Google Website Translator Gadget

czwartek, 7 kwietnia 2011

Sprawozdanie z podróży - część pierwsza.

Jakiś czas temu pisałem o Europejskim Centrum Pieniądza w Bydgoszczy, deklarując, że będę się starał odwiedzić to interesujące miejsce.
Okazja nadarzyła się wcześniej, niż przypuszczałem. Udało mi się przekonać szefa, że koniecznie muszę pojechać na tydzień do Bydgoszczy i Gdańska.

Zacząłem od Bydgoszczy.
Już pierwszego dnia wybrałem się na spacer po starym mieście, ze szczególnym uwzględnieniem Wyspy Młyńskiej. Ostatnio byłem tam w 2008 r. Wiele się zmieniło! Wyspa wypiękniała i wszystko wskazuje na to, że wkrótce będzie jeszcze piękniejsza. Było już zbyt późno, żeby myśleć o zwiedzaniu muzeum. Zrobiłem tylko trochę zdjęć włócząc się po mieście i planując rozkład następnego dnia po czym ruszyłem na poszukiwanie czegoś do zjedzenia. Na wyspie jest wprawdzie karczma młyńska, ale tam jadłem już trzy lata temu i choć nie narzekałem, to o zachwycie też nie było mowy.

Wędrując najpierw przez Rynek, później przyległymi uliczkami rozglądałem się za jakimś sympatycznym miejscem. I znalazłem! Lokal nazywa się Dolce Vita
i rzeczywiście karmi po włosku. Karmi znacznie, znacznie lepiej, niż wygląda na zewnątrz. Wnętrze też wygląda lepiej.
Zachodziłem tam codziennie, dwa razy na obiad, dwa razy na kolację i za każdym razem moje kubki smakowe miały wiele radości. Świetne mięsa, sałatki, pyszne pierożki i nie mniej smakowite spaghetti alio et olio - bez chłodnego, wytrawnego wina ani rusz. Mam nadzieję, że lokal nie zniknie i kiedy znów będę w okolicy, nadal będzie można cieszyć się dobrym jedzeniem i sympatyczną obsługą.

Następnego dnia, po załatwieniu spraw służbowych ruszyłem znów na Wyspę.
Najpierw oczywiście zaatakowałem ECP. Od frontu:
jest kasa i wystawa "Od pieniądza narodowego do euro".
To dział, który na razie mnie nie interesuje (sytuacja może się zmienić, kiedy pojawią się monety euro z polskimi awersami). Wyszedłem na zewnątrz i skierowałem się do wejścia znajdującego się po przeciwnej stronie budynku
wejścia prowadzącego do pomieszczeń ze stałą wystawą "Mennica bydgoska".
W pierwszej sali zaprezentowano monety wybite w Bydgoszczy
pochodzące ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy i z depozytów innych placówek, np. Muzeum Narodowego w Warszawie. Przegląd typów monet bitych za Zygmunta III i kolejnych władców aż po Jana III Sobieskiego nie obejmuje rzecz jasna wszystkiego. To nie jest kolekcja rangi takiej jak zgromadzona przez Czapskiego albo gabinet numizmatyczny MN w Warszawie. Można jednak nacieszyć oczy wieloma rzadkościami, od niepozornego półgrosza z 1620 r. poczynając, przez kilka talarów medalowych Zygmunta III aż po grube złoto. Nie ma na wystawie słynnej zygmuntowskiej studukatówki. Podziwiamy ją jedynie na hologramie słuchając jednocześnie wyjaśnień samego króla Zygmunta w takoż holograficznym majestacie.
W drugiej sali zgromadzono opisy i materialne pamiątki po bydgoskiej mennicy. Niestety bardzo nieliczne i skromne. Trochę narzędzi - bardziej kowalskich, niż mincerskich, szczątki tygli, ceramiki. Między nimi para stempli trojaka z 1619 r.
I to wszystko. Trzeba mieć nadzieję, że kolekcja i ekspozycja będą się rozrastać, że placówka będzie organizowała seminaria, pokazy, wystawy czasowe. Z pewnością warto zarezerwować sobie trochę czasu na odwiedziny w bydgoskim Centrum Pieniądza. 

Warto też zajrzeć do sąsiedniego budynku
w którym umieszczono zbiory archeologiczne. Oczywiście i tam znajdziemy monety wśród eksponatów. Niestety oświetlenie wnętrz jest dalece niewystarczające do fotografowania, a lampy błyskowej używać nie wolno. Nie pokażę więc tego, co w dziale archeologicznym najbardziej mnie zainteresowało.

Po dziale archeologicznym odwiedziłem jeszcze jeden budynek na wyspie - ekspozycję poświęconą twórczości i życiu Leona Wyczółkowskiego. Gorąco polecam i tę wystawę. 

Po "akcji muzea" sprawdziłem jeszcze, czy "Zetka" na ul. Gdańskiej to to samo co dobrze znana mi i odwiedzana od lat "Zetka" w Chojnicach (okazało się, że tak - palce lizać!) i udałem się do Gdańska, ale to już całkiem inna historia, na którą przyjdzie czas niebawem.

P.S.
A co z monetami, zapytacie. Spuśćmy zasłonę milczenia...
Najlepiej zaopatrzony okazał się malutki sklepik przy wejściu na dworzec, ale widok obcego faceta w marynarce (jak sądzę) wywołał u właściciela odruch w postaci szybkiego mnożenia normalnych cen przez cztery (w porywach siedem, choć nie mówię z niemieckim ani angielskim akcentem).

2 komentarze:

  1. Panie Jerzy-czy moze Pan pomoc w zdobyciu programu commence? Chociazby starej wersji... Probowalem zdobyc ten program bezskutecznie a wersja demo jest niewystarczajaca...pozdrawiam
    tramps77@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam z niecierpliwością na relację z Gdańska.
    Pozdrawiam,
    Mikołaj Ostrowski

    OdpowiedzUsuń

Printfriendly