Google Website Translator Gadget

czwartek, 30 czerwca 2011

Małe radości.

Siła wyższa (prawda, że z wydatną moją pomocą) sprawiła, że ostatnie dwa dni minęły mi na...

Najlepiej opisują to dwa cytaty.

Pierwszy, jest refrenem piosenki "Żyję w kraju" z repertuaru Strachów na Lachy. Jeśli ktoś nie zna, to służę uprzejmą pomocą:

Żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w chuja
Za moją kasę

Cytat drugi, który przytoczę być może niedokładnie, pochodzi z którejś z książek Antoniego Kroha. Albo z "O Szwejku i o nas" albo ze "Starorzeczy". A brzmi mniej więcej tak:
Oto kolejne zwycięstwo bezlitosnej procedury nad rozumem.

Był wtorek, była środa, a tak jakby ich nie było. Dwa dni bieganiny i tłumaczenia spraw oczywistych osobie, która oczywistości nie dostrzega (albo tylko to udaje), bo procedura "uber alles", więc również "uber" oczywistość.

Było, minęło. I tydzień byłby w plecy, gdyby nie dwa bardzo sympatyczne e-maile.
Pierwsza wiadomość daje szansę na ciekawe działania, druga daje pewność działań innych, nie mniej ciekawych (start na początku września, szczegóły pojawią się równolegle na blogu).
A na zakończenie tygodnia poczta dostarczyła takie paskudztwo.
Kto zgadnie, dlaczego bardzo się z niego ucieszyłem?

2 komentarze:

  1. Chodzi oczywiście o literkę F.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak. Literka F w roczniku 1754 jest bardzo rzadka. Pierwszy raz trafiła mi się szansa zakupu i na szczęście wygrałem.

    OdpowiedzUsuń

Printfriendly