Google Website Translator Gadget

sobota, 29 kwietnia 2023

Kowno? Skąd ta pewność?

Zbulwersowałem się niedawno przy lekturze sprawozdania z badań archeologicznych przeprowadzonych kilkanaście lat temu w Chojnicach. Raz, z powodu niezrozumiałej dla mnie atencji archeologów dla nowożytnych "skorupek", dwa, czytając, że autorzy sprawozdania przypisali mennicy kowieńskiej litewskie boratynki z HKPL pod Pogonią. Przecież wiadomo, że HKPL to Wilno, Brześć i Malbork, a Kowno - głowa jelenia. Wiadomo, ale skąd?

Źródłową lekturą autorów przedmiotowego sprawozdania był "Tysiąc lat monety polskiej" Tadeusza Kałkowskiego. Pierwsze wydanie było w roku 1963. Ja mam trzecie z roku 1981 i w nim rzeczywiście, na stronie 259 jest zdjęcie rewersu szeląga litewskiego z 1665 r. z HKPL i opisem "MIEDZIANY SZELĄG LITEWSKI JANA KAZIMIERZA z r. 1665, tzw. "boratynek" z mennicy w Kownie".

Próbowałem znaleźć odpowiedź na pytanie, kto pierwszy wpadł na pomysł, że głowę jelenia, czyli fragment herbu podskarbiego litewskiego Hieronim Kryszpina Kirszenszteina kładziono na szelągach z Kowna, a jego monogram HKPL na szelągach z Wilna, Brześcia i Malborka. 

Nie znalazłem.

Mennica wileńska zaczęła pracę 4 czerwca 1664 r. zakończyła 30 grudnia 1666 r. Nominalnie zarządzał nią Boratini, praktycznie kierował nią Cyrus Bandonelli. Nominalnie, więc to jego T.L.B jest na awersie wileńskich szelągów. Na rewersie, pod Pogonią ligaturowy monogram HKPL. 

Ta sama para i w tym samym układzie rządziła mennicą brzeską i takież znaki mamy na tamtejszych szelągach bitych od 4 grudnia 1665 do 16 grudnia 1666. 

Niecały rok działała mennica w Malborku (5 marca 1666 do 8 października 1666). Kierował nią ... No właśnie. Horn, ale co książka, to inne imiona. Na awersie szelągów malborskich mamy G.F.H, co tłumaczono, jako Jerzy (Georg) Fryderyk Horn albo Jerzy von Horn. W siedemnastowiecznych dokumentach znajdujemy natomiast Andrzeja Jerzego Horna. Pamiętam też, że gdzieś wyczytałem, że Jerzy Horn zarządzał w Oliwie, ale nie w Malborku, bo tam miał rządzić Teodor Horn. Może na takich samych zasadach, jak Boratini i Bandonelli w Wilnie? Kontrakt na bicie miedzianych szelągów otrzymał przecież Jerzy Horn.  Horna znamy również jako zarządcę mennicy w Oliwie, ale na tamtejszych szelągach (rok 1663) są na rewersie inne oznaczenia, bo inne osoby odpowiadały za litewski skarb. Nas interesuje Hieronim Kirszensztein i jego monogram HKPL jest na szelągach z Malborka. 

I w końcu, choć nie chronologicznie, mennica w Kownie. Uruchomiona 17 października 1665, pracowała do 17 stycznia 1667 r. Kierował nią Horn, więc na awersie szelągów znów mamy G.F.H, ale na rewersie zamiast HKPL jest głowa jelenia - uszczerbiony herb Kryszpin. 

Czyli, w układzie chronologicznym mamy:

Wilno     04.06.1664 - 30.12.1666    TLB/HKPL
Brześć    04.12.1665 - 16.12.1666    TLB/HKPL
Kowno     17.10.1665 - 17.01.1667    GFH/Kryszpin
Malbork   05.03.1666 - 08.10.1666    GFH/HKPL

Dlaczego?
Dlaczego Horn w Kownie kładł herb podskarbiego, a w Malborku jego monogram?
Dlaczego w ogóle w Kownie zdecydowano się na herb zamiast monogramu? Dla zachowania kilkusetletniej tradycji? Przecież i tak w 1664 z nią zerwano w Wilnie.
Dlaczego Kałkowski uznał, że szeląg z HKPL pokazany w jego albumie, wybito w Kownie?
Dlaczego uznano, że HKPL to Wilno, Brześć i Malbork, a Kowno - głowa jelenia?
Przypuszczam tylko, że przydzielenie odmian/wariantów boratynek różnym mennicom oparto na analizie stempli, punc użytych do ich wykonania. To naturalne. Przypuszczam też, że dopasowanie tych wyróżnionych odmian/wariantów konkretnym mennicom wykonano na podstawie porównania częstotliwości występowania ze znanymi wielkościami produkcji tych mennic. Nie wiem tylko kto, kiedy, w jakiej publikacji.

A Wy? Wiecie?

Informacje o datach otwierania i zamykania mennic pochodzą z katalogu Cezarego Wolskiego.

piątek, 21 kwietnia 2023

Katalogujemy zbiór - OpenNumismat

Temat powraca z dużą regularnością, na forach, w rozmowach, na FB, w e-mailach, które dostaję od czytelników bloga - jakich narzędzi użyć do skatalogowania zbioru. W listopadzie 2010 pisałem o programie, którego od lat używam Najlepszy program na świecie. W lipcu 2021  w cyklu "Kolekcjoner, czyli kto?" napisałem coś o tym, ale tak bardziej ogólnie, bez wskazywania bardzo konkretnych rozwiązań Kolekcjoner-magazynier, ciąg dalszy. Sugerowałem tylko posłużenie się jakimś arkuszem kalkulacyjnym lub bazą danych z pakietów MS Office albo LibreOffice. Niedawno, bo w styczniu 2023 temat zasłużył na cały nowy wpis Gdzie i jak najlepiej opisywać nabyte monety. Wpis zakończyłem tym zdaniem: "Ja, pomimo deklaracji o przesiadce na arkusz kalkulacyjny nadal korzystam z "najlepszego programu na świecie" i tak pozostanie, dopóki bez problemu będę go mógł uruchamiać na sprzęcie pracującym pod kontrolą Debiana.

Niewiele czasu upłynęło i...
Nie pamiętam już, czego na forum TPZN szukałem, tak gdzieś pod koniec marca (i czy znalazłem to, czego szukałem), ale trafiłem wtedy - nie po raz pierwszy - na wątek Program do katalogowania monet. Wątek, w którym też zabierałem głos polecając wieloplatformowy program GCstar, który kiedyś przetestowałem. Tym razem zwróciłem uwagę na proponowany przez dwóch forumowiczów program OpenNumismat - dalej ON - strona projektu: http://opennumismat.github.io/pl/

Pobrałem, zainstalowałem, zacząłem się bawić - dodawanie monet, konfigurowanie wyglądu, filtrowanie, sortowanie. Uznałem, że program zasługuje na więcej uwagi i postanowiłem sprawdzić jak będzie się spisywać po nakarmieniu dużą ilością danych. Mój zbiór to ponad 3400 monet. Najlepszy program na świecie, czyli Commence ma możliwość eksportu danych do pliku dbf, który można otworzyć w arkuszu kalkulacyjnym (w moim przypadku LibreOffice Calc) i zapisać w formacie xls, a pliki w tym formacie są akceptowane przez ON, jako źródła do importu danych. Poszło w miarę szybko. Utworzyłem w ON nowy plik ze standardowym zestawem pól i uruchomiłem import. Powtarzałem to kilkakrotnie, bo nie od razu trafiłem na optymalne mapowanie pól bazy - przypisanie kolumn arkusza xls  do konkretnych pól w ON. W końcu uznałem, że lepiej nie będzie i zacząłem badać możliwości programu. Wszystko działało bardzo szybko, nie pojawiały się błędy, kopie bezpieczeństwa tworzyły się regularnie i bez problemów mogły być wczytywane na miejsce "przypadkowo" uszkodzonego pliku bazy ON. Sprawdziłem jeszcze jedną, bardzo dla mnie ważną rzecz - ON operuje na plikach zgodnych z SQL Lite i można jego bazy otwierać, przeglądać i eksportować do innych formatów przy pomocy zewnętrznych narzędzi (np. DB Browser for SQLite). Commence operuje na plikach o zamkniętym formacie.

Następny etap zajął więcej czasu. Commence zapisuje zdjęcia monet w folderze, w którym jest reszta bazy - jeden plik na jedno zdjęcie i kolejne utrudnienie - nazwy tych plików nie mają nic wspólnego z żadnym z pól bazy - nie wiadomo więc który plik, której monecie odpowiada. Tu też jest jakiś nieznany mi wewnętrzny format plików (rozszerzenie 019) i tych zdjęć nie można otwierać w innych programach. Na dodatek są to pliki nieskompresowane, coś chyba zbliżonego do bmp. Największy w mojej bazie ma 53,6 MB! Dlatego dodatkowo zdjęcia wszystkich moich monet w plikach jpg mam w osobnym folderze. Eksport z Commence do arkusza nie objął grafiki (w excellu to nie takie oczywiste i proste), więc przyszła pora na ręczne dodanie wszystkich zdjęć do bazy ON. Zajęło to kilka dni. Robota mozolna, ale przy okazji naprawiłem kilka błędów - w folderze ze zdjęciami kilku brakowało, dwa pliki miały pomylone nazwy. I tu bardzo pozytywne zaskoczenie. Wiedziałem z opisu programu, że ON trzyma wszystko w jednym pliku o rozszerzeniu db. Przypuszczałem, że będzie to plik bardzo duży. Folder z bazą Commence ma objętość 27,6 GB. Tymczasem okazało się, że baza 3400 z górą monet ze zdjęciami i opisami, to tylko 678,3 MB. To podsunęło mi pomysł na poprawienie bezpieczeństwa danych. Przeniosłem plik bazy do folderu, który automatycznie synchronizuje się z moim Dropboxem. Działa, jak marzenie. Na stronie programu ON jest informacja o wersji na Androida. Jeszcze nie sprawdziłem, czy można na niej pracować z bazą przechowywaną na Dropboxie.

Nie rezygnuję z zapisywania dobrych zdjęć monet w osobnym folderze. Przekonałem się nie raz, że to konieczne, potrzebne, wygodne.

Zrzut ekranu z "kartą" monety w Commence - stan z 13.11.2010.

Ta sama moneta w OpenNumismat i pięć zrzutów całego ekranu z kolejnymi formatkami służącymi do edycji danych. Podczas przeglądania bazy dane te są widoczne w panelu w prawej części okna. Ten panel służy tylko do przeglądania danych, a nie do ich edytowania.





Co jeszcze do zrobienia zostało - "raporty", czyli tworzenie drukowalnych zestawień. We wszystkich poprzednich wpisach dotyczących katalogowania zbioru podkreślałem konieczność posiadania tradycyjnego, analogowego katalogu zbioru. W postaci księgi inwentarzowej, albo - co uważam za optymalne - w formie katalogu kartkowego. ON ma opcję tworzenia raportów ale żaden z zaproponowanych formatów nie spełnia moich oczekiwań. Jeden z przykładów:
Niestety w program nie wbudowano edytora raportów. Jeśli chce się utworzyć własny układ, trzeba zmodyfikować jeden z kilku standardowych szablonów, dostarczonych z programem. Nie jest to szczególnie trudne zadanie, bo szablony raportów, to pliki html. Jakoś sobie z tym poradzę.
Raporty można drukować albo eksportować do plików html lub pdf. 

Co jeszcze. 
Zalety:
  • Błyskawiczne wyszukiwanie - po numerze identyfikacyjnym, roczniku, ciągu liter występującym w polach widocznych w tabeli.
  • Sprawne filtrowanie na zasadzie identycznej jak automatyczne filtry w arkuszach kalkulacyjnych.
  • Filtrowanie na podstawie drzewa kategorii, które tworzy się automatycznie w miarę dodawania monet do bazy (np. jednym kliknięciem wybieramy szelągi ryskie Batorego). Warto dobrze się zastanowić nad wyborem zasady opisywania monet - chodzi o zawartość pól "kraj", "okres", "panowanie", "emitent". Konsekwentne stosowanie przyjętej zasady ułatwia późniejszą pracę z bazą. Nie należy się przy tym martwić, gdy przyjęta wstępnie zasada okaże się nieoptymalna. Łatwo można ją zmienić korzystając z edycji grupowej.
  • Możliwość edycji grupowej dla wybranych monet (indeks albo wskazanie wielu przez klikanie z wciśniętym Ctrl) - zaznaczamy pola, które chcemy zmienić/wypełnić; wprowadzamy zmiany i klikamy "Zachowaj". Tą metodą uporządkowałem opisy - okazało się na przykład, że w polu "panujący" dla monet Zygmunta III Wazy miałem 6 (słownie sześć) wersji (Zygmunt III, Zygmunt 3, Zygmunt III Waza, Z3W itp.).
Wady:
  • Brakuje mi czegoś, co Commence realizuje znakomicie, czyli relacyjności. W Commence mam bazę monet, bazę transakcji (zakup, sprzedaż, wymiana), bazę osób i firm od których kupuję/sprzedaję, terminarz, podręczny notes i to wszystko wzajemnie powiązane, więc na karcie monety mam odnośnik do listy transakcji, na niej odnośnik do kontrahenta. W bazie osób/firm mogę sprawdzić co, kiedy, za ile kupiłem/sprzedałem. 
  • Brak wbudowanej opcji eksportu całej bazy do formatów arkuszy kalkulacyjnych (xls, ods). Można to obejść tworząc raport na podstawie szablonu "jedna moneta jeden wiersz" (szablon "full" z zestawu standardowego) i eksportując go do pliku html, który można otworzyć dowolnym arkuszem kalkulacyjnym i zapisać w jego formacie. Problemem jest konieczność modyfikacji szablonu "full", bo wbrew nazwie, nie ma w nim wszystkich pól bazy.
W sumie więcej zalet widzę, niż wad. Dlatego w tej chwili sytuacja wygląda tak - bazę monet (katalog zbioru) będę prowadził w OpenNumismat. Pozostałe potrzebne mi dane pozostają w Commence. Może kiedyś przeniosę je do...

Jeszcze nie wiem. Jakieś rady?


Aktualizacja 24.04.2023.

Skontaktowałem się z autorem programu. Eksport bazy do excellowego pliku xls jest bez żadnych dodatkowych działań możliwy, jeśli używamy systemu Windows. Na komputerach z Linuksem (u mnie Debian) konieczne jest doinstalowanie pakietu python3-xlwt - sprawdziłem, działa bez zarzutu.
Dowiedziałem się też, że następna wersja (1.9.x) będzie oparta na python3-openpyxl i umożliwi zapis bazy do plików XLSX z grafiką.

Aktualizacja 17.04.2026.   OpenNumismat adieu!


wtorek, 11 kwietnia 2023

Inteligencja - sztuczna, czy prawdziwa?

Za Wikipedią:

Inteligencja (od łac. intelligentia – zdolność pojmowania, rozum) – zdolność do postrzegania, analizy i adaptacji do zmian otoczenia. Zdolność rozumienia, uczenia się oraz wykorzystywania posiadanej wiedzy i umiejętności w różnych sytuacjach. Cecha umysłu warunkująca sprawność czynności poznawczych, takich jak myślenie, reagowanie, rozwiązywanie problemów.

 

Sztuczna inteligencja, SI (ang. artificial intelligence – AI) – inteligencja wykazywana przez urządzenia sztuczne (w przeciwieństwie do inteligencji naturalnej). W potocznym rozumieniu jest ona często używana w kontekście „prawdziwej sztucznej inteligencji”. W informatyce i kognitywistyce oznacza także tworzenie modeli i programów symulujących choć częściowo zachowania inteligentne. 

Ciąg zdarzeń i przemyśleń, który doprowadził do powstania tego wpisu jest trochę pokręcony i nieoczywisty. 

Początkiem była korespondencja z panem Michałem Zagórowskim. Głównie w sprawie różnych aspektów katalogowania monet, ale ważny był też wątek sprowadzający się do pytania - "dlaczego młodzi ludzie nie garną się do numizmatyki?". Niedawno pan Michał ogłosił zakończenie prac nad stworzeniem indeksu numizmatycznego NUMINDEX. Szczegóły dotyczące projektu znajdziecie na stronie https://numindex.com

W skrócie - NUMINDEX ma być brakującym ogniwem pomiędzy hobbystycznym zbieraniem monet, a inwestowaniem w nie; pierwszym krokiem do śledzenia cen monet w czasie w nowoczesny sposób. Ma to być czymś podobnym do indeksu giełdowego (WIG, Dow Jones, S&P 500 itp), czyli narzędziem do śledzenia trendów rynkowych. NUMINDEX oparto na  trzydziestu monetach wyselekcjonowanych we współpracy z ważnymi europejskimi firmami numizmatycznymi. 

Jak NUMINDEX ma pomóc "zwabić" nowych kolekcjonerów monet? Autorzy widzą dwie ścieżki. 

Po pierwsze, indeks jest bezpośrednią propozycją dla młodych kolekcjonerów - nie wiecie, co kupić, od czego zacząć - oto macie 30 monet, które może nie są łatwe do zdobycia, ale na pewno na nich nie stracicie, bo regularnie będziemy na stronie indeksu publikować aktualizowane dane rynkowe. Będziecie widzieć trendy cenowe, co zwiększy bezpieczeństwo inwestycji.

Po drugie, nowi adepci numizmatyki w każdej chwili będą mogli sprawdzić, czy cena proponowana przez sprzedawcę jest na rozsądnym poziomie, czy ktoś nie próbuje ich oszukać. 

Szczerze mówiąc, nie całkiem rozumiem, w jaki sposób NUMINDEX miałby służyć kolekcjonerowi. Kolekcjonerowi podkreślam, a nie inwestorowi. Jeśli rzeczywiście, głównym zmartwieniem młodych ludzi jest potencjalna strata, a zachętą do kolekcjonowania monet stopa zysku nie niższa od inflacji albo oprocentowania lokat, to może rzeczywiście NUMINDEX będzie miał pozytywny wpływ na powiększenie się grona kolekcjonerów. Z moich obserwacji wynika jednak coś innego. Młodych ludzi do poważniejszego wejścia w kolekcjonowanie monet zniechęcają (kolejność przypadkowa):

  • obawa przed falsyfikatami, trudność oceny autentyczności,
  • potrzeba, jeśli nie konieczność znajomości literatury fachowej, a młodzi ludzie rzadko sięgają po książki, w tym również po literaturę numizmatyczną. 
  • brak zaufania do dealerów - wysokość ich spreadu, nie tylko młodzi kolekcjonerzy uważają za bezzasadną,
  • lekceważące traktowanie ze strony doświadczonych kolekcjonerów i dealerów.

Moi korespondenci (głównie z bloga) najbardziej byliby zadowoleni, gdyby ktoś zaoferował im "apkę" na telefon, która zrobi za nich wszystko - zidentyfikuje monetę, oceni autentyczność i stan zachowania, przedstawi aktualne notowania. Takie aplikacje oczywiście istnieją, łatwo można je znaleźć w sklepie Google. 

Za Coin Snap trzeba zapłacić. Jest bezpłatny, siedmiodniowy okres próbny, ale i tak wymagane jest wysłanie danych karty płatniczej. Filmik na YouTube https://www.youtube.com/watch?v=lD-EOUJYW5g i wpis na forum Coin Community 
nie zachęciły mnie do eksperymentów (łagodnie mówiąc). 

Na próbę zainstalowałem Coinoscope. Monety USA identyfikuje poprawnie, ale ze starszą Polską sobie nie radzi. 

Aplikacji iCoin nie zainstalowałem - nie jest dostępna na mój telefon. 

Przetestowałem możliwości kilku serwisów oferujących szybką identyfikację monet online na podstawie przesłanych zdjęć. 

NUMIIS COIN VALUES dla monet spoza USA standardowo informuje, że "No results found". Monety USA identyfikuje prawidłowo.

COINSCATALOG.NET

Po oczekiwaniu 
zdecydowanie dłuższym, niż obiecana minuta, bo przeszło godzinnym, zrezygnowałem. 

Ostatnia deska ratunku - ChatGTP. 
Niestety, nie można wysłać zdjęć. Z identyfikacji nici.

Eksperymenty potwierdziły moje przypuszczenia - w kwietniu 2023 sztuczna inteligencja nie nauczyła się jeszcze identyfikowania monet na podstawie zdjęć. Przynajmniej ta powszechnie dostępna. Być może istnieją eksperckie systemy przeznaczone wyłącznie do tego celu, ale nie udało mi się do nich dotrzeć. 

Cóż więc pozostaje, nie tylko dla początkujących? Jeśli nie wystarcza własne doświadczenie, trzeba prosić o pomoc innych ludzi, bardziej doświadczonych. W tej chwili najszybciej otrzymamy pomoc pokazując DOBRE zdjęcia monet w internecie. Ale gdzie? Czy Facebook z tysiącem grup numizmatycznych to dobry wybór? Z moich doświadczeń i obserwacji wynika, że nie. 

Nadal najrzetelniejsze odpowiedzi uzyskuje się na forach / listach dyskusyjnych. W Polsce bezkonkurencyjne jest pod tym względem forum TPZN. Poważnych odpowiedzi można też oczekiwać na PoszukiwanieSkarbow.com albo na MonetyForum.pl. Antyczne monety najlepiej pokazywać na FORVM ANCIENT COINS, niemieckie na forach niemieckich, amerykańskie na amerykańskich itd. 

I tak będzie do momentu, w którym zostanie udostępniony wyspecjalizowany serwis napędzany "sztuczną inteligencją" wyuczoną na archiwach Sixbid, OneBid i setkach (tysiącach?) podobnych. I dopóki ta sztuczna nie będzie umiała poprawnie opisać monety, której w archiwach nie ma, będzie nam musiała wystarczyć ta nasza, ludzka, wykarmiona lekturami, zapamiętanymi obrazami monet, które przeszły przez nasze ręce, przewinęły się przed oczami.

piątek, 24 marca 2023

Fenig, czy halerz?

 Najnowszy zakup. Maleństwo, 11,7 mm i tylko 0,4 grama. 

Jak zwykle zabrałem się za dopisanie monety do katalogu zbioru i na etapie podawania odniesień do katalogów... Kahnt 619 - fenig, Kopicki 11168 - halerz. To w końcu co? Fenig, czy halerz?

Zamieszanie w terminologii prawdopodobnie związane jest z podziałami rodu Wettynów. W XV wieku ród podzielił się na dwie linie, ernestyńską i albertyńską (od imion założycieli). Linia albertyńska, choć młodsza, stopniowo rosła w siłę. Tytuł elektorski początkowo był dziedziczony w linii ernestyńskiej. W roku 1547 został przekazany linii albertyńskiej. Stąd tak poszukiwane monety elektorskie Augusta II i jego syna. Linia ernestyńska uległa dalszym podziałom, co doprowadziło do powstania kolejnych księstw, między innymi Saksonia-Weimar, Saksonia-Eisenach i Saksonia-Coburg-Gotha. 

Od 20 stycznia 1534 obowiązywała wspólna ordynacja mennicza, w której najniższą jednostką był fenig o wadze 0,4 grama bity ze srebra próby 0,250. 
27 marca 1549 roku Moritz z Torgau wydał własną ordynację opartą o grzywnę erfurcką, która początkowo odpowiadała kolońskiej, ale później różniła się od niej mniej więcej o jeden gram. Tutaj najniższą jednostką był halerz (1/24 grosza) ważący 0,23 grama srebra próby 0,1875. Wyżej stał fenig (1/12 grosza), 0,4 grama srebra próby 0,243.

Nie wiem z jakiego powodu Kopicki w swoim Ilustrowanym Skorowidzu nazwał omawianą monetę halerzem. Może po prostu przyjął terminologię z wieloczęściowego artykułu M. Gumowskiego publikowanego w WNA w latach 1910 i 1911.

Odpowiedź na pytanie fenig, czy halerz znajduje się na monecie, w centralnej części rewersu. 


Jest tam dziwny znaczek: ₰. To litera "d" zapisana odręcznym pismem gotyckim Deutsche Kurrentschrift.

Dlaczego "d" ma oznaczać feniga? Bo fenig (pfennig) to w prostej linii potomek denara!

Słowo pfennig w znaczeniu denara lub niskonominałowej srebrnej monety pojawia się już w  VIII wieku (zapisywane między innymi jako Penning, Panning , Pfennic, Pfending). Od pfenniga wywodzą się angielski penny (pens), szwedzki penning, fińskie penni, estoński penn i w końcu polski fenig (1917-1918).

Aby odróżnić symbol feniga od litery d, wprowadzono drobną korektę. W literze d końcowy "zawijas" jest skierowany w górę, by umożliwić łączenie z następną literą w wyrazie. Symbol feniga zawsze występuje, jako pojedynczy znak. Nie ma potrzeby łączenia go z jakimś kolejnym, więc "zawijas" skierowano w dół.

Symbol feniga umieściłem w tekście bez trudu, bo można go znaleźć w zestawie symboli walut standardu UNICOD. 

W katalogu zbioru powinien być porządek, dlatego dla mojego nowego nabytku, w polu "nominał" napisałem fenig.


sobota, 11 marca 2023

Gumowski, archeologia, muzea

18 lutego napisałem: "Przegapiłem, że w roku 2021 PIW wydał wybór tekstów Mariana Gumowskiego zatytułowany "Siła do ujarzmienia". Na szczęście pozycja jest jeszcze dostępna i wkrótce trafi na moje biurko."

Mam i przeczytałem uważnie. Książka jest częścią cyklu "pomniki muzealnictwa polskiego", więc siłą rzeczy w zbiorze tekstów prof. Gumowskiego dominuje tematyka muzealna, a nie numizmatyczna. Numizmatyczne i muzealne dokonania M. Gumowskiego omówione zostały w esejach wprowadzających - okres krakowski opisała Diana Błońska, dyrektorowanie Muzeum Wielkopolskim Kamila Kłudkiewicz. Całość - oba wstępy i teksty Gumowskiego czyta się dobrze. Lektura nie przyniosła żadnych informacji, których nie znałbym wcześniej, ale uświadomiła mi, a może lepiej - przypomniała, z jakimi problemami muszą borykać się muzealnicy. Małe sprostowanie - w przypisach do eseju D. Błońskiej znalazłem kilka odnośników do publikacji numizmatycznych, o których nie wiedziałem. Dobrze, bo z reguły takich przypisów brak w publikacjach samego Gumowskiego. D. Błońska napisała o tym tak: 

"Co warte podkreślenia, teksty te potwierdzają dobre oczytanie Gumowskiego i świetną znajomość zagadnień numizmatycznych, nie tylko na poziomie wiedzy o przedmiocie, ale również historiografii tematu ze szczególnym uwzględnieniem współczesnych mu trendów w badaniach naukowych. Mankamentem prac jest natomiast z pewnością swego rodzaju brak rzetelności naukowej i pomijanie w opracowaniu nazwisk autorów, na których pracach bazował. Szczególnie jest to widoczne w artykule o znaczeniu monet, gdzie zupełnie pomija Adama Szelągowskiego i jego monografię Pieniądz i przewrót cen w XVI i XVII wieku w Polsce oraz Bedę Dudíka i jego pracę Des hohen deutschen Ritterordens Münz-sammlung in Wien, z których we własnym tekście korzysta"

Mam osobisty żal do Gumowskiego, że w żadnej publikacji nie ujawnił, skąd zaczerpnął informację o braciach Ludewig, którzy tworzyli stemple miedziaków dla stanisławowskiej mennicy w Krakowie.

We wstępie Błońskiej jest też akapit opisujący kontrowersyjne działania Gumowskiego. Dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie, Feliks Kopera docenił numizmatyczną wiedzę i fachowość  Gumowskiego (ledwo dwudziestolatka!) i powierzył mu w 1903 r. opiekę nad gabinetem numizmatycznym muzeum. Po dekadzie świetnej współpracy, przyszedł moment, w którym Kopera stanął przed dylematem. Z jednej strony, cenił Gumowskiego jako numizmatyka, z drugiej, nie akceptował innej jego aktywności. Radził się w tej sprawie innego znakomitego numizmatyka, Wiktora Wittyga. 

"Piszę do Was w sprawie drażliwej, o której nie wiem co sądzić. P. Gumowski urządził sobie handelek monet przy Muzeum Czapskich, nazywa się to, że sprzedaje Redakcja Wiadomości numizmatycznych dla członków zbiory prywatne [podkreślenie w oryginale – D.B.]. Jest to konkurencja naszym dubletom, no i fakt, że handel się prowadzi bądź co bądź przy publicznej instytucji. Co sądzicie o tym? Wy lepiej się znacie na tym, mnie to razi. W ogóle jest zwyczaj aby urzędnicy muzealni nie handlowali dziełami sztuki, nie wiem jak bywa u numizmatyków."

Nie byle jaki problem. Na szczęście dla Gumowskiego, nie przeszkodziło mu to w objęciu posady dyrektora Muzeum Wielkopolskiego. Czy na szczęście dla tegoż muzeum? 

Na tym kończę dziś o Gumowskim, i zaczynam o muzeach, a konkretnie o pewnej części ich zadań (i problemów). 

Muzea żyją. Gromadzą i przechowują dzieła sztuki, zabytki i inne obiekty, zgodnie z założonym profilem (ale też czasem wbrew niemu) by chronić je przed zniszczeniem, udostępniać je zwiedzającym i badaczom. Okazy kupują (raczej rzadko), otrzymują w darze, przyjmują w depozyt i w ostatnich latach bardzo, bardzo często otrzymują "z urzędu", na podstawie decyzji konserwatorów zabytków. To ostatnie najczęściej zdarza się po zakończeniu badań archeologicznych i na koniec napiszę o tym coś więcej. Rzadziej, ale też dość często konserwatorzy kierują do muzeów zabytki z nielegalnych wykopalisk i z przemytu. Efekt jest taki, że muzea zaczynają przypominać góry lodowe. Nad wodą (na wystawach stałych i czasowych) pokazuje się kilkanaście, a może raczej kilka tylko procent "masy", reszta tkwi "pod wodą" - w magazynach. Gdyby chociaż ta podwodna masa była dobrze rozpoznana i skatalogowana, nie było by tak źle. Ale niestety nie jest.

Z nadmiarem bogactwa można by sobie poradzić. Jest o tym mowa już w cytowanym wyżej liście Kopery. Muzeum Narodowe sprzedawało dublety! Dublety monet w tym wypadku, będących przecież obiektami masowo produkowanymi i powtarzalnymi. Zdarzały się w świecie również mniej oczywiste wyprzedaże muzealne. Na przykład Metropolitan Museum of Art w latach 1928–1929 sprzedało na licytacjach szereg obrazów. Nas interesują monety. 

Do muzeów trafiają skarby - znaleziska gromadne, liczące nieraz po kilkaset albo i po kilka tysięcy monet, a bywają i większe. Opracowanie takich znalezisk - konserwacja, identyfikacja,  skatalogowanie - wymaga odpowiednio kompetentnego personelu, czasu i pieniędzy. Muzea czasem dysponują, ale pieniędzmi i odpowiednim personelem najczęściej już nie. I leżą po magazynach kilogramy monet. Jedyny pożytek z tego, że leżą, to to, że kiedyś być może znajdą się zasoby aby je opracować. Pod warunkiem, że do tego czasu nie zniszczeją, albo nie "zostaną zniknięte" - częściowo, lub całkiem. 

Przyjmuje się, jako zasadę, że skarbów nie traktuje się jako zestawu dubletów. Nawet, jeśli w grę wchodzi kilka tysięcy denarków jagiellońskich, które nie obfitują w odmiany i warianty. Czy to zasada, której pod żadnym pozorem łamać nie wolno, to kwestia dyskusyjna. Skarb w pełni dobrze opracowany, zewidencjonowany, opisany nie dostarczy już żadnych innych informacji. Czy naprawdę bezwarunkowo musi zajmować miejsce w magazynie i pochłaniać środki (na zabezpieczenie przed degradacją, ochronę) i zajmować miejsce, którego brak w każdym muzealnym magazynie?

Skarby, to jedno. A co począć z tymi wszystkimi przysłowiowymi już boratynkami skonfiskowanymi u detektorystów i przemytników? Czy też muszą pozostawać w muzeach? Wszystkie? Nie mówię tu o jakichś wyjątkowych rzadkościach albo ponadprzeciętnie dobrze zachowanych okazach, tylko o "wycieruchach", często niemożliwych do pełnej identyfikacji. Bez "świętego" kontekstu archeologicznego. Co stoi na przeszkodzie by muzea organizowały co jakiś czas "wyprzedaże garażowe" i pozbywały się, nie bójmy się tego słowa, śmieci, pozyskując jednocześnie środki na działalność i zakupy? 


Jak już się tak rozpisałem, to lecę dalej. Przeczytałem niedawno artykuł Marty Garas i Łukasza Trzcińskiego "Badania archeologiczne na dziedzińcu Kolegium Jezuickiego w Chojnicach" opublikowany w 2010 roku w jubileuszowym, 25 numerze Zeszytów Chojnickich. Można go też znaleźć na Academia.edu https://www.academia.edu/3649711/Badania_archeologiczne_na_dziedzi%C5%84cu_Kolegium_Jezuickiego_w_Chojnicach

Jest to sprawozdanie z badań ratowniczych prowadzonych w związku z budową hali sportowej przy Zespole Szkół w Chojnicach. Odkryto wtedy między innymi pozostałości budynku prawdopodobnie z roku 1622, w którym była szkoła i mieszkania dla zakonników. Z kronik wiadomo, że budynek rozebrano po zakończeniu budowy nowego budynku kolegium jezuickiego w 1744 roku. Odkryte podczas badań piwnice budynku zostały wówczas zasypane gruzem pochodzącym z rozbiórki. I teraz coś, czego nie rozumiem. Autorzy piszą: 
"W trakcie badań archeologicznych w obrębie wykopów na dziedzińcu liceum pozyskano łącznie 7571 fragmentów ruchomych zabytków, w tym 2834 ułamki ceramiki naczyniowej, wśród której wydzielono 451 ułamków talerzy fajansowych, 1544  fragmenty kafli piecowych, 163 przedmioty metalowe, w tym 30 przedmiotów brązowych i jeden ołowiany, 970 fragmentów szkła naczyniowego, w tym 174 fragmenty szkła kryształowego, 741 fragmentów szkła butelkowego, 570 fragmentów szkła taflowego, 557 kości zwierzęcych, trzy fragmenty muszli szczeżui, 173 fragmenty polepy i 16 przedmiotów innych, wśród których wystąpiło między innymi siedem fragmentów fajek, dwie kostki domino, połowa ceramicznego ciężarka do sieci."
Znakomita większość tych przedmiotów znaleziono w zasypisku piwnicy. 
W tym miejscu nie wspomniano o monetach, a i monety wówczas znaleziono.  
"W warstwie gruzu, którą można wiązać z rozbiórką XVII-wiecznego budynku jezuickiego i niwelacją terenu, odkryto pięć monet. Nie były to monety o dużym nominale. Wszystkie należy datować na lata 50. i 60. XVII wieku. Znaleziono je w XVIII-wiecznej warstwie gruzu, powstałej po niwelacji terenu po rozbiórce budynku datowanego na XVII wiek. Należy przypuszczać, iż zawieruszyły się one w budynku, np. pod podłogą i zostały zdeponowane następnie w warstwie razem z gruzem rozbiórkowym pochodzącym z tegoż budynku."
Były to cztery boratynki i częściowo nieczytelny szeląg pruski Fryderyka Wilhelma z roku 1654. Trzy razy czytałem opis boratynek i nadal nie wierzę w to, co przeczytałem, biorąc pod uwagę, że autorzy są archeologami i powinni mieć dostęp do fachowej literatury, a w informacjach dla autorów napisano: "Artykuły złożone do „Zeszytów Chojnickich” są recenzowane zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Redakcja przekazuje artykuły do dwóch zewnętrznych recenzentów (których afiliacja jest różna od afiliacji autorów), dobieranych spośród znawców danej problematyki, z zachowaniem zasady podwójnej anonimowości (double blind review), co oznacza, że recenzenci i autorzy nie są informowani o swoich personaliach. Ocenie podlega oryginalność pracy, wartość merytoryczna, wykorzystana baza źródłowa i literatura, a także warsztat naukowy autora. Recenzje sporządzane są na piśmie, a autorzy są informowani o ich wyniku i otrzymują je do wglądu."

To teraz przeczytajcie, co napisano o znalezionych szelągach Jana Kazimierza.
"Dwa z nich należą do typu szelągów koronnych. Zostały one wybite w mennicy w  Ujazdowie pod Warszawą i Krakowie. Na ich rewersie przedstawiona była uwieńczona głowa króla w prawo. Pod nią znajdowały się litery „T.L.B.”. W otoku mieścił się napis: „IOAN.-CAS. REX. (Jan Kazimierz Król). Na rewersie przedstawiono orła, pod nim znajdował się herb Ślepowron. W otoku był napis: „SOLID. REG. POLO” i data wybicia. Moneta została wykonana z miedzi, miała średnicę 16 mm przy masie 1,33 gW  przypadku pierwszej z monet awers był całkowicie starty, przez co nieczytelny. Rewers wykazuje także ślady silnego starcia, jednak można zauważyć na nim orła oraz otok, a w nim datę wybicia 1665(?). Kolejna z monet ma czytelny, acz również wytarty awers, przesunięty w stosunku do krążka w prawy dół. Rewers był dobrze zachowany, lecz odczytanie daty emisji okazało się niemożliwe.
Kolejne dwie należą do odmiany litewskiej, bitej w mennicy w Kownie. Ich awers był  identyczny jak w wersji koronnej. Na rewersie przedstawione było godło herbu Pogoń (czyli jeździec na koniu z uniesionym nad głową mieczem), pod którym znajdował się monogram „HKPL”, a na otoku napis „SOLI. MAG. DVC. LIT.” i rok emisji. Moneta została wybita z miedzi, miała średnicę 15,9 mm przy masie 1,29 g. Pierwsza z monet odkrytych w trakcie badań ma silnie wytarty awers i rewers, przy czym na rewersie widoczna była Pogoń i nieczytelne litery otoku. Druga z monet była zachowana w lepszym stanie, pomimo że nosi również ślady wytarcia. Na awersie widoczna była głowa króla, na rewersie Pogoń i fragment otoku: „MAG. DVC”. W obu przypadkach nieczytelny był rok emisji. "

Podane w tekście średnica i masa monet to nie parametry odkrytych egzemplarzy, tylko dane zaczerpnięte z książki T. Kałkowskiego "Tysiąc lat monety polskiej". Nad informacjami o szelągach koronnych można przejść do porządku. Zastanawia tylko, na jakiej podstawie uznano jedną za wyrób krakowski, jeśli rocznik albo był nieczytelny albo był 1665 (prawdopodobnie). To natomiast, co napisano o szelągach litewskich... Szelągi z Kowna z literami HKPL???

Brak w artykule informacji o losie wykopanych obiektów. Z dużym prawdopodobieństwem, bo wzmianki o takim postępowaniu znam z innych podobnych sprawozdań, można przypuszczać, że tkwią w jakimś magazynie. Ile razy od roku 2010 do nich zaglądano? Jakich fantastycznych wiadomości dostarczyć mogą "2834 ułamki ceramiki naczyniowej" odsiane z gruzu, którym wypełniono piwnice po rozebranym budynku? Jak wygląda okresowa inwentaryzacja  (obowiązkowa chyba)? Ktoś te kawałki naczyń liczy? Sprawdza, czy to te same, które wykopano, czy ktoś czegoś nie podmienił? Prostym magistrem fizyki tylko jestem i być może dlatego sensu w gromadzeniu i przechowywaniu takich "zabytków" nie widzę.

niedziela, 5 marca 2023

Zimowo-wiosenna codzienność.

Dla odreagowania szoku po pierwszych tegorocznych aukcjach (CENY?!?) wybraliśmy się nad morze. Kąpać się nie dało. Odstraszała nie tyle temperatura, co wiatr i w konsekwencji fale.

Za to pozasezonowe ceny nadmorskie bardzo łaskawe dla portfela i na dodatek brak tłoku i kolejek. 

Nawdychawszy się jodu wróciłem do domu (czytaj: przed komputer) i dowiedziałem się, że...

Na zamku królewskim w Warszawie 7 i 8 grudnia 2023 odbędzie się konferencja “Emocje odkryć. Stare i nowe znaleziska w numizmatyce.”  organizowana przez  PTN i Zamek Królewski.
Mowa będzie o odkryciach - znaleziskach skarbów i odkryciach w magazynach muzealnych i w prywatnych kolekcjach. 


W Zielonej Górze jutro, czyli 6 marca miejscowe oddziały PTN i NBP otwierają wystawę "Pieniądz Zielonej Góry". Wiadomość taką znalazłem na monetyforum.pl ale na stronach organizatorów o wydarzeniu nie napisano. Może dopiero jutro coś więcej zostanie ujawnione. Poniżej skany ulotki zaprezentowane na ww. forum. 

Jeśli czyta to ktoś z Zielonej Góry, bardzo proszę o dodatkowe wiadomości, najlepiej w komentarzach.

Trwa sezon aukcyjny. Dziś drugi dzień wielkiej aukcji SNMW. Wczorajsze sesje premium potwierdziły, że kolekcjonerom żadne wzrosty cen niestraszne (przynajmniej niektórym). Pięcio- i sześciocyfrowe końcowe kwoty w takiej ilości... 


I tak się zastanawiam - czy to do kolekcji, czy inwestycja, czy może... "pralnia pieniędzy". 
Dziś zaczęło się od falerystyki - zupełnie nie moja działka, po czym kolej przyszła na literaturę fachową. Kilka pozycji mnie zaskoczyło. Wygląda na to, że wartość mojej półki z książkami rośnie szybciej, niż inflacja. Kolekcji chyba też :-), choć dla mnie, to bez znaczenia. Kolekcjonuję, nie inwestuję.

I z tej dziedziny - może nie dokładnie, bo to nie numizmatyczna publikacja, ale jednak katalog - coś co bardzo mi się spodobało. Na 16 aukcji poznańskiego Antykwariatu "Stare Monety Waldemar Matyla" można będzie kupić katalog kolekcji monet, założony w 1873 roku i uzupełniany aż do roku 1929. Rękopis ilustrowany wcierkami ołówkowymi. 

Imponujące! Około 240 stron i jak podano w opisie, jest to siódmy tom katalogu tej kolekcji. Kolekcji, która jak wynika z zapisów, była przechowywana w szafie numizmatycznej i razem z nią przechodziła do rąk kolejnych kolekcjonerów. 

 À propos szafy, nie udaje mi się jakoś znaleźć czasu na spokojne obejrzenie i wysłuchanie wykładu prof. Awianowicza o przechowywaniu monet. Antycznych oczywiście, ale przypuszczam, że będzie to ciekawe i dla kolekcjonera monet nowożytnych, a nawet współczesnych. 


I tak, dzień za dniem, staram się dowiedzieć czegoś nowego o monetach, dokładać nowe pozycje do zbioru i jednocześnie nie zapominać, że na monetach świat się nie kończy.


sobota, 18 lutego 2023

Czy bycie na bieżąco jest jeszcze możliwe?

Numizmatyka, to najważniejsze z moich zainteresowań. Staram się śledzić na bieżąco wszystkie pojawiające się wiadomości z tej dziedziny. I co? 

Udało mi się przegapić informację o bardzo ciekawej wystawie numizmatycznej z Muzeum Narodowym w Poznaniu. Zakończyła się 29 stycznia 2023. A szkoda, bo było co oglądać. 

Przegapiłem, że w roku 2021 PIW wydał wybór tekstów Mariana Gumowskiego zatytułowany "Siła do ujarzmienia". Na szczęście pozycja jest jeszcze dostępna i wkrótce trafi na moje biurko. 
Niewiele brakowało, bym przegapił kolejną wystawę, tym razem w Łodzi. Wystawa PIENIĄDZ MIAST OBLĘŻONYCH - wybrane zabytki ze zbiorów Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi (10.02 - 30.04. 2023). Jeszcze zdążę. 
Mimo, iż informacji o wydarzeniach numizmatycznych poszukuję aktywnie, o wielu dowiaduję się z dużym nieraz opóźnieniem. Niestety czasem zbyt późno, by wziąć w nich udział. Żal, choć z drugiej strony, czy zawsze miałbym na nie czas i pieniądze?

Numizmatycznych zakątków jest w Internecie mnóstwo. Nie wszystkie warte odwiedzin, jak to w sieci często bywa, ale są i takie, które po pierwszej wizycie, stają się kolejnym z regularnie odwiedzanych miejsc. Zwykle trafiam na nie przypadkiem, podczas poszukiwania w sieci odpowiedzi na pytania pojawiające się w związku z monetami, które udaje mi się kupić albo w poszukiwaniu materiałów do katalogów i na bloga. 

Jednym z takich niedawnych odkryć jest strona The Numismatic Bibliomania Society, a dokładniej, publikowany na niej cyfrowy dwutygodnik E-Sylum. Rzecz jasna, najczęściej poruszane są tam tematy dotyczące mennictwa USA, ale zdarzają się też bardzo ciekawe wiadomości mogące zaciekawić kolekcjonerów o innych zainteresowaniach. Na przykład: czy wiecie co to takiego "Mint Sport"?

W numizmatyczno-kolekcjonerskich zaoceanicznych publikacjach nazywa się tak numizmaty, które zostały stworzone przez pracowników mennicy dla własnej rozrywki. Często są one określane przez niedoświadczonych kolekcjonerów (albo nieuczciwych handlarzy) jako błędy mennicze. Dobra znajomość technologii menniczej pozwala określić, czy coś jest rzeczywiście błędem produkcyjnym, czy efektem "zabawy sprzętem". Każdy pracownik mennicy może stworzyć taki obiekt, gdyż może on powstać na każdym etapie procesu menniczego lub obejmować kilka etapów. Najczęściej są to odbitki na niewłaściwych blankietach (krążkach) albo nawet na najróżniejszych przedmiotach. Na przykład na gwoździu.

Jak gwóźdź mógłby trafić w prasę menniczą podczas normalnej produkcji? Wiecie, z jaką prędkością pracują nowoczesne prasy? W stuttgarckiej mennicy produkującej 38% obiegowych niemieckich monet euro, w ciągu jednej minuty spod prasy wylatuje 750 sztuk bimetalicznych monet 2-euro! Takie same prasy są w mennicy w Filadelfii. Czy jest możliwe, by coś tak innego od monetarnych krążków nie spowodowało natychmiastowej awarii prasy? Amerykanie mają jeszcze jedno określenie na takie "wynalazki" - mówią, że wykonali je "midnight minters".    

Dlatego nie dajcie się nabierać ani na garażowe "destrukty" wykonane przy użyciu młotka, kowadła i przypadkowych monet, ani na "nienotowane próby mennicze" oferowane od czasu do czasu nawet przez teoretycznie renomowane domy aukcyjne.

Na koniec jeszcze jedna nowinka. Tej przegapić nie mogłem, bo jestem jej autorem. Jak wiadomo, monety Królestwa Polskiego 1917-1918 są przedmiotem zainteresowania polskich kolekcjonerów, bo to przecież pierwsze monety odrodzonej Polski, kursujące aż do roku 1924, oraz kolekcjonerów niemieckich, bo to monety terytorium zależnego "Nebengebiete - geplantes Königreich Polen". Niemcy nie wydali (a może znów przegapiłem) żadnej monografii na temat tych monet. W "Money Trennd" były co prawda artykuły Wolfganga Mehlhausena i Roberta Kotera, ale ani wyczerpujące, ani nie pozbawione błędów. A ja przecież mam już za sobą cztery wydania szczegółowego katalogu tych monet. Niemiecki znam słabo i raczej biernie, niż czynnie, więc wydanie katalogu w wersji niemieckojęzycznej odpada. Jako tako poszło z tłumaczeniem na angielski i od wczoraj na Amazonie można kupić "POLISH COINS 1917 – 1918: SPECIAL CATALOG by Jerzy Chałupski".   

Zobaczymy, czy i jak się przyjmie.


piątek, 10 lutego 2023

Z kącika chwalipięty

Lutowe powody do zadowolenia.

Numer jeden - w katalogu aukcyjnym opisany tak: 

Z tym "very fine", to trochę przesadzili. 
Nie szkodzi. To i tak może być mój zakup roku 2023. Decydujący jest malutki szczegół awersu widoczny pod popiersiem. Przed POLO jest coś co w katalogu opisano jako "leżące S". 

W jakim katalogu? Pierwszy na myśl przychodzi oczywiście katalog T. Igera, ale w nim takiego awersu brak. Jest podobny, O.95.4.f, ale na nim jest POLON. Jedynym miejscem, w którym znalazłem identyczną monetę jest sieciowy katalog IGER.WCN.PL. 

Notowań aukcyjnych nie znalazłem. Mój gorszy, niż ten na stronie WCN, ale i tak się cieszę.

Aktualizacja - 11.02.2023
Temat tego ozdobnika poruszono w roku 2013 na forum TPZN. Wątek zatytułowany "Ciekawy ozdobnik na trojaku olkuskim z 1595 roku". 
Odnośnik do dyskusji: http://forum.tpzn.pl/index.php/topic,4337.0.html

Numer dwa.

10 fenigów 1917 NBO, w moim katalogu 1.3.1.b. 

Mam ładniejsze sztuki, ale ta jest szczególna. Na awersie widać to bardzo wyraźnie, na rewersie też, ale ledwo ledwo. 
Nikłe, ale widoczne, wypukłe koncentryczne kręgi. 

To ślady pozostawione przez maszynę redukcyjną. W tym czasie pierwsze etapy przygotowania do produkcji monet wyglądały tak:

1. Na podstawie projektu rysunkowego wykonywano pozytywowy model monety — w glinie, gipsie, plastelinie lub innym tworzywie. To, co na monecie ma być wypukłe, jest wypukłe i na modelu. Napisy można czytać normalnie, a nie w odbiciu lustrzanym.

2. Z modelu wykonywano odlew, który był negatywem modelu. Odlew z materiału, który po stwardnieniu można cyzelować, czyli poprawiać szczegóły rysunku przy pomocy specjalnych rylców i skalpeli, a także wygładzać płaskie powierzchnie.

3. Z poprawionego odlewu negatywowego wykonywano kolejny odlew — pozytywowy, trwały. Ten odlew wykonywano z metalu lub tworzywa odpornego na uszkodzenia i zniekształcenia. I ten model poddawano się cyzelowaniu.

4. Kiedy trwały model był już gotowy, w ruch szła maszyna redukcyjna — urządzenie oparte na znanym od wieków przyrządzie rysunkowym zwanym pantografem. Kiedy jedno z ostrzy pantografu obrysowywało wybrany wzór (litera, rysunek), jego drugie ostrze kreśliło ten sam wzór w skali ustalonej przez stosunek odległości ostrzy od osi obrotu. Pantografem można wzór powiększać albo zmniejszać. Maszyna redukcyjna odtwarza wzór przestrzenny. „Na wyjściu” pojawia się nie rysunek, a płaskorzeźba. Przy okazji gubią się szczegóły nieistotne — drobne nierówności, których nie sposób uniknąć przy ręcznej pracy nad modelem, mającym 30 do 45 centymetrów średnicy. Powstający w maszynie półfabrykat też jest pozytywowym wizerunkiem monety. Proces redukcji modelu może mieć kilka etapów.

5. Po zakończeniu tej operacji otrzymywano pozytywowy model monety w skali 1:1 nazwany patrycą lub prototypem. Amerykanie nazywają to narzędzie mennicze „master hub”. Patryca jest metalowym prętem, zwężającym się z jednej strony do średnicy zaplanowanej dla monety. 

6. Patrycę z rysunkiem monety, utwardzano i umieszczano w prasie naprzeciw podobnego pręta z gładką, lekko wypukłą powierzchnią czołową — przyszłej matrycy. Pod naciskiem kilkuset ton, relief patrycy był wtłaczany w matrycę — negatywową oczywiście. Przenoszenie wzoru monety na matrycę też odbywało się wieloetapowo. Po każdym etapie (mogą być dwa, albo więcej) matryca była zmiękczana (odpuszczana) termicznie. Po zmiękczeniu matrycy, patrycę ponownie  w niej odciskano, dzięki czemu uzyskiwano dokładne odwzorowanie najmniejszych detali rysunku monety. Tak powstawała matryca I, czyli po amerykańsku „master die”. Zazwyczaj z patrycy wykonywano jedną albo dwie matryce I. Matrycę I przed przekazaniem do  dalszych etapów poddawano ponownemu cyzelowaniu i szlifowaniu powierzchni. Ta powierzchnia odpowiada za wygląd tła monety.

7. Analogiczną metodą z matrycy I otrzymywano matrycę II — tym razem pozytywową. Tu widać pewną nielogiczność polskiej terminologii. Amerykanie nazywają to narzędzie bardziej konsekwentnie — „working hub”. Naszym odpowiednikiem powinna być „patryca robocza”.

8. Matrycą II (patrycą roboczą) produkowano właściwe narzędzia służące do bicia monet, a mianowicie stemple „working dies” — oczywiście negatywowe.

W Stuttgarcie na etapie 6 pominięto szlifowanie powierzchni. Ślady maszyny redukcyjnej zostały przeniesione na kolejne narzędzia mennicze i w końcu na monety. 

Cieszę się z tego zakupu, bo to świadek menniczego procesu technologicznego. 

Maszyna redukcyjna w warszawskiej mennicy, XX-lecie międzywojenne.


wtorek, 31 stycznia 2023

Boratynkowa (?) ciekawostka z Brześcia

Jedną z mennic, w których bito miedziane szelągi Jana Kazimierza była mennica w Brześciu.  Była ostatnią mennicą zarządzaną przez T. L. Boratiniego. Uruchomiono ją 4 grudnia 1665 roku. Od razu rozpoczęto bardzo intensywną produkcję. Jeszcze w grudniu wybito aż 21 milionów szelągów! Było to możliwe, bo do Brześcia skierowano pracowników mennicy w Ujazdowie (zakończyła działalność w listopadzie). Również część pracowników mennicy wileńskiej przeszła do pracy w Brześciu. Dowodem są monety noszące cechy charakterystyczne dla produktów Ujazdowa i Wilna. Jak wiadomo, narzędzia mennicze, w tym punce służące do przygotowywania stempli, były własnością rytowników stempli, a nie mennicy. Rytownicy przenosząc się z miejsca na miejsce zabierali swoje narzędzia i używali ich, o ile było to możliwe. W omawianym przypadku przeszkód nie było, bo w każdej z tych mennic bito prawie jednakowo wyglądające szelągi litewskie.

W roku następnym, 1666 intensywność produkcji nie zmalała i wybito niemal 218 milionów szelągów. Nie ma nic za darmo - taka ilość monet w tak krótkim czasie musiała oznaczać jedno - jakość produkcji spadła na dalszy plan. Liczyła się tylko ilość przebitej miedzi. Dlatego tak trudno o brzeskie boratynki wypbite poprawnie - z centralnym położeniem obu stron, bez niedobić, odskoków stempla itp. Większość brzeskich wyrobów, w najlepszym przypadku wygląda tak. 

Boratynki bito ręcznie. Dolny stempel (awersowy, z portretem króla) był osadzony w masywnym stole, czasem klocu drewna. Górny trzymany w ręku, pracownik przykładał do krążka leżącego na dolnym stemplu i mocno uderzał młotem. Za zdejmowanie gotowych monet i podkładanie krążków odpowiadał pomocnik.  

Istnieją boratynki noszące cechy monet wykonanych na prasach walcowych, ale to produkty dużych, dobrze zorganizowanych mennic fałszerskich. 

Dostałem niedawno wiadomość od jednego z czytelników mojego bloga, a razem z nią zdjęcia z jego wycieczki do Brześcia. Między innymi takie. 


Zbliżenie tablicy z pomnika. 
Napis brzmi: 

W 1665 roku w Brześciu Litewskim otwarto pierwszą mennicę na obszarze dzisiejszej Białorusi. Bito tu monety szelągi. W okresie działalności mennicy do obrotu wypuszczono miliony szelągów. Odcinek ulicy Sowieckiej od ulicy Gogola w kierunku dworca kolejowego do 6 lipca 1919 nosił nazwę "ulica milionowa".

W internecie znalazłem jeszcze jedno zdjęcie, pokazujące pomnik z troszkę innego kąta. 

Dlaczego to takie ciekawe? Dlatego, że informację o działalności mennicy brzeskiej powiązano z instalacją przedstawiającą maszynę do bicia monet - kafar (młot). Zamiast uderzać młotem w stempel, pracownik na zmianę podnosił i gwałtownie opuszczał stempel umocowany na spodzie dużego ciężarka, a robił to nogą włożoną w strzemię. 

Urządzenia takie stosowano w europejskich mennicach. Dokładne rysunki całości i ważniejszych elementów można znaleźć na jednej z tablic dołączonych do Encyklopedii Ekonomiczno-Technicznej z początku XIX wieku. 

I na zdjęciach, i na rycinie widać, że częścią maszyny było urządzenie do zrzucania gotowych monet ze stempla. Dodatkowym jego zadaniem była ochrona stempli przed zniszczeniem na skutek bezpośredniego zderzenia przy braku krążka menniczego. W takim przypadku zadaniem pomocnika było podstawienie pod opadający stempel ramienia wykonanego z miękkiego żelaza. Normalnie, ramieniem tym zrzucano monety do podstawionego obok naczynia.

Nie znalazłem w literaturze numizmatycznej żadnych śladów na stosowanie w Brześciu kafara do bicia boratynek. Może to tylko fantazja projektanta pomnika, a może...


Printfriendly