Google Website Translator Gadget

niedziela, 11 grudnia 2016

Jak nie należy pisać katalogów monet.


Pierwsze polskie katalogi numizmatyczne z początku XIX wieku, miedziakom koronnym Augusta III poświęcają niewiele miejsca.
W "Numismatyce krajowej" Kazimierza Władysława Stężyńskiego Bandtkie znajdujemy tylko szeląga z 1752 r. bez znaku menniczego i szeląga 1754 z literą H oraz dwa grosze - 1752 i 1755 z literą H. W porównaniu z ilością informacji, które Bandtkie podał o miedziakach Stanisława Augusta wypada to bardzo blado. Przyczyn takiego stanu rzeczy może być wiele.
Nie wydaje się, by w grę wchodziło lekceważenie niskich nominałów przez kolekcjonerów i badaczy. Miedź Poniatowskiego opisano przecież dość dokładnie. Większe znaczenie mogą mieć dwa inne czynniki.
Pierwszy wynika z charakteru emisji - August III bił monety prawem kaduka. Zaprzysiągł Pacta Conventa, które zabraniały bicia monety bez zgody sejumu i senatu, więc cały proces starano się trzymać w tajemnicy. Jakby nowy pieniądz pojawiał się z nikąd. A przecież tych miedziaków miało być mnóstwo. Ksiądz Kitowicz pisał o wozach wyładowanych miedzianymi szelągami i groszami - zapłatą za bydło i zboże sprzedawane na jarmarkach. 
Drugim czynnikiem zniechęcającym do zajmowania się mennictwem Augusta III mogła być chęć zepchnięcia w niepamięć okresu, który wspominano źle mimo, że pozostał w przysłowiu, jako czas ucztowania i popuszczania pasa.

Szeląg 1753-F AVGVSTVS, mennica w Gubinie,
nienotowany w literaturze.
Kolejne dziewiętnastowieczne publikacje numizmatyczne zawierają coraz więcej wiadomości o szelągach i groszach Augusta. Ignacy Zagórski w "Monetach dawnej Polski..." opisał 9 szelągów stwierdzając, że bito je w Dreźnie w latach od 1749 do 1755. We własnym zbiorze miał roczniki 1749, 1751 S, 1753 H. Sześć pozostałych: 1752 V, 1753 A, 1753 B, 1753 C, 1753 D, 1753 z odwróconym F, znał z innych kolekcji. Grosze opisał tylko dwa: 1753 (3) i 1754 H (ze swojego zbioru), dodając, że istnieją grosze z roczników 1752 do 1755 oraz 1758.

W "Skorowidzu monet polskich..." Karola Beyera napisanym w 1862 r, ale wydanym dopiero w roku 1880 opisano 38 szelągów i 7 groszy informując, że to "Pieniądze pod stęplem Polskim w Saxonii bite".

Niewiele wnosi "Podręcznik numizmatyczny..." Józefa Tyszkiewicza. Poza informacją, że szelągi z lat 1752-1754 maja "liczne odmiany" ciekawa jest tylko ocena rzadkości. Tyszkiewicz najwyżej wycenił grosze 1752 i szelągi 1750 (po 2 marki), szelągi 1749 i grosze 1758 po 1 marce, szelągi 1751 po 0,50 marki. Pozostałe monety po 0,10 marki.

Pierwsze szczegółowe opisy, łącznie z wariantami interpunkcyjnymi opublikował Emeryk Hutten-Czapski w "Catalogue de la Collection des Médailles et Monnaies Polonaises". Skatalogował 41 szelągów (mam na myśli tylko monety obiegowe) i 13 groszy. Po raz pierwszy zwrócono uwagę na dwie formy zapisu imienia króla  (AUGUSTUS / AVGVSTVS) oraz warianty interpunkcyjne i rysunkowe. W opisach groszy (włącznie z rocznikiem 1758) i kolejnych roczników szelągów brak informacji o miejscu bicia. Jedynie opisowi szeląga z roku 1749 towarzyszy komentarz, w którym czytamy, że monety te wybito w Dreźnie, a w obiegu w Warszawie pojawiły się w roku 1750, spotykając się z życzliwym przyjęciem. Dodatkowe wyjaśnienie pojawia się też przy szelągu 1751 S - Czapski zaznaczył, że na rewersach szelągów z lat następnych występują różne litery, które prawdopodobnie nie były znakami mincerzy, lecz identyfikowały kolejne partie produkowanych monet.
Szeląg 1753-B AUGUSTUS, mennica w Gubinie,
nienotowany w literaturze.
Podręcznik Numizmatyczny M. Gumowskiego z ducha i formy też jest publikacją dziewiętnastowieczną. Wśród wymienionych w nim 51 szelągów po raz pierwszy pojawiają się 1751 B, 1751 D i 1752 H (bez wzmianki o tym, w czyim były zbiorze). Przy szelągach 1752 L i 1753 L występujących w katalogu Beyera, Gumowski postawił znaki zapytania. Powtórzył też informację o biciu szelągów rocznika 1749 w Dreźnie uzupełnioną wiadomością o utworzeniu specjalnych mennic w Gruntalu i Gubinie, nie dodając żadnych szczegółów na temat czasu ich działania i zakresu produkcji. Podręcznik wymienia tylko 10 rodzajów groszy, bo w opisach monet w Podręczniku brak informacji o wariantach legend (AVGVSTVS / AUGUSTUS).

Do tematu saskiej emisji miedzianych monet dla Polski powrócił Gumowski w pracy "Gubin i jego mennice". Umieścił w niej szczegółowy wykaz monet, które jego zdaniem należy tej mennicy przypisać, niekonsekwentnie niestety. Pomimo stwierdzenia, że litery pod herbami na rewersie są charakterystyczną cechą szelągów z mennicy gubińskiej, w wykazie znalazły się też szelągi bez znaku. Druga wiążąca się z tym samym założeniem niekonsekwencja, to pominięcie w wykazie szelągów z rocznika 1751 z literą S. Wykaz obejmuje 51 szelągów i 27 groszy (pomijam odbitkę w srebrze szeląga z 1753 r. i szeląga jednostronnego - awers - ze zbioru Potockiego). Wzrost ilości opisanych monet spowodowany jest uwzględnieniem odmian napisowych i interpunkcyjnych. Niestety, pomimo częstego powoływania się na katalog Czapskiego, w wielu przypadkach Gumowski prezentuje legendy inaczej, niż Czapski (głównie dotyczy to znaków interpunkcyjnych).
Grosz 1755 bez litery  AVGVSTVS, mennica w Gubinie,
nienotowany w katalogach,
znany z inwentarzy prywatnych kolekcji

Od tego momentu (rok 1952) polskie badania nad mennictwem miedzianym Augusta III jakby stanęły w miejscu. Opublikowano wprawdzie kilka katalogów i opracowań ogólnych, ale nie znajdziemy w nich żadnych nowych wiarygodnych informacji. Wręcz przeciwnie, pojawia się niemało wiadomości nieprawdziwych i dezinformujących.

W roku 1969 w ramach Biblioteczki Zbieracza Dzieł Sztuki wydano „Katalog monet polskich 1669-1763” Tadeusza Jabłońskiego i Władysława Terleckiego. Autorzy opisali w sumie 45 szelągów oraz 10 groszy. Wśród nich szelągi i grosze z literami E C, szelągi 1752 bez liter z imieniem AUGUSTUS oraz szeląga 1752 z literą U pod herbami. Nie wymienia ich nikt poza Jabłońskim i Terleckim, mimo że autorzy uznali je za pospolite. Nigdy tych monet nie widziałem, ani na żywo, ani na zdjęciach - uważam, że po prostu nigdy nie istniały.

Niewiele wnosi świetna lektura „Tysiąc lat monety polskiej” Tadeusza Kałkowskiego. Autor powtarza dane dotyczące wielkości zatrudnienia miedzianych mennic saskich i ilości miedzi przebijanej w nich na monety, które wcześniej opublikowali Kirmis i Gumowski. Kałkowski, jako pierwszy pokusił się o oszacowanie ilości monet wybitych w Dreźnie, Gruntalu i Gubinie. Wyliczył, że łącznie wybito: 50 milionów groszy (niemal poprawnie) i dwukrotnie więcej szelągów (wartość mocno niedoszacowana).
Szeląg 1753-D AUGUSTUS, mennica w Gubinie,
nienotowany w literaturze.
W roku 1980 ukazał się "Katalog monet polskich 1697-1763" Czesława Kamińskiego i Jerzego Żukowskiego. Opisano w nim 63 odmiany obiegowych szelągów i 14 odmian groszy. Jako miejsca bicia monet autorzy podali: Drezno (1749), Gruntal (1750-1751), Gubin (1751-1755) i Lipsk (1752-1762), nie precyzując nominałów ani odmian bitych w wymienionych mennicach. Katalog ten nie jest dobrym źródłem informacji o miedziakach koronnych Augusta III. Po pierwsze w oczy rzuca się niespójność opisów monet z rysunkami. O ile zgadza się użycie liter V / U w imieniu króla oraz litery pod herbami, to już interpunkcja legend na rysunkach często nie odpowiada interpunkcji pokazanej w opisach. Na domiar złego rysunki monet nie oddają rzeczywistego ich wyglądu (popiersie, kształt tarcz herbowych). Po drugie, w katalogu umieszczono kilka monet, których istnienie jest co najmniej dyskusyjne (szelągi 1750-B, 1750-H, grosz 1755-F).

Szczególnie wiele zastrzeżeń mam do książki "Pieniądz na ziemiach polskich X - XX w." Józefa A. Szwagrzyka. W chaotycznej części opisowej znajdujemy nieścisłości typu "Grunthal na Łużycach" albo "Z funta miedzi bito 360 szelągów, 240 półgroszy..." - (czy ktoś widział półgrosze Augusta III?), które są chyba skutkiem zaniedbań redakcyjnych.
W części katalogowej wymienia Szwagrzyk szelągi z lat 1749 i 1750 (z literą H i bez znaków) opisując je, jako próbne. Pod numerem 3214 umieszcza szeląga 1751 "B i inne litery, waga 1,0008-0,93 g", a pod numerem następnym ponownie szeląga 1751 "B, D, S, V i inne litery albo bez nich". Numer 3216 to szelągi 1752 "litery serii (emisji) A, B, C, D, E, F, G, H, I, K, L, M, N, O, P, R, S, T, V; waga 1,2713 g". Inni autorzy nie notują szelągów z literą M. I dalej: nr 3217 to szelągi 1752-1755 bez znaków, a nr 3218 to szelągi 1753 "litery serii (emisji) - wszystkie (podkreślenie moje) litery alfabetu prawidłowe lub zniekształcone". Podawanie ciężaru monet z rozdzielczością 0,0001 grama to doprawdy przesada. Na tym chyba można to omówienie zakończyć - zbyt wiele w tej pracy informacji po prostu błędnych.

I ostatnia pozycja - Janusz Parchimowicz "Monety polskie" - wydanie III z roku 2006. Skatalogowano 7 szelągów bez liter, 48 szelągów z literami, 5 groszy z cyfrą 3 i 2 grosze z literą H (brak wątpliwego grosza 1755 F). Podobnie, jak w katalogu Kamińskiego/Żukowskiego szelągi 1750 B i H zostały uznane za pospolite.

Co z tego wynika?
  • Autorzy publikacji często korzystają z pracy poprzedników nie zadając sobie trudu konfrontacji teorii z rzeczywistością.
  • Autorzy katalogów, jeśli zależy im na wiarygodności, powinni przeprowadzać jak najdokładniejszą kwerendę zbiorów publicznych i prywatnych, najlepiej osobistą, bo w rejestrach muzealnych najlepszych kolekcji też są błędy, które pojawiają się tym częściej im gorzej zachowanych monet dotyczą zapisy.
  • Niezbadana jest ludzka psychika. Co na przykład każe człowiekowi głosić wszem i wobec istnienie bytów nieistniejących (tyczy nie tylko numizmatyki!)?  Można przeoczyć istnienie czegoś, zapomnieć o czymś, ale wymyślanie monet powinno pozostać domeną fałszerzy i mitomanów.

2 komentarze:

  1. Brakuje na rynku numizmatycznym rzetelnego i wiarygodnego opracowania dot. mennictwa saskiego. Po części może wynikać to z faktu że niewiele osob lubi ten okres historyczny, a poza tym miedziane szelagi nie są zbyt reprezentatywne. Tak jak i boratynki. Nie cieszą się więc takim zainteresowaniem jak chiciazby SAP czy Batory.
    To dobrże, że porusza Pan temat Augusta III, bo jest to źródło bardzo cennych wiadomości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Panem. Do tych samych wniosków doszliśmy pisząc katalogi monet pomorskich. Wiele nieprawdziwych informacji było przepisywanych przez kolejnych autorów. A Pan Szwagrzyk opisał takie roczniki szerfów, że do dziś się zastanawiam gdzie znalazł natchnienie :) pozdrawiam TW

    OdpowiedzUsuń

Printfriendly