Google Website Translator Gadget

środa, 12 listopada 2014

10 groszy 184!

Na Allegro pojawiła się dziwna moneta. Bardzo nietypowa 10-groszówka z roku...
No właśnie - na monecie widoczne były tylko pierwsze trzy cyfry daty - 184.
Oczywiście zaczaiłem się na nią.
Po kilku dniach sprzedający wycofał monetę z aukcji.

Pomyślałem sobie, pewnie wpłynęła korzystna oferta i sprzedający wolał nie ryzykować zakończenia aukcji na niskim poziomie. Okazało się, że jest inaczej - w poczcie znalazłem wiadomość z propozycją zbadania monety. Propozycja z gatunku tych nie do odrzucenia.

Moneta wygląda tak:
a właściwie, to tak:
Odwrotka!
Średnica 18,5 mm. Teoretycznie powinno być 18,6 mm, ale 1/10 milimetra to naprawdę drobiazg. Tym bardziej, że rant jest mocno zużyty, a na dodatek ma ślady nacięć.
Gorzej jest z wagą. Dziesięciogroszówki z 1840 r. powinny ważyć 2,8 grama. Ta moneta waży tylko 2,45 grama. To już znaczna różnica.

Przyjrzyjmy się rysunkowi monety. Data.
Nie ma śladu po ostatniej cyfrze (jaka by nie miała być). Za to doskonale widać zdwojenie, które obejmuje całą powierzchnię rewersu. Czy to możliwe, żeby monetę wybito stemplem wytworzonym nowoczesną metodą tłoczenia z matrycy?

A co widać na awersie?
Tu też są braki - zniknęły literki M W - znak mennicy warszawskiej. Jest jeszcze jeden bardzo ważny szczegół.
Cały rysunek jest lekko przesunięty w górę; przy dolnej krawędzi krążka widać, że rysunek nie dochodzi do krawędzi.
Na skanie nie jest to tak dobrze widoczne, ale kiedy trzyma się monetę w ręku, to widać, że "pusty" obszar przy dolnej krawędzi awersu jest gładki, a rysunek monety wygląda jak nalepiona na ten krążek kalkomania (lekko przesunięta). Poza tym obszarem tło monety nie jest tak gładkie.
Bardzo dokładnie oglądając rewers i na nim można zauważyć ten sam efekt, tyle że na znacznie mniejszej powierzchni

Jedziemy dalej. Moneta wygląda na srebrną. Myślę, że nacięcia na rancie są śladami po próbach jakości metalu. Może ktoś sprawdzał, czy to nie miedziany rdzeń oklejony srebrnymi blaszkami?
Testy z cieczą probierczą są niszczące - na to nie dostałem zgody, ale mam przecież niemały zapasik innych 10-groszóweg z tego okresu. Próba polegająca na wsłuchiwaniu się w dźwięk wydawany przez monetę wirującą na twardej desce moim zdaniem wypada negatywnie. Nie mam na tyle dobrego mikrofonu, żeby przedstawić wyniki (swoją drogą, to może być pomysł na któryś z kolejnych wpisów), ale różnica jest. Ten dziwoląg brzęczy podobnie do monet cynkowych.

Wnioski.
Z mennicy, to to nie wyszło. Przynajmniej nie z tej oficjalnej. Ślady zużycia wskazują na to, że moneta była w obiegu (i wtedy też budziła podejrzenia!).
Stawiam na falsyfikat na szkodę emitenta - gdyby miał być na szkodę kolekcjonera, powinien być bity w bilonie*. Falsyfikat na szkodę emitenta ma sens tylko gdy koszt materiału i robocizny jest niższy od uzyskiwanego nominału.
Jak więc to zrobiono? Zapewne metodą dobrze znaną fałszerzom od co najmniej ćwierci tysiąclecia. Z oryginału robi się glinianą, lub gipsową formę. W niej odlewa jednostronne stemple (pozytywowe), które przed użyciem należy dobrze utwardzić (hartowanie). Takie matryce wgniata się w prasie w żelazny/stalowy, rozhartowany pręt, który po zahartowaniu staje się stemplem.
Między innymi, tak właśnie Majnert wykonywał stemple do niektórych swoich falsyfikatów. 
W tym przypadku fałszerz uznał, że stempel rewersu odcisnął się niedokładnie, więc "poprawił" go uzyskując efekt zdwojenia. Gładki brzeg na awersie, to wynik niedokładnego wzajemnego ułożenia matrycy i stempla. Na dodatek bijąc monetę odwrócił rewers o 180 stopni. Finalnie, pewnie nie był zadowolony z wyników swojej pracy.

A dlaczego usunął ostatnią cyfrę daty i litery mennicy? Tę tajemnicę zabrał do grobu.
A może żyje? Moje spekulacje funta kłaków nie warte, a monetka powstała całkiem niedawno w celu naciągnięcia kolekcjonerów. To mało prawdopodobne. Pracy mnóstwo, a zarobek niewielki.


Jutro moneta wraca do właściciela. Mnie pozostają zdjęcia, Wam lektura.

P.S.
Czy ktoś z Was trafi na coś podobnego?

P.P.S. - 13 listopada 2014
A jednak! Trochę srebra w tym jest. Ciecz chromowa nie kłamie.
Próba jest gorsza od monet oryginalnych - czerwień pojawia się wolniej i jest znacznie bledsza, niż na wytartych obiegiem dziesiątkach  sprzed 170 lat.
Podtrzymuję tezę, że to falsyfikat na szkodę emitenta.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Printfriendly