Wczorajszy wpis skończyłem zapowiedzią wyjazdu na giełdę staroci. Miałem nadzieję, że może uda się coś ładnego upolować nie przed monitorem, a pod gołym niebem.
Co tu dużo mówić. Najlepiej jakość oferty giełdowej pokazuje to zdjęcie.
Oferta monet mniej więcej w tej samej jakości. Jak już coś z daleka wyglądało obiecująco, z bliska okazywało się albo "klamką" albo wyrobem made ich China.
Tylko przy jednym stoisku zastanawiałem się, czy nie sięgnąć po gotówkę. Powodem był grosz Stanisława Augusta Z MIEDZI KRAIOWEY, a powodem, że jednak z zakupu zrezygnowałem był brak pewności, czy to rocznik 1786, czy 1788. Ostatnia cyfra rocznika była całkowicie nieczytelna.
Półtorej godziny spaceru po giełdzie nie wystarczyło, więc podjechałem nad dawno nieodwiedzaną Pogorię III. A jak już tam byłem, to obiegłem jezioro (pomimo dość wysokiej temperatury - nie lubię biegać, gdy na termometrze jest ponad 25 stopni).
Tyle dobrego (poza przebieżką), że przywiozłem z giełdy kilka wizytówek/ulotek ze stoisk z monetami. Roześlę moją listę braków. Może uda się tym sposobem wypełnić luki w zbiorze.
Google Website Translator Gadget
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą giełdy staroci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą giełdy staroci. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 15 lipca 2018
niedziela, 18 września 2011
Giełdy staroci.
Przenosząc kolejne felietony na moją nową stronę czytam uważnie każdy z nich. Choćby po to, żeby dodać - gdy to konieczne - wyjaśniające komentarze.
Ostatnio były to dwa teksty dotyczące różnych źródeł i źródełek dostarczających kolejnych eksponatów do naszych kolekcji. Do omówienia aukcji (internetowych i tradycyjnych) niewiele można dodać. W zasadzie dziś napisał bym coś bardzo podobnego. Z tekstem drugim (chronologicznie jednak pierwszym) jest inaczej.
8 lat temu napisałem:
"Najbardziej lubię monety, które uzyskałem drogą "polowania". Tutaj dominują trzy z wymienionych sposobów - grzebanie w przepastnych skrzynkach z "badziewiem" na targach staroci i w niektórych sklepach (pozdrowienia dla Pana Jana), spacery z wykrywaczem i saperką oraz polowanie na okazje na aukcjach internetowych."
Z tego akapitu aktualny jest tylko początek - pierwsze zdanie i końcówka zdania ostatniego. Polowanie, to jest to, co tygrysy lubią najbardziej.
Wrodzone lenistwo sprawia, że nie jestem stałym bywalcem targów staroci. Bywam na nich tylko przy sprzyjających zbiegach okoliczności (pogoda, brak innych zajęć...). Tak też było i dzisiaj. W planach miałem długodystansowe bieganie - półmaraton mniej więcej, ale...
obudziłem się ciut za późno, słońce było wysoko, a słupek termometru wystawał mocno ponad 20 stopni. Jak dla mnie - zbyt wysoko na planowany dystans. Jeszcze sobie w tym sezonie pobiegam. Wobec powyższego po śniadanku pojechałem do Dąbrowy Górniczej. W każdą trzecią niedzielę jest tam duża giełda staroci.
Stoiska zajmują dużą część parku w samym centrum miasta. A na stoiskach wszystko. Potrzebny Wam wypchany struś? Jest struś! Są Kossaki, Fałaty, pepesze, moździerze, makatki, czajniki, kieliszki, sztućce, lampy, znaczki, monety, medale, szafy, płyty, książki...
Monety. Przeważają "produkty kolekcjonerskie" - lustrzanki, tzw. GieEny i "dukaty" lokalne. Mijam je bez żalu. Później mamy PRL - ty mam jeszcze kilka braków, ale nie w sensie jakiegoś konkretnego rocznika/nominału. Poluję na dwie czy trzy odmiany, o których wiem, że istnieją, a jakoś nie udaje mi się ich dopaść. Dalej jest II RP - Nike 32 ani "głębokiego sztandaru" na targu nie kupię. Aż takim optymistą nie jestem. Przerzucam klaserki wypatrując jakichś ciekawostek, ale nic nie znajduję. I tak już chyba od dwóch lat.
Sprzedawców oferujących monety starsze jest niewielu, a oferta skromniutka. I znów - nie znalazłem ani nic z tego, czego teraz szukam, ani nie trafiłem na nic, co przyspieszyło by mi puls.
Żeby nie wracać z pustymi rękami kupiłem kilkanaście miedziaków "z pola". Co na prawdę kupiłem, okaże się dopiero po czyszczeniu.
Kolejny raz wróciłem z giełdy staroci z przeświadczeniem, że to już nie to. I pewnie za jakiś czas, przy sprzyjającym zbiegu okoliczności kolejny raz pojadę zapolować na jakąś giełdę. Taka choroba.
Po śmierci Pana Jana Mączki zniknął niestety mój ulubiony katowicki sklep numizmatyczny. Do innych jakoś nie mogę się przekonać. Zresztą mam teraz znacznie mniej okazji do bywania w Katowicach (i innych miastach) w godzinach otwarcia takich przybytków. Praca, praca, praca...
Spacery z wykrywaczem i saperką od pewnego czasu stały się, jakby to powiedzieć... emocjonujące inaczej.Mniej emocji z powodu tego, co w trawie piszczy, więcej z powodu, że grozi to bardzo poważnymi konsekwencjami prawnymi. A na nocne szychty, to ja juz chyba za stary jestem.
Pozostaje, a właściwie nie pozostaje, a wyrasta na lidera w tej klasyfikacji, źródło ostatnie - polowanie w sieci. Tu możliwości rosną, bo przy odrobinie wysiłku można operować nie tylko na Allegro, czy eBay. Jest na świecie wiele lokalnych serwisów aukcyjnych. Są oferty mnóstwa firm. Są portale w rodzaju MA-Shops.
Ostatnie dwa moje sieciowe zakupy zrobiłem na Allegro i w internetowym sklepie WCN. Gdy monety dotrą do mnie powstanie kolejny odcinek z cyklu "moje monety". Szczególnie ciekawie zapowiada się zakup z Allegro.
Ostatnio były to dwa teksty dotyczące różnych źródeł i źródełek dostarczających kolejnych eksponatów do naszych kolekcji. Do omówienia aukcji (internetowych i tradycyjnych) niewiele można dodać. W zasadzie dziś napisał bym coś bardzo podobnego. Z tekstem drugim (chronologicznie jednak pierwszym) jest inaczej.
8 lat temu napisałem:
"Najbardziej lubię monety, które uzyskałem drogą "polowania". Tutaj dominują trzy z wymienionych sposobów - grzebanie w przepastnych skrzynkach z "badziewiem" na targach staroci i w niektórych sklepach (pozdrowienia dla Pana Jana), spacery z wykrywaczem i saperką oraz polowanie na okazje na aukcjach internetowych."
Z tego akapitu aktualny jest tylko początek - pierwsze zdanie i końcówka zdania ostatniego. Polowanie, to jest to, co tygrysy lubią najbardziej.
Wrodzone lenistwo sprawia, że nie jestem stałym bywalcem targów staroci. Bywam na nich tylko przy sprzyjających zbiegach okoliczności (pogoda, brak innych zajęć...). Tak też było i dzisiaj. W planach miałem długodystansowe bieganie - półmaraton mniej więcej, ale...
obudziłem się ciut za późno, słońce było wysoko, a słupek termometru wystawał mocno ponad 20 stopni. Jak dla mnie - zbyt wysoko na planowany dystans. Jeszcze sobie w tym sezonie pobiegam. Wobec powyższego po śniadanku pojechałem do Dąbrowy Górniczej. W każdą trzecią niedzielę jest tam duża giełda staroci.
Stoiska zajmują dużą część parku w samym centrum miasta. A na stoiskach wszystko. Potrzebny Wam wypchany struś? Jest struś! Są Kossaki, Fałaty, pepesze, moździerze, makatki, czajniki, kieliszki, sztućce, lampy, znaczki, monety, medale, szafy, płyty, książki...
Monety. Przeważają "produkty kolekcjonerskie" - lustrzanki, tzw. GieEny i "dukaty" lokalne. Mijam je bez żalu. Później mamy PRL - ty mam jeszcze kilka braków, ale nie w sensie jakiegoś konkretnego rocznika/nominału. Poluję na dwie czy trzy odmiany, o których wiem, że istnieją, a jakoś nie udaje mi się ich dopaść. Dalej jest II RP - Nike 32 ani "głębokiego sztandaru" na targu nie kupię. Aż takim optymistą nie jestem. Przerzucam klaserki wypatrując jakichś ciekawostek, ale nic nie znajduję. I tak już chyba od dwóch lat.
Sprzedawców oferujących monety starsze jest niewielu, a oferta skromniutka. I znów - nie znalazłem ani nic z tego, czego teraz szukam, ani nie trafiłem na nic, co przyspieszyło by mi puls.
Żeby nie wracać z pustymi rękami kupiłem kilkanaście miedziaków "z pola". Co na prawdę kupiłem, okaże się dopiero po czyszczeniu.
Kolejny raz wróciłem z giełdy staroci z przeświadczeniem, że to już nie to. I pewnie za jakiś czas, przy sprzyjającym zbiegu okoliczności kolejny raz pojadę zapolować na jakąś giełdę. Taka choroba.
Po śmierci Pana Jana Mączki zniknął niestety mój ulubiony katowicki sklep numizmatyczny. Do innych jakoś nie mogę się przekonać. Zresztą mam teraz znacznie mniej okazji do bywania w Katowicach (i innych miastach) w godzinach otwarcia takich przybytków. Praca, praca, praca...
Spacery z wykrywaczem i saperką od pewnego czasu stały się, jakby to powiedzieć... emocjonujące inaczej.Mniej emocji z powodu tego, co w trawie piszczy, więcej z powodu, że grozi to bardzo poważnymi konsekwencjami prawnymi. A na nocne szychty, to ja juz chyba za stary jestem.
Pozostaje, a właściwie nie pozostaje, a wyrasta na lidera w tej klasyfikacji, źródło ostatnie - polowanie w sieci. Tu możliwości rosną, bo przy odrobinie wysiłku można operować nie tylko na Allegro, czy eBay. Jest na świecie wiele lokalnych serwisów aukcyjnych. Są oferty mnóstwa firm. Są portale w rodzaju MA-Shops.
Ostatnie dwa moje sieciowe zakupy zrobiłem na Allegro i w internetowym sklepie WCN. Gdy monety dotrą do mnie powstanie kolejny odcinek z cyklu "moje monety". Szczególnie ciekawie zapowiada się zakup z Allegro.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


