Google Website Translator Gadget

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kubuntu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kubuntu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 stycznia 2012

Początek roku.

Dziwny ten początek roku. Zima to, czy nie zima? Co by to nie było, do spacerów nie zachęca, siedzę więc w domu i czytam, czytam, czytam...

Historia pieniądza – działa, jak szklaneczka whisky – najpierw zachwyca i troszkę oszałamia, później podnosi ciśnienie. Mnie na przykład iskry spod plomb poszły gdy dotarłem do czasów Augusta III. Rozumiem, że nie dało się szczegółowo wszystkiego opisać i potrzebne były redakcyjne cięcia. Nie rozumiem jednak, dlaczego po cięciach z akapitu dotyczącego mennicy toruńskiej został tylko okaleczony kadłubek. Nie dość, że niespójny, to jeszcze nieprawdziwy – widział kto kiedy toruńskie szelągi z portretem „grubaska”?

Kilka kartek później jest rozdział omawiający mennictwo Poniatowskiego. Po obietnicy złożonej przez autora we wstępie i lekturze „rozdziałów średniowiecznych” miałem nadzieję, że kwestia odróżnienia miedziaków krakowskich od warszawskich zostanie przedstawiona z uwzględnieniem wyników dociekań R. Janke przedstawionych na cafe Allegro i w Biuletynie Numizmatycznym.
Czyją to matką nadzieja?

I co z tego, że ciśnienie skacze, jeżeli książka tak piękna? Podtrzymuję opinię napisaną po pierwszej lekturze – książkę A. Dylewskiego kupić trzeba.

Książka, przy wszystkich swoich zaletach i wadach jest jednocześnie dobrym obrazem stanu polskiej numizmatyki. Profesjonaliści - naukowcy koncentrują się na antyku i średniowieczu, niewiele uwagi poświęcając monetom nowożytnym. Czy to nie dziwne na przykład, że nie podjęto poważnych badań w celu wyjaśnienia zagadki pierwszej mennicy warszawskiej, która w/g źródeł pisanych zaczęła działać pod koniec panowania Zygmunta III?
Możliwości podejmowania takich badań są dziś niepomiernie większe niż były w czasach prekomputerowych. Przykład:
Na cafe numizmatyka na Allegro poruszono problem szóstaków malborskich z 1596 r. w wariancie "duża głowa". Wystarczyło zaangażowanie kilku osób i przed upływem tygodnia pojawiło się niemal gotowe opracowanie porządkujące ten wycinek mennictwa Zygmunta III i jednocześnie otwierające pole do dalszych badań. Jeśli ktoś to przegapił, pora nadrobić zaległości.
Szóstak 1596, Malbork "mała głowa"
dużej w zbiorze nie mam (na razie).

Przed Świętami udało mi się nareszcie znaleźć czas na skonsumowanie jeszcze jednego jesiennego zakupu. Nie, nie mam na myśli żadnych smakowitych trunków. W październiku zorientowałem się, że na dyskach mojego komputerka coraz mniej miejsca. A zdjęć monet (i nie tylko) przybywa. Postanowiłem, że nareszcie wykorzystam konsekwencje niegdysiejszej awarii komputera, która zaowocowała wymianą płyty głównej i możliwością skorzystania z dysków SATA. Kupiłem 1 TB w dwóch kawałkach, ale stale brakowało czasu na przeniesienie na nie systemu i danych.
Czas w końcu znalazłem. Najpierw wpiąłem oba nowe dyski, odpiąłem stare i zabrałem się za instalację dopiero co wydanego nowego Kubuntu 11.10. Poszło sprawnie, ale kiedy zabrałem się za kopiowanie danych ze starych dysków, zauważyłem, że nie wszystko działa tak, jak bym chciał. Pewne operacje trwały zbyt długo. Miarka się przebrała, kiedy postanowiłem umilić sobie czas oczekiwania słuchając dopiero co skopiowanej muzyki. Serwer dźwięku PulseAudio okazał się strasznie humorzasty. Jak w starym kawale o milicjantach - działa, nie działa. I tak na zmianę. Troszkę mnie to zdenerwowało. Nie ma na co czekać - trzeba poszukać rozwiązania. Po przeczytaniu połowy internetu zdecydowałem, że dam szansę innej dystrybucji Linuksa. Ściągnąłem obraz płyty, wypaliłem i uruchomiłem sesje live. Wszystko działa, out of the box, jak mawiają za Atlantykiem. Dźwięk też!
No to do roboty. Kubuntu wyleciało z dysku, a na jego miejsce wskoczył PCLinuxOs. Ponieważ obie dystrybucje operują w środowisku KDE, zaeksperymentowałem i przerzuciłem do partycji /home nowego systemu zawartość /home z Kubuntu. Na tej partycji przechowywane są między innymi wszystkie ustawienia programów użytkownika. Dzięki temu, nawet gdy trzeba od nowa instalować system, nie traci się ustawień poczty, kontaktów z komunikatorów i mnóstwa innych ważnych rzeczy. Okazało się, że nowy system bez żadnych oporów przyjął ustawienia. Trochę czasu zajęło mi jeszcze kopiowanie pozostałych danych, ale w sumie cała operacja przebiegła bezboleśnie i zajęła rozsądną ilość czasu.
Wynik: nowy, stabilny system na dużych, szybkich dyskach.

Początek roku.
Zwyczajowo czas podsumowań i planów.
Podsumowywać mi się nie chce - sprawozdawałem na bieżąco.
Plany - trudno coś konkretnego planować w obliczu zagrożenia kryzysem (i końcem świata). Na początek zgłosiłem mojego bloga do konkursu Blog Roku 2011

Koszt SMS to 1,23zł brutto. 
Uwaga! W numerze bloga znak 0, to cyfra zero.
Pamiętaj, także, aby nie wstawiać w SMS spacji!

Co z tego wyniknie - przyszłość pokaże.

P.S.
Kiedy syn zobaczył, że majstruję coś z nowymi dyskami skomentował to krótko:
- Ale sobie porę na zakup dysku wybrałeś! Przy takich cenach?!
Pokazałem mu fakturę z 17 października z kwotą za dwa dyski wyraźnie niższą od grudniowej ceny jednego.
- Ty to masz szczęście, powiedział.
Może starczy na cały rok?

wtorek, 3 maja 2011

Prawdziwy przyjaciel człowieka.

Nie piesek, nie kotek...
Komputerek!

Przyjaciel powinien dostawać prezenty. Od czasu do czasu, żeby mu się w głowie nie poprzewracało. Mój dostał prezent w ostatnią sobotę, 30 kwietnia. Jeszcze ciepły Kubuntu Natty Narwhal 11.04

A stało się to tak. Usiadłem, żeby zrobić obiecany wcześniej wpis o monetach z podwójnymi literkami i rysunkami. Na tacce  systemowej pokazała się ikonka informująca o dostępności jakichś aktualizacji. Kliknąłem i okazało się, że nie chodzi o zwykłe aktualizacje, tylko o możliwość upgrade do nowego wydania systemu. No to jazda! Najpierw krótki test, później prośba o potwierdzenie decyzji i pozostało tylko czekanie na zakończenie aktualizacji. Do pobrania było ciut ponad 1 GB danych, serwery obciążone, bo na nowe wydanie systemu zawsze rzuca się masa zasysaczy. Znaczy, chwilę to potrwa. No to przecież nie będę tak siedział i czekał. Zaplanowany wpis miałem już przemyślany i częściowo przygotowany (wcześniej zrobiłem skany monet) więc nie ma wyjścia, trzeba pisać.
Jak to? Jednocześnie aktualizować system i pracować na nim? A dlaczego nie? Linuks tak już ma, że jest to możliwe.

Minęła godzina i okazało się, że pisanie trzeba na chwilę przerwać - nawet nie zauważyłem, że niezbędne dane już się pobrały, zaczął się właściwy proces aktualizacji i trzeba zadecydować, czy konfiguracja kilku programów ma zostać zachowana, czy zastąpiona nową. Nie ma się co zastanawiać - program działa - konfiguracja zostaje. Jeśli będą jakieś nowe możliwości konfiguracyjne, to później będzie pora je wypróbować.
Troszkę zmartwił mnie komunikat, że nowemu systemowi nie podoba się zastane wydanie GIMPa i program zostanie odinstalowany. Trudno, zgodziłem się - doinstalowanie go później, to przecież tylko kilka chwil.

Komunikat o konieczności ponownego uruchomienia komputera. Chwila napięcia - wstanie, nie wstanie...
A dlaczego miałby nie wstać? System uruchomiony. Wygląda, jak wyglądał. Pora kończyć wpis na bloga, ale trzeba jeszcze na nowo dodać GIMPa.  KPackageKit - wybór programu - potwierdzenie - okienko z komunikatami o stanie instalacji - gotowe. Można kończyć wpis.

A teraz, kiedy wpis już opublikowany, można zobaczyć, co nowego w systemie.
Zestaw programów, który miałem wcześniej w zasadzie się nie zmienił - najważniejsza zmiana, to zastąpienie OpenOffice przez LibreOffice. Sprawdziłem, czy kilka najczęściej otwieranych plików otwiera się jak należy - katalogi specjalizowane - OK, taki jeden pliczek z aktywnym połączeniem z internetową bazą danych - OK, połączenie jest, dane się aktualizują.
Opera - działa, COMMENCE -  działa (uff...), skaner - działa, Amarok - gra, VLC - gra, SAMBA - mam dostęp do swoich katalogów na laptopie małżonki, a ona może drukować na mojej drukarce. No to wszystko gra :-)

I w tym momencie przypomniałem sobie entuzjastyczne wzmianki o "działaniach" czyli Activities i ich przewadze nad pulpitami wirtualnymi. Trzeba przetestować. Wynik testów?
Krótko mówiąc - jest bardzo dobrze.
"Działanie" MONETY:

"Działanie" ROBOCZE:
 Terminal nie jest otwartym programem, tylko tzw. widgetem pulpitu, stale pod ręką.

Podoba mi się takie rozwiązanie. Trzeba będzie uważnie nasłuchiwać, czy na forach nie pojawią się jakieś nowe ciekawe pomysły na wykorzystywania "działań".

I jeszcze jeden zrzut ekranu
"Karta katalogowa" najświeższego nabytku - rozczulająco prymitywnego falsyfikatu szeląga (chyba ryskiego) Zygmunta III Wazy. Czy to ten przysłowiowy zły szeląg?
 

środa, 2 marca 2011

Zaniedbałem ostatnio mojego bloga :-(

Nie napisałem nic od przeszło tygodnia. Nie napisałem tu, ale nie znaczy to, że siedzę i nic nie robię. Na dowód malutki fragment większej całości, która zajmuje mi ostatnio gros czasu:

Nieprecyzyjne opisy awersów pięciogroszówek 1840 u Wittyga, Plagego i Berezowskiego utrudniają przypisywanie poszczególnych odmian numerom katalogowym. Katalog Bitkina nie pozostawia wątpliwości, że najrzadsza odmiana (Plage 141 - odmiana) to moneta z herbem Moskwy ze św. Jerzym w płaszczu.
Nawiasem mówiąc, nie udało mi się jeszcze ani jej zobaczyć ani nawet zdobyć jej zdjęcia!

Wittyg wyróżnia awersy z ogonem szerokim i wąskim. U Plagego nr 140 to "jak nr 139" (czyli jak w pospolitszej odmianie rocznika 1839), a nr 141 to "jak nr 140, lecz ogon orła inny". Berezowski nr 770 opisuje "ogon szeroki" i podaje, że to Plage 140. Analogicznie Berezowski 771 to "ogon wąski" = Plage 141.
Mając przed sobą monetę, której nie można porównać z innym egzemplarzem trudno orzec, czy ogon jest wąski, czy szeroki. Jest kilka dodatkowych szczegółów ułatwiających rozróżnienie odmian awersu pięciogroszówek.
Plage 140 =  ogon szeroki

 Plage 141 = ogon
wąski

1.
herb Moskwy - niski, szeroki, skrzydła smoka długie
1.
herb Moskwy - wysoki, wąski, skrzydła smoka krótkie
2.
brak dodatkowych piór między ogonem, a łapami
2.
dodatkowe pióra między ogonem, a łapami
3.
przed koniem ogniwo łańcucha orderu św. apostoła Andrzeja - tarcza z krzyżem X
3.
przed koniem ogniwo łańcucha orderu św. apostoła Andrzeja - dwugłowy orzeł cesarski

Awers z "szerokim ogonem" występuje na odmianach bitych w latach czterdziestych. "Wąski ogon" pojawia się na monetach bitych później. Tak przynajmniej wydaje mi się na obecnym etapie pisania, ale nie oznacza to, że coś się nie zmieni.
Stale zaskakuje mnie ilość znaków zapytania i wątpliwości wyskakujących, jak królik z kapelusza. Co moneta, to problem, co rocznik, to niejasności. Przynajmniej jest ciekawie.

Niepostrzeżenie minął rok, jak pożegnałem się z oprogramowaniem Microsoftu. Po kilku początkowych eksperymentach (Ubuntu, Mint z KDE, Mint z Gnome) stanęło na Kubuntu i wszystko wskazuje, że jest to stan trwały. Wszystko działa bez zarzutu, co cieszy mnie niezmiernie.
A że codziennie, chcąc nie chcąc muszę wracać do zestawu MS Windows / MS Office w najróżniejszych wariantach, mam okazję do ciekawych porównań. Na przykład takie maleństwo - na pasku stanu siedzi sobie malutka ikonka - głośnik. Wiadomo, o co chodzi. Na moim Kubuntu wystarczy, że najadę kursorem na ikonkę i pokręcę kółkiem myszy - natychmiast jest głośniej, lub ciszej. W Windowsach trzeba ikonkę kliknąć i dopiero później można regulować poziom dźwięku. Niby drobiazg, ale komfort pracy nieporównywalny. Bardzo podobają mi się możliwości sterowania oprogramowaniem z konsoli. Mam dwa pliki jpg (np. awers i rewers monety). Wystarczy taka prościutka komenda:
montage -geometry +2+2 03a.jpg 03z.jpg 03.jpg
i już po ułamku sekundy mam trzeci plik, a w nim awers i rewers obok siebie, oddzielone dwupikselową przerwą.
A gdybym chciał, żeby plik wynikowy był w innym formacie, dajmy na to tiff (choć prawdę mówiąc ten kierunek konwersji jest mocno nielogiczny), to zamiast 03.jpg wpisał bym 03.tiff - tylko tyle. Nie muszę otwierać programu graficznego! Dla mnie bomba.

Printfriendly