Google Website Translator Gadget

piątek, 1 maja 2015

Gadżeciarstwo

Zacznę od spraw okołokomputerowych, bo to dla gadżeciarzy wymarzone pole do popisu.

Komputer, to dla mnie przede wszystkim narzędzie pracy, a od narzędzi wymagam niezawodności i wygody w użytkowaniu. Potrzeba niezawodności skłoniła mnie do rozstania z systemami Microsoftu, potrzeba wygody trzyma mnie przy zwykłym "blaszaku". Mimo, że w pracy zawodowej używam też laptopów, do ich klawiatur przyzwyczaić się nijak nie mogę. Gadżeciarska żyłka odzywa się we mnie kiedy patrzę na coś takiego
Dla moich potrzeb wystarczające aż nadto. Miejsca na biurku nie zajmuje toto wcale (można przyczepić za monitorem) i jest bezgłośne -  żadnych wiatraków! Zainteresowani? Brać, wybierać: https://system76.com/desktops/meerkat
Linuks na tym czuje się świetnie
- à propos Linuksa; Wzburzyłem się niedawno zmianą sposobu aktualizacji mojej dystrybucji (Netrunner). Wziąłem się nawet poważnie za poszukiwania rozsądnej alternatywy. Wstępnie padło na powrót do źródeł, czyli do Debiana ale jak to w życiu bywa, okazało się, że kiedy się człowiek z takim pomysłem prześpi, przechodzi ochota na radykalne zmiany. Pośpiech sprawdza się przy łapaniu pcheł, a nie przy podejmowaniu decyzji o daleko idących konsekwencjach. Osądźcie sami. Używam teraz Netrunnera w wersji 14 – Main Edition LTS Long Term Support, czyli wersji o długim, bo pięcioletnim okresie wsparcia. Do roku 2019 mam zagwarantowane konieczne poprawki bezpieczeństwa i aktualizacje podstawowego oprogramowania. Może nie błyszczy nowościami i wodotryskami, znaczną część pakietów gadżeciarze uznali by za przestarzałe ale system jest stabilny, wystarczająco szybki, bezpieczny i to mi w zupełności wystarcza.
Kiedy okres wsparcia się skończy, pomyślę o zmianie. Do roku 2019 wiele się zdarzyć może i nie ma sensu zastanawiać się na zapas nad nowym systemem. Może będzie to Debian (stable), może nowe wydanie Netrunnera (LTS oczywiście). Pewne nadzieje wiążę z wpisem na forum Netrunnera - może coś z tego wyniknie. Wiem jedno - pozostanę przy Linuksie.

Gadżeciarstwo, to dziś głównie smartfony i współpracujące z nimi zabawki. Moim telefonem też już się tu chwaliłem. Używam go nadal i nie przewiduję zmian w najbliższym czasie. Ładowarki używam raz na dziesięć dni, nie straszny mu upadek ani wywrotka na kajaku, a i przelew bankowy można na nim zrobić i pocztę sprawdzić. Ma moduł GPS dzięki któremu i dzięki doinstalowanemu programikowi TrekBuddy modę rejestrować wycieczki piesze, rowerowe, kajakowe itp. Póki działa nad zmianą zastanawiać się nie będę.

Skoro już o GPS mowa, to mam i nawigację samochodową. Też posuniętą w latach. Dawno, dawno temu atak gadżetomanii skłonił mnie do zakupu takiej zabawki
Taniego zakupu, bo urządzenie proste i na dodatek kupione w akcji kuponowej Gazety Wyborczej. Urządzenie ma preinstalowaną nawigację MapaMap, do której od początku miałem masę zastrzeżeń. Bez większego kłopotu znalazłem w sieci sposób na zmianę oprogramowania. Przez jakiś czas używałem Automapy ale o ile do jej funkcjonalności nie miałem uwag, to tryb aktualizacji (i jej koszty) podobały mi się mniej.
Kilka minut pracy z wyszukiwarką naprowadziło mnie na stronę MapFactor. Stosunek jakości do ceny znakomity - wersja Free :-)
Zamiast Hołowczyca jest syntetyczny "lektor", czasem trudno go zrozumieć, ale zawsze rzut oka na ekranik wyjaśnia wszystko. Mapy aktualizowane są co miesiąc i są to mapy całego świata - do wyboru do koloru. Ilość opcji wyznaczania tras nie poraża, ale to, co konieczne, jest - definiowanie "ulubionych" lokalizacji, wybór rodzajów dróg, wyznaczanie tras przez zadane punkty pośrednie (z możliwością automatycznego sortowania kolejności tych punktów). Jeżdżę i nie narzekam. Dzięki Navigator 14 stara nawigacja działa bez zarzutu.

A co z gadżeciarstwem numizmatycznym?
Praktycznie mnie nie dotyka. Interesuję się wyłącznie monetami obiegowymi. Lustrzanki, "dukaty" lokalne i podobna metaloplastyka to zupełnie nie moja bajka.
Monety przechowuję w papierowych kopertkach 5 x 5 cm ułożonych w drewnianych kasetach na slajdy (czy pamiętacie jeszcze, co to takiego?).
Wiele publikacji o monetach mam w postaci plików komputerowych, ale w dalszym ciągu większość biblioteki, to normalne, drukowane książki, katalogi i czasopisma (a może to forma gadżeciarstwa właśnie?). Może to i niewygodne,kiedy trzeba przekopywać się przez stertę książek kombinując przy tym "gdzie ja to widziałem?", ale za to jak wspaniale ćwiczy pamięć!

A skoro już przy monetach jesteśmy, to odkryłem dziś we własnym zbiorze coś, czego wcześniej nie zauważyłem. Półgrosz litewski Aleksandra Jagiellończyka
Nie zauważyłem wcześniej, że w DVC LITVANIE zamiast C użyto odwróconej litery D. Mincerz nawet nie spróbował usunąć pionowej kreski by to D upodobnić do C.To jedno.
Druga interesująca rzecz to znaki przestankowe w legendach awersu i rewersu. Zobaczcie:
Po obu stronach monety mamy kombinację dwóch znaków, kółka i wygiętego klina (róg?). O ile mi wiadomo, żaden z autorów publikacji numizmatycznych nie zwrócił na to uwagi, a przecież nie są to kropki, kółka czy dwukropki - zwykłe znaki przestankowe, jakie spotykamy w legendach. Nawet bardzo drobiazgowy wykaz znaków menniczych, jaki E. Kopicki umieścił w części czwartej dziewiątego tomu swojego Katalogu Monet i Banknotów Polskich, wykaz w którym wśród znaków menniczych są pojedyncze kropki i kółka, tych znaków z półgroszków Aleksandra nie uwzględnia.
Warto by było poświęcić trochę czasu na zbadanie sprawy. Może uda się dopasować te znaki do konkretnej osoby?






 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Printfriendly