Google Website Translator Gadget

sobota, 6 stycznia 2018

Jak radzić sobie z wyborem i analizą informacji.

Tytuł dzisiejszego wpisu, to fragment komentarza pod wpisem z 20 grudnia 2017.
Jeszcze ciekawszy artykuł byłby na temat, jak radzić sobie z wyborem i analizą informacji. To naprawdę szerszy problem. 
Odpowiedziałem wtedy
To wykracza daleko poza tematy numizmatyczne, ale to temat bardzo ważny. Kto wie, czy nie najważniejszy w świetle tego, co wyprawia się na całym świecie od kilku lat i prędzej coś o tym napiszę, niż o mennictwie Konstantyna.
Czytam teraz powolutku niewielką książeczkę Richarda P. Feynmana The Meaning of it all. Thoughts of a Citizen-Scientist. Powolutku, bo w oryginale - nie mam niestety polskiego tłumaczenia wydanego w 1999 roku pod tytułem "Sens tego wszystkiego. Rozważanie o życiu, religii, polityce i nauce" (swoją drogą - jeśli tak przetłumaczono tytuł, to może lepiej czytać oryginał, niż tłumaczenie).
Feynman, to cytując za Wikupedią, "...amerykański fizyk teoretyk; uznany za jednego z dziesięciu najlepszych fizyków wszech czasów w 1999 roku. Jeden z głównych twórców elektrodynamiki kwantowej, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki w 1965 za niezależne stworzenie relatywistycznej elektrodynamiki kwantowej." Od jego "Wykładów z fizyki" zaczynały się nasze studia na fizyce na Uniwersytecie Śląskim.
Fundamentem dzisiejszego wpisu jest przekonanie wyrażone przez Feynmana we wspomnianej książeczce, że warunkiem rozwoju nauki, technologii, kultury i w ogóle "tego wszystkiego" jest wątpliwość. Kiedy znika wątpliwość, zaczyna się zastój.
Jak to się ma do naszego hobby?
Zacznijmy do tego, jakich informacji poszukują kolekcjonerzy monet. Najczęściej chodzi o trzy rzeczy - o identyfikację monety, ustalenie jej wartości, rozstrzygnięcie - oryginał czy falsyfikat. Nie będę się rozpisywał o miejscach, gdzie takich informacji szukać należy. Pisałem o tym już wiele razy. Zresztą i tak pierwszym dostawcą informacji będzie po prostu wyszukiwarka internetowa, czyli w praktyce (bo taka jest statystyka) Google.
Pytamy i dostajemy w odpowiedzi krótszy lub dłuższy katalog odsyłaczy do miejsc w internecie, gdzie powinny być interesujące nas informacje. Odsyłaczy ułożonych w kolejności, którą algorytmy Googla uznały za właściwą dla osoby zadającej pytanie. Ustaliły na podstawie zebranych przez siebie wcześniej cech pytającego (najczęściej odwiedzane strony, miejsca przebywania, dokonywane przez sieć zakupy itp.). Pierwszym błędem popełnianym przez większość internautów, jest bezkrytyczne przyjmowanie, że ta kolejność jest właściwa i że najważniejsze i najlepsze odpowiedzi są na początku listy. Dlatego dobrze jest korzystać z wyszukiwarek używając w przeglądarce trybu prywatnego. Nie mówię, że zaproponowana kolejność nie może być właściwa. Mówię, że bezpiecznie jest mieć wątpliwości, co do tego. Szczególnie, gdy próbujemy ustalić wartość monet, bo z reguły na pierwszych miejscach dostaniemy nie informacje najnowsze, tylko te, do których najczęściej trafiali poszukiwacze wiedzy. Dlatego pytając o wartość monety, sortuję listę odpowiedzi po czasie, wybierając na przykład wiadomości z ostatniego roku, albo miesiąca.
Zwykle ciekawi jesteśmy aktualnych cen na miejscowym rynku, bo co nas obchodzi, ile za denary Nerona płaci się na przykład w Australii. Dlatego oprócz posortowania po dacie, pożyteczne bywa ograniczenie odpowiedzi do konkretnego języka wskazywanych stron internetowych.
Pozostajemy przy wycenach  - ograniczyliśmy listę do stron polskich z ostatniego miesiąca posortowanych po dacie. Na początku listy będą zwykle notowania z Allegro. Wchodzimy na kolejne strony i sprawdzamy ceny - rozrzut może być potężny, głównie ze względu na różne stany zachowania, ale też i ze względu na tożsamość sprzedającego. U renomowanych sprzedawców licytuje się wyżej.
Najważniejsze jest jednak, by nie brać pod uwagę transakcji, których nie było - aukcji, w których nikt nie licytował, ofert sprzedaży za ustaloną cenę, w których nie było ani jednego nabywcy. Sprzedający może wystawić cenę wywoławczą lub ofertową jaką zechce, ale dokąd nikt jej nie zapłaci, nie będzie ona miała nic wspólnego z rynkową wartością monety.
Taki wynik poszukiwań rynkowej wartości aluminiowego grosza z 1949 roku mówi tylko tyle, że najprawdopodobniej jest ona niższa niż 14,99 zł + koszty wysyłki, ale możliwe jest też, że o braku chętnych zadecydowały opinie wystawione sprzedającemu po wcześniejszych aukcjach.

Próbując zidentyfikować monetę lub ocenić jej autentyczność mamy dwie ścieżki postępowania. Albo samodzielnie przeszukujemy sieć i porównujemy zdjęcia z monetą, którą mamy lub zamierzamy mieć, albo wysyłamy zdjęcia gdzieś w sieć i prosimy o pomoc.
Samodzielność jest godna polecenia, bo tego, co sami zobaczymy, czego się drogą dedukcji dowiemy, to w nas zostanie i pomoże w przyszłości, ale i  tu możemy nauczyć się czegoś z książek o numizmatyce nie traktujących. Wspomniałem w jednym z poprzednich wpisów o książce Daniela Kahnemana "Pułapki myślenia".  Jest w niej mowa o zasadzie, która tłumaczy zdolność człowieka do intuicyjnego oceniania co jest prawdą i podejmowania rozsądnych działań bez długich, wstępnych analiz. Zasada ta , to "Istnieje tylko to, co widzisz". Niestety, co autor również podkreśla, często zapominamy, że jest różnica między "widzę", a "wydaje mi się, że widzę". Zbyt często "widzimy" to, co widzieć chcemy. Dlatego proszenie o pomoc, o opinię innych, jest dobre.
Nie zapytamy hydraulika o przeciętną długość życia krokodyla nilowego (chyba, że wiemy, że jest miłośnikiem afrykańskich gadów i ma o nich szeroką wiedzę). Tak samo, musimy wybrać właściwych ludzi, po których można oczekiwać rzetelnej wiedzy o interesujących nas monetach. Nie ma więc sensu poszukiwanie odpowiedzi na forum nie mającym nic wspólnego z numizmatyką (chyba, że wiemy, że udziela się na nim kompetentna osoba i bezpośrednio do niej kierujemy pytanie).
Powiedzmy, że wybraliśmy odpowiednie miejsce do zadania pytania i dostajemy kilka odpowiedzi, niekoniecznie z sobą zgodnych. Która jest prawdziwa?
W przypadku próśb o identyfikację, dobra jest zasada dobrego dziennikarstwa - drukujemy, jeśli dwa (albo lepiej trzy lub cztery) niezależne źródła mówią to samo (uznajemy wiadomość, za prawdziwą).
Gdy prosimy o potwierdzenie (lub zaprzeczenie) autentyczności, bezpieczniej jest zachować się jak Edward Lyle (Brill) z filmu "Wróg publiczny" - nie ufać nikomu, nawet sobie. Dla własnego bezpieczeństwa lepiej uznać monetę za fałszywą na podstawie jednej racjonalnie uzasadnionej opinii, choćby wielu optowało za jej autentycznością. Co można uznać za racjonalne uzasadnienie, zależy od tak wielu czynników, że nie odważę się przedstawiać tu ich listy. Wspomnę tylko o jednym - o zaufaniu do konkretnego człowieka.

O numizmatyce w tym wpisie to już wszystko, ale jak w cytowanej na wstępie  wymianie zdań z komentatorem napisałem, wybór i analiza dostępnej informacji, to umiejętność, której brak większości (niestety) ludzi sprawia, że świat jest taki, jaki jest. 
W erze przedinternetowej ilość źródeł informacji dostępnych przeciętnemu człowiekowi była bardzo ograniczona. Źle powiedziane, nie tyle ograniczona, bo istniały przecież podręczniki szkolne, książki, prasa, radio, telewizja. Ludzie rozmawiali, słuchali wykładów, kazań, odczytów - w porównaniu z możliwościami internetu, informacja sączyła się powoli. 
Internet umożliwia dostęp do informacji w dowolnym czasie i miejscu i to jest dobre. Internet daje możliwość rozpowszechniania informacji każdemu w dowolnym czasie i miejscu i to nie zawsze jest dobre, bo nie każda informacja jest prawdziwa, a nawet jeżeli prawdziwa jest, to bywa opakowana nieprawdziwymi ocenami i opiniami. Ta łatwość rozpowszechniania informacji oczywiście nie ogranicza się wyłącznie do internetu. Szarlatani drukują i występują w mediach, docierając tymi sposobami również do osób, dla których internet jest czymś nieznanym. 
Dlatego WĄTPLIWOŚĆ, której znaczenie tak mocno podkreślił Feynman powinna być tym, o czym nie wolno zapominać korzystając z informacji, niezależnie od jej źródła. Najbezpieczniejsi są więc sceptyczni stoicy. Czy najszczęśliwsi, wątpię, bo trudno o poczucie szczęścia przy świadomości, że tak wiele zależy od ludzi nie wiedzących, co to wątpliwości i co za tym idzie nieodpornych na perswazję ludzi złych lub po prostu głupich.

2 komentarze:

  1. Ciekawy i wyważony wpis. W podsumowaniu zabrakło mi trochę ulubionych odnośników Autora. W artykule z 10.11.2013 r. podał Pan, z jakich stron najchętniej Pan korzysta i w jaki sposób gromadzi (zapisuje) interesujące informacje. Odnośniki związane były nie tylko z numizmatyką.

    Osobiście odwiedzam regularnie (związane z numizmatyką):
    http://tpzn.pl/
    http://www.forumancientcoins.com/
    http://www.forumancientcoins.com/dougsmith/voc.html
    https://www.coinarchives.com/
    https://en.numista.com/forum/topic65568.html
    http://wcn.pl/

    Związane z innymi zaintersowaniami:
    http://www.polskiastrobloger.pl/
    https://www.space.com/

    Ciekawych i wartościowych stron jest całe mnóstwo. Nie sposób ich tu wypisywać, w ramach komentarza. Zachęcam do podzielenia się odnośnikami związanymi z numizmatyką lub innymi zainteresowaniami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na forach, które Pan wskazał i które ja też wielokrotnie sugerowałem, również znajduje się informacje różnej wartości, w tym i zupełnie bezwartościowe.
      Wpis miał dotyczyć nie miejsc - źródeł informacji, tylko umiejętności korzystania z nich, w tym głównie umiejętności oceny wiarygodności źródła.

      Usuń

Printfriendly