Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opera. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 stycznia 2014

Zdrada, zdrada!

Stało się. Zdradziłem. Żona wie...

W niedzielę zdradziłem Operę, przeglądarkę, której byłem wierny od...
Nie pamiętam, od kiedy. Na pewno pierwsza zainstalowana na moim komputerze wersja była płatna (shareware) i miała numer 3.cośtam. To musiało być jeszcze przed rokiem 2000. Opera była szybka, wygodna. Nie pamiętam już teraz, czy od początku miała wbudowanego klienta poczty. Mogła nie mieć, bo pamiętam, że eksperymentowałem z The Bat. Pewne jest, że najstarsze "operowe" maile na moim dysku maja daty z 2001 r. Gdybym gromadził statystyki użycia poszczególnych programów, Opera na pewno była by na pierwszym miejscu.

Od trzech dni nie jest. Dlaczego? W lipcu 2013 r. wydano ostatnią wersję dla Linuksa. To nie było takie straszne, bo nowe chromopodobne wersje windowsowe wykastrowano ze wszystkiego (prawie), co decydowało o moim przywiązaniu do Opery. Przede wszystkim wycięto klienta poczty. Paradoksalnie, to właśnie operowa poczta była jedną z dwóch przyczyn przypieczętowania decyzji o zmianie. Nie wiem, czy coś się zmieniło w kwestii kompatybilności z IMAP na gmail, ale zaobserwowałem, że Opera coraz dłużej się uruchamia wyświetlając informację o skanowaniu poczty. Szalę przeważyło kilkakrotne zamrożenie całego systemu po otwarciu większej ilości kart. Fakt, było ich ze czterdzieści, ale po eksperymentalnym uruchomieniu tego samego zestawu w Firefoksie system nic nie stracił na responsywności. Czyli sprawa jasna - Firefox zostaje na dłużej, może na stałe.

A co z pocztą? Jakoś nie mogę się przekonać do obsługi poczty z poziomu strony gmaila. My dinozaury chyba już tak mamy. W systemie (Netrunner) mam Kmail, który mocno siedzi w środowisku KDE integrując się poprzez Kontact z resztą elementów tworzących coś w rodzaju PIMa. PIM mi niepotrzebny, bo używam najlepszego programu na świecie. Kmail oczywiście przetestowałem. Początkowo wydawało się, że będzie OK., bo bez problemu wykrył możliwość importu zapisanych lokalnie wiadomości z Opery. Wykrył, prawda, ale import przebiegał do bólu ślamazarnie. Kmail - out!

Nie całkiem co prawda, bo w systemie został - bo za bardzo jest z nim zintegrowany. Szybki przegląd blogów i dyskusji nakierował mnie na Thunderbirda. Ten co prawda nie ma możliwości automatycznego importu maili z Opery, ale proste i łatwe rozwiązanie problemu opisano na mnóstwie stron. Rejestracja gmailowego konta przebiegła bezboleśnie. Ręczne, ale niezbyt skomplikowane importowanie operowej listy adresów i RSS-ów też. Pozostał problem braku funkcji, które w Operze były out of the box. Na przykład gromadzenie notatek, które później mogły być wklejane w emailach albo formularzach na stronach WWW. Thunderbirda trzeba było wyposażyć w dodatki, co też nie okazało się nadmiernie skomplikowane, więc również notatki mogłem przekopiować z Opery.


Na zrzucie ekranu:
w górnej części Opera z otwartymi obok siebie oknami "speed dial" i pocztą, poniżej Firefox i Thunderbird.

I tak:
Minusy:
  • zamiast jednego programu (Opera) uruchamiam dwa (Firefox + Thunderbird),
  • muszę przyzwyczaić ręce do nowych skrótów klawiaturowych (albo przystosować system do starych, operowych kombinacji klawiszy),

Plusy:
  • płynnie działający system

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Praca, praca, praca...

Po pierwsze, wielkie dzięki za komentarze i opinie na temat katalogu obiegówek III RP.
Jak niektórzy z Was słusznie zauważyli, katalog wymaga paru uzupełnień. Będą dodawane stopniowo - informacje o zmianach odnotowywane są automatycznie i można je śledzić w tym miejscu: "Ostatnia aktywność w witrynie".
Na pierwszy ogień poszła dziesięciogroszówka 1999 - o istnieniu dwóch wariantów wiedziałem dawno, opisałem je w pierwszej wersji katalogu, którą można jeszcze znaleźć na serwerach Interii. Okazało się jednak, że z przyczyn, które okrywa mrok tajemnicy (mówiąc wprost - moje własne roztargnienie) w zbiorze pozostawiłem sobie tylko jeden wariant.
Błąd skorygowałem, zbiór uzupełniłem.

Po drugie, jeszcze większe podziękowania kieruję do wszystkich, którzy wskazali w katalogu luki, o istnieniu których nie miałem pojęcia. I znów mam co robić - muszę przejrzeć parę kilogramów bilonu w poszukiwaniu tego, czego wcześniej nie zauważyłem i czego w związku z tym nie mam w kolekcji.

Po trzecie, znowu mnie przelicytowano. Na Allegro pojawił się niezwykle rzadko widywany trojak z 1835 r. Mój limit okazał się niestety zbyt niski. Szkoda, bo poluję na to już od kilku lat.

Przy okazji przetestowałem metodę na pewne archiwizowanie wybranych aukcji i innych stron www poprzez utworzenie pliku PDF, który można później  przechowywać na własnych serwerach. Próbowałem kiedyś wykorzystywać do tego celu tzw. drukarki wirtualne, ale rezultaty nie były najlepsze - uzyskiwane pliki nie zachowywału oryginalnego układu strony.
Tym razem skorzystałem z usługi sieciowej Convert Web Page to PDF 
i to nie bezpośrednio poprzez wskazaną stronę, tylko przy pomocy rozszerzenia zainstalowanego w Operze,  mojej ulubionej przeglądarce.

W miarę możliwości będę stopniowo zastępował plikami PDF linki do Allegromatu umieszczone w katalogu. Kilka serwisów archiwizujących aukcje Allegro już padło, lepiej się zabezpieczyć przed taką ewentualnością.


Na pocieszenie poczta przywiozła mi całkiem przyjemnego trojaka Zygmunta III Wazy z poznańskiej mennicy.

Moneta reperowana, ale z całkiem przyzwoitą prezencją.

A tę trzygroszówkę jeszcze kiedyś dopadnę...

Printfriendly