Google Website Translator Gadget

środa, 19 września 2012

Słoń, a sprawa polska.

Na wystawie mijanej niedawno księgarni zauważyłem kątem oka okładkę z obrazem znanym wszystkim chyba kolekcjonerom monet.
Pan Dariusz Krupa, projektant okładki dodał co nieco do "Poborcy podatków" Marinusa van Reimersvale'a, w tym i mały polski akcent.
Wszedłem do księgarni, poprosiłem o pokazanie książki i zabrałem się za jej przeglądanie. Pisałem kiedyś o moim prywatnym szybkim sposobie kwalifikowania książek do zakupu.
Tym razem trafiłem na takie zdania:
"Przyznanie, że istnieje pewien składnik wartości pieniądza wynikający z kosztów bicia monety, tworzy rysę w doktrynie, że monety są tylko kawałkami metalu".
"Czy władca może zmieniać obowiązujące jednostki rozliczeniowe?"
"Przez dwadzieścia lat poprzedzających inflację, w Saksonii produkowano 400 tysięcy florenów rocznie".
Może ciekawe, ale nie pasjonujące i na dodatek pisane nie przez historyków, a przez ekonomistów.
Książka została w księgarni ale jakoś nie dawała mi spokoju. W końcu kupiłem na Allegro oszczędzając całe 90 groszy.

Teraz sobie czytam. Powoli, bo to nie czytadło do wanny. Czytam i ciekawych rzeczy się dowiaduję. Na przykład, że Polska, to nie pępek świata. Zwykle patrzymy na historię naszego mennictwa w oderwaniu od reszty świata. Fakt, pamiętamy, że przed groszami Kazimierza Wielkiego były grosze praskie, że półtoraki Zygmunta III dziwnie przypominają niezliczone niemieckie grosze, które zresztą bywają przez niedoświadczonych kolekcjonerów przypisywane naszemu królowi. Natomiast świadomość, że szelągi Jana Kazimierza wymyślone przez Boratiniego nie były europejskim precedensem nie jest już tak powszechna.
Polskiego czytelnika książki T. J. Sargenta i F. R. Veldego może zdziwić, że naszemu mennictwu poświęcono w niej kilka niewielkich fragmentów, a przedstawiona w niej teoria opisująca zasady tworzenia systemów monetarnych opiera się na badaniu zjawisk z pieniężnych rynków Francji, Anglii, Hiszpanii, Włoch, Niemiec. To nie wszystko!
W literaturze dotyczącej technicznych aspektów numizmatyki, w momencie gdy mowa o wprowadzeniu do użytku pras walcowych, przywoływana jest postać Hansa Stippelta (Hanusza Sztypla), któremu przypisuje się ten wynalazek. Bracia Goeblowie w spółce ze Stippeltem dostali w roku 1584 królewski patent na tłoczenie monet prasą walcową, ale w rzeczywistości był to pomysł o kilkadziesiąt lat wcześniejszy. Jak się z mojej nowej książki dowiedziałem, pierwszą działającą prasę walcową uruchomiono w Zurychu (Emil Hahn "Jakob Stampfer, Goldschmied, Medailleur und Stempelschneider von Zurich"). Później wynalazek trafił do Francji, a dopiero w następnych latach na ziemie niemieckie.

Przyznać się muszę, że czytając "Wielki problem drobniaków" największą uwagę przykładam do powiązań teorii ekonomicznych z rozwojem technik menniczych. Ciekawe spostrzeżenie autorów dotyczy na przykład ochrony przed fałszowaniem monet jako czynnika motywującego postęp techniczny. By zapobiec obcinaniu i opiłowywaniu monet (zwłaszcza złotych i grubych srebrnych) zaczęto tłoczyć ozdoby i napisy na rancie.
Wielkim utrudnieniem dla fałszerzy stało się wprowadzenie maszyn redukcyjnych do produkcji najpierw stempli, a później matryc do stempli. Konsekwencją była znakomita powtarzalność rysunku monet nawet w emisjach wielkonakładowych. Postawiło to fałszerzy przed dwiema możliwościami. Albo stosować niskowydajne technologie (np. odlew) albo inwestować w kosztowne urządzenia, które trudno ukryć przed aparatem ścigania (a kary były okrutne).

Autorzy książki są wysoko cenionymi ekonomistami. Ich publikacja to przede wszystkim przedstawienie i uzasadnienie teorii ekonomicznej, ale myślę, że kolekcjonerzy monet też mogą wiele skorzystać na jej lekturze. Ja znalazłem wiele interesujących i pomocnych informacji.

Mniej interesującej lektury przyniósł mi Przegląd Numizmatyczny 3/2012. Przykuły moją uwagę dwa tylko teksty.
Pierwszy opisuje sposób przeliczania i porównywania prób metali wyrażonych w różny sposób (w systemie metrycznym, karatowym, łutowym i rosyjskim). To może zaciekawić wielu kolekcjonerów i ułatwić im czytanie katalogów i opracowań numizmatycznych. Dla mnie, fizyka z wykształcenia, to rzeczy oczywiste.
Drugi, to mała notatka o odkryciu nowej odmiany gdańskiego szeląga Zygmunta Starego z odwróconą kolejnością liter w inicjale mincmistrza Macieja Schillinga. Nie pasjonuję się tym okresem naszego mennictwa więc pojawienie się nowej odmiany nie wzbudziło we mnie szczególnych emocji. Ucieszyłem się jednak, bo tekścik ten jest świetnym argumentem na rzecz zwolenników poświęcenia uwagi MONECIE, a nie jej STANOWI ZACHOWANIA.
Jestem pewien, że żaden z miłośników "trumienek", MS-ek i mr Sheldona nie poświęcił by tej monecie ani sekundy, bo cóż może być interesującego w takim dziurawym "ogryzku". Okazuje się, że ten "ogryzek" to jednak coś bardzo ciekawego i że wszystko zależy od tego kto i na co patrzy.

Oglądajcie monety dokładnie. Wszystkie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Printfriendly