Google Website Translator Gadget

środa, 20 kwietnia 2022

Moje rzymskie monety II

Nielicznymi w moim zbiorze monetami rzymskimi chwaliłem się trzy lata temu. Niewiele się od tego czasu zmieniło, ale ostatnio, w ramach eksperymentów z cytrynianem, do pojemniczka z roztworem trafiło kilka monet z pudełka  z napisem "ZŁOM". Wśród nich był mały krążek (15 mm, 1,5 grama), o którym wiedziałem tylko tyle, że jest z miedzi lub jakiegoś jej stopu. Teraz żałuję, że nie zrobiłem zdjęcia przed myciem. Usprawiedliwia mnie tylko to, że na monecie, ani z jednej, ani z drugiej strony literalnie nic widać nie było. 

Pierwsze 24 godziny nie spowodowały żadnej widocznej zmiany, ale po kolejnej dobie wiedziałem już, że to jakiś mały brązik rzymski. Tył głowy z charakterystyczną ozdobą nie dawał szansy na nic innego. Monetka wróciła do kąpieli i przez kolejne dni, co wieczór była wyjmowana, płukana, skrobana wykałaczką, płukana ponownie i wracała do "wanny". Po dziewięciu dniach znudziło mi się. Oto wynik. 

Szału nie ma, ale pełna identyfikacja jest możliwa.

Na awersie legenda CONSTAN - S PF AVG i głowa zwrócona w prawo; na rewersie dwie Wiktorie z wieńcami, legenda VICTORIAE DD AVGGQ NN, w odcinku ·AQS czyli RIC VIII Aquileia 79. Rzadkość to to nie jest, ale chyba sobie to maleństwo zostawię.

AQS oznacza drugą (S - secunda) oficynę mennicy w Akwilei. Miasto w owym czasie znaczące dla imperium. Dla Konstansa również, ale o tym za chwilę.

Akwileę założono około roku 180 p.n.e. Miasto rozwijało się podobno dzięki handlowi złotem z terenów dzisiejszej Austrii. Znane było z rozbudowanego portu rzecznego. W czwartym wieku zostało siedzibą biskupstwa. W połowie następnego stulecia zniszczone przez Hunów. Uciekinierzy z Akwilei uciekli na pobliskie laguny, zakładając Wenecję i Grado. 

Wracamy do Konstansa. Konstans I, Flavius Iulius Constans (320 - 350) – najmłodszy z trzech synów Konstantyna I Wielkiego i Fausty. W 335 r. ojciec wyznaczył go  na władcę Italii, Afryki i Panonii. Zapewne razem z braćmi miał jakiś związek z pogromem potomków dziadka, Konstancjusza Chlorusa i jego drugiej żony Teodory, do którego doszło po śmierci Konstantyna. Między innymi zginęli wtedy Dalmacjusz i Hannibalian, co spowodowało konieczność nowego podziału władzy w imperium, a w konsekwencji kolejne problemy. Trzej synowie Konstantyna Pierwszego, Konstantyn II, Konstancjusz II i Konstans, teoretycznie równi, każdy z tytułem augustusa, kierowali się własnymi ambicjami. Konstantyn II, jako pierworodny uważał, że ma prawo do opieki nad młodszymi braćmi, w szczególności nad najmłodszym Konstansem i próbował "wyręczać" go w sprawowaniu rządów w Afryce. Pod pozorem pomocy Konstancjuszowi II w walce z Persami Konstantyn II w roku 340 przekroczył Alpy wprowadzając wojska do Italii na ziemie Konstansa. Do decydującej bitwy doszło właśnie pod Akwileą.  Teren był trudny, podmokły. Armia Konstantyna wpadła w zasadzkę, a sam cesarz utonął w niewielkiej rzece Alsa. Od tej pory cesarstwem rządzili dwaj młodsi synowie Konstatnyna I. 

Konstans skutecznie bronił północno-zachodniej granicy cesarstwa, ale jako dowódca nie cieszył się dobrą sławą w armii. Sprzeciw budziła bezwzględna dyscyplina wymuszana na armii. Doprowadziło to do buntu kierowanego przez Magnencjusza. Konstans został zamordowany 18 stycznia 350 roku podczas polowania w Helenie u podnóża Pirenejów. Trzy lata później ostatni z żyjących synów Konstantyna I, Konstancjusz II przeprowadził skuteczną kampanię przeciwko oddziałom Magnencjusza. W jej wyniku Magnencjusz popełnił samobójstwo, zabijając wcześniej swoich bliskich. 

Monetka, o której dziś piszę została wybita przed tymi wydarzeniami, w roku 347 lub 348. Zostaje, jako dwudziesty ósmy "rzymek" w zbiorze. 

sobota, 9 kwietnia 2022

Eksperymenty z cytrynianem - ciąg dalszy

Po pierwszych próbach przeprowadzonych na "złomkach" z cynku i żelaza stwierdziłem, że efekty są na tyle zachęcające, by wypróbować działanie cytrynianu na monetach lepiej zachowanych.

Na pierwszy ogień poszedł cynk. Wybrałem taką niemiecką dziesięciofenigówkę 1940 E.

Kąpiel trwała krótko, monetę oglądałem co kwadrans, po godzinie uznałem, że pora na zakończenie testu. 
Z awersu zniknął charakterystyczny dla cynku biały osad tlenków i ta strona monety wygląda  teraz całkiem nieźle, ale na obu stronach, szczególnie na rewersie, ujawniły się wżery początkowo ukryte pod zanieczyszczeniami. 

Czytelności monety ani wyglądu to nie poprawiło. Cynkowe monety całkowicie wolne od korozji to rzadkość. Jeśli ma się szczęście na taką trafić, to czyszczące kąpiele są zbędne, a nawet niewskazane. 

Zabawa z żelazem trwała znacznie dłużej. Stan wyjściowy wyglądał tak.
Niemcy, 5 fenigów 1921, znak mennicy J (Hamburg). Moneta była wyjmowana z cytrynianowej kąpieli co 24 godziny, dokładnie płukana, osuszana, skanowana i wracała do kąpieli. Wyglądało to tak:
Start.
Doba pierwsza. 
Druga. 
Trzecia. 
Czwarta. 
W tym momencie uznałem, że to koniec eksperymentu. Wynik mamy taki. 
I dla przypomnienia stan początkowy. 
Oczywiście i tu ujawniły się korozyjne wżery, ale to było nieuniknione. W przeciwieństwie do cynkowej dziesięciofenigówki, ta piątka wygląda po myciu znacznie lepiej, uwidoczniły się detale, a co najważniejsze nie pojawił się efekt wytrawienia powierzchni do gołego metalu, jak dzieje się przy stosowaniu preparatów na bazie kwasu fosforowego.

Monetka trafi teraz do papierowej kopertki. Za rok sprawdzę czy korozja się nie odnawia - już to sobie w kalendarzu zapisałem, więc nie przegapię.

piątek, 1 kwietnia 2022

Na poważnie, na wesoło...

 W sierpniu ubiegłego roku podzieliłem się z Wami wynikami eksperymentów z myciem monet w roztworze cytrynianu sodu. Przypomniano mi niedawno, że obiecałem kontynuowanie eksperymentów z monetami z innych metali. Przepraszam, że trzeba mi było o tym przypominać i przedstawiam wyniki kolejnych pojedynków: cytrynian versus żelazo i cytrynian versus cynk.

Z pudełeczka z etykietą "złom" wybrałem po jednym egzemplarzu monet z gatunku przypadek beznadziejny.

Przygotowałem dwa pojemniki - pamiętajcie proszę, nigdy nie kąpiemy razem monet z różnych metali. W każdym po dwie płaskie  łyżeczki cytrynianu rozpuszczone w stu mililitrach wody. Kąpiel trwała w sumie cztery godziny z kilkoma przerwami. Przez pierwszą godzinę kontrolowałem proces co kwadrans, później dwa razy co pół godziny i w końcu co godzinę. Nie dokumentowałem poszczególnych etapów. Oto końcowy wynik. 
Żelazna pięciofenigówka Królestwa Polskiego: cytrynian działa łagodniej, niż zalecane przez niektórych kolekcjonerów preparaty na bazie kwasu fosforowego (Fosol, Korreador itp.). Nie trawi monety do gołego metalu.

Cynkowa pięciofenigówka Trzeciej Rzeszy: efekt podobny.

Wniosek - eksperyment zasługuje na kontynuację, ale muszę wziąć lepiej zachowane monety. Tym razem przypominanie nie będzie konieczne, już sobie ustawiłem przypomnienie w kalendarzu. 

Dziś pierwszy kwietnia, prima aprilis, April Fools’ Day, All Fools’ Day, Jour du poisson d’avril, Hunt the gowk Day, Melagio diena, Dia da mentira, День смеха, Día de los Santos Inocentes. Poliglotą nie jestem, to wszystko z Wikipedii. Nie będę się dziś chwalił sensacyjnymi odkryciami nieznanych dotąd monet. A mógłbym. Kilkadziesiąt minut nad klawiaturą et voilà mamy na przykład talara Kazimierza Wielkiego. Pokażę za to kilka "żartów", których autorzy nie przypuszczali, jak przypuszczam, że żartują. Kopalnią takich przykładów jest OLX, ale nie tylko. 

Ciekawe, czy pojawią się oferty łóżek z innymi funkcjami? 
Na OLX najczęstszym "żartem" są ceny oferowanych monet. Prawdopodobieństwo, że ktoś kliknie i kupi podobne rarytasy płacąc takie kwoty jest, jak mawiał mój matematyk, zaniedbywalnie małe. Ale, może... Ktoś chętny?
Na koniec coś z zupełnie innej beczki. 
Ja, zamiast mieszkania z biedronką wolałbym mieszkanie z dużym tarasem z pięknym widokiem. Biedronki same przylecą.


czwartek, 24 marca 2022

Ludwig Habich - ciąg dalszy.

 12 marca napisałem: "...dowiedziałem się, że źródłem informacji o zaprojektowaniu i wykonaniu modeli do monet Królestwa Polskiego 1917-1918 przez Habicha jest Blätter für Münzfreunde band XIV (neue folge I), rocznik 52 (1917), strona 280. Niestety, nie udało mi się jeszcze dotrzeć do tej pozycji.".

Po intensywnych poszukiwaniach, dzięki pomocy kolekcjonera zainteresowanego tematem, dostałem skan odpowiedniego fragmentu tej pozycji. 

Okazuje się, że to streszczenie zarządzenia wprowadzającego monety dla Królestwa Polskiego. O autorze projektów tych monet ani słowa. Na szczęście oprócz tego skanu, w otrzymanej wiadomości by skan notatki z innego numeru BfM. 

Jest to krótkie sprawozdanie ze spotkania wirtemberskiego towarzystwa numizmatycznego, które odbyło się w marcu 1919 r. Jednym z tematów tego spotkania było sprawozdanie pana Mosera, mincmistrza mennicy stuttgarckiej dotyczące prac mennicy podczas wojny. Jest mowa o biciu monet dla Królestwa Polskiego i o tym, że otrzymanie kontraktu na ich bicie przyczyniło się do intensywnego rozwoju mennicy. Jest mowa o Habichu, ale nie w kontekście monet dla Polski. Pod notatką jest informacja o źródle wiadomości - Schwäbischer Merkur, numer z 28 marca 1919. 

Gazeta jest dostępna w sieci. 

Tym razem jakość skanów jest gorsza, ale tekst jest czytelny.
Tu informacja jest pełniejsza, pojawia się w niej oczywiście Ludwig Habich, ale znów nie w kontekście interesujących nas monet dla Polski. Za to dowiadujemy się, że od wiosny 1917, kiedy to Stuttgart dostał zamówienie na monety Królestwa Polskiego, do połowy listopada 1918 wybito 162 miliony polskich monet żelaznych o nominałach 20, 10, 5 i 1 fenigów. To najstarsze źródło potwierdzające bicie jednofenigówek, o których nie ma przecież ani słowa w zarządzeniu wprowadzającym pieniądz Królestwa Polskiego!

Wracam do pierwszej wiadomości o Habichu, którą dostałem - mowa była o książce "Der Bildhauer Ludwig Habich (1872-1949)" P. Weyraucha. Serwis Google Books nie udostępnia całości, ale umożliwia wyszukiwanie słów w tekście. Po kilku próbach różnych kombinacj słów i  dat znalazłem coś takiego.  
Wynika z tego fragmentu, że autorstwo Habicha projektów monet KP ustalono na podstawie dodatku 155 do Staats-Anzeiger für Württemberg z 12 lipca 1919. Tego czasopisma w sieci nie znalazłem, ale w odpowiedzi na prośbę wysłaną do Württembergische Landesbibliothek dostałem skan.  

W krótkiej notce mowa o przeglądowej wystawie monet i medali wybijanych w mennicy państwowej w Stuttgarcie w czasie wojny. Jako okaz szczególnie wart uwagi wskazano monetę o nominale trzech marek wybitą z okazji 25-lecia panowania króla Wirtembergii, Wilhelma II. Moneta została wybita w październiku 1916 r. w nakładzie zaledwie 4000 sztuk według projektu i modelu opracowanego przez prof. L. Habicha. 
Na wystawie, oprócz monet cesarstwa wybitych w metalach zastępczych - żelazo, cynk, aluminium pokazano też żelazne monety dla Polski wybite na podstawie modeli Habicha. Uważam, że ta notka prasowa to informacja wiarygodna.

Na trzeciej sesji wykładowej GNDM miałem krótki referat zatytułowany "Miedziane monety Augusta III - numizmatyka śledcza". Okazuje się, że śledztwa są konieczne i w stosunku do monet znacznie nowszych, niż osiemnastowieczne miedziaki. O ile tajemnicę autorstwa monet Królestwa Polskiego 1917-1918 uważam za wyjaśnioną, to próbując ją rozwikłać (z wielką pomocą przyjaciół) natrafiłem na inne informacje również domagające się śledztwa. 

Po pierwsze, w informacjach prasowych z 1919 roku mowa o wybiciu 162 milionów polskich monet żelaznych o nominałach 20, 10, 5 i 1 fenigów. Sumując nakłady podawane w katalogach dostajemy: 

Różnica, to prawie siedem milionów monet! Jak to wyjaśnić?

Kolejne zadanie wynika z pokazanego wyżej fragmentu książki Weyraucha.  Mowa tam o innych potencjalnie bardzo ciekawych źródłach: 

  • "Inventarium der Königlichen Münze in Stuttgart“, SMS. 
  • Inventar d. Mk. d. Württ. LM v. 09.10.1917.
  • WLM-MK.

Pytania: 

  • Co oznacza skrót SMS figurujący, jako adres publikacyjny inwentarza mennicy królewskiej w Stuttgarcie?
  • Gdzie opublikowano (o ile opublikowano) "Inventar d. Mk. d. Württ. LM" czyli inwentarz  gabinetu numizmatycznego (Münzkabinet) Württembergische Landesmuseum?
  • Co oznacz skrót WLM-MK? WLM to prawdopodobnie Württembergische Landesmuseum, ale co oznacza MK?

Czy ktoś z Was zna odpowiedzi?

Ciąg dalszy.


sobota, 12 marca 2022

Ludwig Habich

27 lutego dostałem krótką wiadomość e-mail.
Temat: KP 1917-1918 projektant nieznany.
Treść wiadomości: Z moich info wynika ze monety KP projektował Ludwig Habich (1872-1949).

Po szybkiej wymianie kolejnych wiadomości, bo rzecz jasna, poprosiłem o wskazanie źródeł, zostałem nakierowany na niemiecką Wikipedię i książkę Petera Weyraucha "Der Bildhauer Ludwig Habich (1872–1949)".

Rzeczywiście, Wikipedia w artykule o L. Habichu informuje, że "Er gestaltete zahlreiche Medaillen und amtliche Münzen für das Deutsche Reich, das Großherzogtum Luxemburg und das Königreich Polen". Niestety, nie ma przy tej informacji żadnego odesłania do źródeł. Hasło "Ludwig Habich" jest w Wikipedii tylko w wydaniach niemieckim i szwedzkim. W tym ostatnim nic o monetach się nie wspomina. 
Troszkę lepiej, ale tylko troszkę jest z drugim źródłem wskazanym przez mojego korespondenta. Serwis Google Books nie udostępnia całości, ale pozwala na wyszukiwanie w treści książki. 


Dzięki temu dowiedziałem się, że źródłem informacji o zaprojektowaniu i wykonaniu modeli do monet Królestwa Polskiego 1917-1918 przez Habicha jest Blätter für Münzfreunde band XIV (neue folge I), rocznik 52 (1917), strona 280. Niestety, nie udało mi się jeszcze dotrzeć do tej pozycji. 
Nie udało mi się też znaleźć cyfrowych wydań innych pozycji wymienionych w biogramie Habicha w Wikipedii. 
Wygląda na to, że znika kolejna luka w informacjach dotyczących polskich monet XX wieku. 

Ludwig Habich był znanym i uznanym artystą. Urodził się 2 kwietnia 1872 w Darmstadt, zmarł 20 stycznia 1949 w Jugenheim. Już w wieku sześciu lat rozpoczął naukę u rzeźbiarza Benedykta Königa. Od roku 1890 studiował u Gustava Kauperta w Städelsches Kunstinstitut we Frankfurcie nad Menem, później w Akademii Sztuk Pięknych w Karlsruhe i w Monachium.
Jego pierwszym dużym sukcesem była nagroda za  pomnik Kolumba dla Bremerhaven (1897). 
W 1906 Habich przeniósł się do Stuttgartu i podjął pracę na wydziale architektury Politechniki w Stuttgarcie. W 1910 został mianowany profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Stuttgarcie,  gdzie pozostał aż do przejścia na emeryturę w roku 1937. 
Dla nas, numofilów, najistotniejsze jest, że Ludwig Habich zaprojektował liczne medale i monety - dla Cesarstwa Niemieckiego, Wielkiego Księstwa Luksemburga i jak się okazuje, dla Królestwa Polskiego. 
Wśród monet zaprojektowanych przez Habicha są dwie rzadkości. Niemieckich kolekcjonerów ekscytuje Württemberska trzymarkówka Wilhelma II z roku 1916. 
Monetę wybito z okazji 25. rocznicy panowania Wilhelma II. Pierwotnie planowano nakład 100 000 sztuk, ale trwała jeszcze wojna powodująca niedobór metali szlachetnych. Dlatego wybito tylko 1000 sztuk tych monet. Duża ich część została zniszczona w pożarze mennicy w Stuttgarcie w marcu 1944 roku. W tym samym pożarze, w którym ucierpiał prawie cały nakład jednofenigówek Królestwa Polskiego z roku 1917.

Jeśli już przy naszych fenigach jesteśmy, to z pewnym zdziwieniem odnotowałem pojawienie się na rynku kolejnego, trzydziestego czwartego już egzemplarza. 

Ciąg dalszy


  

piątek, 25 lutego 2022

Edukacja głupcze!

Tydzień temu napisałem: "Mój blog to przede wszystkim monety, ale na monetach świat się nie kończy. Chyba niedługo napiszę coś więcej o naszej edukacji.". Obietnic należy dotrzymywać.

W województwie śląskim, u zbiegu Soły i Koszarawy leży miasto Żywiec. Miasto i okolice należały do Komorowskich, Wazów, Wielopolskich, Habsburgów. Po pierwszym rozbiorze Polski, Żywiec włączono do Monarchii Habsburgów, którą w 1804 przemianowano na Cesarstwo Austrii, a w roku 1867 przekształcono w Monarchię Austro-Węgierską. Ta przetrwała do roku 1918. 

W roku 1913, mój dziadek przystąpił do egzaminu maturalnego w Cesarsko-Królewskiej Wyższej Szkole Realnej w Żywcu. Od 1851 r. nauka w szkole realnej była sześcioletnia (trzyletnia niższa szkoła realna i trzyletnia wyższa szkoła realna), od 1868 r. siedmioletnia (czteroletnia niższa szkoła realna i trzyletnia wyższa szkoła realna). Naukę rozpoczynali dziesięciolatkowie. Od roku 1869 absolwenci wyższych szkół realnych mogli zdawać egzamin maturalny dający prawo do podjęcia studiów technicznych. Nie było możliwości po takiej maturze studiowania na uniwersytecie. Zezwolono na to dopiero w roku 1904, jednak z wyjątkiem wydziałów teologicznych i tylko dla kandydatów, którzy zdali dodatkowy egzamin z łaciny, greki i propedeutyki filozofii.

Szkoły realne co roku wydawały drukiem sprawozdania ze swojej działalności.


Pyszna lektura. Czego się w tej szkole wtedy uczono? Oto kilka fragmentów sprawozdania. Na początek wykaz lektur obowiązkowych i tematy wypracowań.
 

Kiedy pierwszy raz to czytałem, mocno się zdziwiłem, takie rzeczy w szkole nadzorowanej przez zaborców?  Teraz matura: 
Ustny egzamin nie był formalnością. W swoim pamiętniku dziadek napisał, że miał duże problemy z tłumaczeniem fragmentu z Bestii ludzkiej Emila Zoli, fragmentu obfitującego w słownictwo techniczne (opis katastrofy kolejowej). 

Minęły lata. Polska odzyskała niepodległość. Cesarsko-królewska Wyższa Szkoła Realna została Wyższą Szkołą Realną. W roku szkolnym 1921/1922 siedmioletnią Wyższą Szkołę Realną przekształcono w ośmioletnie Gimnazjum im. Mikołaja Kopernika w Żywcu. Ostatnia matura Szkoły Realnej odbyła się w roku 1924. pierwszą maturę Gimnazjum przeprowadzono dwa lata później. W klasach I do III prowadziły naukę ogólną, od klasy czwartej następował podział na profile humanistyczny i matematyczno przyrodniczy. Ciekawostka: podręcznikiem do nauki języka polskiego w klasie IV było „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza – książkę czytano, omawiano składnię i gramatykę.

Szkoła nadal publikowała sprawozdania, corocznie do 1921, później nieregularnie. Sprawozdania pozostały nadal bardzo szczegółowe. Wynika z nich, że bardzo zwracano uwagę na umiejętności praktyczne. 
 
 
Na lekcjach języka polskiego pojawiły się dzieła klasyczne. Nadal wymagano umiejętności opisywania zdarzeń i przedstawiania przemyśleń i obserwacji.
Nauka kończyła się egzaminem dojrzałości. 
Zdalibyście?

Jakie zadania postawiono na maturze z języka polskiego w roku 2020 (poziom rozszerzony!)?

Wybierz jeden temat i napisz wypracowanie.
Temat 1. Wyznanie win i jego wpływ na postawy i zachowania bohaterów literackich. Porównaj sposoby kreacji Andrzeja Kmicica zawartych w załączonych fragmentach Potopu Henryka  Sienkiewicza oraz określ formę przedstawienia wyznania win i jego funkcję w utworze.
Temat 2. Dokonaj interpretacji porównawczej fragmentów tragedii Sofoklesa Antygona i utworu Williama Szekspira Hamlet. Szczególną uwagę zwróć na refleksje dotyczące człowieka i jego roli w świecie oraz na sposoby ich przedstawienia. Dla ułatwienia, przed fragmentami Antygony i Hamleta umieszczono kilku zdaniowe streszczenia utworów - uznano widocznie, że nie wszyscy absolwenci powinni je wcześniej poznać. We wstępnych wyjaśnieniach podano, że wypracowanie nie powinno być krótsze, niż dwustronicowe (około 250 słów) i podano że można korzystać ze słownika ortograficznego i słownika poprawnej polszczyzny. Przed wojną trzeba było to wszystko mieć w głowie!

Muszę przyznać, że matura 2020 z matematyki i fizyki na poziomie rozszerzonym była trudniejsza od tej przedwojennej. Pamiętajmy jednak, że do zajęcia się tematem jakości edukacji sprowokowała mnie nie umiejętność dowodzenia twierdzeń i rozwiązywania zadań, tylko coraz powszechniejsza jakościowa nędza tekstów publikowanych przez zawodowych dziennikarzy (?), którą wiążę z marniejącym poziomem kształcenia w polskich szkołach.

Absolwenci liceów i techników, przynajmniej częściowo, kontynuują naukę na wyższych uczelniach. Zostawmy dziennikarstwo, zajmijmy się poważniejszymi sprawami, na przykład numizmatyką. Korespondowałem niedawno z naukowcem, nauczycielem akademickim, na temat literatury numizmatycznej. Mały fragmencik jednego z jego listów: "Ogólnie chciałbym przywrócić w Polsce zdrowy układ, w którym numizmatykę jako naukę budują na równi osoby korzystające i niekorzystające ze statusu naukowego, bo krytycyzm myślenia i erudycja bynajmniej nie idą w parze z formalną "naukowością", zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy na uniwersytetach nie uczą humanistów logiki (!). Z zazdrością obserwuję numizmatykę brytyjską pod tym względem. W ostatnich latach ... dzieje się dużo dobrego w tym kierunku, a książki wydawane poza uniwersytetami są coraz lepsze. Czasem aż trudno to ogarnąć." Na uniwersytetach nie uczą humanistów logiki. Żeby tylko humanistów! 

Planowałem, że inaczej ten wpis zakończę, ale między chwilą jego rozpoczęcia, a chwilą, w której to piszę zdarzyło się...

No właśnie. Wiek XIX według kalendarza rozpoczął się w roku 1801, ale jego rzeczywistym początkiem były wojny napoleońskie i Kongres Wiedeński. 

Podobnie wiek XX - jego prawdziwym początkiem nie był rok 1901, tylko Pierwsza Wojna Światowa i 11 listopada 1918, kiedy to został podpisany rozejm Niemiec z państwami ententy w wagonie kolejowym w Compiègne.

I mamy w końcu wiek XXI. I znów historia zdaje się powtarzać. Ludzie się nie uczą. Nie uczą się historii, nie uczą się logiki. I mamy kolejnych dyktatorów, i mamy idące za nimi tłumy. 

Miał rację mój ulubiony stoik, pisząc A choćbyś pękł, nie zmieni się postępowanie ludzi.

niedziela, 20 lutego 2022

Czy zawsze musi być jakiś tytuł?

Co jakiś czas, pisząc o ludziach zbierających monety zastanawiam się, dlaczego muszę stosować wielowyrazowe konstrukcje - kolekcjoner monet, zbieracz monet, ludzie zbierający/kolekcjonujący monety. Czy nie mamy jakiegoś wyrazu jednoznacznie określającego takie osoby? Bardzo często rolę takiego określenia pełni wyraz numizmatyk. Dla mnie nazywanie numizmatykiem każdego człowieka zbierającego monety to błąd, jeżeli nie nadużycie.

Nie tylko ja mam takie wątpliwości. Niedawno na forum TPZN pojawił się wątek "Kilka zawsze żywych slow na temat Numizmatyki". Mały fragment wpisu otwierającego wątek:

Dla własnych potrzeb wymyśliłem taką oto jednozdaniową definicję. Numizmatyka jest nauką zajmującą się historią pieniądza (zasadniczo monetarnego). Z powyższej definicji wyciągniemy dwa poważne wnioski:
a) numizmatyką czy numizmatami NIE SĄ monety kolekcjonerskie wydawane przez NBP, gdyż nie spełniają warunku bycia “pieniądzem”, nie służą do płacenia oraz nie posiadają żadnej historycznej wartości.
b) numizmatykiem NIE MUSI być osoba zbierająca monety.  

Ani się z tym do końca nie zgadzam, ani nie uważam, że to wszystko, co należałoby na ten temat napisać.

Zacznijmy od tego, że nie ma potrzeby wymyślania własnej definicji numizmatyki. Pierwsze źródło, jakie mam pod ręką - słownik języka polskiego:
numizmatyka: nauka zajmująca się badaniem, opisem i klasyfikacją numizmatów (dawne monety lub medale mające wartość zabytkową).
numizmatyk:
1. kolekcjoner monet, medali mających wartość zabytkową; zbieracz numizmatów;
2. znawca numizmatów, specjalista badający i opisujący dawne monety i medale.

Wątek jest krótki, rozpoczęty 6 lutego, 20 lutego doczekał się czterech reakcji forumowiczów i odnotował 256 wizyt czytelników. Nie zabrałem w nim głosu. Wolę swoje przemyślenia ujawnić tu. 

Zaskoczyła mnie wypowiedź jednego z forumowiczów: "O ile potrafię zrozumieć potrzebę zdefiniowania terminów związanych z numizmatyką, o tyle nie mam potrzeby w niej uczestniczyć.". Zaskoczyła, bo napisał to człowiek, który wypełnia słownikową definicję numizmatyka pod każdym względem - kolekcjonuje numizmaty, bada je i opisuje.
Zaskoczyła i zmartwiła. Z jednej strony narzekamy na nierzetelność, niechlujność, nieuctwo, żeby nie powiedzieć głupotę autorów wielu publikacji, zwłaszcza internetowych, ale nie tylko, z drugiej nie robimy nic poza narzekaniem. Może to temat do innej dyskusji w innym miejscu prowadzonej? Może jednak nie. Zobaczcie, jak wygląda taki niestety typowy ostatnio produkt przedstawiciela "dziennikarzerii".

Pierwszy odruch - cóż się dziwić, że interesujemy się numizmatykami, widząc ich śpiących w samochodach przed bankiem w oczekiwaniu na... Na co? Tak, zgadliście, w oczekiwaniu na "numizmatyki", które miały być w tym dniu sprzedawane przez bank. To właśnie wynika z treści tego "artykułu". Mowa w nim oczywiście o "unikatowych monetach z wizerunkiem króla Jana III Sobieskiego". 

Przyczyn pojawiania się takich materiałów jest tak dużo, że nie starczy tu miejsca by wszystkie wymienić. Najpierwszą jest oczywiście żądza pieniądza - medium (gazeta, strona internetowa) MUSI mieć CIĄGŁY dopływ nowych treści. Pamiętam jeszcze codzienne gazety wydawane dwa razy dziennie - najpierw wydanie poranne, później popołudniówka. Dziś poszło to dalej - nowe treści na portalach internetowych pojawiają się zanim jeszcze zakończy się opisywane w nich zdarzenie - najczęściej jakaś katastrofa, albo inne tragiczne wydarzenie. Ktoś te treści musi produkować, ktoś musi się ich domagać od autorów. Nerwowa robota! Żeby wyprzedzić konkurencję, a wyprzedzać trzeba, bo się nie zarobi, trzeba mieć legion czujnych autorów. I legiony są. Trzymają rękę na pulsie i stale gotowych klawiaturach.  

Przyczyna ważniejsza tkwi głębiej. Uważam, że jest nią pogarszający się poziom edukacji. Mamy Dzień Nauki Polskiej. Obchodziliśmy go wczoraj, 19 lutego. I co z tego, to tylko święto, kolejne, jedno z setek, a polska nauka i polska edukacja psieją z dnia na dzień, same z siebie, a czasem i z pomocą z zewnątrz (patrz pandemia). Mój blog to przede wszystkim monety, ale na monetach świat się nie kończy. Chyba niedługo napiszę coś więcej o naszej edukacji. Na razie, w związku z dzisiejszym tematem, tylko jedno spostrzeżenie. Moi nauczyciele języka polskiego wymagali:

  • czytania lektur, całości, a nie wybranych fragmentów,
  • umiejętności opowiedzenia o nich,
  • umiejętności znalezienia analogii z lektur wcześniejszych i powiązań z lekcjami innych przedmiotów (historia, geografia, plastyka),
  • umiejętności ich opisania i przedstawienia wniosków, odczuć (- Chałupski, tylko trzy strony? Nie wysiliłeś się tym razem!)
Dziś, jest inaczej. Rozumiem, że postęp, że technika, ale szczerze wątpię w jakość pracy na temat lektury "przeczytanej" w formie audiobooka odtwarzanego w tle podczas "grania w grę". Dzieci nie czytają, nie czytając ograniczają zasób używanego słownictwa do żałosnego minimum, co sprawia, że nie potrafią się zrozumiale wypowiedzieć, ani w mowie ani w piśmie, na żaden praktycznie temat. I te dzieci właśnie tworzą później "content", który jest następnie publikowany bez rzetelnej korekty i redakcji. Bez, bo skąd wziąć tych profesjonalnych korektorów i redaktorów.

Dość żalów. Wracamy do meritum. W poprzednim wpisie wspomniałem o Numophylacii Ampachiani - trzytomowym katalogu aukcji zbioru monet i medali Berińczyka Christiana Leberechta von Ampach wydanym w latach 1833 do 1835. Numophylacii Ampachiani. Człon drugi tytułu nie wymaga żmudnych poszukiwań - twórcą sprzedawanej kolekcji był Christian Leberecht von Ampach. A człon pierwszy? Numophylacii - jakiś związek z numizmatami tu widać - numo. Spolszczając lekko ten pierwszy człon tytułu można by napisać NUMOFILIA. Od razu nasuwają się skojarzenia i analogie. Nie, nie chodzi o hemofilię. Pierwsze, co mi na myśl przyszło to bibliofilia. Bibliofil, to miłośnik i kolekcjoner książek. Na aukcjach antykwarycznych często w opisach pojawia się "wydanie bibliofilskie". Mamy jeszcze bibliomaniaków, których pasja przekroczyła pewne granice, mamy w końcu bibliografów - autorów spisów książek i druków. Może więc mając na myśli osobę kolekcjonującą monety, powinniśmy używać klasycznie brzmiącego określenia NUMOFIL?   

I jeszcze jedna ciekawostka. Phylaka (φυλακη) to po grecku więzienie. Może więc jesteśmy więźniami monet? A może tylko i aż, ich strażnikami? 


piątek, 11 lutego 2022

Trzech (?) panów L.

Dziś powraca zagadka dręcząca mnie od wielu lat. Co jakiś czas, z różnych powodów powracam do problemu, którego mimo lektur, analiz, rozmów rozgryźć nie umiem.

Tym razem impulsem do ponownego przyjrzenia się sprawie była zimowa aukcja GNDM, a konkretniej, pozycja 1320 z jej katalogu.

O tę literkę L chodzi. 
Twórcami stempli monet Augusta III interesuję się od dawna. Znamy autorów stempli miedzianych szelągów i groszy bitych do wybuchu wojny siedmioletniej. Mam pewne przypuszczenia, co do autorów stempli do tych monet bitych w fałszerskich mennicach pruskich Fryderyka Wielkiego. Mam też podejrzenie, z pewnością graniczące, że część z nich, za sprawą Gartenberga oczywiście, została zaangażowana w bicie pierwszych monet Stanisława Augusta. Głównymi podejrzanymi są tajemniczy bracia Ludewig. Zanim do nich dojdziemy, krótkie przypomnienie. Głównym medalierem mennicy w Gubinie był Johann Friedrich Stieler (1729-1790), początkowo pracujący w Dreźnie - tam wykonał pierwsze stemple do szelągów 1751 z literą S - później w Gubinie, a od roku 1756 do śmierci na powrót w Dreźnie. W Dreźnie pracując, wykonał stemple pierwszych trojaków Poniatowskiego, tzw mundurowców (cytat z Numismatyki Krajowej Stężyńskiego-Bandtkie, gdzie z kolei zacytowano Lengnicha).
Napisałem o tym 17 stycznia 2017 r. uzupełniając opis zdjęciem trojaka, o którym napisałem, że jest dziełem Stielera.
Zaprotestował pan Rafał Janke, twierdząc, że to trojak stworzony przez jednego z braci Ludewig. Nie znam źródła, w którym Janke tę informację znalazł. Przypuszczam, że podstawą tego twierdzenia była analiza stielerowskich stempli monet Augusta III. 
Sprawdziłem jeszcze u Zagórskiego. W opisie trojaka 1765 nazwisko Ludewig się nie pojawia. Jest tylko Stieler.

Zajmijmy się braćmi Ludewig - medalierami krakowskiej mennicy Stanisława Augusta, taka informacja pojawia się w wielu miejscach: u Gumowskiego w "Dziejach mennicy krakowskiej" i w rękopisie Stanisława Puscha opublikowanym przez R. Janke. 
Przypuszczam, że tę informację Pusch zaczerpnął z "Historyi medali i monet polskich..." Antoniego Schroedera opublikowanej przez Kurnatowskiego w "Zapiskach numizmatycznych". 
No i dobrze, była mennica, grawerami stempli byli w niej bracia Ludewig. Nie byle jakimi grawerami, bo "mundurowce" to monety piękne, z wyrazistymi portretami króla. I tu pierwszy dzwonek alarmowy - skąd bracia Ludewig przybyli? Musieli gdzieś wcześniej przy produkcji monet lub medali pracować, bo wyrób stempli menniczych nie jest rzeczą prostą, którą można opanować w parę dni. Trzeba też mieć własna narzędzia - punce, rylce... W sklepach ich nie sprzedawano!  
Poszukiwania w spisach personelu mennic saskich i pruskich nic nie dały. Ani śladu po "Ludewig gebruder".  

Wracamy do aukcji GNDM i lotu nr 1320. Opis "Banco-Taler, bity na stopę polską. Emisji, która różni się od odpowiedników bitych dla Saksonii brakiem tarczy saksońskiej, a także tytulaturą króla "z bożej łaski Augusta III król Polski" (zamiast Fryderyk August). Odmiana charakteryzująca się sygnaturą L (medaliera Leopolda) przy skórzanych paskach naramiennika."
Saska tarcza, wbrew opisowi, jest dobrze widoczna w centrum rewersu, ale najciekawsza jest ta litera L i jej objaśnienie "medalier Leopold". 
Talara wybito w Lipsku - na rewersie są litery E.D.C. - Ernst Dietrich Croll był lipskim mincmistrzem w latach 1753-1757 i 1762-1764 oraz grunthalskim w latach 1763-1765. Informacje o medalierze znaczącym swoje stemple literą L powinny być dostępne, bo mennica lipska ma dobrze udokumentowaną historię. Pierwszą pozycją, po którą sięgnąłem (stoi na półce nad monitorem) był katalog monet Augusta III Helmuta Kahnta. Omawiany talar ma w nim numer 677 i trzy warianty a, b i c różniące się portretem i obecnością L na awersie. Oczywiście, jest też w katalogu wyjaśnienie znaku "L" - jest to inicjał rytownika Leupolda. Kahnt podaje, że Leupold swoje dzieła oznaczał również dwiema literami LF (Leupold Fecit, czyli wykonał Leupold), ale zaznacza przy tym, że Gumowski interpretował LF jako Lipsiae Factus. Nawiasem mówiąc, to drugie oznaczenie jest dobrze widoczne na rewersie talara sprzedanego przez GNDM, na zakończeniach gałązek, co oznacza, że Leupold wykonał stemple do obu stron monety. 
Dziwna sprawa. Nie wiadomo, czy Leupold, to nazwisko, czy imię. U Kahnta jest tylko Leupold. W dawnych publikacjach wyjaśniających znaki mennicze lub prezentujących biogramy medalierów i innych artystów też wiele więcej nie znajdziemy.


Tylko tyle i aż tyle, na dodatek mowa jest tylko o pracy Leupolda w Dreźnie, a nie w Lipsku!  
Ten dukat, to też nie taka zwykła moneta. GNDM - aukcja 10, lot 515 - pamiętacie?
Z aukcyjnego opisu (podkreślenia moje):
"Literatura: Parchimowicz 68.a1, Plage 412, Kopicki 2492 (R*), Berezowski ?
Próbna odbitka w miedzi pierwszego typu dukatów Stanisława Augusta, których nigdy nie wprowadzono do obiegu. 
Jak przytacza nam Rafał Janke: "Medalierów poszukiwano w całej Europie. Tworząc projekty monet, sztychowano je i rozsyłano do różnych znanych medalierów z prośbą o wykonanie stempli. Takim, dobrym przykładem powyższego procederu, są talary próbne z lat 1765-1766. Thomas Pingo odsyłając do Warszawy stemple oraz już wykonany produkt napisał "posłaniec wysłał do Polski stemple oraz wizerunki nowej monety zaprojektowanej przez samego króla, a wygrawerowane przez pana Pingo". Świadczy to definitywnie, iż król zaprojektował wizerunek monety, najprawdopodobniej jakiś artysta przeniósł go na papier i w takiej formie projekty zostały przekazane medalierom lub mennicom z prośbą o wykonanie stempli." Analogicznie powstał pierwszy dukat Poniatowskiego, dla którego stworzono kilka różnych stempli, różniących się nie tylko literą w przekroju ramienia, ale i wykonaniem portretu i liter. Odmiana z literą L w przekroju ramienia króla, którą A. Schröder w swoim rękopisie przypisał Leopoldowi ("Pod ramieniem litera rytownika L (Leopolda), często także litera M (Mojżesz) ponieważ obydwaj takie stemple rytowali")."

I znów mamy dwóch rytowników! Leopolda i Mojżesza. Nazwiska to, czy imiona? Sprawdzam jeszcze u Zagórskiego - pozycja 773 i 773*. 
Tu mamy trochę inną pisownię - Leuppold (bardziej to na nazwisko, niż na imię wygląda), ale i tym razem poszukiwania do niczego nowego nie prowadzą. Numer 773 miał być w zbiorze Potockiego (ze z. F.H.P), sztuka z literą M odnotowana w Numophylacii Ampachiani pod nr 4631.  Numophylacii Ampachiani to trzytomowy katalog aukcji zbioru monet i medali Berińczyka Christiana Leberechta von Ampach wydany w latach 1833 do 1835. Latem ubiegłego roku można było go kupić na 29 aukcji Niemczyka.
Niestety opis katalogowy jest bardzo lakoniczny. 
Przyjrzyjmy się więc monetom (z archiwum WCN). Najpierw dukat z literą L.

A teraz z literą M.
W opisie pozycji 190 z aukcji 73 (dukat z literą M) napisano: "Rada Królestwa zwróciła się do kilku medalierów europejskich o wykonanie stempli nowych monet. Na konkurs odpowiedział między innymi Kaspar Mörikofer, który przygotował projekt rzadkiego talara z 1764 roku, bardzo rzadkiego dukata z literą L na odcięciu rękawa króla i unikalnego dukata z literą M."

I teraz, to już nic nie wiem! Nie Leopold/Leupold/Leuppold z Drezna, nie Mojżesz (nie wiadomo skąd), tylko Mörikofer? Przecież portrety są bardzo różne. To nie ta sama ręka! 

Mörikofer to autor stempli słynnego talara 
Portret bardziej podobny do dukata z M, niż z L ale tylko podobny. Nie mam pewności, czy to ten sam medalier.

Zajrzałem do innych katalogów. 
U Czapskiego, w opisie dukata jest informacja, że L to Leupold, medalier drezdeński, a przy literze M  tylko krótkie "artiste". W opisie talara z 1756 r. przy literze L jest dopisek "(Lipsia?)"; LF tłumaczy się jako Lipsiae Factus.
W czwartej części dziewiątego tomiu Katalogu podstawowych typów monet... E. Kopickiego z kolei mamy takie wyjaśnienia:
L - Leupold rytownik i medalier mennic: w Lipsku 1753-1756 i w Warszawie (!) 1765.
L-F - jak wyżej z wyjaśnieniem Leupold Fecit
M - Moses rytownik warszawski (!) 1765.
O braciach Ludewig u Kopickiego nic nie znalazłem, bo nie oznaczali swoich stempli żadnymi znakami. 
Na koniec Karol Plage i "Okres Stanisława Augusta..." (nie korzystajcie proszę z reprintu z 1970 r. - w bibliotekach cyfrowych jest cyfrowa wersja oryginału, o niebo lepsza).
Rytownicy stempli w wykazach personelu: Kraków - bracia Ludewig, Warszawa - Dubut, Holzhaeusser, Reichel i pomocnik rytownika Abraham.
W wykazie oznaczeń na monetach: 
L - Lenpold (!), rytownik drezdeński 1765-70, brak wyjaśnienia litery M, choć jest o niej w opisie dukatów.

I jak teraz to wszystko uporządkować? 
  • Stemple części trojaków "mundurowców" SAP mieli wykonać bracia Ludewig (imion nie znamy), którzy pojawili się w Krakowie nie wiadomo skąd, ale byli na tyle doświadczonymi medalierami, że ich wyroby nie odbiegały jakością od stempli doświadczonego Stielera.
  • Stemple próbnych dukatów SAP wykonali rytownicy Leopold (Leupold?) i Mojżesz/Moses (nie znani z nazwiska) - zaproszeni do "konkursu" - "Rada Królestwa zwróciła się do kilku medalierów europejskich o wykonanie stempli nowych monet". 
  • Leopold/Leupold jest wymieniany wśród personelu mennicy Lipskiej i drezdeńskiej, w której miał działać w latach 1765-1770.
Czy to możliwe, że cały czas mowa nie o trzech "panach L" (dwaj bracia Ludewig i Leopold/Leupold), a o dwóch braciach Leopoldzie/Leupoldzie i Mojżeszu Ludewig???

Monety już nic w tej sprawie nam nie opowiedzą. Odpowiedź, o ile jest możliwa, kryje się gdzieś w zakamarkach archiwów - może coś jest u Czartoryskich, może w Lipsku albo Dreźnie. A może trzeba szukać w Berlinie w Tajnym Archiwum Państwowym Fundacji Pruskiego Dziedzictwa Kulturowego (Geheimes Staatsarchiv Preußischer Kulturbesitz)? Nasi tajemniczy rytownicy mogli przecież zdobywać doświadczenie w fałszerskich pruskich mennicach podczas wojny siedmioletniej. 

A co Wy o tym myślicie?

Printfriendly