Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografowanie monet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografowanie monet. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 marca 2020

Tło - jak je usunąć???

Przymierzam się do pracy nad nowym numizmatycznym tematem. Muszę odpocząć od osiemnastowiecznej miedzi.
Temat nowy, monety stare, bite ręcznie, na ręcznie przygotowywanych krążkach, wyjątkowo rzadko okrągłych. Zdarzają się prawie eliptyczne, ale najczęściej mają nieregularne, z grubsza tylko przypominające koło, a na dodatek nierzadko z wykruszeniami na krawędziach.
Takie monety fotografuje się łatwo, jak każde inne (z wyjątkiem monet bitych polerowanym lub lustrzanym stemplem), ale przygotowanie zdjęcia do publikacji już takie proste nie jest.
Można oczywiście pójść na łatwiznę i nie przejmować się tłem. Efekt jest taki.
 

Niespecjalnie mi się to podoba. Można oczywiście pomanewrować ustawieniami jasności i kontrastu, ale to nadal nie to.
Przedstawiłem tu kiedyś mały poradnik na temat komputerowej obróbki zdjęć monet. Dziewięć lat temu - kawał czasu. Poradnik dotyczył przykładu banalnego - zdjęcia współczesnej, bitej maszynowo, okrągłej monety. Dla przypadków pokazanych wyżej mało przydatny.
Później, w roku 2014, temat powrócił na forum TPZN. Wątek przywołano ponownie w roku 2018, czyli temat wydaje się nadal aktualny.
Zwykle staram się przystępować do pracy dopiero po zgromadzeniu niezbędnych materiałów i narzędzi. Dlatego poświęciłem niedawno dwa popołudnia na poszukiwanie narzędzia, które tło usunie szybko i dokładnie, przy jak najmniejszym moim udziale. Najlepiej automatycznie, bo jak wiecie leniem jestem. Z mizernym skutkiem przetestowałem masę filtrów i dodatków do programu GIMP, którego używam. Przykład - dwukrotne użycie "różdżki" dało taki efekt.
Jak widać pozostały jeszcze "artefakty", które trzeba usuwać ręcznie. Jedno, czy dwa zdjęcia można tak obrobić, ale kilkadziesiąt? Nie mając do dyspozycji tabletu graficznego, musiałbym męczyć się z niewygodną do takich prac myszką, przy okazji natężając (i nadwyrężając) wzrok, żeby przypadkiem nie usunąć tego, co powinno pozostać.
Przy okazji poszukiwań dodatków do GIMP natknąłem się na niezliczoną ilość ofert usuwania tła ze zdjęć online. Wysyłasz pliki, AI (sztuczna inteligencja) zajmuje się nimi gdzieś tam, nie wiadomo gdzie i po chwili dostajesz obrobione zdjęcia, z których usunięto tło.
Kolejny wieczór zajęło mi testowanie tych ofert. Większość umożliwia oczywiście "darmowe" przetestowanie usługi. Cudzysłów, bo darmowe oznacza tylko, że stan konta w banku pozostaje niezmieniony, ale trzeba się zarejestrować - podać adres e-mail, imię nazwisko, czasem numer telefonu... Te dane, to przecież też waluta. Okazało się, że najczęściej nie wszystko, co niezwykle przekonująco pokazano w ramach reklamy serwisu, w praktyce okazuje się takie szybkie i skuteczne. Najczęściej, na szczęście nie oznacza zawsze. Są serwisy robiące to, czego od nich oczekiwałem, czyli skutecznie usuwające niejednorodne tło ze zdjęć monet o nieregularnych kształtach. Jeden z nich, Remove.bg, na dodatek oferuje oprogramowanie ułatwiające transfer plików w obie strony.
W odróżnieniu od większości pozostałych, Remove.bg zajmuje się tylko usuwaniem tła. Po zarejestrowaniu się w serwisie, użytkownik generuje swój identyfikator, klucz API, który jest konieczny do skonfigurowania wspomnianego programu, jeśli chcemy z niego korzystać. A korzystać warto, bo oszczędza się sporo czasu. Wystarczy przeciągnąć wybrane pliki na okno programu.
Operacja trwa kilka sekund. Wynik? Dla mnie całkowicie zadowalający.

Darmowa usługa ma oczywiście pewne ograniczenia - nie więcej, niż 50 zdjęć miesięcznie z jednego klucza API, wynikowe zdjęcia ograniczone do 0,25 megapiksela, czyli 500 x 500 pikseli. Są oczywiście opcje płatnych planów, ale na razie nie przypuszczam, bym musiał z nich korzystać.

Narzędzie mam, teraz czas na pracę. Na razie nie chcę ujawniać jej tematu - nie zależy mi na wzroście cen monet, które w związku z tą pracą będę chciał kupować w nieodległej przyszłości. Czy monety użyte jako przykład mają coś wspólnego z moim nowym tematem? NIE, ale jako przykład sprawdziły się całkiem nieźle.

środa, 18 czerwca 2014

Łatwo nie było

Nasze nowe monety bite w Walii (a właściwie jedna, bo na razie mam jedną) niespodziewanie okazały się trudnym do zgryzienia orzechem.
Nie, żebym testował zębami jakość mosiężnej powłoki na ich stalowym rdzeniu. Stomatolodzy za dużo sobie liczą.

Okazało się, że nowy bilon nie jest fotogeniczny. Bardzo brzydko wychodzi na zdjęciach, przynajmniej tych amatorskich. 
Obrazy ze skanera były tragiczne.
Znaku menniczego dopatrzyć się trudno, kolor jakiś dziwny...

Pierwsze podejście z aparatem fotograficznym
nie dało wiele lepszych wyników.
Po kilkunastu próbach różnych ustawień oświetlenia, zabawy z migawką, przesłoną itp. itd. udało mi się uzyskać wynik,
który na razie uznałem za zadowalający (czytaj poddałem się bez dalszej walki).

Mam kilka nowych pomysłów, może za kilka dni opanuję trudną umiejętność fotografowania naszych nowych "miedziaków". Na razie pas!





niedziela, 27 kwietnia 2014

Rzucam pomysł, a Wy go łapcie.

I to nie jeden pomysł.

Na początek rozwiązanie konkursu. Najpełniejszą odpowiedź przysłał Pan Jerzy Przywara:
W związku z ograniczona ilością miejsca na monecie, rytownicy zmuszeni byli do stosowania różnych skrótów wyrazów. Jednym z nich jest znak 9, który zastępuje pisownie us, w tym przypadku SOLID9-Solidus.
Najbardziej znane przykłady zastosowania tego skrótu to: SIGISMVND9-Sigismvndus , PRIM9-Primus - grosze koronne Zygmunta Starego z 1526 i 1527 roku. DVCAT9-Dvcatus - na większości półgroszy litewskich.
Pozostaje nam tylko ustalić sposób przekazania nagrody.



A teraz obiecane pomysły.

Pomysł 1. Polecam rozważenie zakupu literatury.
Pojawiło się kilka ciekawych książek na interesujące nas tematy.
Kazimierz Drożdż - "Podskarbiówki i liczmany Rzeczypospolitej Obojga Narodów i z Rzeczpospolitą związane."
Janusz Parchimowicz i Mariusz Brzeziński - "Katalog Monet Stefana Batorego 1576-1586"
Tomasz Witkiewicz i Wojciecha Gibczyński - „Podwójne szelągi w mennictwie pomorskim (1594 – 1670)”
Przy okazji - duże katalogi wydawane przez J. Parchimowicza obejmują teraz okres od 1545 r do 2012 z wyłączeniem panowania Zygmunta III Wazy.
Niestety ceny wydawnictw J. Parchimowicza są dość wysokie. Na katalog monet króla Stefana trzeba na przykład przeznaczyć 450 złotych.

Alternatywa? Albo gromadzenie informacji na własną rękę albo korzystanie z archiwów firm aukcyjnych, wyszukiwarek lub licznych serwisów internetowych w rodzaju Coinarchives lub Nummus.org.

Budowanie własnej bazy informacyjnej na wybrany temat, to właśnie pomysł numer 2. Po osiągnięciu "masy krytycznej" można pokusić się o opublikowanie, tym samym trwale zapisać się w historii numizmatyki. 

Następny, trzeci (3) pomysł, troszkę związany z poprzednim podsunął mi tekst Henryka Goldsteina zatytułowany "I czegoż jeszcze naszej numizmatyce potrzeba?". Znaleźć go można w pierwszym numerze Zapisków Numizmatycznych, kwartalniku wydawanym przez Mieczysława  Kurnatowskiego od 1884 r.
Goldstein podkreślił w swoim artykule potrzebę, a właściwie konieczność
zebrania w jednym miejscu rozproszonych informacji publikowanych w różnych czasopismach, książkach itp. Miał nadzieję, że rolę takiego agregatora pełnić będzie kwartalnik Kurnatowskiego. Jak wiadomo, nadzieje takie pozostają płonne do dziś. Niewiele zmieniły w tym względzie Wiadomości Archeologiczno-Numizmatyczne i masa innych periodyków. Znacznie wartościowsze okazały się bibliografie opracowane przez Antoniego Ryszarda i Mariana Gumowskiego. Brak im jednak tego, co umożliwione zostało dopiero z upowszechnieniem się komputeryzacji - nie mają indeksów słów kluczowych, etykiet albo tagów, jak się dziś mówi. Bardzo często pamiętamy mgliście, że na ważny w danym momencie temat już coś gdzieś czytaliśmy, ale nie mamy możliwości wyszukania tej informacji. Albo sobie przypomnimy, albo nie.
Na dodatek sytuację komplikuje fakt, że coraz więcej ważnych publikacji pojawia się wyłącznie w formie cyfrowej.
Przydał by się serwis internetowy - bibliografia polskiej numizmatyki, w pełni wykorzystujący wszelkie dobrodziejstwa i możliwości informatyki.

Goldstein miał pomysłów więcej. Sugerował na przykład (bezsprzecznie słusznie!), że numizmatykę należy propagować. Jako jeden ze sposobów na to widział emitowanie pamiątkowych żetonów (medalików) przez uzdrowiska, organizacje itp. Widzimy dziś, że do niczego dobrego to nie prowadzi. "Dukaty lokalne", lustrzanki i inna metaloplastyka może i skłoniły ku numizmatyce pewną ilość osób. Myślę jednak, że znacznie większe grono zniechęciły fałszywie obiecując połączenie w jedno kolekcjonerstwa z działalnością inwestycyjną.
Lepiej przysłużą się numizmatyce (lub tylko kolekcjonerstwu numizmatów) raczkujące nieśmiało działania edukacyjne niektórych muzeów. Szkoda, że PTN nie wykazuje w tym zakresie jakiejś znaczącej inicjatywy. O!? Niespodziewanie pojawił mi się pomysł 4.

Jeszcze jeden pomysł Goldsteina uważam za częściowo realny (pomysł 5?). Marzyło mu się stworzenie "Stowarzyszenia numizmatyków polskich", które dzięki dużemu kapitałowi obrotowemu (nie wiadomo skąd pochodzącemu) miało by zapewnić nabywanie ważnych polskich numizmatów na światowym rynku i kierowanie ich do krajowych kolekcji. Chyba miało to być coś w rodzaju konsorcjum największych (i najzamożniejszych) kolekcjonerów działające na rzecz swoich członków. Na dużych aukcjach europejskich zdarza się, że nasi koledzy łączą siły, tworząc "spółdzielnie" w celu zapobieżenia wzajemnemu konkurowaniu w walce o monety, jednak takiego stowarzyszenia  działającego formalnie, stale, jakoś sobie nie wyobrażam.
Kiedy powstawały Zapiski Numizmatyczne, Polska, jako państwo nie istniała. Dziś działają instytucje państwowe zajmujące się zabytkami. Mamy państwowe muzea. Jest w końcu odpowiednie ministerstwo. Coraz częściej obserwujemy, że wszystkim tym organizacjom zdarza się działać na rzecz zakupienia cennych numizmatów do polskich zbiorów publicznych.

Na koniec pomysł 6 - podpatrzony w internecie. 
Wielokrotnie krytykowałem autorów zdjęć monet - zdjęć nieostrych, zdjęć, na których moneta zajmuje kilka procent całości powierzchni. Często autorzy ci tłumaczyli się brakiem odpowiedniego sprzętu - aparatu fotograficznego z funkcją makro. Okazuje się, że i aparatem wbudowanym w telefon można zrobić niezłe zdjęcia monet.
https://www.youtube.com/watch?v=KpMTkr_aiYU
albo prościej: http://imgur.com/a/ixfah


sobota, 28 maja 2011

Komputerowa obróbka zdjęć monet.

Zdjęcia zrobione (pisałem o tym tu i tu). Teraz pora na ich wykorzystanie.

Przyłączamy aparat do komputera i kopiujemy (albo przenosimy) pliki na dysk komputera. Otwieramy pierwszy z nich i widzimy...
Zdjęcie takie sobie, ale w tym odcinku chodzi o pokazanie, w jaki sposób można wykorzystać nawet nienajlepsze zdjęcia dla osiągnięcia możliwie najlepszego efektu.

Jak widać na zrzucie ekranu, posługuję się GIMPem. Jest bezpłatny, działa pod Windowsem i Linuksem, ma mnóstwo funkcji, filtrów.
Photoshop pewnie ma większe możliwości, ale kogo stać na kupno tego programu, ot tak do domu.

Można korzystać do obróbki zdjęć z dowolnego innego programu graficznego, pod jednym tylko warunkiem - musi on mieć możliwość zaznaczania (wyboru) obszarów eliptycznych albo obszarów o dowolnym kształcie, które są pokryte jednym kolorem. Tylko tak można pozbyć się niepotrzebnego tła.

Do szybkich, prostych operacji na plikach graficznych od zawsze używałem windowsowego programu Irfan Viewer. Teraz też korzystam z niego (np. do łączenia dwóch zdjęć w jedno - awers i rewers obok siebie), bo bezproblemowo działa pod Linuksem przy użyciu Wine.

Wróćmy do GIMPa. Na początek przyjrzyjmy się lepiej zdjęciu. Powiększamy podgląd...
Z kolorami nie jest najlepiej, ale mamy przecież możliwość automatycznej  korekcji balansu bieli
Teraz lepiej. Kolejnym krokiem jest usunięcie niepotrzebnego tła. Zaznaczamy część zdjęcia zawierającą wyłącznie obraz monety
Zwykle robię to ręcznie, korzystając z funkcji zaznaczenia obszaru eliptycznego, ale tym razem skorzystałem z "magicznej różdżki" wybierającej obszar o zbliżonym odcieniu (niebieski). Wartość parametru liczbowego  "próg" ustawiłem na podstawie wcześniejszych prób. W ten sposób jednym kliknięciem zaznaczyłem tło, które chcę usunąć. Naciskam klawisz "Delete" i otrzymuję ...
Następnym etapem jest obrócenie zdjęcia tak, aby ustawić pionowo oś symetrii orła. Korzystając z narzędzia "miarka" prowadzę pomocniczą linię łączącą środkowy czubek korony z końcem najdłuższego pióra w ogonie.
Na pasku stanu w dolnej części okna zdjęcia odczytuję, że narysowana linia pomocnicza nachylona jest do poziomu pod kątem 77,24 stopnia. Do pionu brakuje 12,76 stopnia. O tyle obracam w lewo obraz i otrzymuję...
W poprzednim odcinku pisałem, że moneta powinna zajmować jak największą część zdjęcia. Niepotrzebnego pustego obszaru pozbywam się korzystając z funkcji automatycznego przycięcia. W rezultacie otrzymuję coś takiego:
Na belce tytułowej okna mam informację o wielkości pliku (1172 x 1173 pikseli). Plik można oczywiście przeskalować, np. do rozmiarów 800 x 800 pikseli. Od niedawna w serwisie Picasa (Google oczywiście) można przechowywać nieograniczoną ilość plików o takich rozmiarach.

Proszę wrócić teraz na początek tego wpisu i porównać zdjęcie wyjściowe z końcowym. Prawda, że warto poświęcić trochę czasu na obróbkę zdjęć? 
Obróbka jednego zdjęcia zajmuje mi niecałą minutę. Przypuszczam, że proces ten można częściowo zautomatyzować, pozostawiając do ręcznego wykonania tylko obrót zdjęcia.

niedziela, 15 maja 2011

Jak fotografować monety

Dzisiejszy wpis, to kolejny z zapowiedzianych etapów przenosin treści z mojej  strony na serwerach Webpark.pl i jednocześnie moje małe trzy grosze do dyskusji na cafe Allegro.

Technika komputerowa ułatwiła nam życie. Skanery i cyfrowe aparaty fotograficzne są łatwo dostępne i coraz tańsze. Niestety, obserwując internetowe aukcje numizmatyczne widzę, że wiele osób nie potrafi wykorzystać możliwości tej techniki. Oto kilka rad opartych na wieloletniej praktyce.

Do skanowania monet nadają się skanery typu CCD. Tylko takie skanery są w stanie odwzorować trójwymiarowe obiekty. Płaskie skanery CIS nadają się wyłącznie do skanowania dokumentów. Więcej na ten temat znajdziecie w jednym ze starszych wpisów. Dzisiaj skoncentruję się na fotografowaniu aparatami cyfrowymi.

Większość z nich ma funkcję MAKRO umożliwiającą wykonywanie zdjęć niewielkich obiektów z małej odległości. Aparatem bez tej funkcji nie da się zrobić ostrego zdjęcia monety w dużej rozdzielczości, czyli takiego, które pozwoli na oglądanie drobnych szczegółów w dużym powiększeniu.

Chcąc robić dobre zdjęcia monet trzeba pamiętać o podstawach fotografii. Pojęcia takie, jak przesłona, czas otwarcia migawki, czułość filmu, głębia ostrości, bez znajomości których trudno było fotografować aparatami analogowymi są nadal aktualne w dobie aparatów cyfrowych. Tyle, że często "myśli" o nich sprzęt, a fotografowi wydaje się, że wszystko musi dziać się samo. A samo, to się tylko błyska i grzmi.

Jak więc robić zdjęcia monetom?

1. Czułość filmu.
Żeby zdjęcie mogło być powiększane do dużych rozmiarów bez znaczącej utraty ostrości, powinno być wykonywane w trybie zapewniającym małe ziarno. Ziarno, to pojęcie nierozłącznie związane z czułością filmu. W aparatach cyfrowych filmu co prawda nie ma, ale kwestia czułości występuje i ma wielkie znaczenie. Czułość określa zdolność do uzyskiwania obrazu w zależności od ilości światła wpadającego przez obiektyw. Określa się ją zwyczajowo w stopniach ISO. Mała czułość (80 do 100 ISO) oznacza, że dla uzyskania obrazu przez obiektyw musi dotrzeć na film lub matrycę  duża ilość fotonów, czyli albo obiekt będzie bardzo dobrze oświetlony, albo migawka będzie dostatecznie długo otwarta.
Duża czułość (powyżej 400 ISO) pozwala na robienie zdjęć przy gorszym oświetleniu. A jaki ma to wpływ na jakość obrazu? W skrócie:
im wyższa czułość, tym większe ziarno, czyli rozmycie szczegółów przy dużym powiększeniu

2. Czas naświetlania (czas ekspozycji, migawka) i przesłona.
Czas naświetlania i przesłona są powiązane wzajemnie z sobą (przy niemałym wpływie czułości).  Aby zdjęcie było ostre, aparat nie może się poruszyć podczas fotografowania (zakładam, że moneta leży na stabilnym podłożu i poruszyć się nie może). Stabilność aparatu podczas fotografowania możemy zapewnić sobie na kilka sposobów:

a) Zastosowanie statywu i wężyka uruchamiającego migawkę albo mechanizmu samowyzwalacza.

b) Manewrowanie czasem otwarcia migawki - zdjęcia będą nieporuszone, kiedy czas ten będzie krótszy, niż 1/100 sekundy. Przy pewnej wprawie możliwe jest uzyskanie dobrych rezultatów przy czasach 1/100 s, a nawet 1/60 s, ale to nie zawsze się udaje.

c) Oświetlenie - przy optymalnej czułości nie przekraczającej 100 ISO możliwość fotografowania z migawką 1/125 s wymaga dobrego oświetlenia monety. Odradzam stosowanie lampy błyskowej. W większości aparatów cyfrowych lampa jest wbudowania w korpus aparatu. Przy makrofotografii obiekt (moneta) jest zwykle bardzo blisko obiektywu. Najczęściej tak blisko, że obiektyw rzuci na monetę cień i błysk flesza na nic się nie zda. Poza tym, lampa błyskowa daje zbyt dużo światła - zdjęcia wychodzą prześwietlone - zamiast szczegółów rysunku widać jasne plamy odblasków.
Najlepiej oświetlić monetę z dwóch stron, żarówkami dającymi białe światło zbliżone do oświetlenia naturalnego. Jeżeli chcemy uwydatnić szczegóły rysunku, kierunek padania światła powinien być prawie równoległy do powierzchni monety. Trzeba też pamiętać o fizyce - kąt padania jest równy kątowi odbicia - nie można "puszczać zajączków" w obiektyw aparatu.
Księstwo oleśnickie, krajcar Chrystiana Ulryka z 1684 r.
Duże cienie podkreślają plastyczność rysunku monety.

Uzupełnienie - 6 listopada 2023
Komentarz Pana Pawła: 
Opis katalogowy nie rozwiewa wątpliwości. Zarówno Oleśnica, jak i Bierutów wchodziły w skład Księstwa Oleśnickiego. Mennica w Oleśnicy działała do 1680 roku, po czym przeniesiono ją do Bierutowa, w której do 1698 rezydował książę Ulryk. W 1699 r. mennica została przeniesiona, wraz ze zmianą siedziby księcia, do Oleśnicy. Zatem mennica książęca istniała w Bierutowie w okresie 1680-1699, a prezentowany krajcar wybity został w 1684 r. Wygląda na to, że opis powinien wyglądać tak: moneta Księstwa Oleśnickiego, mennica książęca w Bierutowie.
I dwie uwagi.
Najpierw podziękowanie - cieszę się, że czytacie starsze wpisy, że po dwunastu latach od opublikowania tego tekstu ktoś przeczytał go dokładnie i postanowił wyjaśnić to, co wyjaśnienia się domagało. 
Kolejna uwaga - ewidentnie brakuje nam nowych, rzetelnie opracowanych monografii śląskich mennic, a było ich przecież mnóstwo. Niektóre działały bardzo krótko, inne biły monety przez stulecia. Zawiniła chyba typowe dla PRL niekonsekwencja. Z jednej strony radość z powrotu "odwiecznych ziem piastowskich do macierzy", z drugiej potępianie i zwalczanie "germańskich naleciałości", które doprowadziło do ruiny wiele świetnych zabytków, zamków, pałaców, dworów, parków. Może teraz się to zmieni. Ukazał się katalog Marcina Grandowskiego, katalog 3-krajcarówek Ejzenharta i Millera, mamy cykl katalogów Piotra Kalinowskiego, ale monografii mennic brak. 

d) Przesłona - przy ustalonych wartościach czułości, natężenia oświetlenia i czasu ekspozycji możemy regulować ilość światła wpadającego w obiektyw przy użyciu przesłony. Tradycyjne wartości przesłony wywodzące się z czasów monopolu fotografii analogowej zawierają się w granicach 2,8 do 11 - im większa wartość, tym mniejszy otwór migawki i mniej światła pada na matrycę/film. Wartość przesłony ma jeszcze jedno, niebagatelne znaczenie - im jest większa, tym większą uzyskamy głębię ostrości. Oznacza to, że większy jest zakres odległości przedmiotu od obiektywu, w którym uzyskamy ostre zdjęcie. Przy małej głębi ostrości (mała wartość przesłony) trudniej jest ustawić ostrość i trzeba na dodatek bardzo dokładnie pilnować równoległości monety do obiektywu. Pochylenie aparatu spowoduje, że część zdjęcia będzie ostra, a reszta rozmazana.

Większość aparatów cyfrowych ma automatyczny tryb ustawiania czułości, migawki, przesłony i ostrości. Niestety, tryb automatyczny zwykle generuje zestaw parametrów, który nie jest optymalny do fotografowania monet. Jeżeli macie aparat, który ma możliwość ręcznego ustawiana trybu pracy, to należy korzystać z niego ustawiając:
  • niską czułość - 80 lub 100 ISO - to zapewnia małe ziarno,
  • dużą wartość przesłony - powyżej 5,6 - to zwiększy głębię ostrości
  • czas ekspozycji - dopasować do natężenia oświetlenia - może być długi, nawet rzędu 1/10 s jeśli mamy statyw i użyjemy wężyka lub samowyzwalacza.
Jeżeli jesteśmy skazani na automat, to pewne pole manewru daje nam tylko oświetlenie. Powinno być jak najlepsze, ale bez przesady, bo na krawędziach rysunku powstaną odbicia.


Tak wygląda moje naprędce ustawione stanowisko do fotografowania monet:
Co widać na zdjęciu, a o czym jeszcze nie pisałem?
Po pierwsze - moneta nie leży na płaskiej powierzchni, tylko na podstawce o średnicy mniejszej, niż moneta i o wysokości około 2 cm (może być trochę mniej).
Po drugie - podstawkę z monetą ustawiłem na gładkim, jednobarwnym tle.

Dlaczego tak?
Podstawka podnosi monetę ponad tło i automat ustawiający ostrość, ostrzy na monecie, a nie na tle. W lepszych aparatach jest możliwość wyboru części obrazu, na które ma być ustawiana ostrość. Ja mam do dyspozycji tylko wybór między środkiem klatki albo wartością uśredniona z całości - Wybieram ostrzenie na środku, ale zabezpieczam się dodatkowo podnosząc monetę ponad podłoże.
Jednobarwne matowe tło pomoże w późniejszej obróbce zdjęć. Wybrałem kolor niebieski, bo to kolor bardzo rzadko występujący na monetach, dzięki czemu łatwo pozbyć się tła ze zdjęcia.

O komputerowej obróbce otrzymanych zdjęć napiszę za kilka dni.

PS.
Pliki zapisujemy najlepiej w formacie RAW lub w jakimś innym formacie bezstratnym. Jeśli aparat wymusza jpg, to trudno - po prostu nie mamy innego wyjścia.

czwartek, 21 października 2010

Kupiłem sobie nowe narzędzie :-)

- O! Kupiłeś sobie nową zabawkę,
powiedziała wczoraj najlepsza z moich żon widząc, że wracam z pracy ze sporym kolorowym kartonem pod pachą.To był tylko żart, choć znam małżeństwa, dla których byłby to wstęp do bardzo efektownej awantury.

Skaner - dla jednych zabawka, dla innych narzędzie.
Każdy kolekcjoner monet stanie prędzej, czy później przed koniecznością "sportretowania" okazów ze swojego zbioru. Zbiór trzeba przecież skatalogować (a co to za katalog, bez dobrej ilustracji monety), czasem trzeba coś wystawić na aukcję - dobry obraz jest więcej wart niż trzy strony opisu, czasem trzeba pokazać monetę na forum - żeby o coś zapytać, albo żeby się po prostu pochwalić nowym nabytkiem. O ilustrowaniu publikacji nie muszę chyba wspominać.

Z problemem wykonywania dobrych ilustracji monet walczę od dawna. Zacząłem od skanera. Pierwszy był Plustek PT-12, podłączany do komputera przez łącze drukarki. Wybrałem go z dwóch powodów - ma matrycę CCD i ma przystawkę do skanowania negatywów. CCD umożliwia uzyskiwanie dobrych obrazów przedmiotów trójwymiarowych (a są nimi monety) i pod tym względem PT-12 sprawiał się znakomicie, ma bardzo dobrą głębię ostrości. Gorzej było z negatywami - nigdy nie udało mi się porządnie zeskanować ani jednej klatki filmu. Trzecia zaleta skanera Plusteka ujawniła się kiedy postanowiłem pożegnać się z systemami Microsoftu i oddałem komputer pod kontrolę Linuksa - skaner zainstalował się bez problemu i pracował jak należy (jakość skanów negatywów niestety nie uległa zmianie).
Po upowszechnieniu się cyfrowych aparatów fotograficznych zacząłem eksperymentować z robieniem zdjęć. Najpierw był to Nikon Coolpix 2000 - maleństwo z matrycą 2 MPx, ale z bardzo dobrym trybem makro. Później dorobiłem się lepszej maszynki - Fuji 9600 - z mnóstwem ręcznych ustawień, zapisem do RAWów, dużo większą matrycą i last, but not least - możliwością korzystania z wężyka.
Fotografowanie monet jest trudne, ze względu na wpływ oświetlenia na jakość uzyskiwanych zdjęć. To nie znaczy, że w ogóle trudno jest dobrze sfotografować monetę. Z tym problemów nie ma. Kłopoty pojawiają się, kiedy trzeba sfotografować kilka monet, po to żeby pokazać różnice między nimi. Wystarczy minimalnie rożny kąt padania światła albo niewielka różnica w natężeniu oświetlenia żeby nie było wiadomo, czy obrazy różnią się, bo monety są różne, czy przyczyną jest różnica warunków oświetlenia. A kiedy zdjęcia robi się w dużym odstępie czasu (na przykład po roku), to bez profesjonalnego stanowiska do makrofotografii nie da się uzyskać identycznych warunków oświetlenia.

Aparatu będę używał nadal, np. do fotografowania monet na aukcje, ale do celów publikacji postanowiłem kupić sobie lepszy skaner. Wybór padł na Epsona V300. Po pierwsze - matryca CCD. Po drugie, ma możliwość skanowania z rozdzielczością optyczną (optyczna, a nie interpolowaną) 4800 DPI. Po trzecie ma przystawkę do negatywów, a jej działanie użytkownicy chwalą. Upewniłem się też na forach, że bez problemu można używać go pod kontrolą Linuksa.

Wieczór przeznaczyłem na instalację i pierwsze próby. Instalacja przebiegła bezproblemowo. Po 5 minutach skaner pracował. Najpierw, rzecz jasna, położyłem na szkle kilka monet: mocno zapaskudzonego miedziaka Augusta III, bilonową pięciogroszówkę z 1840 r. i coś błyszczącego z portmonetki. Trzy skany: 1200 DPI, 2400 DPI i 4800 DPI. W tym ostatnim przypadku musiałem zrobić dwa skany - po dwie monety na każdym, bo przy tej rozdzielczości obszar skanowania ulega ograniczeniu. Rezultaty podobają mi się. Obraz jest wyraźny, odblaski, które tak bardzo utrudniały robienie zdjęć, tu nie sprawiają tak wielkich problemów. Oczywiście nie mogę pokazać tutaj otrzymanego skanu, bo TIFF z dwiema monetami w najwyższej rozdzielczości "waży" prawie 100 MB.Tak wyglądają skany po przerobieniu na JPG i zmniejszeniu szerokości do 1200 pikseli (oryginał miał 7440 pikseli):






Rozdzielczość optyczna 4800 DPI oznacza, że skaner widzi jak osobne punkty oddalone od siebie o 1/4800 cala czyli o pół mikrometra (pięć dziesięciotysięcznych milimetra). Tak na przykład wygląda mój patron z centralnego fragmentu awersu pięciogroszówki z 1840 r.

To nie tylko robi wrażenie, ale pozwala naprawdę dokładnie zmierzyć wielkości i odległości detali rysunku monety. Oczywiście robi się to przy pomocy narzędzi, które ma na wyposażeniu używany program graficzny (w moim przypadku jest to GIMP).

Żona zainteresowała się, kiedy sięgnąłem do szuflady ze zdjęciami, slajdami i negatywami. Zdjęcia skanują się świetnie - błyszczące wychodzą równie dobrze, jak matowe. Tu w zupełności wystarcza rozdzielczość 1200 DPI.
Slajdy i negatywy - jakość otrzymanych skanów zaskoczyła mnie (pozytywnie), bo w końcu jest to tylko tani skaner do zastosowań domowych, a nie profesjonalne urządzenie do studia fotograficznego. Okazuje się, że jest jednak szansa na uratowanie wyblakłych i poczerwieniałych zdjęć (ach te materiały ORWO).
I tym sposobem okazało się, że będę musiał dzielić się z żoną moja nową "zabawką". Cóż, zrobi się grafik i jakoś to będzie.
Na zakończenie mały konkurs
Co widać na tym fragmencie trojaka Zygmunta III Wazy?

Printfriendly