Google Website Translator Gadget

poniedziałek, 17 października 2011

Czytać, czy pisać?

Pisać, czy czytać?
A może i czytać, i pisać?  I jeszcze pracować, jeść, pić, rozmawiać, spacerować, biegać, pływać, słuchać muzyki, oglądać filmy...
A doba ma tylko 24 h.

Próbowałem zabić wyrzuty sumienia powodowane nie dającym się ukryć spadkiem mojej aktywności na blogu alibi, polegającym na tym, że nie mam czasu bo ostatnio bardzo dużo czytam. Trochę w tym prawdy jest, ale faktem też pozostaje, że czasem po prostu trudno zabrać się za pisanie.
Czytam więc ostatni nabytek ("Lem Mrożek Listy" - fascynujących 700 stron) i trafiam na takie zdanie:
"Z pisaniem - wydaje mi się, że gdy wyczerpią się wszystkie rozterki, co i po co pisać, to najlepiej doprowadzić się do maszyny i zacząć".
Skoro Mistrz tak radzi, zaczynam.

Czytam ostatnio bardzo dużo nie ograniczając się do korespondencji między Panami St. i Sł. Między innymi męczę się z "Rodem Konstantyna" Aleksandra Krawczuka, a to za przyczyną takiej monetki:
Magnencjusz (350-353 n.e.), brąz z mennicy w Arles (PAR w odcinku)

Ciekawa to była postać, ten Magnencjusz. Jeden z wielu uzurpatorów. Augustem został  okrzyknięty podczas przyjęcia w domu Marcellinusa w Augustodunum, czego bezpośrednim skutkiem była śmierć Konstansa, syna Konstantyna Wielkiego. Postawił Konstancjusza II, drugiego z żyjących synów Konstantyna, przed trudnym wyborem - walka z Persami albo walka z uzurpatorem. W tej niezwykłej historii pojawia się jeszcze Vetranio, kolejny znany z monet "prawie cesarz", a jej finał  - samobójczą śmierć Magnencjusza w 353 roku, poprzedza bratobójcza masakra - bitwa pod Mursą, w której zginęło ponad pięćdziesiąt tysięcy ludzi. 30.000 z armii Konstancjusza i 24.000 z armii Magnencjusza. Po takim osłabieniu sił Rzymu nie trzeba było już długo czekać na upadek Imperium.

Niestety, im dłużej patrzę na tę monetę, tym bardziej wydaje mi się, że brązik Magnencjusza to współczesny falsyfikat. Podczyszczę, to się upewnię.

Poszukując kilku zdjęć, które schowałem kiedyś na lepsze czasy (tzn. na czas, kiedy będę miał czas)  natknąłem się na skany fragmentów z jakichś przedwojennych czasopism. Zgromadziłem je poszukując informacji o domniemanym pożarze w stuttgardzkiej mennicy (sprawa słynnego feniga Królestwa Polskiego z 1917 r.). Zupełnie o nich zapomniałem, a są ciekawe. Kilka przykładów:
i podobny przykład, ale na większą skalę
Brak drobnego pieniądza był bardzo dotkliwy, ludzie brali sprawy w swoje ręce:
Informacja z marca 1917 zapowiadająca pojawienie się monet 5, 10 i 20 fenigów z polskim orłem i polskimi napisami. O jednofenigówce nie ma nic.
Stare gazety są, jak widać, źródłem bardzo ciekawych i ważnych wiadomości, których często próżno szukać w literaturze fachowej.
Gdyby ktoś z Was dysponował nadmiarem wolnego czasu (czy to możliwe, że ktoś ma taki problem?), to polecam spedzenie kilku godzin w lokalnej bibliotece/czytelni.
Czytajcie, a potem piszcie!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Printfriendly