Google Website Translator Gadget

środa, 21 sierpnia 2013

Breaking the rules albo Od świętej Anki ciepłe wieczory i ranki czyli krótkie sprawozdanie z urlopu.

Zapowiadało się troszkę nieciekawie. Pierwsze wieczory po przyjeździe na miejsce sugerowały raczej koniec sierpnia, niż pierwszą połowę lipca. Bez ciepłego swetra nie dało się na werandce posiedzieć dłużej, niż do dziewiątej. Tyle dobrze, że nie było komarów. W dzień było nieźle, ale woda w jeziorach była zimna, jak na początku czerwca.
Mówi się trudno, pływa się szybciej i już.

Po 26 lipca, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ociepliło się zdecydowanie. Można było siedzieć pod gwiazdami do północy bez żadnych dodatkowych okryć. O dziwo, komary nadal się nie pokazywały.
A widok z werandki był palce lizać. Na przykład po burzy

Pierwsze dwie zasady:
1. od świętej Anki zimne wieczory i ranki
2. nad jeziorami komary żyć nie dają
złamane, ale to nie ja je złamałem.

I bardzo dobrze, bo postanowiłem w tym roku zachowywać się bardzo przykładnie.
Najpierw dojazd. Samochodem, stosując się ściśle do ograniczeń, zakazów i nakazów. Łatwo nie było, bo fachmani ustawiający te wszystkie znaki przy drogach to geniuszami zdrowego rozsądku nie byli.
Nie wziąłem wykrywacza metalu - nie wolno szukać zabytków, to nie wolno.
Następne ograniczenia były jeszcze bardziej frustrujące
Mówi się trudno. Park narodowy, to park narodowy. Swoją drogą kwestię opłat za wstęp do parku rozwiązano kuriozalnie. Na drogach, którymi wchodzi się do parku ustawiono bramy, a przy nich potężne tablice z obszernym regulaminem. Napisano tam, że by wejść do parku trzeba wykupić bilet... "w wyznaczonych punktach" albo dokonując przelewu na konto. Gdzie te punkty i ile to kosztuje nie napisano, o numerze konta nie wspominając. Rzecz jasna park ogrodzony nie jest i można do niego wejść w miejscu dowolnym, niekoniecznie przez bramę, więc nie bardzo dziwi mnie brak kasjera przy bramie. Choć gdyby był, pewnie park by coś zarobił. Przez pięć tygodni nie miałem też szczęścia (?) spotkać w parku kogoś, kto by chciał mnie skontrolować, czy bilet wykupiłem.
A wystarczyło by napisać - chcesz wejść do parku, wyślij SMS o treści blablabla na numer blebleble. Koszt taki, a taki. I po kłopocie.
Gdyby ktoś nie wiedział, chodzi o Park Narodowy "Bory Tucholskie".

Przyrodę można podglądać i na obszarach niechronionych. Na przykład na werandce:
Ten pająk nie czai się w pajęczynie tylko poluje z zasadzki.

Zresztą grzybów i tak nie było. Pardon, były. Kurki. Do polędwiczki - w sam raz.

Kolejne ograniczenie w przeciwieństwie do poprzednich bardzo mi się podoba
Następne też
Dzięki niemu, biegając po charzykowskiej promenadzie nie musiałem się opędzać przed agresywnymi "milusińskimi". Zastanawiałem się tylko, czy słowo bezwzględnie ma charakteryzować zakaz, czy sposób jego realizacji.

Nie złamałem też zakazu (a może tylko prośby). Artur Andrus prosił, by nie rejestrować jego występu w charzykowskim amfiteatrze. Byli jednak tacy, co zakaz złamali.

Na koncercie zespołu Raz Dwa Trzy
ani na próbie przed koncertem zakazu nie było, ale i tak nie nagrywałem. Amfiteatr, to po prostu łąka opadająca w stronę jeziora; na łące "ławki" z leżących na ziemi połówek pni. A koncert był piękny.

A poza tym po staremu.
Przebiegłem około 100 km, na rowerze przejechałem dwa razy tyle (samochodem więcej, bo w sumie z dojazdem i powrotem będzie tego z półtora tysiąca kilometrów). Kajak - słabo, bo zaledwie 20 km, może 25. "Z buta" lekko licząc 150 km - nie wszystko rejestrowałem (http://www.trekbuddy.net/forum/index.php).

A poza tym, z grubsza jak rok temu. Tylko mniej obiegówek upolowałem - do kolekcji doszła tylko pięciogroszówka 2013.

Za to w domu czekała monetka, o której prawie zapomniałem. Czy ktoś z Was widział kiedyś grosza Augusta III z DWIEMA literkami pod tarczą herbową?

Nie? To zobaczycie. Już za kilka dni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Printfriendly