Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bory Tucholskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bory Tucholskie. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 sierpnia 2015

Jak zwykle o tej porze roku.

Blog mi się nie znudził ani tym bardziej nie umarł. Jak co roku zafundowałem sobie pięciotygodniowy urlop - bez pracy, bez komputera, internetu, telewizji i gazet, za to z książkami i radiem.
Jak zwykle Bory Tucholskie. Jak zwykle wspaniale, tyle że niestety prawie bez grzybów - zaczynam się do tego powoli przyzwyczajać.
Od monet też odpoczywałem. Jedyny wyjątek, to tradycyjne odwiedziny w chojnickim muzeum, które jak zwykle przygotowało bardzo interesujące wystawy czasowe. Jak łatwo przewidzieć, zainteresowała mnie zwłaszcza wystawa "Archeologiczne świadectwa kultu maryjnego w średniowiecznym Gdańsku". Oczywiście ze względu na monety i liczmany.

Znakomicie prezentowały się gabloty z plakietami pielgrzymimi
i manekin pokazujący ich miejsce na stroju pielgrzymów.

W muzeum, co było do przewidzenia, tłoku nie było. Byłem jedynym zwiedzającym. Tłum był na plażach. Tam, gdzie od lat spędzamy wakacje jest na szczęście mnóstwo miejsc, w które łatwo przed tłumami uciec. Nie trzeba, jak nad naszym morzem, wstawać o świcie by zapewnić sobie wystarczającą ilość miejsca nad wodą. Bywały dni - nawet te upalne - w które na naszym ulubionym miejscu nad naszym ulubionym jeziorem byliśmy sami. Mam nadzieję, że ten stan rzeczy długo się jeszcze utrzyma. Nie chcę, by wakacje zaczęły mi się kojarzyć tylko z "kutrem rybackim przerobionym na statek wycieczkowy w kształcie okrętu pirackiego" (cytat z radiowej wiadomości o wypadku "wycieczkowca" bodajże w Ustce) ruszającym w rejs z przystani przy zatłoczonej do granic możliwości plaży. Bo i takie atrakcje można w okolicy znaleźć.

Przed urlopem rozesłałem kwerendę do dziewięciu muzeów szczycących się dużymi kolekcjami numizmatycznymi. Pytania dotyczyły oczywiście miedziaków A3S, a konkretnie kilku szelągów, które znam wyłącznie z publikacji. Nie udało mi się pomimo usilnych starań zobaczyć ich ani w naturze ani nawet na zdjęciach. Odpowiedziało - na razie - 5 placówek. Może po wakacjach odpowiedzą i pozostałe. Jeśli nie, to trudno.
W czterech muzeach interesujących mnie monet nie ma "prawie na pewno". Prawie, bo jedno z nich zaproponowało żebym upewnił się osobiście, a to z tego powodu, że część monet jest słabo zachowana i mogą pojawić się problemy z ich jednoznaczną identyfikacją. Łatwo na przykład pomylić stojącą na głowie literę T z literą L. Z tej propozycji na pewno skorzystam
Piąte muzeum też zaprosiło mnie do przeprowadzenia osobistej kwerendy ale z innego powodu. Wiadomość brzmiała tak:
"Uprzejmie informuję że w ..... znajduje się przynajmniej 380 szt. tych monet z różnych lat wybicia. Są one w zdecydowanej większości bliżej nieokreślone, w związku z czym bardziej szczegółowa kwerenda powinna zostać przeprowadzona przez Pana osobiście."
Postaram się i tam dojechać i przejrzeć te cztery setki monet. Ciekawe, co się między nimi kryje.



W ogóle, magazyny muzealne to ciekawy temat.



Po leniwym lecie zapowiadają się pracowite i numizmatycznie ciekawe  jesień i zima, ale o tym napiszę pojutrze.

czwartek, 12 marca 2015

Chociński Młyn

Wspominałem tu kiedyś, że podczas wakacji zdarza mi się popływać kajakiem. Takim chińskim gumowym dmuchawcem. Kolega sfotografował nasz start do spływu Chociną,
bardzo pokręconą rzeczka wpadającą do jeziora Karsińskiego (Bory Tucholskie oczywiście). Tak wygląda zarejestrowany w tym dniu ślad GPS.
Punktem startowym spływu był Chociński Młyn - wioska biorąca nazwę od młyna na rzece Chocinie. Dziś z młyna niewiele zostało (zdjęcie z 2012 r.)
Kiedy pierwszy raz byłem w tamtych okolicach, na osi było jeszcze koło młyńskie. Podobno jest szansa na rekonstrukcję obiektu. Szkoda, że tak późno, bo kilkanaście lat temu wymagało by to znacznie mniej pracy i pieniędzy.

Wracam do wakacyjnych wspomnień, bo niedawno trafił w moje ręce niewielki zbiór dokumentów zatytułowany "Skargi i okoliczności względem Młyna Chocińskiego 1800 - 1820)".
Część kart zapisano po polsku, część po niemiecku. Niektóre obok tekstu polskiego mają niemieckie tłumaczenie.
Pierwszym i moim zdaniem najciekawszym dokumentem jest kontrakt na roczną dzierżawę młyna na rzece Chocinie zawarty między młynarzem Michałem Ludwikiem Brunem, a Józefem Skórzewskim, właścicielem dóbr w Jemielnie (Gemel). W kontrakcie zawartym na czas roku od Wielkanocy 1800 opisano obowiązki i prawa młynarza. Miał on między innymi dbać o odmierzanie z każdej partii zboża dostarczanej do zmielenia do młyna, dwóch miar ziarna  należnych Skórzewskiemu, jako właścicielowi i jednej miary będącej zapłatą dla młynarza. Ziarno miało być gromadzone w specjalnych skrzyniach, osobnych dla różnych zbóż, i odbierane przez ludzi z dworu raz na trzy lub cztery tygodnie. Młynarz miał ponosić koszty utrzymania pomocnika (młynarczyka), miał uruchomić tartak (piłę) - to wynikało z poprzednich kontraktów, z których się nie wywiązał, utrzymywać ten tartaki oczywiście dostarczać pocięte drewno do Jemielna. Jako że był to młyn wodny oczywistym dla właściciela dóbr było, że młynarz ma dostarczać mu regularnie określoną ilość węgorzy: "... z których według sumienia dawać Panu dziewięć, dziesiąty zaś za jego pilnowanie onemuż należeć będzie".

Młynarz miał dużą swobodę działania i wiele zależało od jego uczciwości. Pozostałe dokumenty, to zbiór zażaleń, zeznań, donosów i opisów konfliktów kolejnych młynarzy z sąsiadami i klientami. Taki smakowity przykład:
Za co żołnierz młynarzową uchwycił?

To skarga młynarza, Dawida Westphala, który przyszedł na miejsce Bruna.
Inny młynarz, Bruhe (chyba, bo nie zawsze jestem w stanie wszystko odcyfrować) zawiódł swojego teścia, cieślę Westfala z Tucholi (czy to krewny młynarza Westphala, nie wiem). Nie dość, że źle traktował jego córkę, a swoją żonę, to jeszcze nie zapłacił teściowi pięćdziesięciu talarów za pomoc w budowie młyna. Nie, żeby nie zapłacił nic. Dał talarów trzydzieści. Prosił cieśla, by Pan wpłynął na młynarza i wymógł jego zgodę z żoną i teściem, żeby nie trzeba było wszczynać procesu, przez który
"... bieda ubogich a niewinnych dzieci pomnożona by została"
Jakie to mogły być talary? Niewątpliwie pruskie, na przykład takie

z portretem młodziutkiego Fryderyka Wilhelma III, który wstąpił na tron w 1797 r. bo Pomorze środkowe przeszło pod pruskie panowanie już podczas pierwszego rozbioru Polski w 1772 r.

Z lektury tych pożółkłych kartek widać, że większość rozliczeń młynarza i z klientami młyna i tartaku oraz właścicielem dóbr odbywała się bez użycia pieniędzy.
Za mielenie ziarna młynarz pobierał opłatę w naturze, w ziarnie lub mące. Tak samo płacił czynsz dzierżawny do dworu.
Na żywą gotówkę, jak można przypuszczać przeznaczano tylko nadwyżkę nad tym, co zużywano na własne potrzeby. Jak niewiele różnił się pod tym względem początek dziewiętnastego wieku od roku powiedzmy 1600, a jak wiele zmieniło się przez następnych dwieście lat.
Ciekawe, czy za kolejne dwa stulecia będą jeszcze w użyciu jakiekolwiek materialne formy pieniądza.


środa, 9 lipca 2014

Zaiste wariat na swobodzie największą klęską jest w przyrodzie.

Pora odpocząć. Miejsce stałe i wypróbowane:
http://zbierajmymonety.blogspot.com/2011/08/nawet-najduzszy-urlop-kiedys-sie-konczy.html
To nic, że urlop szybko się skończy, ważne, że będzie można odpocząć od wszechobecnego wariactwa.

Jak zwykle odstawiamy telewizję, codzienne gazety, internet więc jest nadzieja, że o kolejnych wyczynach podsłuchiwaczy i podsłuchujących, odwoływaczy i odwoływanych i innej maści oszołomach usłyszę najwcześniej pod koniec sierpnia.

Przykre, że objawy wariactwa widzi się wszędzie. Nie podzielam opinii kolegi "Bonorta" o pozytywnym wpływie niejakiego "Macciu" na cafe Allegro. Co z tego, że "rozbujał cafe", jeżeli to rozbujanie nie tylko niczemu dobremu nie służy, nikogo niczego nie uczy, a jest jedynie okazją do wymiany obraźliwych epitetów.
"Macciu" postanowił za przykładem naszych wielkich poprzedników nabijać punce własnościowe na monetach. Ma w planie nawet wydanie katalogu swojego opuncowanego zbioru. Na razie ekscytuje widownię wystawiając na aukcje po niebotycznych cenach, okaleczone przez siebie monety.
Cóż nagannego w nabijaniu punc na monety?
No to popatrzcie, jak wygląda rękodzieło Pana Macieja
i porównajcie z puncami Czapskiego i Potockiego
Subtelna różnica, nieprawdaż?

Nie jedyny to przykład wzmożonej aktywności ludzi, których poczucie logiki wydaje mi się obce.
Nie tak dawno temu o pomoc prosił "szczęśliwy" nabywca "skarbu" rzekomo wydłubanego ze ściany, a jak się później okazało złożonego z falsyfikatów, pardon - "kopii", niedawno kupionych od "wiodącego prym handlarza kopiami monet w dziale Kopie i falsyfikaty"
(patrz http://zbierajmymonety.blogspot.com/2014/06/w-nawiazaniu-do.html)

Kilka  dni wcześniej uaktywnił się jeszcze jeden silny zawodnik, który nie pierwszy raz zaprezentował niekonwencjonalne poglądy
http://cafe.allegro.pl/showthread.php?1638671

Może i było by to zabawne, gdyby nie było straszne.
Mam na jakiś czas dość tej zabawy. Nie znajduję przyjemności w kibicowaniu sporom o punce, o miniaturowy wizerunek Olbrachta na jagiellońskich denarkach, o to kto kogo chciał oszukać i kto w końcu oszukany został.

Jadę na grzyby.

Odezwę się w sierpniu.

środa, 21 sierpnia 2013

Breaking the rules albo Od świętej Anki ciepłe wieczory i ranki czyli krótkie sprawozdanie z urlopu.

Zapowiadało się troszkę nieciekawie. Pierwsze wieczory po przyjeździe na miejsce sugerowały raczej koniec sierpnia, niż pierwszą połowę lipca. Bez ciepłego swetra nie dało się na werandce posiedzieć dłużej, niż do dziewiątej. Tyle dobrze, że nie było komarów. W dzień było nieźle, ale woda w jeziorach była zimna, jak na początku czerwca.
Mówi się trudno, pływa się szybciej i już.

Po 26 lipca, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ociepliło się zdecydowanie. Można było siedzieć pod gwiazdami do północy bez żadnych dodatkowych okryć. O dziwo, komary nadal się nie pokazywały.
A widok z werandki był palce lizać. Na przykład po burzy

Pierwsze dwie zasady:
1. od świętej Anki zimne wieczory i ranki
2. nad jeziorami komary żyć nie dają
złamane, ale to nie ja je złamałem.

I bardzo dobrze, bo postanowiłem w tym roku zachowywać się bardzo przykładnie.
Najpierw dojazd. Samochodem, stosując się ściśle do ograniczeń, zakazów i nakazów. Łatwo nie było, bo fachmani ustawiający te wszystkie znaki przy drogach to geniuszami zdrowego rozsądku nie byli.
Nie wziąłem wykrywacza metalu - nie wolno szukać zabytków, to nie wolno.
Następne ograniczenia były jeszcze bardziej frustrujące
Mówi się trudno. Park narodowy, to park narodowy. Swoją drogą kwestię opłat za wstęp do parku rozwiązano kuriozalnie. Na drogach, którymi wchodzi się do parku ustawiono bramy, a przy nich potężne tablice z obszernym regulaminem. Napisano tam, że by wejść do parku trzeba wykupić bilet... "w wyznaczonych punktach" albo dokonując przelewu na konto. Gdzie te punkty i ile to kosztuje nie napisano, o numerze konta nie wspominając. Rzecz jasna park ogrodzony nie jest i można do niego wejść w miejscu dowolnym, niekoniecznie przez bramę, więc nie bardzo dziwi mnie brak kasjera przy bramie. Choć gdyby był, pewnie park by coś zarobił. Przez pięć tygodni nie miałem też szczęścia (?) spotkać w parku kogoś, kto by chciał mnie skontrolować, czy bilet wykupiłem.
A wystarczyło by napisać - chcesz wejść do parku, wyślij SMS o treści blablabla na numer blebleble. Koszt taki, a taki. I po kłopocie.
Gdyby ktoś nie wiedział, chodzi o Park Narodowy "Bory Tucholskie".

Przyrodę można podglądać i na obszarach niechronionych. Na przykład na werandce:
Ten pająk nie czai się w pajęczynie tylko poluje z zasadzki.

Zresztą grzybów i tak nie było. Pardon, były. Kurki. Do polędwiczki - w sam raz.

Kolejne ograniczenie w przeciwieństwie do poprzednich bardzo mi się podoba
Następne też
Dzięki niemu, biegając po charzykowskiej promenadzie nie musiałem się opędzać przed agresywnymi "milusińskimi". Zastanawiałem się tylko, czy słowo bezwzględnie ma charakteryzować zakaz, czy sposób jego realizacji.

Nie złamałem też zakazu (a może tylko prośby). Artur Andrus prosił, by nie rejestrować jego występu w charzykowskim amfiteatrze. Byli jednak tacy, co zakaz złamali.

Na koncercie zespołu Raz Dwa Trzy
ani na próbie przed koncertem zakazu nie było, ale i tak nie nagrywałem. Amfiteatr, to po prostu łąka opadająca w stronę jeziora; na łące "ławki" z leżących na ziemi połówek pni. A koncert był piękny.

A poza tym po staremu.
Przebiegłem około 100 km, na rowerze przejechałem dwa razy tyle (samochodem więcej, bo w sumie z dojazdem i powrotem będzie tego z półtora tysiąca kilometrów). Kajak - słabo, bo zaledwie 20 km, może 25. "Z buta" lekko licząc 150 km - nie wszystko rejestrowałem (http://www.trekbuddy.net/forum/index.php).

A poza tym, z grubsza jak rok temu. Tylko mniej obiegówek upolowałem - do kolekcji doszła tylko pięciogroszówka 2013.

Za to w domu czekała monetka, o której prawie zapomniałem. Czy ktoś z Was widział kiedyś grosza Augusta III z DWIEMA literkami pod tarczą herbową?

Nie? To zobaczycie. Już za kilka dni.

środa, 22 sierpnia 2012

Pięć tygodni w balonie.

Pamiętacie taką książeczkę Pana Verne'a? Ramota (z 1863 r) ale sympatyczna. Geograf Samuel Fergusson, jego służący Joe oraz myśliwy, Dick Kennedy przelecieli balonem nad Afryką, z wybrzeża wschodniego na zachodnie przeżywając wiele przygód i poznając nie do końca poznany wówczas kontynent.

Pięciotygodniowe wakacje, oderwanie się od codziennych obowiązków na z górą miesiąc bardziej mi się podoba, niż dzielenie należnego mi urlopu na kilka tygodniowych (albo i krótszych) okresów. Stąd brak nowych wpisów na blogu od połowy lipca.
Nie latałem balonem nad Afryką, lecz jak zwykle przemierzałem Bory Tucholskie. Piechotą, kajakiem, na rowerze i samochodem.
Jak się odrywać od codzienności, to bez reszty. Na wakacje nie biorę komputera, staram się też nie myśleć zbyt wiele o monetach. Bo jak myśleć o monetach w takim otoczeniu:
Startujemy do spływu Chociną.

Trasa wyglądała tak
a możemy ją sobie oglądać i analizować dzięki zabawce, którą już tu kiedyś opisałem. Telefon sprawdza się w każdych warunkach. Przeżył na przykład bez szwanku wywrotkę kajaka. GPS, to bardzo użyteczny wynalazek, pod warunkiem, że włączając go nie wyłączamy myślenia.

Kto w Swornegaciach był, wie że metą spływu była restauracja Jeziorna. Zachęcam do odwiedzin - karmią dobrze i niedrogo, a przy tym można podziwiać piękne widoki (nawet gdy pogoda nienajlepsza).

Niestety, jak podczas każdych wakacji zdarzają się widoki mniej ciekawe. Na przykład pieski obsrywające trawniki przy charzykowskiej promenadzie (i samą promenadę też). Dumni właściciele i właścicielki czworonogów do bólu rasowych wnikliwie obserwują żaglówki na jeziorze, własne paznokcie lub czubki własnych butów. Byle nie patrzeć na klocki stawiane przez pieski, byle nie skrzyżować wzroku z osobami spacerującymi promenadą. Gdyby chociaż korzystali z bezpłatnie rozdawanych woreczków na odchody.
Przez pięć tygodni ani raz nie widziałem, by ktoś po swoim psie sprzątał.

Śmiem przypuszczać, że sterty śmieci zalegające rowy (włącznie z tymi przy leśnych drogach, nawet w parku narodowym) to dzieło jeśli nie tych miłośników piesków, to z pewnością ich "krewnych w rozumie".  Takim osobom powinno się odbierać prawa publiczne.

Grzyby, ryby, lasy, rzeki, jeziora i mnóstwo czasu. Można czytać, słuchać muzyki, można po prostu siedzieć i patrzeć.
Widok z werandy przed naszym pokojem 8 sierpnia o 19:47
Przed chwilą padało.

Jedyny kontakt z naszym ulubionym hobby ograniczyłem do codziennych przeglądów portmonetki. Rezultat? Z rocznika 2012 mam 4 nominały: 1, 2, 10 i 50 groszy, a w zapasach na czarną godzinę dwie monetki z rewersem obróconym względem awersu o blisko 180 stopni.

I jeszcze myślenie, którego jakoś wyłączyć nie potrafię. Przemyślałem więc sobie planowaną od dawna publikację na temat miedziaków koronnych Augusta III. Wiem już, co chciałbym w niej ująć, w jakiej kolejności, wiem z jakich materiałów będę korzystał. Teraz pozostaje rzecz najnudniejsza - fotografowanie, skanowanie, obróbka grafik i najtrudniejsza - pisanie.

P.S.
Verne napisał też "Dwa lata wakacji", ale tyle urlopu nie uzbieram.
Trzeba poczekać na emeryturę.

P.P.S.
Podczas urlopu licznik odwiedzin zaczął wyświetlać wartości sześciocyfrowe. Dziękuję i polecam się na przyszłość.

poniedziałek, 11 lipca 2011

Ostatnie zakupy przed urlopem

Urlop tuż, tuż. Trzeba myśleć o pakowaniu, a tu jeszcze poczta donosi listy z ostatnimi przedurlopowymi nabytkami. Póki jeszcze nie zawiozłem monet do bankowego sejfu podzielę się jeszcze radością z nowych monet.

Pierwsza, to ciekawe 10 groszy 1837.
Zdjęcie  z aukcji nie było najlepsze, ale miałem na tyle mocne przypuszczenia, że zalicytowałem. Okazało się, że był to dobry pomysł.Awers niczym mnie nie zaskoczył mnie niczym, ale rewers...
 Jedynka w dacie jest bardzo szeroka i nie jest to spowodowane uszkodzeniem stempla. Do porównań zapraszam na https://sites.google.com/site/krolestwopolskie18351841/

Moneta druga, to 5 fenigów Królestwa Polskiego z roku 1917. Tak, wiem, to zaczyna być już nudne, ale zobaczcie sami.
Egzemplarz wybity mocno spękanymi stemplami z wyraźnymi fragmentami awersu na rewersie i odwrotnie. Monetę wypatrzyłem na eBay.de i kupił bym ja nawet, gdybym wcześniej nie zaangażował się w dyskusję na Allegro.


Najciekawsze rzeczy widać, kiedy na rewers nałoży się lustrzane odbicie awersu. Otrzymujemy coś takiego:

Widać, że "kolana" i nasada skrzydeł na awersie i "duchu" są dokładnie naprzeciwko siebie, ale na awersie zarys łuku piątki jest o milimetr wyżej, niż na rewersie.
Uważam, że to dowód na to, że co najmniej jeden "duch" powstał na skutek wcześniejszego, trwałego uszkodzenia stempla.
Gdyby jedyna siła sprawdzą miało być ciśnienie, zasysanie itp. procesy zachodzące podczas bicia/tłoczenia monety, to po obu stronach wszystkie "duchy" powinny leżeć dokładnie naprzeciwko ich odpowiedników po drugiej stronie.

Więcej o "duchach" znajdziecie TU.

Czekam jeszcze na kilka monet, ale mają to być takie całkiem zwykłe zakupy kolejnych monet do kolekcji. No chyba, że przy bliższych oględzinach wyskoczą jakieś niespodzianki.

Za kilka dni wyjazd, Bory Tucholskie czekają, grzyby rosną, jagody dojrzewają, może jeszcze załapiemy się na poziomki i maliny.
W tym roku zaopatrzyłem się w kajak, więc do innych zajęć dojdzie jeszcze pływanie po jeziorach i rzekach. Sprawozdanie po powrocie.


Nie jestem pewien, czy przed wyjazdem napiszę coś jeszcze, bo przygotowania zajmą trochę czasu. W końcu znikam na calutki miesiąc.
Trzymajcie się!

czwartek, 30 grudnia 2010

2010

Przedostatni dzień roku - pora na podsumowanie.

PLUSY DODATNIE
  • Skończyłem i wydałem trzecią część katalogu - PRL.
    Dosyć szybko okazało się, że będą potrzebne uzupełnienia i korekty, ale nie jest tego dużo (w tajemnicy przyznam się, że spodziewałem się większej ilości niedoróbek).
  • Zostałem blogerem.
    Wystartowałem 10 września, napisałem jak dotąd 27 wpisów. W statystykach odnotowało się 6800 wyświetleń, z czego w grudniu prawie 3000 - uważam, że to całkiem niezły początek, a cierpliwym Czytelnikom niniejszym bardzo dziękuję.
    Największym zainteresowaniem cieszył się wpis poświęcony 10-groszówkom 1923.
  • W kolekcji przybyło 109 monet.  
    • Pierwszym tegorocznym nabytkiem była trzykrajcarówka Ks. legnicko-brzesko-wołowskiego Chrystiana wybita w Brzegu. Monetka niepięknie zachowana, z nieczytelną datą, ale skoro już wpadła mi w ręce, to znalazłem dla niej miejsce.
    • Ostatnią monetą, którą kupiłem w roku 2010 jest niemieckie cynkowe 10 fenigów z datą 1948 bite stemplami podobnymi do używanych podczas wojny, ale oczywiście bez swastyki. 

  • Nadal biegam. Udało mi się zejść poniżej 27 minut/1 okrążenie Pogorii III (6 km) i obiec Pogorię IV w niecałe półtorej godziny.
  • Udzieliłem dwóch wywiadów. Jeden został już opublikowany - zapraszam do lektury.
PLUSY UJEMNE
  • Nie udało mi się skończyć opracowania na temat bilonu Królestwa Polskiego 1835-1841 - wygląda na to, że zbieranie materiału potrwa jeszcze jakiś czas.
  • Nie udało mi się kupić kilku monet, na które miałem wielką ochotę, np. pięciogroszówki 1840 z dwiema kropkami. Przegapiłem kilka ciekawych półtoraków, kilka razy ustawiłem na półtoraki zbyt niskie limity  i to jeszcze zanim wzrosło zainteresowanie tymi monetami wywołane akcją na forum TPZN. 
  • Nie wygrałem w Lotto.
  • Katalog PRL - nakład wyczerpany, dałem się uprosić i pozbyłem się nawet swojego egzemplarza.
CO DALEJ?
  • Poeta napisał "A com zaczął, skończyć muszę!", więc:
    • trzeba skończyć katalog obiegówek III RP - będzie w wersji sieciowej, praca trwa, planowane ukończenie 30 stycznia 2011 - trzymajcie kciuki.
    • trzeba skończyć opracowanie dot. bilonu 1835-1841, a łatwo nie będzie - tu żadnego terminu zakończenia nawet nie planuję.
  • Zaplanowałem sobie odwiedzenie kilku muzeów znanych ze swoich kolekcji numizmatycznych - jak się uda, będą sprawozdania.
  • Muszę maksymalnie wykorzystać nową zabawkę i skończyć dodawanie obrazków do katalogu własnego zbioru - część monet nie doczekała się jeszcze dobrych ilustracji.
  • Może wygram w Lotto?
  • Na tradycyjny urlop w Borach Tucholskich zabiorę ponton. Mam zamiar urządzić sobie kilka niedługich spływów małymi, dzikimi rzeczkami w okolicy - jak się uda, będzie fotoreportaż.
  • Może jakiś półmaraton?
  • Nie zapominajmy o kolekcji - niech rośnie!
I tak to w skrócie wygląda. 
Bawcie się dobrze witając Nowy Rok, dbajcie o zdrowie i nie przejmujcie się byle czym.Szczęścia życzę!

P.S.
Byłbym zapomniał - ZBIERAJCIE MONETY.

Printfriendly