Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miedziaki koronne Augusta III. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miedziaki koronne Augusta III. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 września 2025

Szeląg 1749 - ciąg dalszy

Przedwczoraj zakończyłem obietnicą podzielenia się odpowiedzią z Universitätsbibliothek Leipzig (jeśli nadejdzie). Nie spodziwałem się, że nastąpi to tak szybko.

Odpowiedź dotarła błyskawicznie. Ponieważ zapytanie wysłałem przed poszerzonym przeszukaniem zasobów, dotyczyła ona tylko pozycji 2000/0962 i 2000/0961 z inwentarza. 

The two items are most likely identical to two entries in the handwritten catalogue of our coin collection, written in the third quarter of the 19th century. Attached please find an image of the relevant page.

We read:

"Abschläge ?. Schillingsstempel, 1749; 50" [= 2000/0962?]

"dsgl. [= desgleichen] auf ?. Kupferplatte 1749" [= 2000/0961]

So, we know, that the both pieces belonged to the collection shortly after its foundation. More about the earlier provenance we do not know.

Uzupełnieniem jest zdjęcie fragmentu księgi inwentarzowej. 

Inwentarz został spisany w trzeciej ćwierci XIX wieku, a według przedstawiciela Biblioteki oba obiekty należały do kolekcji już krótko po jej założeniu. O tym, co było wcześniej, nic nie wiadomo. 

100% pewności nie ma (... most likely identical ...), ale najprawdopodobniej te właśnie zapisy inwentarzowe w części dotyczą interesujących nas obiektów. Kolejno wymieniono:
  • 1 szeląga 1749, 
  • 1 szeląga 1750,
  • odbitki szeląga na krążku miedzi (tak interpretuję "Kupferplatte"),
  • 4 szelągów 1749,
  • 2 szelągów 1750,
  • 3 szelągów 1751,
  • 1 szeląga 1752,
  • 1 szeląga 1753;
  • 4 szelągów 1754,
  • 1 szeląga 1755.
Zapis "Schillinge 1749; x x x" oznacza szeląga 1749 i trzy kolejne egzemplarze tego samego rocznika. Analogicznie "Abschläge ?. Schillingsstempel, 1749; 50" to szeląg 1749 i 1750.
I jeszcze szczegóły.
średnica 24 mm, masa 3,18 g

średnica 18 mm, masa 2,17 g

Egzemplarz sprzedany u Marciniaka na wiosennej aukcji  2025 miał średnicę 17,5 mm i masę 1,95 g. Przeciętne parametry obiegowych szelągów z 1749 r. to średnica 15 mm i masa około 1,20 g. Większość bardzo dobrze zachowanych szelągów 1749 sprzedawanych na aukcjach, oferowano w slabach firm gradingowych, co niestety nie pozwala na pomiary. Pal sześć gradowane monety II RP, PRL i nowsze, ale monety starsze powinny być mierzone i ważone przed zapudełkowaniem, a ich parametry powinny być umieszczane na etykietach slabów. Coś takiego, to stanowczo za mało. 

Podsumowując stan na dziś - te nietypowe szelągi to próbne odbitki ze stempli wykonanych przed testową emisją drezdeńską przez nieustalonego rytownika z nieustalonej mennicy (Lipsk?), które nie uzyskały akceptacji emitenta. 

Jedno mnie tylko zastanawia, dlaczego tło na monecie sprzedanej u Marciniaka jest takie nierówne. Na monetach z Lipska jest gładkie na awersie i rewersie. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że moneta z wiosennej aukcji warszawskiej to późniejsza odbitka wykonana skorodowanymi stemplami. 

Lipsk     

Marciniak

P.S. 
Warto zajrzeć do wirtualnego gabinetu numizmatycznego KENOM. Rewelacyjne zdjęcia udostępnione w domenie publicznej (CC0 1.0) http://creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/
To nie jest maksymalne powiększenie! 

poniedziałek, 22 września 2025

Szeląg 1749 - odsłona kolejna, chyba nie ostatnia.

Zaczęło się w styczniu 2025 "Tajemniczy szeląg 1749"

W czerwcu moneta trafiła na aukcję "Tajemniczy szeląg 1749 - ciąg dalszy".

Kilka dni temu dostałem od zaprzyjaźnionego kolekcjonera któtką wiadomość z dwoma linkami do zasobów Deutsche Digitale Bibliothek. To, co zobaczyłem na ekranie mocno mnie zaskoczyło. 

Szczególnie link drugi. 
Po krótkim poszukiwaniu znalazłem jeszcze jedną sztukę. 
Zdjęcia pochodzą z zasobów Universitätsbibliothek Leipzig. Numery inwentarzowe 2000/0961, 2000/0962, 2000/0964. Na ich podstawie można przypuszczać, że monety trafiły do kolekcji w roku 2000. 

Sprawdziłem sąsiadujące pozycje z inwentarza. 

Oprócz tych trzech nietypowych, są jeszcze trzy zwykłe. Te nietypowe są mennicze.

Napisałem do Lipska z prośbą o udostępnienie danych - datę włączenia do zbioru i proweniencję. Gdy tylko dostanę odpowiedź, opublikuję kolejną odsłonę.

Aktualizacja 24-09-2025

Jest ciąg dalszy.

poniedziałek, 25 sierpnia 2025

Ale brzydal!

 Pamiętacie Tofika?

- Leonardo di Caprio? 

- Brzydal.

- George Clooney?

- Brzydal.

- Britney Spears?

- Brzydal.

 Od kilku dni mam nowego, starego brzydala, z którego jestem bardzo zadowolony. 

August III, szeląg koronny 1752 z literką I, AVGVSTVS

To jeden z bardzo nielicznych moich zakupów na Allegro Lokalnie. Nie lubię, gdy kwota licytacji nie jest podnoszona o kwotę postąpienia, tylko wszyscy licytujący od razu widzą moją maksymalną ofertę. Tym razem przemogłem niechęć i przystąpiłem do licytacji. Za bardzo zależało mi na tym miedziaku, by go zignorować, bo takiej kombinacji awersu i rewersu jeszcze nie widziałem. Rzecz w tym, że wszystkie gubińskie szelągi z roku 1752 z literą I pod herbami, które dotąd widziałem, miały na awersie AUGUSTUS, a nie AVGVSTVS!

Aktualne na dziś (25 sierpnia 2025) zestawienie szelągów bitych w Gubinie w latach 1752 do 1755 wygląda tak:

Dla przypomnienia: 

+ oznacza szelągi, które mam lub ich istnienie zweryfikowałem,
+? oznacza szelągi, które prawdopodobnie istnieją, ale ich istnienia nie udało mi się potwierdzić,
-? oznacza szelągi, które prawdopodobnie nie istnieją,
- oznacza, że takich szelągów nie opisano, a mnie również nie udało się potwierdzić ich istnienia.

Zgodnie z zasadą nadawania numerów katalogowych, którą przyjąłem, nowa odmiana to S.52.I.V.a. Ponieważ to pierwszy i jedyny jak dotąd egzemplarz tej odmiany, jaki odnotowałem od momentu rozpoczęcia pracy nad katalogiem miedziaków koronnych Augusta  III, uważam, że odpowiednim stopniem rzadkości jest RRRR = monety ekstremalnie rzadkie, czasem unikaty.

Za kilka dni napiszę coś w ramach cyklu "Moje monety". Jako wstęp i zachętę do przyszłej lektury proponuję zagadkę. 

Co łączy te monety, co mają ze sobą wspólnego? 

P.S.


poniedziałek, 29 czerwca 2020

Na koniec czerwca.

Tytuł taki nijaki, bo powinienem  (i chcę) napisać o sprawach różnych, częściowo związanych z wpisem poprzednim, a częściowo całkiem niezależnych. Tak bywa. są podobno dwie grupy ludzi piszących. Do jednej należą ci, którzy mają problem z pierwszym zdaniem, do drugiej ci, co zarywają noce próbując wymyślać tytuł do już gotowego tekstu. Ja zawsze wychodziłem z założenia, że jak się już pierwsze zdanie napisze, obojętnie jakie, to opowieść potoczy się sama. A tytuł? Jakoś to będzie...

Zacznę od ciekawostki. Mimo, że książka o miedziakach Augusta III już dawno skończona, nadal mam aktywne alerty związane z tym tematem. Niedawno wyskoczył link do katalogu niemieckiej biblioteki cyfrowej. Oczywiście sprawdziłem, co też tam znalazło się ciekawego, powiązanego z miłymi memu sercu miedziakami.
Chodziło o dokument z Sächsisches Staatsarchiv zatytułowany Verordnung über den Ankauf geringhaltiger polnischer Schillinge für die Saigerhütte Grünthal, deren Einschmelzung und Übersendung der Granalien gegen Bezahlung an die Dresdner Münze. Już tłumaczę.
Rozporządzenie w sprawie zakupu drobnych polskich szylingów dla Saigerhütte Grünthal, ich stopienia i przesłania granulatu za opłatą do mennicy w Dreźnie.
Znam tylko tytuł, treści nie, ale z samego tytułu wiele wynika. To rozporządzenie, to niewątpliwy dowód na problemy mennicy w Grunthalu, uruchomionej w 1751 r. w celu produkcji szelągów dla Polski. Mimo tego, że mennica działała przy, było nie było, hucie miedzi, a dokładniej przy przedsiębiorstwie zajmującym się oczyszczaniem rud miedzi, w tym oddzielaniem z nich srebra, mennica miała problemy z brakiem surowca, a nie jego nadmiarem. Trzeba było ściągać miedziaki z Polski w charakterze surowca. Jakie miedziaki? No przecież nie puła Kazimierza wielkiego, tylko szelągi jego prawie, że imiennika. Ciekawe, jaka część boratynek dostąpiła metamorfozy w saskie szelągi.

Jeśli już jesteśmy przy Auguście Trzecim, to nie mógłbym nie wspomnieć o locie trzech monetek tego króla, sprzedanych na 25 aukcji Niemczyka. Taki tercecik. Bardzo ładny grosz z 1753 r. niezły, choć trochę niecentrycznie wytłoczony szeląg gdański i...

szeląg z gubińskiej mennicy, rocznik 1753, pod herbami D przerobione na F. Rzadka rzecz, w moim katalogu nr S.53.F.V.b - najładniejszy egzemplarz z trzech, które znam. 


Pozostajemy na 25 aukcji Niemczyka, ale wracamy do wpisu z 19 czerwca. Trzydziesty znany mi egzemplarz feniga z 1917 r. poszedł u Niemczyka za 2500.
Przebicie niecałe 70%. Na pewno ze względu na brzydkie ślady po korzeniach trawy (?) widoczne na całej powierzchni awersu i rewersu, ale też z powodu korekt stopnia rzadkości. A pamiętam transakcje, w których brzydsze egzemplarze sprzedawały się po około 5000 zł, w czasach, kiedy pięć tysięcy to było dużo pieniędzy. 

I kolejny temat sprzed 2 tygodni 5 groszy 1840 opisane u Marciniaka, jako hybryda. Okazuje się, że nie takie to rzadkie, tylko trzeba wiedzieć na co patrzeć (bo w numizmatyce, widzisz tyle ile wiesz). Czekam właśnie na monetę, którą kupiłem kilka dni temu. Kiedy przyjdzie, wprowadzę uzupełnienie do katalogu ilustrując je własnym egzemplarzem. Stan z pewnością gorszy, niż na aukcji GNDM, ale moneta w pełni czytelna, po drobnej konserwacji powinna wyglądać całkiem ładnie. Pochwalę się, kiedy dotrze na miejsce.





środa, 29 stycznia 2020

Finis coronat opus!

Nareszcie koniec. Książka "Miedziane monety koronne Augusta III" jest gotowa i dostępna.
Zapraszam na zakupy.
Można kupić w formacie cyfrowym (e-book) albo zamówić egzemplarz drukowany.
https://sites.google.com/site/monetypolskie/

Spis treści:
  1. WSTĘP
  2. AUGUST III SAS (FRYDERYK AUGUST WETTYN)
  3. MENNICE MIEDZIANE AUGUSTA III
    1. DREZNO (DRESDEN)
    2. GRUNTAL (GRÜNTHAL)
    3. GUBIN (GUBEN)
    4. INNE MENNICE
      1. Lipsk
      2. Magdeburg
      3. Wrocław
      4. Lubowla (Lubownia)
      5. Szczecin
      6. Berlin
      7. Fałszerstwa z małych warsztatów
  4. OBIEG MONET — WIELKOŚĆ EMISJI
    1. SZELĄGI
      1. Drezno
      2. Grünthal
      3. Gubin
    2. GROSZE
      1. Gubin
      2. Grünthal
  5. DRUGIE ŻYCIE MIEDZIAKÓW AUGUSTA III
  6. OMÓWIENIE LITERATURY TEMATU
  7. LEGENDY, PORTRETY, HERBY
    1. AWERS
    2. REWERS
  8. OPIS CZĘŚCI KATALOGOWEJ
    1. TYPY SZELĄGÓW
      1. Typ drezdeński
      2. Typ gubiński
    2. TYPY GROSZY
      1. Typ gubiński
      2. Typ gruntalski
      3. Typy anomalne
  9. KATALOG
    1. ROCZNIK 1749 — SZELĄGI
    2. ROCZNIK 1750 — SZELĄGI
    3. ROCZNIK 1751 — SZELĄGI
    4. ROCZNIK 1752 — SZELĄGI
    5. ROCZNIK 1752 — GROSZE
    6. ROCZNIK 1753 — SZELĄGI
    7. ROCZNIK 1753 — GROSZE
    8. ROCZNIK 1754 — SZELĄGI
    9. ROCZNIK 1754 — GROSZE
    10. ROCZNIK 1755 — SZELĄGI
    11. ROCZNIK 1755 — GROSZE
    12. ROCZNIK 1758 — GROSZE
  10. INDEKS OSÓB
  11. LITERATURA
Gryząc palce czekam na pierwsze spostrzeżenia i oceny czytelników.

niedziela, 26 stycznia 2020

W numizmatyce widzisz tyle, ile...

Pan Damian Marciniak od kilku lat, w piątkowe wieczory poprzedzające kolejne aukcje zaprasza wszystkich żądnych wiedzy kolekcjonerów na sesje wykładowe pod tytułem "W numizmatyce widzisz tyle, ile wiesz".  Inicjatywa świetna, wykłady ciekawe, na dodatek rejestrowane i udostępniane w internecie bezpłatnie wszystkim zainteresowanym.
Widoczna na powyższym zrzucie fragmentu ekranu z YouTube liczba wyświetleń, to nie łączna liczba wyświetleń wszystkich trzydziestu jeden filmów, a tylko liczba wyświetleń strony  z odnośnikami do wszystkich wykładów. Nie liczyłem ile odnotowano w sumie wyświetleń wykładów, ale przypuszczam, że granica dziesięciu tysięcy została przekroczona. Kanał YouTube z filmami GNDM subskrybuje przeszło jedenaście tysięcy osób, w większości zapewne aktywnych kolekcjonerów interesujących się czymś więcej, niż tylko gromadzeniem monet.
Miałem przyjemność uczestnictwa i w roli słuchacza i prelegenta. Polecam uczestnictwo w kolejnych sesjach - najbliższa już 7 lutego. Najlepiej osobiście, bo oprócz możliwości wysłuchania wykładów ma się jeszcze okazję do spotkań i rozmów w przerwach. A jest z kim i o czym rozmawiać!

Dzisiejszego wpisu nie zamierzam ograniczać do reklamy sesji wykładów GNDM. Rzecz w tym, że ich tytułowe hasło, to tylko jeden z możliwych wariantów.
Oczywistym jest, że kolekcjoner dysponujący wiedzą, ma przewagę nad kolekcjonerem nie przykładającym znaczenia do wiedzy numizmatycznej. Wiedzy o ludziach, historii, technice...
Przewagę daje też dobry wzrok - bo "...widzisz tyle, ile...", ale już tu daje się odczuć przewaga tych, którzy wiedzą na co patrzeć, nad tymi, którzy "patrzo, a nie widzo".

Wróćmy do tytułowego hasła. Co powiecie na takie jego zakończenie? W numizmatyce widzisz tyle ile chcesz widzieć. Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nigdy, ale to naprawdę nigdy, nie kupił monety w przeświadczeniu, że to coś rzadkiego (więc cennego), a co po bliższych oględzinach okazało się albo mało interesującą, pospolitą odmianą/rocznikiem. Im gorzej zachowana moneta, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś uzna ją za coś, czym nigdy nie była.

A taki wariant?  W numizmatyce widzisz tyle ile chcesz, by widzieli twoi klienci. Pół biedy, jeżeli naprawdę widzisz. Widzisz, bo wiesz, że jest taka możliwość i na dodatek jest to możliwość podnosząca atrakcyjność monety. Gorzej, jeśli dobrze widzisz, jak jest, a piszesz to, co chcesz by zobaczyli kupujący.

A ponieważ piszę o patrzeniu i widzeniu, nie może się obyć bez ilustracji.
Ten szeląg Augusta III od pewnego czasu jest oferowany, jako rzadka odmiana z literą L pod herbami.
Tej monety nie muszę brać w rękę i pod lupę, żeby stwierdzić, że to nie L, tylko T odwrócone do góry nogami.

A taka moneta? Na początek zdjęcie aukcyjne.
To, co widać pod herbami mocno zależy od tego, co chce się zobaczyć. Sprzedawca opisał monetę, jako szeląg 1772⊥. Co stoi na przeszkodzie, by uznać ją za 1752⅃? Powinien przeszkadzać zdrowy rozsądek i znajomość literatury. Powinien, ale czy na pewno? Przecież znane są przypadki odkrywania nieodnotowanych w katalogach odmian szelągów Augusta III.
Zobaczmy, cóż więc naprawdę jest na tej monecie.
Wersja z odwróconym L odpada. Wyklucza ją (czy na pewno?) szeryf u dołu po prawej. Odwrócone T, jak napisał sprzedawca też odpada (ale czy na pewno?), bo na środku pionowej kreski pojawia się coś, co sprawia, że możemy mieć do czynienia z odwróconą literą F. Możemy, ale czy na pewno to Ⅎ?
Nie jestem ortodoksyjnym zwolennikiem włączania do kolekcji wyłącznie monet idealnie zachowanych. Jestem natomiast ortodoksyjnym przeciwnikiem formułowania daleko idących tez na podstawie oględzin monet zachowanych na tyle źle, że ich stan dopuszcza więcej, niż jedną interpretację rysunku albo napisów.
To, co dziś napisałem, po pierwsze (mam nadzieję) będzie pomocą (ostrzeżeniem) dla wielu z Was, po drugie niech będzie usprawiedliwieniem dla odkładanej wielokrotnie daty zapowiadanej publikacji książki/katalogu szelągów i groszy koronnych Augusta III. Z problemami tu pokazanymi borykałem się tak wiele razy, że nie jestem w stanie ich zliczyć.
Koniec z odkładaniem terminu publikacji. Została mi jeszcze tylko okładka. Publikacja w przyszłym tygodniu. Szczegóły wkrótce.

P.S.
Od 29 stycznia 2020 książka jest dostępna tu:
https://ridero.eu/pl/books/miedziane_monety_koronne_augusta_iii/



niedziela, 5 sierpnia 2018

Intrygujący falsyfikat grosza Augusta III

Umówione dawno, dawno temu spotkanie z kolekcjonerem monet Poniatowskiego doszło do skutku zgodnie z planem. Zaowocowało ciekawą rozmową i zakupem miedzianego grosza. Nie, nie grosza SAP, lecz szczególnego grosza Augusta III.
Oto on.
Dlaczego ma to być grosz intrygujący i szczególny? Już tłumaczę.
Rzuca się w oczy wcięcie na godz. 3 awersu - ślad po wycięciu innego krążka. Samo w sobie, takie wycięcie nie jest niczym szczególnym wśród miedziaków Augusta III. Ciekawostką jest dobrze widoczne odbicie kreskowanego obrzeża towarzyszące wycięciu. To też nie jest takie rzadkie, ale tylko w przypadku monet tłoczonych NA PRASIE WALCOWEJ. Grosze Augusta tłoczono jednak na prasach śrubowych! Tak było w legalnych, saskich mennicach do roku 1755 i podobnie w tych samych mennicach przejętych przez Prusy podczas wojny siedmioletniej i innych pruskich mennicach fałszujących polską monetę z polecenia Fryderyka II.

Dokładniejsze oględziny tego grosza prowadzą do kolejnych odkryć. Najistotniejsze, to błąd w imieniu króla. Słabo, bo słabo, ale bez żadnych wątpliwości czytamy AVGVSTS. Brak trzeciego V - powinno być AVGVSTVS. Idźmy dalej. Portret króla - twarz zbliżona do... Sam nie wiem. Trochę, ale tylko trochę, przypomina twarz z szelągów bitych w Gruntalu. Zbroja i okrycie w stylu monet bitych w Gubinie, łącznie z kształtem broszy (pączek z dziurką) znanym z szelągów z rocznika 1755.
Rewers. EL SAX 175... Trzeba się bardzo dokładnie przyjrzeć monecie pod różnymi kątami oświetlenia, żeby dostrzec ślad cyfry 4. Więc 1754, tyle że to wcale nie musi oznaczać, że monetę w tym roku wybito. Legenda bez kropek!
Poniżej korona - mała, niesymetryczna. Orły i Pogonie na tarczy herbowej mocno niedoskonałe. Wyraźnie widać, że utworzone przez odbijanie malutkich punc z kreskami, owalami, kropkami. I na koniec korona elektorska nad herbem Saksonii utworzona z dwóch kółek.
Moneta ma średnicę 20 mm, waży równe trzy gramy.

Z pewnością falsyfikat, ale z jakiego warsztatu? Na pierwszy rzut oka (szczególnie niewprawnego), ten grosz można by wziąć za wyrób oficjalnej mennicy, więc nie był to byle jaki, piwniczny warsztacik. Na dodatek te ślady obrzeża drugiej monety. O czym mogą świadczyć?
Pierwsza nasuwa się na myśl oczywiście prasa walcowa. W połowie XVIII w wychodząca z użycia, ale jeszcze gdzieniegdzie stosowana. Kontrargumentem może być brak łódkowatego wygięcia krążka, charakterystycznego dla monet walcowanych. Argumentem za jest natomiast (paradoksalnie) brak analogicznego śladu na rewersie, co było powszechną wadą monet tłoczonych walcami, spowodowaną trudnościami w synchronizowaniu obrotów walców ze stemplami.
Możliwość druga - grosz wytłoczono na prasie śrubowej, ale nie na pojedynczym krążku, tylko na pasku miedzianej blachy (jak na prasie walcowej) i później niedokładnie wycięto wykrojnikiem.
Możliwość trzecia - grosz wytłoczono na prasie śrubowej na pojedynczym krążku, który przed ponownym uderzeniem stempli nie został całkowicie usunięty z prasy i na krawędzi pojawiło się odbicie fragmentu obrzeża. Tę możliwość osobiście wykluczam. Powinna skutkować również jakimiś śladami drugiego obrzeża na rewersie, a tych nie widzę.
Najprawdopodobniejsza wydaje mi się opcja druga - tłoczenie prasą śrubową na pasku blachy, choć ewentualność, że to tłoczenie prasą walcową jest bardzo pociągająca. Aktualne pozostają przypuszczenia, że odbywało się to w nieźle wyposażonym warsztacie. Mogła nim być któraś z mennic, najpewniej gdzieś w Prusach, ale w grę mogą wchodzić i inne warsztaty. Na przykład produkujące liczmany albo guziki.
W każdym razie jest to interesujący okaz i jestem bardzo zadowolony, że znalazł się w moim zbiorze.

Razem z nim trafił do zbioru przykład technicznej niedoróbki gubińskiej mennicy. Szeląg Augusta III z tegoż samego, 1754 roku.
Krążek dwukrotnie znalazł się między stemplami, mocno w międzyczasie poruszony. Skutek - słowo REX przesłania profil króla, a na rewersie rzuca się w oczy bałagan na tarczy herbowej (i oczywiście powtórzone fragmenty legendy).

A następnego dnia, niezrażony upałem, wybrałem się na najwyższy poza Tatrami szczyt w Polsce. Jak się okazało, nie tylko ja miałem taki pomysł. Pomijam "Bieg rzeźnika", który odbywał się tego samego dnia, dzięki pogodzie rzeźniczy do potęgi. Na Perci Akademików kolejka prawie, jak na Giewont.
Na szczycie tłum, jak na krakowskim rynku
Ale widoki piękne, pogoda wspaniała (na szczycie było prawie chłodno!) - w sumie świetny dzień.
Widok z zejścia na przełęcz Brona. Dobrze widoczna ścieżka żółtego szlaku (Perć Akademików) i ludzie na szczycie, nawet z tej odległości.
Jak ktoś jest żądny dodatkowych wrażeń, może zaryzykować (bo to chyba nielegalne) wyjście na szczyt wieczorem, podziwianie zachodu słońca, gwiazd przez całą noc - niedługo polecą Perseidy - i podobno z niczym nieporównywalnego wschodu słońca.  Może kiedyś...

niedziela, 28 stycznia 2018

Czyżby jeszcze jedna podejrzana mennica?


Stemple pierwszej partii polskich szelągów wybitych w Saksonii przygotowali drezdeńscy stempelschneiderzy Johann Wilhelm Höckner i Christian Sigismund Wermuth. Wzorowali się na boratynkach, miedzianych szelągach Jana Kazimierza, które z kolei prawdopodobnie zaprojektowano na podobieństwo francuskich liardów Ludwika XIV.
Höckner odszedł z mennicy w Dreźnie w 1749 r. Zastąpił w tej pracy asystent Wermutha, Carl Christian Pribus (1729-1787).
Wikipedia podaje tylko, że Pribus rozpoczął pracę w mennicy drezdeńskiej przed 1763 r. (vor 1763), ale z archiwów wiadomo, że już w 1749 pracował on w mennicy drezdeńskiej, jako asystent Christiana Sigismunda Wermutha. Oprócz stempli szelągów z roczników 1749 i 1750 (wybitych w Dreźnie), Pribus wykonywał stemple szelężne dla mennicy w Grünthalu w latach 1751-1755. Przez cały ten czas ich rysunek pozostawał praktycznie niezmieniony.
Portret Augusta na awersie zmienił się nieznacznie - widać, że król troszkę się postarzał. Jeśli chodzi o kwestie techniczne, to wszystko wskazuje na stempel wykonany przy użyciu puncenu obejmującego całość portretu, takiego jak puncen awersu grosza przechowywany w berlińskim gabinecie numizmatycznym, opublikowanego przez Elke Bannicke i Lothara Tewesa w 2015 r. w 23 zeszycie Beiträge zur Brandenburgisch/Preußischen Numismatik.
Rewersy szelągów Pribusa powstawały inaczej. Ich rysunek składa się z wielu drobnych elementów nanoszonych na stemple małymi puncami.

Jak widać, nie można mówić o identyczności punc, a raczej o zachowaniu stylu. Na przykład korona zaczyna przypominać koronę dopiero w roku 1751. Wcześniej, to albo „berecik” albo jakiś fantazyjny pióropusz. Widzimy skrzydła w kilku  kształtach, nogi (do roku 1751) składają się z różnie układanych „patyczków” różnej długości. Niewielki, bo zaledwie 750-tysięczny nakład szelągów w roku 1750 można było wybić na prasie balansowej zużywając mniej, niż 10 par stempli. Tak małą ilość stempli można było wykonać tworząc rewersy przy użyciu małych punc z poszczególnymi częściami rysunku. Osobne punce dla elementów tworzących tarczę herbową, skrzydeł i tułowia orłów, konia, jeźdźca, saskiego herbu itd. Nakłady późniejszych roczników (za wyjątkiem 1755) były kilkunastokrotnie większe. Zachował się rachunek dla Pribusa, który za 102 pary stempli polskich szelągów dla roczników 1751 i 1752 otrzymał 300 talarów.
Pragmatyzm właściwy każdemu nastawionemu na zysk przedsiębiorcy spowodował, że rytownicy stempli zaczęli używać punc obejmujących większe części rysunku rewersów. Pamiętać trzeba, że rewersy zawierają elementy zmieniające się z każdym rokiem, więc zwykle ich stemple były stemplami górnymi, które szybciej się zużywały, w związku z czym musiano wykonywać ich więcej, niż stempli awersów. Użycie punc obejmujących całego Orła albo całą Pogoń umożliwiało szybsze i dokładniejsze wykonywanie stempli rewersów.
Stemple szelągów wykonywane przez Pribusa cechuje staranność wykonania i szlachetność rysunku. Być może wiąże się to z niewielkimi stosunkowo nakładami - w Grunthalu wybito łącznie niewiele ponad 40 milionów szelągów. Trudniejsze zadanie stało przed rytownikiem stempli pracującym w Gubinie. Był nim Johann Friedrich Stieler (1729-1790), który również zaczynał karierę w Dreźnie. Jeszcze w tej mennicy wykonał w 1751 roku stemple szelągów dla mennicy tworzonej w Gubinie - 18 listopada tegoż roku przesłano do Gubina 94 szelągowe stemple mennicze i polecono, by produkcja ruszyła jak najszybciej. Udało się ją uruchomić jeszcze w tym samym roku, przed oficjalnym otwarciem. Wybito wtedy takie szelągi

Rysunek całości jest bardzo staranny. Stielerowi musiało zależeć na otrzymanie prestiżowego (i intratnego) stanowiska w nowej mennicy. Pewien szczegół świadczy jednak bardziej elastycznym podejściu do obowiązków, niż widzieliśmy u Pribusa. Inaczej też ewoluowały gubińskie stemple. Już w roku 1752 obserwujemy niewielkie uproszczenia na awersie i rewersie.
Później jest to jeszcze bardziej widoczne. Przyczyną jest oczywiście ogrom pracy - Gubin wybił do roku 1755 ponad 110 milionów szelągów i prawie 50 milionów groszy. Do wszystkich stemple musiał wykonywać Stieler. Najprawdopodobniej miał pomocników, ale główny ciężar pracy spoczywał na nim.
W roku 1754, z którego pochodzi powyższy szeląg, na rewersach pojawiła się charakterystyczna i wielce znacząca moim zdaniem zmiana.
Chodzi o rysunek orłów, a konkretnie o ich skrzydła. Porównajmy.
Na poprzednim szelągu i na szelągach z lat 1751-1753 Stieler nie używał punc z całymi skrzydłami. Skrzydła składał z wąskich, stykających się z sobą klinów. Nowy rysunek skrzydeł powstał przez dodanie łukowatych "ramion", z których wyrastają tępo zakończone pióra. Dlaczego uważam tę modyfikację za znaczącą? Bo w roku następnym na wszystkich znanych mi gubińskich szelągach są już taki nowe orły, a co ważniejsze, to samo stało się na gubińskich groszach.

Uważam, że może to być podstawą do przypisania Stielerowi autorstwa niektórych groszy bitych w saskich mennicach pod kontrolą pruską, takich jak ten.
Być może chodzi o mennicę w Dreźnie. To lista jej rytowników dla interesującego nas okresu.

Drezdeńscy grawerzy stempli wg Wikipedii

Jak widać, mamy lukę dla lat 1750-1755, co nie ma znaczenia dla kwestii autorstwa stempli miedzianych monet polskich, ponieważ ich w tym okresie w Dreźnie nie bito. Istotne jest, że Stieler wrócił do Drezna po zamknięciu mennicy w Gubinie. Wyszczególnione w ostatniej kolumnie oznaczenia stempli świadczą o tym, że i Stieler i Pribus wykonywali stemple również dla mennicy lipskiej. Stielerowskie „S” występuje na przykład na 1/6 talara Augusta III z datą 1763 (Kahnt 2010 nr 566a), „ST” znajdujemy na talarze Augusta III z datą 1763 (Kahnt 2010 nr 541a). „P” - znak Pribusa nie pojawia się na monetach Augusta III, znajdujemy go dopiero na talarze Fryderyka Christiana z roku 1763 (Kahnt 2014 nr 1003). Może to sugerować, że Pribus nie pracował w saskich mennicach dla pruskich dzierżawców i że powrócił do pracy w mennicy drezdeńskiej dopiero w 1763 r., ale to tylko przypuszczenie, bo rewersy niektórych ewidentnie "pruskich" groszy mają cechy zbliżone do prac Pribusa. Pewne natomiast wydaje się, że podczas wojny siedmioletniej aktywny pozostawał Stieler.
Po wojnie siedmioletniej obu rytowników, Pribusa i Stielera odnajdujemy w Dreźnie. W kalendarzu na rok 1775 wymieniono obu, żadnego nie wyróżniając, jako głównego.

Bezskutecznie, jak dotąd, poszukiwałem informacji o personaliach lipskich rytowników stempli. Wikipedia dla mennicy w Lipsku nie podaje tak szczegółowych informacji, jak dla Drezna. Wymienia tylko mincmistrzów, o rytownikach ani słowa. Intensywniejsze poszukiwania dały bardzo interesujący wynik - Daniel Friedrich Loos (urodzony 15 czerwca 1735 w Altenburgu, zmarł 1 października 1819 w Berlinie). Nie tylko nazwisko, ale i znaczące powiązania. Otóż pan Loos najpierw kształcił się w rodzinnym mieście, u Christiana Friedricha Stielera (1705 - 1758), ojca dobrze nam znanego Johanna Friedricha (!), a później w 1754 r. zaczął pracę w mennicy w Lipsku. Długo tam nie pozostał. Na przełomie 1756/1757 przeniósł się do mennicy w Magdeburgu i pozostał w niej aż do zamknięcia zakładu w roku 1767. Od 1768 roku pracował już jako główny medalier w mennicy w Berlinie. Jego syn Godfryd Bernard został głównym probierzem tej mennicy, ale to całkiem inna historia.
Wydaje się, że Daniel F. Loos mógł być mocno zamieszany w pruskie bicia polskich groszy. Wskazuje na to wspomniana wyżej publikacja Bannicke/Tewes. Oprócz puncenu z głową króla pokazano w niej puncen z tarczą herbową z rewersu polskich groszy.
W artykule jest jeszcze jedno zdjęcie pokazujące znak na bocznej powierzchni tego puncenu.
Taka sama gwiazda ma być na bocznej powierzchni puncenu z głową (ale jej zdjęcia już nie ma). W podpisach pod zdjęciami stwierdzono, że znak gwiazdy nie został jeszcze przyporządkowany do określonego wytwórcy. Ciekawe zdanie o tych narzędziach menniczych pojawia się w treści artykułu (tłumaczenie własne).
W kolekcji stempli menniczych Berliner Münzkabinett w Muzeum Bodego znajdują się patryca awersu z popiersiem Augusta III i niekompletna patryca rewersu z ukoronowanym sasko-polskim herbem, które mogłyby być związane z nielegalną pruską działalnością menniczą w Lipsku i Dreźnie. Wcześniej nim narzędzia te, opatrzone znakiem wytwórcy w postaci gwiazdy, trafiły do mennicy berlińskiej, wchodziły w skład inwentarza mennicy magdeburskiej, zamkniętej w 1767 r.
Nasuwać się może kilka przypuszczeń. Po pierwsze, Loos, jeszcze w Lipsku, zaraz po przejęciu mennicy przez Prusy, wykonał punce do groszy Augusta III, a może i stemple, którymi takie grosze bito w Lipsku i być może w Dreźnie, bo są informacje, że stemple kursowały między tymi mennicami. Po drugie, Loos przenosząc się do Magdeburga zabrał swoje narzędzia, nic więc nie stało na przeszkodzie, by i tam produkować polskie miedziaki. Może więc Haupt miał rację pisząc, że polską miedź fałszowano w siedmiu mennicach kontrolowanych przez Prusy.

niedziela, 5 listopada 2017

Poznań

Planowałem to od dawna. W 2015 roku wysłałem zapytanie w sprawie kwerendy szelągów Augusta III do kilku muzeów. Na blogu w sierpniu tegoż roku napisałem, że jedno z muzeów  odpowiedziało mi tak:
Uprzejmie informuję że w ..... znajduje się przynajmniej 380 szt. tych monet z różnych lat wybicia. Są one w zdecydowanej większości bliżej nieokreślone, w związku z czym bardziej szczegółowa kwerenda powinna zostać przeprowadzona przez Pana osobiście.
Dziś mogę już ujawnić, co kryło się pod wielokropkiem. Chodziło o Muzeum Narodowe w Poznaniu. Okazja nadarzyła się dopiero w październiku tego roku.
Jak w podobnych przypadkach z przeszłości, połączyłem wyjazd służbowy z najciekawszym z przeróżnych hobby. Wymiana e-maili z przypomnieniem prośby sprzed dwóch lat doprowadziła do uzgodnienia terminu i czasu kwerendy. Po przyjeździe do Poznania pierwsze kroki skierowałem do głównego gmachu Muzeum Narodowego, co okazało się błędem. Bardzo szybko naprawionym. Krótki spacer i stanąłem pod wieżą i zamkową bramą.
Gabinet Numizmatyczny znajduje się w budynku na wprost bramy
W chwilę po przywitaniu siedziałem przy stoliku zaopatrzony w dobrą lupę i przygotowaną w domu tabelę z odmianami i wariantami szelągów, w której znalazły się rubryki uwzględniające rocznik, legendę awersu (AVGVSTVS/AUGUSTUS) i literę pod tarczą herbową. Na stoliku pojawiła się pierwsza tacka z trzydziestoma pięcioma kopertkami z monetami. Praca wyglądała mniej więcej tak:
  • wyjęcie monety/monet (w niektórych kopertkach było kilka monet),
  • odczytanie legend monety,
  • porównanie z opisem na kopertce,
  • odnotowanie monety w tabeli .
I tak przez prawie trzy godziny. Obejrzałem i odnotowałem dane 272 szelągów. Na pozostałą setkę brakło czasu, ale nie bardzo tego żałuję, bo były to monety opisane, jako nieokreślone. Kilka z nich na próbę sprawdziłem - okazały się egzemplarzami albo zupełnie wytartymi, z niewidocznym rocznikiem i nieczytelnym znakiem pod tarczą herbową albo bitymi niecentrycznie w taki sposób, że kluczowe elementy legend nie znalazły się na krążku. Jedyne, co można było stwierdzić, to czy są w "typie gruntalskim", czy "gubińskim".
Statystyka wygląda tak. Z ogólnej liczby 272 sztuk, 63 były czytelne tylko częściowo - można było ustalić typ legendy awersu i albo rocznik albo literę pod herbami. Z pozostałych 209 monet, 49 wybito w Gruntalu, 160 w Gubinie lub innych mennicach, ale stemplami gubińskiego wzoru.
W obrębie typu gruntalskiego statystyka wygląda następująco:
1749 - 5 szt.
1750 - 4 szt.
1751 - 11 szt.
1752 - 9 szt.
1753 - 9 szt.
1754 - 10 szt.
1755 - 1 szt.
Taka statystyka nie jest odbiciem wielkości nakładów. Mamy nadreprezentację pierwszych dwóch roczników, którą można wytłumaczyć chęcią zatrzymywania w zbiorze monet opisywanych w literaturze, jako rzadkie. Rocznik 1755 może się wydać zaskakująco nisko reprezentowany, ale dla mnie jest to kolejne potwierdzenie obserwacji oferty rynkowej. Gruntalskie szelągi z 1755 r, teoretycznie tylko pięciokrotnie rzadsze od rocznika 1753, w praktyce pojawiają się znacznie rzadziej. Przyczyny nie znam.
W sumie, w oglądanym zespole znalazły się wszystkie znane mi wcześniej odmiany i warianty szelągów gruntalskich.

Wśród w pełni czytelnych monet z Gubina (157 szt.) zdecydowanie najliczniejsze okazały się szelągi z 1754 r. z literką H - było ich aż 43 (27%). Następną w kolejności odmianą okazały się szelągi z 1753 r. z odwróconym T - było ich 11.
Do października  miałem potwierdzone istnienie 50 odmian szelągów w typie gubińskim, 8 odmian wzmiankowanych w literaturze byłem skłonny uznać za rzeczywiście istniejące (ale nie miałem okazji naocznego potwierdzenia tego). Aż 16 odmian, które są w literaturze wymienione, według wszelkiego prawdopodobieństwa w naturze nie występuje - kolejni autorzy pisali o nich na podstawie (najprawdopodobniej) błędnego odczytania źle zachowanych monet. Nie wykluczam też zwykłych błędów pisarskich.
Wizyta w Gabinecie Numizmatycznym MN w Poznaniu nie dostarczyła dowodów na istnienie żadnej z tych niepewnych odmian! Na jednej z kopert był co prawda zapis, że w środku jest szeląg z literą L, ale przy bliższych oględzinach okazało się, że to uszkodzone, odwrócone T, co potwierdziło moje wnioski z wcześniejszych obserwacji. Prawdopodobnie szelągów z L nie bito.
Zaskoczeniem okazało się natomiast ujawnienie szeląga z odwróconą literą V. Wygląda to, jakby użyto puncy z V zamiast A. Druga opcja, to przypadkowe odwrócenie właściwej puncy - miało być V i jest V, tyle, że do góry nogami. Zresztą takie odwrócone V łatwiej było wpasować w rozwidlenie tarczy herbowej.

W poznaniu są dwa takie szelągi. Do tej pory w żadnej publikacji ich nie wymieniano!

Jak już napisałem, na przejrzenie szelągów nieokreślonych, czasu nie wystarczyło. Tym bardziej brakło go na sprawdzenie nie mniejszej, niż szelągów, ilości groszy. Wniosek może być tylko jeden - muszę się wybrać do Poznania raz jeszcze. Z groszami niestety jest trudniej, bo trzy podstawowe wyróżniki (imię króla, rocznik, znak pod herbami) nie w pełni opisują te monety. Równie ważne są portret króla i rysunek w polu rewersu (korona, herby, kształt tarczy herbowej). Trudno, trzeba będzie więcej czasu poświęcić na przygotowanie pomocniczej tabeli.

Wśród odmian nie wzmiankowanych w literaturze jest jedna, której istnienie uważam jednak za całkiem możliwe. Mam na myśli szeląga 1754 z literą H ale w odróżnieniu od odmiany najpospolitszej, z imieniem króla pisanym przez V. Kiedy więc zobaczyłem tę aukcję
zalicytowałem, łudząc się, że tym razem to może być rzeczywiście to, co w jej tytule. Tym bardziej, że dalej w opisie aukcji można było przeczytać
Miałem nadzieję, że ponowne użycie słowa "szeląg" wyklucza pomyłkę przy wpisywaniu tematu aukcji.

Wygrałem - to nie takie oczywiste, bo od pewnego czasu obserwuję, że miedziaki Sasa cieszą się rosnącym zainteresowaniem.
Niestety, ani dwukrotne użycie nominału "szeląg", ani fakt, że sprzedawcą była niemała firma numizmatyczna nie wpływają na inne fakty, bardziej namacalne. Waga pokazuje 3,75 grama, suwmiarka, równe 20 mm. Grosz!
Ciekawe, czy kiedyś przytrafi im się sprzedaż dwudukata opisanego, jako dukat pojedynczy?

czwartek, 13 lipca 2017

Między urlopami

Ostatni czerwcowy wpis zakończyłem skanem trzynastu monet, które krótko przedtem do mnie dotarły. Później zafundowaliśmy sobie krótki urlop, więc dokładniejszy opis nowych nabytków przedstawię dopiero dzisiaj.
Zanim to zrobię, podzielę się niespodzianką, która czekała po powrocie.
W pierwszym tegorocznym numerze Biuletynu Numizmatycznego jest (nareszcie!) mój artykuł o miedzianych monetach koronnych Augusta III. To znaczy pierwsza jego część. Nie wiedziałem, że artykuł zostanie podzielony na części. Całość ma 34 strony (łącznie z abstractem), więc pozostało jeszcze 19 stron do drugiego numeru.
W związku z tym, prawdopodobnie opóźni się publikacja książki, której artykuł jest podstawą. Nie chcę by pokazała się przed publikacją całości artykułu.

Teraz nowe monety.
O jedną zapytano mnie zaraz po opublikowaniu wpisu, o tę pierwszą w najwyższym rzędzie. Chodziło o to, czy to moneta oryginalna, czy falsyfikat z epoki.
Zygmunt III Waza, grosz koronny 1614
Moim zdaniem oryginalna, choć podejrzana. Rysunek bardzo poprawny (korona, orzeł), litery puncowane, ale jest kilka szczegółów budzących wątpliwości. Po pierwsze niska waga - zamiast 1,58 grama jest tylko 1,24 (a wytarcia niewielkie), po drugie - patyna wskazująca na zaniżoną zawartość srebra (choć po obu stronach wychodzi spod niej jasna, srebrna (?) powierzchnia, po trzecie niedoskonałości kompozycyjne - podniesione drugie G i prawy ozdobnik przy koronie na awersie (korona też lekko pochylona) oraz leżąca szóstka w dacie - takiego egzemplarza jeszcze nie widziałem. Jeśli falsyfikat z epoki - bo że nie współczesny, tego jestem pewien - to pochodzący z dobrze wyposażonego warsztatu doświadczonego mincerza. 

Pozostałe monety mniej ciekawe, co nie znaczy, że całkiem nudne. Trzy szelągi litewskie Batorego z pospolitych roczników. Miałem, ale monet króla Stefana w zbiorze nigdy za wiele - zostają.


Grosz litewski Zygmunta III z 1626 r.
Tego wariantu w zbiorze jeszcze nie miałem - cecha charakterystyczna - na awersie małe kółeczka jako przerywniki w legendzie, na rewersie brak ozdobników pod herbem podskarbiego.

Pięć krakowskich trojaków Zygmunta III z lat 1621-1624. Też uzupełnią zbiór, bo część ma inne znaki rozdzielające legendę, niż na monetach, które już miałem. Jeden wygląda ciekawiej:

Trojak koronny Zygmunta III z 1624 r.
bo na rewersie albo nigdy nie było kropki po prawej stronie herbu podskarbiego, albo stempel się w tym miejscu zapchał (stawiam na brak).
Szeląg ryski z 1578 r. - z typowymi wykruszeniami ale nie tak pospolity, jak by się wydawało (1577 jest pospolitszy). Na innych egzemplarzach z tego rocznika, które wcześniej widziałem krzyżyk nad herbem miasta umieszczony był wewnątrz obwódki - tu przerywa obwódkę. I na koniec dwa wczesne półtoraki Zygmunta III. Jeden z roku 1614 - dublet, ale w zbiorze pozostanie, drugi z 1616 jest ciekawszy.
Dołączył do dwóch innych bydgoskich półtoraków z herbem Sas, a wyróżnia się wśród nich kształtem tarczy z herbem podskarbiego, odwróconymi literami N i gwiazdkami na rewersie. W sumie udany zakup za niewygórowaną kwotę (jak to w sezonie wakacyjnym).

Printfriendly