ("It's the economy, stupid"), mieli przed oczyma
Edukacja, głupcze!
Bez edukacji gospodarka rady sobie nie da, choćby wpompować w nią wszystkie pieniądze i dołożyć jeszcze dwanaście groszy.

A jeśli już jesteśmy przy monetach (na razie grosze to jeszcze monety, a nie tylko cyfrowe zapisy na naszych kontach), a jeszcze nie odbiegliśmy zbyt daleko od edukacji, to spróbujcie proszę oszacować prawdopodobieństwo takiego zdarzenia.
Otóż nie planując ani nie poszukując ich specjalnie, w ciągu tygodnia kupiłem do zbioru dwie monety, które mimo tego, że mają różne nominały, zostały wybite w różnych metalach i różnych mennicach za panowania różnych władców (dzieli je niewiele, bo tylko dwadzieścia lat), mają niezwykłą wspólną cechę. Wybrałem je spośród milionów monet oferowanych w internecie.
Staszewski śpiewa prawie o tym samym
Wybrałem Cię spośród milionów.
Wybrałem tak jak mogłem wtedy najlepiej.
Wpuściłem Cię do swego domu.
Nie myślałem o tym co gdzie i kiedy
Właśnie. Nie myślałem, co gdzie i kiedy, a kupiłem:

Na szelągu, na tym skanie tak dobrze tego nie widać, ale na szóstaku już tak. Do wybicia obu monet użyto stempli rewersu z poprzedniego rocznika - 1660 i 1680 odpowiednio, ale ostatnią cyfrę daty zmieniono z zera na jeden. Zmieniono nie przejmując się, że pod jedynkami pozostają widoczne zarysy zer. Taka ciekawostka. Nie tylko numizmatyczna, bo przede wszystkim świadcząca o do bólu pragmatycznym podejściu naszych przodków do pracy, do życia.
 
Inne pytania, które przyprowadzały ostatnio odwiedzających na mojego bloga:
co warto zbierać,
drogie stare monety,
cenne rzeczy z prl.

świadczą o tym, że ludzi bardziej chcą mieć, niż być.No to jeszcze raz:
Edukacja, głupcze!

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Fałszerz Wielki.

Nie pamiętam już kiedy odnotowałem w kalendarzu treść przeczytanego gdzieś w sieci ogłoszenia.
8 czerwca w siedzibie PTN Pan Dariusz Pączkowski przedstawi wykład "Fałszerstwa monetarne Fryderyka II Wielkiego - zagadnienia ikonograficzne na przykładzie monet koronnych Augusta III Wettyna".
Na tydzień przed zapowiedzianą datą zacząłem się niepokoić - żadnej nowej informacji o wykładzie. Cierpliwie odczekałem do piątku, piątego czerwca - nadal nic. Zadzwoniłem do PTN - dyżurująca, dopiero po konsultacjach z szefem koła potwierdziła - wykład odbędzie się zgodnie z planem.
Czy zdziwię Was, jeśli napiszę, że uznałem ten wykład za wydarzenie typu "obecność obowiązkowa"?

Na miejscu byłem pół godziny przed planowanym rozpoczęciem, co okazało się godziną przed rozpoczęciem rzeczywistym. Źle się jeździ samochodem po stolicy.
Furda spóźnienie. Wykład wynagrodził długie wyczekiwanie, a mogło być jeszcze lepiej, po po prostu brakło czasu. Czasu potrzebnego na rozwinięcie tematu i na powykładową dyskusję.

Pan Pączkowski poruszył temat od lat nurtujący kolekcjonerów. Monetarne fałszerstwa Fryderyka II zostały nieźle opracowane i opisane przez historyków i ekonomistów, ale nie doczekały się jak dotąd nawet próby poważnej analizy ze strony numizmatyków. Prace Szelągowskiego, Gumowskiego, czy Schrottera nie dają nam narzędzi pozwalających na odróżnienie pruskich fałszerstw od oryginalnych monet Augusta III poza nielicznymi wyjątkami - na przykład miedzianymi groszami z datą 1758. Uznaje się za pewne, że to produkt mennicy (mennic?) pod pruskim zarządem. Niewiele więcej można jednak stwierdzić. Zdaniem Pączkowskiego na przykład, bito je nie w 1758, tylko w 1760. A może aż do tego roku z nie zmienioną od 1758 datą?
grosz 1758 - to na pewno nie jest oficjalna moneta bita z polecenia króla Augusta

O miedziakach A3S mowa na wykładzie oczywiście była, ale podstawą rozważań Dariusza Pączkowskiego jest srebro. Szóstaki, orty, dwuzłotówki. Bito je (oryginały) krótko, bo od roku 1753 (orty od 1752) do 1756. Wtedy zaczęła się wojna siedmioletnia, saskie mennice przejęli Prusacy i się zaczęło. Bezprzykładna operacja masowego bicia monety obcego państwa za jawnym przyzwoleniem władcy innego państwa. Początkowo z wykorzystaniem narzędzi (w tym stempli) zagrabionych w zdobytych mennicach. Później stemplami wykonywanymi specjalnie w tym celu.
Rzut oka w katalogi wystarczy by się przekonać, jak obfite było to fałszerskie dzieło. Rzadko spotyka się tak wielką ilość odmian i wariantów w tak krótkim okresie. Krótkim z pozoru, bo cały czas na monetach kładziono daty 1753-1756, niezależnie od roku, w którym rzeczywiście je bito. Grosze 1758 i dwuzłotówki 1761 i 1762 to wyjątki. Na domiar złego, są mocne przesłanki do twierdzenia, że polskie srebro Augusta III fałszowano też w mennicach pruskich - np. we Wrocławiu i Królewcu.
Pączkowski zaproponował, by klucza pozwalającego na oddzielenie falsyfikatów od oryginałów poszukać analizując rysunek monet, szczególną uwagę zwracając na portret króla. Dla miedzianych groszy zaproponował dodatkowy wyróżnik - za fałszywe proponuje uznawać te z dużymi literami w legendzie. 
według D. Pączkowskiego to też pruski wyrób, co oznaczało by, że następna moneta, to oryginał
Z moich obserwacji wynika, że większość spotykanych groszy rocznika 1755 to pruskie falsyfikaty.

A co sądzić o groszach tego typu,
na których król "z twarzy nie jest podobny do nikogo"?

Jak wiadomo, August III znany był z obżarstwa "...jedz, pij i popuszczaj pasa". Już jako młody człowiek nie grzeszył nadmierną szczupłością, a z biegiem lat jego sylwetka zaokrąglała się. Dodatkowo dorobił się niedoczynności tarczycy, która przeszła w fazę obrzęku śluzowatego (choroby Gulla). Zmarł jak wiadomo na apopleksję, czyli mówiąc prościej wylew krwi do mózgu.
W chwili pruskiego ataku na Saksonię król był już blisko sześćdziesiątki (urodził się w 1696 r). Na pewno już wtedy zasługiwał na przydomek "otyły". Dlaczego to ważne? Dlatego, ża Pan Pączkowski zaproponował, by za pruskie falsyfikaty uznawać monety, na których August III został przedstawiony, jako posiadacz wielu podbródków albo wręcz monstrualnego podgardla. To w opozycji do części monet, na których Augusta przedstawiono, jako mężczyznę może nie szczupłego, ale z pewnością nie, jako grubasa.

Teza ciekawa i na pewno warta dyskusji, choć osobiście mam w związku z nią wiele wątpliwości.
Nie sądzę na przykład, by fałszerzom szczególnie zależało na jak najwierniejszym przedstawianiu gwałtownie tyjącego monarchy. W końcu poddani nieczęsto mieli okazję do osobistych spotkań z królem. O ile w Warszawie August często pojawiał się publicznie i mógł być widziany przez wiele osób, to na prowincji znano jego twarz głównie z monet i rozsądnie myślący fałszerz powinien dążyć do tego, by jego produkty jak najbardziej przypominały monety oryginalne, a nie do oddawania na bieżąco zmian królewskiej fizys.

Innym wyróżnikiem nieoryginalności może być niska próba kruszcu, z którego wybito monety. Fryderyk Wielki (fałszerz wielki) zarabiał krocie na podrabianiu polskiej monety. Zaniżanie próby kruszcu tylko ten zarobek powiększało. Samo bicie monet ze stopu o próbie niewiele odbiegającej od przepisanej ordynacją też dawało "godziwy" zarobek. Dlatego nie zawsze można dziś uznawać wyniki badania składu stopu za jedyny rzetelny i niepodważalny miernik oryginalności monet. Rzecz komplikuje dodatkowo upływ czasu i podatność monet na wpływy czynników środowiskowych oraz sama technologia mennicza, której elementem było wzbogacanie powierzchniowej warstwy monet czystym srebrem (bielenie). Na domiar złego, porównywanie wyników otrzymanych z użyciem różnych przyrządów (spektrometrów) charakteryzujących się różnymi warunkami i parametrami pracy też może zniekształcać wyniki analiz.
Wszystko to sprawia, że tak trudno dziś odróżnić fryderycjańskie podróbki od oryginałów.

Pan Pączkowski zapowiedział kontynuowanie prac nad tematem. Będę je śledził z uwagą i nadzieją, bo siłą rzeczy tematyka zagadnienia mocno zazębia się z absorbującym mnie problemem miedziaków koronnych Augusta III.