Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odmiany monet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odmiany monet. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 stycznia 2016

I znów kupiłem kilka monet.

Tym razem wszystkie na Allegro. Przyniosłem z poczty sześć kopert. W każdej była jedna moneta.
Drobiazgi, jak widać.

Pouczająca może być próba zestawienia tych monet z tytułami aukcji. Te wyglądały tak (kolejność przypadkowa):
  • Szeląg Zygmunt III Waza
  • Zygmunt III Waza półtorak 1615r.
  • Szeląg DO IDENTYFIKACJI
  • Szelag 1654. Ładny i ciekawy!
  • Szeląg 1621, Wilno Zygmunt III Waza 1587-1632
  • szeląg
Jedna moneta nie przysparza żadnych problemów
Tytuł aukcji w stu procentach zgodny z jej przedmiotem. Kupiłem, bo  nie miałem w tym roczniku odmiany SIGIS. Przy okazji - charakterystyczna litera M świadczy o tym, że obydwa stemple wyszły spod jednej ręki.

Chronologicznie następna jest ta moneta

opisana, jako "Szeląg Zygmunt III Waza". Prawda, ale nie cała.
Szeląg litewski z 1617 roku; odmiana z giętymi tarczami herbowymi, legenda rewersu zakończona gwiazdką.

Następną, z rocznika 1621
opisano, jako "Szeląg 1621, Wilno Zygmunt III Waza 1587-1632". Panujący i mennica określone prawidłowo, ale już nominał - nie. To dwudenar litewski.
Moneta wytłoczona w prasie walcowej. Warto zauważyć, że w tym przypadku przy wycinaniu krążka z paska blachy wyjętego z prasy postąpiono niezgodnie z przyjmowaną zwykle praktyką. Wykrojnik przyłożono od strony Pogoni, a nie litery króla. Czyżby uznano, że majestat władcy mniej jest ważny od godła?

Kolejna moneta jest o rok młodsza. Ucieszyła mnie niezmiernie. Nie przyznam się, jaki dałem limit w aukcji, mogę tylko powiedzieć, że mocno przewyższał kwotę, na której aukcja się zakończyła.
Aukcja miała tytuł "Szeląg DO IDENTYFIKACJI.".
Szeląg, jak najbardziej, rocznik jak już wspomniałem 1622 - zapisany, jako 16ZZ (używanie Z zamiast 2 jest częste, nie tylko na polskich monetach). Szeląg ciekawy, bo w literaturze spotyka się sprzeczne wiadomości o miejscu jego wybicia. Całkiem niedawno już o tym pisałem.
Na obu stronach monety, w samym środku rysunku, można zauważyć małe kropki. To ślady po użyciu cyrkla do skomponowania rysunku stempli.
Zwracają też uwagą postrzępione krawędzie liter na rewersie - ślady korozji stempla.
Jeszcze ciekawsze jest to, co widać na awersie, a właściwie to, czego tam nie widać. Przypomnę monetę z podlinkowanego przed momentem wpisu.
Na "Szelągu do identyfikacji" brak rozetek/gwiazdek po bokach korony na awersie! Pierwszy raz widzę taką monetę. Nie znalazłem podobnej ani w internetowych archiwach, ani (co ważniejsze) w literaturze.

Ostatnia z siedemnastowiecznych monet została opisana, jako "Szelag 1654. Ładny i ciekawy!". Tymczasem (co można było już odczytać ze zdjęć na aukcji, jest to obol cieszyński.
Wybity w Cieszynie w roku 1654, w Cieszynie, który po śmierci Lukrecji przeszedł pod władzę Habsburgów. Na monecie nie ma imienia władcy - był nim wtedy Ferdynand IV. Legendy brzmią: SILESI:ANNO:1654  i OBVL:PRINCIPAT:TES:. Odmiana z SILESI zamiast SILESIAE.
Jedna z ostatnich monet wybitych w Cieszynie. W tym samym 1654 r. zmarli i cesarz Ferdynand i ostatni cieszyński mincmistrz Gabriel Gorloff. 

I na koniec moneta osiemnastowieczna enigmatycznie opisana, jako "Szeląg".
Oczywiście szeląg, oczywiście August III. Kupiłem go, bo na aukcyjnym zdjęciu literka pod herbami zapowiadała się dość ciekawie. Moneta wyjęta z koperty ujawniła, że jest to odwrócone do góry nogami T. Rocznika mogę się tylko domyślać. Który by nie był, taką monetę już mam. Po rozsądnym oczyszczeniu szeląg może okazać się całkiem ładny i będzie go można wymienić na coś bardziej do zbioru przydatnego.

W sumie lepiej, niż dobrze. Bardzo zachęcający początek roku.




środa, 7 maja 2014

Smaki i smaczki.

Dzisiejszy wpis dedykuję Panu Michałowi, który niedawno dokonał ważnego wyboru. Napisał do mnie tak:
"Jakiś czas temu pisałem do Pana w podziękowaniu za Pana blog, oraz wspomniałem, że zamierzam skupić się na jakiejś konkretnej tematyce numizmatycznej. Podjąłem decyzję, że zainteresuję się bliżej półtorakami – nie są one może zbyt urodziwe, lecz ilość odmian oraz stosunkowo przystępna cena dają możliwość stworzenia całkiem ciekawego zbioru."
 Pogratulowałem wyboru i "z rozpędu", a przy okazji uzupełniania fotograficznej dokumentacji własnego zbioru, przyjrzałem się dokładniej kilku moim półtorakom.
To bez wątpienia bardzo interesujące monety.

Bito je masowo, przez kilkanaście lat, nic więc dziwnego, że  użyto nieprzeliczonej ilości stempli korzystając z niebagatelnej ilości punc. Okazuje się, że kolejność puncowania poszczególnych elementów była dość dowolna.
Na tym stemplu
najpierw umieszczono cyfrę 2 (rocznik), a dopiero później obwódkę otaczającą królewskie jabłko. Na następnym,
najpierw była obwódka, cyfrę dwa nabito później.
Przykładów podobnych zmian kolejności nabijania punc na stemple jest oczywiście znacznie więcej. Ich wyszukiwanie, to fajna zabawa.

Intrygują mnie pojawiające się na monetach pewne drobne nieprawidłowości, odstępstwa od wzorców, od logiki. Niezbite dowody na to, że ludzie żyjący kilkaset lat temu miewali podobne, jak my problemy. Bywali przepracowani, być może ukrywali jakieś swoje niedomagania (Słaby wzrok? Drżenie rąk?) przed szefami. Może porzucali pracę, może ich zwalniano, może nie kończyli dzieła, bo po prostu umierali, a to co zaczęli, kończył ktoś inny.
Monety mogą być punktem wyjścia do całkiem zgrabnego opowiadanka.
Na przykład taki zestaw.
Pierwsza:
Stemple bardzo starannie przygotowane. Ozdobniki nad krzyżem wieńczącym jabłko niespotykane w innych rocznikach. Pięknie dopracowana tarcza okalająca herb podskarbiego. Aż tu nagle...
Herb imć Mikołaja Daniłowicza nie wygląda tak, jak powinien.
Gdzie druga gwiazdka?
Tu błąd naprawiono.
Są dwie gwiazdki. Trochę wyżej, ale są.

Druga:

Tym razem gwiazdek w ogóle nie ma. Zamiast nich, są kropki (zresztą takie same, jak nad krzyżem).
Czy to nadal Sas?
Mógł podskarbi mógł mieć nienajlepszą opinię w niektórych kręgach? Mógł. Mogli ludzie dawać temu wyraz postponując jego rodowy herb? Mogli. Można z tego wysnuć ciekawą opowieść? Można. I co z tego, że może to być stuprocentowa fikcja? Takie przecież ładne materialne dowody mamy.

A taki półtoraczek?
Zobaczcie, jak na nim wygląda herb Sas, jak tu wyglądają gwiazdki.
Każda inna (włączając w to gwiazdkę - przerywnik legendy). Tę w legendzie nabito puncą. Tę po prawej stronie herbu, być może też, ale inną puncą. A ta po lewej, została na stemplu wycięta od ręki. Dlaczego?
Dlaczego trzy znaczki, które mogły być jednakowe i w związku z tym mogły być nabite jedną puncą, tak bardzo różnią się między sobą? Czyżby rytownicy stempli podkradali sobie narzędzia? A może stempel nie wyszedł spod jednej ręki? Ktoś go zaczął, ktoś inny skończył. A może to skutek naprawiania stempla? Może uszkodzone miejsce zostało zaklepane, a rysunek uzupełniono wycinając herb podskarbiego dłutkiem?

Może ktoś zapytać: jaki sens łamać sobie głowę takimi drobiazgami. Nie ma Pan innych zmartwień?
A co ma jedno do drugiego? Kolekcjonowanie, to nie tylko gromadzenie przedmiotów. Sama świadomość faktu, że te niepozorne krążki słabego srebra przetrwały czterysta lat. Że w czasach szwedzkiego potopu były już monetami starymi, półwiecznymi bez mała. Że mogły przejść przez ręce wielkich naszych przodków, którym podręczniki szkolne i encyklopedie poświęcają cenne miejsce. To powody wystarczające do tego, żeby poświęcić im uwagę, czas myśli. I jeszcze to, o czym już wspomniałem. Wszystkie te monety, to świadkowie losów, czynów, zwyczajów, ludzi żyjących przed wiekami Ludzi z krwi i kości. Żyjących, czujących, kochających, nienawidzących.

No to jeszcze dwa półtoraki. Trochę późniejsze, bo z czasów, gdy podskarbim był Hermolaus Ligęza herbu Półkozic. Pokażę tylko fragmenty z tym herbem.
 
Co sprawiało, że jednemu człowiekowi chciało się dopracowywać szczegóły, żeby nie powiedzieć szczególiki, tak maleńkiego fragmentu monety, a drugiemu wystarczało zaznaczenie konturów tylko?

Takie smaki i smaczki naszego hobby lubię. To dzięki nim zbiór tak dla jednego nieciekawych monetek, dla drugiego może być światem pełnym zagadkowych cudów.

środa, 30 listopada 2011

"Destrukt czy już odmiana"

Tytuł "ukradłem" z komentarza zamieszczonego pod poprzednim wpisem.

Destrukt, czy odmiana? Odmiana, czy wariant? Takich pytań można by wymyślić jeszcze kilka, a odpowiedzi na nie można udzielić dosyć łatwo.

Odmiana, to przypadek, gdy z jakiegokolwiek powodu wyprodukowano monety tego samego gatunku/typu, które jednak różnią się jakimiś szczegółami rysunku stempla. Ważne jest, żeby różnice rysunków były na stemplach już w chwili ich wyprodukowania. W przypadku monet współczesnych te różnice muszą być już na matrycach do tłoczenia stempli. Do dalszej lektury zapraszam tutaj.

Destrukt, to moneta wybita nieprawidłowo. I w tym przypadku, zamiast pisać na nowo, zapraszam tutaj.

Kwestię klasyfikacji monet, w tym wyjaśnienie różnic między typem, gatunkiem, odmiana i wariantem opisałem kiedyś w artykule dla portalu e-numizmatyka.pl. Umieściłem dziś ten tekst na stronie zawierającej archiwum moich felietonów numizmatycznych. Zapraszam do lektury.
Dwa warianty rewersu pięciogroszówki z 1923 r.
Zwróćcie uwagę na zakończenie litery Z w GROSZY (po stronie litery Y).

A skoro już przy lekturach jesteśmy, to wypada odnotować ukazanie się na rynku dwóch nowych publikacji.

Pierwsza, to Historia pieniądza na ziemiach polskich autorstwa Adama Dylewskiego.
320 bogato ilustrowanych stron. Książka reklamowana, jako następczyni "Tysiąca lat monety polskiej" Tadeusza Kałkowskiego, a więc pozycja bardziej popularyzatorska, niż monograficzna.
Konsultacja merytoryczna : prof. dr hab. Borys Paszkiewicz
Objętość: 320 stron
Format: 255 x 355 mm
Oprawa: twarda, szyta, płócienna, srebrzenia
Wydawca: Carta Blanca 2011
Cena około 100 zł.

Druga - Numizmatyka średniowieczna - moneta źródłem archeologicznym, historycznym i ikonograficznym jest zbiorem 32 tekstów dotyczących numizmatyki średniowiecznej napisanych przez Stanisława Suchodolskiego podczas ostatniego półwiecza.
Liczba stron: 488
Format: B5
Oprawa: twarda
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-7436-175-0
Cena około 45 zł


poniedziałek, 10 października 2011

Tajemnicze literki

Podobno chodzenie po bagnie wciąga.
Mnie wciągnęła łamigłówka związana z miedziakami Augusta III Sasa. Problem męczy mnie już od kilku lat, ale zabierałem się do niego, jak pies do jeża, to znaczy głównie myślałem, jak też to ugryźć. Z której strony podejść.
Kilka dni temu obłożyłem się na parę godzin książkami i pojawiły się pierwsze przypuszczenia, którymi od razu podzieliłem się z Wami i z kolegami z Allegro.

Czas na kroki następne, czyli na analizę stempli.  Mam w zbiorze w tej chwili 49 różnych szelągów koronnych i 22 grosze A3S więc chwilę to potrwa.
Najpierw jednak spróbowałem zebrać w jednym miejscu wszystkie odmiany i warianty odnotowane w literaturze. Wygląda to tak.

Stopniowo będę teraz porządkował zdjęcia i odnotowywał w kolumnie "ZBIÓR" monety, które mam. Sprawa nie jest prosta, bo już na etapie tworzenia tabeli ujawniły się sprzeczności pomiędzy "katalogiem" opracowanym przez M. Gumowskiego, a katalogiem kolekcji Czapskiego. Obydwaj panowie podali treść legend łącznie ze znakami interpunkcyjnymi; Gumowski podaje numery z katalogu Czapskiego, ale czasem opisy są sprzeczne (łącznie z AVGVSTVS / AUGUSTUS).
Porządkując zdjęcia i przypisując monetom z mojego zbioru numery katalogowe Gumowskiego, Czapskiego, Kamińskiego staram się te sprzeczności weryfikować i (jeśli to tylko mozliwe) korygować.
Żmudna robota.

Przy okazji zaczynają się pojawiać pierwsze istotne spostrzeżenia. Na przykład:

Dwa szelągi z rocznika 1753 z literką A pod herbami (Czapski 2835, Gumowski 62). Ewidentne różnice w rysunku rewersu - kształt i wielkość tarczy herbowej (zwłaszcza herb Saksonii). To słabo pasuje to takiej małej teoryjki, którą zasugerowałem na Allegro. Według niej literki mogły by być wyróżnikami poszczególnych warsztatów wchodzących w skład mennicy (coś na kształt oficyn w mennicach rzymskich). No chyba, żeby były to warsztaty na tyle duże, by korzystać z większej ilości punc do stempli. Albo druga możliwość - stemple wytwarzano centralnie, rozporowadzano między warsztaty, a dopiero te znaczyły stemple swoimi literkami - wyróżnikami.

Jeszcze dwa zdjęcia:


Tu z kolei rzuca się w oczy duże podobieństwo obu monet do siebie (pomimo, że to różne roczniki). Tarcze herbowe są ładniej zakomponowane, a elementy herbów (orzeł, Pogoń) nie tak prymitywnie naszkicowane, jak na monetach z literką A. Najwyraźniej stemple szelągów bez liter wyszły spod innej ręki.

P.S.
Od 29 stycznia 2020 moja książka "Miedziane monety koronne Augusta III" jest dostępna tu:
https://ridero.eu/pl/books/miedziane_monety_koronne_augusta_iii/



Jak widać praca niezwykle ciekawa, choć jak już wspomniałem monotonna i nużąca. Konieczne są więc przerwy. Pogoda spsiała i spacery nie należą teraz do przyjemności ale na szczęście kupiłem sobie nową książkę. Zawsze lubiłem Lema, zawsze lubiłem Mrożka, więc kiedy zobaczyłem na półce tomiszcze z lakonicznym tytułem "Lem Mrożek Listy" sięgnąłem i uruchomiłem standardową procedurę testową.
Otwiera się książkę w trzech losowo wybranych miejscach i czyta drugie zdanie od góry po prawej stronie. Zakup zależy od wyniku testu:
  • żadne ze zdań mi się nie podoba, ani mnie nie zainteresowało - książka zostaje w księgarni, 
  • jedno zdanie dobre, dwa złe - książka zostaje w księgarni,
  • dwa zdania dobre - książka zostaje w księgarni, ale postaram się ją wypożyczyć - kiedy przeczytam i mi się spodoba, to być może ją kiedyś kupię,
  • trzy zdania dobre - idę z książką do kasy.
Trafiłem na takie zdania:
"Ha, ha" - oczy płoną, wyją jego biedne płuca z nagarem.
 W ten sposób patrzysz sobie na Ojca Świętego i od razu wiesz, jaka temperatura.
 Z powodu braku kobiet odpowiednich, życia seksualnego wewnątrz sympozjum nie było.
I jak tu tego nie kupić?

P.S.
59,90 PLN!


środa, 21 września 2011

Kilka ciekawych aukcji

Najpierw ta najświeższa.

Pamiętacie "pokrakę"?

  

Czas robi swoje i właściciel tej niezwykłej monety spuścił z tonu i wystawił ją ponownie. 
Tym razem bez minimum. Zalicytowałem, dlaczego by nie, ale poległem. Poszła za 46,50 euro. 

Moneta "bez otworu ale z otworem"
Bardzo ciekawy destrukt. Firma gradingowa NGC opisała monetę jako "struck 5% off center, mint error" oceniając stan na AU55, czyli niemal menniczy. Zastanawiające, że średnica otworu jest mniejsza, niż na zwykłych pięciogroszówkach GG.
Na środku awersu pięknie widoczne jest gładkie pole - miejsce na wybijanie otworu.
Monetę wystawiono z ceną wywoławczą, ale pomimo dużego zainteresowania nie znalazł się chętny. Ciekawe, co będzie się działo dalej.

Trzy inne, rzadkie i piękne polskie monety, które sprzedano wczoraj na Allegro to
  • 2 złote 1813 Moneta w oblężeniu Zamościa, Kopicki 8450b - 3550,00 zł
  • powstańczy dukat 1831, NGC AU58 - 6101,00 zł
  • Zygmunt III Waza, talar koronny 1631 - 3033,00 zł
To oczywiście monety z tzw. górnej półki, ale i wśród tych tańszych trafiają się ciekawe egzemplarze .

18 września zakończyła się licytacja bardzo rzadkiej dziesięciogroszówki z roku 1840 - najwcześniejszy wariant, bity stemplem rewersu ciętym "od ręki".

Ciekawą monetę wypatrzył też na Allegro granit01 i podzielił się swoim odkryciem na forum http://allegro.pl/phorum/read.php?f=274&i=189663&t=189663
Jak widać, nawet wśród zdawało by się bardzo dobrze opisanych monet można natrafić na coś nowego.




środa, 2 marca 2011

Zaniedbałem ostatnio mojego bloga :-(

Nie napisałem nic od przeszło tygodnia. Nie napisałem tu, ale nie znaczy to, że siedzę i nic nie robię. Na dowód malutki fragment większej całości, która zajmuje mi ostatnio gros czasu:

Nieprecyzyjne opisy awersów pięciogroszówek 1840 u Wittyga, Plagego i Berezowskiego utrudniają przypisywanie poszczególnych odmian numerom katalogowym. Katalog Bitkina nie pozostawia wątpliwości, że najrzadsza odmiana (Plage 141 - odmiana) to moneta z herbem Moskwy ze św. Jerzym w płaszczu.
Nawiasem mówiąc, nie udało mi się jeszcze ani jej zobaczyć ani nawet zdobyć jej zdjęcia!

Wittyg wyróżnia awersy z ogonem szerokim i wąskim. U Plagego nr 140 to "jak nr 139" (czyli jak w pospolitszej odmianie rocznika 1839), a nr 141 to "jak nr 140, lecz ogon orła inny". Berezowski nr 770 opisuje "ogon szeroki" i podaje, że to Plage 140. Analogicznie Berezowski 771 to "ogon wąski" = Plage 141.
Mając przed sobą monetę, której nie można porównać z innym egzemplarzem trudno orzec, czy ogon jest wąski, czy szeroki. Jest kilka dodatkowych szczegółów ułatwiających rozróżnienie odmian awersu pięciogroszówek.
Plage 140 =  ogon szeroki

 Plage 141 = ogon
wąski

1.
herb Moskwy - niski, szeroki, skrzydła smoka długie
1.
herb Moskwy - wysoki, wąski, skrzydła smoka krótkie
2.
brak dodatkowych piór między ogonem, a łapami
2.
dodatkowe pióra między ogonem, a łapami
3.
przed koniem ogniwo łańcucha orderu św. apostoła Andrzeja - tarcza z krzyżem X
3.
przed koniem ogniwo łańcucha orderu św. apostoła Andrzeja - dwugłowy orzeł cesarski

Awers z "szerokim ogonem" występuje na odmianach bitych w latach czterdziestych. "Wąski ogon" pojawia się na monetach bitych później. Tak przynajmniej wydaje mi się na obecnym etapie pisania, ale nie oznacza to, że coś się nie zmieni.
Stale zaskakuje mnie ilość znaków zapytania i wątpliwości wyskakujących, jak królik z kapelusza. Co moneta, to problem, co rocznik, to niejasności. Przynajmniej jest ciekawie.

Niepostrzeżenie minął rok, jak pożegnałem się z oprogramowaniem Microsoftu. Po kilku początkowych eksperymentach (Ubuntu, Mint z KDE, Mint z Gnome) stanęło na Kubuntu i wszystko wskazuje, że jest to stan trwały. Wszystko działa bez zarzutu, co cieszy mnie niezmiernie.
A że codziennie, chcąc nie chcąc muszę wracać do zestawu MS Windows / MS Office w najróżniejszych wariantach, mam okazję do ciekawych porównań. Na przykład takie maleństwo - na pasku stanu siedzi sobie malutka ikonka - głośnik. Wiadomo, o co chodzi. Na moim Kubuntu wystarczy, że najadę kursorem na ikonkę i pokręcę kółkiem myszy - natychmiast jest głośniej, lub ciszej. W Windowsach trzeba ikonkę kliknąć i dopiero później można regulować poziom dźwięku. Niby drobiazg, ale komfort pracy nieporównywalny. Bardzo podobają mi się możliwości sterowania oprogramowaniem z konsoli. Mam dwa pliki jpg (np. awers i rewers monety). Wystarczy taka prościutka komenda:
montage -geometry +2+2 03a.jpg 03z.jpg 03.jpg
i już po ułamku sekundy mam trzeci plik, a w nim awers i rewers obok siebie, oddzielone dwupikselową przerwą.
A gdybym chciał, żeby plik wynikowy był w innym formacie, dajmy na to tiff (choć prawdę mówiąc ten kierunek konwersji jest mocno nielogiczny), to zamiast 03.jpg wpisał bym 03.tiff - tylko tyle. Nie muszę otwierać programu graficznego! Dla mnie bomba.

sobota, 12 lutego 2011

Dwa grosze

Dzięki spostrzegawczości i uczynności jednego z czytelników bloga mogłem przed chwilą dodać do katalogu dwa warianty stempli awersów dwugroszówek.
Roczniki 1999 i 2009.
W obydwu przypadkach mamy do czynienia z różnymi położeniami znaku mennicy.
 
Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że katalogi sieciowe są właściwym rozwiązaniem. Nie neguję wartości katalogów drukowanych - choćby z powodu niezależności od zasilania i dostępu do sieci. Ale czy cokolwiek stoi na przeszkodzie, by dla własnych potrzeb drukować sobie całość lub część katalogu sieciowego? Wykorzystując możliwości współczesnego oprogramowania można nawet stworzyć dla siebie coś w rodzaju katalogu kartkowego dodrukowując i dopinając (lub podmieniając) nowe strony zachowując aktualność katalogu nawet w przypadku odkrywania nieznanych wcześniej odmian i wariantów.Przewidując taki rozwój sytuacji, nadałem moim katalogom taki, a nie inny układ i przyjąłem odpowiedni system numerowania monet, odmian, wariantów.

piątek, 4 lutego 2011

Jak Pan znajduje nowe odmiany monet?

Co jakiś czas odbieram e-maile z takim pytaniem. Pora odpowiedzieć.

Kiedyś miałem lepszy wzrok - było łatwiej. Układałem sobie na stole monety.
Wyglądało to mniej więcej tak.
Najlepiej pracowało mi się z "dywanikami" z 20 monet - 5 rzędów po 4 monety w rzędzie. Układałem i zaczynałem się wgapiać. Czasem wystarczał jeden rzut oka. Zazwyczaj jednak trwało to znacznie dłużej. Jedna dwudziestka, potem druga, trzecia... Ważne, żeby zawsze w następnym zestawie była choć jedna moneta z poprzedniego. Wiecie dlaczego?
Teraz ułatwiam sobie życie używając nowej zabawki. Zamiast na stole, układam monety na szybie skanera. Znacznie łatwiej porównywać monety powiększone do rozmiarów spodka pod filiżankę.
Bywa, że różnice są tak duże, że nie mam żadnych wątpliwości - to są różne stemple. Najczęściej nie jest to takie oczywiste i do rozstrzygnięcia wątpliwości trzeba użyć kolejnego narzędzia - programu graficznego.
W moim przypadku jest to GIMP. Legalny i bezpłatny w moim legalnym i bezpłatnym systemie operacyjnym.
Zabawa zaczyna się od uzyskania plików z obrazami monet - każda moneta w osobnym pliku. Używając narzędzia wyboru eliptycznego zaznaczam monetę, później Ctrl-c, Ctrl-Shift-v i już mam pierwszy plik. Zapisuję go pod jakąś nieskomplikowaną nazwą i powtarzam te same operacje z drugą monetą.

Teraz, żeby mieć pewność, trzeba jednakowo ustawić monety. Używając narzędzia "miarka" zaznaczam pionową oś symetrii orła:
Na pasku stanu mam informację, że oś symetrii jest pochylona pod kątem 83,41 stopnia - do 90 stopni brakuje 6,59. Po obróceniu obrazka o ten kąt otrzymuję:
Miarka służy mi też do określania kąta nachylenia znaku mennicy. To dosyć łatwe, bo połączenie liter M i W wyznacza odcinek, którego odchylenie od poziomu łatwo zmierzyć.


Analogiczne operacje na drugim pliku dają mi:

Dla dalszych operacji konieczne jest jeszcze, żeby obydwa pliki miały  takie same wymiary, np. 800 x 800 pikseli.
Już widać, że znak menniczy jest przesunięty. A jeszcze lepiej widać to kiedy wykorzystamy pewną szczególną cechę, którą ludzie dzielą z wszystkimi stworzeniami obdarzonymi zmysłem wzroku. Ta cecha, to zdolność reagowania na dynamiczne zmiany. Łatwiej zauważyć, nawet z daleka, kota przechodzącego przez ogród, niż tego samego kota wylegującego się nieruchomo pod krzakiem. Jak to wykorzystać? Odpowiedź brzmi "animowany gif".
Otwieram w GIMPie pierwszy plik. Później drugi plik korzystając z opcji "otwórz jako warstwy...". Dalej już z górki. "Zapisz jako..." - spośród mnóstwa możliwości wybieramy format GIF i nadajemy plikowi nazwę. GIMP grzecznie pyta, czy chcemy obraz spłaszczyć, czy zapisać w postaci animacji. Nas interesuje ta druga opcja - zaznaczamy i naciskamy "Eksportuj". Teraz trzeba jeszcze podać parametry animacji i nacisnąć "Zapisz". Otrzymujemy taki efekt:

Kliknijcie w to zdjęcie. Wyraźnie widać, że znak mennicy "chodzi" po monecie. Mamy dwa warianty stempla!

Jest też druga odpowiedź na tytułowe pytanie. Włączam komputer, odbieram pocztę i czytam: "Proszę obejrzeć zdjęcia w załączniku. Czy to nowa odmiana?"
Patrzę, czasem obrabiam zdjęcia w opisany wyżej sposób i albo potwierdzam, albo rozwiewam nadzieje pytającego, bo na przykład okazuje się, że pozorne różnice są zasługą różnych kątów oświetlenia.
Nie zawsze jest święto.



czwartek, 6 stycznia 2011

Moje monety 2010


W poprzednim wpisie obiecałem, że napiszę coś więcej, na temat monet, które włączyłem do kolekcji w ubiegłym roku.
Jak już wspomniałem, w roku 2010 przybyło w kolekcji 109 monet. Wśród nich jest aż 21 półtoraków (prawie 20%). Większość kupiłem zanim jeszcze Rubinowakrew zaczął na forum TPZN tworzyć swój katalog. Przypuszczam, że po tym przełomowym momencie za niektóre półtoraczki musiał bym zapłacić znacznie więcej.
Tak to już jest w naszym światku, że każda publikacja zwiększa zainteresowanie jej tematem. Doświadczyłem tego wielokrotnie. Najświeższy przykład, to nieodnotowana wcześniej pięciofenigówka Królestwa Polskiego ze zdwojonym rysunkiem awersu (bardzo duże przesunięcie). Ustawiłem snajperowi limit ciut poniżej 300 zł i... sromotnie poległem. Snajper nawet nie spróbował strzelać - nie było po co! Co tu dużo mówić - sam tego chciałem. Publikując swój katalog liczyłem się z nieuchronnym wzrostem zainteresowania niepozornymi fenigami KP, ale nie przypuszczałem, że będzie to aż taki wzrost.
Wróćmy do półtoraków. Najbardziej ucieszył mnie rocznik 1617 z herbem podskarbiego bez obwódki.
Ciekawy egzemplarz bydgoskiego półtoraka z 1616 r. upolowałem w październiku:
Nietypowy jest kształt obwódki herbu podskarbiego (Sas) - wyraźnie widać jego prostokątną górną część. Kiedy udostępniłem jego zdjęcie do katalogu TPZN pojawiła się sugestia, że może jest to produkt mennicy krakowskiej. Argumentowano dużą ilością miejsca między POL, a krzyżem, miejsca, w którym mogły znajdować się "haki" - znak krakowskiego mincerza. Zdjęcie nie daje pełnego obrazu monety. Kiedy ma się możliwość obserwacji "na żywo", przy różnych kątach oświetlenia, można stwierdzić, że miejsca jest wprawdzie dużo, ale na stemplu też nic tam nie było. Dodatkową przesłanką wskazującą na Bydgoszcz jest tarcza herbowa na awersie. Na tej monecie dolną krawędź tarczy stanowi okrąg będący jednocześnie wewnętrzną obwódką legendy. Na półtorakach krakowskich tarcza stanowiła odrębną całość, tak jak na następnej monecie:
Pozostańmy przy moich ulubionych monetach - Królestwo Polskie 1917-1918.
Tę część kolekcji wzbogaciłem o osiem monet - wszystkie, to albo przykłady zdwojeń rysunku (niektóre wcześniej nieodnotowane), destrukty i ...
Liczne prawie pionowe linie przy orle to ślady uszkodzeń stempla spowodowanych albo jego nieumiejętnym czyszczeniem, albo nieostrożnością. Zauważcie, że na skrzydłach nie ma śladów uszkodzeń - skrzydła na stemplu są wklęsłe i to co podrapało jego gładką powierzchnię stanowiącą tło monety, nie sięgnęło w zagłębienia rysunku. Istnienie takiej monety jest też świadectwem kłopotów, jakie przeżywała mennica. Przypuszczam, że ze względu na małą wydajność szybko zużywających się stempli, znacznie obniżono wymagania co do jakości tłoczonych monet aby móc wyprodukować ich założoną ilość. Stąd też tak liczne przypadki zdwojeń rysunku. Stąd też pewnie pewna ilość innych defektów, np.

albo
Najstarszymi monetami kupionymi w zeszłym roku były dwa półgrosze Jagiełły - pierwszy z z krzyżykiem pod koroną, drugi z literami W‡. Przy okazji. W tym tygodniu poczta dostarczyła mi kolejny numer Lubelskich Wiadomości Numizmatycznych - rocznika wydawanego przez lubelski oddział PTN i Lubelski Klub Kolekcjonerów. Periodyk zamówiłem ze względu na dwa teksty: "Denary pierwszych Jagiellonów" J. Sima i "Średniowieczne denary wschowskie, przyczynek do szacunku dla dawnych poglądów" J. Dutkowskiego. W tym drugim artykule właśnie, znaleźć można ciekawe rozważania na temat znaczenia podwójnego krzyża na monetach pierwszych Jagiellonów.
Kolejną co do swojego wieku monetą jest halerz księstwa cieszyńsko-oświęcimskiego:
Moneta kiedyś uważana za bardzo rzadką - Kopicki jeszcze w skorowidzu wydanym w roku 1995 (nr 8682) daje jej rzadkość R8. Po odkryciu u naszych południowych sąsiadów znaleziska zawierającego co najmniej kilkaset oświęcimskich halerzy ustalenie to należy zrewidować. Być może przesadą będzie nawet R4. Kupując monety uznawane niegdyś za rzadkie lub bardzo rzadkie warto sprawdzić, czy nowsze odkrycia nie zmieniają ich statusu.
Podsumowując ubiegłoroczne zakupy. Zdarzały mi się i lata lepsze i gorsze, ale pod jednym względem jeszcze nigdy nie było tak, jak w roku 2010. Upłynął mi on pod znakiem nabywania wyłącznie monet polskich i z Polską związanych - ściśle zgodnie z założonym profilem kolekcji. Warunek ten spełniają wszystkie ze stu dziewięciu kupionych monet. Dla odreagowania, jedne z pierwszych tegorocznych nabytków to monety antyczne - kiedy do mnie dotrą, postaram się coś napisać.

czwartek, 30 grudnia 2010

2010

Przedostatni dzień roku - pora na podsumowanie.

PLUSY DODATNIE
  • Skończyłem i wydałem trzecią część katalogu - PRL.
    Dosyć szybko okazało się, że będą potrzebne uzupełnienia i korekty, ale nie jest tego dużo (w tajemnicy przyznam się, że spodziewałem się większej ilości niedoróbek).
  • Zostałem blogerem.
    Wystartowałem 10 września, napisałem jak dotąd 27 wpisów. W statystykach odnotowało się 6800 wyświetleń, z czego w grudniu prawie 3000 - uważam, że to całkiem niezły początek, a cierpliwym Czytelnikom niniejszym bardzo dziękuję.
    Największym zainteresowaniem cieszył się wpis poświęcony 10-groszówkom 1923.
  • W kolekcji przybyło 109 monet.  
    • Pierwszym tegorocznym nabytkiem była trzykrajcarówka Ks. legnicko-brzesko-wołowskiego Chrystiana wybita w Brzegu. Monetka niepięknie zachowana, z nieczytelną datą, ale skoro już wpadła mi w ręce, to znalazłem dla niej miejsce.
    • Ostatnią monetą, którą kupiłem w roku 2010 jest niemieckie cynkowe 10 fenigów z datą 1948 bite stemplami podobnymi do używanych podczas wojny, ale oczywiście bez swastyki. 

  • Nadal biegam. Udało mi się zejść poniżej 27 minut/1 okrążenie Pogorii III (6 km) i obiec Pogorię IV w niecałe półtorej godziny.
  • Udzieliłem dwóch wywiadów. Jeden został już opublikowany - zapraszam do lektury.
PLUSY UJEMNE
  • Nie udało mi się skończyć opracowania na temat bilonu Królestwa Polskiego 1835-1841 - wygląda na to, że zbieranie materiału potrwa jeszcze jakiś czas.
  • Nie udało mi się kupić kilku monet, na które miałem wielką ochotę, np. pięciogroszówki 1840 z dwiema kropkami. Przegapiłem kilka ciekawych półtoraków, kilka razy ustawiłem na półtoraki zbyt niskie limity  i to jeszcze zanim wzrosło zainteresowanie tymi monetami wywołane akcją na forum TPZN. 
  • Nie wygrałem w Lotto.
  • Katalog PRL - nakład wyczerpany, dałem się uprosić i pozbyłem się nawet swojego egzemplarza.
CO DALEJ?
  • Poeta napisał "A com zaczął, skończyć muszę!", więc:
    • trzeba skończyć katalog obiegówek III RP - będzie w wersji sieciowej, praca trwa, planowane ukończenie 30 stycznia 2011 - trzymajcie kciuki.
    • trzeba skończyć opracowanie dot. bilonu 1835-1841, a łatwo nie będzie - tu żadnego terminu zakończenia nawet nie planuję.
  • Zaplanowałem sobie odwiedzenie kilku muzeów znanych ze swoich kolekcji numizmatycznych - jak się uda, będą sprawozdania.
  • Muszę maksymalnie wykorzystać nową zabawkę i skończyć dodawanie obrazków do katalogu własnego zbioru - część monet nie doczekała się jeszcze dobrych ilustracji.
  • Może wygram w Lotto?
  • Na tradycyjny urlop w Borach Tucholskich zabiorę ponton. Mam zamiar urządzić sobie kilka niedługich spływów małymi, dzikimi rzeczkami w okolicy - jak się uda, będzie fotoreportaż.
  • Może jakiś półmaraton?
  • Nie zapominajmy o kolekcji - niech rośnie!
I tak to w skrócie wygląda. 
Bawcie się dobrze witając Nowy Rok, dbajcie o zdrowie i nie przejmujcie się byle czym.Szczęścia życzę!

P.S.
Byłbym zapomniał - ZBIERAJCIE MONETY.

czwartek, 25 listopada 2010

Od kropkologii stosowanej do imagineskopii.

Jak być może niektórzy z Was wiedzą (choćby z wpisu inaugurującego mój blog), jednym z moich ulubionych tematów jest bilon Królestwa Polskiego z rocznikami 1835-1841 emitowany w latach 1835-1865. Do roku 1841 (z małymi wyjątkami) bito w Warszawie nominały 1 grosz, 3 grosze, 5 groszy i 10 groszy z datami odpowiadającymi rocznikowi produkcji. Później, na podstawie specjalnych zezwoleń Jego Imperatorskiej Mości bito drobne monety z polskimi nominałami pozostawiając na nich rok 1840. Taka była teoria. A co z praktyką?
Po próbie rozwikłania chronologicznych zagadek 10-groszówek z datą 1840, którą opublikowałem w Biuletynie Numizmatycznym 2/2009 zacząłem przyglądać się niższym nominałom. I mam kilka problemów.
Problem, a właściwie cała seria problemów ujawnia się przy próbie chronologicznego uszeregowania pięciogroszówek 1840. W latach wcześniejszych żonglowano rysunkiem awersu dosyć chaotycznie. Najbardziej charakterystyczny szczegół - kształt ogona orła (ilość piór) zmieniano tam i z powrotem. To nie układa się w żaden logiczny ciąg. To samo jest z literą G. Nie mam w zbiorze i udało mi się dotrzeć do zdjęć pięciogroszówki 1839 z awersem z roku 1836 (Plage 138, Berezowski 769). Czy taka moneta istnieje? Będę wdzięczny za zdjęcia.
Kolejne pytanie, które pewnie bez odpowiedzi zostanie, bo to pytanie z cyklu, co poeta miał na myśli. Chodzi o kształt litery G w słowie GROSZ / GROSZE / GROSZY. Dlaczego Plage uznał ten szczegół za ważny dla monet 1 i 10 groszy, a pominął dla trojaków i pięciogroszówek?

1 grosz 1837 - G z szeryfem i bez szeryfa.

I sprawa następna - kropki na miedziakach.

O ile wiem, nikt nie kwestionuje poglądu, że na piątkach i dziesiątkach 1840 kropki były kodem określającym rok/lata emisji. A w jakim celu umieszczano je na miedziakach z datą 1839? Dokumenty cytowane przez księcia Jerzego Michaiłowicza Romanowa wspominają o biciu monet miedzianych aż po rok 1849 stemplami starego rysunku, ale z datą 1840, a nie 1839, nie było więc powodu do używania kropkowego kodu. Przypuszczam, że Warszawa postępowała zgodnie z zasadą "po co babcię denerwować, niech sie babcia cieszy" i co innego robiła, a co innego "sprawozdawała".
Utwierdza mnie w tym przekonaniu zderzenie oficjalnych nakładów jednogroszówek z datami 1839 i 1840 ze statystyką ich występowania na rynku. Stanisław Pusch, dyrektorujący mennicy warszawskiej w latach 1866-1867 podaje, że w roku 1839 wypuszczono do obiegu 670.398 jednogroszówek. Książę Jerzy Michajłowicz (za M. Demmenim) podał, że w roku 1839 wybito ich 670.291. Różnica niewielka.

Dla następnych roczników odpowiednie wartości wynoszą:

1840 - 242.820 (oba źródła zgodnie)

1841 - 372.377 (również zgodnie)

Grosze bito nadal, w latach 1842 do 1849 - teoretycznie z datą 1840. Łączna ilość monet wypuszczonych/wybitych wynosi:

11.832.594 (Pusch) / 11.490.997 (Demmeni). Różnica wynosi 341.597 sztuk, co nie ma wpływu na dalsze wyliczenia.

Teoretycznie wybito więc około 670
tysięcy monet z datą 1839, około 12 milionów monet z datą 1840 i niecałe 400 tysięcy monet z datą 1841.
Jak wygląda częstotliwość występowania tych roczników na rynku? Najłatwiej mozna to sprawdzić posługując sie wyszukiwarką na Allegro. Wyszukiwanie w aukcjach zakończonych daje wyniki z ostatniego miesiąca (mniej więcej ). Sprawdźmy (stan na 25-11-2010).

1839 - 39 aukcji

1840 - 17 aukcji

1841 - 1 aukcja

Posługując się Publicznym Archiwum Allegro możemy sprawdzić dane z okresu 2006-2010 eliminując wpływ przypadkowych fluktuacji. Wyniki są takie:

1839 - 1041 aukcji

1840 - 327 aukcji

1841 - 5 aukcji

Powyższe statystyki nie uwzględniają monet sprzedawanych w zestawach i opisywanych różnymi skrótami. Wyszukiwałem tylko dla fraz "grosz 18xx", gdzie xx to 39, 40 lub 41.

Fakty są więc takie, że jednogroszówki z datą 1839 występują trzy razy częściej, niż z datą 1840! Wytłumaczenie może być tylko jedno - na części monet wybitych po roku 1841 umieszczono datę 1839 zamiast 1840 (jak nakazywały carskie upoważnienia).

Czy w tej sytuacji możliwe jest ustalenie kiedy i w jakich ilościach wybito poszczególne odmiany jednogroszówek z datami 1839 i 1840? Dla uproszczenia zakładam, że w 1841 bito monety z datą 1841.
Myślę, że definitywną odpowiedź można by uzyskać wyłącznie na podstawie archiwaliów z lat 1839-1849. Niestety, nic nie wiadomo, by gdziekolwiek zachowały się takie zapisy. Dokąd nie zostaną odkryte i ujawnione, możemy polegać wyłacznie na metodzie pendologicznej stworzonej przez Jeremiasza Apollona Hytza z Podhajec. Metoda ta polega (w skrócie) na doraźnym lub trwałym powiększaniu wyobraźni za pomocą imagineskopów oraz środków imaginogennych. Opisał ją znakomicie niejaki Śledź Otrębus Podgrobelski w dziełku pod tytułem "Wstęp do imagineskopii". Zastanawiam się, czy nie ograniczyć prawa dostępu do bloga wyłacznie do osób, ktore udowodnią, że znają tę książkę.

Imagineskop numizmatyczny :-)
Bez wyobraźni "nie razbieriosz".

Printfriendly