Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przegląd Numizmatyczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przegląd Numizmatyczny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lipca 2020

5 groszy 1840 - f/c

Dotarła do mnie moneta, o której pisałem 19 i 29 czerwca.
Kiedy się wie, na co należy zwrócić uwagę, zidentyfikowanie "nowego" wariantu jest łatwe. Cyfry w dacie wyglądają tak:
Cyfra 5 w nominale tak:
Ogon Orła tak:
I wszystko jasne. A jeżeli niejasne, to proszę wrócić do wpisu z 19 czerwca
Wariant c odmiany f jest faktem. Odpowiednie zmiany wprowadziłem już w katalogu
Staram się zawsze, by nowe wydania, albo korekty nie prowadziły do zmian numeracji. Tak jest i teraz, ale troszkę zamieszania i tak powstało. Wariant f/b miał w opisie "wąskie oczka w ósemce". Musiałem to zmienić, bo porównajcie sami. 
W związku z tym, w opisie wariantu f/b mamy teraz oczka średnie, zamiast wąskich. Te są oczywiście w opisie wariantu f/c.
Wróćmy jeszcze na moment do opisu z aukcji GNDM.
Hybryda łącząca emisje wczesne (szeroki ogon) z późnymi (wąski ogon). Rewers z wąskimi, wysokimi oczkami ósemki w roczniku (jak dla odmiany b/b), ale w połączeniu z awersem z wąskim ogonem orła (z krótkimi piórami przy łapach).
Okazuje się, że na miano hybrydy zasługuje nie nowy wariant f/c tylko wspomniany przez GNDM wariant b/b. Dlaczego? Zobaczmy najpierw zdjęcie.
Na awersie jest orzeł starego typu - "szeroki ogon" bez dodatkowych pęczków piór między ogonem, a łapami. Na rewersie... Rewers jest dokładnie taki, jak w wariancie f/c. Kluczem jest kształt cyfry 5 - taki jaki jest na wszystkich wariantach z nowym orłem na awersie - wąski ogon z dodatkowymi pęczkami piór między ogonem, a łapami. Dlaczego więc nie uznać tego wariantu, jako przejściowego, na którym awers jest jeszcze stary, a rewers już nowy? Dlatego, że f/c powinniśmy uznać na wariant bity najpóźniej, a powodem takiego podejścia jest kształt ósemki w dacie. Wróćcie do zdjęcia z porównaniem dat trzech wariantów odmiany f. Ósemka o kształcie jak na f/a jest taka, jak na wszystkich wcześniejszych odmianach od a (której nigdy nie widziałem na żywo) aż do e.

Odpowiednie zmiany wprowadziłem też w tabeli z chronologią odmian i wariantów

P.S.
Od kilku dni nie działa strona Stowarzyszenia Numizmatyków Profesjonalnych, strona z której między innymi można było pobierać archiwalne numery Przeglądu Numizmatycznego w formacie pdf. Jeśli ktoś ich sobie wcześniej nie zarchiwizował, nich żałuje, bo było tam wiele ciekawych artykułów. 
Ot, jeszcze jeden dowód na to, że nie należy zanadto wierzyć w to, że "w internetach nic nie ginie". 
Ginie!
  

niedziela, 18 listopada 2018

Pierwsze koty za płoty

Niepostrzeżenie ukazał się pierwszy internetowy numer Przeglądu Numizmatycznego.
Dzisiaj (18 listopada 2018) można go czytać i pobierać na stronie http://snp.com.pl/przeglad-numizmatyczny/. Przypuszczam, że docelową stroną, z której będzie można pobierać kolejne nowe oraz wszystkie archiwalne (tak obiecano) numery Przeglądu będzie strona http://snp.com.pl/archiwum/, która dziś jeszcze przekierowuje na http://przegladnumizmatyczny.pl/pobierz.html

E-Przegląd numer 1/2018 to nie jest coś dla przeciętnego kolekcjonera, a nawet nie dla nieprzeciętnego. Ilu mamy w Polsce kolekcjonerów aktywnie budujących zbiory złożone wyłączne ze złotych monet polskich i to nie tych współczesnych kolekcjonerskich, tylko obiegowych, XIX-wiecznych i starszych? A praktycznie tylko o takich monetach mowa w omawianym numerze PN. Jest w nim jeszcze  katalog znany z wydań drukowanych i liczne reklamy.

E-Przegląd raczkuje. Zapowiedzi Redakcji są bardzo obiecujące, więc wszystko jeszcze przed nami. Ten pierwszy numer traktuję jako próbę, emisję sondażową. Mam nadzieję, że Redakcja liczy na odzew czytelników, starych i nowych, więc jako czytelnik (od pierwszego drukowanego numeru) przedstawiam swoje spostrzeżenia.
  1. Technikalia.
    Jak sami autorzy zauważyli, ładowanie pierwszego E-Przeglądu "chwilę trwa". Na dodatek na komputerach nie wyposażonych w "jedyny słuszny system operacyjny" nie zawsze kończy się sukcesem. Przydał by się osobny odnośnik umożliwiający pobranie pliku pdf. Przy okazji - odnośniki do pobierania numerów 3 i 4 rocznika 2016 z archiwum są błędne.
  2. Target (brzydko mówiąc). 
    Dla kogo ma być E-Przegląd?
    Jeśli dla zwykłego kolekcjonera, dla którego dotychczasowymi źródłami monet do zbioru były abonamenty, giełdy oraz  internetowe serwisy aukcyjne, to w każdym numerze powinny dominować treści takich monet dotyczące. Plus zapowiedzi nadchodzących aukcji "żywych" i podsumowania po ich zakończeniu. Nie wyklucza to oczywiście artykułów poświęconych złotu i grubemu srebru, ale to nie one powinny być głównym daniem.
  3. Autorzy.
    Chyba Redakcja nie powinna biernie na nich czekać, tylko aktywnie poszukiwać i wabić. Wabić niekoniecznie wynagrodzeniem. Wabić na przykład prestiżem miejsca publikacji, pomocą w dostępie do źródeł itp. Dużo dzieje się na internetowych forach. Pojawiają się na nich wątki  ciekawe, a czasem przełomowe dla stanu wiedzy. To na cafe Allegro urodziła się jasna klasyfikacja 10-fenigówek WMG. To na forach TPZN i Poszukiwanieskarbów pojawiały się (i pojawiają) wątki o półtorakach, monetach Zygmunta Starego i jego syna, groszach Augusta III, szelągach Zygmunta III i wiele innych. Najświeższym przykładem niech będzie grupa wątków na monety.pl będących próbą wyjaśnienia zagadek związanych z pięciozłotówkami z lat 1928-1932, której podsumowaniem (być może jeszcze tymczasowym) jest wpis http://monety.pl/viewtopic.php?f=26&t=29537&p=335375#p335362, a właściwie załącznik do niego - gotowy do publikacji artykuł.
  4. Katalog.
    Moim zdaniem utrzymywanie go, jako części E-Przeglądu nie ma uzasadnienia. Katalog można by wyłączyć z treści i pozostawić na stronie SNP jako samodzielny byt. Było by prawie idealnie, gdyby poprzedzono go wstępem zawierającym klarowne wyjaśnienie tyczące stanów zachowania, dla których podawane są wyceny. Było by idealnie, gdyby przy każdej monecie (albo choćby przy każdym typie monety) umieszczano odnośniki prowadzące do tej monety/typu monety w wyszukiwarce np. Numimarketu lub/oraz do istniejących archiwów firm numizmatycznych (WCN, GNDM, Niemczyk). Wracając do wycen - na dobrą sprawę, biorąc pod uwagę przeciętnego kolekcjonera monet obiegowych, dla nich można by się ograniczyć do podawania wycen stanów 2, 3 i 4. Monety mennicze, zwłaszcza ogradowane rządzą się swoim prawami.
I to na razie wszystko, co przychodzi mi na myśl, po przeczytaniu pierwszego E-Przeglądu. Czekam na kolejny.


poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Koniec epoki

Trwała ćwierć wieku. Skończyła się właśnie, zgodnie z zapowiedzią ze stycznia tego roku.
Wprawdzie strona PN nadal wygląda tak samo, jak kwartał temu
nadal zapowiadając, że wkrótce ukaże się czwarty numer z rocznika 2017, ale na mojej półce ten numer jest od dawna, a dzisiaj dołączył do niego ostatni drukowany Przegląd Numizmatyczny oznaczony numerem kolejnym 100.
Dwadzieścia pięć lat temu kupiłem numer 1, nie mogłem nie kupić numeru 100. Nie mogłem, mimo, że nie raz wytykałem Wydawcy niedostatki korektorskie i edytorskie. Mimo wszystko warto Przegląd mieć.

Następne numery mają być tylko w sieci. Dołączyć mają do nich pliki z wszystkimi wydrukowanymi dotąd numerami - tak zapewnia Redakcja, zapraszając do odwiedzin... dopiero jesienią tego roku.
Dwadzieścia pięć lat zleciało nie wiadomo kiedy, pół roku przemknie, ani się nie spostrzeżemy. Na razie więc tylko podziękowania za to co już dzięki Jarosławowi Dutkowskiemu dostawaliśmy i z nadzieją czekamy na to co będzie.

PS
Ledwo skończyłem pisać, zabrałem się za sprawdzanie poczty, a w niej...
Na stronie 59 opisanego wyżej kwartalnika jest krótki tekst Janusza Parchimowicza, a w nim "definicja monety", którą bez trudu rozszerzyć można i na medale. Cytuję z krótkim wprowadzeniem Autora.
Jako ciekawostkę podam definicję monety, którą wypracowałem sobie po kilkudziesięciu latach obecności na polskim rynku numizmatycznym i obserwacji zachowań ludzi na nim działających. Oto ona:
Moneta jest to blaszka o dowolnym kształcie,
z dowolnego metalu,
z dowolnym wizerunkiem,
na której da się zarobić.



wtorek, 2 stycznia 2018

Przegląd Numizmatyczny 4/2017

Na stronie Przeglądu Numizmatycznego nadal widać tylko obietnicę nieodległej publikacji ostatniego, tegorocznego PN.
ale w wybranych sklepach już jest
Kupiłem (po sprawdzeniu spisu treści) dla dwóch artykułów J. Dutkowskiego
- O monetach których nie ma, a być powinny i o takich, których być nie powinno, a są
- Ołowiane żetony pomocowe Urzędu Wałowego w Gdańsku.
Obydwa bardzo ciekawe, niestety przyjemność lektury psuje tradycyjne dla PN niechlujstwo redakcyjne. 
Na stronie siódmej wydrukowano informację przysłaną przez kolekcjonera, dotyczącą orta koronnego z datą 1631 ("Ort korony z 1631 roku, nieznana emisja, czy pomyłka mennica?"). 
Nie mogłem nie przypomnieć sobie niedawno czytanego wątku na forum TPZN
http://forum.tpzn.pl/index.php/topic,11323.0.html

Następny, setny numer Przeglądu Numizmatycznego ma być ostatnim wydanym w druku (jak numerowi specjalnemu przystoi  - w znacznie większej objętości). Później będziemy musieli zadowalać się wydaniami cyfrowymi, które w/g zapowiedzi Redakcji, mają być dostępne bezpłatnie.

sobota, 14 października 2017

Zaległości, nowości, perspektywy...

Dziwny ten rok jakiś. I nie tylko o pogodę mi chodzi.
Właśnie zorientowałem się, że nie mam w zbiorze złotówki i dwuzłotówki z ubiegłego roku! Jak to mogło się stać?
Coraz rzadziej płacę gotówką - coraz rzadziej wydają mi resztę. Mniej okazji do przeglądania drobnych i jakoś się te dwa nominały nie przydarzyły. To się nadrobi, rzecz jasna, ale taka sytuacja zdarza mi się pierwszy raz.
Z rocznika 2017 brak mi jeszcze tylko pięciozłotówki. To też się nadrobi.
Rzadsze kontakty z obiegową drobnicą mają jeszcze jeden zły skutek.
Przedwczoraj dostałem e-mail z Rosji. W załączniku, takie dwa zdjęcia.
 
Wielkie mi rzeczy, złoty pięćdziesiąt. A jednak nie takie zwykłe. Po lewej - 4.8.7.a, po prawej 4.8.7.b (https://sites.google.com/site/monetyobiegoweiiirp/katalog/monety-po-denominacji/50-groszy/2010---4-8-7), a w środku?
Rewers, jak na 4.8.7.a, awers jak na 4.8.7.b, jednym słowem hybryda.
Żeby to koledzy kolekcjonerzy z Rosji musieli wynajdować warianty naszych obiegówek! Od jutra płacę tylko gotówką!!!
Na razie wspominam o tym tylko tu, na blogu. Nowy wariant wprowadzę do katalogu dopiero po potwierdzeniu jego istnienia.

Za tydzień w Krakowie u Czapskich Toruńskie Warsztaty Numizmatyki Antycznej. Program, jak zwykle ciekawy.

20 października:
 – „Moneta jako źródło archeologiczne” – 1,5 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (J. Rakoczy)
– „Moneta i retoryka w starożytnej Grecji i Rzymie: historia równoległa” – 1,5 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (B. Awianowicz)
– „Monety a prawo na przestrzeni dziesięcioleci” – wykład i dyskusja – 1,5 godz. (P. Groński)
– zwiedzanie laboratoriów MNK i Instytutu Archeologii UJ z możliwością przebadania wybranych monet – 1,5 godz.
21 października:
– od godz. 9.00 do 10.00 możliwość indywidualnego zwiedzenia ekspozycji monet w MNK w Pałacu Czapskich
– „Mennictwo Seleukidów – cz. 5. (od Antiocha IV do Demetrosa I)” – 1,5 godz. wykładu + ok. 30 min. dyskusji (J. Bodzek)
– „Nummi restituti i ich funkcje w epoce cesarstwa rzymskiego” – 1,5 godz. wykładu + ok. 30 min. dyskusji (K. Balbuza)
– „Monety inspiracją renesansowego emblematu” – 1 godz. wykładu + ok. 30 min. dyskusji (B. Awianowicz)
– zwiedzanie wystawy czasowej „Moneta i imperium. Od Achemenidów po królestwa hellenistyczne” (oprowadza J. Bodzek)


W tym roku niestety nie jadę. 20 będę jeszcze na wyjeździe służbowym (który mam też nadzieję częściowo przekształcić w kolejną wycieczkę numizmatyczną, z której oczywiście przekażę sprawozdanie), 21 października przeznaczam na odpoczynek.

Czy znacie jakieś skuteczne lekarstwo na ulotność treści dostępnych w Internecie? Nie chodzi mi o dane statyczne, bo te (jeśli tylko mnie interesują) archiwizuję sobie, te najważniejsze również w formie wydruków. Gorzej z dużymi dynamicznymi projektami (RIP Cafe Allegro przykładem najlepszym). Ostatnio zniknęły dwa nummus.org i  allegromat.pl - serwisy archiwizujące aukcje Allegro. Pozostaje nam teraz tylko https://archiwum.allegro.pl/  - archiwum oficjalne, ale z założenia ograniczone do obiektów, które ktoś z administracji serwisu uzna za interesujące, oraz http://www2.allegromat.pl/ - niby to samo, co niegdysiejszy allegromat.pl ale bez możliwości wyszukiwania po numerach. Dawniej aukcje archiwizowane na allegromacie udostępniało się podając odnośnik w formie http://www.allegromat.pl/aukcjaxxx. Wszystkie takie odnośniki przestały działać. Komu to przeszkadzało?

Dyskusja o notatkach Bisiera, o której niedawno wspominałem, ucichła. Trwa i ciekawie (za sprawą materiałów źródłowych przedstawionych przez nowego uczestnika) się rozwija spór o Gumowskiego (Skarb z Zagórzyna i sprawa Mariana Gumowskiego). Problem godzenia osobistych pasji z powiązanymi z nimi obowiązkami służbowymi dotyczy nie tylko numizmatyków i nie tylko muzealników. Inną sprawą jest tendencja do ocen zerojedynkowych. Łajdak nie może mieć cech pozytywnych, zasłużonemu naukowcowi nie wolno imputować czynów etycznie wątpliwych. A świat nie jest czarno-biały przecież.

Do zbioru niczego ciekawego od  dłuższego czasu nie włączyłem. Najpierw dopinanie publikacji w Biuletynie Numizmatycznym, cały czas praca nad powiązaną z nią książką (opóźni się, nie ma na to rady), a w ostatnich dniach przygotowania do konferencji, którą w grudniu organizuje Muzeum Czapskich, nie pozostawiają za dużo czasu na poszukiwania okazów do zbioru. Jakieś drobiazgi oczywiście kupuję, ale od jakiegoś czasu na nic szczególnego, wartego pochwalenia się, nie znalazłem.

Co do wspomnianej konferencji, to szczegóły znajdziecie tu
http://mnk.pl/aktualnosci/konferencja-numizmatyczna
Z przyczyn, o których pisałem kilka linijek wyżej, cytuję treść informacji o konferencji:
MNK i Polskie Towarzystwo Numizmatyczne (oddział w Krakowie) zapraszają na konferencję naukową pt. "Numizmatyka w archiwaliach i starych drukach", która odbędzie się w dniach od 7 do 8 grudnia 2017 r.
Konferencja ma charakter interdyscyplinarny, skierowana jest do przedstawicieli różnych dyscyplin naukowych: historyków, archiwistów, archeologów, numizmatyków. Celem konferencji jest przedstawienie szeroko pojętych zagadnień numizmatycznych z historycznej i dokumentalnej perspektywy.

Proponowane zagadnienia:
  • tworzenie publicznych i prywatnych kolekcji
  • kolekcjonerzy i ich wpływ na rozwój numizmatyki
  • korespondencja numizmatyczna
  • archiwa na temat starych znalezisk monet
  • stara książka a numizmatyka
  • archiwalia związane z numizmatyką, numizmatykami i medalierami.
Osoby zainteresowane wygłoszeniem referatu proszone są o nadsyłanie zgłoszeń (temat wystąpienia, abstrakt (300–500 słów), krótka informacja o autorze: afiliacja oraz dane kontaktowe) do dnia 1 listopada 2017 roku na adres e-mail: numizmatyka@mnk.pl lub archiwum@mnk.pl. Przewidywany czas trwania referatu to max. 20 minut.

Udział w konferencji jest bezpłatny. Koszt dojazdu i pobytu (noclegi i wyżywienie) pokrywają uczestnicy konferencji.

Program konferencji, wraz ze szczegółowymi informacjami, zostanie przesłany uczestnikom oraz umieszczony na stronie internetowej Muzeum Narodowego w Krakowie do 20 listopada 2017 r.

Serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w konferencji

Komitet Organizacyjny:

Na tej konferencji będę (ostatnie dwa dni tegorocznego urlopu) i jako słuchacz i (jak na razie wszystko na to wskazuje) jako jeden z prelegentów.

I jeszcze jedna nowość. Odżyła strona internetowa Przeglądu Numizmatycznego http://www.przegladnumizmatyczny.pl/.
Nie jest to jeszcze zapowiadany, rozbudowany portal numizmatyczny, ale coś się dzieje. Między innymi dodano następne numery PN do pobrania w formie plików pdf. Z nadzieją czekam na rozwój sytuacji.

czwartek, 28 września 2017

Na tytuł brakło mi inwencji.

Dzisiaj prawie nic o monetach, więcej  o sprawach okołonumizmatycznych.

Na wstępie, siłą tradycji, informuję o ukazaniu się Przeglądu Numizmatycznego 3/2017.
W numeracji ciągłej 98, więc do zapowiedzianej setki, jako ostatniego drukowanego wydania pozostało niewiele.
Zawartość urozmaicona - od średniowiecza, po próby PRL. Dla mnie najciekawszy, choćby ze względu na zdjęcia, tekst o narzędziach menniczych ze zbiorów wrocławskich i toruńskich.

Z uwagą śledzę umiarkowanie zażarte spory na forach numizmatycznych.

Pierwszy, u przeciwników złomu, to efekt rozmnażania przez podział. Dokładnie już nie wiem, co było na początku (Jajko!), ale chyba wspomniana już na tym blogu dyskusja o losach kolekcji Dattariego. Z jej podziału wyłoniły się wątki o roli muzeów i o potrzebie (albo wręcz przeciwnie) upłynniania muzealnych dubletów na rynku numizmatycznym. Z którego z nich wypączkowała dyskusja   Skarb z Zagórzyna i sprawa Mariana Gumowskiego, nie wiem. Jak by nie było, cały ten łańcuszek wątków dowodzi, że nasze - kolekcjonerów, numizmatyków-amatorów, ale i numizmatyków-profesjonalistów - oczekiwania w stosunku do muzeów, spełniają placówki nieliczne. Nam, amatorom najtrudniej przychodzi zrozumienie zasad rządzących placówkami finansowanymi ze środków publicznych (a więc "z naszych kieszeni"), ich inercja i taka sobie, powiedzmy, wydajność. My rzadko mamy okazję poświęcać naszej pasji 8 godzin każdego roboczego dnia w roku, a mimo to bywamy skuteczniejsi, np. w digitalizowaniu naszych kolekcji.

Drugi, z forum monety.pl rozlał się na jeszcze kilka miejsc w sieci, a dotyczy postaci Gustawa Wilhelma Ludwika Soubise-Bisier. Gabinet Numizmatyczny Damiana Marciniaka prezentując obiekty przygotowane na trzecią aukcję "live" pokazał rzadkie próby monet II Rzeczpospolitej, a wśród nich 10 20 groszy z datą 1924 znaną ze zbiorów MN w Warszawie i z tzw. notatek Bisiera. Pojawiły się głosy, że ta dziesięcidwudziestogroszówka (i ta z muzeum również), to falsyfikaty, a właściwie wyroby fantazyjne, a same notatki Bisiera, to też mistyfikacja mająca dać alibi do naciągania kolekcjonerów na nieistniejące rarytasy.

O ile, co do zarzutów stawianych M. Gumowskiego zdania nie mam - dopuszczam obie narracje, to w sprawie Soubisie-Bisiera nie mam wątpliwości. Miał dostęp do wyrobów mennicy, do których nie wszyscy dostęp mieli, są ślady transakcji z 1936 roku, są relacje spadkobierców, ergo dokument znany jako jego zapiski uważam za autentyczny, jak i za realnie istniejące i o udokumentowanym pochodzeniu uważam monety w tych zapiskach oferowane. Bo zapiski, to w rzeczywistości notatki związane ze sprzedażą tej części jego kolekcji.

A w lektur tych przerwach (z czego to cytacik?), piszę, a ponieważ do pisania potrzebne mi źródła więc znów czytam. Tym razem nie na monitorze, tylko przeglądam przeróżne mniej, lub bardziej zakurzone gazety i książki.
Znajduję w nich oprócz wiadomości potrzebnych mi do pracy również wiadomości dalekie od moich zainteresowań, ale czasem zaskakujące.

Na przykład natrafiłem na coś takiego (periodyk "Izys Polska, czyli dziennik umieiętności, wynalazków, kunsztów i rękodzieł poświęcony kraiowemu przemysłowi tudzież potrzebie wieyskiego i mieyskiego gospodarstwa" http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/116162?tab=1
Cytat z wyboru dokonanego przez Juliana Tuwima do felietonów  w "Problemach")
WYDOBYCIE NIECZYTELNYCH NAPISÓW NA PIENIĄDZACH I MONETACH.
Położyć taką sztukę na gorącym żelazie, a znikły napis zrobi się widzialnym. Miejsca bowiem, na których były litery, są mniej zgniecione od innych; łatwiej się przeto oksydują, tak iż przez tę nierówną oksydację stare litery stają się czytelnymi.
Nie próbowałem (i próbować nie zamierzam), ale jeśli ktoś się odważy, to chętnie zapoznam się z rezultatami.

Na inną ciekawostkę natrafiłem w książeczce Stanisława Broniewskiego "Igraszki z czasem czyli minione lata na cenzurowanym". W rozdziale poświęconym między innymi teatrom krakowskim autor opisał proceder, dzięki któremu niemajętni studenci mieli możliwość zapoznawania się z kilkuaktowymi przedstawieniami teatralnymi. Kupowano jeden najtańszy bilet, który kosztował 30 centów (halerzy). Tyle, co trzy obiady w studenckiej garkuchni.  Dalej, słowami S. Broniewskiego
...lojalni obywatele, posiadający legalne bilety, gdy wychodzili z budynku w czasie antraktu, dostawali rodzaj żetonów zwanych "kontramarkami". Akademicy odstępowali sobie wzajemnie owe kontramarki i w ten sposób za jedną wejściówkę każdy oglądał przynajmniej jeden akt, po czym schodzili się razem na Plantach i uzupełniali sobie nawzajem treść akcji. Portierzy wyłapywali często takich gości legitymujących się wypożyczonym żetonem i wyrzucali ich ze słowami "nie zawracaj pan kontramary"...
Kiedy to przeczytałem, przypomniałem sobie, że chyba mam w którejś szufladzie miedziany żeton, który może być taką "kontramarą".

ENTRADA AL TEATRO = WEJŚCIE DO TEATRU
średnica 31 mm, waga 10,2 grama  
Hiszpańską, co prawda, ale może i w Madrycie trzeba było uciekać się do tego sposobu kontrolowania widzów wychodzących na przerwie na świeże powietrze.
Nie zanotowałem kiedy i gdzie ten żeton zdobyłem. Zaciekawił mnie kiedyś widocznie i bardzo dobrze, bo w połączeniu z informacją o zwyczajach krakowskich studentów z końcówki XIX wieku stał się jeszcze bardziej interesujący. 


wtorek, 25 lipca 2017

Nasz sport narodowy.

Przegląd Numizmatyczny w wersji drukowanej żyje.
Gdzieś w Internecie przemknęła mi krótka informacja, że PN życie zawdzięcza pozyskaniu hojnego sponsora, który zaoferował finansowanie wydawnictwa do jubileuszowego, setnego numeru.
W notce odredakcyjnej, pan Jarosław Dutkowski narzeka na pazerność Allegro, która "zachęca" co większe polskie firmy numizmatyczne do rezygnacji ze współpracy z serwisem. Kilka stron dalej, właściciel jednej z takich firm, pan Damian Marciniak przedstawił swoje przemyślenia na ten temat, które już wcześniej znalazłem na jego blogu. Generalnie, zgadzam się z obu panami, bo od dłuższego czasu uważam postępowanie właścicieli Allegro za nielojalne wobec wiernych użytkowników, którzy w pionierskim okresie walnie przyczynili się do zbudowania marki firmy. Troszkę zbulwersował mnie jednak tytuł tekstu pana Damiana "Pożegnanie dobrej numizmatyki z Allegro". Rozumiem, że to taki skrót myślowy - "dobra numizmatyka" = rzadkie i drogie monety. Tylko, że to nieprawda, a przynajmniej nie cała prawda. Znam "kolekcjonerów" których "kolekcje" składają się z monet, które łączy tylko jedno - żadna nie została kupiona za mniej, niż 10.000 złotych. Tyle, że właściciele wiedzą o nich tylko tyle, ile kosztowały i gdzie zostały zakupione. Czy to "dobra numizmatyka"? Akurat pana Damiana nie posądzam o brak wyobraźni i nie zdawanie sobie sprawy z tego, że bez rynku numizmatycznego, na którym będą również monety mniej kosztowne, mówiąc wprost - monety tanie, kolekcjonerstwo będzie zanikać i prędzej, czy później i klienci zamożniejsi zwrócą się w stronę innych możliwości.
W podobnym duchu napisał kilka zdań inny znany profesjonalista, pan Janusz Parchimowicz. Pochwalił się, mającym się wkrótce ukazać katalogiem monet próbnych PRL, zaczynając tekst od wytłuszczonego zdania z trzema wykrzyknikami: "Uwaga prawdziwi kolekcjonerzy!!!" I w ten sposób za 14 złotych dowiedziałem się, że nie jestem prawdziwym kolekcjonerem. Nic to, bo z niektórych wypowiedzi niektórych polityków mógłbym wnioskować, że nie jestem też prawdziwym Polakiem (ta zgubna przyjemność z jazdy na rowerze...).
Oprócz krótkiej notatki o katalogu prób PRL, pan Parchimowicz opublikował w tym numerze PN jeszcze dwa niewielkie teksty. Jeden zatytułował "Po co nam katalogi, wszystko jest w internecie...".
Pomijając mniej, lub bardziej uzasadnione pretensje do ludzi publikujących w internecie katalogi oparte na katalogach drukowanych (w końcu autorzy tych ostatnich też często powielają czyjeś wcześniejsze prace, bardzo często bezkrytycznie przepisując błędne dane, np. o nieistniejących monetach), odnoszę wrażenie, że musi jeszcze dużo wody Wisłą spłynąć, zanim do wszystkich dotrze, że druk na papierze nie najlepiej sprawdza się w dziedzinie otwartej, jaką przecież jest numizmatyka. W tym samym tekście, autor chwali się niedawno kupioną monetą - próbną dziesięciozłotówką z 1973 roku, podkreślając, że to "moneta której w internecie nie było". To znów skrót myślowy, bo moneta została zakupiona... na aukcji internetowej oczywiście. W internecie nie było tylko żadnej publikacji na jej temat. Na papierze również. A może były takie informacje, tylko zakamuflowane gdzieś, w jakiejś niewielkiej, lokalnej gazetce, albo na czyimś blogu?
Odkrywca monety umieści ją oczywiście w swoim katalogu, a za miesiąc, kwartał, rok odkryje kolejne monety, których "nie było w internecie" i o jego katalogu też będzie można mówić, jak o Internecie - słaby, bo nie wszystko w nim jest. Może lepiej zadbać o dobry katalog sieciowy? Takie  rozwiązanie ma jednak małą, ale zasadniczą wadę - gorzej się monetyzuje, jak mówią spece od Internetu.
Jakby nie było, łatwiej szuka się w Internecie, niż w bibliotece Nie trzeba wertować tysięcy stron, trzeba tylko umieć sformułować zadanie dla wyszukiwarki.

Jak marudzić, to marudzić (to właśnie ta nasza narodowa dyscyplina). Odwiedziłem niedawno dwa nieodległe miasta, a w nich muzea.

W Żywcu, w dziale historii miasta pokazano talara Jana Kazimierza z 1649 r. i grupkę austriackich talarów z XVII wieku (przepraszam za jakość zdjęć, fotografowałem byle czym, błyskać nie pozwolili).
 
Bez żadnych informacji o pochodzeniu monet, o kontekście historycznym itp.
W dziale archeologicznym
skarb z Sopotni, złożony wyłącznie z monet austriackich (116 sztuk), ukryty po 1765 (na podstawie siedmiokrajcarówki z tego rocznika). Przynajmniej opisano skład skarbu i sposób wydatowania skarbu, ale już informacji o tym, co za te pieniądze można było kupić nie ma, a o to pytał rodziców nastolatek wyraźnie ożywiony widokiem SKARBU. Wcześniej wlókł się znudzony wzdłuż gablot z potłuczonymi fragmentami garnków i kaflami.

Troszkę lepiej, ale też tak sobie, było w Bielsku-Białej, mieście, było nie było z tradycją menniczą. O bielskiej mennicy żadnej wzmianki. W gablotach monet więcej (nie wszystkie sfotografowałem).
Na początek coś z antyku
Opisy są na półprzezroczystym tle na bocznych ściankach gablot, więc na zdjęciu (robionym byle czym) wychodzą beznadziejnie.
Dalej trochę pojedynczych monet z wykopalisk w mieście (w tym niezły liczman z ilustracją pokazującą sposób użycia liczmanów) i duża gablota z monetami używanymi w mieście od XVII wieku.
Niestety, gablota pod oknem, oświetlona tak, żeby było coś widać, ale niekoniecznie dobrze. Tym razem opisy na karteczkach. Czy zawsze prawidłowe, śmiem wątpić, bo...
monety podpisane, jako grosze Augusta III to w rzeczywistości grosz i szeląg, a leżący po lewej "szeląg", to na moje oko raczej grosz (czyżby pomyłka przy układaniu monet w gablocie?)

O czym by tu jeszcze pomarudzić...
Tak! Pogoda!
Tak beznadziejnego lipca dawno nie było.
A może był?

sobota, 15 kwietnia 2017

Przedświąteczne zaskoczenia.

Wchodzę ci ja wczoraj do Empiku, a nuż się jakaś ciekawa książka trafi, i mijając kolejne półki, z przyzwyczajenia rzucam okiem na regał z czasopismami - regał z dużym napisem HOBBY, a tam...
A miało już nie być wydań papierowych. Zaglądam do środka, na trzeciej stronie notka "Od redakcji", w niej wyjaśnienie. Pojawił się sponsor, dzięki któremu PN będzie nadal wychodził drukiem. Nakład pozostał na tym samym poziomie, 2800 egz. Redakcja obiecuje, że prace nad zapowiedzianym w grudniu portalem numizmatycznym SNP będą trwały. Dobrze, bo nie widząc zmian na www.przegladnumizmatyczny.pl zaczynałem się obawiać, że obietnice pozostaną obietnicami tylko.

W tej samej redakcyjnej notce smutna wiadomość o śmierci Andrzeja "Omnislasha" Ratajewskiego, poznańskiego kolekcjonera, którego pamiętam z kilku transakcji na Allegro i z żywych polemik na Cafe Allegro. Taki młody człowiek...
Omnislash zasłynął relacją z "Polskiej aukcji u Kuenkera" z czerwca 2002 r., którą w całości znajdujemy na stronach od jedenastej do trzynastej najnowszego Przeglądu. Te trzy strony są wystarczającym powodem, by kupić ten numer.
Mam tę relację zapisaną od dawna. Zachowałem też inny wpis P. Andrzeja z allegrowej kafejki - już tytuł zapowiada niekonwencjonalną treść: "ŚLAD PO ÓHÓ CZYLI... PUSZCZANIE DYMU PĘPKIEM."
Cafe już nie ma, nie można odesłać do oryginału. Szkoda, żeby opis pewnej monety z pewnej aukcji z roku 2003 popadł w zapomnienie.
Się zbulwersowałem. Z powodu listonosza. Nie. Nie przyłapałem go in flagranti. To korespondencja, którą mi dzisiaj przyniósł. A w niej katalog Aukcji PTN. Jej data to tydzień po Aukcji WCN. I kto to wymyślił? Jakby w Polsce wolnych terminów było mało.
A może trzeba zrobić obie aukcje w jednym dniu? Wystarczy tylko dodać sesję nocną.
I co ja teraz mam począć? Rodzinna narada w sprawie taktyki i strategii na Aukcji WCN już była. Kasa uzbierana. Nawet babcia się dołożyła. Bo to jak mówi: ostatnia aukcja zanim Sodoma i Gomora w postaci Zjednoczonej Europy do nas przyjdzie.
Na następnej , w maju przyszłego roku już 22 % VAT-u dodatkowo będziemy płacić, a Kuenckery, Rauchy, Schrammy, Ganse, Hoehny i inne polityki monetarne podczas aukcji w pierwszym rzędzie miejsca pozajmują i nic kupić nie dadzą oprócz lustrzanek PRL-u. Babcia ma 94 lata i duże doświadczenie zdobyte poprzez handel obwoźny kwaszeniakami i beczkową kapustą. Przez to w rodzinie przysługuje jej słowo ostatnie i przywilej namaszczenia każdego ryzykownego przedsięwzięcia. Na WCN wytyczne dostałem. Ciąć równo orty, na ceny nie patrzeć, po dwie sztuki z każdego rocznika, bez względu na stany zachowania , żeby tylko mieć awers i rewers. W katalogu na kolorowo pozaznaczane w co wchodzę, a co mam ignorować. Nawet dwie nowe szyby - półki, do witrynki obstalowałem , coby nowa ekspozycja na sąsiadach robiła wrażenie.
A tu co? Przychodzi nowiutki pachnący drukarnią katalog PTN-u. Czyżby znowu na zakupy? Tylko skąd wziąć na nie sianko ? Kiedy można na nie zaoszczędzić? W ciągu tygodnia? Majster, po tym jak przyłapał mnie na spaniu w szatni, w godzinach pracy to nawet chwilówki nie da. Na dodatek zwinęli mi klucz francuski, który miałem na stanie. Za swoje kupić go muszę i oddać. Że też wszystko zbiegło się w jednym czasie.
Aż bałem się otworzyć pierwszą stronę katalogu. Zewnętrznie prezentował się nienajgorzej. Tylko jakiś taki cienki. Pewnie poszli w jakość kosztem ilości i będą oferować wszystkie monety w 1 i 2 stanach zachowania.
Ale nic. Powoli, nieśmiało i z dużym szacunkiem otwieram wrota do wielkiego świata.
Po obejrzeniu pierwszej strony wiedziałem już jaka będzie ostatnia. I odetchnąłem. Bez żalu. Znów nic nie będę kupował.
Nagle niespodzianka. Strona 9. Czuję, że poziom adrenaliny mi skacze. Pojawiają się poty. Na przemian ciepłe i zimne. Pies na wszelki wypadek zaczyna na mnie szczekać po czym włazi pod łóżko. U mnie pełen szczękościsk . Nie potrafię nawet ręką ruszyć. Patrzę na pozycję 93, a tam Władek łypie na mnie prawym okiem. Czytam opis: "dukat koronny 1640, m. Bydgoszcz, Kop. 1528 R8 - ślad po uchu". Ale według mnie na zdjęciu jest moneta gdańska, a nie koronna. Ten rocznik znany jest w dwóch egzemplarzach. Jeden prawdopodobnie jest w zbiorze Czapskiego (poz. kat. 9718), a drugi w zbiorach Ermitażu.
Wszystkie katalogi które miałem w domu, zaraz były na biurku. Wyglądałem między nimi jak surowy kotlet schabowy w panierce. Wątpliwości miałem coraz więcej. Dutkowski i Suchanek lekceważą tę monetę , nie dając opisu. Kurpiewski coś tam na jego temat w swoim katalogu wspomina. Kopicki ma go jako R8 z ceną amatorską. Poczciwy Czapski też, tylko w odróżnieniu od Kopickiego w zbiorze ?! Tyszkiewicz o nim nawet nie słyszał, a co dopiero żeby go zobaczył. Kaleniecki wie dużo, ale tego rocznika też nie opisuje.
Wreszcie wołam żonę na pomoc.
Zobacz czy to jest moneta koronna? Pytam. Ona tylko spojrzała na zdjęcie. I jak na mnie nie ruszy. A jaka? Zadaje pytanie głosem nie znoszącym sprzeciwu. Zobacz co król ma na głowie? Koronę czy wianek? A nad kartuszem z herbem Gdańska co widzisz? To twoim zdaniem nie jest korona? Oświadczam ci, że to jest nawet moneta dwukoronna!!! A autorzy przez grzeczność o tej jednej nie napisali. Co się czepiasz? Ty zawsze wstydu mi narobisz. W restauracji tylko ciebie razi, że wódka jest zbyt ciepła. A jak ktokolwiek przy stole znajdzie włos w zupie to nie kto inny tylko ty. I co ja w tobie widziałam. Ślepa chyba byłam.
Płyta zaczyna grać. Normalka, 45 minut i się zmęczy. A tu niespodzianka. Jak mi nie przywali katalogiem w łeb. Opamiętaj się! Gwiazdy mi się w oczach pokazały. Moja jest pragmatyczką i nie walnęła mnie, choć miała wybór Tyszkiewiczem tylko Klimkiem.
Pomogło. Dopiero wtedy zacząłem myśleć racjonalnie.
No tak. Jakbym był królem to w wieku 14 lat pewnie też już nie miałbym wianka tylko koronę. Musi być, że moja ma rację.
Wreszcie zostałem sam.
To pewnie asy polskiej numizmatyki tworzące fundamenty tej nauki wprowadzają do potocznego nazewnictwa nowy wizerunek monety koronnej. Ale to nie jest najważniejsze. Przecież to nie ja tworzę standardy tylko Oni, a ja się do nich dostosowuję. Dobra pokazali plecy. Każdemu może to się zdarzyć. Zjadła ich rutyna.
Już prawie się uspokoiłem, a tu zaczyna mnie ruszać. Oglądam zdjęcie monety. Przeglądam katalogi bywsze i obecne i co widzę. To unikat!!! Nienotowana w żadnej literaturze odmiana dukata gdańskiego z 1640 roku w typie wyprzedzającym epokę o kilka lat.
A może ?!?! Zwyczajne fałszerstwo polegające na przerobieniu ostatniej cyfry daty w roku 1646 na rok 1640. Jako materiał posłużył oryginalny i popularny dukat Władysława IV z 1646 roku (patrz Kaleniecki poz. 273). Naprawiaczowi musiała omsknąć się lutownica podczas usuwania śladu po uchu i z szóstki wyszło mu zero. Tak jak mojemu szwagrowi spawarka kiedy robił mi Opla Asconę z dwóch aut ściągniętych z Reichu. Jedno miało skasowany tył a drugie przód. Mimo , że walnął sobie dla kurażu, żeby mu się ręce nie trzęsły to rama po zespawaniu była od połowy jej długości wypaczona od osi o 16 cm. Potem podczas jazdy ciągnęło mi kierownicę w prawo tak mocno, że musiałem ją sobie do lewej nogi przywiązywać. Bo to była moi Panowie zwykła fuszerka. Z tą różnicą, że szwagrowi jakoś to uszło na sucho. Mówił, że nie miał przy spawaniu komputera tylko poziomicę , dlatego go rozumiem.
A może się mylę? Kto wie , czy to nie kolejne epokowe odkrycie numizmatyczne , z którym możemy spotkać się niespodziewanie każdego dnia? Ktoś z Szacownego Grona jednak ten wynalazek autoryzował. Ktoś określił jego szacunkową cenę. Czyżby to brak wyobraźni? A może brak zachowania tak zwanej należytej staranności. Tylko kto miał być tu ofiarą? Amator taki jak ja, którego takim postępowaniem można zrazić do kolekcjonowania czegokolwiek. Czy może ważniejszy był interes sprzedającego? Pytań rodzi się wiele. Nie na wszystkie znajdę odpowiedź. Nie chciałbym jednak, aby dukat ten krążył z aukcji na aukcję, pod stołem i nad stołem, bo każdy jego nowy właściciel może czuć się oszukany. Tak było niedawno z próbnym półtalarem Stanisława Augusta "Vincit Fraudem", który przechodził z aukcji na aukcję, zahaczył nawet po drodze o Allegro. Ostatnio wystawiony został na Aukcji GGN. I tu chcę wyrazić swój podziw, bo po raz pierwszy z prawidłowym opisem. Nie znalazł nabywcy i myślę, że już teraz długo nie będzie obiektem spekulacji.
Pozdrawiam - Omnislash
P.S. Przedstawione poglądy są wyłącznym zdaniem autora. Istnieje małe prawdopodobieństwo, że mogę się mylić wyrażając powyższą opinię o oferowanej do sprzedaży monecie. Gdyby jednak tak się stało, przepraszam wszystkich, którzy mogą czuć się urażeni zarówno treścią jak i formą tego postu.
Takie perełki, władcy Allegro jak gdyby nigdy nic wzięli i skasowali. Razem z nimi wątki fundamentalne dla polskiej numizmatyki, vide klasyfikacja dziesięciofenigówek WMG, że tylko do jednego przykładu się ograniczę.
Niech się za to smażą w swoim korpopiekle po wsze czasy.

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Przegląd Numizmatyczny przechodzi do sieci.

Numer 4/2016 (95) wedle zapowiedzi Red. J. Dutkowskiego jest ostatnim regularnym drukowanym numerem Przeglądu Numizmatycznego.
Od tej chwili rolę kwartalnika ma przejąć strona internetowa www.przegladnumizmatyczny.pl

Plany są ambitne. Redakcja obiecuje oprócz dostępu do nowych (już internetowych) wydań PN, także dostęp do wszystkich numerów archiwalnych. To za opłatą. Dostęp do aktualnego numeru ma kosztować 7,50 zł, dostęp roczny 25 zł. Nie podano, czy dostęp do archiwum będzie bezpłatny, czy również będzie konieczna opłata.

Zanim przejdę do innych obietnic Redakcji, kilka uwag dotyczących odpłatności za korzystanie z serwisu.
Zapowiedź o rezygnacji z wydawania PN drukiem nie zmartwiła mnie. Korzystam z cyfrowej formy czasopism od dawna. Zarówno z wydawnictw ukazujących się wyłącznie w sieci (przy okazji polecam oczywiście Gdańskie Zeszyty Numizmatyczne i z zupełnie innej beczki http://fullcirclemagazine.org/downloads/ - magazyn dla użytkowników Ubuntu), jak i z płatnego dostępu do prasy tradycyjnej. Warunkiem zainteresowania tą ostatnią formą jest łatwość opłacania usługi - PayPal albo inny sposób szybkiej płatności internetowej. Na razie nie wiadomo, czy taka szybka płatność będzie dostępna dla czytelników PN, bo w chwili, gdy to piszę strona PN ma jeszcze dawną zawartość - nie ma na niej ani słowa o zaplanowanej rewolucji. Za to w zakupionym dziś kwartalniku podano... numery kont, na które należy wpłacać pieniądze dla uzyskania dostępu do treści płatnych. Jak będzie realizowana kontrola dostępu, o tym ani słowa.

Co jeszcze obiecała nam Redakcja PN. Strona Przeglądu ma przybrać formę bloga. Będą zapowiedzi artykułów, krótkie notatki na tematy numizmatyczne, komentarze i recenzje wydarzeń z rynku numizmatycznego. Ma powstać "skrzynka pytań i odpowiedzi". Ma też zacząć działać forum.

Na razie pozostaje nam oczekiwanie - już dodałem internetowy adres PN do listy codziennych odwiedzin. Kiedy strona zacznie działać po nowemu, jeszcze nie wiadomo. Na pewno warto kibicować, by Redakcji udało się zrealizować przynajmniej część obietnic.

P.S.
Wyrok zawieszono. Więcej tu:
https://zbierajmymonety.blogspot.com/2017/04/przedswiateczne-zaskoczenia.html


poniedziałek, 3 czerwca 2013

Logika, logika...

Z przyzwyczajenia (kto bogatemu zabroni!?) kupiłem Przegląd Numizmatyczny 2/2013.

Szybko mi się przeczytał.
Zatrzymam go na półce ze względu na kontynuację katalogu groszy Zygmunta III - w najnowszym odcinku mennica lubelska.

Z tą szybkością czytania, to nie do końca prawda. Jeden z artykułów przeczytałem w czasie weekendu czterokrotnie, a dzisiaj zawziąłem się i zrobiłem to raz jeszcze. Chodzi o tekst zatytułowany "Legalność obrotu monetami błędnie wybitymi" sygnowany przez dwóch prawników,Panów Potulskiego i Skelnika.
Zaczyna się tak:
Nie mam wykształcenia prawniczego, jestem zaledwie prostym magistrem fizyki, ale jakie takie pojęcie na temat logiki mam.
Jaka logika wiąże "monety błędnie wybite" (które skrótowo określa się mianem destruktów) z pieniądzem fałszywym dalibóg nie wiem.
Czy prasa mennicza z chwilą wystąpienia awarii zaczyna tłoczyć fałszywe monety?

Problemy związane z handlem "destruktami", a nawet ich posiadaniem mogą mieć (i mają) jedynie osoby, które skusiły się na "monety wybite z krążków innego niż ustawowy metalu". O porannych wizytach agentów CBŚ można było poczytać na cafe Allegro. O ile inne typy destruktów powstają przypadkowo na skutek nieuchronnych, losowych awarii wyposażenia mennicy i mogą w legalny sposób mennicę opuścić i trafić na rynek, o tyle odbitki w niewłaściwych metalach praktycznie nie mają prawa po pierwsze powstać, po drugie znaleźć się poza drzwiami mennicy. Jeśli mennicę opuściły, musiało się to stać z naruszeniem prawa. I tym służby mogły i powinny się zainteresować.

Jednak nawet w tych przypadkach stosowanie paragrafów odnoszących się do fałszowania pieniędzy i wprowadzania tych fałszerstw do obiegu uważam za nieporozumienie.


piątek, 25 maja 2012

Przegląd Numizmatyczny 2/2012

Jest.
Kupiłem z jednego powodu (no, może dwóch). W spisie treści znalazłem kontynuację opracowania dotyczącego zbroi, w których prezentują się
władcy na monetach, rozpoczętego w numerze 3/2011.

Drugi tegoroczny PN kontynuuje dwa "odwieczne" trendy: skupienie uwagi na numizmatach bitych w złocie i niefrasobliwy stosunek do redakcji tekstu.

Zainteresowała mnie zapowiedź Rafała Janke dotycząca planowanej publikacji rękopisu Tadeusza Kałkowskiego poświęconego mennictwu śląskiemu. Zapowiada się świetna książka. Biorąc pod uwagę wydane już prace panów Ejzenharta i Millera, można mieć nadzieję, że i kolekcjonerzy silesianów będą mieli swoje pięć minut (recenzja pracy dot. 3-krajcarówek również w PN 2/2012).

Powodem drugim jest artykuł Andrzeja Fąka dotyczący niezgodności teorii z rzeczywistością. Rzecz o "ciężkich" monetach z datą 1949. Pisałem już o tym w moim katalogu monet PRL, a wcześniej w felietonie dla e-numizmatyki: https://sites.google.com/site/felietonynumizmatyczne/2005/2005-03
Artykuł Pana Andrzeja jest, jak się dowiedziałem, skutkiem ubocznym pracy nad większym opracowaniem dotyczącym mennictwa PRL. Może doczekamy się kolejnej ciekawej publikacji.
W każdym razie, autor artykułu uzyskał naukowy dowód na to, że w sprzeczności z zarządzeniem MF, monety zamiast w niklu, wybito w miedzioniklu. Dla mnie dowodem wystarczającym jest brak reakcji tych monet na zbliżanie magnesu, ale naukowo potwierdzony skład (ponad 80% miedzi + kilkanaście % niklu) rozwiewa wątpliwości.

O lektury Przeglądu, więcej radości przyniosła mi wizyta na poczcie.
Przyniosłem z niej takie brzydactwo:
Kto wie dlaczego się ucieszyłem? Zapraszam do komentowania.
Dla autora najlepszej odpowiedzi - nagroda niespodzianka.

P.S.
Rozstrzygnięcie w Dzień Dziecka o 20:00.



niedziela, 26 lutego 2012

Uff...

Rzuciło mnie do Gdańska. Służbowy wyjazd na jeden dzień.
W dzisiejszym stanie PKP oznacza to:

  • 10 godzin 33 minuty siedzenia w pociągu w drodze na miejsce,
  • 9 godzin pracy,
  • 10 godzin 42 minuty siedzenia w pociągu w drodze do domu (10 minut dłużej, bo jazda na południe, czyli pod górkę).

W tzw. międzyczasie jeszcze dwa razy po 7 godzin snu.
Na "zajęcia własne" zostaje dwa razy po pięć godzin późnym popołudniem.
W sumie z życiorysu znikają trzy dni. Cóż, czasem trzeba się poświęcić.

Późne popołudnia - to oznacza, że na żadne wystawy, muzea itp szans nie ma. Ze względu na koincydencję terminów z aukcjami WCN i giełdą Monetarium niewielki sens miały by też wizyty w sklepach numizmatycznych - pro forma wstąpiłem do jednego - przypuszczenia potwierdziły się - nie było z kim rozmawiać, a oferta, jak to mówią "dupy nie urywa".
Chociaż...
Wiało tak, że najmniejsze rozluźnienie, najlżejsze osłabienie uwagi i mogło by urwać.

Podtrzymując ubiegłoroczną tradycję, po pracy ruszyłem w kierunku Targu Rybnego by zweryfikować ofertę kulinarną. Weryfikacja wypadła bardziej, niż pozytywnie. Ryzykowna z nazwy zupa cytrynowo-rybna okazała się znakomita. Sprawdził się też okoń, ale nie taki zwykły ościsty, tylko "Okoń morski z grillowanymi warzywami śródziemnomorskimi i greckim serem halumi podany z ziemniakami gratin". Po takim obiedzie, który niepostrzeżenie przerodził się w kolację (dorsz w ostrym sosie curry z fenkułem) grasujący na starówce przenikliwy, zimny wiatr nie był już tak dokuczliwy.

Tuż przed wyjazdem do Gdańska zdążyłem jeszcze przeczytać na cafe Allegro informację o Przeglądzie Numizmatycznym 1/2012, więc po drodze na przystanek tramwajowy zahaczyłem o Empik, zapewniając sobie lekturę na czas długiej, długiej podróży powrotnej.

  • Zestawienie złotych odznaczeń ze zbiorów wrocławskiego Muzeum Sztuki Medalierskiej pominąłem bez żalu. 
  • Kolejne złoto na stronie następnej - opis złotej odbitki półtoraka elbląskiego 1632.
  • Następny artykuł poświęcony gdańskim odważnikom monetarnym przeczytałem uważnie. Autor postawił ciekawą tezę, że niektóre z odważników nie były używane do kontroli wagi "grubych" monet (talary, dukaty) lecz były narzędziem pomagającym w wymianie monet różnych systemów rozliczeniowych - zamiana krzyżackich szelągów na koronne denary i półgrosze.
  • Do części katalogowej nie zaglądam od dawna (po co, skoro na przykład od roku 2004 nie aktualizuje się nakładów obiegówek III RP). 
  • "Gobeliusze, Gdańsk, Malbork, moneta..." - ten ważny tekst Rafał Janke zapowiedział w styczniu (znów na cafe Allegro) podczas dyskusji poświęconej malborskim szóstakom Zygmunta III Wazy. Warto kupić ten numer PN choćby tylko dla tego jednego artykułu. W numerze następnym ma się ukazać ciąg dalszy dotyczący trojaków.
    Jak się rzekło, tekst ważny, pokazujący, jak potężnym dziś dysponujemy narzędziem (internet) i jak należy je wykorzystywać do rozwikływania zagadek historii, do których klucze w postaci dokumentów pisanych zniknęły bezpowrotnie. 
  • Katalog monet Białorusi - monety 1 rubel 1996-2011 - dla mnie przejaw zwycięstwa pazerności nad rozumem. Nic to, że Łukaszenka to dyktator, że więźniowie polityczni, że reżim, że tępienie mniejszości polskiej. Ważne, żeby zareklamować towar, na którym można zarobić. Nieważne, że to towar wyprodukowany po to tylko by zarobił na nim reżim (przy okazji reklamując się tu i ówdzie). To już wolę (fakt, trącącą hipokryzją) amerykańską praktykę. Nie lubimy Fidela, ogłaszamy embargo na kubańskie towary i... w stojącym na mojej półce Standard Catalog of World Coins (Krause Publications, rok 1983) monety kubańskie kończą się na roku 1962.
    Kubańskie cygara w USA kupić było można, to prawda, ale tylko z przemytu.
  • Na koniec jeszcze jeden wykaz złotych monet i medali - tym razem ze zbiorów Zamku Królewskiego na Wawelu.

W sumie, jak już napisałem, numer godny polecenia ze względu na treści merytoryczne. Niestety, tradycyjnie już, przy czytaniu nóż się w kieszeni otwiera za sprawą totalnego braku redakcji nadesłanych tekstów. Nie ma prawa do nazywania się redaktorem ktoś, kto ogranicza się do "przypięcia" przysłanego tekstu na "gazetce ściennej". Redaktor ma redagować!
Jadąc do Gdańska kończyłem lekturę Mojego Znaku Jerzego Illga, raz po raz natykając się na akapity tłumaczące, jak ważna dla wydawnictwa jest prowadzona wspólnie z autorem praca nad tekstem. Jak ważna jest poprawność tekstu, oprawa graficzna, formatowanie. Nie wolno wydrukować (nawet gdy autor tak napisał) "... Kacper zajęty był bardziej sprawami związanymi jeszcze z czasów wojny polsko-gdańskiej". Zwłaszcza, że w następnym zdaniu mowa jest o wydarzeniach z roku 1580, czyli mających miejsce po przeszło dwóch latach od "pogodzenia się" Batorego z Gdańskiem (12 grudnia 1576 r.). Nie wolno wydrukować (nawet gdy autor tak napisał) "... mamy dwie ciekawe warianty...". W REDAKCJI musi działać KOREKTA, REDAKTOR ma REDAGOWAĆ publikowane teksty.

Po powrocie zastałem pełną skrzynkę e-maili, kilkadziesiąt stron nowości zasubskrybowanych przez RSS, a wśród nich listę wynikową jubileuszowej aukcji WCN. Chapeau bas!
I zaległości w blogowaniu.
Koniec, uff...

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Wpis bez tytułu.

Na początek krótkie uzupełnienie techniczne.
Pisząc niedawno o "duchach" wspomniałem o ciekawej dyskusji na ten temat prowadzonej na cafe Allegro. Jeden z uczestników zacytował nieokreślone amerykańskie źródło "We must remember that the working dies are convex shaped, ...".
Cóż szkodzi sprawdzić.
Wziąłem pięciozłotówkę z rybakiem z 1974 r., nieźle zachowany egzemplarz o wadze 3,51 grama (waga w/g zarządzenia wprowadzającego tę monetę do obiegu powinna wynosić 3,45 g) i zmierzyłem odległość od tła do tła w dwóch punktach.
(awers nałożony na rewers, żeby pokazać jak trudno znaleźć punkty odpowiednie do pomiaru)

Pomiar bliżej środka monety nie ma sensu, bo nie można w tym obszarze znaleźć wolnego tła w przeciwległych punktach. W punkcie A grubość krążka wynosi 2,050 mm, w punkcie B tylko 1,875 mm. Daje to różnicę grubości równą 0,175 mm.
Stwierdzenie, że stemple są wypukłe w środku, w przypadku "rybaków" wydaje się prawdziwe.
Być może jest to zasada uniwersalna i stemple do bicia monet wytwarza się tak, aby w centralnej części były lekko wypukłe.
To tłumaczyło by, dlaczego "duchy" pojawiają się najczęściej w centrum rysunku monety.

Ukazał się drugi w tym roku numer Przeglądu Numizmatycznego.
Nie kupiłem. Po raz pierwszy od 1993 roku, nie kupiłem. W jedynym tekście, który zainteresował mnie w tym numerze znów pełno brzydkich błędów edytorskich. Zamiast wydać 14 zł na periodyk, którego redaktorzy niezbyt szanują swoich czytelników, wydałem 13,51 zł (w tym koszty przesyłki) na niewielką monetkę.
Szeląg gdański Kazimierza Jagiellończyka

Nienajlepiej zachowana, to prawda, ale swoje lata ma. Sprzedający nie wiedział co to jest. W tytule aukcji było tylko jedno słowo "MONETA".

Jedni czytelników nie szanują, inni, wręcz przeciwnie.
Warszawskie Centrum Numizmatyczne przebudowało swoją stronę internetową. Nowe "wydanie" jest czytelne, ascetyczne ale estetyczne. Nie ma przerostu formy nad treścią. Firma nadal udostępnia bardzo, bardzo bogate archiwum zdjęć, opisów i wycen monet sprzedanych na swoich aukcjach i w sklepie internetowym.
Nie dość tego! Na stronie udostępniono materiały informacyjne dotyczące polskich monet średniowiecznych. Znakomity materiał. Gorąco polecam.

Strona WCN jest stroną komercyjną prowadzoną przez dużą firmę numizmatyczną. Przykładem znakomitej, niekomercyjnej strony jest "Money for nothing". Rzetelne opisy, dobre zdjęcia, mnóstwo danych i na dodatek miejsce na świetne merytorycznie publikacje kolegów zajmujących się monetami śląskimi i banknotami. Myślę, że Pan Krzysztof znajdzie miejsce i na inne wartościowe publikacje.

czwartek, 17 marca 2011

Przegląd Numizmatyczny 1/2011

Zajrzałem wczoraj do Empiku i przechodząc obok półki z czasopismami hobbystycznymi złapałem świeżutki numer PN.

Dopiero dzisiaj udało mi się znaleźć parę chwil, żeby wstępnie przekartkować nowy nabytek i... załamałem się.

Nie chodzi o cenę - ta się nie zmieniła pomimo zmiany VAT - nadal wynosi 14 zł.
Nie chodzi o tematykę artykułów - to normalne, że raz jest ciekawiej, innym razem nudnawo.
Nie chodzi o ilość reklam - od kilku numerów reklamy niezmiennie zajmują około 30% zawartości i można się z tym pogodzić.

Tego numeru po prostu nie da się spokojnie czytać! Przynajmniej ja nie potrafię. Zaczynając od redakcyjnego wstępniaka, przez tekst o medalu Jana Hohna młodszego poświęconym królowej Marii Kazimierze, aż po notatki A. Góreckiego dotyczące trojaków Zygmunta Trzeciego.
Każdy z tych tekstów roi się od błędów. Stylistycznych zwłaszcza, np. "To niezwykle rzadka okazja, zobaczenia tych znakomitości skrytych w sejfach muzealnych" (to w końcu skryte są, czy nie? i po co ten przecinek?), "...piękny portret królowej w pięknie haftowanej o ozdobionej klejnotami sukni, wraz z tytułami królowej Polski", ale też błędów redakcyjnych i korektorskich - "Nie zabrakło też różnych polskich i portugałów i gdańskich donatywy", jakby przed oddaniem numeru do drukarni nie było żadnej korekty.
W artykuliku Góreckiego opisującym odmianę bydgoskiego trojaka z 1599 r. nie wiadomo dlaczego zdublowano zdjęcia monety i zniekształcono transkrypcję legendy - element kluczowy dla wyróżnienia nowej odmiany napisowej.

Czy w takiej sytuacji czytelnicy mogą ufać, że nie będą narażeni i na błędy merytoryczne?

Szkoda, bo Przegląd ukazujący się regularnie od kilkunastu lat jest dobrym źródłem informacji dla kolekcjonerów o bardzo różnorodnych zainteresowaniach. Następny numer Przeglądu sprawdzę dokładniej przed zakupem i w razie recydywy po prostu odłożę bubel na półkę.

Zasmucony spadkiem jakości PN pocieszenie znalazłem w przesyłkach dostarczonych przez pocztę.
Po pierwsze, dwukropkowa pięciogroszówka 1840 - obłamana, ale czytelna.

Po drugie, miedziany trojak z 1837 r.

Wariant rewersu pominięty przez Plagego, ale opisany przez Wittyga i Berezowskiego. W GROSZE literka G bez pionowego szeryfa, czyli podobna do C, jak to opisywano w starych katalogach.
Kolejne luki w kolekcji zostały wypełnione,
czego i Wam życzę.

wtorek, 11 stycznia 2011

Profesjonalizm, psia krew!

Obiecałem niedawno, pisząc o Przeglądzie Numizmatycznym 4/2010, że podzielę się z Wami wnioskami z sondażowej próby kontaktu z ogłoszeniodawcami tego kwartalnika.

Myślę, że dwa tygodnie oczekiwania na odpowiedzi wystarczy.

27 grudnia, do czternastu firm numizmatycznych, których ogłoszenia (nierzadko całostronicowe) znalazłem w PN 4/2010, wysłałem prośbę o pomoc w zakupie pięciogroszówki 1840 z dwiema kropkami (po 5 i po GROSZY).

Rezultaty przerosły moje oczekiwania. Niestety w sensie negatywnym.

Najpierw otrzymałem coś takiego:
Delivery to the following recipient has been delayed: Message will be retried for 2 more day(s) Technical details of temporary failure:
The recipient server did not accept our requests to connect. Learn more at http://mail.google.com/support/bin/answer.py?answer=7720
co najprawdopodobniej oznacza, że serwer pocztowy adresata skonfigurowano tak, aby odrzucał e-maile wysyłane z kont GMail, a może nie tylko z GMaila ale również i z innych serwerów. Trudno.

Później przez kilka dni przychodziły odpowiedzi redagowane przez ludzi, a nie automaty:
zapraszam na stronę ........... prawie codziennie pojawiają się tam jakieś monety
Nasza pełna oferta znajduje się na stronie: ..........
Niestety, nie mam takiej monety Pozdrawiam .......
Witam Przykro mi ale nie mamy takiej monety pzd .....
I to wszystko. Cztery odpowiedzi na czternaście bardzo konkretnych zapytań, które bardziej, niż zapytaniami, były po prostu zaproszeniami do zarobienia pieniędzy.

Profesjonalizm? Nie tak go sobie wyobrażam.

Nie twierdzę, że wszyscy zapytani powinni stanąć na uszach, żeby zaspokoić moją zachciankę, ale totalny brak zainteresowania, to chyba przesada.
Zdaję sobie sprawę, że taka pięciogroszówka, to nie moneta, za którą można skasować kilka tysięcy złotych (chociaż...? za egzemplarz w stanie zbliżonym do menniczego?), ale też nie jest to byle co.
Ciekawe, jaki byłby odzew na prośbę o dwójkę GN z Zygmuntem Augustem? Aż żałuję, że nie zapytałem o nią. Tylko co bym z nią miał zrobić?

Szkoda, że w Katowicach na ul. Kościuszki nie ma już Pana Janka. On na takie zapytania odpowiadał zawsze, pamiętał o nich - czasem nawet bardzo długo - i zdarzało się, że po kilku miesiącach potrafił zaskoczyć człowieka nic nie mówiąc i uśmiechając się tylko lekko rzucić na ladę "TO COŚ". Na jedno tylko nie można było liczyć, bo... "Rabat, to stolica Maroka".

Tak się jakoś smutno zrobiło.

Tydzień temu pisałem o przykrych (dla piszącego) konsekwencjach pisania o monetach. Życie potwierdziło to raz jeszcze.
Wycelowałem "snajpera" w tę aukcję z całkiem przyzwoitym limitem.
Gdyby ktoś się zastanawiał dlaczego, to zapraszam do lektury.
I dziś spośród porannych e-maili najpierw wyłowiłem informację zaczynającą się od: "Aukcja 1398125843 została przedwcześnie zakończona", a później wiadomość od właściciela monety z pytaniem o jej wartość. Pytaniem zainspirowanym wpisem, którym we wrześniu 2010 r. zainaugurowałem mój blog. Cóż miałem odpowiedzieć? Podałem cenę, za którą rok temu kupiłem taką monetę. Na ile sprzedający może liczyć dzisiaj? A któż to może wiedzieć? Rynek wyceni. Trzeba ją tylko dobrze opisać.

Poczta dostarczyła mi dziś dwie monety. Pierwsza, to 10 fenigów 1917 z legendą blisko obrzeża. Kupiłem ją na http://www.ma-shops.com/ za... półtora euro + tyle samo za przesyłkę (moneta nie była dobrze opisana). Parę rzeczy już tak kupiłem :-)
Druga moneta, to kolejny półtorak:


Będzie stanowił ładną parkę z drugim, prawie takim samym. Prawie, bo na tamtym rocznik zapisano w postaci Z 7.

I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy wpis.

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Przegląd Numizmatyczny 4/2010


Ostatni tegoroczny numer kwartalnika SNP ukazał się tuż przed świętami. Całość ma 72 strony i kosztuje 14 złotych.
Spis treści:
  1. Talary koronne Jana Kazimierza z mennicy koronnej w Krakowie.
    Bardzo ciekawy artykuł połączony z bogato ilustrowanym katalogiem talarów bitych w Krakowie w latach 1649-1650.
  2. Katalog-cennik polskich monet od roku 1916.
    Co raz obszerniejsza część PN (z racji rosnącej ilości nowych emisji monet kolekcjonerskich). Od kilku lat przestałem analizować ceny katalogowe, trudno mi więc ocenić rzetelność wycen ekspertów SNP, czy porównywać te wyceny z danymi z katalogów popularnych. Dziwi mnie natomiast kurczowe trzymanie się formatu katalogu zaadoptowanego z niemieckich miesięczników (niekonsekwentnie zresztą, bo wykaz lustrzanek ma inną formę). Wydaje mi się, że drukowanie katalogu na środkowych stronach Przeglądu w formie umożliwiającej wypięcie ich i złożenie w poręczną broszurę w formacie A5 lub nawet A6 mogło by przyciągnąć nowych nabywców. Oczywiście trzeba by to poprzeć jakąś reklamą.
  3. Kilka uwag o odmianach ortów gdańskich.
    Autor zwrócił uwagę na różnice stempli ortów gdańskich z lat 1614 i 1616.
  4. Kolekcjonowanie monet keszowych - część 4.
    Wskazówki dotyczące konserwacji i przechowywania wschodnioazjatyckich monet "z kwadratową dziurą" - znaczną część uwag mogą wykorzystać również kolekcjonerzy innych monet.
  5. Recenzja katalogu J. Parchimowicza "Monety Rzeczpospolitej Polskiej 1919-1939".
  6. Omówienie nowego numeru Lubelskich Wiadomości Numizmatycznych.
  7. Zagadki numizmatyki polskiej.
    Autor zwraca uwagę na konsekwencje używania prasy walcowej w mennicy malborskiej. Zastosowanie takiej technologii zdeterminowało istnienie konkretnej ilości stempli szóstaków różniących się detalami rysunku. Problem był już wcześniej poruszany na cafe Allegro przy okazji dyskusji n/t ortów gdańskich.
  8. Odmiany złotych monet litewskich Jana Kazimierza.
  9. Medal - świadek historii.
  10. Recenzja "Das deutsche Notgeld von 1914/1915".
  11. Wrocławskie bony obozowe.
  12. Aktualności z Polski, Europy, Świata.
Do tego mnóstwo reklam. Tym razem przeczytałem je dosyć dokładnie i z wielkim zdziwieniem stwierdziłem, że większość naszych numizmatycznych PROFESJONAŁÓW ma konta pocztowe na DARMOWYCH SERWISACH. Postanowiłem sprawdzić, w jaki sposób (i czy w ogóle) firmy z nich korzystają. Wysłałem do wszystkich zapytanie o pewną małą (i rzadką) monetkę, której od pewnego czasu bezskutecznie poszukuję. Zobaczę jakie będą reakcje i za jakiś czas podzielę się z Wami spostrzeżeniami.

niedziela, 3 października 2010

10 groszy 1923 - aneks do katalogu specjalizowanego

W roku 2002, po przebadaniu kilku kilogramów niklowych monet II Rzeczpospolitej udało mi się odnotować i usystematyzować warianty stempli monet o nominałach 20 i 50 groszy. Wyniki pracy opublikowałem w Przeglądzie Numizmatycznym nr 3/2002.
W praktycznie niezmienionej formie spostrzeżenia te włączyłem do II części Specjalizowanego katalogu monet polskich XX i XXI w wydanej w 2008 r.
Na stronie 115, w zakończeniu działu opisującego 10-groszówki, umieściłem tam takie zdanie:
"Prawdopodobne jest istnienie odmian stempla - jak dotąd nie opublikowano wyników badań!"
To, co uważałem za prawdopodobne potwierdziło się rok później. Okazało się, że istnieją warianty dziesięciogroszówek różniące się odległością legendy awersu i wieńca na rewersie od obrzeża.

Mamy więc:
  1. awers i rewers blisko obrzeża
  2. awers i rewers oddalone od obrzeża
  3. awers oddalony od obrzeża - rewers blisko obrzeża

Teoretycznie powinny jeszcze istnieć monety z awersem blisko obrzeża i rewersem oddalonym od obrzeża. Takiej monety jeszcze nie widziałem. Jeżeli ktoś z Was ma taki egzemplarz, proszę o sygnał (najlepiej w komentarzu do tego wpisu).

Niedawno udało mi się również zdobyć monetę (wariant pierwszy) z wyraźnym zdwojeniem stempla awersu.

Latem 2009 r. na Allegro pojawiła się dziesięciogroszówka (wariant 2)z rewersem obróconym względem awersu o 180 stopni (odwrotka). Niestety, nie udało mi się jej wylicytować .

Jak widać, stale jeszcze jest możliwe odkrywanie nieznanych odmian. Mam nadzieję, że pojawi się coś nowego wśród złotówek 1929 - tu też oprócz znanych od przedwojny, ekstremalnie rzadkich egzemplarzy bez znaku mennicy, nie ujawniły się żadne warianty stempli.

Ponieważ, w najbliższym czasie nie będzie nowego wydania katalogu II RP, przygotowałem aneks w postaci pliku pdf, który dostępny jest tutaj.
Zapraszam do pobierania.

niedziela, 12 września 2010

Przegląd Numizmatyczny 3/2010

Kupiłem dziś rano. Cena 14 złotych - nie zmieniła się od początku roku. 72 strony + 4 strony okładki., a w tym 21 stron reklam. Tyle samo zajmuje powtarzany w każdym numerze katalog monet polskich.

Pozostałe strony zajmują:
  • dwa obszerne opracowania dotyczące monet złotych
    • "Dukaty gdańskie króla Jana Kazimierza",
    • "Legnickie wielodukaty z datą 1610",
  • ciekawy tekst o motywach zaczerpniętych z antycznych monet, spotykanych na nowożytnych artefaktach,
  • trzecia część opracowania dot. monet keszowych,
  • dwa artykuły dla kolekcjonerów pieniądza papierowego:
    • "Nieznane bony toruńskie",
    • "Bony obozowe kopalni Charlotte",
  • katalog-cennik monet Rosji 1894-1918 (w tym Finlandia).
W redakcyjnym wstępniaku Pan Jarosław Dutkowski zauważył, że nieodnotowane wcześniej odmiany i warianty zdarzają się wśród monet złotych równie często, jak między drobnymi monetami o niskich nominałach. To pewnie prawda, ale powiedzmy sobie szczerze, ileż polskich dukatów mógł mieć w rękach przeciętny kolekcjoner?  Zwykle zwracamy uwagę na monety, które mamy w zbiorze albo mamy szansę je do niego włączyć.

Co do katalogów - cenników publikowanych w PN mam od lat niezmienną opinię, której dzisiejsza lektura nie zmienia. Monety pospolite i łatwe są z reguły przeszacowane, dla monet rzadkich proponuje się wyceny znacznie odbiegające w dół od cen rynkowych i bynajmniej nie ma to związku z cyklem wydawniczym...

Przegląd mimo swoich wad pozostaje dla mnie obowiązkową pozycją, wartą spaceru do empiku i wydania kilkunastu złotych. Chociaż... kiedy pomyślę, że o 50 groszy mniej kosztował mnie taki półtorak Zygmunta III Wazy

z roku 1621 z kropkami zamiast gwiazdek w herbie podskarbiego, to zaczynam mieć wątpliwości. Przechodzą mi dość szybko, w końcu to tylko 14 złotych.

Printfriendly