Google Website Translator Gadget

czwartek, 19 października 2023

WFP ?

Ostatnio, najczęściej wygląda to tak: 

Przynajmniej na aukcjach krajowych. Na zagranicznych mam więcej szczęścia. Albo ceny są mniej szalone. 

Tę monetę kupiłem za 5 euro + młotek + przesyłka. 

Opisana była tak: 
Dlaczego strona z popiersiem władcy ma być rewersem? Nieważne. Sama moneta była najmniej ważna w momencie podejmowania decyzji o jej licytowaniu. Decydowała kontrmarka. 

Jej interpretację, jako litery WFP od razu uznałem za błędną. Przypuszczałem, że to litery W i P rozdzielone herbem. Albo Pilawą, albo Prusem. Widać to już na zdjęciach aukcyjnych, a kiedy moneta do mnie dotarła, nie było już żadnych wątpliwości. To nie F.

W moich notatkach nie miałem nic to takiej kontrmarce, zapytałem więc kogoś, kto jak przypuszczałem, powinien więcej wiedzieć. Pan Robert Gorzkowski nie zawiódł, odpowiadając  prawie natychmiast "Punca Wincentego Potockiego popularna i znana" i przysyłając zdjęcia okazów ze swojej kolekcji - szóstaka Jana III i grosza Augusta III. Moje przypuszczenia okazały się więc prawidłowe. To nie F tylko Pilawa. 

Następnym krokiem było oczywiście poszukiwanie informacji o Wincentym Potockim. Nie mam książki p. Gorzkowskiego "Pokwitowania i płacidła, powinności pańszczyźniane, praca ustawowa i najemna, szarwarki, czynsze- mające związek z dworem i wsią", ale mam "Reminiscencje numizmatyczne - materiały z sympozjów numizmatycznych w Praszce oraz spotkań miłośników pieniądza zastępczego w Bardzie". Jest w niej artykuł R. Gorzkowskiego "Pokwitowania i płacidła w formie punc umieszczanych na wytartych monetach", a w nim zdjęcie puncy Potockiego na miedzianym groszu Augusta. Jest też informacja o wzmiance o monetach Wincentego Potockiego opublikowanej w 1894 roku w WNA przez Ignacego Żegotę Pauli. Nie mam dostępu do tego numeru WNA, ale Gorzkowski podaje, że Źródłem informacji był Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich. 

Monet Potockiego nie znamy, chodziło więc na pewno o te właśnie kontrmarki. 

"Pilawa" i "Potocki" bardzo często pojawiają się w opisach aukcyjnych rzadkich i cennych monet. 

Monety te pochodzą z kolekcji, której ostatnimi właścicielami byli namiestnik Galicji, hrabia Andrzej Potocki (1861–1908) i jego syn Adam (1896–1966). Umieszczana na nich Pilawa nie jest kontrmarką, tylko znakiem własnościowym, takim jak C z Leliwą na monetach z kolekcji Czapskiego. Wspaniałą kolekcję Potockich zapoczątkował nie kto inny, jak Wincenty Potocki. Kolekcjonował zresztą nie tylko monety. Miał wspaniały księgozbiór, wiele obrazów, w tym przypisywanych Rembrandtowi i Tycjanowi, kolekcję marmurów (rzeźb), porcelany itp.

W spadku po ojcu otrzymał Wincenty: Brody, Zbaraż, dwa pałace w Warszawie i liczne posiadłości na Podolu, Ziemi Kijowskiej i Winnickiej, a także folwarki pod Lwowem. Majątek wyceniano na przeszło dziesięć milionów złotych. Po śmierci bezdzietnego brata Franciszka  doszedł do tego klucz majątków na bracławszczyźnie i 700 tys. złotych. Pasja kolekcjonerska i zamiłowanie do wystawnego trybu życia doprowadziły Wincentego Potockiego na skraj bankructwa. Na swoje zakupy Potocki zaciągał pożyczki u holenderskich bankierów. Zwlekał ze spłatami, więc odsetki rosły, szybko doprowadzając zadłużenie do czterech milionów złotych. Musiał zacząć stopniowo sprzedawać swoje posiadłości i zbiory. Tak stało się i z kolekcją numizmatyczną, ale ta na szczęście trafiła w ręce innych członków rodu i nie tylko przetrwała, ale została rozbudowana.

Nie mam w zbiorze żadnej monety z kolekcji Potockich, ale mam od kilku dni monetę z "prywatnej mennicy we wsi Kowalówka w Bracławskim". 


piątek, 13 października 2023

Świdnica

Nie byłem, ale coraz bardziej jestem przekonany, że muszę tam pojechać. Mam przecież w zbiorze kilka monet z tamtejszej mennicy, a z relacji znajomych i tego, co w Internecie widzę, że warto Świdnicę odwiedzić.  

XV-wieczny brakteat Księstwa Świdnickiego z głową dzika.
Dlaczego dzik? 
Do 1492 roku Świdnica miała dwa herby miejskie. Czerwony gryf, znany od 1284 roku, był starą pieczęcią miejską. Czarny dzik był używany na pieczęciach radnych od 1335 roku. Według niektórych źródeł dzik ma być nawiązaniem do nazwy miejscowości. Inne źródła podają, że nazwa Świdnica wywodzi się od staropolskiej nazwy krzewu świdwy, czyli derenia (nalewka mniam mniam). Niemiecki nauczyciel Heinrich Adamy w swoim dziele o nazwach miejscowości na Śląsku wydanym w 1888 we Wrocławiu wymienia jako najwcześniejszą zanotowaną nazwę miejscowości w łacińskim dokumencie z 1070 – Svidnica. W herbie miasta derenia brak, jest dzik. Uważano, że obie pieczęcie - z gryfem i dzikiem -  mają równe prawa. Na prośbę miasta, król Czech Władysław II Jagiellończyk zezwolił na połączenie herbów i dodanie królewskiej korony i od 29 listopada 1492 Świdnica ma taki herb. 

Świdnica kojarzy się większości kolekcjonerów monet z półgroszami bitymi w tym mieście za Ludwika II Jagiellończyka (syna wspomnianego wyżej Władysława). 
 
Półgrosze świdnickie Ludwika Jagiellończyka.

Władysław zmarł w roku 1516. Jego syn, ludwik, bratanek Zygmunta Starego miał wtedy 10 lat więc księstwem de facto rządzili jego doradcy. Po zauważeniu, że w Polsce nie było w obiegu wystarczająco dużej ilości najpotrzebniejszej monety obiegowej - półgroszy, doradcy małoletniego Ludwika wpadli na pomysł wybijania w świdnickiej mennicy monet bardzo do nich podobnych.  
Półgrosz koronny Zygmunta Starego z roku 1507.

Początkowo parametry półgroszy Ludwika niewiele odbiegały od polskiej ordynacji menniczej. Stopniowo ich jakość pogarszała się. Zamiast 256 sztuk z grzywny srebra wybijano ich znacznie ponad 300. Materiałem do produkcji były...  półgrosze Zygmunta, masowo wykupywane na ziemiach polskich. Dobre polskie monety trafiały do świdnickiej mennicy gdzie przetapiano je i  z uzyskanego srebra bito półgrosze Ludwika. Z dwóch polskich powstawały trzy świdnickie. Gorsza moneta napływała do Polski, gdzie kursowała bez większych przeszkód ze względu na podobieństwo do monet Zygmunta i powszechny analfabetyzm. 
Półgrosze świdnickie doprowadziły do poważnego kryzysu finansowego w Polsce, do załamania się handlu na pograniczu polsko-śląskim a nawet do rozruchów na Śląsku. W Świdnicy gmina miejska i cechy rzemieślników wystąpiły przeciwko radzie miejskiej. Doszło do prawdziwej rewolucji. Tłum mieszkańców miasta zaatakował rajców i patrycjuszy. Doszło też do napadu na mennicę na świdnickim zamku. Ludwik zareagował ostro. Wyznaczył komisarza, który miał przywrócić porządek w mieście. Do Wrocławia wezwano 70  mieszczan, których uwięziono, niektórych poddano torturom by wyjawili przywódców buntu. Trzech więźniów ścięto na wrocławskim rynku. Następnie komisarz, książę Jerzy Hohenzollern-Ansbach z Karniowa ruszył na Świdnicę, która zaczęła przygotowywać się do oblężenia. W końcu do niego nie doszło, bo Ludwik zareagował doprowadzając do uwolnienia Świdniczan zatrzymanych we Wrocławiu.
Niepokoje w Świdnicy zakończyły się w marcu 1524 roku. Miastem nadal miała rządzić stara rada miejska ale w nadchodzących wyborach mogli do niej kandydować przedstawiciele cechów. Mennica mogła nadal wybijać półgrosze ale Ludwik nie chciał już być kojarzony z mennicą o podejrzanej reputacji. "Przepisał" ją więc na żonę :-) Mennicą nadal kierował Paweł Monau. Krótko, bo zmarł prawdopodobnie na przełomie 1525/1526. 
Dwudziestoletni Ludwik zginął w bitwie pod Mohaczem w roku 1526 ale nie wstrzymało to produkcji półgroszy przez wdowę. Mennicę przejął Konrad Sauermann, stopa mennicza świdnickich półgroszy, które nadal bito z imieniem Ludwika i niezmienianą datą 1526, uległa dalszemu pogorszeniu. Zwrócono na to uwagę Ferdynandowi I,  nowemu królowi Czech i Węgier, a ten w 1528 roku zlikwidował w końcu świdnicką mennicę.

Po stronie polskiej również walczono z półgroszami Ludwika. Zygmunt Stary zakazał  przyjmowania monety świdnickiej ale zakaz nie obejmował Litwy i Prus. Nie był też ściśle przestrzegany w Koronie. Dopiero reformy monetarne z lat 1526–1535 rozwiązały problem. 
W 1527 r. ogłoszono wykup półgroszy świdnickich po pięć nowych denarów za sztukę. Później cenę podniesiono do ośmiu denarów, bo ludzie niechętnie pozbywali się półgroszy. 

Ściągnięte z rynku monety świdnickie wykorzystano, jako surowiec dla nowych gatunków pieniądza – trojaków i szóstaków, dla których ustalono próbę srebra 375, taką samą jaką miały wycofywane półgrosze. Trojaki i szóstaki ze słabego srebra są dziś bardzo rzadkie i pomimo złego zwykle stanu zachowania, osiągają na aukcjach bardzo wysokie ceny.  

Na Litwie monety Ludwika II zdołano wyeliminować dopiero w latach 1546–1547, w ramach akcji przebijania półgroszy świdnickich na litewskie monety Zygmunta Augusta. 

Mam jeszcze jedną monetę, którą dawniej wiązano z Głogowem, a dziś wiadomo już, że to kwartnik Księstwa fürstenberskiego (świdnicko-jaworskiego).

Wybity w początku XIV wieku, za czasów panowania Bernarda, Henryka i Bolka II. Jako miejsce wybicia podaje się zwykle mennice w Lwówku, Starym Książu lub Świdnicy. Władcy księstwa najprawdopodobniej upamiętnili tą monetą ślub swojej siostry, Beatrycze z Ludwikiem, księciem bawarskim. 

W Świdnicy wybito wiele innych monet. Część z nich można zobaczyć na wystawie w świdnickim Muzeum Dawnego Kupiectwa. 
Myślę, że warto tam zajrzeć.

Jeśli ktoś z Was chciałby dowiedzieć się czegoś więcej o świdnickiej mennicy w początkach XVI wieku, powinien sięgnąć po wydaną w 1911 roku broszurę Michała Grażyńskiego "Mennica świdnicka za Zygmunta I". Pozycja niestety trudno dostępna, bo ze względu na ochronę praw autorskich wyłączona z wolnego dostępu w sieci bibliotek cyfrowych. Na szczęście tekst jest dostępny w częściach opublikowanych w 1911 roku w Wiadomościach Numizmatyczno-Archeologicznych.

piątek, 6 października 2023

Do Krakowa!

 Dostałem dziś zaproszenie... 

Przykro mi niezmiernie, ale 19 października będę daleko od Krakowa. Dwudziestego pierwszego niestety też, czego nie mniej żałuję. 
Wystawę na pewno zdążę zobaczyć trochę później, ale niestety ominie mnie przyjemność wysłuchania tych ciekawych wykładów i uczestnictwa w oprowadzeniu kuratorskim. 

Trudno. Pozostaje mi tylko zazdrościć tym z Was, którzy 19 i 21 października będą w Krakowie u Czapskich.



środa, 4 października 2023

Udostępniono pełne archiwum Przeglądu Numizmatycznego.

 Na stronie Stowarzyszenia Numizmatyków Profesjonalnych zgodnie z obietnicą  z października 2022 udostępniono wszystkie numery Przeglądu Numizmatycznego. Przez rok obietnicy dotrzymywano częściowo tylko - można było czytać PN od numeru 2/2010 do 1/2018. Teraz jest już komplet. 



Poszczególne numery można przeglądać dzięki mechanizmowi 3d-flip-book. 
Czyta się dobrze, bo powiększenie podglądu łatwo reguluje się kliknięciami w odpowiednie ikonki lub obrotem kółka myszki. 
Czytać można tylko on-line, nie udostępniono pobierania plików.

Do pełni szczęścia brak jeszcze możliwości wyszukiwania tekstów (autorzy, tytuł, tematyka) lub choćby pełnego spisu treści wszystkich numerów ale to już tylko takie marudzenie. 

Przede wszystkim, SNP należą się wielkie podziękowania, które niniejszym składam.

wtorek, 3 października 2023

I znów 1 fenig 1917.

Egzemplarz, o którym pisałem we wrześniu, oferowany na FB nadal nie znalazł nabywcy, mimo że cenę obniżono o 300 zł. 

Za to na Allegro, na aukcji GNJerzykowski sprzedano za prawie 40.000 złotych okazowy egzemplarz wybity polerowanym stemplem. 
To z kolei moneta znana już z naszego rynku. Była na 15 aukcji PGN-PDA, w 1918 roku  na 14 aukcji u Niemczyka. 
i w grudniu 2021 na aukcji WDA-MiM 
Jak widać, cena stale rośnie, ale częstotliwość zmian właścicieli moim zdaniem wskazuje na inwestycyjne raczej, a nie kolekcjonerskie motywacje kolejnych posiadaczy. Moneta cały czas jest oferowana w tym samym slabie. 

Numimarket.pl też niedawno sprzedał naszą ulubioną jednofenigówkę. Egzemplarz mocno skorodowany, ale z czytelnymi kluczowymi elementami potwierdzającymi jego  oryginalność. 

To też sztuka, której obecności na rynku wcześniej nie odnotowałem. Trzydziesta dziewiąta!!!

Na dziś tyle. Czekam niecierpliwie na kilka przesyłek z monetami wylicytowanymi na zagranicznych aukcjach. Na razie dotarł jeden "dziurawiec". 

Pomimo uszkodzenia, cieszy mnie bardzo.

sobota, 9 września 2023

Żurawie odlatują, monety przylatują (albo nie przylatują)

 Jak w tym budowlanym "sucharze" - tyle roboty, że nie ma czasu taczek załadować. A wydawało mi się, że na emeryturze będzie czas na wszystko. 

Tymczasem - ogród, znajomi, brydż, grzyby, jeziora, rower...

Dla monet też coś się udaje wykroić, ale nie tyle ile bym chciał. Poranne przeglądy ofert Allegro, eBay, OneBid, Biddr itp. plus nowe wiadomości na forach i sprawdzanie wiadomości e-mail to prawie godzina przed monitorem. 

Porządki w katalogu zbioru i dodawanie nowych pozycji to kolejna godzina. A nowych pozycji trochę jest, bo coś się z końcem lata ruszyło. Na Allegro i nie tylko. 

 
 
 
I jeszcze kilka czeka na "obróbkę". Drobnica, ale talary i dukaty nie dla budżetówkowych emerytów. 

Między tymi, które nie przyleciały/przyjechały też są rzeczy ciekawe. 
Na etykiecie slabu mamy "Blank Planchet T-2" - wyjaśnienie jest w opisie aukcji
Oryginalny, czysty krążek jednofenigówki Królestwa Polskiego z roku 1917. Typ 2, z podniesionym rantem. Moneta posiada wżery, bardzo charakterystyczne właśnie dla rzadkiego rocznika 1917. Pozycja nienotowana w katalogach, rarytas numizmatyczny o dużej rzadkośći. Moneta z certyfikatem amerykańskiej firmy PCGS - nota XF Details (stan zachowania II, z potwierdzoną dopiskiem "Env. Damage" charakterystyczną powierzchnią).

Nie licytowałem, bo mam. Nie w slabie, ale też krążek po wstępnej obróbce powodującej powstanie wypukłości obrzeża. 

Wybita już jednofenigówka 1917 pojawiła się na FB (chyba nadal jest dostępna). 

Nie przymierzam się do zakupu, bo mam. Poza tym to już trzydziesty siódmy egzemplarz odnotowany przeze mnie. Chyba przeszacowałem rzadkość, R4 wydaje się właściwsze, niż R5.

Jak już jesteśmy przt Królestwie Polskim, to miałem chrapkę na ten okaz. 

W moim katalogu 1.3.1.c. ale w powiększeniu wygląda tak 
Czyli najprawdopodobniej nie Doubled Die tylko Machine Doubling. Chciałem sprawdzić organoleptycznie, ustawiłem limit, ale sprzedający aukcję zakończył. Napisałem do niego, ale na razie brak odpowiedzi.

Próbowałem jeszcze tu 
poległem - za niski limit, ale niewiele brakowało.

I tu 
Ta dwuzłotówka była na Allegro Lokalnie, a tam snajper nie zawsze działa, jakbym chciał. Czasem mu się udaje, ale najczęściej (niestety) nie. Szkoda, bo limit dałem znacznie wyższy. Niestety nie miałem czasu, żeby siedzieć przy komputerze i ręcznie podbijać ofertę co pięć minut, bez pewności, jak długo będę musiał się tak męczyć.

A żurawie, jak co roku, od tygodnia mniej więcej , dzień w dzień krążą wysoko w mniejszych lub większych grupach, formując klucze i głośno się nawołując, przygotowują się do odlotu. 

Ja nie odlatuję. Ładnie tu. 
 

Monety, które gdzieś "odleciały" prędzej czy później wrócą, jak te żurawie. Może nie te same, ale podobne albo prawie takie same. Jak mawia kolega "sępy, to cierpliwe ptaki" więc cierpliwie czekam wypatrując zdobyczy.

poniedziałek, 21 sierpnia 2023

A L' HÉROÏQUE POLOGNE - ciąg dalszy.

Po opublikowaniu pierwszego wpisu poświęconego medalowi A L' HÉROÏQUE POLOGNE,  prośbie umieszczonej na forum TPZN i zapytaniach skierowanych do Muzeum Czapskich dostałem wiele odpowiedzi. Wszystkim, którzy zareagowali, bardzo dziękuję. 

Fantastycznie rozwinęła się korespondencja z Krakowem. Pani Agnieszka Smołucha-Sładkowska, która zajmuje się medalami u Czapskich przysłała mi informacje "z pierwszej ręki", czyli z dokumentów przechowywanych w muzeum.

Komedia pomyłek!

W katalogu kartkowym sporządzonym własnoręcznie przez Emeryka Hutten-Czapskiego medal A L' HÉROÏQUE POLOGNE jest opisany prawidłowo (prawie) - zapisano tam, że medal jest srebrny i podano parametry metrologiczne.  

Podczas pracy nad drukowanym wydaniem drugiego tomu katalogu popełniono błąd. W rubryce "m" - metal pojawił się skrót Æ oznaczający miedź lub jej stopy, a w rubryce "p" - zamiast wagi umieszczono kropkę. Hrabia Czapski pomyłkę zauważył i w swoim egzemplarzu katalogu ręcznie naniósł odpowiednie poprawki. Skan tego zapisu umieściłem w poprzednim wpisie i tu też go przypomnę. 

Ręcznie wpisaną wagę łatwo zauważyć, ale żeby dostrzec, że zmieniono zapis dotyczący metalu, trzeba się bardzo uważnie przyjrzeć. Poprawka z Æ na 🜇 jest niemal niedostrzegalna - ja w każdym razie ją przeoczyłem. 

Wielu kolekcjonerów i chyba wszystkie polskie firmy numizmatyczne korzystają z bardzo popularnego reprintu katalogu. 

Jego wydawcy korzystali z egzemplarza, w którym poprawek Czapskiego nie ma. 
I tu widzę pierwszy poważny problem. Doświadczony kupiec, znający rynek musi wiedzieć po pierwsze, że sprzedaje odbitkę z brązu a nie srebrną i po drugie, że takie odbitki są pospolite, łatwo dostępne w każdym czasie i nie ma mowy o stopniu rzadkości R4. Dlatego uważam, że oferując medal w brązie nie powinno się pisać, że to Czapski-3831 o rzadkości R4.
Taki opis aukcyjny:
Medal, a L'Heroique Pologne (Bohaterskiej Polsce) 1831
sygnowany BARRE.FECIT
brąz, średnica xx,x mm, waga yy,yy gramów
Literatura: Hutten-Czapski 3831 (R4)
to nie zaniedbanie, tylko świadome okłamywanie klientów. Albo lenistwo i niekompetencja. Nie wiadomo, co gorsze. 

To nie koniec pomyłek. W piątym tomie katalogu Czapskiego jest informacja o jeszcze jednym egzemplarzu. 
Informacja z muzeum Czapskich:
W t. 5 katalogu (sporządzanym już przez Gumowskiego) pojawia się drugi egzemplarz srebrny pod numerem 10.448 opisany przez Gumowskiego jako "taki jak 3831 ale w srebrze", podejrzewam, że może to być pomyłka Gumowskiego (pewnie Gumowski nie zorientował się, że w 2 tomie katalogu jest błąd), bo w kolekcji nie mamy drugiego srebrnego egzemplarza.
Egzemplarzy brązowych mamy łącznie w kolekcji 7 (w tym to jedno srebro, jeden brąz złocony i jeden brąz srebrzony), a u Czartoryskich jest jeszcze kolejne 12 sztuk (wszystkie w brązie).

W opisie pozycji 10448 czytamy jeszcze "...avec lampe incuse sur la tranche", czyli z wklęsłym oznaczeniem przedstawiającym lampę umieszczonym na rancie.

Okazuje się, że od 30 marca 1832, mennica paryska na bitych przez siebie medalach i żetonach nanosiła wklęsły znak gwarantujący pochodzenie i status metalu szlachetnego. Znak ten szybko stał się znakiem producenta i został rozszerzony na zwykłe metale. Zmieniał się w czasie, więc mamy możliwość ustalenia rzeczywistej daty bicia medali, co pomaga zidentyfikować późniejsze bicia z oryginalnych stempli. Poniższą ilustrację pokazującą oznaczenia mennicy paryskiej przedstawił na forum TPZN kol. konosament. 

Lampka oliwna była znakiem stosowanym w latach 1832-1841.

Jest też informacja, że taki medal został opisany w katalogu Die Reichelsche münzsammlung in St. Petersburg. v.2 pod numerem 2785. Oczywiście jest. 

Opis dotyczy medalu w srebrze. Nie ma wzmianki o znaku na rancie, nie ma określenia stopnia rzadkości. 

Poprosiłem o sprawdzenie, na którym egzemplarzu jest znak lampki. Odpowiedź mocno mnie zaskoczyła, przypuszczam, że autorkę odpowiedzi również. Odpowiedź bowiem wygląda tak: 
Sytuacja wygląda tak - jak pisałam Panu w poprzednim mailu - u nas jest tylko jeden medal srebrny, nie mamy drugiego srebra, i wszystko wskazuje na to, że numery Czapskiego 10448 i 3831 to jeden i ten sam egzemplarz (wydaje się, że Gumowski popełnił błąd, bo opisując medal 10448 napisał - błędnie przecież - "paraille au no. 3831, mais [ALE] frappe en argent", tak jakby 3831 nie był bity w srebrze, a wiemy przecież, że był). Nie mamy żadnego śladu po numerze 10448. Srebro, które mamy (jest w gablocie na wystawie stałej), ma puncę z lampką, pomimo braku informacji o lampce w katalogu przy opisie egzemplarza 3831 (tom II) nie znaczy to jednak, że nie jest to 3831 - informacja o lampce jest bowiem uwzględniona w opisie medalu 3831 na karteczce rękopiśmiennej w katalogu kartkowym.
Podsumowując: w kolekcji Czapskiego był i jest tylko jeden srebrny medal A L' HÉROÏQUE POLOGNE. Numer w katalogu to 3831, a jego stopień rzadkości to R4. 
Powoływanie się na te dane w katalogach aukcyjnych i ofertach sprzedaży odbitek w brązie jest nadużyciem.

Sprawa metalu wydaje się rozwiązana. Teraz kwestia pochodzenia. W katalogach kolekcji  Reichela i Czapskiego mowa o Komitecie Brukselskim. Mowa też o postaci wspierającej Polonię - ma to być Belgia w czapce frygijskiej. W obu katalogach autorzy zaznaczyli, że na rewersie jest lew - herb Belgii.

Zacznijmy od tego ostatniego elementu. 

Lew na medalu. 
Lew na XIX-wiecznej monecie belgijskiej.

Belgijski lew nie ma miecza w łapie! Lew z mieczem w prawej łapie pojawia się natomiast w herbie francuskiego miasta Lyon. Nie zawsze, ale w interesującym nas okresie tak. Przywrócenie monarchii we Francji w roku 1815 zaowocowało między innymi zmianą herbu Francji i zgodą Ludwika XVIII dla francuskich miast na powrót do herbów, których używały przed rewolucją. Oprócz tego, król nakazał dodanie do herbu Lyonu miecza w prawej łapie lwa, aby upamiętnić oblężenie Lyonu, które miasto przetrwało w 1793 r. oraz w uznaniu wkładu miasta w walce przeciwko rewolucji. 
Herb Lyonu w 1831 roku.

Wszelkie wątpliwości, co do pochodzenia medalu rozwiewają dokumenty, w tym listy Joachima Lelewela, ale najważniejsze jest sprawozdanie działającego w Lyonie Towarzystwa Bazaru Polskiego z pracy i  wykorzystania funduszy w latach 1831-1836. 
Znajdujemy w nim szczegółowe dane dotyczące emisji medalu. 
Po stronie kosztów widzimy 7512 franków za wybicie w mennicy paryskiej 5008 medali w brązie i  34,8 franka za wybicie tam 2 medali w srebrze. Inne koszty, w tym wynagrodzenie dla medaliera wyniosły 1390,75 franka. Mowa też o pozłoceniu czterech medali brązowych. Po stronie przychodów podano, że we Francji sprzedano 3142 medale, a poza jej granicami 135. Medale we Francji sprzedawano po 5 franków. Oprócz tego 500 sztuk otrzymał książę Czartoryski, 628 sztuk rozprowadzono korespondencyjnie, a w kasie Towarzystwa pozostawało w 1836 roku 730 medali, z czego 147 sztuk pozostawiono do rozliczenia niezwróconych talonów subskrypcyjnych. 17 medali Towarzystwo rozdało, trzy zaginęły.  
Jest też wzmianka, że otrzymano 40 franków bezpośrednio od emitenta (mincerza?) jako opłatę za zgodę na wybicie dodatkowych ośmiu medali w srebrze. Pierwotnie wybite dwa srebrne medale do roku 1836 pozostawały w kasie towarzystwa.

Potwierdzeniem, że cały czas mowa była o medalach A L' HÉROÏQUE POLOGNE jest umieszczony w sprawozdaniu cytat z gazety Le Polonais (nr 2 z 1833 r. strona 158) 

Koniec końców, mamy informację o wybiciu 5008 medali A L' HÉROÏQUE POLOGNE w brązie i 10 w srebrze. W żadnym wypadku nie wolno więc dla nich podawać jednakowego stopnia rzadkości. 

Bardzo się cieszę, że wypatrzyłem ten medal na eBay i że udało mi się go kupić. Dzięki temu udało się wspólnymi siłami wyjaśnić przyczyny błędów w katalogach aukcyjnych i ustalić rzeczywiste stopnie rzadkości odbitek w brązie i srebrze.
Nie koniec na tym. Kilka dni temu szczęśliwie miałem okazję do osobistego spotkania i długiej, fantastycznej rozmowy ze znanym kolekcjonerem i znawcą medali. Przy okazji mogłem  zobaczyć brązowy odlew z modelu medalu wykonanego przez Jeana Barre, medal brązowy posrebrzony i ciekawostkę - cynowy odlew medalu.  

Zakup jednego, z pozoru pospolitego i powszechnie znanego obiektu, a tyle radości z dochodzenia do prawdy i poznawania historii Europy, Polski, ludzi...

środa, 9 sierpnia 2023

A L' HÉROÏQUE POLOGNE

"Kilka dni temu udał mi się jeszcze jeden zakup. Ten zasługuje na osobny wpis. Więcej o nim za kilka dni."

No to do roboty. 

Medale, to margines moich numizmatycznych zainteresowań. Do niedawna miałem trzy - aluminiowy z 1929 roku, możecie go znać z okładki mojego katalogu monet II Rzeczpospolitej. 


Srebrny - medal mojego dziadka Adama. Stan fatalny, ślady czyszczenia ostrym proszkiem (popiół?), oderwane uszko, ale pamiątka rodzinna.  
Mosiądzowany cynk - medal Laszczki z 1917 roku Tadeusz Kościuszko "PIERWSZY KROK DO ZWYCIEZTWA - POZNAC SIE NA WŁASNEJ SILE". 
W 2007 roku wypatrzyłem go na eBayu i kupiłem bardzo tanio pod wpływem impulsu. Miałem też kupiony na tej samej zasadzie medal nagrodowy - był jednym z bohaterów wpisu z października 2011 roku. Już go nie mam, trafił w godne ręce.

Medal, któremu poświęcam dzisiejszy wpis też kupiłem na eBayu. Francuskim. Zawsze mi się podobał, więc dlaczego nie spróbować sił w licytacji. A nuż się uda. I się udało. 

Całkiem ładny egzemplarz, z jednym niewielkim obiciem na rancie. To częste w przypadku tych medali bo są duże i ciężkie. Każdy upadek na twardą powierzchnię musi spowodować uszkodzenie. 

A mój jest wyjątkowo ciężki. Przeszukanie archiwum OneBid odkrywa 9 egzemplarzy. Wagę i średnicę podano w ośmiu przypadkach.

Brąz, średnica 51 mm, waga 62,1 g.
Brąz, średnica 51,3 mm, waga 57,9 g.
Brąz, średnica 51.5 mm, waga 52.66 g.
Brąz, średnica 51,3 mm, waga 62 g.
Brąz, waga 59,80 g, średnica 51 mm.
Miedź, średnica 51 mm, waga 62.57 g.
Miedź, średnica 51 mm, waga 63,5 g.
Brąz, waga 51,27 g, średnica 51 mm.

Mamy niewielki rozrzut średnicy - od 51 mm do 51,5 mm i całkiem spory rozrzut wagi - od 51,27 g do 63,5 g. Dlaczego medale bite stemplami tak bardzo różnią się metrologią? 

Mój egzemplarz jeszcze bardziej odstaje wagą od średniej. 

Średnica 51,5 mm. 

Aukcyjne opisy z notowań zarejestrowanych na OneBid, jeżeli zawierają informacje o literaturze, zawsze podają "Czapski 3831 (R4)". Tymczasem u Czapskiego...  

Rysunek się zgadza. Przy okazji kolejny raz można się zachwycić pracą małżonki hrabiego. 

Z opisem jest gorzej.

Średnica się zgadza - 51,5 mm, waga niezupełnie - 68,1 g, ale największa różnica dotyczy metalu. Wszystkie notowania z OneBid to brąz lub miedź, a u Czapskiego mamy 🜇, czyli argentum. Srebro!!! Pisząc o egzemplarzach wybitych w stopach miedzi nie powinno się podawać, że to "Czapski 3831". Co najwyżej można pisać, że "rysunek jak Czapski 3831". A już w żadnym wypadku nie  wolno podawać stopnia rzadkości R4. Ten powinien dotyczyć odbitek w srebrze! Ale czy zna ktoś z Was jakieś notowania A L' HÉROÏQUE POLOGNE w srebrze? Ja trafiłem tylko na sztuki opisane "brąz srebrzony". 

U Czapskiego czytamy też "Médaille frappée par le Comité de Bruxelles.". Zgodnie z tym, w opisach aukcyjnych standardowo podaje się "Wybity nakładem Komitetu Brukselskiego "Bohaterskiej Polsce po Powstaniu Listopadowym". Mam co do tego pewne wątpliwości. Zarówno autor stempli, jak ikonografia awersu wskazują na Francję. Fakt, nie wyklucza to, że inicjatywa emisji narodziła się w Belgii, ale  w opisie egzemplarza przechowywanego w Luwrze też brak informacji o jakichkolwiek związkach medalu z Belgią. 

Ciekawa sprawa. Podrążę jeszcze ten temat.

Ciąg dalszy.


Printfriendly