Znacie?
Pewnie tak. Choćby ze znaczków wydanych w 1967 roku.Jeśli przyjrzycie się dokładniej, zauważycie, że obraz w złoconej ramie różni się od obrazu na arkusiku (też złotem obramowanym). Nic w tym dziwnego. Kompozycja znana jest w wielu wersjach i można ją oglądać w wielu muzeach. Marinus van Reymerswaele i jego uczniowie wykonali wiele jej wersji. Obraz musiał się dobrze sprzedawać! Za oryginał będący pierwowzorem uznaje się egzemplarz wiszący w Luwrze.
Jeśli ktoś z Was miałby ochotę powiesić ten obraz w swoim salonie, nie musi włamywać się do Luwru ani do Muzeum Narodowego w Warszawie.
Tylko pamiętajcie, to jest duże. Z ramą 165,1 na 139,4 cm. Na ścianę mieszkania w bloku nie bardzo pasuje.

Nie, obrazu nie chcę kupic, ale to co mnie interesuje : Co tak naprawdę leży na stole poborcy? Guldeny, Eku, Noble, Grooty reale i Testony ? Dlaczego to gratka dla numizmatyka?
OdpowiedzUsuńReymerswaele nie malował „symbolicznych krążków”. On portretował konkretne emisje. Podobno Eksperci potrafią na jego obrazach zidentyfikować rok wybicia danej monety oraz jej pochodzenie. Poborca na obrazie nie tylko liczy pieniądze – on dokonuje selekcji jakościowej, oddzielając pełnowartościowy kruszec od monet o zaniżonej wadze lub sfałszowanych.
To wymagałoby dostępu do bardzo dobrych sdęć albo oryginału. Na forum TPZN był chyba wątek na ten temat.
Usuń