Google Website Translator Gadget

czwartek, 19 września 2013

Rachunek ekonomiczny.

Odwieczne pytanie - "Czy to się opłaci?". Dobrze, jeśli zadaje się je PRZED zainwestowaniem albo założeniem firmy (pomińmy aktywności dla których pytanie to nie ma najmniejszego sensu - na przykład "Chcę zacząć zbierać monety, ale czy to mi się opłaci?").

Mam w zbiorze pięciogroszówkę z 1923 roku. O, taką:
Nie. To nie jest to słynne brązowe yeti polskiej numizmatyki. Chociaż...
Nie wiem, z jakiego metalu jest moja moneta. Kupiłem ją w 2011 r. na Allegro za całe czternaście złotych. Aukcja nr 1446157564 - Rzeczpospolita Polska  5 Groszy 1923r SKRĘTKA !!!
Skrętki monet II RP są rzadkie więc się skusiłem. Nędzny stan zachowania odstraszył konkurencję - wygrałem.
Moneta ewidentnie z ziemi. Skręcenie stempli nie jest jej jedyną wadą "fabryczną".  Na awersie, na godz. ósmej jest jeszcze coś, co może przypominać pęknięcie stempla, ale nim nie jest. Ślady pęknięć stempli są wypukłe, a na monecie jest wgłębienie. Coś takiego może powstać wskutek pęknięcia krążka pod naciskiem stempla ale takie pęknięcia są widoczne po obu stronach monety. Albo...
Albo jest to wada odlewu. Po upuszczeniu na blat stołu monety z pęknięciem krążka słychać brzydki, tępy, szybko gasnący dźwięk. Moja piątka dźwięczy ładnie. Kupiłem falsyfikat. Odlewany falsyfikat na szkodę emitenta.
Ten eksponat znam niestety tylko ze zdjęcia.
Forma odlewnicza do przedwojennych pięciogroszówek
znaleziona przez "poszukiwacza skarbów" w 2004 r.


5 groszy na początku lat 20-tych. Co za to można było kupić? Czy mogło się opłacać fałszować tak mały nominał?
W roku 1926 koszty utrzymania przeciętnej rodziny robotniczej na Górnym Śląsku wynosiły około 250 zł miesięcznie czyli pięć tysięcy takich pięciogroszówek. Stawka godzinowa robotnika oscylowała wokół jednego złotego. Wątpię, by można było odlać w ciągu godziny dwadzieścia monet posługując się taką pojedynczą formą. Za wyborem tak niskiego nominału do fałszowania mogła przemawiać tylko łatwość wprowadzania drobnego bilonu do obiegu. Pewnie nikt się pięciogroszówkom specjalnie nie przyglądał.

Co innego takie monety

Te dwa falsyfikaty trafiły do mnie niedawno dzięki uprzejmości kolegi zza wschodniej granicy. Pięciozłotówka  została znaleziona gdzieś na przedmieściach Lwowa, dziesiątka na Wołyniu.
Pięć złotych 1933 - odlew z jasnego metalu, brak srebrzenia, średnica OK, ale za lekka o 1,47 g.
Dziesięć złotych 1932 - ślady srebrzenia na ciemnym metalu, średnica za mała o 1 mm, waga o zaniżona aż o 4,67 g.

Dziesięciozłotówki fałszowano często. Niższe nominały zresztą też. Fałszowanie znaków pieniężnych, w tym monet powodowało znaczne straty materialne i groziło poważeniem zaufania do państwa. W roku 1933 odnotowano aż 5507 przestępstw tego rodzaju. Kartoteka przestępców parających się tym procederem zawierała dane 1422 osób. Oczywiście dane te dotyczą również obcych znaków pieniężnych (J. Kurpiewski, Fałszerstwa monet i banknotów, Warszawa 1990).
Dla ułatwienia eliminowania fałszywych monet z obiegu rozpoczęto produkcję prostych wag nie wymagających stosowania odważników.


Waga umożliwiająca szybkie sprawdzenie monet o różnych nominałach.
WCN aukcja 26, lot 855

Fałszywe monety wycofywane z obiegu perforowano, zapewne w celu uniemożliwienia ich powtórnego wprowadzenia do obiegu.


Banki i policja kierowały fałszywe monety do ekspertyzy do Mennicy Państwowej w Warszawie. W sprawozdaniu mennicy z działalności w latach 1930-1934 znajdujemy takie zestawienie
W zestawieniu nie ujawniono ilości monet poddanych ekspertyzie, ale pokazano strukturę nominałów. Wyraźnie widać, że po wprowadzeniu nowego wzoru pięciozłotówek w roku 1932 nastąpił gwałtowny, stuprocentowy wzrost udziału tego nominału w ogólnej liczbie falsyfikatów. Duży był też udział dwuzłotówek - na pewno wpływ na to miała wielkość monety i fakt, że niższe nominały falsyfikatów łatwiej wprowadzały się w obieg.Nominałów niższych od 10 groszy zestawienie, jak widać nie uwzględnia. Musiał to być rzeczywiście margines działalności międzywojennych fałszerzy.To, że fałszywe monety obiegowe II Rzeczpospolitej są znajdowane na terenie dawnych kresów wschodnich nie powinno dziwić. Ziemie te stanowiły przecież większą część terytorium Polski. W roku 2006 w Mińsku wydano niewielką, ale niezwykle interesująca publikację pod ciut mylącym tytułem - "Historia jednej fałszywej monety". Wbrew tytułowi, publikacja nie jest poświęcona jednej monecie. To kompleksowe omówienie fałszerstw monet obiegowych II RP. Pretekstem istotnie była jedna fałszywa moneta - dwuzłotówka 1932 ze stopu ołowiowego wchodząca w skład niewielkiego skarbu polskiego srebra odkrytego w okolicach Kobrynia w latach 70-tych. Autor bardzo dokładnie opisał falsyfikat porównując go z oryginałem. Nawiasem mówiąc, to chyba jedyna publikacja, w której można znaleźć informację, że na oryginalnej dwuzłotówce z 1932 r. na rancie jest 130 karbów ułożonych co 0,53 mm!
Sinczuk podaje również szczegółowe informacje o sile nabywczej pieniądza i wysokości zarobków. Przykładowo, za dniówkę przy żniwach płacono do 5 złotych, przy wykopkach ziemniaków do 2 złotych (porównajcie to z zarobkami śląskiego robotnika!); za krowę trzeba było zapłacić około 100 zł. Na moim blogu również znajdziecie podobne informacje.
Sfałszowanie dwuzłotówki było z pewnością opłacalne, o wyższych nominałach nie wspominając.
W dalszej części publikacji można się zapoznać z technikami produkcji fałszywych monet, składem stopu, z którego wykonano omawiany falsyfikat
oraz analizę opłacalności procederu i opis działań organów państwa skierowanych przeciwko fałszerzom. Mnóstwo cytatów, odnośników do literatury fachowej, ekonomicznej, archiwalnych akt urzędowych i przepisów prawa.

Obowiązkowa lektura dla każdego ambitnego kolekcjonera monet II RP. Wielka szkoda, że nikt jak dotąd nie pokusił się o wydanie polskiego przekładu (o ile mi wiadomo).
 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Printfriendly