Google Website Translator Gadget

poniedziałek, 2 lutego 2015

Kumulacja nudy.

Nie dość, że za oknem monotonnie do urzygania, to etapy dwóch równolegle trwających prac weszły w najmonotonniejsze i najnudniejsze fazy. Raz, uzupełnianie zdjęć monet do katalogu zbioru, dwa składanie w całość katalogu miedziaków Augusta III.

Kiedy wpisywałem w katalog zbioru drobne monety niemieckie z lat 1873-1945 (trudno i darmo, to de facto monety obiegowe ziem polskich), to jakoś brakło czasu na ich fotografowanie. Teraz się to mści, bo wygląda to tak:
Biorę kilka sztuk, układam na płycie skanera, uruchamiam program do jego obsługi
skanuję, otrzymany obraz wczytuję do GIMPa
wycinam poszczególne monety (na szczęście mają jednakową średnicę, więc raz utworzone zaznaczenie można wykorzystywać do kolejnych monet przesuwając je tylko z miejsca na miejsce).
Wycięty obraz monety trzeba teraz obrócić, bo prawidłowe ułożenie na szybie skanera udaje się raz na trzydzieści siedem przypadków (tak na oko). Do tego wykorzystuję plugin wyszukany kiedyś na stronie z dodatkami do GIMPa. Polega to na zaznaczeniu dwóch punktów  (jak wiadomo, dwa punkty wyznaczają prostą) leżących na prostej, która powinna być pozioma, albo pionowa.
Teraz zamiast wywoływać plugin z menu, naciskam kombinację trzech klawiszy (Ctrl-Shift-O), którą do tej operacji przypisałem na stałe w konfiguracji GIMPa i otrzymuję pożądany wynik.
Jak widać, zaznaczenie ścieżki nie obraca się). Tak obrobione skany awersów i rewersów zapisuję w tymczasowym katalogu i uruchamiam w terminalu programik sklejający je parami.
Na koniec wklejam otrzymane obrazy w katalog.
Nudy na pudy, ale nikt tego za mnie nie zrobi. Dawkuję więc sobie tę nudę małymi porcjami, nie więcej, niż tuzin dziennie i żeby nie zasnąć słucham przy okazji muzyki różnej i różniastej serwowanej przez Spotify.

A po uzupełnieniu kolejnego zestawu zdjęć, dla  "rozrywki" biorę się za miedziaki króla grubasa.
Cudzysłów, bo tu też akurat faza monotonnych działań. Opracowanie bazuje na katalogu monet - odmian i wariantów. A tych jest "mnóstwo dużo". Znacznie więcej, niż znaleźć można w szczegółowych katalogach Czapskiego, Gumowskiego, Kahnta, Kurpiewskiego i Baumanna. Mam w tej chwili najpełniejszy chyba zbiór szelągów i groszy koronnych Augusta III (a i tak brak mi jeszcze kilkudziesięciu monet). I przyszła właśnie pora na montowanie tego katalogu. Zdjęcia obrobiłem już dawno, ale trzeba opakować je opisami, odnośnikami do wymienionych przed chwilą katalogów, uwagami o rzadkości występowania...

Z tymi odnośnikami do literatury nie zawsze jest łatwo. Zobaczcie na przykład fragment strony z artykułu "Gubin i jego mennice" napisanego przez M. Gumowskiego.
Ktoś się pomylił i po pierwsze, we wszystkich pięciu przypadkach napisał AUGUSTUS i zapisał jednakową formę litery N znajdującej się pod herbami. Trzeba teraz sprawdzić, co kryje się pod numerem 7842 u Czapskiego. Okazuje się, że jest to szeląg podobny do n-ru 2844 ale z imieniem AVGVSTVS i odwróconą literą N (jak cyryliczne I) pod herbami. Z kolei nr 2844 to szeląg taki jak nr 2803, tylko z datą 1753. A szeląg 2803 jest szelągiem takim jak 2796, tylko że z literą N. Z kolei szeląg 2796 ma być taki jak nr 2784 ale z AUGUSTUS  z roku 1752 i literą A. I dochodzimy w końcu do szeląga 2784, czyli monety z AVGVSTVS z roku 1749, bez litery pod herbami.

Konstruowanie jasnego, przejrzystego katalogu okazuje się może mniej nudne, niż masowa obróbka zdjęć niewiele różniących się monet, ale jest bardzo uciążliwe i wymaga nieustannego skupienia. Nie można się  obejść od karteczek ze strzałkami łączącymi kolejne numery z publikacji Czapskiego i Gumowskiego.

Mozół.

P.S.
Po poprzednim wpisie trafiła mi się fucha. Kolega (jak się okazuje, koledzy z pracy też zaglądają na mojego bloga, choć monetami się ie interesują) - ale nie ten, który sprowokował mnie do rozpisywania się o Linuksie - poprosił mnie o pomoc. Stwierdził, że jego komputer "zamula", że w odstępach półrocznych mniej więcej łapie jakąś zarazę, na którą jedynym lekarstwem jest stawianie systemu od nowa (Windows XP) i traci już do tego cierpliwość. Chciałby sprawdzić, czy to co napisałem o Linuksie to prawda.
Poczucie misji nie pozwoliło mi na odmowę.

Po wspomnianych reinstalacjach systemu kolega nabrał dobrego zwyczaju trzymania ważnych plików na osobnej partycji. Trzeba było przenieść na nią tylko kilka rzeczy, które nie wiadomo dlaczego zapisały się w "moje dokumenty" na dysku systemowym i wyeksportować zakładki Firefoxa. Z pocztą nie było problemu, bo kolega trzyma ją na serwerze, wystarczyło zapisać ustawienia konta.
Odpaliliśmy komputer z "gwizdka" USB, sesja Live Netrunnera uruchomiła się bezproblemowo. Pokazałem koledze jak to mniej więcej wygląda i zapytałem
- no i co, instalujemy?
- Raz kozie śmierć, instaluj. Jak mi się nie spodoba to chyba da się to sformatować i na nowo postawić Windowsa?
- Da się.
Po kliknięciu w ikonę uruchamiającą instalację Netrunnera na HDD podaliśmy niezbędne dane (język, strefa czasowa, nazwa użytkownika, hasła) i po niecałych dwudziestu minutach system poprosił o ponowne uruchomienie komputera.
Po około trzydziestu sekundach kolega zalogował się i zapytał:
- To co teraz? Sterowniki, edytor tekstu, Skype, jakiś program i kodeki do multimediów?
- Wszystko już jest. Na razie ustawię Ci tylko automatyczne montowanie partycji z Twoimi plikami. Jest sformatowana pod Windowsem, ale zostawimy ją na wszelki wypadek bez zmiany. Jak Ci się Linuks nie spodoba, to nie trzeba będzie znowu tego zmieniać. Trzeba tylko zaimportować zakładki Firefoxa, doinstalować rozszerzenia, ustawić pocztę. Jakby coś nie działało, to pomogę Ci poustawiać.
- Jak to jest? Jak formatowałem Windowsa, to musiałem wszystko na nowo instalować, pół dnia mi to zajmowało.
- Spróbuj. Tu jest menu do uruchamiania programów. Pobaw się.

Po pół godzinie żegnałem się z kolegą, który nie mógł się nadziwić. Libre Office czytał wszystkie pliki, które powinien, muzyka grała, filmy miały polskie napisy, Skype łączył z dźwiękiem i obrazem, logowanie do poczty poszło bez problemu.

Dlaczego ludzie w ogóle używają Linuksa?
- Bo instalacja i uruchomienie w pełni funkcjonalnego, wyposażonego w niezbędne do pracy programy zajmuje niecałą godzinę.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Printfriendly