"VÄLKOMMEN TILL MYNTKABINETTET"
Żeby usłyszeć to powitanie, musicie się pospieszyć. Jedno z większych europejskich muzeów numizmatycznych zapowiedziało przerwę w działalności wystawienniczej. Chodzi o niemal pięćsetletni królewski gabinet numizmatyczny w Sztokholmie, który od 1 kwietnia 2017 zacznie stopniowo zamykać swoje wystawy. 20 sierpnia muzeum zostanie całkowicie zamknięte. Powód jest prozaiczny - pieniądze. Dotychczasowa siedziba jest własnością prywatną i koszty jej wynajmu na cele muzealne stały się zbyt wielkie. Gabinet ma zostać przeniesiony do budynku zajmowanego obecnie przez Muzeum Historii Szwecji (ul. Narvavägen). Przewidywany termin uruchomienia w nowej siedzibie, to rok 2019.

Nigdy nie miałem okazji do odwiedzenia sztokholmskiego muzeum numizmatycznego i w tym roku na pewno tego nie zrobię, ale nie wykluczam, że po otwarciu nowej siedziby, wybiorę się na północ. Zdjęcia, które można zobaczyć na stronach muzeum robią duże wrażenie.
W tym roku planuję inną wycieczkę numizmatyczną, na południe. Plan minimum, to pałac arcybiskupi w Kromieryżu z krótkim przystankiem w Kremnicy (dla odświeżenia wspomnień). Dlaczego Kromieryż? Notatka w Wikipedii wspomina o "bogatym zbiorze numizmatycznym" i już to powinno wystarczyć. Wisienką na torcie są nie monety, tylko urządzenia do ich produkcji. Z różnych internetowych źródeł dowiedziałem się, że na tamtejszej wystawie można zobaczyć między innymi "taschenwerki", które wyewoluowały z pras walcowych - stemple ryte na powierzchniach walców zastąpiono wymiennymi wkładkami mocowanymi w walcach. Te maszynki były mniej wydajne od pras walcowych, bo jeden ruch dźwigni tłoczył jedną monetę, ale były ekonomiczniejsze w użyciu. Uszkodzenie jednego stempla nie powodowało konieczności wymiany całego wałka z kilkoma stemplami.
Plan maksimum obejmuje dodatkowo Das Wiener Münzkabinett, który kiedyś polecał na swoim blogu Damian Marciniak.
Pożyjemy, zobaczymy.