Google Website Translator Gadget

sobota, 9 stycznia 2016

O pożytku z kłótni płynącym.

Dwóch panów wydało książki. Nie w tym samym czasie, ale na ten sam temat. Jeden z panów napisał w swojej książce, że drugi pan sobie przypisał jego odkrycie. Oskarżenie powtórzył na jednym z internetowych forów, co musiało wywołać gorącą dyskusję. I wywołało. 
Do dyskusji włączył się trzeci pan, który, jak sam stwierdził, choć nie pasjonuje się polskim mennictwem XVII wieku, bez trudu znalazł w internecie publikację, z której jasno wynika, że spornego odkrycia nie  ma prawa przypisywać sobie żaden z obu skłóconych autorów. Z prostej przyczyny - w ósmym roczniku "Kwartalnika historycznego" wydanym w roku, uwaga!, 1894, Antoni Ryszard, recenzując „Handbuch der polnischen Münzkunde” Maxa Kirmisa napisał:
W opisie monet litewskich tego panowania spostrzegliśmy następujące niedokładności i opuszczenia: 1) herb Korwin, spotykany na szelągach z 1660 i 1661 r., odnosi się nie do podskarbiego Gosiewskiego, lecz do Adama Macieja Sakowicza, wojewody smoleńskiego, który od 1660 do 1662 r. administrował skarbem w czasie wypraw wojennych podskarbiego, a zarazem hetmana polnego, albowiem na monetach kładli swe znaki ci, którzy administrowali skarbem choćby czasowo [...].
Krótko i bez cienia wątpliwości, przy czym warto zauważyć, że nie wspomniał, że to jego ustalenie. Wypada przyjąć, że polscy numizmatycy w drugiej połowie XIX wieku nie mieli wątpliwości, czyje herby kładziono na boratynkach.

Jakiż pożytek z tej niefortunnej kłótni? Najpierw, wskazanie, że w "Kwartalniku historycznym" pojawiały się ciekawe teksty numizmatyczne. Na dodatek informacja, że zawartość tego periodyku można poznać nie ruszając się z domu.
Ciekawość nie pozwoliła mi na odłożenie przeglądu Kwartalnika na później. W roczniku V trafiłem na jeszcze jedną recenzję A. Ryszarda - recenzję dziełka hrabiego Józefa Tyszkiewicza "Podręcznik numizmatyczny zawierający ceny amatorskie monet polskich od 1506 roku do 1795 r.". Bardzo przyjemna lektura. Kilka fragmentów, które powinny dać do myślenia współczesnym kolekcjonerom.
Miłośnicy numizmatów, zbieracze kolekcyj, znajdą w cenniku hr. Tyszkiewicza informacye szacunkowe. Zdarzy się, że ktoś niefachowy w sukcesyi otrzyma numizmaty, może za pomocą tego cennika oszacować sobie takowe, i wiedzieć, co za nie żądać. Jedno nie dobre przynosi ten Podręcznik, że dotąd można było z zagranicy od mniej obeznanych z polską numizmatyką handlarzy monet nabywać taniej rzadkie monety, a obecnie cennikiem tym zostali oni poinformowani i podnieśli swe żądania.
Uwaga o wpływie publikacji numizmatycznych na kształtowanie się cen pozostaje aktualna i dziś, i dotyczy w równym stopniu handlu zagranicznego i krajowego.
Wykopaliska nieraz dostarczają setek sztuk monety, która do czasu tego wykopaliska była rzadką. Jeżeli przypuścimy, że w Polsce jest 200 amatorów czyli 200 zbiorów numizmatycznych, a pewna moneta jest znaną tylko w kilku exemplarzach, to gdy się taka moneta raz zjawi w handlu antykwarskim, znajduje ona do siebie stukilkudziesięciu konkurentów, którzy się o nią dobijają, a najwyżej dający ją nabywa. Stąd to licytacye numizmatyczne należycie przeprowadzone dają normę ceny tej monety. Norma ta jednak trwa tak długo, dopóki nie znajdzie się jej więcej exemplarzy, i dopóki ilość konkurentów się nie zmieni. Drugi wypadek bywa, że gdy zbiorów jest 200, a moneta pewna w tysiącu exemplarzach się znajduje, każdy zaś zbiór potrzebuje z nich tylko jednę, to potrzeba do zbiorów tylko sztuk 200, reszta musi iść na wyroby jubilerskie.
A. Ryszard bardzo obrazowo opisał wpływ nowych odkryć na rynek numizmatyczny. Dzisiaj bardzo dobrze uwidacznia się to zwłaszcza w przypadku najniższych nominałów, których okazy są licznie znajdowane przez "poszukiwaczy skarbów". Najlepszym przykładem są piętnastowieczne halerze oświęcimskie (Kop. 8682 R8).
Dziś nikt nie szacuje ich rzadkości na R8.
Teraz - sam nie wiem, czy na szczęście, czy niestety - nie przetapia się źle zachowanych i bardzo pospolitych numizmatów na wyroby jubilerskie. Rynek jest pełen trudnych do odczytania wycieruchów oferowanych nierzadko jako świetnie zachowane i rzadkie monety, patrz "Co innego czytam, co innego widzę".
A skoro już jesteśmy przy stopniach rzadkości.
Numizmatycy rzadkość monet dzielą na stopnie rzadkości;: Mikocki, Mathy, Zelt etc. dzielili stopień od 0 do 4 ( R0, R1, R2,R3, R4 ). Hr. Czapski w swym katalogu dzieli 0 do R8 . Nam się zdaje, że wobec powszechnie przyjętego systemu dziesiętnego rzadkość należy dzielić od 1 do 10 stopni, to jest: pospolite monety znane w tysiącach exemplarzy znaczyć R1 . (Rar), w jednym tysiącu znane znaczyć R2 , znane w kilku setkach R3 , w paru stach R4 , w jednej stówce znane exemplarze R5 , znane monety w kilkudziesięciu exemplarzach ponad 50 znaczyć R6 , niżej 50 sztuk znaczyć R7 , istniejące w kilkunastu exemplarzach znaczyć R8 , znane w kilku sztukach znaczyć R9 , unikaty R10 . Takie dzielenie i znaczenie stopnia rzadkości dawałoby bliższe określenie rzadkości.
Prawda, że to interesująca propozycja? Było o stopniach rzadkości, jest i o stanie zachowania (nie, o gradingu nie ma ani słowa).
Numizmatycy zachowanie tak jak rzadkość dzielą na stopnie, zwykle Z0  - Z3 . Dzielenie to według nas, jest niedostateczne. tak wielka bywa różnica w zachowaniu, że można je również dziesiętnie podzielić t. j. Z1 do Z10  od zachowania uszkodzonego, że tylko można rozpoznać jaka to moneta, do konserwy najlepszej z zupełnie czystem wybiciem, to jest z połyskiem stemplowym. Ceny podane przez hr. Tyszkiewicza odnoszą się do exemplarzy "dobrze dochowanych" ; pod takiem wyrażeniem można rozumieć konserwę Z5 do Z10, a jednak między zachowaniem Z5, a zachowaniem Z10, może być różnica wartości do 50%. Do zbiorów bez względu na stan dochowania mogą wchodzić tylko unikaty i monety bardzo rzadkie, w pospolitych można grymasić w konserwie.
Nic dodać, nic ująć. Na tym nie koniec.To jak z "Rękopisem znalezionym w Saragossie". W jednej opowieści tkwi następna, a w tej kolejne. "Kwartalnik historyczny" udostępniony w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej umożliwia wyszukiwanie tekstowe. Pytam o "monety" - przeskakuję kolejne wystąpienia słowa i trafiam na ciekawy akapit dotyczący ambitnego przedsięwzięcia edytorskiego - Akta grodzkie i ziemskie z czasów Rzeczypospolitej polskiej z archiwum t. z. Bernardyńskiego we Lwowie wskutek fundacyi ś. p. Alexandra hr. Stadnickiego wydane staraniem galicyjsklego Wydziału krajowego
Sprawdziłem, czy i to wydawnictwo jest dostępne w sieci. A jakże, jest. Zajrzałem i tam. Okazuje się, że wśród niezliczonych testamentów, wyroków sądowych, uniwersałów, przywilejów i rejestrów tkwią numizmatyczne rodzynki. Kolejna okazja do zarywania nocy.
Na koniec jeszcze jeden przykład poważnego podejścia do zastosowania wspomnianego przez Antoniego Ryszarda systemu dziesiętnego, pół krajcara monarchii austrowęgierskiej - zamiast 1/2 jak w latach wcześniejszych jest 5/10.














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Printfriendly