Istria. Chorwacja...
Wprawdzie kelnerzy po przyjęciu pieniędzy za jedzenie i picie mówią hvala, ale gdy wychodzimy z lokalu słyszymy ciao. Więc może jednak Włochy? Ani jedno, ani drugie, po prostu mieszanka, koktajl.
Miasteczko Vrsar, w pobliżu którego rozbiliśmy namiot na kempingu powitało nas dwujęzyczną tablicą Vrsar/Orsera. Jak wszystkie inne odwiedzone miasta i wsie - pod nazwą chorwacką, dawna, włoska.
Vrsar z poziomu morza wygląda pięknie.
Widoki z czterdziestometrowej wieży kościoła świętego Marcina biskupa też są piękne. Przy jednej z uliczek, tuż przy punkcie widokowym, zwykle okupowanym przez turystów jest ławeczka, na której siedzi słynny uwodziciel. W sezonie trudno zrobić samej rzeźby, zwykle trzeba czekać, aż ktoś opuści ramiona Giacomo. Nie zawsze są to panie.Casanova, jak napisano na umieszczonej obok tablicy, dwukrotnie odwiedził Vrsar. Pierwsza wizyta w 1743 roku przysporzyła znaczne korzyści miejscowemu lekarzowi. Casanova, choć przybył jako ubogi ksiądz, pozostawił pamiątkę - chorobę weneryczną, która szybko rozprzestrzeniła się w mieście. Ów lekarz podziękował swemu dobroczyńcy rok później. Tak opisuje to Casanowa w swoich pamiętnikach:
W podróży mojej do Korfu, zatrzymaliśmy się w Orsera. Przechadzałem się na wybrzeżu, gdy zbliżył się do mnie jakiś człowiek przyzwoitej powierzchowności, wdałem się z nim w rozmowę. Ponieważ wspomniał, iż zdaje mu się, że mnie widział już raz w Orsera (gdzie rzeczywiście byłem jadąc do Ankony), w sukni duchownego, począłem się zżymać, naco prosił mnie o przebaczenie, mówiąc, iż zresztą winien mi wdzięczność. Zadziwiłem się niemało. Dowiedziałem się więc, że aspan ów będąc chirurgiem, klepał pierwej biedę, teraz jednak odkłada pieniądze. Dobrobyt jego począł się od czułej pamiątki, jaką zostawiłem zarządczyni domu Hieronimsa, po moim tamże pobycie. Owa jejmość udzieliła jej swemu przyjacielowi, który znowu obdarzył nią czemprędzej swą żonę. Ta znowu darowała ją pewnemu sowizdrzałowi, który gospodarzył tak szczodrze, iż w ciągu miesiąca przysporzył mu kilkadziesiąt osób klienteli. — Mam jeszcze parę pacjentów — mówił — lecz do miesiąca pozdrowieją wszyscy. Może pan sobie wyobrazić, jak bardzo się ucieszyłem widząc pana. Uważam to sobie za dobrą wróżbę.
Do dziś w miasteczku w sezonie letnim organizowane są dla turystów bezpłatne, fabularyzowane spacery z przewodnikiem, podczas których aktorzy wcielają się w postać Casanovy i mieszkańców Orsery, oprowadzając turystów po kamiennych uliczkach i opowiadając o dawnych realiach miasteczka.
Osiemnastowieczny uwodziciel wykorzystywany jest dziś do promocji regionu. Jego imieniem nazwano szlak rowerowy numer 171 biegnący wzdłuż północnego brzegu Kanału Limskiego.Kilkanaście kilometrów na południe od kanału wyglądającego, jak fiord o wysokich brzegach porośniętych gęstą roślinnością, jest niewielkie miasteczko Bale (Valle). Podobno Casanova i tutaj uwodził miejscowe piękności. W jego pamiętnikach, a przynajmniej w ich polskim tłumaczeniu z 1921 roku, nic o tym nie znalazłem, ale w miasteczku pielęgnuje się legendę o jego podbojach. Dość już o podrywaczu z Wenecji.Na mapie okolic Kanału Limskiego zaintrygowały mnie symbole ruin na północny wschód od Vrsaru.
Kilka kilometrów rowerem po kamienistych drogach doprowadziło mnie do "Monte Ricco (Roman Villa)". Szczyt wzgórza zajmowała kiedyś "rzymska willa", wiejska posiadłość (villa rustica) zbudowana na przełomie tysiącleci na miejscu wcześniejszego gródka z epoki brązu. Posiadłość została opuszczona pod koniec I wieku n.e. Teraz to miejsce prac archeologicznych, trwających z przerwami od roku 2014. Odsłonięto i zbadano centralną część, zajmowaną kiedyś przez potężne zbiorniki służące do gromadzenia wody deszczowej. Stopniowo odsłaniane są kolejne fragmenty murów i zabezpieczane przed degradacją jako trwała ruina. Zaskoczyło mnie, że po jesiennych pracach, przerwanych na czas letnich upałów, na miejscu pozostały wydobyte artefakty. Pal sześć "skorupy", ale to, wyglądające na kompletne, ceramiczne naczynie odwrócone do góry dnem, to spora niespodzianka.