Google Website Translator Gadget

czwartek, 15 września 2016

Moje monety - trojak litewski 1584 - ciąg dalszy

Zgodnie z planem sprzed kilku dni, odwiedziłem bibliotekę uniwersytecką w Katowicach, a właściwie Centrum Informacji Naukowej i Biblioteki Akademickie.
Muszę tam częściej zaglądać, bo budynek świetny, a organizacja pracy jeszcze lepsza - ciekawe, jak będzie w czasie roku akademickiego.

Przyczyną wycieczki do Katowic był trojak litewski z 1584 roku, o którym pisałem niedawno, a ściślej rzecz biorąc, ta książka
z którą wiązalem pewne nadzieje na choćby przybliżone rozwiązanie zagadki gwiazdek w legendzie awersu. 

Niestety. Gumowski też ubolewał nad brakiem źródeł odnośnie pracy mennicy wileńskiej za króla Stefana. Zaznaczył, że nie dotarł do danych o ilości kruszcu przebitego na monety ani o ruchach personelu mennicy.
W interesującym mnie okresie sprawy miały się mniej więcej tak:
w latach 1580 do 1586 (do 1 czerwca) podskarbim wielkim litewskim był Jan Janowicz Hlebowicz. Zarządzali mennicą Michał Radziwiłł (1580-1589), Jan Abramowicz (1581) i doktor Stanisław Sabinus (1581-1583).
Dzierżawcą mennicy i jednocześnie mincmistrzem i rytownikiem (medalierem) był w latach 1579 - 1591 człowiek nieznany z nazwiska, określony jako monogramista PP. Gumowski uważał, że "pan PP" był i rytownikiem i mincmistrzem, bo tylko ktoś pełniący te funkcje mógł swój monogram - PP właśnie - umieścić na medalach w wileńskiej mennicy wybitych. Monogram ten nie pojawia się na monetach. Na nich znakiem mincmistrza w tym okresie jest gałązka z trzema listkami. Ją uważa Gumowski za znak "pana PP".
Na tablicy VIII Gumowski pokazał obydwa wileńskie trojaki z gwiazdkami w legendach - mają numery 91 i 95.
Na trojaku z 1582 r. (nr 91) brak trójlistka, na awersie jest Leliwa, na rewersie kły Batorych, ale nie między Orłem i Pogonią, tylko w dole, rozdzielają ostatni wiersz legendy .
W opisie trojaka z 1584 r. (nr 95) Gumowski podkreślił odrębność portretu króla - zamiast zwykłej zbroi, Batory ma ozdobną zbroję łuskową.
Jak widać, obydwa te trojaki wyróżniają się w szeregu litewskich trojaków Batorego, ale zagadka ich odrębności musi jeszcze poczekać na rozwiązanie, albo pozostać zagadką na zawsze.



poniedziałek, 12 września 2016

Co nowego u Czapskich?

Zachęcony informacją o nowej wystawie czasowej
wybrałem się w niedzielę do Krakowa i nie żałuję.
Wystawa piękna. Prezentowane starodruki tyczą co prawda tej części numizmatyki, która rozmija się z moimi zainteresowaniami, ale same w sobie są wspaniałymi obiektami. Dowodzą też, że już na przełomie XVII/XVIII wieku kolekcjonerstwo monet i medali miało się świetnie.
Przecież jeżeli byli wydawcy stricte numizmatycznych miesięczników (a nawet tygodników), to musieli być i kolekcjonerzy zainteresowani nabywaniem tych publikacji. Na wystawie są też przykłady podręczników, dla zbieraczy i potencjalnych autorów publikacji.

Przy okazji obejrzałem drugą wystawę czasową, otwartą jeszcze przed wakacjami. Wcześniej nie znalazłem dla niej czasu.
Muzeum Czapskich powstało dzięki darowi rodziny Czapskich dla Muzeum Narodowego. Od 1903 roku kolekcja rozrasta się stale, między innymi dzięki hojnym darom kolekcjonerów. Bez ofiarności Karola Halamy nie było by w niej reprezentatywnego zbioru monet antycznych, bez daru Państwa Kleczkowskich, znacznie skromniej wyglądał by dział monet średniowiecznych. To tylko dwa przykłady całych wielkich kolekcji włączanych w zbiory Muzeum Czapskich.
Wspaniałe monety, medale, archiwalia, banknoty trafiają do nich co roku.
Interesującym przykładem jest dar Lecha Kokocińskiego - wielotysięczna kolekcja monet fałszywych. Fałszerstw na szkodę emitenta, ale też i falsyfikatów wytwarzanych z myślą o kolekcjonerach.
 
Zdjęcia robiłem niestety telefonem, i to takim z dość podłym aparatem, więc nie wiem, czy peerelowska dziesięciogrószówka widoczna na dolnym zdjęciu jako jasny krążek, to falsyfikat słynnej dziesiątki 1973 bez znaku mennicy (zwiedzający widzą tylko rewers), czy przykład nadmiernego (???) optymizmu fałszerza próbującego konkurować z mennicą, wówczas państwową.

Oczywiście nie ominąłem wielokrotnie już oglądanych gablot na parterze. Zawsze znajduję tam coś, co wcześniej umknęło mojej uwadze. Wczoraj zainteresował mnie denarek ryski Stefana Batorego z 1582 r. Trzynastomilimetrowe maleństwo, na którego awersie udało się zmieścić i piękny portret króla i legendę otokową, a na rewersie herb miasta, również otoczony legendą. Monetka w świetnym stanie - kolejny raz potwierdziło się, że takie małe srebra bardzo źle się fotografują. Zdjęcia tej monety na komputerowej planszy przy gablocie, nawet w największym powiększeniu wydają się mniej wyraźne, niż leżąca obok moneta. A Muzeum dysponuje przecież bardzo dobrym studio fotograficznym.

Odwiedzajcie Czapskich. Monety oglądane  nawet przez szybkę gabloty to coś nieporównywanie więcej, niż te same monety w albumach, katalogach, na ekranie komputera.





czwartek, 8 września 2016

Moje monety - trojak litewski 1584

Dawno, dawno temu, wśród felietonów pisywanych dla e-numizmatyki pojawiały się cyklicznie teksty połączone tytułem "Moje monety".

Dzisiejszy wpis jest kontynuacją tego cyklu.

W roku 2008 opisałem perypetie związane z kupnem pewnego trojaka na eBay. W skrócie - sprzedawca omyłkowo wysłał mi inną monetę, znacznie bardziej wartościową. Pojawił się problem, jak ją legalnie odesłać. Zresztą, przeczytajcie sami - link jest kilka linijek wyżej.
Niedawno jeden z czytelników moich felietonów zapytał mnie o jakiegoż to ciekawego trojaka chodziło. Odpowiedziałem i jednocześnie pomyślałem, że to może być pomysł na kolejny wpis na blogu.

Rzecz dotyczyła tego wytartego i dziurawego trojaka litewskiego z 1584 roku.
W katalogu Igera V.84.1.d - jedyny, na którym na awersie rolę interpunkcyjnego przerywnika pełnią gwiazdki.
Wtedy jeszcze katalogu P. Tadeusza nie miałem (kupiłem go dopiero w październiku), w katalogu Kurpiewskiego w opisie awersu pierwszego wileńskiego trojaka z 1584 r. jest tylko uwaga "istnieje szereg odmian interpunkcji", bez informacji o jakie znaki może chodzić.
W archiwum WCN takiego wariantu wtedy nie było więc uznałem że to na tyle ciekawa odmiana, że mimo stanu zachowania warto się tą monetą zainteresować.
Kiedy już miałem na półce katalog Igera, sprawdziłem, co w nim o tej monecie napisano. Iger nie wyróżnił tego wariantu, jako rzadszego (wszystkie warianty V.84.1 mają R), ale nie widuje się go często. W archiwum WCN jest coś takiego:

Nie wiem, dlaczego panowie z WCN napisali, że to V.84.1.d skoro dodali od razu, że interpunkcja kropkowa.

Po jakimś czasie WCN udostępnił pełny katalog kolekcji Tadeusza Igera. Sprawdziłem, czy moja odmiana jest w nim uwzględniona.
Oczywiście, że jest i to z dwoma różnymi portretami króla. W końcu jest to kolekcja trojaków pretendująca do miana najpełniejszej.
Od tego czasu w archiwum WCN przybyło wiele trojaków litewskich z 1584 r. ale na żadnym z nich, na awersie nie ma gwiazdek. Wygląda na to, że udało mi się zdobyć monetę o niedoszacowanej rzadkości.

Zastanawiam się jeszcze, skąd się te gwiazdki wzięły. Na wileńskich trojakach Batorego gwiazdki są na rewersach odmiany V.82.2, na żadnej innej monecie Batorego, nieważne z której mennicy, takiego znaku interpunkcyjnego się nie dopatrzyłem. Zwykle w takich przypadkach mówi się, że użycie nietypowej puncy było spowodowane uszkodzeniem lub zaginięciem właściwej (albo pomyłką), ale ten przypadek wydaje się inny. Najprostszym wyjaśnieniem było by przyjęcie, że człowiek, który wykonał stemple rewersu w roku 1582 zniknął na przeszło rok ze swoim kompletem punc i pojawił się ponownie w roku 1584, przygotował dwa (lub więcej) stemple awersu z gwiazdkami i znów ślad po nim przepadł.
Nie mam monografii mennicy wileńskiej. Nie wiem, czy są w niej na tyle szczegółowe wzmianki, ale mam zamiar sprawdzić to wkrótce - praca Gumowskiego jest dostępna w nieodległej bibliotece. O wynikach poszukiwań, poinformuję.

PS
Ciąg dalszy nastąpił: http://zbierajmymonety.blogspot.com/2016/09/moje-monety-trojak-litewski-1584-ciag.html 



środa, 7 września 2016

Zmiana koncepcji!

Nie, nie, nie - bez obaw.
Hasło "ZBIERAJMY MONETY!" nadal obowiązuje.

W tym roku zmieniłem koncepcję urlopową. Zamiast tradycyjnego, pięciotygodniowego buszowania po okolicach Chojnic, Człuchowa, Charzyków itd. pojechaliśmy tam na zaledwie trzy tygodnie.
Wróciłem, zdałem krótkie sprawozdanie i...

Nie mogę usiedzieć na miejscu. Od tego czasu zdążyłem już:
  • odwiedzić dawno nie odwiedzane góry,
  • sprawdzić jak wygląda zamknięcie sezonu letniego w Charzykowach,
  • urządzić sobie krótką, ale "gęstą" wycieczkę na Słowację.
Po kolei więc.
Najpierw, 20 sierpnia wdrapałem się na Lipowską i kilka innych górek.
 
 
Było pięknie i smacznie.

Później zachciało mi się sprawdzić, jak też wygląda końcówka letniego sezonu w Charzy.
W niedzielę 28 sierpnia, charzykowska promenada mogła konkurować z Krupówkami. Tłok był wszędzie - na plaży, w smażalniach, barach, restauracjach, a nawet w lesie. Grzybiarzy było chyba więcej, niż grzybów. Zostawały tylko takie
Za to już dzień później, w poniedziałek - cud, miód ultramaryna. Pogoda piękna, a ludzi, jakby wywiało. Można było spokojnie, bez narażania życia swojego i innych, przejechać na rowerze całą promenadę nie hamując ani razu. Zastanawiam się, czy nie przesunąć przyszłorocznego urlopu na późniejszą porę.

Trzeciego września wybrałem się za południową granicę. Odstawszy ile trzeba w korkach na zakopiance dotarłem do niewielkiej wioski Vrbow.
Wioska ładna, na horyzoncie niedalekie Tatry (tego dnia, mimo niezłej pogody, kryły się nieśmiało w chmurach), zadbane domy - na oko w co trzecim PRIVAT albo PENZION. Dlaczego?
Przyczyna kryje się w pobliskiej dolinie - Thermal Park Vrbov.
Wymoczywszy i wypływawszy się do oporu, napchałem się miejscowymi specjałami (zemiakové pirohy s bryndzou) - też do oporu mogłem już tylko spać.
Następny dzień przeznaczyłem na objazd nieodległych miasteczek.
Najpierw była Levoča. Miasteczko otoczone murami, słynne ołtarzem mistrza Pawła. Byłem tam już kiedyś, więc tym razem ograniczyłem się do spaceru wzdłuż murów i wałęsaniu się bocznymi uliczkami. Na nich też można ciekawe rzeczy zobaczyć. I stare
 
 i nowe

Kolejnym przystankiem było Spišské Podhradie i górujący nad nim zamek. Zwiedzanie go, to niezła zaprawa. Najpierw trzeba wdrapać się na całkiem spore wzgórze, a potem wędrować po niezliczonych schodach ogromnego zamczyska.
W pierwszą niedzielę miesiąca wstęp na zamek jest bezpłatny. Nie tylko wstęp, ale również pokazy pojedynków i scen rodzajowych z epoki świetności zamku.
Ja większość uwagi poświęciłem zamkowemu muzeum i obecnym w nim akcentom numizmatycznym.
W jaskini pod zamkiem dokonano w 2003 roku makabrycznego znaleziska. Znaleziono szkielet, a przy nim sakiewkę z rzymskimi denarami z I i II w. n.e. - od Wespazjana do Komodusa. Niestety monety nie są eksponowane. Jest tylko taka tablica informacyjna.
Może to i lepiej, bo ekspozycja kolejnych (i jedynych w ekspozycji) monet woła o pomstę do nieba. Tablica informacyjna jest czytela, owszem. Opisano na niej i pokazano celtycką monetę określoną jako monetę kultury puchowskiej (typ spiski). Lud, który bił te monety znany jest też jako Kotynowie, albo Kotyni.
Monety Kotynów umieszczono głęboko w gablocie i oświetlono tak, że równie dobrze można tam było położyć dowolne blaszki z dowolnie wybranej epoki.
Droga z zamku w dół, na parking i dalej w drogę. Kolejny etap był trochę dłuższy, bo prawie sześćdziesięciokilometrowy, drogą przez góry do zamu nad miastem Stará Ľubovňa. Droga, poza kilkukilometrowym fragmentem dobra, choć wąska i pokręcona. Za to widoki! Tyle przestrzeni! W Polsce nawet w Bieszczadach jest więcej śladów ludzkiej obecności, niż tam. Wymarzona trasa dla wprawnych rowerzystów.
O Lubowni już tu wspominałem. W tym roku zamek odwiedziłem.
Miasto wchodziło w skład tzw. zastawu spiskiego. Król Zygmunt z rodu Luksemburgów pożyczył od naszego Władysłąwa Jagiełły 37 tysięcy kop groszy praskich (2.220.000 groszy, około ośmiu ton!). Pieniądze przekazano na zamku w Niedzicy, a zabezpieczeniem pożyczki zostało szesnaście miast spiskich (w tym i Vrbow i Spišské Podhradie - ale bez zamku). W muzeum prezentowane jest faksymile umowy zastawnej.
 Przez wiele lat starostami spiskimi byli Lubomirscy.
Podczas szwedzkiego potopu na zamku w Lubowni ukryto klejnoty koronne polskich królów. W roku 2010 nowosądecki metaloplastyk wykonał ich kopie na podstawie opisów sporządzonych po koronacji S. A. Poniatowskiego. Kopie są prezentowane w jednym z pomieszczeń zamku. Jest to płaszcz koronacyjny Poniatowskiego
 oraz jabłko królewskie, berło i tzw. korona Chrobrego
 Na koniec wpis do księgi gości
i w drogę do domu.

Za kilka dni będzie więcej o monetach. 
Obiecuję.

 




czwartek, 18 sierpnia 2016

Sprawozdanie z urlopu 2016'

Lato w tym roku nie rozpieszcza.
Jeszcze się nie skończyło, ale wiele osób mówiło mi, że mają wrażenie, że nawet się nie zaczęło. Jeżeli już trafi się ładna pogoda, to góra na kilka dni, a potem na zmianę, zimno, mokro...

Ja nie narzekam.
I popływałem, i pojeździłem na rowerze, i pobiegałem.
Nawet sporo grzybów nazbierałem - ususzyliśmy więcej, niż przez ostatnie trzy lata łącznie, a i świeżych się podjadło.
Nawet takie dziwne, fioletowe sie pokazały.
Takich nie zbieram.

Kolejny urlop bez akcentów numizmatycznych. Nie mogłem nie sprawdzić, czy przypadkiem coś się nie zmieniło i czy niedzielne targi staroci pod bramą człuchowską nie przekształciły się w gwarną imrezę z bogatą ofertą.
Jak widać, nie.

Chojnice nadal piękne, czyste, przyjazne.
Charzykowy również, o czym miał okazję przekonać się Pan Robert, autor bloga (a właściwie floga) poświęconego kolejnictwu.
W tym roku wziąłem na wakcje laptopa, dzięki czemu po powrocie nie musiałem spędzać kilku godzin na przeglądanie zaległej poczty i komentarzy na blogu. Jeden z komentarzy umieścił właśnie Pan Robert, który w związku z pobytem w Chojnicach i okolicach postanowił zweryfikować moje doniesienia z ubiegłych lat .
Nie jestem miłosnikiem kolei, może za sprawą kilku podróży pociągiem do Zakopanego odbytych w "luksusowych" warunkach czyli na jednej nodze, na korytarzu w sąsiedztwie niedomykających się drzwi do "toalety". Mimo to z zainteresowaniem przeczytałem kilka ostatnich wpisów na blogu Pana Roberta. Pasja, wiedza, ciekawe zdjęcia - nie miałem pojęcia, że po torach jeździ tak różnorodna menażeria lokomotyw i innych dziwnych pojazdów szynowych.

W chojnickim muzeum też żadnych numizmatycznych nowinek nie zauważyłem. Jest za to ciekawa wystawa czasowa poświęcona Ottonowi Weilandowi, współtwórcy Polskiego Związku Żeglarskiego, "ojcu polskiego żeglarstwa". 
Mam w zbiorach ładne przedwojenne zdjęcie uroczystości Chojnickiego Klubu Żeglarskiego, Weiland powinien gdzieś na nim być.


Przed urlopem (w trakcie też nie) nie  robiłem żadnych numizmatycznych zakupów, więc na poczcie nie czekało na mnie nic ciekawego (poza rachunkami za wodę i prąd).

Polowanie czas więc zacząć.




czwartek, 14 lipca 2016

Historia Magistra Vitae Est.

Historia testis temporum, lux veritatis, vita memoriae, magistra vitae. 

Dlaczego więc się jej nie uczymy?

Jak to się nie uczymy, skoro się uczymy?
Jest w programie szkoły podstawowej od klasy czwartej, jest w gimnazjum, jest w liceum.
Teoretycznie po zakończeniu nauki historii w gimnazjum uczeń:
  • porządkuje i sytuuje w czasie wydarzenia, zjawiska oraz procesy historyczne,
  • ustala związki poprzedzania, równoczesności i następstwa,
  • dostrzega zmiany w życiu społecznym,
  • dostrzega ciągłość w rozwoju kulturowym i cywilizacyjnym,
  • wyszukuje i porównuje informacje z różnych źródeł oraz formułuje wnioski na ich podstawie,
  • w narracji historycznej dostrzega warstwę informacyjną, wyjaśniającą i oceniającą,
  • wyjaśnia związki przyczynowo-skutkowe analizowanych wydarzeń, zjawisk i procesów historycznych,
  • interesuje się przeszłością,
  • zna pojęcia niezbędne do zrozumienia współczesnego życia politycznego, społecznego, gospodarczego i kulturalnego,
  • rozumie i poprawnie interpretuje źródła historyczne,
  • zna dzieje Polski i łączy je z dziejami Europy i świata;
  • zna wkład Polski do kultury europejskiej oraz wpływ Europy na kulturę Polski,
  • okazuje szacunek i przywiązanie do własnego państwa i rodzimej kultury, a także szacunek i tolerancję dla innych państw i kultur,
  • zna i akceptuje wartości ogólnoludzkie, sprzyjające wychowaniu prawego człowieka i aktywnego, świadomego swych praw i obowiązków obywatela,
  •  wyjaśnia znaczenie poznawania przeszłości dla rozumienia świata współczesnego.
Ten katalog umiejętności, które powinien mieć każdy uczeń kończący gimnazjum z pozytywną oceną zaczerpnąłem z PROGRAMU NAUCZANIA HISTORII W GIMNAZJUM W KLASACH I–III Tomasza Małkowskiego i  Jacka Rześniowieckiego.

"Zna dzieje Polski..."
Zna lepiej od niejednego historyka, bo któryż z nich słyszał o Janie III Sasie władającym Polską w roku  1752?

Dobrze, tę aukcję wystawił...
Kto? Nie wiem, nie znam człowieka, ale jest konsekwentny. Sprzedaje też szeląga tego samego władcy (ale z roku 1751).
Dobrze, to aukcja prywatna - komuś znudziło się kolekcjonowanie monet, albo "ma podwójne" - sprzedaje.

Jako że nieustannie staram się uzupełniać moje braki w wykształceniu (nie tylko historycznym), kiedy moje oczy ujrzały te aukcje:

natychmiast wysłałem do sprzedawcy pytanie o źródła, w których mógłbym znaleźć uzasadnienie dla nazwania polskiego szeląga koronnego halerzem saskim, a grosza dwuhalerzem.

O Jana III nie dopytywałem (aukcja prywatna), halerze wystawiła niemała firma numizmatyczna, z dużym dorobkiem i z tego, co wiem z pokaźną biblioteką. Miałem nadzieję, że dowiem się czegoś nowego.

Nic z tego. Jakbym pisał na Berdyczów. Nadal nie wiem skąd pomysł taki, a niewiedza ta trochę mi dokucza.
 
Pamiętam, jak kiedyś kolega naśmiewał się z młodych amerykanów pyszniących się znajomością nazwisk i kolejnością rządów prezydentów USA.
-  Nie mają porządnej, wielusetletniej historii, to i uczą się takich bzdetów.
Zapytałem go o naszych królów i bardzo spokorniał. Dociskany, przyznał, że nie wie czy najpierw był Sobieski, czy może Władysłw IV. Obaj Sasi (na szczęście bez Jana) zlali mu się w jednego - Augusta III Mocnego.
- I co? Może ci Amerykanie nie są tacy głupi wymagając od młodzieży, by wiedziała kto i kiedy nimi rządził?
- Może i nie są.

Coś się ma w naszych szkołach zmienić (podobno). Dzieciaki mają dokładniej poznawać naszą historię (podobno). Mają być dumni z osiągnięć naszych przodków (przynajmniej z niektórych).
Jak będzie?
Źle będzie. Nic nie wskazuje na to, że o przyszłym absolwencie polskich szkół można będzie powiedzieć, że  wyszukuje i porównuje informacje z różnych źródeł oraz formułuje wnioski na ich podstawie, albo że
w narracji historycznej dostrzega warstwę informacyjną, wyjaśniającą i oceniającą.
Obawiam się, że nauka historii zostanie podporządkowana potrzebom bieżącej polityki. Ten kierunek rysuje się w wypowiedziach ministrów, posłów, senatorów...

I co?
I nic.

Zbierajmy monety!

 

poniedziałek, 11 lipca 2016

Łódź to ładne miasto...

ale nareszcie nie muszę się przez nie przedzierać jadąc w ulubione wakacyjne okolice. Przetestowane w obu kierunkach - jest dobrze. Co będzie, kiedy uruchomią bramki (brrr) - nie wiem.
W każdym razie wszystkim tym, którzy kiedyś psy na ministrze Polu wieszali za pomysł wprowadzenia winiet (jak u obu naszych południowych sąsiadów) życzę, by w sezonie urlopowym przynajmniej raz w tygodniu musieli odstać godzinkę przy wjeździe i druga przy zjeździe z naszej "bursztynowej".

A kiedy mnie w domu nie było, poczta nie próżnowała i dostarczyła to brzydactwo,
z którego bardzo, bardzo się ucieszyłem i to mimo tego, że mam identyczny (bo spod tych samych stempli), a lepiej zachowany egzemplarz.
Skąd radość?
To powiedzcie kochani, ile widzieliście dziesięciogroszówek 1838 z G z szeryfem???

Ja, poza moimi - ANI JEDNEJ!

Inną charakterystyczną cechą tego wariantu są ślady poprawiania liter w znaku mennicy:
 
Ciekawe, czy awers z tymi poprawkami pojawia się na innym wariancie tej monety (to nie musi być ten sam rocznik!).

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Chester L. Krause 1923-2016

Kto nie słyszał nigdy o katalogach Krausego, ręka do góry...
Dziękuję, nie widzę...
O! Przepraszam, ktoś jednak rękę podniósł.
No tak, Pan tylko monety antyczne, zdaje się.

25 czerwca zmarł Chester Krause. W grudniu skończył by  93 lata.
Chester L. Krause
(zdjęcie z blogu Dave Harpera)

Czy możecie to sobie wyobrazić - gdzieś w środku niczego, w Iola w stanie Wisconsin mieszkał sobie cieśla, który miał dziwne hobby - kolekcjonował monety. Daleko od Nowego Yorku, daleko od Los Angeles, trochę bliżej Chicago.
W 1952 roku założył niewielkie wydawnictwo i zaczął publikować "Numismatic News". Giganci komputerowi zaczynali ponoć w garażach, Krause przy kuchennym stole. Dwadzieścia lat później wydał pierwszą "cegłę" - "Standard Catalog of World Coins". Katalog zmieścił się na ośmiuset stronach. 
Mój mocno zmęczony egzemplarz wydany w 1983 roku ma już ponad dwa tysiące stron. Obejmuje emisje z lat 1750 - 1980 (mniej więcej).

W późniejszych latach standardowy katalog monet świata podzielił się na wiele tomów - po jednym na każde stulecie - i zyskał towarzystwo innych podobnych wydawnictw, między innymi katalogu monet niemieckich. Na mojej półce stoi drugie jego wydanie.

Bardzo mi się obydwa przydawały w latach kiedy aktywnie zajmowałem się identyfikacją i wyceną monet na forach internetowych.  

Przez jakiś czas prenumerowałem też czasopisma wydawane przez Krause Publications -
Może nawet któreś z nich leży jeszcze na którejś półce w piwnicy.

Nie ograniczał się Pan Krause do monet bynajmniej. Zajmowały Go i komiksy, i popularne nie tylko w USA karty ze sportowcami, i stare zabawki i stare płyty. Znano szeroko Jego kolekcję starych samochodów i pojazdów wojskowych. Parada czołgów Cheta Krause uświetniała doroczne pikniki
Comics Buyer's Guide - innego periodyku przez Niego wydawanego.

W czasach internetu znaczenie katalogów Krausego znacząco zmalało, ale nie na tyle, by w sieciowych katalogach nie dodawano do opisów monet numerów z katalogów Krause Publications.

Szkoda, że odejście człowieka tak ważnego dla kolekcjonerów (nie tylko monet!) przeszło niemal bez echa.

Szkoda i żal.




 

wtorek, 7 czerwca 2016

Kolejny odhaczony!

Najpierw podziękowania.
Krytykującym, za krytykę, popierającym za poparcie, rozumiejącym za zrozumienie.
Chodzi oczywiście o poprzedni wpis o lenistwie.
Przeczytałem wszystkie Wasze komentarze (jeszcze raz dziękuję) i wyciągnąłem wnioski na przyszłość.

A teraz o dzisiejszym święcie.
Im krótsza moja mancolista - czy ktoś jeszcze wie o co chodzi? - tym rzadsze okazje do świętowania. Moja lista braków miedzianych monet koronnych Augusta III skróciła się dziś o jedną pozycję.

Szeląg koronny 1752 C

Odkąd na poważniej zająłem się tymi monetami, a to już ładnych parę lat, to dopiero druga możliwość zakupu. Pierwszą zlekceważyłem ustawiając w aukcji zbyt niski limit. Drugą potraktowałem poważniej.
W katalogu Kamińskiego rzadkość tego szeląga oszacowano na R1, Kopicki ostrożnie dał R4. Nie wydaje mi się, by R5 było szacunkiem przesadzonym. To naprawdę rzadka moneta. Miał ją Czapski (nr 2798; 1,04 g; 16 mm), co osobiście sprawdziłem w Krakowie.
To istotne, bo wspomniana lista braków, zbudowana na podstawie katalogów zawiera monety trzech kategorii:
  • takie, o których wiem, że na pewno istnieją,
  • takie, które odnotowano w literaturze, które być może istnieją, ale nie mam żadnych na to dowodów (szeląg 1752G),
  • takie, które odnotowano w literaturze, ale w których istnienie mocno wątpię (szelągi 1752B i 1752D).
Mój egzemplarz 1752C jest cięższy od monety Czapskiego (waży 1,27 grama) przy średnicy mniejszej o milimetr (ma 15 mm). Nie odnotowałem, czy krakowski egemplarz też ma ślady poprawiania stempla (litery POL na awersie), ale moneta, której kiedyś nie kupiłem, jak pamiętam, podobne ślady miała...
Gdzieś powinienem mieć jej zdjęcie.
Jest.
 Jednak się pomyliłem, żadnych podobnych uszkodzeń na tamtej monecie nie było.

Zasugerowałem się... zdjęciem z aukcji, którą właśnie wygrałem. Nie znając jeszcze jej rezultatu zarchiwizowałem aukcyjne zdjęcie. Nadal przed końcem aukcji, dodawałem kolejne monety do katalogu, który właśnie piszę - wśród nich był szeląg 1752C. I obraz monety z aukcyjnego zdjęcia gdzieś się w zakamarkach pamięci zapisał.
Kiedy okazało się, że aukcję wygrałem, kiedy odebrałem monetę z poczty - siadłem do klawiatury by podzielic się radością ze zdobyczy w nowym wpisie na blogu. W rezultacie napisałem cos takiego: 

Gdzieś powinienem mieć jej zdjęcie.
Jest.

To przecież ta sama moneta! Te same wżery, ta sama niecentryczność. Trpělivost růže přináší, jak mawiają bracia Czesi. Albo inaczej - co komu pisane, to go i nie minie (tym z kolei częstował kolega przy brydżowym stoliku, kładąc kontrakt przeciwników, bez jednej, albo bez wielu).
No i dobrze. Może więc nie R5, tylko R6?
To bez znaczenia. Ważne, że zbiór uzupełniony, a w katalogu będę mógł umieścić własne zdjęcie własnej monety.
Spostrzegawczy Czytelnik zwrócił mi w komentarzu uwagę, że chyba coś mi się pomyliło. Słusznie.
Błąd naprawiony.


I tyle w tematach numizmatycznych i zbliżonych.
A w tematach komputerowych?
W końcu zdecydowałem się na dawno zaplanowaną zmianę i powróciłem do źródeł. Na moim desktopie rządzi Debian (w wersji stabilnej). Migracja przebiegła bezproblemowo, potrzebne mi oprogramowanie działa, skaner, drukarka, łączność z aparatem fotograficznym, telefonami itp. również. System stabilny, wystarczająco szybki, może nie najpiękniejszy, ale nie chce mi się tracić czasu na upiększanie (pamiętacie, eviva lenistwo!).

poniedziałek, 23 maja 2016

Na kanapie siedzi leń...

Będę się publicznie tłumaczył.
Mogłem tłumaczyć się niepublicznie, odpowiadając na email, ale prędzej, czy później będzie trzeba odpowiedzieć na podobną wiadomość. I znów musiał bym zastanawiać się, jak odpowiedzieć, co napisać. A tak, będzie gotowiec - podam link i już.

Mój korespondent zapytał wcześniej o możliwość zakupu moich katalogów. Odpowiedziałem standardowo: Katalogi są dostępne wyłącznie tu: https://pl.scribd.com/user/181973426
15.03.2021 - już nie mam konta na Scribd, dziś podałbym takie adresy:
Na kolejną prośbę o sprzedaż bezpośrednią - podanie numeru konta i wysłanie pliku po otrzymaniu należności podtrzymałem stanowczo, że tylko sprzedaż przez Scribd wchodzi w grę.

Dostałem jeszcze jedną wiadomość. Na nią właśnie odpowiem. 
Tak jeszcze pisze by zapytac sie czemu pan nie da możliwości zakupu dla ludzi którzy nie maja karty kredytowej?  chce pan sie dzielic wiedza z ludzmi super ale widac to to dla wybranców jest czy to tak ciężko zobaczyc na konto czy jest wpłata? po co pan jest kolekcjonerem I w PTN skoro pan nie dzieli sie ze wszystkimi tylko z wybrancami. troche to dziwne
Ja po prostu jestem leniwy. Zgadzając się na sprzedaż według schematu:
  • prośba o numer konta,
  • sprawdzenie stanu konta, 
  • wysłanie katalogu emailem (załącznik o objętości około 100 MB) albo umieszczenie go na jakimś serwerze i podanie linku do pobrania,
  • tłumaczenie, dlaczego tak źle się pobiera, odpowiadanie na prośby o ponowne przesłąnie i inne pytania techniczne,
godził bym się na poświęcanie niemałej ilości czasu na coś, co Scribd robi, kiedy ja śpię, czytam, biegam, piszę na blogu, piszę kolejny katalog, jem itd. itp.

Z przykrością czytam, że moja praca przeznaczona jest dla wybrańców. Karta kredytowa nie jest dobrem nieosiągalnym dla przeciętnego Polaka. Nie dzisiaj. Nie wspominając o tym, że wcale nie musi okazać się niezbędna. O ile mi wiadomo, konto PayPal można założyć i zasilać posługując się zwykłą kartą debetową.

Kolekcjonerem jestem, bo jestem. Tu nie ma pytania "po co?". Co najwyżej "dlaczego?", ale to temat na całkiem inną i znacznie dłuższą opowieść.

P.S.
Nigdy nie należałem, nie należę i nie zamierzam należeć do Polskiego Towarzystwa Numizmatycznego. Samem sobie okrętem, samem sobie żeglarzem...

P.P.S.
Lenistwo, podobno jeden z siedmiu grzechów głównych, de facto jest motorem wszelkiego postępu. "Lenie" wymyślili koło, druk, prasy mennicze, zapałki i Bóg jeden wie co jeszcze. Wikipedia, to nie wyrocznia, ale...
Lenistwo – w filozofii to pogoda ducha, uspokojenie duszy i myśli, wielu starożytnych filozofów uznawało tenże stan podobny do ataraksji za szczęście i cel życia.

czwartek, 19 maja 2016

Próba próbie nie równa.

Wspominałem niedawno o bardzo wysokich cenach uzyskiwanych na Allegro za monety wystawiane przez jednego ze sprzedawców.
W tej grupie monet znalazł się miedziak Stanisława Augusta opisany w następujący sposób
Szczerze mówiąc, trochę mnie ten opis zaskoczył. Wszystkie znane mi próby monet wyglądały znacznie lepiej. Zazwyczaj były po prostu bardzo dobrze zachowanymi monetami - przecież nie funkcjonowały w obiegu. Trafiały do Bardzo Ważnych Osób, do menniczych archiwów i kolekcji, do lepszych kolekcji numizmatycznych - muzealnych i prywatnych.
Tym razem próbą miała być moneta, miedziany grosz rozklepany przy krawędzi na cienką blaszkę, ktora została następnie podwinięta i ponownie  sklepana tak, że moneta z okrągłej przeobraziła się w kwadrat z zaokrąglonymi rogami.
Tym bardziej zaskoczyła mnie osiągnięta cena - 36.400,- złotych.
Szybko o wszystkim zapomniałem - próby, to nie moja bajka.

Pierwszy raz przypomniałem sobie o tej aukcji gdy przeczytałem czwartego maja na blogu Gabinetu Numizmatycznego Damiana Marciniaka o planowanym wystawieniu na aukcję miedzianej odbitki próbnego półzłotka z salamandrą (1771). Pojawił się tam cytat z komentarza z fanpage GNDM
To będzie najdroższe 1,5 g miedzi jakie kiedykolwiek w Polsce sprzedano
Pomyślałem sobie, pożyjemy, zobaczymy.

A tydzień później dostałem wiadomość od Pana Rafała Janke, niekwestionowanego znawcy monet S. A. Poniatowskiego (i nie tylko). Wiadomość ta, to szkic podrozdziału, który ostatecznie znajdzie się w przygotowywanym przez R. Janke katalogu monet Poniatowskiego lub w innej Jego publikacji. Autor zaproponował wykorzystanie przekazanej wiadomości na moim blogu, co niniejszym czynię.
O co chodzi? O krytyczną analizę notatki opublikowanej w WNA 11/1912 przez W. Szafrańskiego. Notatki zacytowanej w opisie aukcji rozklepanego grosza. Notatki, która niewątpliwie miała wpływ na przebieg licytacji.

W skrócie (bo szczegóły opublikuje R. Janke) - z notatki Szafrańskiego ostaje się tylko jedno - moneta została wybita w Krakowie. Jednak nie w 1768, a w 1767 roku. Pieczęć, którą Szafrański przypisał Holzhausserowi, Janke przydziela probierzowi krakowskiej mennicy, J. F. Heindelowi. Komisja Rzeczpospolitej Skarbu Koronnego zaopatrzyła Heinela w szczegółową instrukcję określającą jego powinności, w tym obowiązek comiesięcznego przedkładania komisji sprawozdania z ilości i jakości wybitych monet miedzianych. Częścią takiego sprawozdania był opublikowany przez Szafrańskiego dokument z przyczepionymi monetami. Wszystko to Janke popiera treścią odnalezionych przez siebie dokumentów z epoki i podsumowuje tak:
Reasumując dokument nie przedstawia prób monet, a wyłącznie próbę miedzi i odłączone monety od dokumenty nie przedstawiają jakiekolwiek wartości. Dopiero całość (monety, dokument i pieczęcie) można uznać za coś atrakcyjnego, lecz bardziej bibliofilskiego.
Przeglądając Wiadomości Numizmatyczno-Archeologiczne nie zwróciłem wcześniej uwagi na tekst Szafrańskiego. Po otrzymaniu wiadomości od Pana Rafała, odnalazłem odpowiedni numer WNA - okazało się, że aukcję zilustrowano prawie całą jego treścią - pominięto tylko podpis.

A po kilku dniach natknąłem się na podsumowanie aukcji "miedzianej salamandry" wystawionej przez GNDM. Podsumowanie opublikowane na www.katalogmonet.pl


Warszawska salamandra przegrała z krakowskim "próbnym groszem" o przeszło tysiąc złotych. Myślę jednak, że większe powody do radości ma aktualny właściciel miedziaka z 1771 r.


Printfriendly