To jeden z pierwszych okazów w moim zbiorze.
(zdjęcie i opis z ANTIQUITATES MATHEMATICAE Vol. 13(1) 2019, p. 145–176)
To jeden z pierwszych okazów w moim zbiorze.
Znacie?
Pewnie tak. Choćby ze znaczków wydanych w 1967 roku.Zagadka.
Polując w internetowej dżungli na monety, które chciałbym włączyć do zbioru, co jakiś czas natykam się na dziwną "zwierzynę". Kilka przykładów:
Dwadzieścia lat po wybuchu powstania styczniowego sytuacja na polskich ziemiach wyglądała fatalnie. Prusy i Rosja dokładały wszelkich starań, by zatrzeć pamięć o Polsce. Wkrótce po upadku powstania, w roku 1867 zniesiono autonomię Królestwa Polskiego, rok później wprowadzono nakaz prowadzenia ksiąg parafialnych w języku rosyjskim. W 1869 zlikwidowano Szkołę Główną Warszawską. W ciągu kolejnych dwu lat odebrano prawa miejskie licznym miastom, które udzielały pomocy powstańcom. W roku 1874 zniesiono urząd namiestnika Królestwa Polskiego. W 1886 r. przestał istnieć Bank Polski. Trwała intensywna rusyfikacja ziem polskich.
Nie lepiej było w zaborze pruskim. Po roku 1863 nasiliły się procesy germanizacyjne. Władze pruskie traktowały Wielkie Księstwo Poznańskie jak integralną część Rzeszy, dążąc do całkowitej asymilacji. po Powstaniu Styczniowym zaostrzono kontrolę graniczną. Ścigano uczestników i sympatyków powstania, którzy uciekali z Królestwa Polskiego. Kulturkampf, rugi pruskie, walka z Kościołem katolickim, wszystko zmierzało do wyeliminowania polskości.
Tymczasem w Krakowie, dzięki autonomii uzyskanej przez Galicję w 1867 roku, możliwe było demonstrowanie polskich uczuć patriotycznych. Okazję ku temu dało na przykład dwustulecie odsieczy wiedeńskiej, które uczczono na wiele sposobów. Jan Matejko namalował wielki (458 × 894 cm) obraz przedstawiający wiedeński triumf Sobieskiego.
W południe obchody przeniosły się na Błonia. Przedstawiciele władz miejskich i przewodniczący delegacji przybyłych na obchody wygłosili przemówienia. Następnie uroczysty pochód przemaszerował przez Rynek do kościoła Karmelitów Na Piasku , gdzie przed wyprawą pod Wiedeń modlił się Sobieski. Odsłonięto tam tablicę upamiętniającą „włościańskie” obchody odsieczy. Wieczorem w klasztornych ogrodach odbyła się uczta i pokaz ogni sztucznych. Pierwszy dzień obchodów zakończył się wystawieniem na scenie teatru krakowskiego sztuki Władysława Anczyca "Jan Sobieski III pod Wiedniem".
12 września ulicami miasta przeszła procesja z kościoła Karmelitów na Wawel. W katedrze złożono wieńce i odprawiono nabożeństwo dziękczynne. Na zachodniej ścianie kościoła Mariackiego odsłonięto płaskorzeźbę Piusa Welońskiego. Wieczorem iluminowano miasto.
13 września, na Wawelu, obchodzono jubileusz 25-lecia pracy artystycznej Matejki. W Ogrodzie Strzeleckim odsłonięto pomnik Sobieskiego dłuta Walerego Gadomskiego.
To tylko niektóre uroczyste wydarzenia, które zaplanowano na krakowskie obchody rocznicowe. Ich uzupełnieniem było wydanie wielu pamiątkowych medali, których katalog opublikował w roku 1884 ksiądz Ignacy Polkowski. Poprawiony i uzupełniony przez Witolda Kurnatowskiego ukazał się w roku 1886, w dziesiątym numerze "Zapisków Numizmatycznych". W następnym roku katalog ten wydał Kurnatowski w formie broszury (dostępna w Kujawsko-Pomorskiej Bibliotece Cyfrowej).
Pozycja pierwsza w tym katalogu to:Kiedyś już coś podobnego napisałem, ale to był raczej wyjątek, niż reguła. Nie praktykuję corocznych sprawozdań. Zanim przejdę do podsumowania ubiegłorocznych zakupów, kilka zdań o impulsie, który skłonił mnie do tego tematu. Była nim lektura przedświątecznego wpisu na blogu o półtorakach, która zmusiła mnie do przeanalizowania źródeł pochodzenia moich nabytków. Chodzi o podtytuł wpisu - (i ten cholerny Facebook). Z jednej strony Sławek stwierdza, że "Dzisiaj tam przeniósł się ruch numizmatyczny", z drugiej, nie zostawia na FB suchej nitki - od serwisu jako takiego, po jego użytkowników. Na FB nie kupiłem nic. Mimo to, mój zbiór powiększył się w ubiegłym roku o 42 okazy. A doszło do tego tak.
Dziesięć ubiegłorocznych nabytków to aktualne monety obiegowe - trzy z rocznika 2024, siedem z rocznika 2025. Wszystkie wyłapane z obiegu, a więc po nominale. To pierwsze źródło pochodzenia moich monet. Jak widać, do skompletowania rocznika 2025 brak mi jeszcze dwu nominałów. Problemu być nie powinno, bo nakłady wysokie.
Na Allegro Lokalnie, które Sławek uważa za "kiłę do kwadratu", kupiłem jedną monetę. Brzydal, ale jak ważny!
Jeden numizmat trafił do mnie dzięki biddr. To medal, o którym pisałem 18 grudnia.
Kolejnego rodzynka wyłowiłem z masówki na wagę kupionej w "antykwariacie" typu szwarc, mydło i powidło. Też go już pokazałem. To sfałszowana przed wojną Nike 1931. Cała reszta tej kilkukilogramowej paczki (bo musiałem wziąć całość), a właściwie to co jeszcze z niej zostało, jest do kupienia na OLX zapraszam na zakupy.
Na OLX nie tylko sprzedaję. Zrobiłem tam w ubiegłym roku pięć zakupów. Pochwaliłem się już żetonem na pół bułki oraz dziesięciogroszówką z 1823 r. Nie pokazałem jeszcze medalu z tego źródła. Dotarł 20 grudnia, pewnie niedługo coś o nim napiszę.
Z Allegro trafiło do mnie sześć okazów. Najbardziej cieszę się z żetonu koronacyjnego Augusta III
i "orła i zająca" Władysława Wygnańca (jest we wpisie kończącym ubiegły rok).Kolejnych sześć sztuk upolowałem na eBay. Na podium dwie pozycje, którymi zdążyłem się pochwalić: Prawie medal i paryski żeton z 1848 roku. Trzecią pozycją jest niepozorny miedziany drobiazg, grosz Augusta III z kontrmarką (Boiko-Gagarin nr 19).
Bez niespodzianek:
1 grosz 301 920 000
2 grosze 154 245 000
5 groszy 99 750 000
10 groszy 90 300 000
20 groszy 87 480 000
50 groszy 46 080 000
1 złoty 46 425 000
2 złote 47 175 000
5 złotych 43 740 000
Nie do powstrzymania. Jak miecz w ręku księcia spadający na kark wroga.
Nieunikniony, jak marny los zająca w szponach orła.
Nadchodzi. Nowy Rok.
Jeszcze tylko kilkanaście godzin, pożegnamy 2025, powitamy 2026.
Nowe monety, nowe pomysły na nasze zbiory, nowe publikacje, nowe znajomości, nowe nadzieje.
Niech się Wam wiedzie!
P.S.
Nie zapominajcie - ZBIERAJMY MONETY!!!
P.P.S.
Albo medale :-)
Dysponując odpowiednim metrażem i grubym portfelem można tak.
A kiedy ma się do dyspozycji troszkę tylko miejsca na półce i pamięta się jak dawniej przechowywano kolekcje znaczków pocztowych... można w ten sposób.Niegłupi sposób, pod warunkiem, że nie chodzi o talary, medale i inne grube sztuki. Dla niskich nominałów jak najbardziej odpowiedni. Jest miejsce na dokładne opisy monet. Można też pomyśleć o takim mocowaniu kieszonek, by móc oglądać obie strony monet.
Więc może zamiast takich kart
przygotować podobne do tych filatelistycznych? Z wydrukowanymi zdjęciami, numerami katalogowymi i miejscem na notatki. W wygodnym formacie, na wystarczająco sztywnym ale nie za grubym kartonie i oczywiście z zestawem przezroczystych kopertek z nieinwazyjnego tworzywa.Wylicytowany w Monachium w sobotę, 13 grudnia, dostarczony w czwartek, 18 grudnia. Dobre tempo!
Britannia (metal britannia, początkowo także biały metal) – stop metali zawierający 92% cyny, 6% antymonu i 2% miedzi, po raz pierwszy uzyskany w Sheffield w drugiej połowie XVIII wieku.
O różnych formach, z uszkiem lub bez, wzmianek nie znalazłem. Patrząc na zdjęcie egzemplarza z aukcji Marciniaka, można przypuszczać, że podstawowa forma medalu nie miała uszka. Uszko wygląda na dorabiane w jakiś sposób.
Próbując dowiedzieć się czegoś więcej o moim nowym nabytku, nawiązałem korespondencję z zawsze uczynnymi pracownikami Muzeum Czapskich. Dowiedziałem się, że u Czapskich są cztery egzemplarze: 1 w srebrze z uszkiem (właśnie Czapski 8075), 2 w brązie (jeden z uszkiem) i 1 w stopie (britannia) bez uszka, do tego są jeszcze 2 egzemplarze w kolekcji Czartoryskich, 1 w brązie i 1 srebrny z uszkiem.W internetowej galerii zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie, którego częścią jest Muzeum Czapskich pokazano brązowy egzemplarz bez uszka.
Twórcą i "nakładcą" medalu był Wacław Głowacki, krakowski złotnik, jubiler, medalier, starszy cechu złotników i jubilerów krakowskich w latach 1871–1884, radny miejski Krakowa. W 1858 r. założył pracownię złotniczo-jubilerską w Rynku Głównym, na rogu ulicy Brackiej.Zygmunt Golian, ksiądz asceta, elokwentny mówca. Urodzony w 1824 r., syn Pawła i Kunegundy Próchnickiej. Święcenia kapłańskie przyjął w 1849 r., studiował w Louvain (Lowanium), doktor teologii w 1852 r. Dominikanin w latach 1858–1859. Profesor w Akademii Duchownej w Warszawie w latach 1862–1867. Opuścił Królestwo Polskie w 1868 r. i administrował parafią św. Floriana w Krakowie. Głosił kazania i pracował w latach 1873–1880 w kościele Mariackim. Mianowany w 1880 r. proboszczem w Wieliczce, gdzie zmarł w 1885 r.
Numizmatyka, "pomocnicza nauka historii", wyrosła z kolekcjonerstwa. Nakierowana na przeszłość, rozwija się adaptując metody naukowe i korzystając z osiągnięć nauk technicznych. Rozwija się oczywiście i numizmatyka, rozumiana jako hobby i jako biznes. Pokolenie numizmatyków, jakkolwiek ten termin rozumiemy, pierwszych dwóch dekad XXI wieku zostało ukształtowane przez komputery i aukcje internetowe. Następne, widać to dziś wyraźnie, kontynuując dotychczasowy trend, będzie kształtowane przez coraz łatwiejszy dostęp do zdigitalizowanej informacji i gotowość do zmiany podejścia do metod budowania wiedzy.
Pierwsza fala digitalizacji dała nam dostęp do przeszukiwalnych publikacji: literatury fachowej, czasopism, katalogów aukcyjnych i ofertowych oraz publicznych archiwów. Następna, która już do nas dociera, poszerza obszar dostępnych danych n.p. dzięki wspomaganemu przez AI transkrybowaniu rękopisów i przeszukiwaniu zbiorów zdjęć monet, które umożliwia gromadzenie i porządkowanie danych dotyczących odmian i wariantów, analizę szczegółów stempli pozwalającą na identyfikację ich wykonawców, analizę połączeń stempli, śledzenie proweniencji numizmatów.
Sztuczna inteligencja nie zastąpi numizmatyków-badaczy, ale daje im coraz doskonalsze narzędzia. AI może porównywać setki obrazów monet, podkreślając różnice i podobieństwa, anomalie i odstępstwa od standardu i na tej podstawie grupować monety. Ciągle rozwijana będzie służyć jako druga, doskonalsza para oczu – inteligentny mikroskop równie pomocny dla nowicjusza, jak i doświadczonego numizmatyka.
Jesteśmy świadkami renesansu badań nad proweniencją numizmatów. Motorem niewątpliwie są potrzeby firm numizmatycznych poszukujących czynników, które mogą przyczynić się do zwiększenia dochodów. Monety z puncami wielkich, XIX-wiecznych kolekcjonerów, albo oferowane w oryginalnych kopertkach ze starych zbiorów zawsze się dobrze sprzedawały.
Czasem udaje się odkryć i udokumentować proweniencję, a czasem zdemaskować manipulacje i "naprawy" w celu uzyskania lepszej ceny.
Im bardziej numizmatyka staje się globalna, im łatwiejszy dostęp do ofert z całego niemal świata, tym bardziej rośnie rola i wartość lokalnych specjalizacji. Za oceanem rośnie aktywność obszarze wczesnych miedziaków amerykańskich, kanadyjskich monet z okresu wiktoriańskiego, współczesnych odmian i technicznych błędów menniczych. W tych obszarach sukces dawały cierpliwość i wnikliwość obserwacji – cechy, które komputery coraz lepiej wspierają, ale jak dotąd człowieka nie zastępują. To też może się zmienić.
Wielu kolekcjonerów, dziś w wieku 20-40 lat, weszło w hobby poprzez rynki internetowe. Dla nich barierą rozwoju i ograniczeniem może być brak mentorów, doświadczonych kolekcjonerów potrafiących bez dodatkowych narzędzi demaskować większość falsyfikatów lub prawidłowo określać stan monet, umiejących odróżnić monety czyszczone od tych z naturalną powierzchnią. Coraz częściej grading okazuje się niewystarczającą, albo nawet fałszywą gwarancją i stanu zachowania i auterntyczności. Konieczne staje się wyjście z internetowej bańki. Nie wystarczą sieciowe kursy do samodzielnej nauki, krótkie moduły wideo ani nawet wirtualne spotkania z odległymi ekspertami. W tym zakresie nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu z monetą, najlepiej w towarzystwie innych osób, nawet nie będących ekspertami. Co kilka par oczu, to nie jedna.
Przyszłość numizmatyki będzie kształtowana przez narzędzia, o których nasi poprzednicy nigdy nie śnili. Technologia ułatwia dostęp do wiedzy i wzbogaca nasze badania. Ale numizmatyka, jakkolwiek ten termin rozumiemy, wciąż rodzi się w dialogu. Między człowiekiem a człowiekiem, człowiekiem a numizmatem. Tego AI nie zastąpi i nie odbierze.
Na koniec pochwalę się nowym nabytkiem. Nike 1931!
To moneta 5 złotych "Nike", obiegowa moneta srebrna emitowana w okresie II Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1928-1932. Jest to cenny i poszukiwany przez kolekcjonerów numizmat, a jej wartość może znacznie różnić się w zależności od rocznika i stanu zachowania. Twoja moneta, w widocznym stanie obiegowym, ma dużą wartość historyczną i kolekcjonerską. Aby precyzyjnie określić jej wartość, zaleca się skonsultowanie jej ze specjalistyczną firmą numizmatyczną, która oceni jej autentyczność i stan zachowania.
Parametry, które podałeś, czyli waga 13,4 g i średnica 32,9 mm, różnią się od standardowych specyfikacji monety 5 złotych wzór 1928 "Nike" z 1931 roku. Standardowe parametry tej monety to:
Waga: 18 gramów
Średnica: 33 milimetry
Metal: Srebro próby Ag750
Różnice w podanych przez Ciebie wymiarach mogą wynikać z:
Zużycia monety: Długa cyrkulacja lub uszkodzenia mogą zmniejszyć wagę monety.
Nieprecyzyjnego pomiaru: Amatorski sprzęt pomiarowy może dawać niewielkie odchylenia.
Fałszerstwa: Niestandardowe parametry mogą czasami wskazywać na nieoryginalną monetę, choć rzadko dotyczy to tak niewielkich różnic.
Odmiany lub próby: Istniały różne odmiany próbne i emisyjne, ale standardowa moneta obiegowa miała podane wyżej parametry.
Rocznik 1931 jest uważany za rzadki i poszukiwany przez kolekcjonerów, a jego wartość jest znacznie wyższa niż wartość samego kruszcu. Zaleca się skonsultowanie monety z profesjonalnym numizmatykiem w celu dokładnej weryfikacji jej autentyczności i stanu zachowania.
I tym się różnimy, ja i ta AI. Choć miałem w rękach mniej egzemplarzy pięciozłotówek Nike niż AI "widzi", o tym że to moneta fałszywa i że sfałszowana prawie 100 lat temu wiedziałem natychmiast, nie biorąc jej do ręki nawet.
Zbierajcie monety, oglądajcie monety, oglądajcie zdjęcia monet, rozmawiajcie!