Google Website Translator Gadget

sobota, 28 lutego 2026

Dręczące pytania.

Wszechobecna ostatnio AI wyjaśnia, że "dręczące pytania to głębokie, często niewygodne pytania egzystencjalne i psychologiczne, które zmuszają do refleksji nad sensem życia, wyborami i strachem". 

O nie! Nie takie pytania mnie dręczą. Męczą mnie innego rodzaju problemy. Codziennie przeglądam nowe oferty sprzedaży monet pojawiające się w internecie i nie ma dnia, żebym patrząc na oferowane monety nie przypomniał sobie o którymś z kilku pytań, które zadaję sobie od lat, a na które odpowiedzi znaleźć nie mogę. 

Na przykład półtoraki z rocznika 1625. 

Dlaczego w herbie podskarbiego są różne gwiazdki? Przypadek, czy działanie celowe? A jeśli nie przypadek, to co było przyczyną takiej kompozycji herbu? 

OK. Czterysta lat temu ktoś tak zdecydował, pewnie nigdy się nie dowiemy dlaczego (ale pytanie męczy, jak kamyk w bucie). W końcu chodzi o drobiazg, malutką gwiazdkę. Inaczej jest z tymi monetami.

Ledwo sto lat minęło od ich wybicia. Wydrukowano rozporządzenia władz, które tę emisję zarządziły i wszystko było by jasne, tylko... W rozporządzeniu nie ma ani słowa o najniższym nominale. 
Próżno też szukać późniejszych rozporządzeń, w których dodano by jednofenigówki. A przecież są i są dowody na to, że bito je w 1917 i 1918 roku w Stuttgarcie. Przysłowiowy niemiecki ordnung i nagle taka zagwozdka! W tym przypadku mam ciągle nadzieję, że gdzieś w przepastnych archiwach wyjaśnienie się znajdzie. Na razie problem co jakiś czas przypomina o sobie i męczę się bezskutecznie szukając jego rozwiązania. 

I jeszcze ci nieszczęśni bracia Ludewig, których wspomniał M. Gumowski w "Mennicy krakowskiej".
Skąd się wzięli? Gdzie ich Gartenberg znalazł? Spod ich ręki wyszła część trojaków Poniatowskiego, tzw. zbrojarzy. 
Niełatwo odróżnić je od trojaków wybitych stemplami wykonanymi przez Stielera, którego życiorys znamy. Wiemy skąd pochodził, gdzie się wykształcił i gdzie pracował, a o braciach L. nie wiadomo nic. 

Trzy tylko przykłady dręczących mnie pytań. A jeszcze klika by się znalazło. Kolega, też kolekcjoner, gdy podzieliłem się z nim moją frustracją, zapytał - Nie masz większych zmartwień? Ja to się martwię, czy falsa nie kupiłem albo skąd wziąć kasę na nowe zakupy. Co mnie jakieś tam stuletnie historie obchodzą. 
Tak mam i trudno. Za stary jestem, żeby się zmienić. 
A poza tym, lubię zagadki.


3 komentarze:

  1. Jak wyglądało zabezpieczenie żelaza sposobem sherardowskim? Warstwę cynku nakładano na blachę przyd wycięciem? Po wycięciu? Może na gotowe monety. A może zaniechano tego procesu. Pamiętam kiedyś miałem 10 fenigów gdzie powierzchnia av i rv była niezła a rant jakby wytrawiony, chropowaty z wżerami, może to świadczyć o tym że rant nie był zabezpieczony a więc pewnie zabezpieczano blachę przed wycinaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Procesowi poddawano krążki przed wybiciem monet.
      Obróbka ta polega na kilkugodzinnym mieszaniu elementów z żelaza lub stali, w pojemniku zawierającym mieszaninę proszku cynkowego z piaskiem kwarcowym, w temperaturze pomiędzy 200°C, a 400°C. W jej wyniku na powierzchni żelaznych krążków powstaje cienka (do 80 mikrometrów), antykorozyjna warstwa cynkowa.

      Usuń
  2. Kolega kolekcjoner frustruje się, bo nie rozumie siły niepozornych zagadek. Kiedy człowiek pochyla się nad drobiazgiem - gwiazdką, znakiem herbowym, wariantem stempla, dziwną niekonsekwencją w dokumentacji - uczy się pokory wobec skomplikowanej rzeczywistości. Egzystencjalne pytania to głównie nadmiar wielkich słów i pustka, z której niwiele wynika. Masa tego w social mediach. Z kolei szczegóły oczyszczają myslenie, uczą precyzji. Chodzi mi o to, że od detalu można dojść do egzystencji, bo wiemy wtedy jak patrzeć i jakie stawiać pytania. Od gwiazdki na rewersie do natury Wszechświata. Nie odwrotnie.

    OdpowiedzUsuń

Z powodu narastającej aktywności botów reklamowych i innych trolli wprowadzam moderowanie komentarzy.

Printfriendly