Kiedyś już coś podobnego napisałem, ale to był raczej wyjątek, niż reguła. Nie praktykuję corocznych sprawozdań. Zanim przejdę do podsumowania ubiegłorocznych zakupów, kilka zdań o impulsie, który skłonił mnie do tego tematu. Była nim lektura przedświątecznego wpisu na blogu o półtorakach, która zmusiła mnie do przeanalizowania źródeł pochodzenia moich nabytków. Chodzi o podtytuł wpisu - (i ten cholerny Facebook). Z jednej strony Sławek stwierdza, że "Dzisiaj tam przeniósł się ruch numizmatyczny", z drugiej, nie zostawia na FB suchej nitki - od serwisu jako takiego, po jego użytkowników. Na FB nie kupiłem nic. Mimo to, mój zbiór powiększył się w ubiegłym roku o 42 okazy. A doszło do tego tak.
Dziesięć ubiegłorocznych nabytków to aktualne monety obiegowe - trzy z rocznika 2024, siedem z rocznika 2025. Wszystkie wyłapane z obiegu, a więc po nominale. To pierwsze źródło pochodzenia moich monet. Jak widać, do skompletowania rocznika 2025 brak mi jeszcze dwu nominałów. Problemu być nie powinno, bo nakłady wysokie.
Na Allegro Lokalnie, które Sławek uważa za "kiłę do kwadratu", kupiłem jedną monetę. Brzydal, ale jak ważny!
Szeląg Augusta III, rocznik 1752, literka I, AVGVSTVS
Tego wariantu wcześniej nie widziałem, nie ma go w moim katalogu. Monetę wypatrzyłem w zestawie czterech szelągów Augusta III i po bożemu, zgodnie z zasadami A.L. wygrałem.
Jeden numizmat trafił do mnie dzięki biddr. To medal, o którym pisałem 18 grudnia.
Kolejnego rodzynka wyłowiłem z masówki na wagę kupionej w "antykwariacie" typu szwarc, mydło i powidło. Też go już pokazałem. To sfałszowana przed wojną Nike 1931. Cała reszta tej kilkukilogramowej paczki (bo musiałem wziąć całość), a właściwie to co jeszcze z niej zostało, jest do kupienia na OLX zapraszam na zakupy.
Na OLX nie tylko sprzedaję. Zrobiłem tam w ubiegłym roku pięć zakupów. Pochwaliłem się już żetonem na pół bułki oraz dziesięciogroszówką z 1823 r. Nie pokazałem jeszcze medalu z tego źródła. Dotarł 20 grudnia, pewnie niedługo coś o nim napiszę.
Z Allegro trafiło do mnie sześć okazów. Najbardziej cieszę się z żetonu koronacyjnego Augusta III
i "orła i zająca" Władysława Wygnańca (jest we wpisie kończącym ubiegły rok).
Kolejnych sześć sztuk upolowałem na eBay. Na podium dwie pozycje, którymi zdążyłem się pochwalić: Prawie medal i paryski żeton z 1848 roku. Trzecią pozycją jest niepozorny miedziany drobiazg, grosz Augusta III z kontrmarką (Boiko-Gagarin nr 19).
Na jeden okaz z eBay, kupiony w połowie grudnia jeszcze czekam. Mam nadzieję, że dotrze do mnie, ale co to jest, pewności nie mam - opis sprzedającego "Uralte Münze / Medaille; Herkunft mir unbekannt" niczego nie wyjaśnia. Na zdjęciu dopatrzyłem się ciekawie wyglądającego miedziaka Augusta III. Czekam cierpliwie, może dotrze.
Od różnych sprzedawców na OneBid kurierzy i poczta dostarczyli następną szóstkę. Dwa fałszerstwa monet królestwa Polskiego 1917-1918 na szkodę emitenta, żeton kelnerski z lokalu Hawełki,
trojaka Poniatowskiego z 1784 r., medal z 1928 r. na stulecie Banku Polskiego i dwudziestozłotówkę z 1925 r. (zaszalałem!). Na brakujące mi jeszcze z II RP Nike 1932, "głęboki sztandar" i Konstytucję nie liczę. Nie moja liga.
Z MA (MA-Shop i MA-Auction) po jednej monecie - podwójny sol paryski Walezego i szeląg Augusta III z 1752 r. (literka S, AVGVSTVS), który zastąpił brzydszy egzemplarz kupiony lata temu. Tu zaliczyłem też wpadkę - trzeci zakup nie dotarł, tzn. list dostałem, tyle że monety w nim nie było. Strata niewielka, około 20 złotych tylko, bo sprzedawca preferuje przesyłki nierejestrowane. Będę go omijał szerokim łukiem.
Na Numimarkecie kupiłem kolejne dwie monety, grosz Augusta III z 1760 r. (Kopicki 11271 R, Kahnt 593) i dziesięciofenigówkę z 1917 roku z nieznanym mi wcześniej zdwojeniem stempla rewersu.
Jedną monetę kupiłem "przez internet" - zaakceptowałem przysłaną mi ofertę i mam -
hybrydowe 2 złote z 1988 roku.
Nic nie kupiłem na giełdach i targach staroci. Oferowane monety były albo w fatalnych stanach, albo w cenach urągających zdrowemu rozsądkowi. Może kiedyś, coś...
Nic nie kupiłem na Facebooku - nie mam tam konta i mieć nie zamierzam, zwłaszcza po lekturze wspomnianego na początku wpisu Sławka.
Jak widać poluję w różnych "lasach" i tak pozostać musi. Wiem, że przeróżne poradniki zalecają kupowanie od profesjonalistów. Ma to zabezpieczać przed kupowaniem falsyfikatów i innymi oszukaństwami. Cena tego zabezpieczenia niestety wydaje mi się przesadzona. Standardem są opłaty aukcyjne od 18% do 20%. Jak dla mnie, za dużo. Dlatego zaglądałem i zaglądać będę w mniej oczywiste zakamarki. Kusi mnie jeszcze wypróbowanie europejskich pchlich targów. Muszę się wybrać na jakiś flohmarkt do Niemiec lub Austrii. Jeśli się uda, oczywiście podzielę się wrażeniami.