Google Website Translator Gadget

niedziela, 17 kwietnia 2011

Pornografia.

Wczoraj wieczorem po kolacji usiadłem do komputera z filiżanką dobrej herbaty, żeby przejrzeć pliki ściągnięte z sieci po południu. Wciągnęło mnie to tak mocno, że nie zdawałem sobie sprawy z tego, że oglądaniu towarzyszą coraz głośniejsze ochy i achy.
Do rzeczywistości przywróciła mnie żona, która niepostrzeżenie stanęła za moimi plecami.
- Wydawałeś takie dziwne dźwięki; pomyślałam, że jakiegoś pornosa ściągnąłeś, a tu jak zwykle - monety.

Oglądałem katalog 2 aukcji Antykwariatu Pawła Niemczyka. Jest się czym zachwycać!
Katalog natychmiast po opublikowaniu sprowokował mniejsze lub większe dyskusje na forach numizmatycznych, a w nich bardzo często pojawiały się głosy "dla kogo taka aukcja?", "kogo na to stać?".
Są ludzie, których stać na takie monety. Ściągną do Warszawy z całej Polski, i jak przypuszczam - z całego świata. Takie aukcje urządza się dla kilkudziesięciu osób. Tak było, jest i będzie. A dla całej reszty, katalog pozostanie albo pornografią - pretekstem do ślinienia się na widok nieosiągalnych piękności i do użalania się nad swoim marnym losem, albo kolejnym źródłem wiedzy i przyjemności, jaką daje podziwianie dzieł sztuki.
Po takiego orta trzeba pofatygować się na dobrą aukcję.
Ten egzemplarz siedem lat temu uzyskał cenę 3600 zł.
Ile trzeba dzisiaj zapłacić za monetę tej klasy?

Na forach pojawiły się też głosy rozczarowania, że u Pana Pawła tylko donatywy, dukaty i talary, a jak już trafi się coś drobniejszego, to unikat na skalę światową, albo co najmniej polską.
Tak to już jest na tym najlepszym ze światów, że nie da się zadowolić wszystkich. Na aukcję, na której jest wszystko, może nie przyjechać nikt! Szkoda czasu na jazdę na koniec świata po jedną dobrą monetę, kiedy gdzie indziej można liczyć na cały worek rarytasów.
15 maja w Hiltonie odbędzie się aukcja dla rekinów (jeśli nie numizmatycznych, to z pewnością finansowych). Płotki oczywiście też mają szansę na kupno całkiem interesujących rzeczy, ale raczej nie poniżej tysiąca złotych. Jeśli zrezygnuje się na jakiś czas z kupowania byle jakich tanich monet gdzie popadnie, to ten tysiąc da się odłożyć.

Dobre firmy aukcyjne starają się nie tracić z pola widzenia klientów z cieńszymi monetami. Tyle że oferta dla tej grupy nie może być przedstawiana razem z ofertą dla milionerów. Ważne jest, że dobra firma gwarantuje każdemu poważne traktowanie, rzetelne opisy (w tym ocenę stanu zachowania), bo tylko dzięki temu można liczyć, że kiedy klient przejdzie "na wyższy poziom" to nie odejdzie do konkurencji.

I na koniec jeszcze jedno spostrzeżenie związane ze wspomnianym wyżej  katalogiem.
Prawdopodobieństwo, że komukolwiek, kiedykolwiek uda się zdobyć tanim kosztem którakolwiek z pokazanych w nim "grubych" srebrnych lub złotych monet jest bardzo, bardzo bliskie zeru. Kilkadziesiąt lat temu było to jeszcze możliwe w jubilerskich skupach metali szlachetnych. Dzisiaj nie.
Znacznie większe jest (na szczęście) prawdopodobieństwo trafienia na jakąś bardzo rzadką drobną monetę srebrną lub miedzianą w masówce typu "47 bardzo starych monet". Najczęściej stajemy się "szczęśliwymi" posiadaczami 47 wycieruchów, które wstyd komukolwiek pokazać. Ale bywa i tak, że wśród monet pospolitych znajdzie się coś bardzo interesującego.
Okazało się właśnie, że w srebrnym skarbie z Bonina, który według wstępnych oględzin zawierać miał tylko kilka dirhemów, saskie krzyżówki oraz meklemburskie denary znalazł się też denar palatyna Sieciecha.

1 komentarz:

  1. Trafna diagnoza. Tego typu aukcje, absolutnie rarytasowe i nie przeznaczone dla przeciętnego kolekcjonera, są skierowane do bardzo konkretnych osób. Nie jest to jednak powodów do marudzenia.

    Wracając do aukcji. Rewelacyjna oferta Polski średniowiecznej. Monety rzadkie i bardzo rzadkie w stanach zachowania przyśpieszających bicie serca. Poza tym świetne opisy, co sprawia, że nawet dla szaraków katalog ma olbrzymią wartość poznawczą. Ponownie należy organizatorom pogratulować.

    Pozdrawiam,
    MO

    OdpowiedzUsuń

Printfriendly