Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henryk Mańkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henryk Mańkowski. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 grudnia 2014

Co jest czym czego

Ze szkół pamiętam, że w rozmowie, jaką by nie była, najważniejsze jest, by rozmówcy używający pewnych słów mieli to samo na myśli.
Rządzi nomenklatura (bynajmniej nie nomenklatura partyjna - jej się tylko wydaje, że rządzi).
Rządzi nomenklatura - słownictwo, a właściwie reguły ustalające sposób tworzenia i stosowania słownictwa w jakiejś dziedzinie.
Sprawa jest w miarę prosta, kiedy poglądy wymieniają ludzie działający w tej samej dziedzinie. Kiedy spotykają się ludzie nie zajmujący się tym samym może się okazać, że wypowiadając te same słowa, całkiem o czym innym myśląc.

Przeczytałem sobie ostatnio na nowo książeczkę Henryka Mańkowskiego "Fałszywe monety polskie".
Wydaje nam się dziś, że nigdy wcześniej kolekcjonerzy nie byli tak bardzo oszukiwani przez fałszerzy. Okazuje się, że dawniej zagrożenie nie było mniejsze. Od samego początku XIX wieku czyli od narodzin nowoczesnego kolekcjonerstwa numizmatycznego w Polsce, pojawiali się nieuczciwi producenci falsyfikatów. Zdarzało się, że sami kolekcjonerzy własnoręcznie produkowali falsyfikaty do swoich zbiorów! Pisze Mańkowski
Ignacy Przeszkodziński, były pułkownik wojsk polskich, gorliwy zbieracz, miał słabość do posiadania kompletnych seryj monet, mianowicie z panowania Stanisława Augusta. Lata, których dostać nie mógł, dorabiał zapomocą dłutka i rylca. Pouczył go, zdaje się w sztuce tej pierwszorzędny mistrz, bo Józef Majnert. Tak przerobił talara 1788 na rok 1787, półtalarka 1783 na 1785 w czasie, gdy, jak wiadomo, w latach 1785 do 1787 ani talarów, ani półtalarów nie bito. 
Nie da się ukryć. Gdyby nie kolekcjonerzy, nie było by fałszerzy.

W innym miejscu Mańkowski zauważa:
Byli i inni, lecz ci fałszowali, zdaje się, tylko z amatorstwa, robili kopje, by uzupełnić swoje zbiory, a tylko lekkomyślność niejednego z nich innych zbieraczy na szkodę naraziła.
Podkreśliłem fragment, bo niedawno przekonałem się (wracam do pierwszej myśli tego wpisu), że to co było jasne i oczywiste dla Mańkowskiego i tak samo jasne i oczywiste jest dla mnie, niekoniecznie jest takim dla innych osób.
4 grudnia postawiono mi kilka pytań, na które odpowiadałem - jak mi się wydawało - merytorycznie i konkretnie. Okazało się, że moje opinie, są tylko moimi opiniami, a nie obiektywną prawdą.

Na przykład takie pojęcia, jak fałszerstwo na szkodę kolekcjonerów i fałszerstwo na szkodę emitenta.
Szkoda - pierwsze znaczenie słownikowe - krzywda, strata. Jaką więc stratę, czy krzywdę ponosi emitent w związku z czyjąś fałszerską działalnością? Czy stratą jest brak zarobku? Prawo mennicze należne władcy gwarantowało mu dochód z produkcji monet. Na monetach bitych przez fałszerza władca nie zarabiał.
A co władca tracił, kiedy pojawiał się fałszerz? Przede wszystkim prestiż. I to nie tylko z tego powodu, że ktoś inny uzurpował sobie prawa mennicze, ale też z powodu bardziej prozaicznego. Produkty fałszerza były zwykle (ale nie zawsze!) gorszej jakości od monety oficjalnej - fałszerz chciał zarobić jak najwięcej. Zła moneta w obiegu świadczyła o słabości władcy, a jeśli było jej dużo, destabilizowała rynek.

A jaką szkodę ponosi kolekcjoner nabywający falsyfikat zamiast oryginału? Dopóki nie próbuje takiej monety sprzedać jest z niej zadowolony, może nawet dumny, jeśli miała to być moneta rzadka i cenna. Jeśli działając w dobrej wierze (przecież ma oryginał) sprzeda ją innemu kolekcjonerowi (jako oryginał), to może nawet na tym finansowo zyskać. Wymierną stratę materialną poniesie, gdy przy próbie sprzedaży okaże się, że to nie oryginał, tylko nic nie warta blaszka. Albo kawałek srebra czy złota, tyle, że nie zabytkowy, a całkiem świeżej produkcji (wtedy materialna strata może być trochę mniejsza).

A idąc trochę dalej. Czy moneta wybita w mennicy, oryginalnymi stemplami, ale nie w ramach normalnej produkcji, tylko z materiału będącego własnością pracownika mennicy, to fałszerstwo, czy nie? Albo, czy moneta wybita w mennicy, oryginalnymi stemplami, ale na krążku z niewłaściwego metalu, albo w sposób odbiegający od normatywnego - fałszerstwo to, czy nie fałszerstwo? A jeśli fałszerstwo, to na czyją szkodę? Emitenta? Przecież taki "rarytas" nie został  wyprodukowany po to, by płacić nim w sklepie za towary albo za usługi. Fakt, prestiż emitenta cierpi. Może są naruszane jakieś regulacje obowiązujące w mennicy, ale strata materialna mennicy ogranicza się do znikomej wartości użytego metalu i do zużycia maszyn i stempli.
A jaką szkodę ponosi kolekcjoner kupujący taki wyrób? Materialnej szkody zazwyczaj nie doświadcza. Jeśli jest to "kolekcjoner" (czytaj handlarz), to wręcz przeciwnie, może nieźle zarobić, Stratę odnotuje, jeżeli okaże się, że na skutek normalnych zjawisk rynkowych (prawa popytu i podaży) rynkowa wartość obiektu spadnie poniżej ceny zakupu. Albo...
jeżeli w ramach śledztwa w sprawie stwierdzonych w mennicy nieprawidłowości zostanie włączony w grono osób podejrzanych.
Tylko podejrzanych o co? O wprowadzanie fałszywej monety do obiegu? O paserstwo (kupił przedmiot pochodzący z przestępstwa)? O naruszenie przepisów skarbowych (bo nie płacił podatku od zysków z handlu monetami kolekcjonerskimi)?

Moje opinie w tym zakresie są jasne i od lat niezmienne.

Produkcja monet obiegowych w celu wprowadzenia do obrotu rynkowego to przestępstwo. I to akurat powinno być przyjmowane jako prawda obiektywna.

Włączanie do kolekcji takich monet może w pewnych przypadkach narazić kolekcjonera na kłopoty, bo zgodnie z prawem fałszywe pieniądze powinny być zgłaszane w banku albo na policji. W instrukcji opublikowanej na stronie NBP mowa co prawda tylko o banknotach, ale w stosunku do monet obowiązują te same zasady. W pracy Mańkowskiego jest taki akapit:
Zanim przystąpimy do właściwego naszego tematu, musimy wspomnieć chociaż w krótkości o fałszowaniu współczesnem monet w obiegu będących. Plaga ta jest bardzo starą i do dnia dzisiejszego nie wykorzenioną. Pomimo groźby i wykonania najsroższych kar za udowodnione fałszerstwo i nieprawne bicie monet, spotykamy w każdej epoce liczne dowody tych oszustw. To też każdy większy zbiór posiada i dla porównania posiadać powinien obok monet prawnie bitych i okazy współczesne fałszowane. 
Oczywiście określenie "okazy współczesne fałszowane", to nic innego, tylko monety, które dziś nazywamy raczej fałszerstwami z epoki.

Monety produkowane w mennicach (niezależnie od tego, czy oficjalnie i legalnie, czy nieoficjalnie i nielegalnie (?)) nie w celu wprowadzenia do rzeczywistego obiegu pieniężnego, tylko w celu sprzedaży kolekcjonerom, nie są monetami, a obiektami metaloplastycznymi.
Choćby narodziny ich były usankcjonowane stosownymi rozporządzeniami odpowiednich władz opatrzonymi czternastoma pieczęciami w siedmiu kolorach tęczy.

To z kolei pozostaje wyłącznie opinią. Moją i mam nadzieję, że nie tylko moją, ale opinią, a nie prawdą obiektywną.  Nie przeczę, że te wyroby mogą być przedmiotem kolekcjonerstwa (tak jak nie przymierzając etykiety zapałczane, albo "gołe baby", o których kiedyś śpiewał Kazik Staszewski). Nie zamierzam zaprzeczać rzeczywistości - te wyroby mają szerokie grono miłośników gotowych płacić za nie bardzo duże kwoty. Ale...

... kolejny powrót do pierwszego akapitu - kiedy ja mówię o monetach, to niekoniecznie mam na myśli to samo, co kolekcjoner "dukatów lokalnych" albo "lustrzanek" emitowanych przez Narodowy Bank Polski.

To ostatni tegoroczny wpis na moim blogu. Życzę Wam kolekcjonerskich radości i sukcesów w roku następnym.

I niekolekcjonerskich też.

P.S.
Wpis bez zdjęcia? Nie może być!
Patrzcie, jakie cacko ostatnio kupiłem
Tak, kupiłem monetę "w gradingu". Za całych 17 złotych, w tym przesyłka. Taki rarytas, za tak niewielkie pieniądze! Jeszcze o nim napiszę, ale już w styczniu 2015 roku.

P.P.S
Tytuł "Co jest czym czego" ukradłem z małej książeczki "Wstęp do imagineskopii", o której już na blogu wspominałem. Szczerze polecam, może spis treści Was zachęci.



niedziela, 25 marca 2012

Henryk Mańkowski

Takie teraz mamy dziwne czasy, że każdy może zlecić wyprodukowanie własnych "monet". Z nazwiskiem i portretem zleceniodawcy - proszę bardzo, z popiersiem ukochanej - wedle życzenia, z karykaturą najgorszego wroga - nic trudnego.
Tyle, że będą to "monety", a nie monety i z numizmatyką będą miały tyle wspólnego, co ja z lotem na Marsa.

Dawniej, właściciele majątków ziemskich i przedsiębiorstw emitowali na ich potrzeby własny, prywatny pieniądz, który spełniał podstawowy warunek bycia pieniądzem właśnie. Takimi monetami i papierowymi bonami można było płacić za towary i usługi. Oczywiście obieg ich był mocno ograniczony terytorialnie. Nie za wszystko też można było nimi płacić.
Historia polskiego pieniądza prywatnego sięga co najmniej wieku szesnastego, a kończy się...
Pewnie nie skończy się, dokąd będą się zdarzać sytuacje, w których potrzebny będzie jakikolwiek materialny nośnik wartości.

Przyjmuje się jednak, że ostatnim polskim pieniądzem dominialnym (czyli pieniądzem funkcjonującym w obrębie konkretnego majątku ziemskiego) były monety Henryka Mańkowskiego kursujące w Winnogórze.

Winnogóra, dawniej Winna Góra to wieś wielkopolska, która była kiedyś posiadłością biskupów poznańskich. Jej nazwa pochodzi od winnic istniejących w okolicy w średniowieczu. Dziś, pomimo globalnego podobno, ocieplenia klimatu winorośl się na tych terenach tak dobrze nie udaje.
Na początku XIX wieku, Napoleon, cesarz Francuzów przekazał za zasługi winnogórski majątek generałowi Janowi Henrykowi Dąbrowskiemu (1755-1818). To dla niego Józef Wybicki napisał w 1797 roku "Pieśń Legionów Polskich we Włoszech", która po odzyskaniu przez Polskę niepodległości stała się hymnem państwowym.
Wkrótce po śmierci generała majątek odziedziczyli potomkowie jego córki, Bogusławy z Dąbrowskich Mańkowskiej. W ich rękach Winnogóra pozostawała do roku 1939, kiedy to majątek po zajęciu przez okupanta został przekazany feldmarszałkowi Keitlowi.
Nas interesuje Jan Henryk Dezydery Mańkowski, prawnuk Jana Henryka Dąbrowskiego. Dziś, 25 marca, mija 140 rocznica jego urodzin.
Mańkowski, używający imienia Henryk jako głównego, objął w posiadanie Winnogórę w roku 1914. Wcześniej administrował w Osinie koło Oleśnicy.


Henryk Mańkowski był ziemianinem dobrze wykształconym. Po ukończeniu gimnazjum we Wrocławiu studiował na uniwersytetach w Hall i Paryżu. Już w czasach gimnazjalnych (rok 1888) interesował się numizmatyką. Niewątpliwy wpływ na rozwój tego zainteresowania miała znajomość ze Stanisławem hrabią Walewskim (autorem pracy "Trojaki koronne Zygmunta III"). Kupił zresztą od niego  znaczną część zbioru. Odziedziczył też kolekcję po swoim wuju, Bronisławie Dąbrowskim. W krótkim czasie zgromadził jeden z najbogatszych zbiorów numizmatycznych w Polsce - przed rokiem 1910 miał około dziesięciu tysięcy monet i medali. Kupował monety między innymi od Sobańskiego, Bartynowskiego, Soubise-Bisiera. Były w tej kolekcji głównie monety polskie.
Mańkowski nie ograniczał się do gromadzenia monet. Pisał artykuły do Wiadomości Numizmatyczno-Archeologicznych.  Od 1907 roku należał do Towarzystwa Numizmatycznego w Krakowie. W roku 1908 został jego prezesem. Był nim do roku 1922. Miał w kolekcji grupę około 140 falsyfikatów - w tym wyprodukowanych przez Majnerta. Zebrane przez niego materiały dotyczące falsyfikatów numizmatycznych opublikowano już po śmierci Mańkowskiego ("Fałszywe monety polskie" -Poznań 1930).

Problemy finansowe spowodowały, że kolekcja Mańkowskiego została rozproszona. Monety piastowskie kupił Wyssenhoff, XVII- i XVIII-wieczne Frankiewicz, przeszło 700 monet kupiło Muzeum Wielkopolskie. Część kolekcji trafiła też do muzeów w formie darów. W 1907 roku - 412 jedenastowiecznych krzyżówek ze skarbu, z okolic Winnogóry, w 1910 ozdoby ze znaleziska z Dzierznicy, w latach 1916-1918  kilkaset bonów wojennych, asygnat, monet zastępczych z lat 1914-1915 z różnych miast Wielkopolski i Pomorza.

Między nimi były zapewne i cynkowe monety, które wybito na jego zamówienie. Niedawno kupiłem sobie jedną z nich.
Stan beznadziejny. Nominał (10), który znajdował się pomiędzy datą 1917, a nazwą majątku WINNOGÓRA - zniknął. Ledwo widoczny jest też herb Mańkowskich. Pod nim daje się odczytać napis H. MAŃKOWSKI.

Mimo tak słabego stanu skusiłem się na zakup. Chciałem mieć w kolekcji pamiątkę po prawdziwym numizmatyku.





Printfriendly