Google Website Translator Gadget

sobota, 9 września 2023

Żurawie odlatują, monety przylatują (albo nie przylatują)

 Jak w tym budowlanym "sucharze" - tyle roboty, że nie ma czasu taczek załadować. A wydawało mi się, że na emeryturze będzie czas na wszystko. 

Tymczasem - ogród, znajomi, brydż, grzyby, jeziora, rower...

Dla monet też coś się udaje wykroić, ale nie tyle ile bym chciał. Poranne przeglądy ofert Allegro, eBay, OneBid, Biddr itp. plus nowe wiadomości na forach i sprawdzanie wiadomości e-mail to prawie godzina przed monitorem. 

Porządki w katalogu zbioru i dodawanie nowych pozycji to kolejna godzina. A nowych pozycji trochę jest, bo coś się z końcem lata ruszyło. Na Allegro i nie tylko. 

 
 
 
I jeszcze kilka czeka na "obróbkę". Drobnica, ale talary i dukaty nie dla budżetówkowych emerytów. 

Między tymi, które nie przyleciały/przyjechały też są rzeczy ciekawe. 
Na etykiecie slabu mamy "Blank Planchet T-2" - wyjaśnienie jest w opisie aukcji
Oryginalny, czysty krążek jednofenigówki Królestwa Polskiego z roku 1917. Typ 2, z podniesionym rantem. Moneta posiada wżery, bardzo charakterystyczne właśnie dla rzadkiego rocznika 1917. Pozycja nienotowana w katalogach, rarytas numizmatyczny o dużej rzadkośći. Moneta z certyfikatem amerykańskiej firmy PCGS - nota XF Details (stan zachowania II, z potwierdzoną dopiskiem "Env. Damage" charakterystyczną powierzchnią).

Nie licytowałem, bo mam. Nie w slabie, ale też krążek po wstępnej obróbce powodującej powstanie wypukłości obrzeża. 

Wybita już jednofenigówka 1917 pojawiła się na FB (chyba nadal jest dostępna). 

Nie przymierzam się do zakupu, bo mam. Poza tym to już trzydziesty siódmy egzemplarz odnotowany przeze mnie. Chyba przeszacowałem rzadkość, R4 wydaje się właściwsze, niż R5.

Jak już jesteśmy przt Królestwie Polskim, to miałem chrapkę na ten okaz. 

W moim katalogu 1.3.1.c. ale w powiększeniu wygląda tak 
Czyli najprawdopodobniej nie Doubled Die tylko Machine Doubling. Chciałem sprawdzić organoleptycznie, ustawiłem limit, ale sprzedający aukcję zakończył. Napisałem do niego, ale na razie brak odpowiedzi.

Próbowałem jeszcze tu 
poległem - za niski limit, ale niewiele brakowało.

I tu 
Ta dwuzłotówka była na Allegro Lokalnie, a tam snajper nie zawsze działa, jakbym chciał. Czasem mu się udaje, ale najczęściej (niestety) nie. Szkoda, bo limit dałem znacznie wyższy. Niestety nie miałem czasu, żeby siedzieć przy komputerze i ręcznie podbijać ofertę co pięć minut, bez pewności, jak długo będę musiał się tak męczyć.

A żurawie, jak co roku, od tygodnia mniej więcej , dzień w dzień krążą wysoko w mniejszych lub większych grupach, formując klucze i głośno się nawołując, przygotowują się do odlotu. 

Ja nie odlatuję. Ładnie tu. 
 

Monety, które gdzieś "odleciały" prędzej czy później wrócą, jak te żurawie. Może nie te same, ale podobne albo prawie takie same. Jak mawia kolega "sępy, to cierpliwe ptaki" więc cierpliwie czekam wypatrując zdobyczy.

poniedziałek, 21 sierpnia 2023

A L' HÉROÏQUE POLOGNE - ciąg dalszy.

Po opublikowaniu pierwszego wpisu poświęconego medalowi A L' HÉROÏQUE POLOGNE,  prośbie umieszczonej na forum TPZN i zapytaniach skierowanych do Muzeum Czapskich dostałem wiele odpowiedzi. Wszystkim, którzy zareagowali, bardzo dziękuję. 

Fantastycznie rozwinęła się korespondencja z Krakowem. Pani Agnieszka Smołucha-Sładkowska, która zajmuje się medalami u Czapskich przysłała mi informacje "z pierwszej ręki", czyli z dokumentów przechowywanych w muzeum.

Komedia pomyłek!

W katalogu kartkowym sporządzonym własnoręcznie przez Emeryka Hutten-Czapskiego medal A L' HÉROÏQUE POLOGNE jest opisany prawidłowo (prawie) - zapisano tam, że medal jest srebrny i podano parametry metrologiczne.  

Podczas pracy nad drukowanym wydaniem drugiego tomu katalogu popełniono błąd. W rubryce "m" - metal pojawił się skrót Æ oznaczający miedź lub jej stopy, a w rubryce "p" - zamiast wagi umieszczono kropkę. Hrabia Czapski pomyłkę zauważył i w swoim egzemplarzu katalogu ręcznie naniósł odpowiednie poprawki. Skan tego zapisu umieściłem w poprzednim wpisie i tu też go przypomnę. 

Ręcznie wpisaną wagę łatwo zauważyć, ale żeby dostrzec, że zmieniono zapis dotyczący metalu, trzeba się bardzo uważnie przyjrzeć. Poprawka z Æ na 🜇 jest niemal niedostrzegalna - ja w każdym razie ją przeoczyłem. 

Wielu kolekcjonerów i chyba wszystkie polskie firmy numizmatyczne korzystają z bardzo popularnego reprintu katalogu. 

Jego wydawcy korzystali z egzemplarza, w którym poprawek Czapskiego nie ma. 
I tu widzę pierwszy poważny problem. Doświadczony kupiec, znający rynek musi wiedzieć po pierwsze, że sprzedaje odbitkę z brązu a nie srebrną i po drugie, że takie odbitki są pospolite, łatwo dostępne w każdym czasie i nie ma mowy o stopniu rzadkości R4. Dlatego uważam, że oferując medal w brązie nie powinno się pisać, że to Czapski-3831 o rzadkości R4.
Taki opis aukcyjny:
Medal, a L'Heroique Pologne (Bohaterskiej Polsce) 1831
sygnowany BARRE.FECIT
brąz, średnica xx,x mm, waga yy,yy gramów
Literatura: Hutten-Czapski 3831 (R4)
to nie zaniedbanie, tylko świadome okłamywanie klientów. Albo lenistwo i niekompetencja. Nie wiadomo, co gorsze. 

To nie koniec pomyłek. W piątym tomie katalogu Czapskiego jest informacja o jeszcze jednym egzemplarzu. 
Informacja z muzeum Czapskich:
W t. 5 katalogu (sporządzanym już przez Gumowskiego) pojawia się drugi egzemplarz srebrny pod numerem 10.448 opisany przez Gumowskiego jako "taki jak 3831 ale w srebrze", podejrzewam, że może to być pomyłka Gumowskiego (pewnie Gumowski nie zorientował się, że w 2 tomie katalogu jest błąd), bo w kolekcji nie mamy drugiego srebrnego egzemplarza.
Egzemplarzy brązowych mamy łącznie w kolekcji 7 (w tym to jedno srebro, jeden brąz złocony i jeden brąz srebrzony), a u Czartoryskich jest jeszcze kolejne 12 sztuk (wszystkie w brązie).

W opisie pozycji 10448 czytamy jeszcze "...avec lampe incuse sur la tranche", czyli z wklęsłym oznaczeniem przedstawiającym lampę umieszczonym na rancie.

Okazuje się, że od 30 marca 1832, mennica paryska na bitych przez siebie medalach i żetonach nanosiła wklęsły znak gwarantujący pochodzenie i status metalu szlachetnego. Znak ten szybko stał się znakiem producenta i został rozszerzony na zwykłe metale. Zmieniał się w czasie, więc mamy możliwość ustalenia rzeczywistej daty bicia medali, co pomaga zidentyfikować późniejsze bicia z oryginalnych stempli. Poniższą ilustrację pokazującą oznaczenia mennicy paryskiej przedstawił na forum TPZN kol. konosament. 

Lampka oliwna była znakiem stosowanym w latach 1832-1841.

Jest też informacja, że taki medal został opisany w katalogu Die Reichelsche münzsammlung in St. Petersburg. v.2 pod numerem 2785. Oczywiście jest. 

Opis dotyczy medalu w srebrze. Nie ma wzmianki o znaku na rancie, nie ma określenia stopnia rzadkości. 

Poprosiłem o sprawdzenie, na którym egzemplarzu jest znak lampki. Odpowiedź mocno mnie zaskoczyła, przypuszczam, że autorkę odpowiedzi również. Odpowiedź bowiem wygląda tak: 
Sytuacja wygląda tak - jak pisałam Panu w poprzednim mailu - u nas jest tylko jeden medal srebrny, nie mamy drugiego srebra, i wszystko wskazuje na to, że numery Czapskiego 10448 i 3831 to jeden i ten sam egzemplarz (wydaje się, że Gumowski popełnił błąd, bo opisując medal 10448 napisał - błędnie przecież - "paraille au no. 3831, mais [ALE] frappe en argent", tak jakby 3831 nie był bity w srebrze, a wiemy przecież, że był). Nie mamy żadnego śladu po numerze 10448. Srebro, które mamy (jest w gablocie na wystawie stałej), ma puncę z lampką, pomimo braku informacji o lampce w katalogu przy opisie egzemplarza 3831 (tom II) nie znaczy to jednak, że nie jest to 3831 - informacja o lampce jest bowiem uwzględniona w opisie medalu 3831 na karteczce rękopiśmiennej w katalogu kartkowym.
Podsumowując: w kolekcji Czapskiego był i jest tylko jeden srebrny medal A L' HÉROÏQUE POLOGNE. Numer w katalogu to 3831, a jego stopień rzadkości to R4. 
Powoływanie się na te dane w katalogach aukcyjnych i ofertach sprzedaży odbitek w brązie jest nadużyciem.

Sprawa metalu wydaje się rozwiązana. Teraz kwestia pochodzenia. W katalogach kolekcji  Reichela i Czapskiego mowa o Komitecie Brukselskim. Mowa też o postaci wspierającej Polonię - ma to być Belgia w czapce frygijskiej. W obu katalogach autorzy zaznaczyli, że na rewersie jest lew - herb Belgii.

Zacznijmy od tego ostatniego elementu. 

Lew na medalu. 
Lew na XIX-wiecznej monecie belgijskiej.

Belgijski lew nie ma miecza w łapie! Lew z mieczem w prawej łapie pojawia się natomiast w herbie francuskiego miasta Lyon. Nie zawsze, ale w interesującym nas okresie tak. Przywrócenie monarchii we Francji w roku 1815 zaowocowało między innymi zmianą herbu Francji i zgodą Ludwika XVIII dla francuskich miast na powrót do herbów, których używały przed rewolucją. Oprócz tego, król nakazał dodanie do herbu Lyonu miecza w prawej łapie lwa, aby upamiętnić oblężenie Lyonu, które miasto przetrwało w 1793 r. oraz w uznaniu wkładu miasta w walce przeciwko rewolucji. 
Herb Lyonu w 1831 roku.

Wszelkie wątpliwości, co do pochodzenia medalu rozwiewają dokumenty, w tym listy Joachima Lelewela, ale najważniejsze jest sprawozdanie działającego w Lyonie Towarzystwa Bazaru Polskiego z pracy i  wykorzystania funduszy w latach 1831-1836. 
Znajdujemy w nim szczegółowe dane dotyczące emisji medalu. 
Po stronie kosztów widzimy 7512 franków za wybicie w mennicy paryskiej 5008 medali w brązie i  34,8 franka za wybicie tam 2 medali w srebrze. Inne koszty, w tym wynagrodzenie dla medaliera wyniosły 1390,75 franka. Mowa też o pozłoceniu czterech medali brązowych. Po stronie przychodów podano, że we Francji sprzedano 3142 medale, a poza jej granicami 135. Medale we Francji sprzedawano po 5 franków. Oprócz tego 500 sztuk otrzymał książę Czartoryski, 628 sztuk rozprowadzono korespondencyjnie, a w kasie Towarzystwa pozostawało w 1836 roku 730 medali, z czego 147 sztuk pozostawiono do rozliczenia niezwróconych talonów subskrypcyjnych. 17 medali Towarzystwo rozdało, trzy zaginęły.  
Jest też wzmianka, że otrzymano 40 franków bezpośrednio od emitenta (mincerza?) jako opłatę za zgodę na wybicie dodatkowych ośmiu medali w srebrze. Pierwotnie wybite dwa srebrne medale do roku 1836 pozostawały w kasie towarzystwa.

Potwierdzeniem, że cały czas mowa była o medalach A L' HÉROÏQUE POLOGNE jest umieszczony w sprawozdaniu cytat z gazety Le Polonais (nr 2 z 1833 r. strona 158) 

Koniec końców, mamy informację o wybiciu 5008 medali A L' HÉROÏQUE POLOGNE w brązie i 10 w srebrze. W żadnym wypadku nie wolno więc dla nich podawać jednakowego stopnia rzadkości. 

Bardzo się cieszę, że wypatrzyłem ten medal na eBay i że udało mi się go kupić. Dzięki temu udało się wspólnymi siłami wyjaśnić przyczyny błędów w katalogach aukcyjnych i ustalić rzeczywiste stopnie rzadkości odbitek w brązie i srebrze.
Nie koniec na tym. Kilka dni temu szczęśliwie miałem okazję do osobistego spotkania i długiej, fantastycznej rozmowy ze znanym kolekcjonerem i znawcą medali. Przy okazji mogłem  zobaczyć brązowy odlew z modelu medalu wykonanego przez Jeana Barre, medal brązowy posrebrzony i ciekawostkę - cynowy odlew medalu.  

Zakup jednego, z pozoru pospolitego i powszechnie znanego obiektu, a tyle radości z dochodzenia do prawdy i poznawania historii Europy, Polski, ludzi...

środa, 9 sierpnia 2023

A L' HÉROÏQUE POLOGNE

"Kilka dni temu udał mi się jeszcze jeden zakup. Ten zasługuje na osobny wpis. Więcej o nim za kilka dni."

No to do roboty. 

Medale, to margines moich numizmatycznych zainteresowań. Do niedawna miałem trzy - aluminiowy z 1929 roku, możecie go znać z okładki mojego katalogu monet II Rzeczpospolitej. 


Srebrny - medal mojego dziadka Adama. Stan fatalny, ślady czyszczenia ostrym proszkiem (popiół?), oderwane uszko, ale pamiątka rodzinna.  
Mosiądzowany cynk - medal Laszczki z 1917 roku Tadeusz Kościuszko "PIERWSZY KROK DO ZWYCIEZTWA - POZNAC SIE NA WŁASNEJ SILE". 
W 2007 roku wypatrzyłem go na eBayu i kupiłem bardzo tanio pod wpływem impulsu. Miałem też kupiony na tej samej zasadzie medal nagrodowy - był jednym z bohaterów wpisu z października 2011 roku. Już go nie mam, trafił w godne ręce.

Medal, któremu poświęcam dzisiejszy wpis też kupiłem na eBayu. Francuskim. Zawsze mi się podobał, więc dlaczego nie spróbować sił w licytacji. A nuż się uda. I się udało. 

Całkiem ładny egzemplarz, z jednym niewielkim obiciem na rancie. To częste w przypadku tych medali bo są duże i ciężkie. Każdy upadek na twardą powierzchnię musi spowodować uszkodzenie. 

A mój jest wyjątkowo ciężki. Przeszukanie archiwum OneBid odkrywa 9 egzemplarzy. Wagę i średnicę podano w ośmiu przypadkach.

Brąz, średnica 51 mm, waga 62,1 g.
Brąz, średnica 51,3 mm, waga 57,9 g.
Brąz, średnica 51.5 mm, waga 52.66 g.
Brąz, średnica 51,3 mm, waga 62 g.
Brąz, waga 59,80 g, średnica 51 mm.
Miedź, średnica 51 mm, waga 62.57 g.
Miedź, średnica 51 mm, waga 63,5 g.
Brąz, waga 51,27 g, średnica 51 mm.

Mamy niewielki rozrzut średnicy - od 51 mm do 51,5 mm i całkiem spory rozrzut wagi - od 51,27 g do 63,5 g. Dlaczego medale bite stemplami tak bardzo różnią się metrologią? 

Mój egzemplarz jeszcze bardziej odstaje wagą od średniej. 

Średnica 51,5 mm. 

Aukcyjne opisy z notowań zarejestrowanych na OneBid, jeżeli zawierają informacje o literaturze, zawsze podają "Czapski 3831 (R4)". Tymczasem u Czapskiego...  

Rysunek się zgadza. Przy okazji kolejny raz można się zachwycić pracą małżonki hrabiego. 

Z opisem jest gorzej.

Średnica się zgadza - 51,5 mm, waga niezupełnie - 68,1 g, ale największa różnica dotyczy metalu. Wszystkie notowania z OneBid to brąz lub miedź, a u Czapskiego mamy 🜇, czyli argentum. Srebro!!! Pisząc o egzemplarzach wybitych w stopach miedzi nie powinno się podawać, że to "Czapski 3831". Co najwyżej można pisać, że "rysunek jak Czapski 3831". A już w żadnym wypadku nie  wolno podawać stopnia rzadkości R4. Ten powinien dotyczyć odbitek w srebrze! Ale czy zna ktoś z Was jakieś notowania A L' HÉROÏQUE POLOGNE w srebrze? Ja trafiłem tylko na sztuki opisane "brąz srebrzony". 

U Czapskiego czytamy też "Médaille frappée par le Comité de Bruxelles.". Zgodnie z tym, w opisach aukcyjnych standardowo podaje się "Wybity nakładem Komitetu Brukselskiego "Bohaterskiej Polsce po Powstaniu Listopadowym". Mam co do tego pewne wątpliwości. Zarówno autor stempli, jak ikonografia awersu wskazują na Francję. Fakt, nie wyklucza to, że inicjatywa emisji narodziła się w Belgii, ale  w opisie egzemplarza przechowywanego w Luwrze też brak informacji o jakichkolwiek związkach medalu z Belgią. 

Ciekawa sprawa. Podrążę jeszcze ten temat.

Ciąg dalszy.


poniedziałek, 31 lipca 2023

Rozmaitości - lipiec 2023

Nazbierało mi się kilka tematów. Za małych na osobne wpisy, a na tyle ważnych (IMHO), że nie można ich pominąć.

Grading. Wiadomo, pomaga w sprzedaży.  

 

Napisałem kiedyś krótki felieton o perspektywach inwestowania w nowe monety obiegowe KOLEKCJA - INWESTYCJA. Pisałem o bankowych rulonach po 50 monet, ale naturalnym rozwiązaniem byłyby oczywiście mennicze woreczki po 100 sztuk. To spowodowałoby, że wkład wyniósłby 1934 złote, ale zyski też powinny się podwoić. Nie zrealizowałem planu w całości, część monet zdążyłem już sprzedać ale patrząc na wyniki aukcji obiegówek z 1990 roku nie mam powodów do zmartwień. 

Skalę ocen używaną przez firmy gradingowe, jak pamiętamy, zaproponował Dr. William H. Sheldon. Natrafiłem niedawno na ciekawą informację na jego temat. 
Zaczęło się w roku 1946 - George H. Clapp przekazał Amerykańskiemu Towarzystwu Numizmatycznemu kolekcję wczesnych jednocentówek (U.S. large cents), jedną z największych tego typu kolekcji, jaką kiedykolwiek stworzono. Kilka lat później pan Sheldon rozpoczął badania nad kolekcją dużych centów ANS i zamienił 129 własnych dużych centów na te z kolekcji Clappa, dopasowując dokładnie odmianę matrycy, aby ukryć zamianę. Przyjemniaczek! 
W tym roku jedna z tych monet została zwrócona do ANS przez rodzinę Husaków. Chuck Heck, członek ANS i wybitny ekspert od dużych centów, potwierdził podejrzenia rodziny Husak, że moneta była jedną z tych skradzionych z kolekcji ANS i został upoważniony do działania jako agent w imieniu rodziny. ANS planuje przekazać rodzinie Husak monetę, którą Sheldon wymienił na skradzioną monetę, bo rutynowo monety, które Sheldon podrzucił w miejsce kradzionych, przekazywane są osobom zwracającym oryginały zawłaszczone przez Sheldona. Po ostatnim zwrocie, jeszcze 44 monety ze 129 pozostają nieodzyskane.

Teraz inna polska obiegówka - 50 groszy 1923. 
Fe! Jakaś pogięta, podrapana. Można by tak myśleć, gdyby nie mały znaczek pomiędzy literą S, a wieńcem. 
Znaczek Huguenin Hermitage, szwajcarskiej mennicy w w le Locle. Można będzie tę monetkę wylicytować na aukcji CHS Basel Numismatics

Sztuczna inteligencja - nie znika z nagłówków. Jesteśmy nią straszeni albo na odmianę, reklamuje się nam ją, jako fantastyczne narzędzie, które ułatwi życie, da szczęście i bogactwo. 
Testuję możliwości, i... 
na razie nie zachwyca.

Giełdy i targi staroci - regularnie bywam na niedzielnych targach w Chojnicach. Z mizernym skutkiem. Podobnie było na targu towarzyszącym Dniom Borów Tucholskich w Tucholi. 
Wróciłem z niczym. 

Za to zakupy internetowe ostatnio się udają. 
Między innymi udało mi się dołożyć do zbioru kolejny przykład grosza Augusta III z kontrmarką. 
Panowie z WCN opisali go tak 
Kontrmarka (kontramarka?) została zidentyfikowana na podstawie publikacji Бойко-Гагарин А.С., Гринкевич В.И., Цвирко С.Л., Зайончковский Ю.В. Сводный каталог частных денег второй половины XVIII века в Восточной Европе // Львівські нумізматичні записки, №10, 2013, Львів, 2014, с. 23-35. Jej częścią jest ilustrowany katalog dostępny w sieci. Wszystko byłoby OK, gdyby nie pomyłka WCN. 
Jak widać, moja moneta to nie numer 18, tylko 17. Fakt, "z kontramarką Stanisława Augusta Poniatowskiego" wygląda lepiej, niż "z anonimową kontramarką". Nie dla opisu licytowałem. 

Kilka dni temu udał mi się jeszcze jeden zakup. Ten zasługuje na osobny wpis. Więcej o nim za kilka dni. 

Skarb bydgoski - w końcu dotarłem na wyspę młyńską i obejrzałem wystawę. 
Piękne monety. Szkoda, że znalezione razem z nimi ozdoby są teraz poddawane zabiegom konserwacyjnym i zamiast nich pokazano tylko zdjęcia. 
Dwa zaskoczenia - pierwsze pozytywne - pan pilnujący wystawy, z pozoru typowy ochroniarz, okazał się niezłym przewodnikiem, oczytanym, elokwentnym, pomocnym laikom zwabionym na wystawę magią złotego skarbu.  
Drugie zaskoczenie przykre. Stałą ekspozycję muzeum pieniądza zamknięto. Jest teraz niedostępna. Podobno są poważne problemy konserwatorskie spowodowane warunkami środowiskowymi. 
Nie tylko Bydgoszcz ma z tym problem. To samo zdarzyło się w Dreźnie w Gabinecie Numizmatycznym otwartym na nowo w roku 2015. Krótko po udostępnieniu gabinetu dla zwiedzających, bo już w kwietniu 2017 poinformowano, że:
Gabinet Monet Państwowych Zbiorów Sztuki w Dreźnie musi zostać tymczasowo zamknięty ze skutkiem natychmiastowym. Jest to spowodowane zmianami na powierzchni niektórych srebrnych monet i medali, które zaobserwowano od końca 2016 roku. Zamiast naturalnie narastającej patyny mają one mlecznobiałą powłokę. Uszkodzone obiekty zostały natychmiast usunięte z gablot i są poddawane zabiegom w pracowni konserwatorskiej. Już teraz można powiedzieć, że zaistniałe zmiany powierzchniowe można naprawić za pomocą środków konserwatorskich, a obiekty można przywrócić do stanu nadającego się do ekspozycji. Ponieważ przyczyna nie została jeszcze w pełni wyjaśniona, srebrne monety i medale, które (jeszcze) nie wykazują żadnych zmian, zostały również usunięte jako środek ostrożności. Łącznie usunięto około 1400 obiektów, z których około 100 wykazywało opisane zmiany powierzchni. 
Drezdeńskie Państwowe Zbiory Sztuki zleciły analizy materiałowe i pomiary powietrza w gablotach oraz zleciły ekspertyzę. Nie dostarczyło to jednak jeszcze ostatecznego dowodu na przyczynę. Obecnie trwają intensywne konsultacje z Saksońskim Urzędem ds. Zarządzania Nieruchomościami i Budownictwem (SIB) w celu dalszego zbadania przyczyny. W ramach środków ostrożności wszystkie obiekty z wystawy stałej są obecnie usuwane.
Gabinet Monet pozostanie jednak w tym czasie obecny. Kolekcja posiada gabloty na wystawy specjalne, które umożliwiają pokazywanie tymczasowych wystaw tematycznych w różnych lokalizacjach. Staatliche Kunstsammlungen Dresden ogłosi jak najszybciej, kiedy i gdzie odbędzie się pierwsza z tych wystaw.
Teraz gabinet jest już ponownie czynny i zapewniam, warto tam zajrzeć. 

sobota, 22 lipca 2023

Kupowanie kotów w worku. Część II.

Obiecałem część drugą, więc siadam i piszę.

Wysypałem monety z pudełka i zanim zacząłem sortowanie opisane 10 dni temu, zabrałem się za pobieżne przeglądanie. Zwykła ciekawość, co też kupiłem? Klika monet zwracało uwagę świetnym stanem zachowania, jedna wielkością - meksykańskie UN PESO 1963 (swoją drogą, ciekawa moneta, bo ze srebra (?) próby 0,100), ale szczególnie zainteresowała mnie ta moneta. 

Trochę się namęczyłem szukając takiej metody skanowania, żeby było cokolwiek widać. Monety z jasną, bardzo błyszczącą powierzchnią skanuje się i fotografuje bardzo trudno - szczegóły znikają, pojawiają się odbłyski albo odbicie obiektywu w na powierzchni monety. 

Teraz już nie zbieram zagranicznych monet, ale dawno, dawno temu miałem ich bardzo dużo. Nigdy jednak nie trafiła mi się taka belgijska dwufrankówka. Sięgnąłem po mojego wysłużonego Krausego z 1983 roku i...

Nakład tylko 25.000 sztuk i nieszczególnie wysoka wycena? Nie, Krause podaje nakład w tysiącach sztuk, co oznacza, że tych monet wybito 25 milionów. I uwaga: "Wykonane w USA na krążkach do jednocentówek z 1943 roku" - takich. 
I jeszcze - emisja nie belgijska, tylko alianckiej okupacji. Coraz ciekawiej. Pora na poszukiwania w internecie. Na uCoin.net komplet standardowych informacji 
 

Zmienił się numer katalogowy Krausego, ale to nic dziwnego. Mam bardzo stare wydanie.  Mennica w Filadelfii - nic zaskakującego. W tej mennicy często bito monety dla innych państw, w tym i dla Polski.

Na Numista.com znalazłem więcej informacji. 

Pojawia się nazwisko autora stempli, John R. Sinnock - o nim za chwilę.
Jest też informacja, że monety wybito w ramach przygotowań do wyzwolenia Belgii spod niemieckiej okupacji. Spodziewano się, że nastąpi to już w roku 1944, bo z Francją, którą po przełamaniu linii frontu w Normandii w sierpniu 1944 poszło szybko. Niestety, problemy z dostawami dla wojsk frontowych i niemiecka kontrofensywa w Ardenach sprawiły, że wyzwalanie Belgii zakończono dopiero 25 stycznia 1945. 

Wracamy do monet. Numista informuje, że istnieją belgijskie dwufrankówki 1944 wybite w srebrze. 

 
Istnienie srebrnych odbitek wyjaśniono pomyłką. Filadelfia biła wtedy również monety dla Holandii. 
Pomyłka, czy "pomyłka"? Tego pewnie nigdy się nie dowiemy.
Ciekawsza jest inna sprawa - dlaczego według Numisty autorem monet stalowych, cynkowanych był John R. Sinnock, a identycznie wyglądających srebrnych Armand Bonnetain?

John Ray Sinnock (8.7.1888 – 14.5.1947) był w latach 1925 - 1947 ósmym z kolei, głównym grawerem Mennicy Stanów Zjednoczonych, projektantem między innymi 10-centówek z Rooseveltem i półdolarówek z Franklinem. Po wejściu do obiegu pierwszych monet z Rooseveltem w 1946 r. pojawiła się plotka, że inicjały projektanta, litery "JS" w rzeczywistości oznaczały Józefa Stalina. Ta "urban legend" powróciła po wydaniu półdolarówki zaprojektowanej przez Sinnocka w 1948 roku. Podobnie było u nas. W 1975 roku weszły do obiegu mosiężna pięciozłotówki, które zaprojektował Józef Markiewicz, pseudonim „Nieszcz” umieszczając na rewersie swój inicjał - literki JM-N. Wiąże się z nimi  popularna na początku lat 80-tych bzdurna legenda miejska, według której litery te są skrótem hasła „Jaruzelski Męczy (Morduje) Naród”. Skrótem umieszczonym na stemplu przez anonimowego, bohaterskiego pracownika mennicy. W latach 1975—1977 kiedy bito pięciozłotówki z inicjałem Markiewicza (w Leningradzie!!!), Wojciech Jaruzelski był co prawda ministrem obrony narodowej i miał za sobą niezbyt chlubny udział w wydarzeniach marcowych, tłumieniu Praskiej Wiosny i Gdańskim Grudniu, ale nie był postrzegany, jako główny gnębiciel narodu. Na to przyszedł czas dopiero w grudniu 1981 r., ale wtedy nie bito już pięciozłotówek z literkami JM-N.

Na tym nie koniec kontrowersji związanych z Sinnockiem i półdolarówkami z popiersiem Roosevelta. Zarzucono Sinnockowi, że skopiował lub zapożyczył projekt profilu prezydenta z brązowej płaskorzeźby stworzonej przez rzeźbiarkę Selmę H. Burke. Sinnock gęsto się tłumaczył,  twierdził, że portret prezydenta na awersie jego monet był połączeniem dwóch studiów, które wykonał z natury w latach 1933 i 1934. 

A co wiadomo o drugim, potencjalnym autorze projektu, Armandzie Bonnetain? Był belgijskim rzeźbiarzem i medalierem, urodził się w Brukseli w 1883 roku, a zmarł w Uccle w roku 1971.  Był uczniem Constanta Montalda i Charlesa Van der Stappena. 
Pracował dla Królewskiej Mennicy Belgijskiej. Wikipedia informuje, że zaprojektował obiegowe monety belgijskie 50 centymów, 1 i 2 franki (emisja 1922). Nic o monetach z 1944 roku. Wiadomość, że dwufrankówki 1944 zaprojektował Bonnetain znajdziemy też w serwisie coin-brothers.com. 

Która wersja jest prawdziwa, nie wiem. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że projekt monety powstał w Filadelfii. Ma nieskomplikowany rysunek, praktycznie tylko napisy. Z drugiej strony, belgijskie monety Bonnetaina z 1922 r. też mają dość prosty rysunek
Może Bonnetain przesłał do Filadelfii rysunki, a Sinnock na ich podstawie wykonał modele? 

Coin-brothers.com informuje też, że nie wszystkie dwufrankówki mają tę samą wagę, zgodną z wagą stalowych centów z 1943 roku. Podobno dlatego, że część emisji wybito na blankietach dla jednocentówek, ale dla części musiano przygotować je specjalnie dla tej zagranicznej emisji. Waga jednocentówek 1943 to 2,70 grama. Katalogowa, nie mam ani jednej takiej monety, by to zweryfikować. Dla dwufrankówek internetowe serwisy zgodnie podają wagę 2,75 grama. Bohaterka tego wpisu na mojej wadze 

W kupionym zestawie były jeszcze dwie sztuki (gorzej zachowane), ważące 2,82 g i 2,87 g. Czyżby tylko niewielką część nakładu wybito na krążkach dla jednocentówek? 

Pora kończyć. Mam nadzieję, że się podobało. Przypuszczam, że gdyby odpowiednio głęboko i dokładnie pogrzebać, to podobne historie można by napisać o każdej monecie. Może coś podobnego jeszcze napiszę po kolejnym przeglądzie grudniowego zakupu. 

P.S. 

Opisana dziś moneta i trzy wybrane zestawy trafią na OLX.  Zapraszam na zakupy.


Printfriendly