Google Website Translator Gadget

piątek, 11 listopada 2016

Wczoraj, dzisiaj, jutro.

Zacznę od rzeczy przykrej, którą, wydaje mi się, wyjaśnić potrafię, a wyjaśnienie, o którym za chwilę, powoduje, że oprócz radości, czuję smutek.
11 listopada - Narodowe Święto Niepodległości – polskie święto państwowe upamiętnieniające odzyskania przez Polskę niepodległości po 123 latach zaborów. Ustanowione ustawą z 23 kwietnia 1937, zniesione ustawą Krajowej Rady Narodowej 22 lipca 1945, bo z jakichś powodów postanowiono odesłać w niebyt dokonania II Rzeczpospolitej (czy czegoś Wam to nie przypomina?), przywrócone ustawą z 15 lutego 1989 r.
I budzę się dziś rano, wyglądam za okno...
Chłodno jest, ale świeci słońce, na brzozach świecą resztki zółtych listków, modrzew jeszcze wszystkich igieł nie zrzucił, reszta drzew liściastych goła - w końcu to listopad! Z pozoru wszystko wygląda najzwyczajniej w świecie, ale...
Oprócz flagi na naszym balkonie, w zasięgu wzroku nie widzę żadnej innej. Ani na domach, ani na latarniach przy ulicy! Kto tu mieszka? Marsjanie?
Nie, to nie Marsjanie. To moi rodacy, Polacy, postępujący w myśl odwiecznej w naszej ojczyźnie zasady - moja chata z kraja. Co mi z tego, że wolność, że powódź, że święto, że psy na czyjś trawnik paskudzą, że... Można tak w nieskończoność.
Od tego się zaczęło. Dzięki temu mamy Święto  Niepodległości, że kiedyś tę Niepodległość starciliśmy, bo ci, od których cokolwiek zależało myśleli sobie "moja chata z kraja" i postępowali tak, jak myśleli.
Gdyby nie wyjątki, ludzie którzy patrzą dalej, niż za płot swojego ogródka, i wybiegają myślami w przyszłość sięgającą dalej, niż do chwili wyboru, czy dziś schab, czy mielone, nie było by Polski, Czech, Słowacji, Węgier.

Na dziś wystarczy. Idę na spacer.

P.S.
I po spacerze. Co zobaczyłem?
 
Czy słyszycie ten łopot powiewających na wietrze flag?

I to wszystko, co mam do powiedzenia na temat odświętnego patriotyzmu Polaków, o codziennym nie wspominając.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Printfriendly