Google Website Translator Gadget

środa, 8 października 2014

Fachowa robota. Prawie...

Kupiłem sobie monetę z dziurką.

Opisaną, jako falsyfikat z epoki.

Dziurka, jako taka, nie jest w tym przypadku niczym niezwykłym. Zjawisko uniemożliwiania ponownego wprowadzenia do obiegu monet, które uznano za fałszywe znane jest od stuleci.

Podobnie postępowano w Polsce w okresie międzywojennym.

Perforowano nie tylko falsyfikaty. Po rozpoczęciu niemieckiej okupacji, na ziemiach wcielonych do Rzeszy natychmiast wycofano polskie pieniądze. Obowiązywała tam waluta niemiecka. Dla Generalnego Gubernatorstwa
przewidziano coś w rodzaju ograniczonej autonomii. Jednymi z jej przejawów było utworzenie Banku Emisyjnego w Polsce (Dziennik Rozporządzeń Generalnego Gubernatora dla okupowanych polskich obszarów nr 14 z 23 grudnia 1939 r.) i zachowanie złotego, jako obowiązującej waluty. Bank Emisyjny uruchomiono 8 kwietnia 1940 r. Od razu rozpoczęto wymianę banknotów Banku Polskiego na banknoty Banku Emisyjnego (w relacji 1:1) i wycofywanie bilonu, który kierowano do przetopienia. Metal  zawarty w monetach był cennym surowcem dla przemysłu zbrojeniowego. W celu uniemożliwienia nielegalnego przekazywania wycofanych monet z powrotem do obiegu, unieważniano je w prasach walcowych lub perforowano.

Złotówka, którą odebrałem wczoraj na poczcie jest falsyfikatem bardzo ciekawym. Po pierwsze metrologia - średnica 25,2 mm, a więc ciut większa, od normatywnej. Mogło by to sugerować odlew, ale inne cechy świadczą o biciu stemplami.
Masa, zaledwie 5,46 g (norma, to 7,00 g!). Na dodatek całkowity brak reakcji na magnes, a przypominam, oryginalne złotówki 1929 bito w niklu, który jest przyciągany przez magnes.
Obejrzyjmy monetę dokładniej.
Awers, a właściwie jego fragment:
Mamy dwie możliwości. Albo fałszerz tłoczył stempel z matrycy i to na niej pojawiło się zdwojenie, albo wielokrotnie ściskał krążek między stemplami nie zachowując ich idealnego ułożenia i zdwojenie pojawiło się dopiero na monecie. Jak było, nie wiemy. Jeśli jednak ujawnią się inne egzemplarze z identycznym zdwojeniem, górę weźmie hipoteza pierwsza, co oznaczało by, że fałszerz (fałszerze?) miał sporą wiedzę i dobrze wyposażony warsztat.
O tym, że był niezłym fachowcem wiem już dzisiaj.
Porównajmy rewers z dobrze zachowanym oryginałem.
Rysunek rewersu złotówki z 1929 r. wbrew pozorom nie jest prosty do skopiowania. Wielość krzywizn utrudnia idealne odtworzenie rysunku. Stemple prawie na pewno powstały na bazie odlewów oryginalnej monety. Bardzo dobrych odlewów.

Zastanawiałem się, czy to przypadkiem nie falsyfikat na szkodę kolekcjonerów, bo jak widać znaku mennicy na falsyfikacie nie ma. Tylko jaka jest szansa na to, że kolekcjoner polujący na białego kruka obiegowych monet II RP nie zauważy takiego niedoboru masy? Poza tym, wszystkie znane oryginały bez znaku mennicy nie mają żadnych zdwojeń. Co za dużo, to nie zdrowo. Taki nadmiar szczęścia powinien uruchomić alarm w głowie każdego kolekcjonera.

I ten otwór.
Nie zrobiono go przebijakiem, bo wygląda jak otwór wiercony pod śrubę ze stożkowym łbem. I tak chyba powstał - wlot rozwiercono wiertłem o większej średnicy. Po co? Może chodziło o uzyskanie możliwości lepszego podejrzenia struktury krążka. Taki sposób perforacji mógł mieć związek z badaniami kryminalistycznymi, a nie służyć do zwykłego unieważnienia falsyfikatu.

Jakby nie było, moneta ciekawa. I na dodatek falsyfikatu tego nominału jeszcze nie miałem. Okazało się, że konkurentów miałem niewielu i moneta trafiła do mojego zbioru.

Pisałem kiedyś o zagadkach dotyczących obiegowych monet PRL:
https://sites.google.com/site/felietonynumizmatyczne/2005/2005-03
https://sites.google.com/site/felietonynumizmatyczne/2005/2005-05
Temat pasjonujący, nic dziwnego, że sprowokował i inne osoby.
Bardzo żałuję, że nie znalazłem czasu na wyjazd do Łodzi  do Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego na wykład Pana Andrzeja Fąka "Powojenne monety obiegowe i okolicznościowe. Krótka lista wątpliwości". Zapoznałem się tylko z krótkim sprawozdaniem umieszczonym na stronie łódzkiego oddziału PTN http://lodz.ptn.pl/wyklad-02-10-2014/
Szkoda, że nie upowszechniło się jeszcze rejestrowanie takich wydarzeń i udostępnianie ich zainteresowanym, którzy z różnych powodów nie mogli uczestniczyć w nich osobiście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Printfriendly