Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mennica bydgoska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mennica bydgoska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 czerwca 2018

Brigitte Bardot???

"Każdy mincarz powinien będzie literę pierwszą tego miasta, gdzie się mincuje, na swej menicy kłaść, żeby każdego z nich menica była rozeznana, nie kładąc inszych herbów na mennicy, tylko królewskie na wierzchu, a Podskarbiego koronnego pro tempore będącego, jako najskromniejszy na spodku..."
To fragment ordynacji Jana Firleja z 22 czerwca 1599 r., którą król zatwierdził 20 lipca. Gumowski ("Mennica bydgoska", Toruń 1955, str. 27) twierdził, że podskarbi chciał tym sposobem ukrócić praktykę umieszczania na monetach herbów innych niż herby Polski, Litwy, króla i podskarbiego. Na monetach z Bydgoszczy pojawiały się oprócz nich herby właściciela mennicy oraz jej zarządcy. Już w tym samym, 1599 roku na szelągach i trojakach bitych w Bydgoszczy pojawia się litera B, jak Bydgoszcz. Albo Bidgostia lub Bromberg, jak kto woli.
W roku następnym zarządzenie podskarbiego obowiązywało nadal.
Z dzisiejszego spaceru na pocztę przyniosłem kilka kopert. W jednej z nich był lekko ogryziony (tzw. ząb czasu) szeląg z roku 1600 z mennicy bydgoskiej.
Średnica 17,5 mm, waga 0,78 grama. Teoretycznie powinno być 1,12 grama, jak nakazywała ordynacja z 1580 r. Częścią niedoboru wagi można obciążyć wspomniany ząb czasu, ale chyba tylko częścią. Pozostała część niedoboru mogła powstać celowo już w mennicy, bo jak wynika z obliczeń wykonanych na podstawie informacji podanej przez Dawida Brauna w dziele wydanym w 1772 r. "Ausführlich-historischer Bericht vom polnischund preußischen Münz-Wesen" bicie szelągów zgodnie z ordynacją Batorego było po prostu nieopłacalne.
Za grzywnę czystego srebra trzeba było płacić 9 złotych i 12 groszy (złote liczono, pamiętajmy, po 30 groszy). Z tej ilości srebra należało bić 990 szelągów, czyli licząc po 3 szelągi na grosz dawało to pieniądze o wartości 11 złotych. Tylko 1 złoty i dwa grosze ponad koszt części tylko surowca. A gdzie koszt miedzi, robocizny? Żeby szelągi bić się opłacało, trzeba było albo zaniżać próbę, która wynosiła tylko 20%, albo zaniżać wagę monet, albo i jedno i drugie. Nic dziwnego, że w kraju powszechnie oprotestowywano zalew drobnego, coraz podlejszego pieniądza. Protesty były na tyle zasadne i mocne, że król w trosce o swoje dobre imię - w końcu to ono miało gwarantować jakość pieniądza - w roku 1601 nakazał zamknięcie wszystkich mennic poza uruchomioną rok wcześniej mennicą krakowską. Dotknęło to oczywiście i mennicę Bydgoską. Do połowy roku bito w niej jeszcze monety,
ale druga połowa 1601 i lata następne należały do mennicy krakowskiej.
Wróćmy jednak do Bydgoszczy. Na nowym w moim zbiorze szelągu, zgodnie z ordynacją Firleja, jest pierwsza litera nazwy miasta. A nawet dwie!
Jest kilka odmian bydgoskich szelągów z tego rocznika. Z jedną literą B pod królewskim monogramem, z dwiema literami B umieszczonymi po obu stronach monogramu powyżej daty, z dwiema literami B umieszczonymi pod monogramem (jak moja) i bez litery B - pominiętej przypadkiem, lub celowo. Któż teraz jest w stanie przyczynę?
Podobne odmiany są i dla roku 1601, choć w roku 1599 mamy do czynienia wyłącznie z szelągami z jedną tylko literą B (lub bez niej). Ordynacja kazała kłaść ...literę pierwszą tego miasta..., dlaczego więc na niektórych monetach ją podwajano? Gumowski wyjaśnia to tak:
Czy to wyjaśnienie uzasadnione, nie wiem. Wiem natomiast jedno. Mam lat tyle ile mam, więc nic dziwnego, że gdy widzę dwie litery B obok siebie, jedna po drugiej, to pierwszym skojarzeniem jest...
Tak, oczywiście, Brigitte Bardot!
Dlaczego?
Sprawdźcie sami - najlepiej oglądając "I bóg stworzył kobietę", albo cały film, albo przynajmniej scenę tańca na stole.

środa, 15 kwietnia 2015

Trzy literki.



Jana Andrzeja Morsztyna (Morstina) długo kojarzyłem wyłącznie ze zgrabnymi wierszykami, z których najdłużej pamiętałem "Na krzyżyk na piersiach jednej panny". O dłuższym wierszu "Nagrobek kusiowi" nasza polonistka nie wspominała. Chyba nie tylko dlatego, że takie niepolityczne (jak mawiał imć Zagłoba) nazwisko nosiła?
Dopiero gdy bardziej zainteresowała mnie numizmatyka, dowiedziałem się, że Morsztyn piastował urząd podskarbiego wielkiego koronnego. Zdarzyło mu się to w bardzo nieciekawym czasie, bo w latach 1668 - 1683 (złożył urząd 1 lipca), czyli od roku abdykacji Jana Kazimierza, po własną ucieczkę do Francji, na którą zdecydował się (a miał inne wyjście?) po ujawnieniu wielkich nadużyć finansowych i udziału w  nieudanej próbie przygotowania detronizacji Sobieskiego, podobno zaplanowanej wspólnie z Ludwikiem XIV.
Pieczętował się Morsztyn herbem Leliwa przedstawiającym sześcioramienną gwiazdę nad półksiężycem.
Ort koronny Jana Kazimierza z 1668 r. pierwszego roku urzędowania podskarbiego Morsztyna
(herb Leliwa pod popiersiem króla)


Tytułowe literki, jakie - o tym za chwilę, pojawiają się na monetach Sobieskiego bitych w Bydgoszczy (niektórzy autorzy twierdzą, że i w Krakowie). Czasy, gdy Morsztyn był podskarbim to końcowy okres działania mennicy bydgoskiej (i innych mennic koronnych). W roku 1667, na miesiąc zamknął ją poprzednik Morsztyna, podskarbi Krasicki - skutek afer braci Tymfów i Boratiniego. Tymfowie uciekli za granice Rzeczpospolitej, Boratini nie dość, że się wybronił od oskarżeń, to jeszcze uzyskał pozwolenie na dalszą działalność menniczą, która miała odbywać się w Krakowie i ponownie otwartej mennicy bydgoskiej. Plany te pokrzyżowała uchwała sejmowa nakazująca zamknięcie obu mennic w roku 1668.
Sytuacja ekonomiczna Polski pogarszała się, kraj zalewał obcy pieniądz więc sejm przymusił podskarbiego Morsztyna do wznowienia emisji pieniądza. W 1677 roku ponownie otwarto zamknięte dziewięć lat wcześniej mennice. Krakowską objął Boratini, bydgoską Michał Hoderman wspólnie (choć nie zawsze zgodnie) z Włochem Santi de Urbanis Bani. Wkrótce i w Bydgoszczy ponownie rozgościł się Boratini. Po jego śmierci, zarząd nad mennicą przejęli spadkobiercy, którzy pozostawili inicjały przodka (T.L.B. - ale to nie o tych literkach ma być mowa) na bitych przez siebie monetach.
Szóstak koronny Sobieskiego z 1683 r. ostatniego roku urzędowania podskarbiego Morsztyna
(herb Leliwa na rewersie). Na awersie inicjały zmarłego rok wcześniej Boratiniego.

W roku 1684 mennice koronne wydzierżawiono na rok (od 1.10.1684 do 30.09.1685) kasztelanowi brzesko-kujawskiemu, Spytkowi Pstrokońskiemu. Zrobił to następca Morsztyna na stanowisku podskarbiego wielkiego koronnego, Marcin Zamoyski herbu Jelita (skrzyżowane trzy włócznie).
 Szóstak koronny Sobieskiego z 1683 r. pierwszego roku urzędowania podskarbiego Zamoyskiego
(herb Jelita na rewersie). Na awersie nadal inicjały zmarłego rok wcześniej Boratiniego.

Pstrokoński, który wcześniej obiecywał daleko idące reformy i wysoki czynsz dzierżawny, po osiągnięciu celu wcale nie zabrał się do pracy. Uruchomił mennicę w Krakowie ale nie otworzył mennicy w Poznaniu, na co też mu zezwolono, ani nie uruchomił od razu zatrzymanej mennicy bydgoskiej. Chyba się po prostu nie znał na rzeczy. Kraków ruszył, bo Pstrokoński szybko znalazł poddzierżawcę, Gotfryda Bartscha. Bydgoszcz musiała poczekać do czasu, kiedy i dla niej znalazł się fachowiec. Był nim Samuel Pfahler. W literaturze spotyka się różną pisownię jego nazwiska. U Kirmisa jest to Samuel Feller, u Hniłki (a za nim i u Gumowskiego) Phachler, Kopicki pisze o Samuelu von Pfahler. Ta ostatnia pisownia wydaje się najwłaściwsza.

I dochodzimy do tytułowych trzech literek. Najpierw (a może nie ?) pojawiły się dwie,
Szóstak koronny Sobieskiego z 1684 r. pierwszego roku dzierżawy mennicy bydgoskiej przez Pstrokońskiego. Na rewersie herb Jelita, na awersie, pod popiersiem króla litery S.P.

potem (a może wcześniej) trzy
Szóstak koronny Sobieskiego z tego samego rocznika. 
Na rewersie herb Jelita, na awersie, pod popiersiem króla litery S.V.P.

I powiedzcie mi teraz drodzy czytelnicy, czyje to inicjały? Czy Spytka Pstrokońskiego, czy Samuela Pfahlera?

Co katalog, co książka, co artykuł, to inna interpretacja. Gumowski w Podręczniku numizmatycznym z 1914 r., prawdopodobnie powtarzając za Czapskim, inicjały SP i SVP przypisuje "nieznanemu bliżej zarządcy mennicy krakowskiej za Jan III w 1684 r."; Kopicki w "Katalogu podstawowych typów..." tom IX cz.1.  przypisuje je Samuelowi von Pfahler,; tak samo interpretują je Kamiński z Kurpiewskim. Pączkowski (we wprowadzeniu do mennictwa Jana III w katalogu Parchimowicza) wiąże je z Pstrokońskim. Kałkowski zdecydowanie przypisuje S.P. Pstrokońskiemu, o S.V.P. nie wspomina.

Moim zdaniem, o ile S.P. Pstrokońskiemu przypisać można, to już S.V.P. nie. Von w tradycji niemieckiej było łącznikiem między imieniem, a nazwą siedziby rodu z czasem przekształcającą się w nazwę rodu. Po polsku mówiło się raczej Zbyszko z Bogdańca albo  Biernat z Lublina. Wtrącanie obcego von nie było potrzebne. Dlatego myślę, że S.V.P. to litery Pfahlera, rzeczywistego, a nie tytularnego zarządcy mennicy. A jaka była chronologia tych odmian, czy Pstrokoński kazał Pfahlerowi wyrzucić V, by monety kojarzono z nim właśnie, czy też Pfahler chcąc podkreślić swoje znaczenie dodał V do inicjałów Pstrokońskiego - tego na razie nie wiemy. 

P.S.
Monety z polskiej mennicy zarządzanej przez Pfahlera nie zachwycają, zwłaszcza jakością. Bardziej podobają mi się monety ze śląskich mennic, w których Pfahler działał przed kontraktem z Pstrokońskim. W latach 1674-1678 była to Oleśnica, w 1678 Bierutów. Z dziełka

wynika, że wielu krewnych Pfahlera było związanych z mennictwem.
Trudno się dziwić. Robienie pieniędzy zawsze było dochodowym zajęciem :-)



sobota, 18 grudnia 2010

Europejskie Centrum Pieniądza.

Brzmi dumnie, nieprawdaż?
Gdzie?
W Bydgoszczy na Wyspie Młyńskiej.
Mennica bydgoska rozpoczęła działalność pod koniec XVI wieku. Podobno (ks. Polkowski) w Bydgoszczy bito denary już w dobie jagiellońskiej, a może nawet i za Kazimierza wielkiego, ale nie mamy materialnych dowodów uprawdopodobniających tę tezę. Przez pewien czas bydgoska mennica była jedyną czynną mennica koronną.
W roku 2005 podjęto decyzję o rewitalizacji obiektów na Wyspie Młyńskiej i po paru latach słowo stało się ciałem. Między innymi oddano do użytku Europejskie Centrum Pieniądza zajmujące jeden z budynków dawnej mennicy (Ul. Mennica 4) - pręgarnię, miejsce gdzie wybijano monety. Mennica zajmowała kiedyś prawie całą wschodnią część Wyspy Młyńskiej. Budynek pochodzi z XVII wieku, czyli z okresu świetności mennicy. Nie jest budynkiem oryginalnym - przebudowano go już w roku 1786, a później. na przełomie XIX i XX wieku zaadaptowano do celów mieszkaniowych. Od renowacji w 2008 roku budynkiem administruje Muzeum Okręgowe w Bydgoszczy.
ECP jest nie tylko miejscem, w którym eksponuje się pamiątki po sławnej mennicy. Centrum wykorzystuje się też do organizacji wystaw czasowych oraz seminariów naukowych i popularnonaukowych.
Dopiero wczoraj dotarła do mnie wiadomość, że przedwczoraj, czyli 16 grudnia 2010 r. odbyła się tam impreza, w której chętnie wziąłbym udział. Wystarczy rzut oka na proponowany program seminarium:
11:00 - otwarcie obrad
11:10 - Monety z Mennicy Bydgoskiej w zbiorach Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy - Irena Borowczak
11:50 - Ostatnie monety z Mennicy Bydgoskiej jako źródło do badań nad ustaleniem daty końca jej działalności - dr Witold Garbaczewski
12:15 - przerwa kawowa
12:45 - Technika bicia monet w Mennicy Bydgoskiej - Aleksander Kuźmin
13:10 - pokaz bicia monet
13:30 - Mennica w Bydgoszczy prezentacja numizmatów z serii Mennice Ziem Polskich - Tomasz Bylicki
13:50 - panel dyskusyjny
14:10 - zwiedzanie wystawy "Mennica bydgoska", rozmowy kuluarowe
Dodałem ECP do listy alertów googla - mam nadzieję, że nie przegapię następnej podobnej imprezy.
Przy okazji, poszukując informacji o seminarium, dowiedziałem się, że oprócz stałej wystawy "Mennica bydgoska" w ECP można było do tej pory zobaczyć wystawy "Od pieniądza narodowego do euro" i "Pieniądz w kulturze. Między sacrum a profanum". Z pewnością, podczas następnego pobytu w Bydgoszczy (a bywam tam raz na dwa/trzy lata) zajrzę na Wyspę Młyńską. Może nawet poświęcę na to dzień lub dwa corocznego wakacyjnego urlopu w Borach Tucholskich.
O odwiedzinach numizmatycznej Bydgoszczy pisałem już kiedyś dla e-Numizmatyki: przed wyjazdem i po wyjeździe. Zainteresowanym polecam pracę M. Gumowskiego "Mennica bydgoska" w oryginale z 1955 r. lub w reedycji wydanej przez bydgoski oddział PTN w roku 2005.
Jak już wcześniej wspominałem, trochę czasu poświęcam ostatnio półtorakom Zygmunta III Wazy. Większość z nich wybito właśnie na bydgoskiej Wyspie Młyńskiej. Ten również stamtąd pochodzi.

Printfriendly