Weekendowe plany turystyczne wzięły w łeb. Może bym się i zmobilizował, ale uaktywniło się kilka przeszkadzajek. Jedna z nich wygląda tak
Niezwykle urodna to winowajczyni. Dwa w jednym - katalog jubileuszowej, pięćdziesiątej aukcji Warszawskiego Centrum Numizmatycznego wpleciony w pasjonujący przegląd historii polskiego pieniądza.
Świetny tekst Borysa Paszkiewicza, niegorsze zdjęcia z archiwów WCN-u - w sumie 469 + 85 prezentujących okazy wystawione na aukcję. Centrum przygotowało na swój jubileusz piękną ofertę - są pozycje oszacowane na kwoty sześciocyfrowe ze względu na wyjątkową rzadkość, są i monety względnie pospolite, ale za to w niepospolitych stanach zachowania.
Nad książką spędziłem na razie kilka godzin, ale już wiem, że to jedno z tych dzieł, do których wraca się często. Dobrze, że katalog jest porządnie wydany - kredowy papier, twarda oprawa - powinien wytrzymać lata intensywnej eksploatacji.
Druga przeszkadzajka też prezentuje się godnie:
Zgrabna szafeczka z czterema szufladami, pierwotnie przeznaczona do przechowywania slajdów, świetnie sprawdza się w roli magazynku holderów i standardowych kopertek z monetami. Większość kolekcji przechowuję w bardzo podobnych, ale "jednopiętrowych", drewnianych kasetach. Ponieważ wolnego miejsca jest w nich co raz mniej, rozglądałem się za następnymi kasetami. Zamiast nich trafiłem na tę pamiątkę po "bratniej" NRD. I znów kilka godzin strawiłem na oczyszczeniu szafki i częściowym wypełnieniu nową zawartością.
Później, w ramach urozmaicenia zajęć, zabrałem się za oczekujące od kilku tygodni zdjęcia monet, które dostałem od Pana A. Dąbrowskiego. Mamy wspólne zainteresowania dotyczące monet Królestwa Polskiego z okresu 1835-1841. Dostałem zdjęcia kilku odmian trojaków, których brak w mojej kolekcji, w związku z czym w katalogu zamiast ilustracji umieściłem napis "brak zdjęcia".
Zdjęcia trzeba było poddać obróbce, by utrzymać przyjęty standard. Konieczne okazało się też uzupełnienie i skorygowanie części opisów.
I znów kilka godzin minęło niepostrzeżenie.
Niepostrzeżenie dla mnie. Żona była chyba innego zdania. I w tym momencie... ponownie sięgnąłem po katalog WCN, otworzyłem na stronie 194 i pokazałem palcem (tak, wiem, palcem się nie pokazuje) jeden z akapitów. Lekturę i koniec weekendu uczciliśmy butelką dobrego wina.
Czego i Wam życzę.
Google Website Translator Gadget
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Monety Królestwa Polskiego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Monety Królestwa Polskiego. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 20 lutego 2012
poniedziałek, 17 października 2011
Czytać, czy pisać?
Pisać, czy czytać?
A może i czytać, i pisać? I jeszcze pracować, jeść, pić, rozmawiać, spacerować, biegać, pływać, słuchać muzyki, oglądać filmy...
A doba ma tylko 24 h.
Próbowałem zabić wyrzuty sumienia powodowane nie dającym się ukryć spadkiem mojej aktywności na blogu alibi, polegającym na tym, że nie mam czasu bo ostatnio bardzo dużo czytam. Trochę w tym prawdy jest, ale faktem też pozostaje, że czasem po prostu trudno zabrać się za pisanie.
Czytam więc ostatni nabytek ("Lem Mrożek Listy" - fascynujących 700 stron) i trafiam na takie zdanie:
Czytam ostatnio bardzo dużo nie ograniczając się do korespondencji między Panami St. i Sł. Między innymi męczę się z "Rodem Konstantyna" Aleksandra Krawczuka, a to za przyczyną takiej monetki:
Ciekawa to była postać, ten Magnencjusz. Jeden z wielu uzurpatorów. Augustem został okrzyknięty podczas przyjęcia w domu Marcellinusa w Augustodunum, czego bezpośrednim skutkiem była śmierć Konstansa, syna Konstantyna Wielkiego. Postawił Konstancjusza II, drugiego z żyjących synów Konstantyna, przed trudnym wyborem - walka z Persami albo walka z uzurpatorem. W tej niezwykłej historii pojawia się jeszcze Vetranio, kolejny znany z monet "prawie cesarz", a jej finał - samobójczą śmierć Magnencjusza w 353 roku, poprzedza bratobójcza masakra - bitwa pod Mursą, w której zginęło ponad pięćdziesiąt tysięcy ludzi. 30.000 z armii Konstancjusza i 24.000 z armii Magnencjusza. Po takim osłabieniu sił Rzymu nie trzeba było już długo czekać na upadek Imperium.
Niestety, im dłużej patrzę na tę monetę, tym bardziej wydaje mi się, że brązik Magnencjusza to współczesny falsyfikat. Podczyszczę, to się upewnię.
Poszukując kilku zdjęć, które schowałem kiedyś na lepsze czasy (tzn. na czas, kiedy będę miał czas) natknąłem się na skany fragmentów z jakichś przedwojennych czasopism. Zgromadziłem je poszukując informacji o domniemanym pożarze w stuttgardzkiej mennicy (sprawa słynnego feniga Królestwa Polskiego z 1917 r.). Zupełnie o nich zapomniałem, a są ciekawe. Kilka przykładów:
i podobny przykład, ale na większą skalę
Brak drobnego pieniądza był bardzo dotkliwy, ludzie brali sprawy w swoje ręce:
Informacja z marca 1917 zapowiadająca pojawienie się monet 5, 10 i 20 fenigów z polskim orłem i polskimi napisami. O jednofenigówce nie ma nic.
Stare gazety są, jak widać, źródłem bardzo ciekawych i ważnych wiadomości, których często próżno szukać w literaturze fachowej.
Gdyby ktoś z Was dysponował nadmiarem wolnego czasu (czy to możliwe, że ktoś ma taki problem?), to polecam spedzenie kilku godzin w lokalnej bibliotece/czytelni.
Czytajcie, a potem piszcie!
A może i czytać, i pisać? I jeszcze pracować, jeść, pić, rozmawiać, spacerować, biegać, pływać, słuchać muzyki, oglądać filmy...
A doba ma tylko 24 h.
Próbowałem zabić wyrzuty sumienia powodowane nie dającym się ukryć spadkiem mojej aktywności na blogu alibi, polegającym na tym, że nie mam czasu bo ostatnio bardzo dużo czytam. Trochę w tym prawdy jest, ale faktem też pozostaje, że czasem po prostu trudno zabrać się za pisanie.
Czytam więc ostatni nabytek ("Lem Mrożek Listy" - fascynujących 700 stron) i trafiam na takie zdanie:
"Z pisaniem - wydaje mi się, że gdy wyczerpią się wszystkie rozterki, co i po co pisać, to najlepiej doprowadzić się do maszyny i zacząć".Skoro Mistrz tak radzi, zaczynam.
Czytam ostatnio bardzo dużo nie ograniczając się do korespondencji między Panami St. i Sł. Między innymi męczę się z "Rodem Konstantyna" Aleksandra Krawczuka, a to za przyczyną takiej monetki:
Magnencjusz (350-353 n.e.), brąz z mennicy w Arles (PAR w odcinku)
Ciekawa to była postać, ten Magnencjusz. Jeden z wielu uzurpatorów. Augustem został okrzyknięty podczas przyjęcia w domu Marcellinusa w Augustodunum, czego bezpośrednim skutkiem była śmierć Konstansa, syna Konstantyna Wielkiego. Postawił Konstancjusza II, drugiego z żyjących synów Konstantyna, przed trudnym wyborem - walka z Persami albo walka z uzurpatorem. W tej niezwykłej historii pojawia się jeszcze Vetranio, kolejny znany z monet "prawie cesarz", a jej finał - samobójczą śmierć Magnencjusza w 353 roku, poprzedza bratobójcza masakra - bitwa pod Mursą, w której zginęło ponad pięćdziesiąt tysięcy ludzi. 30.000 z armii Konstancjusza i 24.000 z armii Magnencjusza. Po takim osłabieniu sił Rzymu nie trzeba było już długo czekać na upadek Imperium.
Niestety, im dłużej patrzę na tę monetę, tym bardziej wydaje mi się, że brązik Magnencjusza to współczesny falsyfikat. Podczyszczę, to się upewnię.
Poszukując kilku zdjęć, które schowałem kiedyś na lepsze czasy (tzn. na czas, kiedy będę miał czas) natknąłem się na skany fragmentów z jakichś przedwojennych czasopism. Zgromadziłem je poszukując informacji o domniemanym pożarze w stuttgardzkiej mennicy (sprawa słynnego feniga Królestwa Polskiego z 1917 r.). Zupełnie o nich zapomniałem, a są ciekawe. Kilka przykładów:
i podobny przykład, ale na większą skalę
Informacja z marca 1917 zapowiadająca pojawienie się monet 5, 10 i 20 fenigów z polskim orłem i polskimi napisami. O jednofenigówce nie ma nic.
Stare gazety są, jak widać, źródłem bardzo ciekawych i ważnych wiadomości, których często próżno szukać w literaturze fachowej.
Gdyby ktoś z Was dysponował nadmiarem wolnego czasu (czy to możliwe, że ktoś ma taki problem?), to polecam spedzenie kilku godzin w lokalnej bibliotece/czytelni.
Czytajcie, a potem piszcie!
Autor:
Zbierajmy monety
o
20:10
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Lem,
Magnencjusz,
Monety Królestwa Polskiego,
Mrożek
wtorek, 15 lutego 2011
Awersy monet Królestwa Polskiego od roku 1835.
1 maja 1834 car wydał ukaz wprowadzający do obiegu w całym cesarstwie nowe monety rosyjsko-polskie. Pierwsze takie monety (złotówki) wybito w Warszawie w roku 1834. Rosyjskie napisy na rewersie nie były jedyną nowością. Zmienił się również awers - polskiego orła na piersi dwugłowego orła rosyjskiego zastąpił święty Jerzy walczący ze smokiem. Godło królestwa Polskiego wylądowało na skrzydle, pomiędzy godłami innych ziem cesarstwa.Wszystko to miało jeden cel - dostosowanie systemu monetarnego Królestwa Polskiego do systemu imperialnego. Każda reguła ma jednak swoje wyjątki. W tym przypadku były to drobne monety zdawkowe, które nadal miały być bite na stopę polską i na których nie wprowadzono napisów cyrylicą. Mowa o nominałach od jednego do dziesięciu groszy. Z ich rewersów zniknęło słowo "POLSKI" (pozostała polska nazwa jednostki monetarnej - GROSZ). Całkowitej przemianie uległy awersy. Przyjrzyjmy się dokładniej dziesięciogroszówce (rocznik 1840).
Na piersi orła herb Moskwy - na czerwonej (pionowe kreskowanie) tarczy święty Jerzy w zbroi bez płaszcza, siedzący na koniu skierowanym w prawo, wbijający kopię w paszczę skrzydlatego smoka.
W latach 1835, 1836 i częściowo w roku 1837, herb Moskwy na 10-groszówkach wyglądał tak:
Św. Jerzy w zbroi z płaszczem powiewającym za plecami.
Tarczę otacza łańcuch orderu świętego Apostoła Andrzeja Pierwszego Powołańca. Sam order znajduje się pod tarczą, na tle ogona orła.
Łańcuch składała się z trzech rodzajów ogniw:
1, okrągłego medalionu z niebieskim krzyżem X z inicjałami SARP otoczonego czerwonozłotą aureolą,
2. niebieskiego medalionu z inicjałami P I (Petrus Primus) otoczonego chorągwiami,
3. medalionu z orłem carskim z tarczą św. Jerzego na piersi.
Skrzydło prawe (po lewej), od góry:
Herb Kazania - skrzydlaty smok w koronie, skierowany w lewo.
Herb Astrachania - królewska korona, pod nią wschodni miecz skierowany ostrzem w lewo.
Herb Syberii - dwa sobole stojące na tylnych łapach trzymające w przednich łapach pięcioszczytową koronę. W tle łuk i dwie skrzyżowane strzały skierowane grotami w dół.
Skrzydło lewe (po prawej), od góry:Herb Polski - orzeł w koronie.
Herb Chersonezu Taurydzkiego - ukoronowany dwugłowy orzeł bizantyński, na piersi tarcza z krzyżem ośmioramiennym.
(w katalogu G. M. Romanowa podano M. W. - jednak jak dotąd nie widziałem monet z kropkami po literach znaku mennicy).
Ogon orła - różna ilość piór i kształt (zależnie od rocznika i wariantu stempla).
Zadziwiająca ilość szczegółów, zwłaszcza jeżeli uświadomimy sobie, że identycznie wyglądały awersy pięciogroszówek - bilonowych monet o średnicy 17 mm, ważących mniej niż półtora grama.
Warto dokładnie przyglądać się monetom.
czwartek, 25 listopada 2010
Od kropkologii stosowanej do imagineskopii.
Jak być może niektórzy z Was wiedzą (choćby z wpisu inaugurującego mój blog), jednym z moich ulubionych tematów jest bilon Królestwa Polskiego z rocznikami 1835-1841 emitowany w latach 1835-1865. Do roku 1841 (z małymi wyjątkami) bito w Warszawie nominały 1 grosz, 3 grosze, 5 groszy i 10 groszy z datami odpowiadającymi rocznikowi produkcji. Później, na podstawie specjalnych zezwoleń Jego Imperatorskiej Mości bito drobne monety z polskimi nominałami pozostawiając na nich rok 1840. Taka była teoria. A co z praktyką?
Po próbie rozwikłania chronologicznych zagadek 10-groszówek z datą 1840, którą opublikowałem w Biuletynie Numizmatycznym 2/2009 zacząłem przyglądać się niższym nominałom. I mam kilka problemów.
Problem, a właściwie cała seria problemów ujawnia się przy próbie chronologicznego uszeregowania pięciogroszówek 1840. W latach wcześniejszych żonglowano rysunkiem awersu dosyć chaotycznie. Najbardziej charakterystyczny szczegół - kształt ogona orła (ilość piór) zmieniano tam i z powrotem. To nie układa się w żaden logiczny ciąg. To samo jest z literą G. Nie mam w zbiorze i udało mi się dotrzeć do zdjęć pięciogroszówki 1839 z awersem z roku 1836 (Plage 138, Berezowski 769). Czy taka moneta istnieje? Będę wdzięczny za zdjęcia.
Kolejne pytanie, które pewnie bez odpowiedzi zostanie, bo to pytanie z cyklu, co poeta miał na myśli. Chodzi o kształt litery G w słowie GROSZ / GROSZE / GROSZY. Dlaczego Plage uznał ten szczegół za ważny dla monet 1 i 10 groszy, a pominął dla trojaków i pięciogroszówek?
I sprawa następna - kropki na miedziakach.
O ile wiem, nikt nie kwestionuje poglądu, że na piątkach i dziesiątkach 1840 kropki były kodem określającym rok/lata emisji. A w jakim celu umieszczano je na miedziakach z datą 1839? Dokumenty cytowane przez księcia Jerzego Michaiłowicza Romanowa wspominają o biciu monet miedzianych aż po rok 1849 stemplami starego rysunku, ale z datą 1840, a nie 1839, nie było więc powodu do używania kropkowego kodu. Przypuszczam, że Warszawa postępowała zgodnie z zasadą "po co babcię denerwować, niech sie babcia cieszy" i co innego robiła, a co innego "sprawozdawała".
Utwierdza mnie w tym przekonaniu zderzenie oficjalnych nakładów jednogroszówek z datami 1839 i 1840 ze statystyką ich występowania na rynku. Stanisław Pusch, dyrektorujący mennicy warszawskiej w latach 1866-1867 podaje, że w roku 1839 wypuszczono do obiegu 670.398 jednogroszówek. Książę Jerzy Michajłowicz (za M. Demmenim) podał, że w roku 1839 wybito ich 670.291. Różnica niewielka.
Dla następnych roczników odpowiednie wartości wynoszą:
1840 - 242.820 (oba źródła zgodnie)
1841 - 372.377 (również zgodnie)
Grosze bito nadal, w latach 1842 do 1849 - teoretycznie z datą 1840. Łączna ilość monet wypuszczonych/wybitych wynosi:
11.832.594 (Pusch) / 11.490.997 (Demmeni). Różnica wynosi 341.597 sztuk, co nie ma wpływu na dalsze wyliczenia.
Teoretycznie wybito więc około 670 tysięcy monet z datą 1839, około 12 milionów monet z datą 1840 i niecałe 400 tysięcy monet z datą 1841.
Jak wygląda częstotliwość występowania tych roczników na rynku? Najłatwiej mozna to sprawdzić posługując sie wyszukiwarką na Allegro. Wyszukiwanie w aukcjach zakończonych daje wyniki z ostatniego miesiąca (mniej więcej ). Sprawdźmy (stan na 25-11-2010).
1839 - 39 aukcji
1840 - 17 aukcji
1841 - 1 aukcja
Posługując się Publicznym Archiwum Allegro możemy sprawdzić dane z okresu 2006-2010 eliminując wpływ przypadkowych fluktuacji. Wyniki są takie:
1839 - 1041 aukcji
1840 - 327 aukcji
1841 - 5 aukcji
Powyższe statystyki nie uwzględniają monet sprzedawanych w zestawach i opisywanych różnymi skrótami. Wyszukiwałem tylko dla fraz "grosz 18xx", gdzie xx to 39, 40 lub 41.
Fakty są więc takie, że jednogroszówki z datą 1839 występują trzy razy częściej, niż z datą 1840! Wytłumaczenie może być tylko jedno - na części monet wybitych po roku 1841 umieszczono datę 1839 zamiast 1840 (jak nakazywały carskie upoważnienia).
Czy w tej sytuacji możliwe jest ustalenie kiedy i w jakich ilościach wybito poszczególne odmiany jednogroszówek z datami 1839 i 1840? Dla uproszczenia zakładam, że w 1841 bito monety z datą 1841.
Myślę, że definitywną odpowiedź można by uzyskać wyłącznie na podstawie archiwaliów z lat 1839-1849. Niestety, nic nie wiadomo, by gdziekolwiek zachowały się takie zapisy. Dokąd nie zostaną odkryte i ujawnione, możemy polegać wyłacznie na metodzie pendologicznej stworzonej przez Jeremiasza Apollona Hytza z Podhajec. Metoda ta polega (w skrócie) na doraźnym lub trwałym powiększaniu wyobraźni za pomocą imagineskopów oraz środków imaginogennych. Opisał ją znakomicie niejaki Śledź Otrębus Podgrobelski w dziełku pod tytułem "Wstęp do imagineskopii". Zastanawiam się, czy nie ograniczyć prawa dostępu do bloga wyłacznie do osób, ktore udowodnią, że znają tę książkę.
Po próbie rozwikłania chronologicznych zagadek 10-groszówek z datą 1840, którą opublikowałem w Biuletynie Numizmatycznym 2/2009 zacząłem przyglądać się niższym nominałom. I mam kilka problemów.
Problem, a właściwie cała seria problemów ujawnia się przy próbie chronologicznego uszeregowania pięciogroszówek 1840. W latach wcześniejszych żonglowano rysunkiem awersu dosyć chaotycznie. Najbardziej charakterystyczny szczegół - kształt ogona orła (ilość piór) zmieniano tam i z powrotem. To nie układa się w żaden logiczny ciąg. To samo jest z literą G. Nie mam w zbiorze i udało mi się dotrzeć do zdjęć pięciogroszówki 1839 z awersem z roku 1836 (Plage 138, Berezowski 769). Czy taka moneta istnieje? Będę wdzięczny za zdjęcia.
Kolejne pytanie, które pewnie bez odpowiedzi zostanie, bo to pytanie z cyklu, co poeta miał na myśli. Chodzi o kształt litery G w słowie GROSZ / GROSZE / GROSZY. Dlaczego Plage uznał ten szczegół za ważny dla monet 1 i 10 groszy, a pominął dla trojaków i pięciogroszówek?
1 grosz 1837 - G z szeryfem i bez szeryfa.
I sprawa następna - kropki na miedziakach.
O ile wiem, nikt nie kwestionuje poglądu, że na piątkach i dziesiątkach 1840 kropki były kodem określającym rok/lata emisji. A w jakim celu umieszczano je na miedziakach z datą 1839? Dokumenty cytowane przez księcia Jerzego Michaiłowicza Romanowa wspominają o biciu monet miedzianych aż po rok 1849 stemplami starego rysunku, ale z datą 1840, a nie 1839, nie było więc powodu do używania kropkowego kodu. Przypuszczam, że Warszawa postępowała zgodnie z zasadą "po co babcię denerwować, niech sie babcia cieszy" i co innego robiła, a co innego "sprawozdawała".
Utwierdza mnie w tym przekonaniu zderzenie oficjalnych nakładów jednogroszówek z datami 1839 i 1840 ze statystyką ich występowania na rynku. Stanisław Pusch, dyrektorujący mennicy warszawskiej w latach 1866-1867 podaje, że w roku 1839 wypuszczono do obiegu 670.398 jednogroszówek. Książę Jerzy Michajłowicz (za M. Demmenim) podał, że w roku 1839 wybito ich 670.291. Różnica niewielka.
Dla następnych roczników odpowiednie wartości wynoszą:
1840 - 242.820 (oba źródła zgodnie)
1841 - 372.377 (również zgodnie)
Grosze bito nadal, w latach 1842 do 1849 - teoretycznie z datą 1840. Łączna ilość monet wypuszczonych/wybitych wynosi:
11.832.594 (Pusch) / 11.490.997 (Demmeni). Różnica wynosi 341.597 sztuk, co nie ma wpływu na dalsze wyliczenia.
Teoretycznie wybito więc około 670 tysięcy monet z datą 1839, około 12 milionów monet z datą 1840 i niecałe 400 tysięcy monet z datą 1841.
Jak wygląda częstotliwość występowania tych roczników na rynku? Najłatwiej mozna to sprawdzić posługując sie wyszukiwarką na Allegro. Wyszukiwanie w aukcjach zakończonych daje wyniki z ostatniego miesiąca (mniej więcej ). Sprawdźmy (stan na 25-11-2010).
1839 - 39 aukcji
1840 - 17 aukcji
1841 - 1 aukcja
Posługując się Publicznym Archiwum Allegro możemy sprawdzić dane z okresu 2006-2010 eliminując wpływ przypadkowych fluktuacji. Wyniki są takie:
1839 - 1041 aukcji
1840 - 327 aukcji
1841 - 5 aukcji
Powyższe statystyki nie uwzględniają monet sprzedawanych w zestawach i opisywanych różnymi skrótami. Wyszukiwałem tylko dla fraz "grosz 18xx", gdzie xx to 39, 40 lub 41.
Fakty są więc takie, że jednogroszówki z datą 1839 występują trzy razy częściej, niż z datą 1840! Wytłumaczenie może być tylko jedno - na części monet wybitych po roku 1841 umieszczono datę 1839 zamiast 1840 (jak nakazywały carskie upoważnienia).
Czy w tej sytuacji możliwe jest ustalenie kiedy i w jakich ilościach wybito poszczególne odmiany jednogroszówek z datami 1839 i 1840? Dla uproszczenia zakładam, że w 1841 bito monety z datą 1841.
Myślę, że definitywną odpowiedź można by uzyskać wyłącznie na podstawie archiwaliów z lat 1839-1849. Niestety, nic nie wiadomo, by gdziekolwiek zachowały się takie zapisy. Dokąd nie zostaną odkryte i ujawnione, możemy polegać wyłacznie na metodzie pendologicznej stworzonej przez Jeremiasza Apollona Hytza z Podhajec. Metoda ta polega (w skrócie) na doraźnym lub trwałym powiększaniu wyobraźni za pomocą imagineskopów oraz środków imaginogennych. Opisał ją znakomicie niejaki Śledź Otrębus Podgrobelski w dziełku pod tytułem "Wstęp do imagineskopii". Zastanawiam się, czy nie ograniczyć prawa dostępu do bloga wyłacznie do osób, ktore udowodnią, że znają tę książkę.
Imagineskop numizmatyczny :-)
Bez wyobraźni "nie razbieriosz".
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























