Google Website Translator Gadget

czwartek, 14 czerwca 2018

Tajemniczy ołów.

Przedwczoraj, we wtorek, wybrałem się po pracy do Krakowa. Powód? Tak w ogóle, to Kraków sam w sobie jest wystarczającym powodem, ale proszę bardzo. Oto powód.
To ostatni tegoroczny wykład z cyklu "Numizmatyka, czyli co?" Na większość  poprzednich niestety jakoś czasu nie znalazłem, a temat tego zainteresował mnie już podczas ubiegłorocznej konferencji "Numizmatyka w archiwaliach i starych drukach". Pani Anna Bohnak przedstawiła wtedy korespondencję Karola Bołsunowskiego przechowywaną z zasobach archiwum Muzeum Narodowego w Krakowie. We wtorek miała przedstawić wykład poświęcony plombom drohiczyńskim ale w ostatniej chwili okazało się, że zastąpi ją Pan Mateusz Woźniak. Niewielkie, kilkuosobowe grono słuchaczy zaproszono tym razem nie do sali w przyziemiu, tylko na piętro, do sali wystaw czasowych, w której w tej chwili znajduje się ekspozycja zatytułowana "Istotne – niepozorne. Ołowiane znaki pieczętne". Mieliśmy więc nie tyle wykład, co oprowadzanie kuratorskie.
Wspomniany wcześniej Karol Bołsunowski (1838-1924), kijowski kolekcjoner i archeolog zgromadził potężną kolekcję niepozornych ołowianych przedmiotów, które masowo ujawniły się w Drochiczynie w roku 1864, po podmyciu skarpy wzgórza zamkowego przez wiosenny przybór Bugu.
Bołsunowski opublikował wyniki swoich badań między innymi w rocznikach Światowida (1902 i 1904), a także w Wiadomościach Archeologiczno-Numizmatycznych. Na wystawie pokazano między innymi korespondencję Bołsunowskiego z redakcją WNA, w tym jedną z niewydanych tablic z przedstawieniami plomb.
Teorii o przeznaczeniu tych maleńkich blaszek ołowianych Bołsunowski miał kilka. Rozważał nawet, czy nie pełniły one roli czegoś w rodzaju amuletów. Mimo wszelkich wątpliwości, najbardziej prawdopodobne jest, że były to jednak plomby. Plomby, czyli znaki potwierdzające na przykład kompletność partii towaru i fakt uiszczenia opłat celnych albo tranzytowych. Na wjeździe na pewne terytorium zakładano plomby na towary, które miały tylko przez to terytorium przejechać, a nie zostać na nim sprzedane i pobierano opłatę za pozwolenie przewozu. Przy opuszczaniu terytorium, w komorze celnej sprawdzano, czy plomby nie zostały naruszone i zwalniano transport do dalszej drogi. Najprawdopodobniej w tym momencie kupcy pozbywali się niepotrzebnych już plomb i po prostu je wyrzucali.
Taka komora celna znajdowała się w Drohiczynie, na pograniczu Rusi i Polski.
Podobne plomby znajdowano też w innych miejscach, na przykład w Czermnie utożsamianym dziś z Czerwieniem, stolicą Grodów Czerwieńskich.
Pan Woźniak zwrócił też uwagę na inną funkcję plomb. Zachowały się relacje o używaniu skórek wiewiórczych w funkcji pieniądza. Określona ilość skórek i to skórek pozbawionych sierści, nie nadających się do wykorzystania w innym celu, była ekwiwalentem określonej ilości srebra monetarnego. Plomba nałożona na sznur łączący skórki w wiązkę była gwarancją "nominału". Na wystawie pokazano fotografie drewnianych płąskorzeźb ze Stralsundu, na których przedstawiono scenę polowania na wiewiórki
i scenę przybycia do miasta wschodnich kupców trzymających w rękach takie wiązki skór.
Wystawy nie ograniczono do tematyki plomb drohiczyńskich. Pokazano na niej również ołowiane plomby z czasów późniejszych, na przykład plomby używane przez cech sukienników.
Szczególnym rodzajem plomb/pieczęci są ołowiane bulle papieskie, którymi opatrywano dokumenty wysyłane ze stolicy apostolskiej.
Kończy wystawę gablota z plombami współczesnymi, głównie z tworzyw sztucznych. Plombami, którymi jak przed wiekami zamyka się przyczepy ciężarówek, kontenery i wagony kolejowe przed wyjazdem na trasę tranzytową, podczas której towar ma nie opuszczać pojazdu.
Nadal, jak na wiązki skór, plomby nakłada się na zamknięcia opakowań na monety opuszczające mennicę.
Plomby drohiczyńskie (i wszystkie inne) raczej trudno nazwać obiektami numizmatycznymi. Nie znam relacji dowodzących by kiedykolwiek pełniły rolę pieniądza, ale bezsprzecznie można je powiązać z czymś, co dziś nazywamy obrotem gospodarczym. Czyli zawsze były i są blisko pieniądza.

P.S.
Może trudno w to uwierzyć, ale plomby, podobnie jak monety, również bywają fałszowane i są to fałszerstwa na szkodę kolekcjonerów. Przykłady takich podróbek również na wystawie pokazano.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Printfriendly