Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dave Matthews. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dave Matthews. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 maja 2015

W oczekiwaniu na porządne truskawki.

Nie przypuszczałem, że tyle czasu to mi zabierze, żeco chwilę będę napotykał na nowe fakty, na nowe warianty...
Oczywiście chodzi o te niepozorne miedziaki Augusta III.

Szelągi nie nastręczają większych trudności (poza stuprocentowo pewnym wyjaśnieniem znaczenia literek pod herbami!). Wiadomo tylko, że te bez literek wybito w Gruntalu, te z literkami w Gubinie. Nie trzeba zresztą zaglądać na rewers, by dowiedzieć się z której mennicy pochodzą. Na szelągach z Gruntalu jest taki portret króla
Na gubińskich nieco inny
Podstawowa różnica, to to, co jest na szyi, pod podbródkiem.
Są oczywiście warianty tych podstawowych typów. Król tył - twarz wypełnia się, rytownicy upraszczali rysunek - znikały szczegóły peruki, stroju. Czasem trudno to dokładnie opisać, bo gros szelągów Augusta dotrwała do naszych czasów w fatalnym stanie.

W przypadku groszy, sprawa się komplikuje. "Sprawa się komplikuje" jest eufemizmem. Bałagan, to kolejny, którego można by użyć.
Lata 1752 i 1753 to wstęp usypiający czujność. Grosze bito wtedy tylko w Gubinie, a portret na ich awersach nie odbiega od portretu na szelągach.
Od roku 1754 zaczyna się horror. Z dokumentów wynika, że grosze w tych latach bito w obu mennicach, a na domiar złego mamy wiarygodne informacje, że bito je też w mennicach fałszerskich. Z różnymi datami! I nie chodzi tu o prymitywne warsztaciki pokątnych fałszerzy, tylko o dobrze zorganizowane i wyposażone mennice z prawdziwego zdarzenia. Po pierwsze, jako mennice fałszerskie trzeba by potraktować saskie mennice (oprócz wyżej wymienionych Drezno i Lipsk), które z całym inwentarzem przejęli Prusacy na początku wojny siedmioletniej. Po drugie, istotne przesłanki wskazują na możliwość bicia saskich miedziaków na Spiszu. Czy Prusacy bili miedź tylko przejętymi, oryginalnymi stemplami nie wiadomo. Z jakimi datami je bili, nie wiadomo, za pewne można tylko uznać, że ich dziełem są grosze z datą 1758.

Oprócz popiersia w przykrytej płaszczem zbroi z owalnymi naramiennikami na groszach pojawia się popiersie w zbroi antycznej
Tak wygląda na groszu z 1755 r. ale w tym samym roczniku zdarza się i taki portret
inne szczegóły rysunku tej monety - szczególne rewers - wyglądają bardzo dobrze, nie odbiegają od monet ewidentnie legalnych.

Popiersie w zbroi antycznej znam z groszy z roczników 1754, 1755 i 1758, wyłącznie na wariantach z trójką pod herbami i imieniem pisanym przez V.

Oprócz tego na groszach z lat 1754, 1755 i 1758 mamy popiersie takie, jak na groszach z lat wcześniejszych. Na przykład popiersie z jednego z wariantów grosza 1758.

Ale są też grosze z tych lat z popiersiem wyraźnie innym, na przykład z uproszczonym dołem
albo z całkiem odmiennym stylowo portretem
Żeby było ciekawiej (i trudniej) takie awersy mieszają się z nie mniejszą ilością rewersów.

Żeby to rozwikłać zastosuję chyba metodę, o której opowiedzieli autorzy monografii "skarbu hutnika". W celu ustalenia łańcucha powiązań awersów i rewersów dającego podstawę do określenia chronologii odmian układali wielkie puzzle z ich zdjęć. Robili to nie na komputerowym monitorze tylko układali wydrukowane zdjęcia na podłodze. Całość, jeśli miała by się zmieścić na ekranie, musiała by być złożona z tak małych obrazków, że były by zupełnie nieczytelne.
Będę próbował - albo ze zdjęciami, albo jednak na komputerze, ale układając łamigłówkę z symboli odmian i wariantów. Kombinacji jest masa (a nie wiem, czy znam wszystkie, bo jak na wstępie zaznaczyłem, co chwile pojawiają się nowe). Bardzo jestem ciekaw, czy coś się w ten sposób wyklaruje.

Pracę umila mi zapis jednego z tegorocznych koncertów moich ulubieńców -  https://www.youtube.com/watch?v=QVA-JAT7src
Przydały by się jeszcze truskawki, ale takie prawdziwe. Niekoniecznie wielkie i piękne, ale za to aromatyczne. Cóż, żeby takie były, potrzebne jest słońce i ciepło, a tego brak. Może za tydzień będzie lepiej.





środa, 15 czerwca 2011

Chyba się starzeję, albo przyjemności duże i małe.

Mój dziadek twierdził, że im dłużej żyje, tym bardziej podoba mu się świat i tym więcej rzeczy sprawia mu przyjemność. A żył długo.
Urodził się, kiedy jeszcze nie było radia, a telefony nie miały tarczy (ani tym bardziej klawiatury) do wybierania numerów. Kiedy bracia Wright wykonali pierwszy kontrolowany lot swoim samolotem (całe 12 sekund) Dziadek miał już prawie 10 lat. Później obejrzał z bliska dwie wojny światowe, a za pośrednictwem telewizji (którą wynaleziono w tzw. międzyczasie) przyglądał się między innymi temu, jak Neil Armstrong stawiał pierwszy krok na Księżycu.


Chyba się starzeję, bo podobnie jak Dziadek, coraz częściej łapię się na tym, że coś, na co wcześniej uwagi nie zwracałem, co było normalne i oczywiste, teraz wydaje mi się ważne i sprawia mi wiele radości.
Na przykład zieleń liści drzew na tle błękitu nieba. W tym roku znacznie intensywniejsza, niż w ubiegłym (przynajmniej tak mi się wydaje).
A kiedy patrzę na tę zieleń jadąc samochodem do pracy słuchając sobie niedawno kupionej płyty (a właściwie dwóch) "DMB Live at Wrigley Field", to przyjemność się potęguje.
Bardzo żałuję, że przegapiłem kiedyś możliwość wyjazdu na koncert Dave Matthews Band do Berlina. Prawie trzy godziny muzyki i to tej, pisanej przez M. Może następnej europejskiej trasy uda się nie przegapić.

A czy nie jest powodem do radości fakt , że koncert ulubionego zespołu odbywający się za zachodnią granicą nie oznacza żadnych dodatkowych problemów, poza koniecznością odbycia ciut dłuższej podróży, niż do Poznania, czy Warszawy?
Tylko, czy w Europie jest możliwe takie wykonanie "Jimi Thing", jak na Wrigley Field?
Nie wiecie o co chodzi? Poszukajcie nagrania i posłuchajcie - naprawdę warto.


A co z naszym ulubionym hobby? Ależ jak najlepiej, Panie i Panowie. Sezon ogórkowy - nie, nie ten w niemieckim, kulinarno-szpitalnym wydaniu - to znakomity czas na łowy. Na początek trafił do mnie taki denarek (albo pieniążek, jak woli prof. Paszkiewicz) Władysława Jagiełły.

Najpierw myślałem, że wbrew opisowi aukcji, to nie Jagiełło, tylko Zygmunt Stary - ta wygięta obręcz korony! Koledzy z cafe Allegro przekonali mnie, że to jednak Jagiełło, odmiana z trzema kółkami. I radość podwójna. Bo nowa moneta w zbiorze, bo jest miejsce, w którym można prosić o pomoc i ją dostać.

I najważniejsze. Jeszcze tylko miesiąc i znów, jak co roku przenosimy się na kilka tygodni w Bory Tucholskie. I jak się tu nie cieszyć.

Printfriendly