Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą półtoraki zygmunta III Wazy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą półtoraki zygmunta III Wazy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 maja 2019

Półtorakowa zagadka.

Półtoraki bito w Polsce w latach 1614-1756. Z przerwami, czasem bardzo długimi. Dziś o pierwszym okresie (1614-1627) z naciskiem na lata dwudzieste. Przykład rewersu półtoraka z tego okresu:
Półtoraki bito masowo. Ręcznie, więc stemple zużywały się szybko. Zużyte zastępowano nowymi, wykonywanymi pośpiesznie, siłą rzeczy niezbyt starannie. Równie często zużywać się musiały punce z elementami rysunku stempli, z literami, cyframi, ozdobnikami itd.
Na rewersie mamy zawsze cztery cyfry - dwie ponad jabłkiem królewskim - to dwie cyfry rocznika, dwie w dolnej części jabłka - to teoretyczna wartość monety 1/24 talara. Teoretyczna tylko, bo wartość talara w półtorakach mierzona zawartością czystego srebra wynosiła nie 24 tylko od około 34 w roku 1614 do około 58 w 1625. Może prawdziwe było by to w roku 1600, kiedy Kacper Rytykier  w książeczce "Wizerunk i szacunek mynic wszelakich cudzoziemskich" pisał:
Naprzód to potrzeba wiedzieć, iż niektóre półtoraki Rzeszy, które mają liczbę 24 w jabłku z krzyżem napisaną, mogą bydź bez szkody po półtoru groszy brane: których w Rzeszy Niemieckiey biorą 24 za talar.
ale wtedy jeszcze w Rzeczpospolitej półtoraków nie bito.
Wracamy do zdjęcia rewersu, dokładniej do widocznych na nim cyfr. W tym konkretnym przypadku mamy rocznik 1623 (to coś, przypominające kółeczko, to cyfra 2). Widzimy też, że obydwie dwójki wybito używając tej samej puncy.
Jeszcze dwa przykładowe rewersy.


 Mamy trzy układy cyfr:
2 - x | 24
Z - x | Z4
2 - x | Z4
Być może istnieją półtoraki z  układem 
Z - x | 24
ale ani takiego nie mam, ani nie widziałem.

Litera Z w roli cyfry 2 pojawiała się w rocznikach 1614-1618, oczywiście w oznaczeniu nominału. Cyfra 2 wkracza w to miejsce w roku 1618 ale występuje zamiennie z Z do roku 1620, co oznacza, że nie występuje korelacja ze zmianą podskarbiego w roku 1616. Korelacji takiej można doszukiwać się z następną zmianą podskarbiego. W roczniku 1625 na półtorakach z herbem Sas, nominał prawie zawsze występuje w formie 24, na znakomitej większości półtoraków z Półkozicem widzimy Z4. Na nich nominał w formie 24 jest tylko na rzadkich monetach z rocznikiem poprawianym z 24 na 25 i tylko jednym, czy dwóch wariantach z datą zapisaną jako 25 oraz jednym wariancie rocznika 1627. 

Jako pierwsza cyfra oznaczenia rocznika, litera Z jest na części rocznika 1620, później znika i wraca na to miejsce dopiero w roku 1626 ale nie wypiera całkowicie cyfry 2. 

Zastanawiałem się, czy tymi układami cyfr rządził przypadek, czy jakaś nieznana nam reguła. Jeśli pominąć nieliczne wybryki typu błędne przedstawienie rocznika 1621 w formie Z - 1 mamy taki obraz:

rocznik        rok  | nominał
----------------------------------------------------
1620          Z - 0 | Z4 lub 2 - 0 | 24 lub 2 - 0 | Z4
1621          2 - 1 | 24
1622          2 - 2 | 24
1623          2 - 3 | 24
1624          2 - 4 | 24
1625 Sas      2 - 5 | 24 lub 2 - 5 | Z4
1625 Półkozic 2 - 5 | 24 lub 2 - 5 | Z4
1626          2 - 6 | Z4 lub 2 - 6 | Z4 lub Z - 6 | Z4
1627          2 - 7 | 24 lub 2 - 7 | Z4 lub Z - 7 | Z4
Wygląda więc na to, że od pewnego momentu w roku 1620 do pewnego momentu w roku 1625 reguła nie pozwalała na zastępowanie cyfry 2 literą Z. Kolejna reguła weszła w życie w roku 1625 - nominał ponownie zaczęto przedstawiać w formie Z4. Oczywiście w okresach przejściowych występowały odstępstwa od reguł, dzięki czemu mamy kilka wspomnianych wyżej rzadkich wariantów napisowych. Niedawno do mojego zbioru trafił półtorak będący dowodem na istnienie tej właśnie reguły, która musiała być w jakiś bardzo wyraźny sposób nakazana, a jej przestrzeganie kontrolowane i to na tyle mocno, że mniej istotna stała się oczywista reguła pragmatyczna. Jeśli na stemplu ma kilka razy wystąpić ten sam znak, litera albo cyfra, to nabija się ją na stempel tym samym narzędziem. Dlatego na pierwszym zdjęciu w tym wpisie obydwie dwójki są identyczne (choć do dwójki mało podobne). Identyczne są też litery Z na zdjęciu drugim.
Oto moneta, o której wspomniałem.
Zobaczcie, jak wygląda "dwójka" w nominale.
Punca z literą Z zużyła się albo gdzieś zapodziała, pręgarnia czekała na stemple, trzeba było sobie jakoś radzić. Najprościej było by nabić na stemplu puncę z cyfrą 2 użytą do zapisania rocznika, ale nakaz, to nakaz. Na monecie ma być Z4, to będzie. Nabite przy pomocy jakichś dwu niekompletnych punc, ale będzie Z4, a nie 24.
Mała ciekawostka, a cieszy. Jeszcze bardziej ucieszył by mnie półtorak z tego rocznika, który został wybity stemplami wykonanymi przez rytownika, który pragmatyzm cenił wyżej, niż jakieś tam odgórne nakazy. Niestety, nie trafiłem na razie na półtoraka z datą 2 - 4 lub Z - 4 i nominałem 24. Najważniejsze, że wiem, czego szukać.

sobota, 29 grudnia 2018

O katalogu groszy miedzianych 1765-1768 słów kilka

Wpis omawiający katalog o tak barokowym tytule

nie może mieć tytułu jednowyrazowego. I na tym żarty się kończą, bo katalog, o którym piszę to rzecz bardzo poważna.

Najpierw krótko o tym, co rzuca się w oczy zaraz po otwarciu tomu (bo to spory tom, a nie jakaś popierdułka, że zacytuję klasyka). Dlaczego nie pokazałem spisu treści? Bo go nie ma. Swoją drogą, źle się tworzy spis treści dla książki, w której brak numeracji stron. Brak bibliografii można przeboleć, bo ta na dobrą sprawę sprowadza się do dwóch katalogów Karola Plage, przy czym "Monety bite w miedzi..." z roku 1897 są w treści nazywane "oryginałem", a "Okres Stanisława Augusta..." z 1913 autor nazywa "reprintem". Co do tej drugiej pozycji, to jest w tej nazwie ziarno prawdy, bo PTA wydało w 1970 jej reprint, niestety zubożony o część zawierającą treść dokumentów dotyczących mennictwa SAP.
W katalogu pojawiają się również numery odmian w/g katalogu Berezowskiego.

Kiedy kupuję nową pozycję do mojej numizmatycznej biblioteczki, zawsze zastanawiam się, czy jej autor pisząc dzieło, planował do jakiego kręgu odbiorców je kieruje. Rzadko zdarza mi się kupować wydawnictwa typowo popularyzatorskie. Nie kupuję już (bo kiedyś taki wybredny nie byłem) pozycji poświęconych monetom nie pasującym do mojego zbioru. Miedziane grosze Stanisława Augusta, zwłaszcza z pierwszych roczników, interesują mnie podwójnie. Raz, że są polskimi monetami obiegowymi, a te właśnie kolekcjonuję, dwa - w ich produkcję byli zamieszani ludzie, którzy niewiele wcześniej mieli udział w produkcji miedziaków koronnych Augusta III. Siłą rzeczy, katalog Ł. Gorzkowskiego musiał mnie zainteresować. Tym bardzieə, że już wcześniej  Autor dał się zauważyć na internetowych forach numizmatycznych, również na FB.

Katalog mam od mniej więcej dwóch tygodni, ale ze względu na okres świąteczny nie miałem na bliższe zapoznanie się z nim tyle czasu ile bym chciał. Po kilku godzinach, które mogłem mu poświęcić, mogę odważyć się na krótką recenzję.
Katalog szczegółowością co najmniej dorównuje pracy C. Wolskiego poświęconej szelągom Jana Kazimierza, ale tylko w zakresie części katalogowej, bo Gorzkowski nie zajął się historią mennic i ludzi, odsyłając zainteresowanych tym czytelników do prac R. Janke.
Kanwą katalogu, są wspomniane wyżej katalogi K. Plage. Gorzkowski bardzo pieczołowicie analizuje różnice między nimi, bo co może nie wszyscy wiedzą, pewne monety pokazane w "Monetach bitych w miedzi..." nie pojawiają się w późniejszym dziele. Czytelnik dostaje bardzo dokładnie omówienie różnic między katalogami. Obok rysunków Plagego pokazuje zdjęcia niemal wszystkich odmian i wariantów, w tym wszędzie tam, gdzie jest to potrzebne, duże powiększenia kluczowych elementów rysunku. Oczywiście, jest w katalogu masa monet, których u Plagego próżno szukać. Detektoryści stale dostarczają nowy materiał badawczy. Mnóstwo bardzo ciekawych monet dociera zza wschodniej granicy.

Osobny, obszerny rozdział poświęcony został pruskim falsyfikatom groszy Poniatowskiego oraz fałszerstwom na szkodę emitenta wyrabianym w lokalnych warsztatach. Ta część szczególnie mnie interesuje, bo mam nadzieję wychwycić analogie, które być może rzucą nowe światło na kwestię pruskich fałszerstw miedzi Augusta III bitych podczas wojny siedmioletniej. To jednak wymaga poświęcenia znacznie większej liczby godzin, niż udało mi się na razie wygospodarować.

Żeby nie przeciągać.
Jeśli jesteś kolekcjonerem, któremu do szczęścia wystarczy posiadanie po jednej monecie SAP z poszczególnych nominałów, albo nawet wszystkich roczników groszy SAP - ten katalog nie jest dla Ciebie. 
Jeśli jednak chcesz stworzyć zbiór odmian i wariantów groszy z jednej mennicy, albo jednego rocznika, albo po prostu wszystkich odmian i wariantów groszy SAP - kupuj. Zaoszczędzisz mnóstwo czasu, który należało by poświęcić na połączenie informacji z obu katalogów K. Plage - R. Gorzkowski już to dla nas zrobił.

A teraz coś z czasów o ponad wiek wcześniejszych.
Taki półtoraczek Zygmunta III:
Z którego roku? Dla ułatwienia, powiększenie fragmentu rewersu:

I jeszcze jedna ważna wiadomość dla kolekcjonerów monet Jana Kazimierza. We wtorek, 8 stycznia, u Czapskich odbędzie się kolejna impreza z cyklu "Numizmatyka, czyli co" - wykład "Znany jak zły szeląg? – Tytus Liwiusz Boratini".  Prowadzenie: Anna Bochnak – kustosz w Gabinecie Numizmatycznym MNK, specjalista w zakresie pieniądza przedmiotowego i mennictwa nowożytnego.

Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego, ul. Piłsudskiego 12, 31-109 Kraków
08.01.2019 - wtorek 18:00 wstęp wolny



Do zobaczenia!


środa, 7 maja 2014

Smaki i smaczki.

Dzisiejszy wpis dedykuję Panu Michałowi, który niedawno dokonał ważnego wyboru. Napisał do mnie tak:
"Jakiś czas temu pisałem do Pana w podziękowaniu za Pana blog, oraz wspomniałem, że zamierzam skupić się na jakiejś konkretnej tematyce numizmatycznej. Podjąłem decyzję, że zainteresuję się bliżej półtorakami – nie są one może zbyt urodziwe, lecz ilość odmian oraz stosunkowo przystępna cena dają możliwość stworzenia całkiem ciekawego zbioru."
 Pogratulowałem wyboru i "z rozpędu", a przy okazji uzupełniania fotograficznej dokumentacji własnego zbioru, przyjrzałem się dokładniej kilku moim półtorakom.
To bez wątpienia bardzo interesujące monety.

Bito je masowo, przez kilkanaście lat, nic więc dziwnego, że  użyto nieprzeliczonej ilości stempli korzystając z niebagatelnej ilości punc. Okazuje się, że kolejność puncowania poszczególnych elementów była dość dowolna.
Na tym stemplu
najpierw umieszczono cyfrę 2 (rocznik), a dopiero później obwódkę otaczającą królewskie jabłko. Na następnym,
najpierw była obwódka, cyfrę dwa nabito później.
Przykładów podobnych zmian kolejności nabijania punc na stemple jest oczywiście znacznie więcej. Ich wyszukiwanie, to fajna zabawa.

Intrygują mnie pojawiające się na monetach pewne drobne nieprawidłowości, odstępstwa od wzorców, od logiki. Niezbite dowody na to, że ludzie żyjący kilkaset lat temu miewali podobne, jak my problemy. Bywali przepracowani, być może ukrywali jakieś swoje niedomagania (Słaby wzrok? Drżenie rąk?) przed szefami. Może porzucali pracę, może ich zwalniano, może nie kończyli dzieła, bo po prostu umierali, a to co zaczęli, kończył ktoś inny.
Monety mogą być punktem wyjścia do całkiem zgrabnego opowiadanka.
Na przykład taki zestaw.
Pierwsza:
Stemple bardzo starannie przygotowane. Ozdobniki nad krzyżem wieńczącym jabłko niespotykane w innych rocznikach. Pięknie dopracowana tarcza okalająca herb podskarbiego. Aż tu nagle...
Herb imć Mikołaja Daniłowicza nie wygląda tak, jak powinien.
Gdzie druga gwiazdka?
Tu błąd naprawiono.
Są dwie gwiazdki. Trochę wyżej, ale są.

Druga:

Tym razem gwiazdek w ogóle nie ma. Zamiast nich, są kropki (zresztą takie same, jak nad krzyżem).
Czy to nadal Sas?
Mógł podskarbi mógł mieć nienajlepszą opinię w niektórych kręgach? Mógł. Mogli ludzie dawać temu wyraz postponując jego rodowy herb? Mogli. Można z tego wysnuć ciekawą opowieść? Można. I co z tego, że może to być stuprocentowa fikcja? Takie przecież ładne materialne dowody mamy.

A taki półtoraczek?
Zobaczcie, jak na nim wygląda herb Sas, jak tu wyglądają gwiazdki.
Każda inna (włączając w to gwiazdkę - przerywnik legendy). Tę w legendzie nabito puncą. Tę po prawej stronie herbu, być może też, ale inną puncą. A ta po lewej, została na stemplu wycięta od ręki. Dlaczego?
Dlaczego trzy znaczki, które mogły być jednakowe i w związku z tym mogły być nabite jedną puncą, tak bardzo różnią się między sobą? Czyżby rytownicy stempli podkradali sobie narzędzia? A może stempel nie wyszedł spod jednej ręki? Ktoś go zaczął, ktoś inny skończył. A może to skutek naprawiania stempla? Może uszkodzone miejsce zostało zaklepane, a rysunek uzupełniono wycinając herb podskarbiego dłutkiem?

Może ktoś zapytać: jaki sens łamać sobie głowę takimi drobiazgami. Nie ma Pan innych zmartwień?
A co ma jedno do drugiego? Kolekcjonowanie, to nie tylko gromadzenie przedmiotów. Sama świadomość faktu, że te niepozorne krążki słabego srebra przetrwały czterysta lat. Że w czasach szwedzkiego potopu były już monetami starymi, półwiecznymi bez mała. Że mogły przejść przez ręce wielkich naszych przodków, którym podręczniki szkolne i encyklopedie poświęcają cenne miejsce. To powody wystarczające do tego, żeby poświęcić im uwagę, czas myśli. I jeszcze to, o czym już wspomniałem. Wszystkie te monety, to świadkowie losów, czynów, zwyczajów, ludzi żyjących przed wiekami Ludzi z krwi i kości. Żyjących, czujących, kochających, nienawidzących.

No to jeszcze dwa półtoraki. Trochę późniejsze, bo z czasów, gdy podskarbim był Hermolaus Ligęza herbu Półkozic. Pokażę tylko fragmenty z tym herbem.
 
Co sprawiało, że jednemu człowiekowi chciało się dopracowywać szczegóły, żeby nie powiedzieć szczególiki, tak maleńkiego fragmentu monety, a drugiemu wystarczało zaznaczenie konturów tylko?

Takie smaki i smaczki naszego hobby lubię. To dzięki nim zbiór tak dla jednego nieciekawych monetek, dla drugiego może być światem pełnym zagadkowych cudów.

sobota, 12 października 2013

Jak "zmarnować" trzy godziny.

A dokładniej 2:57:51.
Spróbować pierwszego uruchomienia neostrady.

Żartowałem. To zajęło mi tylko pół godziny, choć łatwo nie było. Okazało się, że w Sosnowcu, w było nie było, dużym mieście w województwie śląskim są takie miejsca, w których neostrada jest jedynym sposobem uzyskania w miarę rozsądnego dostępu do internetu. Nie ma kablówki, nie ma osiedlowej sieci, w zasięgu wzroku brak anten sieci radiowej, a LTE też napotyka na jakieś przeszkody. Biała plama, HIC SUNT LEONES. Pozostaje kabelek od TP SA i NEO 1-10 Mb (bo na lepszy transfer nie pozwala odległość od najbliższej centrali).
Broszurka, którą znalazłem w pudełku z modemem/routerem krok po kroku opisuje co należy zrobić by uzyskac dostęp do sieci. Pięknie, ładnie, modem się synchronizuje, laptop łączy się z modemem przez WiFi. Wszystko zgodnie z planem, czyli "Komputer jest połączony z modemem Sagemcom F@st 2704, ale nie ma dostępu do internetu." Czytam, co dalej...
"Uruchom przeglądarkę internetową... wpisz adres strony www.rejestracja. neostrada.pl i zarejestruj neostradę."
Zaraz, zaraz! Jak zarejestrować, skoro nie ma dostępu do internetu?!

Gdyby nie możliwość dostępu do sieci przy pomocy przeglądarki w telefonie musiał bym wsiadać w samochód, jechać do domu, uruchamiać swój komputer, rejestrować neostradę, wsiadać w samochód, wracać na pole bitwy. Pół godziny mogło by nie wystarczyć. A co ma zrobić ktoś, dla którego komputery to wiedza tajemna?

Instrukcja dołączana do modemu przez Orange to mistrzostwo świata.

Pół godzinki zleciało, neostrada działa (ciekawe, na jak długo?). Wracam do domu, pustego niestety - przede mną samotny weekend. Plan jest taki. Dzisiaj nadrabiam zaległości w katalogowaniu zbioru - ostatnie nabytki czekają na zeskanowanie, pomierzenie, przeważenie i opisanie. Później trzeba napisać coś na bloga. Wieczorem jakiś film, a jutro w plener, na grzybki.

No to do roboty.
Jedna moneta, druga, trzecia...
Na zegarze dochodzi czternasta. Ostatnia moneta - numer 2995. Za kilka dni powinienem dobić do trzech tysięcy.
trzy krucierze Zygmunta III Wazy z 1615 r. mennica krakowska

Kopicki nr 887. Średnica 21 mm, waga 1,43 grama - w normie.
To ciekawa moneta, o nominale, który trudno wpasować w polski system pieniężny. Zadziwiające, że inny nominał, równie obcy naszemu systemowi wprowadzony do obiegu o rok wcześniej rozpowszechnił się niebywale i przetrwał az do roku 1627, a trzykrucierzówki bito tylko przez cztery lata i to w niewielkiej ilości. Chodzi oczywiście o półtoraki.
półtorak koronny Zygmunta III Wazy z 1618 r. mennica krakowska
Kopicki 850, Średnica 19,5 mm, waga 0,84 grama.

Porównajmy. Na obu monetach, na awersach mamy cyfrę 3 - raz oznacza ona trzy krucierze (nominał powtórzony w legendzie rewersu III CRV), raz - trzy półgrosze, bo ten drugi "obcy" nominał, to oczywiście półtorak. Na półtoraku mamy jeszcze liczbę 24 - oznaczającą teoretycznie, że ta moneta stanowi 1/24 część talara. 

Wzorem dla półtoraków były grosze emitowane w państwach niemieckich.
Trzykrucierzówka naśladowała habsburskie trzykrajcarówki. 

Dlaczego w Polsce pojawiły się monety wzorowane na nominałach ościennych państw? Jeżeli nie wiadomo, o co chodzi, to zwykle chodzi o pieniądze. Nasze półtoraki i trzykrucierzówki bito ze srebra próby niższej, niż pierwowzory. Ich eksport (czytaj: wprowadzenie do obiegu w sąsiednich państwach) miał przynosić zysk. Czy przyniósł? Nie. Trzykrucierzówki zniknęły w roku 1619. Półtoraki, o coraz niższej zawartości srebra na długo stały się najpospolitszym pieniądzem używanym w codziennych transakcjach - w kraju.  

Kiedy kończyłem opisywać trzykrucierzówkę, czułem już wyraźnie, że najwyższy czas na obiad. Jestem z gatunku "czytaczy". Czytam przy każdej okazji, nie pomijając posiłków (a Mama mówiła - nie czytaj przy jedzeniu!). Ponieważ czytam teraz książkę, której nie da się położyć na stole - gruba i klejona, zamyka się kiedy się jej nie trzyma - postanowiłem umilić sobie ucztę muzyką. Uruchomiłem kupioną wiosną zabawkę i otworzyłem zakładkę ze znalezionymi wcześniej koncertami, których nie miałem czasu przesłuchać. Pozycja pierwsza: "June 29, 2013 Dave Matthews Band, Susquehanna Bank Center, Camden, NJ Night 2".
Zanim klikniecie w ten link, upewnijcie się, że macie wolne trzy godzinki. Trzeba sobie wygodnie usiąść, ustawić głośność nie oszczędzając sąsiadów i słuchać.
Band Dave'a Matthewsa to moim zdaniem najlepsza machina koncertowa na świecie. Jej koncerty zawsze zaskakują. A to chłopaki jakoś "nie mogą" skończyć kawałka i ciągną wspólną improwizację, a to wstęp do utworu zabierze im więcej czasu, niż sam utwór. Pierwszy raz zaskoczyli mnie w pięćdziesiątej drugiej minucie. Tego akordu nie można z niczym pomylić. Good times bad times w wykonaniu DMB brzmi znakomicie, solówki Reynoldsa nie wyłączając. Kapela, która jest w stanie po przeszło dwugodzinnym koncercie odpalić w końcówce bisów osiemnastominutowe szaleństwo Two step płynnie przechodząc w niemniej szalony, prawie pięciominutowy cover Higher Ground (taki ładny kawałek Wondera, który znacie z wykonań Red Hot Chili Peppers) to rzadkość. Te ostatnie dwadzieścia trzy minuty występu dają więcej satysfakcji, niż niejeden cały koncert wielu grup dobrze wypadających na żywo.
A przy okazji.
Czy grający na skrzypcach Boyd Tinsley nie przypomina troszkę Predatora?
Fryzurą, sylwetką?

Za oknem jesień. Topole straciły prawie wszystkie liście, na brzozach coraz więcej żółtego.
Jutro na grzyby!





czwartek, 9 grudnia 2010

Skąd się biorą katalogi monet

Kolekcjoner monet bez katalogu jest jak dziecko we mgle. Jeśli ma dobrą pamięć i nie za duży zbiór, to wie, co w nim ma. W przeciwnym przypadku ani nie wie co ma, ani nie wie, czego mu jeszcze brakuje. Tworzenie spisów i wykazów, to choroba gnębiąca ludzkość od wieków, nic więc dziwnego, że dopadła i kolekcjonerów. Pierwsze katalogi były inwentarzami kolekcji. Czasem tworzono je dla prozaicznych celów - były załącznikami do testamentów. W miarę rozwoju kolekcjonerstwa zaczęły powstawać katalogi generalne, obejmujące różne obszary - terytorialne, czasowe, dynastyczne itp.
Część mojej biblioteczki numizmatycznej.

Kolekcjoner, chcąc podzielić się uwagami na temat jakiejś monety z innymi osobami ma dwa wyjścia, albo bardzo precyzyjnie opisze monetę, albo posłuży się opisem zamieszczonym w publikacji powszechnie znanej w środowisku. Takimi publikacjami są właśnie katalogi.
Bardzo często, próbując opisać monetę podając odniesienia do jej opisów w literaturze, spotykamy się z koniecznością korzystania z wielu źródeł. Bywa, że są one mało precyzyjne, zawierają niejednoznaczne albo wręcz sprzeczne opisy. Niedogodności te często bywają motywem do opracowania nowych katalogów.


Jak dotąd, dominują katalogi papierowe. Śmiem jednak twierdzić, że powoli, powoli dominującą rolę przejmą katalogi sieciowe. Zwłaszcza, że wszystko wskazuje na kapitulację systemu lokalnego przechowywania danych na rzecz "cloud computing".


PAPIER
SIEĆ
WADY
ZALETY
WADY
ZALETY
Ograniczenie do stanu wiedzy aktualnego w momencie wydania.
Trwałość.
Ulotność.
Łatwość aktualizacji.
Dostępność ograniczona wysokością nakładu.
Korzystanie bez zasilania, bez komputera, bez dostępu do sieci.
Korzystanie uzależnione od drogiego sprzętu, zasilania, sieci.
Tania, nieograniczona dystrybucja. Łatwa archiwizacja całości lub fragmentów
Duże koszty wydania i dystrybucji.
Autor zarabia na sprzedaży katalogów.
Ograniczenie dochodów autora spowodowane piractwem.
Ułatwione sprzężenie zwrotne AUTOR-CZYTELNIK

Katalogi sieciowe powstają już od pewnego czasu. Część z nich, to archiwa dużych firm numizmatycznych (Coinarchives, Sixbid, WCN), z których korzystamy chyba wszyscy próbując identyfikować lub wyceniać monety. Część, to przenoszone do sieci katalogi papierowe (Saurma-Jeltsch, Czapski). Coraz więcej jest też katalogów tworzonych przez pasjonatów konkretnych "nisz", najczęściej dość wąskich (choć nie tylko, np. Wildwinds).
Spośród polskich katalogów sieciowych najwyżej cenię sobie wspomniane już archiwum WCN, strony "Money for nothing" i "Not in RIC". Dobrze zapowiada się ciepła jeszcze strona Zbiory.net stworzona przez GDA. Jest też kilka projektów stworzonych na cafe Allegro - może nieco zapomnianych, ale stale dostępnych w archiwum cafe (warto je zarchiwizować na swoich dyskach) - mam na myśli katalog odmian gdańskich 10-fenigówek z 1920 r. i katalog talarów Poniatowskiego.


Ciekawe rzeczy dzieją się ostatnio na forum TPZN. Forumowicz Rubinowakrew zaproponował stworzenie katalogu półtoraków Zygmunta III Wazy. Dzięki uporowi pomysłodawcy i przy zaangażowaniu kilku innych użytkowników forum (w tym i niżej podpisanego) katalog nabiera kształtów. Warto prześledzić pomocniczy wątek, w którym najpierw ustalano zasady budowy katalogu (m. innymi otwarty system numeracji zapożyczony z katalogu trojaków Igera), a który służy teraz do dosyłania danych (opisy, zdjęcia itp.).


Uwaga! Pora na noworoczne postanowienie.
Nie tak dawno temu kończąc krótki wpis informujący o wyczerpaniu nakładu mojego katalogu obiegówek PRL, poprosiłem o podpowiedź, czy pora teraz na aktualizację części pierwszej (KP) i drugiej (II RP + GG), czy wydanie części czwartej - III RP. Jak dotąd, jesteście zgodni - oczekujecie na katalog monet III RP. Będzie więc część czwarta. Będzie, ale...

Nie na papierze. Postanowiłem poeksperymentować - obiegówki III RP przedstawię w katalogu sieciowym. W końcu to okres otwarty. Pojawiają się nowe roczniki. Katalog drukowany trzeba by aktualizować co roku, a nie jest to takie proste. Poza tym, kto będzie chciał kupować co roku nowe wydanie - moje katalogi, to nie cenniki dla "inwestorów".
Kilka lat temu zrobiłem już krok w tym kierunku, ale ostatnio nie miałem serca i czasu, by rzecz kontynuować. Teraz spróbuję połączyć doświadczenie zdobyte przy okazji publikacji trzech papierowych katalogów z technicznymi możliwościami internetu. Zacznę po Świętach - oczywiście na blogu będą pojawiać się bieżące informacje. Życzcie mi (i sobie) powodzenia.

Printfriendly