Google Website Translator Gadget

środa, 27 kwietnia 2011

Podwójne bicie?

Dawno, dawno temu, kiedy monety rzeczywiście wybijano przy pomocy młotów, "podwójne bicia" na monetach były na porządku dziennym.

Przyjrzyjcie się dokładniej rewersowi.


Pręgierz uznał, że za słabo stuknął młotem i uderzył powtórnie, ale skutkiem pierwszego uderzenia stempel lekko odskoczył i przesunął się odrobinę. Tym sposobem mamy podwójny rysunek na rewersie.
Bywało gorzej.


Tu, nie dosyć, że monetę wybito dwukrotnie, to jeszcze krążek odwrócił się do góry nogami. I mamy pomieszanie z poplątaniem.
W obu przypadkach zwielokrotnienie elementów rysunku jest tylko na monecie. Na stemplu go nie było!

Stemple przez stulecia wykonywano ręcznie - poszczególne elementy rysunku albo ryto w stemplu ostrymi dłutkami, albo wybijano małymi stempelkami z poszczególnymi cyframi, literami, ozdobnikami, herbami, portretami itp.
Technologię menniczą bardzo wyczerpująco opisał w 1897 r. W. Kostrzębski w Wiadomościach Numizmatyczno Archeologicznych (do pobrania w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej).

W drugiej połowie osiemnastego wieku, kiedy mennice musiały produkować coraz większe nakłady monet, młoty zaczęto zastępować prasami zapewniającymi dużą siłę nacisku na stemple przy jednoczesnym wyeliminowaniu braku równoległości tych stempli. Dokonano wówczas oczywistego spostrzeżenia, że prasę można wykorzystać też do wyrobu samych stempli. Pozwalało to na otrzymywanie dużych ilości identycznych stempli, spod których wychodziły później duże nakłady jednakowych (w założeniu) monet.
Szybko też zauważono, że tłoczenie stempla nie musi kończyć się po pierwszym uderzeniu prasy. Że kilkakrotne odciśnięcie matrycy daje lepsze, bardziej plastyczne stemple, a co za tym idzie, i lepiej wybite monety. Problem tylko, by między kolejnymi uderzeniami prasy nic się nie poprzesuwało. Bo jeśli się przesunęło, to rysunek ulegał zniekształceniu:
Fragment awersu 10-groszówki z 1836 r.
Tym razem, zwielokrotnienie rysunku było już na stemplu i z niego zostało przeniesione na monetę.

A jak to wyglądało w czasach nam bliższych i jak wygląda teraz?

Bardzo podobnie. Technika produkcji stempli i monet, co do metody, nie zmieniła się. Rzecz jasna, mamy coraz doskonalsze, szybsze i dokładniejsze maszyny. Jeżeli nic się nie zepsuje, jeżeli człowiek - najsłabsze ogniwo w tym procesie - niczego nie przegapi, to spod idealnych stempli sypią się idealne monety. Ale kiedy w tej wspaniałej machinie coś się zatnie, coś się poluzuje, to:

Monety dla Królestwa Polskiego bite w Stuttgarcie w latach 1917-1918 to szczególny przykład niechlujstwa - monety bito bardzo pospiesznie, w trudnym materiale i z pełną świadomością, że to emisja efemeryczna. Skutki, łatwe do przewidzenia, cieszą dziś kolekcjonerów. Obydwie, pokazane wyżej monety wyszły spod stempli z podwójnym rysunkiem.

Im bliżej współczesności, tym trudniej o tak spektakularne przykłady zwielokrotnienia rysunków monet.  

Nie przypominam sobie takich przykładów z okresu II Rzeczpospolitej. Wygląda na to, że w tym okresie bardzo skrupulatnie kontrolowano jakość stempli. Rzecz ma się podobnie i teraz. Natomiast wśród monet PRL jest kilka przypadków zwielokrotnień rysunku stempli, ale jest też niemało monet, na których widzimy coś w rodzaju zdwojenia, ale przyczyna jego powstania jest zupełnie inna. Napiszę o tym za kilka dni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Printfriendly