Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aukcje numizmatyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aukcje numizmatyczne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 marca 2020

Bańka, czy nie bańka?

Aukcja, o której pisałem w poprzednim poście przeszła do historii.
Licytowałem, tzn. ustawiłem limity dla trzech pozycji. Rezultat? Mizerny, żeby nie powiedzieć klęska.
oferta / limitcena końcowawynik
260.00 PLN500.00 PLNprzegrana
80.00 PLN160.00 PLNprzegrana
220.00 PLN1 600.00 PLNprzegrana
Ta trzecia, właściwie nie była próbą zdobycia monety. Bardziej chodziło mi o zabezpieczenie przed przegapieniem wyniku. Chyba już tu pisałem, że od dawna, zamiast obserwowania interesujących mnie aukcji na Allegro czy eBay, ustawiam możliwie niski limit. To gwarantuje mi otrzymanie wiadomości o końcowym rezultacie, a od czasu do czasu zdarza się wygrana z końcową ceną na bardzo atrakcyjnym poziomie. Tydzień temu napisałem 
"Z tych dwunastu monet tylko jedna ma cenę wywoławczą na poziomie, który uznać mogę IMHO za adekwatny do stanu i rzadkości. ... Z pozostałych jedenastu, cenę wywoławczą jednej uważam za atrakcyjnie niską..."
No to po kolei.
Monetą, której cenę wywoławczą uznałem za odpowiednią do stanu i rzadkości był szeląg z kontrmarką.
Wystawiony za 50 złotych, sprzedany za 138, czyli zgodnie z estymacją - nie mam nic do dodania.
Atrakcyjnie niską cenę wywoławcza miał grosz z 1752 roku.
Wywoławcze 200 zł dałbym bez chwili namysłu. Sprzedano za 1840 zł. Przebicie tylko dziewięciokrotne, bo odstraszały brzydkie rysy na rewersie, przypominające justowanie, ale tylko przypominające. Miedzi nie justowano, te monety bito al marco. Ustalano tylko ilość albo kwotę, którą należało wybić z ustalonej ilości miedzi. Mój egzemplarz kupiłem niecałe siedem lat temu za 1/3 ceny z WDA-15. 
Pozostała dziesiątka monet uzyskała ceny abstrakcyjnie wysokie. Nie wiem z jakiego powodu pospolity szeląg 1753-B został wystawiony za 200 zł z oszacowaniem 400-900 zł. Nie wiem, z jakiego powodu ktoś zapłacił (?) za niego 604 zł. 
Co zadecydowało? Grading - przecież zaledwie XF 40. Może pomogły dodane do niego dwie literki BN. Mój katalog? Chyba nie, bo S.53.B.V.b opisałem, jako pospolity. Może ktoś dopatrzył się drobnych różnic w portrecie w stosunku do zdjęcia z katalogu i uznał, że będzie mieć "nienotowany wariant"? "Jasnobrązowa patyna, bardzo ładny egzemplarz." z aukcyjnego opisu nie są przesadną reklamą w stylu JEDYNY, WYJĄTKOWY, NAJRZADSZY, MAX NOTA itp. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, jako uzasadnienie takiej ceny, to zdanie, które umieściłem na zakończenie opisu części katalogowej w mojej książce: 
Wszystkie szelągi i grosze koronne Augusta III w bardzo dobrym stanie zachowania, nienoszące śladów pobytu w ziemi są co najmniej „dość rzadkie”, niezależnie od rocznika, odmiany i wariantu.
Tylko, jak mają się do tego ceny pozostałych dziewięciu monet? O trzech można by od biedy  powiedzieć, że śladów "banku ziemskiego" nie mają, choć to wcale takie pewne nie jest. Reszta, to monety całkiem nieźle zachowane, ale ewidentnie "z ziemi".

Niedawno Eleniasz (pozdrowienia!) na swoim blogu "Srebrne monety SAP i... inne pasje" napisał, że ostatnio doskwiera mu "...niedostatek ciekawych monet w handlu które są w moim zasięgu cenowym...". Mam ten sam problem i jak w wielu innych przypadkach, jego przyczyny upatruję w coraz powszechniejszej, nie tylko polskiej przypadłości. Jest nią żądza pieniądza i bynajmniej nie chodzi mi o pieniądz - numizmat, tylko o kasiorę, kapuchę i inne pieszczotliwe określenia żywej gotówki. 
Problemem nie są przesadnie entuzjastyczne opisy monet serwowane przez sprzedawców. Mogą sobie pisać co chcą o sprzedawanych przez siebie monetach. Eleniasz się na to nie nabierze, ja się nie nabiorę... Problemem są motywowane chęcią zysku za wszelką cenę, manipulacje zdjęciami monet (kiedy nie mamy możliwości bezpośrednich oględzin i umiejętności posługiwania się programami do obróbki obrazu, to bardzo często pomaga) i manipulacje samymi monetami - agresywne czyszczenie lub naprawy, sztuczne patynowanie itp. 
Problemem dużym jest, że na te manipulacje nabierają się i tym samym psują rynek, ludzie z głębokimi portfelami, mamieni "poradnikami inwestycji alternatywnych", a problemem jeszcze większym, że jeśli nikt się nie nabierze, to sprzedający cudownie przeistacza się w kupującego, a w annałach odkłada się kolejny "rekord cenowy" (do wykorzystania w opisach na kolejne aukcje).

Przez najbliższe miesiące, szanse na zakupy na giełdach (a nawet w sklepach) maleją do zera - z epidemią nie ma żartów. Jesteśmy skazani na zakupy w sieci. Do zagrożeń związanych z nieuczciwymi praktykami sprzedawców doszło zagrożenie zarażenia tym paskudnym wirusem. Naprawdę trzeba zachowywać dużą ostrożność w kontaktach z kurierami, w wizytach na poczcie i z samymi w końcu przesyłkami. Pamiętajcie o tym!

 

piątek, 11 maja 2018

Po majówce

Rewanż za majówkę ubiegłoroczną udał się w stu procentach. Rok temu lało i mroziło, w tym roku świeciło i grzało. Miód-malina!
Pierwszy raz pojechaliśmy sprawdzić, jak nasze ulubione okolice wyglądają wiosną. Otóż wyglądają świetnie (ta świeża zieleń), a wyglądały by jeszcze lepiej, gdyby nie pchające się wszędzie w oczy skutki wichury z 10 sierpnia 2017. Przy każdej leśnej drodze sterty drewna, jak ekrany przy autostradzie.
To droga z Funki do Chojniczek, przy której na szczęście większość drzew pozostała nienaruszona. Są jednak miejsca, w których po lesie zostały tylko pnie i wykroty.
Na tej właśnie drodze, jadąc rowerem zauważyłem coś, co patrząc z daleka w pierwszej chwili wziąłem za zgubioną przez kogoś linkę do blokady roweru. Z bliska linka okazała się nie linką, tylko...

Najpierw pomyślałem, że ktoś ją zabił - celowo albo przypadkiem przejechał. Leżała nieruchomo, częściowo brzuchem do góry. Szybko okazało się, że żmija żyje i jest całkiem żwawa.

Ostrożnie przetransportowałem gada w krzaki na poboczu, żeby nie spotkał go los dziesiątek padalców, które co roku znajduję martwe na na leśnych drogach. Najczęściej niestety celowo zamordowanych przez głupich ludzi.

Wolne dni minęły szybko (za szybko). Po powrocie, nadrabiając internetowe zaległości, trafiłem na informację o nowym graczu na rynku internetowych aukcji numizmatycznych https://ankk.onebid.pl/. Oczywiście, od razu rzuciłem się do przeglądania katalogu, szczególną uwagę zwracając na interesujące mnie okresy. Wywołało to u mnie mocno mieszane uczucia. Z jednej strony kilkadziesiąt niezłych, albo i lepszych medali, kilka talarów, Nike 1930... Z drugiej "kwiaty" typu 10 groszy "bez daty", 2 złote 2008 z gładkim rdzeniem, pospolite monety w stanach "wykopkowych". Czarę goryczy przelały niesławne "kopie kolekcjonerskie", a mówiąc wprost, ordynarne falsyfikaty masowo wyrabiane na wschodzie i zalewające nie tylko nasz rynek.
Jeszcze w poniedziałkowy, późny wieczór okazało się, że nie byłem odosobniony w swoich odczuciach. Na forum TPZN pojawiły się krytyczne wypowiedzi. Szybka reakcja Antykwariatu Numizmatycznego Karola Karbownika polegająca na usunięciu falsyfikatów i niektórych wątpliwych destruktów daje nadzieję, że następne aukcje (o ile będą) będą wolne od takich "wynalazków".

Od pewnego czasu mozolnie przebijam się przez książkę Daniela Kahnemana "Pułapki myślenia", już o niej na blogu pisałem. Mozolnie, bo lektura wymaga uwagi i skupienia. Autor zajmuje się głównie różnymi mechanizmami podejmowania decyzji i formułowania ocen, uświadamiając ich zależność od czynników z pozoru niepowiązanych i wydawało by się nieistotnych. Pisze  o spontanicznych, emocjonalnych decyzjach konfrontując je z decyzjami poprzedzonymi gromadzeniem i analizą faktów, zwykle omawiając eksperymenty - testy przeprowadzane na wybranych grupach ludzi (w tym często studentów i naukowców). Jeden z takich eksperymentów dał nieoczywisty, choć wytłumaczalny wynik. Uważam, że to badanie powinni dobrze zapamiętać wszyscy, którzy na dużą, ale też i na małą skalę parają się sprzedażą monet i innych antyków.
Eksperyment polegał na tym, że jego uczestników poproszono o oszacowanie wartości dwóch kompletów zastawy stołowej. W komplecie "B" znajdowało się po osiem talerzy płaskich, miseczek i talerzyków. Wszystkie w idealnym stanie. W komplecie "A", oprócz wymienionych 24 elementów w idealnym stanie było jeszcze 8 filiżanek, z tego 2 potłuczone i 8 spodeczków, z tego 7 potłuczonych. Respondentów podzielono na trzy grupy. Pierwsza znała skład obu zestawów, druga tylko zestaw "A", trzecia tylko zestaw "B". Grupa znająca skład obu zestawów, nieznacznie, ale wyżej wyceniła zestaw "A" - były w nim w stosunku do zestawu "B" dodatkowe, nieuszkodzone elementy. Inaczej rzecz się miała z ocenami pozostałych grup. Wyższe oszacowanie uzyskał zestaw "B".
Zestaw "A" z powodu obecności elementów uszkodzonych został uznany za niepełnowartościowy.
Czy widzicie analogię? Czy bardzo by Was zdziwiło, gdyby sumaryczna kwota uzyskana na zamknięcie aukcji ANKK w jej obecnym kształcie była niższa, niż kwota uzyskana z aukcji, z której wycofano wszystkie obiekty wątpliwe i mało wartościowe? Ja uważam to za bardzo prawdopodobne.

Na śląskich i zagłębiowskich targach staroci widuje się od lat pewnego sprzedawcę, którego oferta mieści się w jednym, czy dwóch klaserkach. Jest w nich wszystko. Bezładnie wymieszane monety od antyku zaczynając, na grubym srebrze II RP kończąc. Problem w tym, że mniej więcej jedna trzecia, to falsyfikaty. I to niekoniecznie tych najdroższych monet. Odkąd pamiętam, nie widziałem, by ktoś, coś od tego sprzedawcy kupił. Pewnie od czasu do czasu "jeleń" się trafia, ale moim zdaniem odstraszającym czynnikiem jest przede wszystkim niespójność oferty, panujący w niej chaos i obecność monet ewidentnie fałszywych. Sąsiedztwo falsyfikatu sprawia, że dobra moneta "zaraża się" i staje się podejrzana.
Wracając do ANKK i doboru obiektów na aukcję. Myślę, że na mieszanie numizmatów z najwyższej półki z monetami będącymi w zasięgu przeciętnego, czy nawet początkującego kolekcjonera mogą sobie pozwolić tylko firmy o ustalonej pozycji rynkowej. "Startupy" takim postępowaniem mogą sobie start bardzo utrudnić.

Dziś wpis bez zdjęć monet. Ostatnio nic ciekawego nie wpadło mi w ręce. Oferta na Allegro ubożeje z dnia na dzień (przynajmniej w interesującym mnie obszarze). Na dużych aukcjach, żywych, sieciowych i mieszanych, kiedy już coś fajnego wypatrzę, to moje limity okazują się niestety niewystarczająco wysokie. Może kiedy pojawi się coś z kategorii "muszę to mieć!", będzie inaczej, ale jak na razie tego typu oferty jakoś wypatrzyć nie mogę.

niedziela, 11 czerwca 2017

Czerwcowy przegląd prasy

Włochy
Trwa dyskusja nad sensem utrzymywania w obiegu najniższych nominałów monet. Parlament przegłosował zakończenie bicia monet 1- i 2-centowych od stycznia 2018. Wstrzymanie ich bicia ma dać oszczędności rzędu dwudziestu milionów euro rocznie, bo wyprodukowanie monety jednocentowej kosztuje 4,2 centa, a dwucentowej 5,2 centa. W grudniu 2015 odniosłem się do decyzji o utrzymaniu bicia naszych najniższych nominałów.
Zamiast wydawać rocznie 107 milionów na "miedziaki" bite w Warszawie, wydajemy 54 miliony na "miedziaki" (cudzysłów powinien chyba być podwójny) bite w Anglii. Wygląda na to, że oszczędzamy. Teoretycznie tak, ale zamiast oszczędzać 53 miliony można było zaoszczędzić całe 107 milionów. Wystarczyło zrezygnować z monet trzech najniższych nominałów.
Nie wydaje mi się, żeby Polska była krajem bogatszym od Włoch. Może teraz za włoskim przykładem dyskusja na ten temat powróci i u nas.

Wielka Brytania
Do obiegu weszły niedawno nowe jednofuntówki. Zmieniono wzór tych monet, bo stare były masowo fałszowane. Nowe miały być niepodrabialne. Oczywiście niemal natychmiast pojawiły się ich falsyfikaty. Wygląda na to, że nowy wzór rzeczywiście jest trudny do podrobienia, bo fałszywe nowe funty są dalekie od doskonałości - są cięższe od oryginalnych, bardziej zaokrąglone, rysunek mają mało precyzyjny. Nie przechodzą  (dzięki specjalnemu zabezpieczeniu) testu w automatycznych liczarkach do monet, dzięki czemu są sprawnie wychwytywane z obiegu. Ale są.
Na dodatek okazuje się, że oryginalne monety jednofuntowe też nie są doskonałe. Połączenie wewnętrznego rdzenia z zewnętrznym pierścieniem bywa nietrwałe. Zdarzają się (jak i na naszych bimetalicznych nominałach) luki między rdzeniem, a pierścieniem.

Polska - Opoczno
Myślę, że warto wybrać się do Muzeum Regionalnego w Opocznie. 9 czerwca otwarto w nim czasową wystawę „Monety i medale Kazimierza Wielkiego”. 


Wystawa prezentuje eksponaty z kolekcji Jarosława Janczewskiego - podobno  największej polskiej prywatnej kolekcji numizmatycznej dotyczącej tego króla.

Polska - aukcje numizmatyczne
Po decyzji Allegro o zmianie wysokości prowizji, największe firmy numizmatyczne zadeklarowały uruchomienie własnych serwisów aukcyjnych. Nie oszukujmy się, chodzi głównie o sprzedaż monet drogich. Nie z najwyższej półki, bo te sprzedaje się na aukcjach na żywo (nie bardzo wiem dlaczego nazywanych stacjonarnymi - te inne przecież też nie są ruchome), ale też nie tych najtańszych. Chodzi o monety o wartości kilku, kilkunastu tysięcy złotych. 
Dzisiaj (11 czerwca 2017) o 13:30 startuje Gabinet Numizmatyczny Damiana Marciniaka. Konkurencja zapewne będzie z uwagą śledzić to wydarzenie.

Na koniec pochwalę się nową monetą w kolekcji
denar łobżenicki Zygmunta III z roku 1623
średnica 12,3 mm, waga 0,35 grama
Sprzedawca uznał, że to rzadki szeląg litewski Zygmunta III i tak opisał monetę. Dobrze widoczny na rewersie Bróg, herb Krotoskich oraz rozmiary monety nie pozostawiają wątpliwości, co do prawdziwego miejsca jej bicia i nominału.
Miałem już w zbiorze podobną monetę
ale o całkowicie odmiennym rysunku (korony, tarcze herbowe). Odmian i wariantów tego nominału, nawet w obrębie samego rocznika 1623, jest zadziwiająco dużo. Wspaniały temat dla badaczy.

środa, 23 marca 2016

Dziękuję!

Po roku - trzydzieści tysięcy.
Na drugie urodziny - sto dziesięć tysięcy
Ćwierć miliona zbierałem przez trzy lata i pięć miesięcy.
Dziś w nocy licznik odwiedzin na moim blogu przekręcił się przez pół miliona.

Serdecznie Wam za to dziękuję i nieśmiało polecam się na przyszłość.


A tymczasem wiosna. Jeszcze nie rozpieszcza, jeszcze jej nie czuć w powietrzu ale już ją widać. Trawa zielenieje, gałązki niektórych krzewów też. Może nawet za parę dni będzie trochę cieplej.
I tej wiosny właśnie odbędzie się bardzo ciekawa aukcja (a nawet dwie, i to tego samego dnia - czternastego maja). Aukcja uświetni jubileusz Warszawskiego Centrum Numizmatycznego, a aukcję uświetni katalog. Mam oczywiście na półce katalog pięćdziesiątej aukcji WCN znany również pod tytułem "Podobna jest moneta nasza do urodnej panny". Katalog, nie katalog. Katalog, bo zawiera zdjęcia i opisy monet, które na tej aukcji sprzedawano, ale przede wszystkim synteza, przedstawienie aktualnego stanu wiedzy o polskim mennictwie, podręcznik - jak sam autor we wstępie napisał. Autor, czyli profesor Borys Paszkiewicz.
Katalog tegorocznej aukcji ma mieć zbliżoną konstrukcję. Autorem tekstu jest dr Witold Garbaczewski, kurator Gabinetu Numizmatycznego Muzeum Narodowego w Poznaniu. Tytuł katalogu, "Opowieść o władcach, artystach i symbolach" i osoba autora są dla mnie wystarczającą zachętą, żeby już zarezerwować miejsce na półce.
WCN pochwalił się już na Facebooku pierwszymi dwiema monetami z zapowiedzianej aukcji. Pozostaje mieć nadzieję, że następne będą równie ciekawe.

A co na aukcach internetowych?
Przedwczoraj zakończyła się bardzo ciekawa (przynajmniej dla mnie) aukcja.
Monetę sprzedano za... 2 125,00 złotych!
Ja swój egzemplarz kupiłem na początku 2012 roku za niecałych 350 złotych (I szybko się nim pochwaliłem).

Rzadkie, dobrze zachowane monety sprzedają się dobrze a czasem nawet lepiej niż dobrze.Nie śledzę bardzo uważnie notowań, ale kilka wyników sprzedaży wczesnych monet obiegowych PRL na aukcjach GNDM zrobiło na mnie duże wrażenie.

Postanowiłem, że w tym roku wszystkie nowe monety obiegowe, które włączę do zbioru będą pochodziły z obiegu (w zeszłym roku zdecydowałem się na zakup kompletu na Allegro). Na razie odłożyłem tylko pięciogroszówkę.
Ciekawe, kiedy skompletuję wszystkie.

Wracając do Allegro. Trochę mi znów namieszali - musiałem zmodyfikować zapisane na stałe linki do wyszukiwań (na widocznym wyżej zrzucie ekranu uważny czytelnik zauważy zakładkę "polowanie"), bo zmieniono kategorie w dziale NUMIZMATYKA. Główny podział monet polskich wygląda teraz tak:
• Polska do 1864
• Polska 1916-1945
• Polska po 1945

Pierwszy dział jest oczywiście podzielony. Dzisiaj mamy (w nawiasach aktualna ilość aukcji):
Część osób uważa taki podział za lepszy od starego, w którym cezurą głównego podziału był rok 1945, bo przyzwyczaiły się do przeglądania kategorii głównych i narzekały na przykład na wymieszanie monet przedrozbiorowych z II Rzeczpospolitą. Ja od zawsze wolałem poświęcić więcej czasu na szczegółowe odpytanie wyszukiwarki, niż codziennie przewijać niezliczone strony wypełnione monetami, które nie interesują mnie nic, a nic. Co kto woli.

Na monetach świat się nie kończy. 
Są tacy, którzy jeżdżą na rowerze przez cały rok. Ja sobie robię zimową przerwę, a ta niedługo się skończy. Planując pierwsze wyjazdy natknąłem się na bardzo pomocną stronę internetową. Serwis bazujący na mapach OpenStreet, z bardzo rozbudowanym systemem planowania tras: 
http://brouter.de/brouter-web/.
Podobno któryś z dostępnych profili planowania jest tak sympatyczny, że proponuje trasy może trochę dłuższe, ale za to omijające większe podjazdy. Muszę to kiedyś wypróbować. Nie żebym puchł na podjazdach, ale latka lecą, nie wiadomo, co będzie za parę lat.

I tym optymistycznym akcentem...

 

 


czwartek, 11 lipca 2013

Prawie zapomniałem.

W kwietniu pisałem o aukcji, która miała się odbyć piątego maja. Ze względu na bardzo bogatą i ciekawą ofertę polskich monet zakończyłem akapit: "Z niecierpliwością czekam na listę wynikową."i... zapomniałem.
Prawie.

Lista wynikowa jest dostępna.
Zobaczmy, jak poszło.
Szóstak Jana Kazimierza z 1657 r. z portretem Zygmunta III (lot 2737) poszedł za 40000 koron (wywołanie 15000).
Grosz Batorego z 1581 r. (Kopicki 500) - lot 2694 oszacowany na 8500 koron sprzedano za 95000 - prawie dwunastokrotne przebicie!.
Lubelski szóstak Zygmunta III z 1595 r. (lot 2701) poszedł za koron 12000, co przy wywołaniu 7000 oznacza niezbyt wielkie zainteresowanie.
Półgrosz Zygmunta Starego z 1511 r. wyceniony na 350 euro (3000 koron) błędnie opisany jako Kopicki 413 (R8) - spadł (lot 2678).
Na półtoraka Zygmunta III rzekomo z 1611 r. wycenionego na starcie na 590 euro (lot 2729) też chętnych nie było.
Nie dziwi mnie to, bo to ewidentne pomyłki autorów katalogu.
Chętni byli na inne wątpliwe monety.
Trojaka malborskiego 1596  (lot 2717) sprzedano za 17000 koron (wywołanie 10000), trojaka krakowskiego 1600 z datą zapisaną jako " 0K0 " - również nieobecnego w literaturze (lot 2725) sprzedano po cenie wywoławczej - 10000 koron.
W sumie zgodnie z oczekiwaniami - monety rzadkie sprzedały się dobrze, ewidentne wpadki zostały surowo ocenione. Okazało się też, że hazardziści ryzykujący niemałe sumy na zakupy potencjalnych rarytasów, to nie tylko polska specjalność.

O ile googlowy Blogger, gościnny gospodarz mojego bloga nie myli się, jest to dwusetny wpis. Niezbyt to dużo, jak na prawie trzyletnią obecność w sieci. Może kiedyś się poprawię.
Licznik odwiedzin powoli zbliża się do dwustu tysięcy, za co jestem Wam bardzo wdzięczny.
Nie mam wyjścia, zdecydowanie muszę się poprawić,




niedziela, 18 września 2011

Giełdy staroci.

Przenosząc kolejne felietony na moją nową stronę czytam uważnie każdy z nich. Choćby po to, żeby dodać - gdy to konieczne - wyjaśniające komentarze.
Ostatnio były to dwa teksty dotyczące różnych źródeł i źródełek dostarczających kolejnych eksponatów do naszych kolekcji. Do omówienia aukcji (internetowych i tradycyjnych) niewiele można dodać. W zasadzie dziś napisał bym coś bardzo podobnego. Z tekstem drugim (chronologicznie jednak pierwszym) jest inaczej.

8 lat temu napisałem:
"Najbardziej lubię monety, które uzyskałem drogą "polowania". Tutaj dominują trzy z wymienionych sposobów - grzebanie w przepastnych skrzynkach z "badziewiem" na targach staroci i w niektórych sklepach (pozdrowienia dla Pana Jana), spacery z wykrywaczem i saperką oraz polowanie na okazje na aukcjach internetowych."

Z tego akapitu aktualny jest tylko początek - pierwsze zdanie i końcówka zdania ostatniego. Polowanie, to jest to, co tygrysy lubią najbardziej.
Wrodzone lenistwo sprawia, że nie jestem stałym bywalcem targów staroci. Bywam na nich tylko przy sprzyjających zbiegach okoliczności (pogoda, brak innych zajęć...). Tak też było i dzisiaj. W planach miałem długodystansowe bieganie - półmaraton mniej więcej, ale...
obudziłem się ciut za późno, słońce było wysoko, a słupek termometru wystawał mocno ponad 20 stopni. Jak dla mnie - zbyt wysoko na planowany dystans. Jeszcze sobie w tym sezonie pobiegam. Wobec powyższego po śniadanku pojechałem do Dąbrowy Górniczej. W każdą trzecią niedzielę jest tam duża giełda staroci.
Stoiska zajmują dużą część parku w samym centrum miasta. A na stoiskach wszystko. Potrzebny Wam wypchany struś? Jest struś! Są Kossaki, Fałaty, pepesze, moździerze, makatki, czajniki, kieliszki, sztućce, lampy, znaczki, monety, medale, szafy, płyty, książki...
Monety. Przeważają "produkty kolekcjonerskie" - lustrzanki, tzw. GieEny i "dukaty" lokalne. Mijam je bez żalu. Później mamy PRL - ty mam jeszcze kilka braków, ale nie w sensie jakiegoś konkretnego rocznika/nominału. Poluję na dwie czy trzy odmiany, o których wiem, że istnieją, a jakoś nie udaje mi się ich dopaść. Dalej jest II RP - Nike 32 ani "głębokiego sztandaru" na targu nie kupię. Aż takim optymistą nie jestem. Przerzucam klaserki wypatrując jakichś ciekawostek, ale nic nie znajduję. I tak już chyba od dwóch lat.
Sprzedawców oferujących monety starsze jest niewielu, a oferta skromniutka. I znów - nie znalazłem ani nic z tego, czego teraz szukam, ani nie trafiłem na nic, co przyspieszyło by mi puls.
Żeby nie wracać z pustymi rękami kupiłem kilkanaście miedziaków "z pola". Co na prawdę kupiłem, okaże się dopiero po czyszczeniu.
 Kolejny raz wróciłem z giełdy staroci z przeświadczeniem, że to już nie to. I pewnie za jakiś czas, przy sprzyjającym zbiegu okoliczności kolejny raz pojadę zapolować na jakąś giełdę. Taka choroba.

Po śmierci Pana Jana Mączki zniknął niestety mój ulubiony katowicki sklep numizmatyczny. Do innych jakoś nie mogę się przekonać. Zresztą mam teraz znacznie mniej okazji do bywania w Katowicach (i innych miastach) w godzinach otwarcia takich przybytków. Praca, praca, praca...

Spacery z wykrywaczem i saperką od pewnego czasu stały się, jakby to powiedzieć... emocjonujące inaczej.Mniej emocji z powodu tego, co w trawie piszczy, więcej z powodu, że grozi to bardzo poważnymi konsekwencjami prawnymi. A na nocne szychty, to ja juz chyba za stary jestem.

Pozostaje, a właściwie nie pozostaje, a wyrasta na lidera w tej klasyfikacji, źródło ostatnie - polowanie w sieci.  Tu możliwości rosną, bo przy odrobinie wysiłku można operować nie tylko na Allegro, czy eBay. Jest na świecie wiele lokalnych serwisów aukcyjnych. Są oferty mnóstwa firm. Są portale w rodzaju MA-Shops.
Ostatnie dwa moje sieciowe zakupy zrobiłem na Allegro i w internetowym sklepie WCN. Gdy monety dotrą do mnie powstanie kolejny odcinek z cyklu "moje monety". Szczególnie ciekawie zapowiada się zakup z Allegro.


Printfriendly