Google Website Translator Gadget

niedziela, 7 października 2012

Deszczowa niedziela.

Wczoraj słonecznie, ciepło, pięknie. Dziś od rana paskudna plucha. Zamiast wycieczki w plener, wypad na giełdę kolekcjonerów.

Jak widać, organizatorzy nie są perfekcjonistami, na bilecie (nienumerowanym? sprzedanym bez paragonu z kasy fiskalnej?) dziesięć lat poszło w zapomnienie i zamiast giełdy XIV mamy IV.
Szatni brak, więc ruszam na obchód w lekko skropionej deszczem kurtce. Na szczęście nie ma tłoku.

Stoiska na dwóch poziomach, większość w holu głównym. Postanowiłem skoncentrować się na temacie pochłaniającym ostatnio prawie cały mój "wolny" czas i nie rozpraszać się przeglądaniem wszystkich wystawionych monet.
Miedziaki koronne Augusta III znalazłem na kliku zaledwie stoiskach. W większości w stanach fatalnych - do tego już się przyzwyczaiłem. Mimo to udało mi się nie wrócić z pustymi rękami. Do kolekcji dołączyły dwa szelągi i dwa grosze.

Podczas drugiego kółka między stoiskami przypadkowo rzuciłem okiem na pudło z napisem "wszystkie monety 1 zł", który nie oznaczał niestety, że mogę całe to pudło nabyć za złotówkę. Złotówka za sztukę, bo to ten napis oznaczał, to cena niewygórowana. Zwłaszcza, że nie miałem nawet zamiaru przeglądać zawartości pudła. Jedną ręką sięgnąłem po monetę leżącą na wierzchu, drugą do kieszeni po drobne. Tym sposobem kupiłem...
całkiem zgrabny falsyfikat PRL-owskiej dwudziestozłotówki. Odlewany, a nie bity.

W sumie wyjazd udany. Mam jednak wrażenie (poparte opiniami kilku sprzedających), że organizatorzy powinni następnym razem postarać się o zapewnienie lepszych warunków swoim gościom. Złe oświetlenie, brak bufetu i szatni, to główne powody narzekań.

Poniewczasie, jak to zwykle bywa, zacząłem żałować, że nie kupiłem nic na stoisku, przy którym spędziłem ładnych kilkanaście minut. Stoisko było skromne - kilka stron z klasera z kieszonkami wypełnionymi głównie monetami antycznymi (polując na XVIII-wieczne miedziaki zwracałem uwagę na wszystkie małe, ciemnobrązowe krążki). Sprzedawcą była pani mówiąca po rosyjsku, a oferowanymi monetami były głównie rzymskie emisje prowincjonalne, część z greckimi legendami. Był dość ładny Probus, dwie monety Aureliana i wiele innych, kŧórych nie oglądałem szczegółowo, bo stoisko było wyjątkowo nędznie oświetlone. Ceny od kilkudziesięciu do stu kilkudziesięciu złotych nie odstraszały, ale moja żyłka awanturnicza jakoś nie dała znać o sobie. Teraz trochę tego żałuję.

Wracając do tematu zaprzątającego ostatnio moją uwagę.
Bardzo, bardzo proszę o kontakt właścicieli szelągów Augusta III z literkami O, G, P, L, J. Zaczynam mieć poważne wątpliwości, czy takie monety w ogóle istnieją.

3 komentarze:

  1. W archiwum WCN pod poz.58821 jest zestaw szelągów,gdzie jeden jest opisany z roku 1753 z literką L
    (ale wg. mnie może to być również odwrócone T)
    Podobno najlepszym opracowaniem monet polsko-saskich Augusta III jest pozycja Helmuta Kahnta ,sprawdzał Pan u niego?

    OdpowiedzUsuń
  2. To ja kupiłem ten zestaw szelągów :-)
    Bez zadnej wątpliwości jest to odwrócone T.

    Kahnta oczywiście mam. Autor nie zilustrował odmian, podał tylko wykaz literek spotykanych na szelągach opierając się na pracach wcześniejszych autorów. Zakwestionował tylko istnienie szelągów 1750 B i H, które są m. innymi u Parchimowicza (nawiasem mówiąc wycenione jako pospolite).

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja o XIV ŚlGK. Niestety organizatorzy nie szanują kolekcjonerów. Wydaje (im) się, że wystarczy dach, stolik, bilet dla sprzedających i kupujących i to wszystko. Ciekawe czy w Warszawie również tak jest. Jak byłoby pięknie gdyby było kilka stolików z krzesłami (bo nie wszyscy to młodziki), łyk dobrej kawusi ... ech...
    Wydaje się, że bilety były numerowane - Pański to 451 a mój (też żółty) 36 - co nie zmienia pozostałych faktów.
    A.G.

    OdpowiedzUsuń

Printfriendly