Jakiś czas temu, kończąc wpis o pani Tournelle, obiecałem, że napiszę coś o monetach na znaczkach pocztowych.
Mam zachomikowany klaser ze znaczkami, których motywem przewodnim są monety i tematy z nimi związane. Kilka przykładów:
Nie mam, rzecz jasna, zamiaru reprodukować tu wszystkiego, co się w tym klaserze znajduje, ale o kilku znaczkach wypadało by troszkę napisać.
Na szwedzkim, czarno-białym czterokoronowym znaczku z 1971 roku widzimy czworokątną ośmiomarkową klipę z 1568 r. Znaczek zaprojektował Sven Ake Gustafsson, a jego kliszę rytował Czesław Słania. Światowej sławy polski rytownik, spod którego ręki wyszło wiele nie tylko znaczków pocztowych, ale również banknotów. Najlepsza strona internetowa poświęcona pracom Czesława Słani, na jaką natrafiłem to: http://www.slaniastamps-heindorffhus.com
Prace Słani to staloryty. Znaczki drukowane techniką stalorytniczą podobają mi się bardziej od wklęsłodruków. Wystarczy porównać
Dlatego lubię znaczki naszych południowych sąsiadów.
Zazwyczaj na znaczkach pokazuje się monety z tych samych państw, ale oczywiście są i wyjątki. Mamy monety egzotycznych państw poświęcone postaciom i wydarzeniom nie mającym nic wspólnego z tymi państwami. To samo dotyczy i znaczków pocztowych.
Filatelistyka nie ogranicza się do znaczków pocztowych. Kolekcjonuje się całostki pocztowe (karty i koperty w nadrukowanymi znaczkami),
całości pocztowe, czyli przesyłki z obiegu pocztowego, które przeszły normalną drogę od nadawcy do adresata.
W tym przypadku zamiast znaczka, mamy tzw. frankotyp (frankaturę mechaniczną) - tu używany w Mennicy Państwowej S.A.
Mam też kopertę z mennicy amerykańskiej w Filadelfii.
Na niej zamiast znaczka jest wydrukowana informacja, że opłata pocztowa została opłacona z góry, oraz ostrzeżenie, że użycie takiej koperty do celów prywatnych będzie karane grzywną w wysokości 300 dolarów.
Zbiera się również datowniki okolicznościowe. Na oficjalnych kopertach z pierwszego dnia obiegu (FDC)
i datowniki związane z osobami, miejscami, wydarzeniami. Na przykład z wystawami numizmatycznymi.
Na tej wystawie nie byłem, ale na poprzedniej, pierwszej i owszem. Na pamiątkę przywiozłem sobie małą broszurkę, w której znalazło się miejsce na odbitkę okolicznościowego datownika.
Filatelistyka, której poświęcałem kiedyś więcej czasu (i środków), dziś prawie zupełnie poszła w odstawkę. Nie pozbywam się jednak tego, co zgromadziłem. Może jeszcze kiedyś wrócę do tego hobby.
Google Website Translator Gadget
niedziela, 29 października 2017
środa, 25 października 2017
Mors, czy Amor?
Moja silna wola znów okazała się słabą silną wolą i kupiłem małą, brzydką monetę, która zupełnie nie pasuje do mojego zbioru.
Usprawiedliwienia (czytaj wymówki) mam dwa: primo, przeczuwałem, że przyda się, jako temat do wpisu na blogu; secundo, tania była.
Oto ona.
Cóż to takiego? Zacznijmy od legend.
Awers: IMP M IVL PHILIPPVS AVG (litery A i V w AVG w ligaturze),
więc to moneta Marcusa Iuliusa Philippusa znanego bardziej, jako Filip I Arab.
Rewers: C F P D - to bardziej skomplikowane. Na innych monetach bitych w tej okolicy, umieszczano na rewersie legendę COL F L PAC DEVLT. Nadal trudne do rozszyfrowania? Oto pełne rozwinięcie COLONIA FLAVIA PACIS DEVLTENSIVM. Nadal nic?
FLAVIA - kolonia założona pod koniec I w n.e. przez Wespazjana z rodu Flawiuszy. Pierwszymi kolonistami mieli być weterani wojny domowej. Przydomek PACIS wiąże się z działaniami Wespazjana po wojnie domowej. Cesarz zajął się odbudową i przebudową Rzymu, między innymi ufundował świątynię bogini pokoju PAX.
DEVLTENSIVM pochodzi od nazwy trackiego miasta DEVLTVM - centrum administracyjnego i handlowego kolonii, które dziś jest niewielką bułgarską wioską Debelt (Дебелт) położoną nieopodal Burgas (Бургас). Dziś wioska, w czasach Filipa Araba duże miasto z własnym portem i mennicą. Po okresie prosperity miasto stopniowo podupadało, port przeniesiono na wschód, w kierunku dzisiejszego wybrzeża Morza Czarnego. Od wieku XV Deultum praktycznie przestało istnieć.
Archeolodzy zainteresowali się jego pozostałościami w roku 1881. Poważne prace i badania rozpoczęto dopiero pod koniec XX w. Odsłonięto świątynie, budynki publiczne w tym rzecz jasna łaźnie i rzymskie nekropolie, a także obiekty późniejsze - relikty zamku o początkach sięgających V wieku, przebudowywanego i użytkowanego do wieku XIV oraz kościołu z IX wieku. Na terenie wykopalisk otwarto w 1988 r. rezerwat archeologiczny.
Moneta na zdjęciach prezentuje się gorzej, niż "na żywo", ale nawet na nich widać dość wyraźnie umieszczoną na rewersie męską, uskrzydloną postać, opierającą jedną nogę na skale i trzymającą skierowany w dół długi przedmiot.
Kiedy szukałem informacji, które pozwoliły by mi zidentyfikować tę monetę (kiedy ją kupowałem, wiedziałem tylko, że to mały brąz Filipa I Araba, lub jego syna, Filipa II), natknąłem się na stronę Prolegomena to a Study of Eros on Roman Provincial Coinage. W części opisującej monety bite w Deultum jest zdjęcie monety podobnej do mojej, a jej rewers opisano tak: Eros to l., leaning, cross-legged, on a torch held against what looks like a small altar
Chcąc dowiedzieć się czegoś więcej, karmiłem wyszukiwarkę słowami "Philippvs", "Devltum", "Eros", "Amor", a ta z uporem maniaka podsuwała mi monety, których rewers wyglądał identycznie, ale w opisie zamiast Eros/Amor widniało Thanatos/Mors!
Dopiero zapytanie o monety z bóstwem śmierci zamiast bóstwem miłości umożliwiło dokładniejszą identyfikację.
Moja nowa moneta, to mały brąz (17 mm, 3 g) wybity w latach 244-249 n.e. Bóstwo na rewersie, to Mors (grecki Thanatos), a ten długi przedmiot, to zgaszona, skierowana w dół pochodnia. Moneta opisana w SNG Bulgaria, tom 1, nr 1779-1782 (Sylloge Nummorum Graecorum Bulgaria, Thrace and Moesia Inferior, Vol. 1, Deultum).
Dlaczego autorzy wstępu do studiów nad przedstawieniami Erosa na rzymskich monetach prowincjonalnych uznali, że skrzydlaty jegomość ze zgaszoną pochodnią to personifikacja miłości, a nie śmierci, pojęcia nie mam. Może wszystko, nawet śmierć, kojarzy im się z...
W takim razie powinni być miłośnikami filmu Francois Ozona "La petite mort". A może wolą „Little Death” Australijczyka Josha Lawsona?
Usprawiedliwienia (czytaj wymówki) mam dwa: primo, przeczuwałem, że przyda się, jako temat do wpisu na blogu; secundo, tania była.
Oto ona.
Cóż to takiego? Zacznijmy od legend.
Awers: IMP M IVL PHILIPPVS AVG (litery A i V w AVG w ligaturze),
więc to moneta Marcusa Iuliusa Philippusa znanego bardziej, jako Filip I Arab.
Rewers: C F P D - to bardziej skomplikowane. Na innych monetach bitych w tej okolicy, umieszczano na rewersie legendę COL F L PAC DEVLT. Nadal trudne do rozszyfrowania? Oto pełne rozwinięcie COLONIA FLAVIA PACIS DEVLTENSIVM. Nadal nic?
FLAVIA - kolonia założona pod koniec I w n.e. przez Wespazjana z rodu Flawiuszy. Pierwszymi kolonistami mieli być weterani wojny domowej. Przydomek PACIS wiąże się z działaniami Wespazjana po wojnie domowej. Cesarz zajął się odbudową i przebudową Rzymu, między innymi ufundował świątynię bogini pokoju PAX.
DEVLTENSIVM pochodzi od nazwy trackiego miasta DEVLTVM - centrum administracyjnego i handlowego kolonii, które dziś jest niewielką bułgarską wioską Debelt (Дебелт) położoną nieopodal Burgas (Бургас). Dziś wioska, w czasach Filipa Araba duże miasto z własnym portem i mennicą. Po okresie prosperity miasto stopniowo podupadało, port przeniesiono na wschód, w kierunku dzisiejszego wybrzeża Morza Czarnego. Od wieku XV Deultum praktycznie przestało istnieć.
Archeolodzy zainteresowali się jego pozostałościami w roku 1881. Poważne prace i badania rozpoczęto dopiero pod koniec XX w. Odsłonięto świątynie, budynki publiczne w tym rzecz jasna łaźnie i rzymskie nekropolie, a także obiekty późniejsze - relikty zamku o początkach sięgających V wieku, przebudowywanego i użytkowanego do wieku XIV oraz kościołu z IX wieku. Na terenie wykopalisk otwarto w 1988 r. rezerwat archeologiczny.
Moneta na zdjęciach prezentuje się gorzej, niż "na żywo", ale nawet na nich widać dość wyraźnie umieszczoną na rewersie męską, uskrzydloną postać, opierającą jedną nogę na skale i trzymającą skierowany w dół długi przedmiot.
Kiedy szukałem informacji, które pozwoliły by mi zidentyfikować tę monetę (kiedy ją kupowałem, wiedziałem tylko, że to mały brąz Filipa I Araba, lub jego syna, Filipa II), natknąłem się na stronę Prolegomena to a Study of Eros on Roman Provincial Coinage. W części opisującej monety bite w Deultum jest zdjęcie monety podobnej do mojej, a jej rewers opisano tak: Eros to l., leaning, cross-legged, on a torch held against what looks like a small altar
Chcąc dowiedzieć się czegoś więcej, karmiłem wyszukiwarkę słowami "Philippvs", "Devltum", "Eros", "Amor", a ta z uporem maniaka podsuwała mi monety, których rewers wyglądał identycznie, ale w opisie zamiast Eros/Amor widniało Thanatos/Mors!
Dopiero zapytanie o monety z bóstwem śmierci zamiast bóstwem miłości umożliwiło dokładniejszą identyfikację.
Moja nowa moneta, to mały brąz (17 mm, 3 g) wybity w latach 244-249 n.e. Bóstwo na rewersie, to Mors (grecki Thanatos), a ten długi przedmiot, to zgaszona, skierowana w dół pochodnia. Moneta opisana w SNG Bulgaria, tom 1, nr 1779-1782 (Sylloge Nummorum Graecorum Bulgaria, Thrace and Moesia Inferior, Vol. 1, Deultum).
Dlaczego autorzy wstępu do studiów nad przedstawieniami Erosa na rzymskich monetach prowincjonalnych uznali, że skrzydlaty jegomość ze zgaszoną pochodnią to personifikacja miłości, a nie śmierci, pojęcia nie mam. Może wszystko, nawet śmierć, kojarzy im się z...
W takim razie powinni być miłośnikami filmu Francois Ozona "La petite mort". A może wolą „Little Death” Australijczyka Josha Lawsona?
sobota, 14 października 2017
Zaległości, nowości, perspektywy...
Dziwny ten rok jakiś. I nie tylko o pogodę mi chodzi.
Właśnie zorientowałem się, że nie mam w zbiorze złotówki i dwuzłotówki z ubiegłego roku! Jak to mogło się stać?
Coraz rzadziej płacę gotówką - coraz rzadziej wydają mi resztę. Mniej okazji do przeglądania drobnych i jakoś się te dwa nominały nie przydarzyły. To się nadrobi, rzecz jasna, ale taka sytuacja zdarza mi się pierwszy raz.
Z rocznika 2017 brak mi jeszcze tylko pięciozłotówki. To też się nadrobi.
Rzadsze kontakty z obiegową drobnicą mają jeszcze jeden zły skutek.
Przedwczoraj dostałem e-mail z Rosji. W załączniku, takie dwa zdjęcia.
Wielkie mi rzeczy, złoty pięćdziesiąt. A jednak nie takie zwykłe. Po lewej - 4.8.7.a, po prawej 4.8.7.b (https://sites.google.com/site/monetyobiegoweiiirp/katalog/monety-po-denominacji/50-groszy/2010---4-8-7), a w środku?
Rewers, jak na 4.8.7.a, awers jak na 4.8.7.b, jednym słowem hybryda.
Żeby to koledzy kolekcjonerzy z Rosji musieli wynajdować warianty naszych obiegówek! Od jutra płacę tylko gotówką!!!
Na razie wspominam o tym tylko tu, na blogu. Nowy wariant wprowadzę do katalogu dopiero po potwierdzeniu jego istnienia.
Za tydzień w Krakowie u Czapskich Toruńskie Warsztaty Numizmatyki Antycznej. Program, jak zwykle ciekawy.
20 października:
– „Moneta jako źródło archeologiczne” – 1,5 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (J. Rakoczy)
– „Moneta i retoryka w starożytnej Grecji i Rzymie: historia równoległa” – 1,5 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (B. Awianowicz)
– „Monety a prawo na przestrzeni dziesięcioleci” – wykład i dyskusja – 1,5 godz. (P. Groński)
– zwiedzanie laboratoriów MNK i Instytutu Archeologii UJ z możliwością przebadania wybranych monet – 1,5 godz.
21 października:
– od godz. 9.00 do 10.00 możliwość indywidualnego zwiedzenia ekspozycji monet w MNK w Pałacu Czapskich
– „Mennictwo Seleukidów – cz. 5. (od Antiocha IV do Demetrosa I)” – 1,5 godz. wykładu + ok. 30 min. dyskusji (J. Bodzek)
– „Nummi restituti i ich funkcje w epoce cesarstwa rzymskiego” – 1,5 godz. wykładu + ok. 30 min. dyskusji (K. Balbuza)
– „Monety inspiracją renesansowego emblematu” – 1 godz. wykładu + ok. 30 min. dyskusji (B. Awianowicz)
– zwiedzanie wystawy czasowej „Moneta i imperium. Od Achemenidów po królestwa hellenistyczne” (oprowadza J. Bodzek)
W tym roku niestety nie jadę. 20 będę jeszcze na wyjeździe służbowym (który mam też nadzieję częściowo przekształcić w kolejną wycieczkę numizmatyczną, z której oczywiście przekażę sprawozdanie), 21 października przeznaczam na odpoczynek.
Czy znacie jakieś skuteczne lekarstwo na ulotność treści dostępnych w Internecie? Nie chodzi mi o dane statyczne, bo te (jeśli tylko mnie interesują) archiwizuję sobie, te najważniejsze również w formie wydruków. Gorzej z dużymi dynamicznymi projektami (RIP Cafe Allegro przykładem najlepszym). Ostatnio zniknęły dwa nummus.org i allegromat.pl - serwisy archiwizujące aukcje Allegro. Pozostaje nam teraz tylko https://archiwum.allegro.pl/ - archiwum oficjalne, ale z założenia ograniczone do obiektów, które ktoś z administracji serwisu uzna za interesujące, oraz http://www2.allegromat.pl/ - niby to samo, co niegdysiejszy allegromat.pl ale bez możliwości wyszukiwania po numerach. Dawniej aukcje archiwizowane na allegromacie udostępniało się podając odnośnik w formie http://www.allegromat.pl/aukcjaxxx. Wszystkie takie odnośniki przestały działać. Komu to przeszkadzało?
Dyskusja o notatkach Bisiera, o której niedawno wspominałem, ucichła. Trwa i ciekawie (za sprawą materiałów źródłowych przedstawionych przez nowego uczestnika) się rozwija spór o Gumowskiego (Skarb z Zagórzyna i sprawa Mariana Gumowskiego). Problem godzenia osobistych pasji z powiązanymi z nimi obowiązkami służbowymi dotyczy nie tylko numizmatyków i nie tylko muzealników. Inną sprawą jest tendencja do ocen zerojedynkowych. Łajdak nie może mieć cech pozytywnych, zasłużonemu naukowcowi nie wolno imputować czynów etycznie wątpliwych. A świat nie jest czarno-biały przecież.
Do zbioru niczego ciekawego od dłuższego czasu nie włączyłem. Najpierw dopinanie publikacji w Biuletynie Numizmatycznym, cały czas praca nad powiązaną z nią książką (opóźni się, nie ma na to rady), a w ostatnich dniach przygotowania do konferencji, którą w grudniu organizuje Muzeum Czapskich, nie pozostawiają za dużo czasu na poszukiwania okazów do zbioru. Jakieś drobiazgi oczywiście kupuję, ale od jakiegoś czasu na nic szczególnego, wartego pochwalenia się, nie znalazłem.
Co do wspomnianej konferencji, to szczegóły znajdziecie tu
http://mnk.pl/aktualnosci/konferencja-numizmatyczna
Z przyczyn, o których pisałem kilka linijek wyżej, cytuję treść informacji o konferencji:
Na tej konferencji będę (ostatnie dwa dni tegorocznego urlopu) i jako słuchacz i (jak na razie wszystko na to wskazuje) jako jeden z prelegentów.
I jeszcze jedna nowość. Odżyła strona internetowa Przeglądu Numizmatycznego http://www.przegladnumizmatyczny.pl/.
Nie jest to jeszcze zapowiadany, rozbudowany portal numizmatyczny, ale coś się dzieje. Między innymi dodano następne numery PN do pobrania w formie plików pdf. Z nadzieją czekam na rozwój sytuacji.
Właśnie zorientowałem się, że nie mam w zbiorze złotówki i dwuzłotówki z ubiegłego roku! Jak to mogło się stać?
Coraz rzadziej płacę gotówką - coraz rzadziej wydają mi resztę. Mniej okazji do przeglądania drobnych i jakoś się te dwa nominały nie przydarzyły. To się nadrobi, rzecz jasna, ale taka sytuacja zdarza mi się pierwszy raz.
Z rocznika 2017 brak mi jeszcze tylko pięciozłotówki. To też się nadrobi.
Rzadsze kontakty z obiegową drobnicą mają jeszcze jeden zły skutek.
Przedwczoraj dostałem e-mail z Rosji. W załączniku, takie dwa zdjęcia.
Wielkie mi rzeczy, złoty pięćdziesiąt. A jednak nie takie zwykłe. Po lewej - 4.8.7.a, po prawej 4.8.7.b (https://sites.google.com/site/monetyobiegoweiiirp/katalog/monety-po-denominacji/50-groszy/2010---4-8-7), a w środku?
Rewers, jak na 4.8.7.a, awers jak na 4.8.7.b, jednym słowem hybryda.
Żeby to koledzy kolekcjonerzy z Rosji musieli wynajdować warianty naszych obiegówek! Od jutra płacę tylko gotówką!!!
Na razie wspominam o tym tylko tu, na blogu. Nowy wariant wprowadzę do katalogu dopiero po potwierdzeniu jego istnienia.
Za tydzień w Krakowie u Czapskich Toruńskie Warsztaty Numizmatyki Antycznej. Program, jak zwykle ciekawy.
20 października:
– „Moneta jako źródło archeologiczne” – 1,5 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (J. Rakoczy)
– „Moneta i retoryka w starożytnej Grecji i Rzymie: historia równoległa” – 1,5 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (B. Awianowicz)
– „Monety a prawo na przestrzeni dziesięcioleci” – wykład i dyskusja – 1,5 godz. (P. Groński)
– zwiedzanie laboratoriów MNK i Instytutu Archeologii UJ z możliwością przebadania wybranych monet – 1,5 godz.
21 października:
– od godz. 9.00 do 10.00 możliwość indywidualnego zwiedzenia ekspozycji monet w MNK w Pałacu Czapskich
– „Mennictwo Seleukidów – cz. 5. (od Antiocha IV do Demetrosa I)” – 1,5 godz. wykładu + ok. 30 min. dyskusji (J. Bodzek)
– „Nummi restituti i ich funkcje w epoce cesarstwa rzymskiego” – 1,5 godz. wykładu + ok. 30 min. dyskusji (K. Balbuza)
– „Monety inspiracją renesansowego emblematu” – 1 godz. wykładu + ok. 30 min. dyskusji (B. Awianowicz)
– zwiedzanie wystawy czasowej „Moneta i imperium. Od Achemenidów po królestwa hellenistyczne” (oprowadza J. Bodzek)
W tym roku niestety nie jadę. 20 będę jeszcze na wyjeździe służbowym (który mam też nadzieję częściowo przekształcić w kolejną wycieczkę numizmatyczną, z której oczywiście przekażę sprawozdanie), 21 października przeznaczam na odpoczynek.
Czy znacie jakieś skuteczne lekarstwo na ulotność treści dostępnych w Internecie? Nie chodzi mi o dane statyczne, bo te (jeśli tylko mnie interesują) archiwizuję sobie, te najważniejsze również w formie wydruków. Gorzej z dużymi dynamicznymi projektami (RIP Cafe Allegro przykładem najlepszym). Ostatnio zniknęły dwa nummus.org i allegromat.pl - serwisy archiwizujące aukcje Allegro. Pozostaje nam teraz tylko https://archiwum.allegro.pl/ - archiwum oficjalne, ale z założenia ograniczone do obiektów, które ktoś z administracji serwisu uzna za interesujące, oraz http://www2.allegromat.pl/ - niby to samo, co niegdysiejszy allegromat.pl ale bez możliwości wyszukiwania po numerach. Dawniej aukcje archiwizowane na allegromacie udostępniało się podając odnośnik w formie http://www.allegromat.pl/aukcjaxxx. Wszystkie takie odnośniki przestały działać. Komu to przeszkadzało?
Dyskusja o notatkach Bisiera, o której niedawno wspominałem, ucichła. Trwa i ciekawie (za sprawą materiałów źródłowych przedstawionych przez nowego uczestnika) się rozwija spór o Gumowskiego (Skarb z Zagórzyna i sprawa Mariana Gumowskiego). Problem godzenia osobistych pasji z powiązanymi z nimi obowiązkami służbowymi dotyczy nie tylko numizmatyków i nie tylko muzealników. Inną sprawą jest tendencja do ocen zerojedynkowych. Łajdak nie może mieć cech pozytywnych, zasłużonemu naukowcowi nie wolno imputować czynów etycznie wątpliwych. A świat nie jest czarno-biały przecież.
Do zbioru niczego ciekawego od dłuższego czasu nie włączyłem. Najpierw dopinanie publikacji w Biuletynie Numizmatycznym, cały czas praca nad powiązaną z nią książką (opóźni się, nie ma na to rady), a w ostatnich dniach przygotowania do konferencji, którą w grudniu organizuje Muzeum Czapskich, nie pozostawiają za dużo czasu na poszukiwania okazów do zbioru. Jakieś drobiazgi oczywiście kupuję, ale od jakiegoś czasu na nic szczególnego, wartego pochwalenia się, nie znalazłem.
Co do wspomnianej konferencji, to szczegóły znajdziecie tu
http://mnk.pl/aktualnosci/konferencja-numizmatyczna
Z przyczyn, o których pisałem kilka linijek wyżej, cytuję treść informacji o konferencji:
MNK i Polskie Towarzystwo Numizmatyczne (oddział w Krakowie) zapraszają na konferencję naukową pt. "Numizmatyka w archiwaliach i starych drukach", która odbędzie się w dniach od 7 do 8 grudnia 2017 r.Konferencja ma charakter interdyscyplinarny, skierowana jest do przedstawicieli różnych dyscyplin naukowych: historyków, archiwistów, archeologów, numizmatyków. Celem konferencji jest przedstawienie szeroko pojętych zagadnień numizmatycznych z historycznej i dokumentalnej perspektywy.
Proponowane zagadnienia:Osoby zainteresowane wygłoszeniem referatu proszone są o nadsyłanie zgłoszeń (temat wystąpienia, abstrakt (300–500 słów), krótka informacja o autorze: afiliacja oraz dane kontaktowe) do dnia 1 listopada 2017 roku na adres e-mail: numizmatyka@mnk.pl lub archiwum@mnk.pl. Przewidywany czas trwania referatu to max. 20 minut.
- tworzenie publicznych i prywatnych kolekcji
- kolekcjonerzy i ich wpływ na rozwój numizmatyki
- korespondencja numizmatyczna
- archiwa na temat starych znalezisk monet
- stara książka a numizmatyka
- archiwalia związane z numizmatyką, numizmatykami i medalierami.
Udział w konferencji jest bezpłatny. Koszt dojazdu i pobytu (noclegi i wyżywienie) pokrywają uczestnicy konferencji.
Program konferencji, wraz ze szczegółowymi informacjami, zostanie przesłany uczestnikom oraz umieszczony na stronie internetowej Muzeum Narodowego w Krakowie do 20 listopada 2017 r.
Serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w konferencji
Komitet Organizacyjny:
- Diana Błońska, e-mail: dblonska@mnk.pl tel. (12) 433 58 13
- Anna Bochnak, e-mail: abochnak@mnk.pl tel. (12) 433 58 51
- Dorota Malarczyk, e-mail: dmalarczyk@mnk.pl tel. (12) 433 58 51
- Mateusz Woźniak, e-mail: mwozniak@mnk.pl tel. (12) 433 58 50
Na tej konferencji będę (ostatnie dwa dni tegorocznego urlopu) i jako słuchacz i (jak na razie wszystko na to wskazuje) jako jeden z prelegentów.
I jeszcze jedna nowość. Odżyła strona internetowa Przeglądu Numizmatycznego http://www.przegladnumizmatyczny.pl/.
Nie jest to jeszcze zapowiadany, rozbudowany portal numizmatyczny, ale coś się dzieje. Między innymi dodano następne numery PN do pobrania w formie plików pdf. Z nadzieją czekam na rozwój sytuacji.
czwartek, 28 września 2017
Na tytuł brakło mi inwencji.
Dzisiaj prawie nic o monetach, więcej o sprawach okołonumizmatycznych.
Na wstępie, siłą tradycji, informuję o ukazaniu się Przeglądu Numizmatycznego 3/2017.
W numeracji ciągłej 98, więc do zapowiedzianej setki, jako ostatniego drukowanego wydania pozostało niewiele.
Zawartość urozmaicona - od średniowiecza, po próby PRL. Dla mnie najciekawszy, choćby ze względu na zdjęcia, tekst o narzędziach menniczych ze zbiorów wrocławskich i toruńskich.
Z uwagą śledzę umiarkowanie zażarte spory na forach numizmatycznych.
Pierwszy, u przeciwników złomu, to efekt rozmnażania przez podział. Dokładnie już nie wiem, co było na początku (Jajko!), ale chyba wspomniana już na tym blogu dyskusja o losach kolekcji Dattariego. Z jej podziału wyłoniły się wątki o roli muzeów i o potrzebie (albo wręcz przeciwnie) upłynniania muzealnych dubletów na rynku numizmatycznym. Z którego z nich wypączkowała dyskusja Skarb z Zagórzyna i sprawa Mariana Gumowskiego, nie wiem. Jak by nie było, cały ten łańcuszek wątków dowodzi, że nasze - kolekcjonerów, numizmatyków-amatorów, ale i numizmatyków-profesjonalistów - oczekiwania w stosunku do muzeów, spełniają placówki nieliczne. Nam, amatorom najtrudniej przychodzi zrozumienie zasad rządzących placówkami finansowanymi ze środków publicznych (a więc "z naszych kieszeni"), ich inercja i taka sobie, powiedzmy, wydajność. My rzadko mamy okazję poświęcać naszej pasji 8 godzin każdego roboczego dnia w roku, a mimo to bywamy skuteczniejsi, np. w digitalizowaniu naszych kolekcji.
Drugi, z forum monety.pl rozlał się na jeszcze kilka miejsc w sieci, a dotyczy postaci Gustawa Wilhelma Ludwika Soubise-Bisier. Gabinet Numizmatyczny Damiana Marciniaka prezentując obiekty przygotowane na trzecią aukcję "live" pokazał rzadkie próby monet II Rzeczpospolitej, a wśród nich10 20 groszy z datą 1924 znaną ze zbiorów MN w Warszawie i z tzw. notatek Bisiera. Pojawiły się głosy, że ta dziesięcidwudziestogroszówka (i ta z muzeum również), to falsyfikaty, a właściwie wyroby fantazyjne, a same notatki Bisiera, to też mistyfikacja mająca dać alibi do naciągania kolekcjonerów na nieistniejące rarytasy.
O ile, co do zarzutów stawianych M. Gumowskiego zdania nie mam - dopuszczam obie narracje, to w sprawie Soubisie-Bisiera nie mam wątpliwości. Miał dostęp do wyrobów mennicy, do których nie wszyscy dostęp mieli, są ślady transakcji z 1936 roku, są relacje spadkobierców, ergo dokument znany jako jego zapiski uważam za autentyczny, jak i za realnie istniejące i o udokumentowanym pochodzeniu uważam monety w tych zapiskach oferowane. Bo zapiski, to w rzeczywistości notatki związane ze sprzedażą tej części jego kolekcji.
A w lektur tych przerwach (z czego to cytacik?), piszę, a ponieważ do pisania potrzebne mi źródła więc znów czytam. Tym razem nie na monitorze, tylko przeglądam przeróżne mniej, lub bardziej zakurzone gazety i książki.
Znajduję w nich oprócz wiadomości potrzebnych mi do pracy również wiadomości dalekie od moich zainteresowań, ale czasem zaskakujące.
Na przykład natrafiłem na coś takiego (periodyk "Izys Polska, czyli dziennik umieiętności, wynalazków, kunsztów i rękodzieł poświęcony kraiowemu przemysłowi tudzież potrzebie wieyskiego i mieyskiego gospodarstwa" http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/116162?tab=1
Cytat z wyboru dokonanego przez Juliana Tuwima do felietonów w "Problemach")
Na inną ciekawostkę natrafiłem w książeczce Stanisława Broniewskiego "Igraszki z czasem czyli minione lata na cenzurowanym". W rozdziale poświęconym między innymi teatrom krakowskim autor opisał proceder, dzięki któremu niemajętni studenci mieli możliwość zapoznawania się z kilkuaktowymi przedstawieniami teatralnymi. Kupowano jeden najtańszy bilet, który kosztował 30 centów (halerzy). Tyle, co trzy obiady w studenckiej garkuchni. Dalej, słowami S. Broniewskiego
Nie zanotowałem kiedy i gdzie ten żeton zdobyłem. Zaciekawił mnie kiedyś widocznie i bardzo dobrze, bo w połączeniu z informacją o zwyczajach krakowskich studentów z końcówki XIX wieku stał się jeszcze bardziej interesujący.
Na wstępie, siłą tradycji, informuję o ukazaniu się Przeglądu Numizmatycznego 3/2017.
W numeracji ciągłej 98, więc do zapowiedzianej setki, jako ostatniego drukowanego wydania pozostało niewiele.
Zawartość urozmaicona - od średniowiecza, po próby PRL. Dla mnie najciekawszy, choćby ze względu na zdjęcia, tekst o narzędziach menniczych ze zbiorów wrocławskich i toruńskich.
Z uwagą śledzę umiarkowanie zażarte spory na forach numizmatycznych.
Pierwszy, u przeciwników złomu, to efekt rozmnażania przez podział. Dokładnie już nie wiem, co było na początku (Jajko!), ale chyba wspomniana już na tym blogu dyskusja o losach kolekcji Dattariego. Z jej podziału wyłoniły się wątki o roli muzeów i o potrzebie (albo wręcz przeciwnie) upłynniania muzealnych dubletów na rynku numizmatycznym. Z którego z nich wypączkowała dyskusja Skarb z Zagórzyna i sprawa Mariana Gumowskiego, nie wiem. Jak by nie było, cały ten łańcuszek wątków dowodzi, że nasze - kolekcjonerów, numizmatyków-amatorów, ale i numizmatyków-profesjonalistów - oczekiwania w stosunku do muzeów, spełniają placówki nieliczne. Nam, amatorom najtrudniej przychodzi zrozumienie zasad rządzących placówkami finansowanymi ze środków publicznych (a więc "z naszych kieszeni"), ich inercja i taka sobie, powiedzmy, wydajność. My rzadko mamy okazję poświęcać naszej pasji 8 godzin każdego roboczego dnia w roku, a mimo to bywamy skuteczniejsi, np. w digitalizowaniu naszych kolekcji.
Drugi, z forum monety.pl rozlał się na jeszcze kilka miejsc w sieci, a dotyczy postaci Gustawa Wilhelma Ludwika Soubise-Bisier. Gabinet Numizmatyczny Damiana Marciniaka prezentując obiekty przygotowane na trzecią aukcję "live" pokazał rzadkie próby monet II Rzeczpospolitej, a wśród nich
O ile, co do zarzutów stawianych M. Gumowskiego zdania nie mam - dopuszczam obie narracje, to w sprawie Soubisie-Bisiera nie mam wątpliwości. Miał dostęp do wyrobów mennicy, do których nie wszyscy dostęp mieli, są ślady transakcji z 1936 roku, są relacje spadkobierców, ergo dokument znany jako jego zapiski uważam za autentyczny, jak i za realnie istniejące i o udokumentowanym pochodzeniu uważam monety w tych zapiskach oferowane. Bo zapiski, to w rzeczywistości notatki związane ze sprzedażą tej części jego kolekcji.
A w lektur tych przerwach (z czego to cytacik?), piszę, a ponieważ do pisania potrzebne mi źródła więc znów czytam. Tym razem nie na monitorze, tylko przeglądam przeróżne mniej, lub bardziej zakurzone gazety i książki.
Znajduję w nich oprócz wiadomości potrzebnych mi do pracy również wiadomości dalekie od moich zainteresowań, ale czasem zaskakujące.
Na przykład natrafiłem na coś takiego (periodyk "Izys Polska, czyli dziennik umieiętności, wynalazków, kunsztów i rękodzieł poświęcony kraiowemu przemysłowi tudzież potrzebie wieyskiego i mieyskiego gospodarstwa" http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/116162?tab=1
Cytat z wyboru dokonanego przez Juliana Tuwima do felietonów w "Problemach")
WYDOBYCIE NIECZYTELNYCH NAPISÓW NA PIENIĄDZACH I MONETACH.Nie próbowałem (i próbować nie zamierzam), ale jeśli ktoś się odważy, to chętnie zapoznam się z rezultatami.
Położyć taką sztukę na gorącym żelazie, a znikły napis zrobi się widzialnym. Miejsca bowiem, na których były litery, są mniej zgniecione od innych; łatwiej się przeto oksydują, tak iż przez tę nierówną oksydację stare litery stają się czytelnymi.
Na inną ciekawostkę natrafiłem w książeczce Stanisława Broniewskiego "Igraszki z czasem czyli minione lata na cenzurowanym". W rozdziale poświęconym między innymi teatrom krakowskim autor opisał proceder, dzięki któremu niemajętni studenci mieli możliwość zapoznawania się z kilkuaktowymi przedstawieniami teatralnymi. Kupowano jeden najtańszy bilet, który kosztował 30 centów (halerzy). Tyle, co trzy obiady w studenckiej garkuchni. Dalej, słowami S. Broniewskiego
...lojalni obywatele, posiadający legalne bilety, gdy wychodzili z budynku w czasie antraktu, dostawali rodzaj żetonów zwanych "kontramarkami". Akademicy odstępowali sobie wzajemnie owe kontramarki i w ten sposób za jedną wejściówkę każdy oglądał przynajmniej jeden akt, po czym schodzili się razem na Plantach i uzupełniali sobie nawzajem treść akcji. Portierzy wyłapywali często takich gości legitymujących się wypożyczonym żetonem i wyrzucali ich ze słowami "nie zawracaj pan kontramary"...Kiedy to przeczytałem, przypomniałem sobie, że chyba mam w którejś szufladzie miedziany żeton, który może być taką "kontramarą".
ENTRADA AL TEATRO = WEJŚCIE DO TEATRU
średnica 31 mm, waga 10,2 grama
Hiszpańską, co prawda, ale może i w Madrycie trzeba było uciekać się do tego sposobu kontrolowania widzów wychodzących na przerwie na świeże powietrze.Nie zanotowałem kiedy i gdzie ten żeton zdobyłem. Zaciekawił mnie kiedyś widocznie i bardzo dobrze, bo w połączeniu z informacją o zwyczajach krakowskich studentów z końcówki XIX wieku stał się jeszcze bardziej interesujący.
niedziela, 17 września 2017
Praszka
Od kilkunastu lat w Praszce organizowane są seminaria numizmatyczne. Tegoroczne (wczorajsze) było seminarium czwartym międzynarodowym i jednocześnie trzynastym ogólnopolskim. Zorganizowali je: Muzeum w Praszce, Praszkowskie Towarzystwo Numizmatyczne i redakcja kwartalnika GROSZ. Troszkę enigmatyczny tytuł seminarium - "Reminiscencje numizmatyczne" sprecyzowano w programie. Po przywitaniu gości przez pana Zbigniewa Szczerbika - Dyrektora Muzeum i pana Andrzeja Musiała - Prezesa Praszkowskiego Towarzystwa Numizmatycznego i Redaktora Naczelnego "Grosza" odbyły się dwie sesje referatów. Pierwszą rozpoczął pan Zdzisław Bogus, który żywo i barwnie opowiedział o dewaluacji i inflacji w cesarstwie rzymskim w III w n.e. Referat ilustrowały nie tylko slajdy - słuchacze mogli obejrzeć związane z tematem monety z kolekcji pana Bogusa.
Pan Andrzej Musiał przedstawił perfidne wykorzystanie niszczonego inflacją polskiego pieniądza do akcji propagandowej podczas plebiscytu na Górnym Śląsku w marcu 1921 roku. W bezpośrednim sąsiedztwie lokali wyborczych rozrzucono duże ilości polskich banknotów zdeprecjonowanych rosnącą inflacją i rozklejono plakaty nawołujące do opowiadania się za przyłączeniem spornych terenów do Niemiec, kraju o stabilnym pieniądzu. Nie minęły dwa lata i w Niemczech wybuchła hiperinflacja, podczas której w październiku 1923 kurs brytyjskiego funta wynosił 122.764.600.000 marek, a miesiąc później marek 20.142.000.000.000
Kolejnym prelegentem był pan Mariusz Kieca, który na podstawie stanu grosza Jana IV z Pernštejna z własnej kolekcji (złocenie, dolutowane uszko), analogicznych groszy odnotowanych w innych zbiorach i w katalogach aukcyjnych oraz szyderczego żetonu antypapieskiego wysnuł przemawiający do wyobraźni wniosek, że kiedyś wszystkie te numizmaty były elementami łańcucha lub innej ozdoby stroju. Być może należącej do samego Jana Bogatego.
Pierwszą sesję referatów zakończył pan Dyrektor Szczerbik, który pochwalił się najnowszymi nabytkami praszkowskiego muzeum.
Mowa oczywiście była o monetach, a konkretnie o monetach zastępczych, bo - o czym zapomniałem na wstępie napisać - to pieniądz zastępczy jest głównym obiektem zainteresowania uczestników seminariów w Praszce.
Po krótkiej przerwie odbyła się druga sesja seminarium. Wyjątkowo przeznaczona nie na referaty, tylko w całości przeznaczona na dyskusję. Rzecz w tym, że organizatorzy postanowili wydać wspólnymi siłami kompendium wiedzy o polskim pieniądzu zastępczym. Podczas dyskusji przedstawiono wstępną wizję - cel publikacji i ogólne propozycje, co do zawartości. Pomijając moje osobiste wątpliwości, czy wszystko to, co uważane jest za pieniądz zastępczy jest w ogóle pieniądzem (czyli środkiem posiadającym moc umarzania zobowiązań), sądzę że takiego kompendium nie da się stworzyć bez dominującej roli redaktora, którego wizji całości muszą podporządkować się autorzy poszczególnych działów publikacji. Niestety mam obawy, że potencjalni autorzy, z których część, jeśli nie wszyscy byli na seminarium obecni, mają własne wizje swojego wkładu w całość, i w efekcie dzieło nie spełni oczekiwań ani pomysłodawców ani odbiorców.
Podczas dyskusji padł bardzo ważny głos dotyczący dotkliwego braku doskwierającego kolekcjonerom i badaczom, braku rzetelnej i na bieżąco aktualizowanej bibliografii publikacji numizmatycznych, zwłaszcza artykułów i notek publikowanych w czasopismach, w tym w lokalnych periodykach wydawanych przez oddziały i koła PTN. Swoją drogą, konieczne jest też chyba uwzględnianie publikacji internetowych , na przykład Gdańskich Zeszytów Numizmatycznych. Propozycja, by bibliografia była jedną z ważniejszych części planowanego wydawnictwa została zaakceptowana, choć zgłoszono zastrzeżenie, że niektóre publikacje zawierają wiadomości zdezaktualizowane albo wprost błędne, w związku z czym należy się zastanowić, czy w bibliografii powinny się pojawić. I znów - uważam, że bibliografia, to bibliografia - jeśli ma być rzetelna, powinna zawierać możliwie wszystko, rolą autorów zaś, jest zwrócenie uwagi na błędy i przedstawienie aktualnego stanu wiedzy.
Po zakończeniu części merytorycznej, przyszła pora na posiłek (nie samymi monetami kolekcjoner żyje) i atrakcje przygotowane przez organizatorów. W programie seminarium zapisano:
Okazało się, że wycieczka miała dwa etapy. Najpierw trafiliśmy do niedawno otwartego muzeum starych samochodów, w którym między innymi podziwialiśmy takie dwa Fordy T.
Oprócz nich były samochody nowsze, w tym i takie, którymi sami kiedyś jeździliśmy. Na przykład Fiat 126P - nie tak dawno temu mój pierwszy samochód, a dziś - pojazd zabytkowy z żółtymi tablicami rejestracyjnymi.
Drugim etapem była wioska Grębień. Nie tyle sama wioska, co stojący w niej drewniany kościółek. Na zewnątrz co najmniej niepozorny
ale za to wewnątrz - rewelacja!
Jeśli wcześniej nie kliknęliście w link przy nazwie wioski, przewińcie stronę i przeczytajcie notkę z Wikipedii.
Tej klasy obiekt w Czechach, Niemczech, Francji, gdziekolwiek w cywilizowanym świecie byłby reklamowany czymś więcej, niż niewielkim, brązowym drogowskazem z napisem "Kościół Świętej Trójcy". Z ręką na sercu przyznaję, że gdybym jechał tamtędy, nawet mając mnóstwo czasu i brak sprecyzowanych planów podróży, nie skręcił bym w wąską drogę wskazywaną przez taki drogowskaz. A gdybym nawet skręcił, to po przejechaniu tych zaledwie kilkuset metrów, najprawdopodobniej i tak bym niczego nie obejrzał i nawet niespecjalnie bym tego żałował, bo nie wiedział bym, czego obejrzeć nie mogłem. Przy kościółku brak jakichkolwiek tablic informujących o jego historii, o polichromiach, wyposażeniu ani o tym kiedy można zwiedzić wnętrze i gdzie szukać osoby, która by otworzyła drzwi. Jest tylko niewielka tabliczka z informacją o przeprowadzonej konserwacji (ze środków unijnych).
Choć zakończone wczoraj seminarium było już trzynastym, choć do Praszki nie mam zbyt daleko, bo tylko nieco ponad 100 kilometrów, było to moje pierwsze praszkowskie seminarium numizmatyczne. Powód wcześniejszego braku zainteresowania tymi seminariami jest prosty. Pieniądz zastępczy, a już papierowy pieniądz zastępczy, to jak to się mówi, nie moja bajka. W tym roku wybrałem się tam jednak bo chciałem się spotkać z pewnym kolekcjonerem mocno zaangażowanym w organizację seminariów w muzeum w Praszce, a z którym łączy mnie wspólne zainteresowanie kontrmarkami, które zmieniały wycofane z obiegu monety państwowe w pieniądz majątkowy (dominialny). Obejrzałem wspaniały zbiór kontrasygnowanych monet, w większości miedziaków Augusta III, bo to one głównie przeszły tę transformację po roku 1765. W moim zbiorze, jak mogłem się przekonać, brak jeszcze bardzo wielu typów kontrmarek spotykanych na szelągach i groszach Augusta III, ale i ja też mam okazy, do których mój rozmówca nie dotarł (czy nie macie wrażenia, że kolekcjonerzy są strasznie próżni?).
Nie obiecuję sobie, że w przyszłym roku też do Praszki jesienią pojadę. Wszystko zależy od programu, od zaplanowanych referatów. Obiecuję sobie natomiast, że jeśli tylko czas nie będzie mnie jakoś bardzo naglił, to będę się starał zaglądać w ciekawe miejsca wskazywane przez nawet najbardziej niepozorne drogowskazy. Co zobaczę, to moje.
Pan Andrzej Musiał przedstawił perfidne wykorzystanie niszczonego inflacją polskiego pieniądza do akcji propagandowej podczas plebiscytu na Górnym Śląsku w marcu 1921 roku. W bezpośrednim sąsiedztwie lokali wyborczych rozrzucono duże ilości polskich banknotów zdeprecjonowanych rosnącą inflacją i rozklejono plakaty nawołujące do opowiadania się za przyłączeniem spornych terenów do Niemiec, kraju o stabilnym pieniądzu. Nie minęły dwa lata i w Niemczech wybuchła hiperinflacja, podczas której w październiku 1923 kurs brytyjskiego funta wynosił 122.764.600.000 marek, a miesiąc później marek 20.142.000.000.000
Kolejnym prelegentem był pan Mariusz Kieca, który na podstawie stanu grosza Jana IV z Pernštejna z własnej kolekcji (złocenie, dolutowane uszko), analogicznych groszy odnotowanych w innych zbiorach i w katalogach aukcyjnych oraz szyderczego żetonu antypapieskiego wysnuł przemawiający do wyobraźni wniosek, że kiedyś wszystkie te numizmaty były elementami łańcucha lub innej ozdoby stroju. Być może należącej do samego Jana Bogatego.
Pierwszą sesję referatów zakończył pan Dyrektor Szczerbik, który pochwalił się najnowszymi nabytkami praszkowskiego muzeum.
Mowa oczywiście była o monetach, a konkretnie o monetach zastępczych, bo - o czym zapomniałem na wstępie napisać - to pieniądz zastępczy jest głównym obiektem zainteresowania uczestników seminariów w Praszce.
Po krótkiej przerwie odbyła się druga sesja seminarium. Wyjątkowo przeznaczona nie na referaty, tylko w całości przeznaczona na dyskusję. Rzecz w tym, że organizatorzy postanowili wydać wspólnymi siłami kompendium wiedzy o polskim pieniądzu zastępczym. Podczas dyskusji przedstawiono wstępną wizję - cel publikacji i ogólne propozycje, co do zawartości. Pomijając moje osobiste wątpliwości, czy wszystko to, co uważane jest za pieniądz zastępczy jest w ogóle pieniądzem (czyli środkiem posiadającym moc umarzania zobowiązań), sądzę że takiego kompendium nie da się stworzyć bez dominującej roli redaktora, którego wizji całości muszą podporządkować się autorzy poszczególnych działów publikacji. Niestety mam obawy, że potencjalni autorzy, z których część, jeśli nie wszyscy byli na seminarium obecni, mają własne wizje swojego wkładu w całość, i w efekcie dzieło nie spełni oczekiwań ani pomysłodawców ani odbiorców.
Podczas dyskusji padł bardzo ważny głos dotyczący dotkliwego braku doskwierającego kolekcjonerom i badaczom, braku rzetelnej i na bieżąco aktualizowanej bibliografii publikacji numizmatycznych, zwłaszcza artykułów i notek publikowanych w czasopismach, w tym w lokalnych periodykach wydawanych przez oddziały i koła PTN. Swoją drogą, konieczne jest też chyba uwzględnianie publikacji internetowych , na przykład Gdańskich Zeszytów Numizmatycznych. Propozycja, by bibliografia była jedną z ważniejszych części planowanego wydawnictwa została zaakceptowana, choć zgłoszono zastrzeżenie, że niektóre publikacje zawierają wiadomości zdezaktualizowane albo wprost błędne, w związku z czym należy się zastanowić, czy w bibliografii powinny się pojawić. I znów - uważam, że bibliografia, to bibliografia - jeśli ma być rzetelna, powinna zawierać możliwie wszystko, rolą autorów zaś, jest zwrócenie uwagi na błędy i przedstawienie aktualnego stanu wiedzy.
Po zakończeniu części merytorycznej, przyszła pora na posiłek (nie samymi monetami kolekcjoner żyje) i atrakcje przygotowane przez organizatorów. W programie seminarium zapisano:
godzina 14:30 - wycieczka niespodzianka
Oprócz nich były samochody nowsze, w tym i takie, którymi sami kiedyś jeździliśmy. Na przykład Fiat 126P - nie tak dawno temu mój pierwszy samochód, a dziś - pojazd zabytkowy z żółtymi tablicami rejestracyjnymi.
Drugim etapem była wioska Grębień. Nie tyle sama wioska, co stojący w niej drewniany kościółek. Na zewnątrz co najmniej niepozorny
ale za to wewnątrz - rewelacja!
Jeśli wcześniej nie kliknęliście w link przy nazwie wioski, przewińcie stronę i przeczytajcie notkę z Wikipedii.
Tej klasy obiekt w Czechach, Niemczech, Francji, gdziekolwiek w cywilizowanym świecie byłby reklamowany czymś więcej, niż niewielkim, brązowym drogowskazem z napisem "Kościół Świętej Trójcy". Z ręką na sercu przyznaję, że gdybym jechał tamtędy, nawet mając mnóstwo czasu i brak sprecyzowanych planów podróży, nie skręcił bym w wąską drogę wskazywaną przez taki drogowskaz. A gdybym nawet skręcił, to po przejechaniu tych zaledwie kilkuset metrów, najprawdopodobniej i tak bym niczego nie obejrzał i nawet niespecjalnie bym tego żałował, bo nie wiedział bym, czego obejrzeć nie mogłem. Przy kościółku brak jakichkolwiek tablic informujących o jego historii, o polichromiach, wyposażeniu ani o tym kiedy można zwiedzić wnętrze i gdzie szukać osoby, która by otworzyła drzwi. Jest tylko niewielka tabliczka z informacją o przeprowadzonej konserwacji (ze środków unijnych).
Choć zakończone wczoraj seminarium było już trzynastym, choć do Praszki nie mam zbyt daleko, bo tylko nieco ponad 100 kilometrów, było to moje pierwsze praszkowskie seminarium numizmatyczne. Powód wcześniejszego braku zainteresowania tymi seminariami jest prosty. Pieniądz zastępczy, a już papierowy pieniądz zastępczy, to jak to się mówi, nie moja bajka. W tym roku wybrałem się tam jednak bo chciałem się spotkać z pewnym kolekcjonerem mocno zaangażowanym w organizację seminariów w muzeum w Praszce, a z którym łączy mnie wspólne zainteresowanie kontrmarkami, które zmieniały wycofane z obiegu monety państwowe w pieniądz majątkowy (dominialny). Obejrzałem wspaniały zbiór kontrasygnowanych monet, w większości miedziaków Augusta III, bo to one głównie przeszły tę transformację po roku 1765. W moim zbiorze, jak mogłem się przekonać, brak jeszcze bardzo wielu typów kontrmarek spotykanych na szelągach i groszach Augusta III, ale i ja też mam okazy, do których mój rozmówca nie dotarł (czy nie macie wrażenia, że kolekcjonerzy są strasznie próżni?).
Nie obiecuję sobie, że w przyszłym roku też do Praszki jesienią pojadę. Wszystko zależy od programu, od zaplanowanych referatów. Obiecuję sobie natomiast, że jeśli tylko czas nie będzie mnie jakoś bardzo naglił, to będę się starał zaglądać w ciekawe miejsca wskazywane przez nawet najbardziej niepozorne drogowskazy. Co zobaczę, to moje.
niedziela, 27 sierpnia 2017
Cicer cum caule albo groch z kapustą czyli o wszystkim i niczym
Tytuł ukradziony/zapożyczony* od Juliana Tuwima. Gdzieś w piwnicy powinno jeszcze leżeć kilka numerów "Problemów" z lat pięćdziesiątych XX w. z krótkimi tekstami Tuwima, który kolekcjonował fantastyczne ciekawostki z dawnej prasy (i nie tylko).
Składniki dzisiejszej mieszanki, to przede wszystkim internetowe wiadomości, na które zwróciłem ostatnio uwagę i ciekawe fragmenty przeczytanej niedawno książki.
Od niej właśnie zacznę. "Księga złoczyńców żywieckich" (Akta sądu koniecznego gajonego żywieckiego z lat 1589-1762). Nie doszedłem do tego, co oznacza "sąd konieczny" - na podstawie zawartości przypuszczam, że chodzi o posiedzenia sądu w sprawach, w których zapadały wyroki śmierci. "Sądy gajone" to posiedzenia sądowe odpowiednio inaugurowane tradycyjnymi formułami z zachowaniem wymaganego rytuału.
Zapisy w księdze też są częściowo sformalizowane. Zwykle na początku pojawia się formuła "... przed trapieniem, przy trapieniu i po trapieniu jaśnie, jawnie a wyraźnie zeznał, że...", a na końcu "co wszystko nieodmiennie twierdził do ostatniego punktu żywota swego i krwią to swoją zapieczętował, a z tym poszedł na sąd Boży". Trapienie, to oczywiście tortury, uznawane wtedy za niezawodny środek nakłaniania podejrzanych do szczerych zeznań. Za co na śmierć skazywano? Głównie za rabunki (słynni beskidzcy zbójnicy), za morderstwa ale również za pospolite kradzieże, za cudzołóstwo, za kazirodztwo, za "poróbstwo z klaczą" (winowajca żywcem na stosie spalony, klacz też). Wyroki wykonywano różnie - przez powieszenie, ścięcie, spalenie, ćwiartowanie, wbijanie na pal... To wszystko oczywiście publicznie.
W protokołach tyczących rabunków i kradzieży często mowa o pieniądzach. Niejaki Kuba Cyganik z Kocania, regularny rozbójnik na przykład przyznał, że z pieniędzy zrabowanych u wójta łokciańskiego dostało mu się "piętnaście złotych czeskich białych" (rok 1623). Inny zbójnik zeznał: "Działu wzięliśmy po półdziewiętu złotych". Półdziewięta, półtrzecia, półpięta - takie liczebniki często pojawiają się w zeznaniach. Co oznaczają? Tak, jak półtora (półwtora) to jeden i pół, półdziewięta oznacza osiem i pół, a półtrzecia dwa i pół.
Wojciech Tetlak w roku 1619 zeznał, że ze wspólnikami zamordował dwóch kupców, a w ich rzeczach "było między pieniądzmi ze sześć dudławych malućkich, jakoby złotych". Dudławych, czyli przedziurawionych. Czyżby jakieś tureckie złoto?
W 1616 Samuel Chrapkowski z Gierałtowic, specjalizujący się w kradzieży bydła i sprzedawaniu zdjętych z niego skór, pracując u niejakiej Chyłkowej w Cieszynie, ukradł jej (oprócz pierścienia, płótna i oczywiście czterech krów) "taler, dukat i złotych dwadzieścia".
Takich wzmianek o różnych kwotach i różnych gatunkach pieniądza jest w "Księdze złoczyńców" więcej. Warto by dokładnie je przeanalizować.
Jest też kilka wzmianek o ukrywaniu łupów. Zadziwiająco często okazywało się, że zrabowane i ukryte dobra niszczały. Jakby rabusie nie wiedzieli, co z nimi zrobić. Z drugiej strony, jeżeli łupem był ser zabrany pasterzom, to co mieli z nim zrobić? Ile można było zjeść, zjedli, resztę chowali gdzieś w krzakach.
Ale są też zeznania poruszające wyobraźnię. "Wyznał tenże Mathusz, że za dział swój od Janka Chabki ze Sląska wziął złotych piętnaście. W Parszywcze złotych dwadzieścia schowanych pod jaworem pochyłem pod Soliskiem w wierch potoczka, skrzyżalom przyłożone." Nic, tylko do Praszywki jechać i pod Soliskiem szukać nad potoczkiem...
Teraz coś prawie z ostatniej chwili.
Nie wiem, czy przypuszczenia autora dotyczące konfliktu NBP z Ministerstwem Rozwoju (czytaj A. Glapińskiego z M. Morawieckim) są słuszne, ale przynajmniej kolekcjonerzy monet obiegowych zyskali nadzieję, że nadal będą mieli co zbierać. Jak dotąd wszystko wskazuje na to, że z monet, nawet tych o najniższych nominałach nie rezygnujemy. Bardzo jestem ciekaw rezultatów eksperymentu przeprowadzonego przez Kaufland we Wrocławiu podczas niedawnych World Games (taka olimpiada konkurencji nieolimpijskich). Sieć otworzyła sklep w wielkim namiocie, a w nim, dla ułatwienia transakcji wszystkie ceny zaokrąglono do pełnych złotych. Chciałbym poznać wyniki analizy wpływu tego ruchu na wielkość obrotu, czy zyskali klienci, czy sklep.
To, że zmiany w podejściu do pieniądza i do sposobów płatności stale zachodzą, potwierdza analiza rotacji banknotów i monet (częstotliwości powrotu banknotów i monet do NBP). Banknoty "żyją" coraz dłużej, bo coraz więcej transakcji opłacanych jest bezgotówkowo i jest to tendencja stała.
Ciekawie wygląda wykres rotacji monet.
Po początkowym wzroście ich "czasu życia" nastąpił gwałtowny spadek i dopiero od czwartego kwartału 2013 zaczęła się rysować stała tendencja wzrostowa. To może wiązać się z coraz częstszą rezygnacją sklepów z ustalania minimalnej kwoty, poniżej której nie można zapłacić kartą.
Teraz o dwóch ostrzeżeniach kierowanych do turystów.
Pierwsze, trochę bałamutne. Cytaty z portalu radia RMF, ale to samo czytałem i na innych stronach.
Jeśli fałszerze użyli stopów bez zawartości niklu, albo ze zbyt małą jego zawartością, to magnes nie będzie przyciągał ich wyrobów. Wielowarstwowość rdzenia rzeczywiście umożliwia precyzyjną identyfikację tych monet w automatach, które falsyfikatów nie przyjmą, choćby pozytywnie przechodziły próbę z magnesem, natomiast magnes nie uchroni przed falsyfikatami, jeśli tylko fałszerze zastosują ferromagnetyk do ich wykonania.
Ostrzeżenie drugie, jak najbardziej poważne (informacje za Dailymail i The Argus).
Składniki dzisiejszej mieszanki, to przede wszystkim internetowe wiadomości, na które zwróciłem ostatnio uwagę i ciekawe fragmenty przeczytanej niedawno książki.
Od niej właśnie zacznę. "Księga złoczyńców żywieckich" (Akta sądu koniecznego gajonego żywieckiego z lat 1589-1762). Nie doszedłem do tego, co oznacza "sąd konieczny" - na podstawie zawartości przypuszczam, że chodzi o posiedzenia sądu w sprawach, w których zapadały wyroki śmierci. "Sądy gajone" to posiedzenia sądowe odpowiednio inaugurowane tradycyjnymi formułami z zachowaniem wymaganego rytuału.
Zapisy w księdze też są częściowo sformalizowane. Zwykle na początku pojawia się formuła "... przed trapieniem, przy trapieniu i po trapieniu jaśnie, jawnie a wyraźnie zeznał, że...", a na końcu "co wszystko nieodmiennie twierdził do ostatniego punktu żywota swego i krwią to swoją zapieczętował, a z tym poszedł na sąd Boży". Trapienie, to oczywiście tortury, uznawane wtedy za niezawodny środek nakłaniania podejrzanych do szczerych zeznań. Za co na śmierć skazywano? Głównie za rabunki (słynni beskidzcy zbójnicy), za morderstwa ale również za pospolite kradzieże, za cudzołóstwo, za kazirodztwo, za "poróbstwo z klaczą" (winowajca żywcem na stosie spalony, klacz też). Wyroki wykonywano różnie - przez powieszenie, ścięcie, spalenie, ćwiartowanie, wbijanie na pal... To wszystko oczywiście publicznie.
W protokołach tyczących rabunków i kradzieży często mowa o pieniądzach. Niejaki Kuba Cyganik z Kocania, regularny rozbójnik na przykład przyznał, że z pieniędzy zrabowanych u wójta łokciańskiego dostało mu się "piętnaście złotych czeskich białych" (rok 1623). Inny zbójnik zeznał: "Działu wzięliśmy po półdziewiętu złotych". Półdziewięta, półtrzecia, półpięta - takie liczebniki często pojawiają się w zeznaniach. Co oznaczają? Tak, jak półtora (półwtora) to jeden i pół, półdziewięta oznacza osiem i pół, a półtrzecia dwa i pół.
Wojciech Tetlak w roku 1619 zeznał, że ze wspólnikami zamordował dwóch kupców, a w ich rzeczach "było między pieniądzmi ze sześć dudławych malućkich, jakoby złotych". Dudławych, czyli przedziurawionych. Czyżby jakieś tureckie złoto?
W 1616 Samuel Chrapkowski z Gierałtowic, specjalizujący się w kradzieży bydła i sprzedawaniu zdjętych z niego skór, pracując u niejakiej Chyłkowej w Cieszynie, ukradł jej (oprócz pierścienia, płótna i oczywiście czterech krów) "taler, dukat i złotych dwadzieścia".
Takich wzmianek o różnych kwotach i różnych gatunkach pieniądza jest w "Księdze złoczyńców" więcej. Warto by dokładnie je przeanalizować.
Jest też kilka wzmianek o ukrywaniu łupów. Zadziwiająco często okazywało się, że zrabowane i ukryte dobra niszczały. Jakby rabusie nie wiedzieli, co z nimi zrobić. Z drugiej strony, jeżeli łupem był ser zabrany pasterzom, to co mieli z nim zrobić? Ile można było zjeść, zjedli, resztę chowali gdzieś w krzakach.
Ale są też zeznania poruszające wyobraźnię. "Wyznał tenże Mathusz, że za dział swój od Janka Chabki ze Sląska wziął złotych piętnaście. W Parszywcze złotych dwadzieścia schowanych pod jaworem pochyłem pod Soliskiem w wierch potoczka, skrzyżalom przyłożone." Nic, tylko do Praszywki jechać i pod Soliskiem szukać nad potoczkiem...
Teraz coś prawie z ostatniej chwili.
– NBP, dostrzegając ważne zmiany jakościowe na rynku płatności bezgotówkowych, w tym przejęcie wiodącej roli w tym zakresie przez administrację publiczną i instytucjonalne wsparcie tych prac ze strony podmiotów rynkowych, a jednocześnie uznając potrzebę zachowania zrównoważonego rozwoju instrumentów płatniczych, podjął decyzję o zmniejszeniu swojej aktywności w zakresie Koalicji na Rzecz Obrotu Bezgotówkowego i Mikropłatności, tj. występując formalnie z Koalicji i powracając do roli obserwatora jej prac – piszą służby prasowe NBP.Cytat ze strony https://www.cashless.pl z felietonu Jacka Uryniuka
Nie wiem, czy przypuszczenia autora dotyczące konfliktu NBP z Ministerstwem Rozwoju (czytaj A. Glapińskiego z M. Morawieckim) są słuszne, ale przynajmniej kolekcjonerzy monet obiegowych zyskali nadzieję, że nadal będą mieli co zbierać. Jak dotąd wszystko wskazuje na to, że z monet, nawet tych o najniższych nominałach nie rezygnujemy. Bardzo jestem ciekaw rezultatów eksperymentu przeprowadzonego przez Kaufland we Wrocławiu podczas niedawnych World Games (taka olimpiada konkurencji nieolimpijskich). Sieć otworzyła sklep w wielkim namiocie, a w nim, dla ułatwienia transakcji wszystkie ceny zaokrąglono do pełnych złotych. Chciałbym poznać wyniki analizy wpływu tego ruchu na wielkość obrotu, czy zyskali klienci, czy sklep.
To, że zmiany w podejściu do pieniądza i do sposobów płatności stale zachodzą, potwierdza analiza rotacji banknotów i monet (częstotliwości powrotu banknotów i monet do NBP). Banknoty "żyją" coraz dłużej, bo coraz więcej transakcji opłacanych jest bezgotówkowo i jest to tendencja stała.
Ciekawie wygląda wykres rotacji monet.
Po początkowym wzroście ich "czasu życia" nastąpił gwałtowny spadek i dopiero od czwartego kwartału 2013 zaczęła się rysować stała tendencja wzrostowa. To może wiązać się z coraz częstszą rezygnacją sklepów z ustalania minimalnej kwoty, poniżej której nie można zapłacić kartą.
Teraz o dwóch ostrzeżeniach kierowanych do turystów.
Pierwsze, trochę bałamutne. Cytaty z portalu radia RMF, ale to samo czytałem i na innych stronach.
Karabinierzy radzą turystom we Włoszech, aby na wakacje zabrali oprócz kremu do opalania także mały magnes. Jak wyjaśniają, uchroni on przed nasilającym się latem procederem wydawania reszty podrabianymi monetami.Jeżeli pomocny ma być zwykły magnes, to mówienie o magnetyzmie uzyskiwanym dzięki specjalnej procedurze jest delikatnie mówiąc nieporozumieniem. Sprawa dotyczy monet 1 euro i 2 euro, a więc bimetalicznych, których jeden element wykonywany jest z metalu ferromagnetycznego - żelazo, nikiel albo stop z jego dużą zawartością oraz kobalt. Ten ostatni odpada, bo oficjalne dane tych monet przedstawiają się tak:
...
Magnes przyciąga tylko te oryginalne. Fałszerze nie są w stanie odtworzyć magnetyzmu, który w mennicy otrzymuje się dzięki specjalnej procedurze po to, by możliwa była identyfikacja pieniędzy w automatach
2 €
Średnica: 25,75 mm, Masa: 8,50 g
pierścień – miedzionikiel
rdzeń trzywarstwowy – mosiądz niklowy, nikiel, mosiądz niklowy
Średnica: 25,75 mm, Masa: 8,50 g
pierścień – miedzionikiel
rdzeń trzywarstwowy – mosiądz niklowy, nikiel, mosiądz niklowy
1 €
Średnica: 23,25 mm, masa: 7,50 g
pierścień – mosiądz niklowy
rdzeń trzywarstwowy – miedzionikiel, nikiel, miedzionikiel
Średnica: 23,25 mm, masa: 7,50 g
pierścień – mosiądz niklowy
rdzeń trzywarstwowy – miedzionikiel, nikiel, miedzionikiel
Jeśli fałszerze użyli stopów bez zawartości niklu, albo ze zbyt małą jego zawartością, to magnes nie będzie przyciągał ich wyrobów. Wielowarstwowość rdzenia rzeczywiście umożliwia precyzyjną identyfikację tych monet w automatach, które falsyfikatów nie przyjmą, choćby pozytywnie przechodziły próbę z magnesem, natomiast magnes nie uchroni przed falsyfikatami, jeśli tylko fałszerze zastosują ferromagnetyk do ich wykonania.
Ostrzeżenie drugie, jak najbardziej poważne (informacje za Dailymail i The Argus).
Pewien Brytyjczyk podczas
urlopu w Turcji znalazł kilkanaście starych monet i postanowił zabrać je ze sobą do domu. Podczas kontroli bagażu na lotnisku monety wypatrzyli tureccy celnicy. Turysta nie zgłosił znaleziska miejscowym
władzom, a celnicy na podstawie sposobu ich ukrycia w bagażu uznali, że to świadomy przemyt przedmiotów objętych zakazem wywozu. Mężczyznę aresztowano, monety mają zbadać specjaliści z muzeum. Jeśli okaże się, że to rzeczywiście zabytkowe monety, a nie podróbki podrzucane naiwnym turystom, to Brytyjczyk za przemyt może trafić do więzienia na dłużej, a podobno tureckie więzienia nie należą do najprzyjemniejszych.
Na koniec miła dla mnie wiadomość. Ukazał się drugi tegoroczny numer Biuletynu Numizmatycznego, a w nim druga część mojego artykułu o miedziakach Augusta III.
* niepotrzebne skreślić
czwartek, 24 sierpnia 2017
Człuchów
Urlop za nami. Pogoda nie rozpieszczała, a w pewnym momencie po prostu zaatakowała. Nas oszczędziło, ale tuż, tuż było źle. O tak - zdjęcia z sobotniego przedpołudnia (12 sierpnia):
Piątkowe Szanty w Charzykowych w porę przerwano. Na szczęście, a może raczej dzięki zdrowemu rozsądkowi ludzi, nikt chyba nie zdecydował się na wyjazd samochodem przed końcem burzy. Gdyby było inaczej, ofiar mogło być znacznie więcej.
Ponieważ lasy w okolicy w znacznej części wyglądają tak, jak na zdjęciach, ogłoszono zakaz wstępu do nich. Nieliczni grzybiarze-ryzykanci lekceważąc zakaz narażają nie tylko zdrowie i życie, ale też portfele, bo służby leśne patrolują teren i grożą wysokimi mandatami. Musi nam w tym roku wystarczyć to, co nazbieraliśmy przed 11 sierpnia.
Do lasu nie można więc trzeba było zająć się czymś innym. Dawno nie byliśmy w Człuchowie - postanowiłem sprawdzić, co się tam zmieniło. Zamkowa wieża nadal góruje nad miasteczkiem.
To jedyny zachowany fragment krzyżackiego zamku. Widoczny po prawej fragment zabudowań to kościół ewangelicki wybudowany w latach 1826-1828 na fundamentach dawnej zamkowej kaplicy. Na fundamentach, bo zamek rozebrano pod koniec XVIII wieku. Potrzebne były cegły do odbudowy miasta spalonego w pożarach w 1786 i 1793 roku.
Od kilku lat archeolodzy odsłaniają fundamenty ukryte w ziemi od dwustu lat.
Oprócz murów, ziemia oddaje liczne drobne zabytki ruchome - fragmenty ceramiki, naczyń i oczywiście to, co nas najbardziej interesuje, czyli monety. Co ciekawsze wydobyte artefakty wyeksponowano w muzeum znajdującym się w murach wspomnianego wyżej kościoła. Na wystawie są też eksponaty przeniesione z dawnej siedziby muzeum przy alei Wojska Polskiego.
Pierwsza sala, do której weszliśmy po kupieniu biletów
i pierwsze zaskoczenie. W wydzielonej części wyświetlany jest dziesięciominutowy film o historii miasta, zamku i prowadzonych wykopaliskach. Ciekawy, nie przegadany. Wielu zwiedzających siada, ogląda i słucha od początku do końca (film wyświetlany jest w pętli).
Drugie zaskoczenie przyniosła pierwsza gablota, zaraz przy wejściu.
Przeczytałem i nie mogłem uwierzyć - w gablocie wyeksponowano skarb - niewielki, ale skarb - znaleziony dwa tygodnie przed naszą wizytą w muzeum!!! Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak błyskawicznym i dobrym udostępnieniem znaleziska. Zadziwiający kontrast ze stanem rzeczy opisywanym na przykład w tym wątku na forum TPZN http://forum.tpzn.pl/index.php/topic,11428.0.html
A to niektóre monety z tego skarbu:
I na deser, jeszcze dwie monety znalezione "kilka dni po odkryciu skarbu".
Prace w tym miejscu trwają więc być może coś jeszcze wypłynie spod ziemi. Warto podkreślić, że wszystkie te niedawno wykopane monety wyeksponowano w sposób pozwalający na oglądanie obu stron. Problemów z identyfikacją nie było, bo wszystkie są bardzo dobrze zachowane.
Na wystawie monet jest znacznie więcej. Są monety znalezione podczas odsłaniania piwnic
i kilka skarbów znalezionych wcześniej w okolicach Człuchowa.
Grzymisław, gmina Debrzno:
Mosiny (depozyt z muzeum w Koszalinie):
Garsk (depozyt z muzeum w Słupsku).
Biały Bór (depozyt z muzeum w Słupsku).
Uff. Dużo tego, jak na niewielkie muzeum regionalne. Szkoda, że wzrok już nie ten i dokładne oglądanie malutkich monet w szklanych gablotach wymagało wiele wysiłku (o częstych zmianach okularów nie wspominając).
W porównaniu ze stanem sprzed kilkunastu lat (teraz żałuję, że tak długo nie zaglądałem do Człuchowa) zmieniło się też otoczenie zamku. W uporządkowanym parku w obrębie murów ustawiono repliki maszyn oblężniczych: katapulty, taranu i miotacza ciężkich oszczepów (bricoli)
Mam nadzieję, że wystarczająco Was zachęciłem do odwiedzenia Człuchowa. Ja tam w przyszłym roku na pewno wrócę.
P.S.
Nic nie wspomniałem o niesamowitym widoku z wieży. Teraz mogą go podziwiać nawet osoby, dla których wędrówka wąskimi krętymi schodkami ukrytymi w murze była zadaniem ponad siły- w wieży zamontowano windę.
Piątkowe Szanty w Charzykowych w porę przerwano. Na szczęście, a może raczej dzięki zdrowemu rozsądkowi ludzi, nikt chyba nie zdecydował się na wyjazd samochodem przed końcem burzy. Gdyby było inaczej, ofiar mogło być znacznie więcej.
Ponieważ lasy w okolicy w znacznej części wyglądają tak, jak na zdjęciach, ogłoszono zakaz wstępu do nich. Nieliczni grzybiarze-ryzykanci lekceważąc zakaz narażają nie tylko zdrowie i życie, ale też portfele, bo służby leśne patrolują teren i grożą wysokimi mandatami. Musi nam w tym roku wystarczyć to, co nazbieraliśmy przed 11 sierpnia.
Do lasu nie można więc trzeba było zająć się czymś innym. Dawno nie byliśmy w Człuchowie - postanowiłem sprawdzić, co się tam zmieniło. Zamkowa wieża nadal góruje nad miasteczkiem.
To jedyny zachowany fragment krzyżackiego zamku. Widoczny po prawej fragment zabudowań to kościół ewangelicki wybudowany w latach 1826-1828 na fundamentach dawnej zamkowej kaplicy. Na fundamentach, bo zamek rozebrano pod koniec XVIII wieku. Potrzebne były cegły do odbudowy miasta spalonego w pożarach w 1786 i 1793 roku.
Od kilku lat archeolodzy odsłaniają fundamenty ukryte w ziemi od dwustu lat.
Oprócz murów, ziemia oddaje liczne drobne zabytki ruchome - fragmenty ceramiki, naczyń i oczywiście to, co nas najbardziej interesuje, czyli monety. Co ciekawsze wydobyte artefakty wyeksponowano w muzeum znajdującym się w murach wspomnianego wyżej kościoła. Na wystawie są też eksponaty przeniesione z dawnej siedziby muzeum przy alei Wojska Polskiego.
Pierwsza sala, do której weszliśmy po kupieniu biletów
i pierwsze zaskoczenie. W wydzielonej części wyświetlany jest dziesięciominutowy film o historii miasta, zamku i prowadzonych wykopaliskach. Ciekawy, nie przegadany. Wielu zwiedzających siada, ogląda i słucha od początku do końca (film wyświetlany jest w pętli).
Drugie zaskoczenie przyniosła pierwsza gablota, zaraz przy wejściu.
Przeczytałem i nie mogłem uwierzyć - w gablocie wyeksponowano skarb - niewielki, ale skarb - znaleziony dwa tygodnie przed naszą wizytą w muzeum!!! Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak błyskawicznym i dobrym udostępnieniem znaleziska. Zadziwiający kontrast ze stanem rzeczy opisywanym na przykład w tym wątku na forum TPZN http://forum.tpzn.pl/index.php/topic,11428.0.html
A to niektóre monety z tego skarbu:
I na deser, jeszcze dwie monety znalezione "kilka dni po odkryciu skarbu".
Prace w tym miejscu trwają więc być może coś jeszcze wypłynie spod ziemi. Warto podkreślić, że wszystkie te niedawno wykopane monety wyeksponowano w sposób pozwalający na oglądanie obu stron. Problemów z identyfikacją nie było, bo wszystkie są bardzo dobrze zachowane.
Na wystawie monet jest znacznie więcej. Są monety znalezione podczas odsłaniania piwnic
i kilka skarbów znalezionych wcześniej w okolicach Człuchowa.
Grzymisław, gmina Debrzno:
Mosiny (depozyt z muzeum w Koszalinie):
Garsk (depozyt z muzeum w Słupsku).
Biały Bór (depozyt z muzeum w Słupsku).
Uff. Dużo tego, jak na niewielkie muzeum regionalne. Szkoda, że wzrok już nie ten i dokładne oglądanie malutkich monet w szklanych gablotach wymagało wiele wysiłku (o częstych zmianach okularów nie wspominając).
W porównaniu ze stanem sprzed kilkunastu lat (teraz żałuję, że tak długo nie zaglądałem do Człuchowa) zmieniło się też otoczenie zamku. W uporządkowanym parku w obrębie murów ustawiono repliki maszyn oblężniczych: katapulty, taranu i miotacza ciężkich oszczepów (bricoli)
Mam nadzieję, że wystarczająco Was zachęciłem do odwiedzenia Człuchowa. Ja tam w przyszłym roku na pewno wrócę.
P.S.
Nic nie wspomniałem o niesamowitym widoku z wieży. Teraz mogą go podziwiać nawet osoby, dla których wędrówka wąskimi krętymi schodkami ukrytymi w murze była zadaniem ponad siły- w wieży zamontowano windę.
Autor:
Zbierajmy monety
o
19:21
1 komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Człuchów
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























